JKS zaczyna od remisu 

0
Na inaugurację JKS zremisował z Sokołem. fot. D. Budzowski

Na inaugurację trzecioligowych rozgrywek piłkarze JKS-u Jarosław na własnym stadionie podzielili się punktami z Sokołem Kolbuszowa Dolna. Nasza drużyna dwa razy obejmowała prowadzenie, ale goście potrafili wyrównać. 

 

JKS Jarosław – Sokół Kolbuszowa Dolna 2:2 (1:1)

Bramki: 1:0 Purcha 1, 1:1 Matuszewski 42, 2:1 Purcha 56-karny, 2:2 Zych 83.

JKS: Wilk – Ptasznik (46 Surmiak), Miroshnyk cz [87, faul przed polem karnym], Wrona ż, Kordas, Podstolak, Janiczak (86 Gospodarczyk), Magdziak (46 Pilch), Prokić, Czernyszm Purcha (70 Stakiewicz).

Sokół: Kusak – Adamski, Kapuściński, Khorolskyi, Bochra (80 Woś) – Zych, Marciniec, Wiktor, Wilk (80 Chwałka), Maj (63 Kądziołka) – Matuszewski.

Sędziował: Górski (Kraków). Widzów: 850.

Zaczęło się dla jarosławian wyśmienicie. Już pierwsza akcja zakończyła się powodzeniem. Po szybkiej wymiennie piłki, gospodarze znaleźli się w polu karnym i za sprawą Purchy mogli cieszyć się z premierowego trafienia. Przyjezdni byli w lekkim szoku bo obudzili się dopiero w 20 minucie. Wówczas głową strzelał Matuszewski, ale na szczęście dla JKS-u wycelował w słupek. Tuż przed przerwą Matuszewski był już jednak skuteczny, wykorzystując złe podanie Podstolaka. Drugą połowę znowu lepiej zaczęli miejscowi. Po faulu na Janiczaku arbiter podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Purcha. Niestety w końcówce goście znowu przejęli inicjatywę i po klepce Zycha z Marcińcem, ten pierwszy pokonał I. Wilka.

 

Kolejka 1 – 1-2 sierpnia

 

Pogoń-Sokół Lubaczów 0-1 Chełmianka Chełm
Jakub Kuzdra 82
Moravia Morawica 0-2 Wiślanie Skawina
Nikodem Morawski 45, Adam Cytacki 90
Naprzód Jędrzejów 5-4 Korona II Kielce
Karol Stanek 6, 20 (k), Marcus Dias 45, Arleison Martínez 61, 74 (k) – Janusz Nojszewski 10, 45, Mikołaj Podwysocki 21, Bartosz Karliński 81
Wisła II Kraków 4-2 Star Starachowice
Oliwier Pławiński 11, Dawid Gap 46, Wiktor Szywacz 75, Karol Tokarczyk 85 (k) – Piotr Stefański 45, Szymon Stanisławski 89
KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski 1-0 Podlasie Biała Podlaska
Bartosz Snopczyński 54
Hetman Zamość 1-1 Siarka Tarnobrzeg
Dominik Skiba 59 – Adrian Kromka 19
Czarni Połaniec 3-1 Wieczysta II Kraków
Dawid Zięba 31, Krzysztof Bociek 59, Sebastian Dzikowski 90 – Marcin Wieczerzak 42 (s)
AKS 1947 Busko Zdrój 1-1 Wisłoka Dębica
Bartłomiej Sowa 4 – Dominik Kulon 43
JKS Jarosław 2-2 Sokół Kolbuszowa Dolna
Bartłomiej Purcha 1, 56 (k) – Tomasz Matuszewski 42, Jakub Zych 83

 

 

 
Nazwa M. Pkt. Z. R. P. Bramki
1.  Wisła II Kraków 1 3 1 0 0 4-2
2.  Czarni Połaniec 1 3 1 0 0 3-1
3.  Wiślanie Skawina 1 3 1 0 0 2-0
4.  Naprzód Jędrzejów 1 3 1 0 0 5-4
5.  Chełmianka Chełm 1 3 1 0 0 1-0
6.  KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski 1 3 1 0 0 1-0
7.  JKS Jarosław 1 1 0 1 0 2-2
 Sokół Kolbuszowa Dolna 1 1 0 1 0 2-2
9.  Hetman Zamość 1 1 0 1 0 1-1
 AKS 1947 Busko Zdrój 1 1 0 1 0 1-1
 Wisłoka Dębica 1 1 0 1 0 1-1
 Siarka Tarnobrzeg 1 1 0 1 0 1-1
13.  Korona II Kielce 1 0 0 0 1 4-5
14.  Pogoń-Sokół Lubaczów 1 0 0 0 1 0-1
 Podlasie Biała Podlaska 1 0 0 0 1 0-1
16.  Star Starachowice 1 0 0 0 1 2-4
17.  Wieczysta II Kraków 1 0 0 0 1 1-3
18.  Moravia Morawica 1 0 0 0 1 0-2

 

Nowa jakość i wielki sukces. Podsumowanie Mistrzostw Świata w Jarosławiu

0

Tegoroczne Mistrzostwa Świata w Ju-Jitsu i Aikido przeszły do historii jako wydarzenie bez precedensu. Przez cztery dni Jarosław stał się światową stolicą sztuk walki, goszcząc blisko 500 zawodników z 16 państw – w samych tylko konkurencjach Ju-Jitsu zgłosiło się blisko 400 osób, a po weryfikacji do startu zakwalifikowano ponad 300 zawodników. W Aikido wystartowało kolejnych około 200. 

Pierwszego dnia rozegrano konkurencje Ju-Jitsu w tym grappling Gi i No-Gi oraz system Duo Show, a w kolejnych dniach zmagania w Aikido. – Tak wielka impreza nie mogłaby się jednak odbyć bez zaplecza ludzi, którzy czują się odpowiedzialni za to, co dzieje się w mieście. Nie chodzi tu o kurtuazję czy budżetowe wsparcie, ale o realne współdziałanie i nową jakość. Nie sposób pominąć też tego, co porusza najbardziej – niesamowitego, trwającego przez cały czas zaangażowania rodziców naszych zawodników. Ich obecność, wsparcie i wiara w to, co robimy wspólnie dla dzieci, są fundamentem tego sukcesu. To wzruszające dowody na to, że gramy do jednej bramki i głęboko wierzymy w sens naszej pracy – opowiada Wiesław Pikor, główny organizator turnieju, szef jarosławskiego AZCA.

Drugi dzień zawodów, otwierający zmagania w konkurencjach Aikido, rozpoczął się od spektakularnego akcentu czyli widowiskowego występu Zespołu Pieśni i Tańca „Jarosław” działającego przy Powiatowym Ognisku Baletowym im. Lidii Nartowskiej w Jarosławiu. Pośród natłoku obowiązków organizacyjnych prezes Autonomicznego Zrzeszenia Combat Aikido, Wiesław Pikor, zdecydował się na osobisty start w zawodach w zespole z Sensei Szymonem Walerianowiczem. – W konkurencjach Aikido wspólnie wywalczyliśmy tytuł wicemistrzów świata, dochodząc do finału, w którym zmierzyliśmy się z zawodnikami o niesamowitej, wręcz perfekcyjnej klasie – reprezentującymi Anglię Azjatami, których techniczny kunszt budził czysty podziw. Przegrać z kimś takim to nie żaden wstyd, a wielki honor i czysta przyjemność – podkreśla W. Pikor.

Szymon Kawecki i Florian Środziński wywalczyli tytuł wicemistrzów świata w konkurencjach Aikido, a dzięki dołączeniu do zespołu Ani Foryś, wspólnym wysiłkiem wywalczyli w innej konkurencji tytuł wicemistrzów świata. Nasi reprezentanci w konkurencjach Ju-Jitsu również pokazali klasę, zdobywając mnóstwo medali. Warto podkreślić, że niektórzy zawodnicy, tacy jak Sara Patano czy Igor Turek, z powodzeniem startowali w kilku kategoriach i formułach. Zawodnicy z miejsc czwartych dzielnie walczyli po wyjściu z grup, pokazując ogromny charakter.

Medaliści Ju-Jitsu:

Złote medale: Antoni Gajda, Patrycja Trojniak, Urszula Ścibisz, Sylwia Radecka.

Srebrne medale: Weronika Bury, Igor Turek, Emilia Kolbuszowska, Julia Kolbuszowska, Lena Motyka, Maja Usiądek, Lena Rząsa, Sara Patano, Igor Turek, Franciszek Korda, Sara Patano.

Brązowe medale: Matylda Sikora, Ignacy Pyzik, Maria Budzisz, Emilia Ochota, Antoni Banaś, Julia Małysz, Natan Kulikowski.

Gospodynie i sołtysi na wspólnej pielgrzymce

0

W niedzielę, 26 lipca, odbyła się pielgrzymka Kół Gospodyń Wiejskich i Sołtysów do Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Jodłówce. Głównym punktem była Msza Święta, której przewodniczył abp Adam Szal.

Metropolita Przemyski zwrócił w swojej homilii uwagę na hierarchię wartości w codziennym życiu.

Uznanie pewnych prawd i rzeczy za priorytetowe, najważniejsze – mówił abp Szal. – Uczeń Chrystusa ma żyć według woli Boga mimo tego, że we współczesnym świecie narzuca się inną hierarchię wartości, inne wartości promuje jako pierwsze.

Abp Adam Szal zwrócił się też bezpośrednio to pielgrzymów, zrzeszonych w Kołach Gospodyń Wiejskich i pełniącym rolę sołtysów.

To niezwykła wspólnota tych, którzy biorą odpowiedzialność za życie lokalnej wspólnoty. Oni potrafią połączyć w swoim życiu to, co ludzkie, z tym, co Boże, to, co ziemskie, z tym, co duchowe. To dlatego tak chętnie angażują się w uroczystości religijne, takie jak dzisiaj czy takie jak dożynki, parafialne, gminne czy diecezjalne. Potrafią się zaangażować także w obchody niepodległościowe, bo wiara i Kościół przenikają się wzajemnie także z naszym codziennym życiem – mówił kaznodzieja.

Po zakończeniu modlitwy uczestnicy wydarzenia spotkali się przy sanktuarium, by wymienić się doświadczeniami oraz skorzystać z poczęstunku.

Opr. DP/ fot. Zdzisław Pliszak/Arch. Przemyska

Strażacy zagrali dla Maćka

0

W sobotę, 1 sierpnia, odbył się Turniej Charytatywny „Gramy dla Maćka”. Dzięki wielkim sercom uczestników na leczenie 120-letniego chłopca udało się zebrać ponad 15,5 tys. zł.

O 12-letnim Maćku z Krzeczowic, który zachorował na osteosarcomę, czyli nowotwór złośliwy kości ramiennej, pisaliśmy na naszych łamach w ubiegłym numerze. Lokalna społeczność, na czele z sołtysem Arkadiuszem Kozakiem oraz naczelnikiem OSP Krzeczowice Piotrem Białogowskim, by pomóc zebrać pieniądze na leczenie chłopca, postanowiła zorganizować Turniej Charytatywny Piłki Nożnej Ochotniczych Straży Pożarnych.

W turnieju wzięły udział następujące ekipy: OSP Pantalowice, OSP Żuklin, OSP Krzeczowice, OSP Siedleczka, OSP Urzejowice, OSP Zarzecze, OSP Łopuszka Wielka, OSP Niżatyce, OSP Białoboki, OSP Bóbrka Kańczucka, MDP Pantalowice oraz OSP Korczowa. Na koniec najlepsi okazali się druhowie z OSP Zarzecze, którzy zajęli I miejsce. II miejsce przypadło w udziale OSP z Łopuszki Wielkiej, a III – OSP z Korczowej. Każda drużyna zostawiła na boisku mnóstwo serca, zaangażowania i sportowej pasji. Jednak tego dnia wynik sportowy był tylko dodatkiem – prawdziwym zwycięzcą okazało się dobro.

Szczególne podziękowania kierujemy do wszystkich darczyńców, mieszkańców, kibiców, wolontariuszy oraz osób, które poświęciły swój czas i siły, aby to wydarzenie mogło się odbyć. Dziękujemy za każdą wpłatę, każdą pomocną dłoń i każde dobre słowo – podkreślali organizatorzy wydarzenia.

Turniej pokazał, że gdy jednoczymy siły w słusznej sprawie, można osiągnąć naprawdę wiele. Dowodem na to jest zebrana kwota.

Dzięki Waszym wielkim sercom udało się zebrać 15.550 zł, które zostaną przekazane na leczenie Maćka. To piękny dowód na to, że dobro wraca, a wspólne działania mają ogromną moc – dodają na zakończenie.

DP/fot. org.

Niezwykła pasja motoryzacyjna Kacpra

0

Kacper Wierzbicki, mieszkaniec Charytan (gmina Laszki) na co dzień jest uczniem klasy o profilu technik informatyk w ZSTiO w Jarosławiu. Poza zajęciami z powodzeniem oddaje się pasji, jaką jest motoryzacja. W swojej kolekcji posiada takie cuda techniki, jak samochód Zastava 1100p, motocykl WSK i 3 motorowery marki Komar. – Kiedy miałem pięć, sześć lat tato mi kupił ,,komary” i grzebałem sobie przy nich. Poza tym takie było moje otoczenie, głównie miałem kontakt ze znajomymi taty, którzy mają bzika na punkcie takich zabytków i poszedłem w to ”na grubo”- wspomina Kacper.

 W wolnym czasie zajmuje się też renowacją starych motocykli. W kręgu zainteresowań motoryzacyjnych chłopaka są kolekcje tablic rejestracyjnych z terenu byłego województwa przemyskiego. Ich zdjęcia  umieszcza na facebookowym profilu ”Przemyskie na czarnych”, gdzie zyskują uznanie wśród fanów starych pojazdów. – Moją misją jest uzbieranie jak największej ilości tablic pochodzących z całego rejonu dawnego województwa przemyskiego – opowiada o swoich planach młody mechanik.

Przygoda z zabytkową motoryzacją u Kacpra zaczęła się od czasów, gdy jako mały chłopiec przebywał w otoczeniu znajomych taty, którzy mają bzika na punkcie zabytkowych klasyków. – Mając pięć, sześć lat zacząłem się bawić częściami do pojazdów. Mój tata, widząc moje zainteresowanie tym tematem, kupił mi komara typu sport. Znalazł go u pana Zbyszka Poręby, pasjonata motoryzacji z Radymna – wspomina Kacper Wierzbicki. – Starałem się zrobić motor tak, by zachować go w oryginalnym stanie – dodaje.

Chłopak jest uczniem technikum w jarosławskim ZSTiO na kierunku informatycznym. – Przez chwilę myślałem, by pójść do klasy o profilu mechanicznym. Później doszedłem do wniosku, że skoro już posiadam dosyć dużą wiedzę i doświadczenie w tej dziedzinie, to spróbuję swoich sił w innej. Zdobyta dodatkowa wiedza może później zaprocentować w przyszłości – podkreśla nasz rozmówca, który od września będzie kontynuował naukę w czwartej klasie.

W wolnym czasie zajmuje się renowacją motocykli i motorowerów. Sam jest posiadaczem trzech komarów i kultowej WSKi 175 M21. Kolejnego komara Kacper nabył od swojego sąsiada.

Zawołał mnie i powiedział, że ma komara, wraz z częściami. Zaciekawiło mnie to, więc poszedłem zobaczyć. Spytałem się sąsiada, ile za niego chce, a on powiedział, że nic. Weźmiesz go sobie, może odzyskasz z niego jakieś części do swoich jednośladów. Nadziękowałem mu się, jak nigdy. Kilka dni później, jak sąsiad zobaczył pojazd po renowacji, ”szczęka mu opadła”. Powiedział z zachwytem, że motocykl teraz wygląda jak nowy, w momencie zakupu w lutym 1975 roku. Sąsiad  jeździł nim do pracy – wspomina z uśmiechem Kacper.

 

Zainteresowanie z przypadku

Zainteresowanie tablicami rejestracyjnymi z byłego województwa przemyskiego u Kacpra narodziło się spontanicznie.

Sięgając pamięcią, od lat szkolnych zacząłem zwracać na to uwagę. Przede wszystkim dlatego, że tą naszą WSKę też mam na starych numerach. Zauważając także tablice innych pojazdów, zamiłowanie do nich rozkręciło się samo z siebie. Narodziła się wewnętrzna chęć dokumentowania tego wszystkiego, bo tych pojazdów z czarnymi tablicami na naszych drogach jest coraz mniej. Chciałbym podkreślić, że moja pasja do zdjęć jest spontaniczna. Nigdy nie wiesz, kto wyruszy do miasta polonezem na zakupy. Zdarzają się stare samochody, w głównej mierze wśród starszych osób, które wyjeżdżają z domu autem raz na rok – tak przedstawia swoje niecodzienne hobby K.Wierzbicki. – Przeglądałem internet i zauważyłem, że istnieją strony z numerami pochodzącymi z innych województw, a nie ma o byłym województwie przemyskim. Po konsultacjach ze znajomymi z facebookowych grup moto założyłem stronę ”Przemyskie na czarnych”, z zamiarem wypromowania nieistniejącego już administracyjnie województwa wśród fanatyków motoryzacji. Jest warszawskie, pilskie, czy białostockie, to czemu nie może być też przemyskie? – stwierdza mężczyzna.

Istnieje też na Messengerze grupa, która zrzesza zainteresowanych  zdjęciami z czarnymi tablicami, z całego Podkarpacia. – Fani przesyłają mi zdjęcia swoich samochodów, z rodzinnych archiwów albo tych, które napotkają na drodze. Wymieniamy się też informacjami, gdzie stoi ten pojazd, żeby każdy uwiecznił go w swojej motoryzacyjnej galerii. Stronę pomaga mi prowadzić kolega, za co jestem mu wdzięczny – chwali się Kacper.

 

Warszawa i Syrena popularne do dziś

Pierwszy post o dużym zasięgu na fanpage’u prowadzonym przez Kacpra dotyczył zdjęcia kultowej Warszawy 223 pochodzącej z Przemyśla, wyprodukowanej w 1967 roku. – Wcześniej samochód nosił nazwę 203, ale producent auta, FSO, musiało zmienić nazwę na 223, bo poprzedni numer został opatentowany przez Peugeota. Fotka zdobyła ponad 500 reakcji, co jak na mój profil mający na chwilę obecną 746 obserwujących jest zaskakującym wynikiem – opowiada mężczyzna. – Drugie najpopularniejsze zdjęcie prezentuje prototyp Syreny 607, którą znalazł mój znajomy. Samochód był w Oleszycach, najprawdopodobniej jeździł do połowy lat 90. Maszyny rolnicze również są bardzo na topie, zwłaszcza jeśli post dotyczy opublikowanego Ursusa lub przyczepy – stwierdza Kacper.

Kacper zapytany o to, jak wybiera konkretny pojazd do sfotografowania, odpowiada, że nie ma wybranego typu pojazdu.

– Ogólnie zależy mi na tym, by uwiecznić każdy pojazd na czarnych tablicach. Co do rodzaju, to podam na przykładzie: stare polonezy będą na pewno ciekawsze niż kolejny egzemplarz ”Malucha”. Posiadanie takiego pojazdu w tamtych czasach było wyznacznikiem statusu, a małego fiata mógł posiadać przeciętny Kowalski – relacjonuje K.Wierzbicki.

 

Zbieranie danych bywa czasochłonne

W szopie, gdzie Kacper trzyma swoje jednoślady znajduje się niemała kolekcja numerów rejestracyjnych z byłego województwa przemyskiego. Można śmiało rzec, że chłopak jest ekspertem w tej dziedzinie.

– Na chwilę obecną ciężko powiedzieć, jaki posiadam najstarszy egzemplarz tablicy. Nie da się jako tako określić, jaki wiek mogą one mieć. Jak już, nieco go przybliżyć według wydawanego, określonego wzoru. Przykładowo, od roku 1956 do 1976 były wydawane dwuliterowe i potem cztery cyfry. Zdarzało się nawet, że w latach osiemdziesiątych takie tablice wydawano, bo za czasów PRLu w papierach panował bałagan – mówi mężczyzna. – W tych bardziej znanych numerach, wydawanych do 2000 roku pierwsze dwie litery oznaczały województwo, a trzecia była dowolna (np. KSB to Brzozów, ówczesne woj. krośnieńskie). Jeden z naszych wyróżników, PRA od numeru 0 do 500 oznaczał Przemyśl, a od 500 do 1000 Jarosław. Zwykle po trzeciej literce można wywnioskować, w którym roku mogło to zostać wydane. Z kolei tablice państwowe wśród pozostałych wyróżniały się tym, że na końcu miały literę (np. PRA 123B). Wyróżnik powstał po to, by umożliwić milicji identyfikację samochodów należących do spółek państwowych (PKS, szkoła jazdy, PGR) – relacjonuje Kacper Wierzbicki.

Mężczyzna jest zdania, że zbieranie danych może być czasochłonne, choć nie korzysta z pomocy archiwów urzędowych. – Po prostu wszyscy fotografują pojazdy, albo same tablice lub też je zbierają i tyle, bo więcej z nich się nie da dowiedzieć. Próbowałem sobie wydedukować, jakie poprzednie numery miał mój motocykl. Zgromadzenie szczegółowych danych pojazdu w rzeczywistości nie jest takie proste. Trzeba być urzędnikiem, bo tylko oni mają dostęp do wielu danych. Aby posiadać dane jakiegoś pojazdu, trzeba być diagnostą albo pracownikiem firmy ubezpieczeniowej. A dane o właścicielu mogą zobaczyć tylko osoby pracujące w Wydziale Komunikacji Starostwa Powiatowego, to są jedyne oficjalne metody. Przy prowadzeniu strony z tablicami rejestracyjnymi pomaga mi strona wptr.pl oparta tylko na nich. Przykładowo, z niej można się dowiedzieć, jaki przedział tablic obowiązywał od jednego do drugiego numeru, mniej więcej w jakim roku został wydany. Trzeba jednak zwracać uwagę, że dane mogą być nie do końca trafne. Odnośnie mojej WSKi sprawdziłem, że tablica z wyróżnikiem PRW została do niej wydana w 1983 roku, 5 stycznia – mówi K.Wierzbicki.

Pasjonat precyzyjnie dba o porządek swoich eksponatów. – Gdy moje zbiory są zanieczyszczone, to je czyszczę. Czy rdzewieją? Raczej nie, zależy z jakiego materiału  były wykonywane. Jak się komuś chciało, to wyczyścił szczotką drucianą albo wypiaskował i odmalował. Były rejestracje stalowe płaskie, gdzie można było numer namalować, były też z numerem emaliowanym i wytłaczane aluminiowe (lata 90). W 1993 roku weszła ustawa, że tablice muszą być wykonywane z materiału niepalnego, w skrócie przestały być ważne tablice wykonane z materiałów innych niż blacha. W kontekście województwa przemyskiego do lat dziewięćdziesiątych były tablice stalowe, emaliowane albo zwykłe malowane (używane do 1988 r). Potem już weszły aluminiowe z nałożoną folią, która z czasem blakła albo zaczęła schodzić, zwłaszcza pod koniec wydawania czarnych numerów. W Polsce działa Manufaktura Blach Tłoczonych, która tworzy z najwyższą starannością najwierniejsze repliki dawnych tablic rejestracyjnych. Dla niektórych miłośników manufaktura bywa ostatnią deską ratunku. Tam też odnawiałem w/w tablicę do mojego motocykla – dodaje.

 

Sekret długowieczności pojazdu kryje się w jego prawidłowym użytkowaniu i w regularnej naprawie

Wśród pojazdów w kolekcji Kacpra szczególnie ważne znaczenie ma motocykl marki WSK 175 M21.Wyprodukowany w 1972 roku jednoślad jest w rękach trzeciego pokolenia i na chwilę obecną ma się dobrze.

Jeździł nim mój dziadek, potem tata, a teraz ja nim śmigam – śmieje się Kacper Wierzbicki.

Historia tego motocykla miała swoje pięć minut w numerze magazynu ”Automobilista”, wydanym we wrześniu 2024 roku. – Mój dziadek kupił WSKę z trzeciej ręki, jesienią 1975 roku. Mężczyzna, który ją sprzedawał, nie mógł sobie poradzić ze sprzęgłem. Potrzebował pieniędzy, więc sprzedał dziadkowi motor za 3500 zł. Motocykl miał niesamowite szczęście, bo trafił w naprawdę dobre ręce. Znalazł się ktoś, kto chciał i umiał się o niego zatroszczyć. Tajemnica długowieczności tkwi w dobrze przeprowadzonym remoncie, jak i w odpowiednim traktowaniu pojazdów. Dziadek większość napraw robił sam. Części były dokładnie poodkręcane, sprawdzane i wyszlifowane. W naprawie pomagał mu jego brat, który był majsterkowiczem. Na chwilę obecną motocykl przejechał blisko 300 000 km, co w świetle innych marek motocyklowych z PRL-u jest niespotykanym zjawiskiem. Pragnę dodać, że motor wtedy śmigał po innych drogach, które były w gorszym stanie niż dzisiaj opowiada młody chłopak. – Dziadek jeździł tą WSKą do 1993 roku, aż do momentu, gdy się przesiadł do auta marki Zastava, kupionego od znajomego. Z tym pojazdem wiąże się pewna anegdota. Kiedy mój dziadek korzystał z motocykla, sąsiad kiedyś się go zapytał, kiedy ta wska będzie stara? Kilka lat później wydarzyła się taka sytuacja, że w/w znajomy dziadka chciał kupić sobie Zastavę. A że nie miał kasy, dziadek postanowił mu pożyczyć pieniądze. Kiedy kupił już ten samochód, a nie miał jak mu oddać pieniędzy, to stwierdził, że da to auto dziadkowi. I tak WSKa poszła w ręce taty, który po piętnastu latach dokonał renowacji tego motocykla – relacjonuje Kacper Wierzbicki.

 

Zastava jedna na milion

Niezwykle cennym okazem w kolekcji zabytkowych pojazdów młodego mieszkańca gminy Laszki jest samochód Zastava 1100p. Kacper kupił ją w 2023 roku.

Mówi się, że Zastava była najlepszym samochodem z krajów bloku wschodniego. W Pewexie można było ją nabyć i to za dolary. Mój egzemplarz tego samochodu jest z rocznika 1978. Od 1980 roku auto znajdowało się w jednej z wiosek pod Przeworskiem. Pierwszy właściciel jeździł nim aż do swojej śmierci w 2023 roku. Potem samochód trafił do handlarza, ale próby sprzedaży nie odniosły sukcesu. W końcu udało mi się uzbierać fundusze i kupiłem tę Zastavę. Facet sprzedał mi ją za 2500 zł, ze wszystkimi dokumentami. Jeszcze przywiózł na lawecie spod Rzeszowa. W dwa dni od momentu zakupu udało mi się uruchomić auto. Wybrałem się na przejażdżkę po wsi i było fajnie, aż do momentu zużycia paliwa – wspomina Kacper. – Stwierdziłem, że skoro mam już nietuzinkowy pojazd, to z ciekawości postanowiłem sprawdzić, ile sztuk się jeszcze zachowało. W województwie podkarpackim doliczyłem się mniej więcej 70 egzemplarzy tego kultowego, pochodzącego z byłej Jugosławii, samochodu. Zachowało się tyle sztuk, bo mało osób ma sentyment do tego auta i prawie nikt o nim już nie pamięta – dodaje K.Wierzbicki.

 

Rajd ,,Komara” i Automobilklub Jarosławski

Mimo swojego napiętego grafiku Kacper znajduje także czas na uczestnictwo w Automobilklubie Jarosławskim. – Spotykamy się z innymi miłośnikami klasycznej motoryzacji. Wspieramy się, wymieniamy częściami czy doświadczeniami, jeździmy na zloty – opisuje to przedsięwzięcie mężczyzna. Niedawno pasjonaci brali udział w czwartej edycji Rajdu Pojazdów Zabytkowych Doliny Sanu, którego trasa przebiegała po terenie powiatu jarosławskiego.

W zeszłym roku Kacper wystartował w pierwszej edycji Rajdu Komara w Oleszycach, zorganizowanego przez Oleszyckie Stowarzyszenie Miłośników Motoryzacji. – Sama trasa liczyła 80 km. Jechało się m.in. przez Narol, Cieszanów i Horyniec-Zdrój. Za mną jechał tata WSKą, asekurując mnie. Atmosfera była wspaniała – wspomina Kacper. – Niedawno, 19 lipca wziąłem udział w kolejnej edycji, trasa była trochę dłuższa. W tamtejszym stowarzyszeniu udzielają się też koledzy mojego taty, zdarza mi się okazyjnie naprawiać ich motory – mówi Kacper Wierzbicki.

 

Jakie są jego najbliższe plany? – Zamierzam robić swoje i iść do przodu. Kiedyś zadano mi pytanie, czy myślę o wydaniu albumu ze swoimi zdjęciami? Szczerze mówiąc, nie widzę takiej potrzeby. Ten temat jest dosyć niszowy i wymaga to dużych kosztów – podsumowuje Kacper Wierzbicki. – Co do mojego hobby z tablicami rejestracyjnymi, istnieją grupy zrzeszające kolekcjonerów tablic nie tylko z Polski, ale i z całego świata. Ja mam takie szczęście, że mam gdzie te swoje zbiory zawiesić i zaprezentować. Niektórzy zbieracze nie mają gdzie ich trzymać, ponieważ mieszkają w bloku. Moją misją jest uzbieranie jak największej ilości tablic z byłego województwa przemyskiego – dodaje na koniec Kacper.

Trzymamy kciuki za Kacpra, aby jego pasja do motoryzacji i zbierania tablic rejestracyjnych nigdy nie wygasła.

 

DB/Fot. KACPER WIERZBICKI (ARCHIWUM PRYWATNE)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wodny plac zabaw już otwarty!

0

W Parku w Tryńczy oficjalnie otwarto wodny plac zabaw – nową przestrzeń rekreacyjną przygotowaną z myślą o dzieciach i ich rodzinach. Obiekt już pierwszego dnia wzbudził duże zainteresowanie mieszkańców.

W uroczystości uczestniczył wójt gminy Tryńcza Ryszard Jędruch, sekretarz Magdalena Rachfał, radni Halina Swatek, Kazimierz Szczepański, Tadeusz Korpeta, Aleksander Grabowiec oraz sołtys Krystyna Penkal, Elżbieta Sobala i Stanisław Gliniak. Wspólnie dokonali symbolicznego otwarcia obiektu.

Najważniejszymi uczestnikami wydarzenia były jednak dzieci. Najmłodsi z entuzjazmem korzystali z kolorowych fontann, zraszaczy i pozostałych wodnych atrakcji. Radosna zabawa, uśmiechy i rodzinna atmosfera towarzyszyły zgromadzonym przez całe popołudnie.

Wodny plac zabaw ma być miejscem aktywnego wypoczynku oraz wspólnego spędzania czasu, szczególnie podczas upalnych, letnich dni. Dzieci mogą korzystać z bezpiecznej wodnej rozrywki, natomiast rodzice odpocząć w otoczeniu parkowej zieleni.

Otwarcie nowego obiektu wzbogaca wakacyjną ofertę rekreacyjną gminy Tryńcza. Inwestycja ma również szansę sprawić, że miejscowy park stanie się jeszcze popularniejszym miejscem rodzinnych spotkań i letniego wypoczynku.

 

DP/UG Tryńcza

Gdzie się ukryć w razie zagrożenia?

0

Rakieta, która w ubiegłym tygodniu upadła na Lubelszczyźnie, wywołała wśród mieszkańców regionu ponowną falę pytań o bezpieczeństwo i lokalizacje schronów. Czy w razie niebezpieczeństwa wiemy, co zrobić i gdzie się udać? Z pomocą przychodzą przygotowane przez MSWiA oraz Państwową Straż Pożarną strony z lokalizacjami tzw. punktów schronienia. Warto sprawdzić, czy mamy takie w swojej okolicy.

Na mapkach w naszej okolicy przeważają budynki o charakterze punktów schronienia (nie są to typowe schrony). To np. nowe bloki z podziemnymi parkingami, które w razie potrzeby pomieszczą określoną liczbę ludzi zapewniając im bezpieczeństwo.

Informacje na temat lokalizacji miejsc schronienia możemy znaleźć m.in. na stronie internetowej gdziesieukryc.pl. oraz w aplikacjach np. „Gdzie się ukryć?” lub „Gdzie schron?”. Po wejściu na stronę lub uruchomieniu aplikacji system automatycznie wykrywa naszą geolokalizację lub pozwala wpisać dowolny adres. Następnie wyświetla mapę z zaznaczonymi punktami i wyznacza najszybszą trasę dotarcia. Bardzo ważną funkcją jest możliwość pobrania danych dla naszej gminy do pamięci telefonu. Dzięki temu mapa i nawigacja działają poprawnie nawet wtedy, gdy w wyniku kryzysu padnie sieć komórkowa i Internet. Dodatkowo możemy też korzystać m.in. z elektronicznej wersji oficjalnego „Poradnika bezpieczeństwa”, instrukcji pierwszej pomocy oraz plików audio z dźwiękami syren alarmowych.

 

Schron a Punkt Schronienia

Niektórzy być może wyobrażają sobie, że każdy punkt na rządowej mapie to duży, betonowy schron. To mit – baza w całej Polsce zawiera ok. 70 tys. zweryfikowanych obiektów, jednak większość z nich to tzw. Punkty Schronienia (PS), które są istniejącymi obiektami codziennego użytku – to np. masywne piwnice, garaże podziemne, tunele czy przejścia podziemne. Nie chronią przed bezpośrednim uderzeniem atomowym, czy ciężką artylerią, ale stanowią doskonałą osłonę przed odłamkami, falą uderzeniową po wybuchu, gruzem czy gwałtownymi anomaliami pogodowymi. Schrony to już specjalistyczne budowle o najwyższej kategorii ochronnej, wyposażone w systemy filtrowentylacji i hermetyczne zamknięcia. Tych obiektów jest w skali kraju zdecydowanie mniej i są one sukcesywnie dostosowywane do rygorystycznych wymogów prawnych.

 

Na co zwrócić uwagę?

Przeglądając mapę na stronie gdziesieukryc.pl, należy zwrócić szczególną uwagę na oznaczenia dostępności miejsc – obiekty całodobowe (24h) są oznaczone dodatkową zieloną obwódką wokół międzynarodowego znaku obrony cywilnej. Wejście do nich jest możliwe o każdej porze dnia i nocy. W powiecie jarosławskim taki punkt znajduje się m.in. na terenie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej, przy ul. Morawskiej 2. Z kolei na terenie powiatu przeworskiego obiekt o całodobowej dostępności znajduje się w Grzęsce, obok kościoła. Pozostałe punkty są zazwyczaj o ograniczonej dostępności – niektóre piwnice lub garaże wielopoziomowe należą bowiem do wspólnot mieszkaniowych lub prywatnych firm i na co dzień pozostają zamknięte. W razie realnego zagrożenia militarnym atakiem z powietrza, zarządcy tych obiektów mają prawny i społeczny obowiązek otworzyć je dla ludności cywilnej w ramach wzajemnej pomocy. Przykładem takich obiektów są np. nowe bloki „Za parkiem” przy ul. Skarbowskiego i Szarych Szeregów w Jarosławiu, czy też w Przeworsku przy ul. Misiągiewicza obok kościoła. W Jarosławiu takie funkcje pełnią też m.in. kamienice, gdzie znajdują się obie podziemne trasy turystyczne na Rynku.

 

Wiedza i przygotowanie

Służby ratunkowe podkreślają, że najlepszym lekarstwem na lęk jest wiedza i wcześniejsze przygotowanie. Zamiast ulegać panice po doniesieniach medialnych, warto wcześniej na spokojnie wejść na stronę gdziesieukryc.pl, zlokalizować trzy najbliższe punkty wokół swojego domu oraz miejsca pracy i omówić z rodziną plan działania na wypadek alarmu. Pamiętajmy, że zagrożeniem zmuszającym nas do skorzystania z punktu schronienia nie musi być wyłącznie konflikt militarny, mogą to też być np. wszelkie anomalie pogodowe.

 

DP

 

 

Pomagają kolejnym zwierzętom, ale potrzebują wsparcia

0

Pod opieką Przeworskiego Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami „Kociopsie smuteczki” znajduje się już 50 zwierząt. W ostatnich dniach do tej liczby dołączyło kolejnych 14 kociąt. Wolontariusze przyznają, że sytuacja jest najtrudniejsza od początku działalności – brakuje miejsc, środków finansowych i możliwości przyjmowania kolejnych potrzebujących zwierząt. Mimo to wciąż pojawiają się zgłoszenia, obok których nie potrafią przejść obojętnie.

Jedną z ostatnich interwencji była pomoc czterem osieroconym kociętom. W miejscu ich bytowania wolontariusze znaleźli również burą kotkę, która znajdowała się w bardzo złym stanie. Była skrajnie wychudzona, osłabiona i wymagała pilnej pomocy weterynaryjnej. Kotka przeszła już zabieg usunięcia polipa z ucha i pod opieką stowarzyszenia powoli wraca do zdrowia.

To jednak tylko część historii, z którymi organizacja mierzy się każdego dnia. Zwierzęta trafiają pod jej opiekę po porzuceniu na ulicach, w śmietnikach czy miejscach, gdzie nikt wcześniej nie zainteresował się ich losem. Każde zgłoszenie oznacza kolejne wyzwanie i kolejną walkę o życie bezbronnego stworzenia.

 

Nowe prośby o pomoc

W chwili przygotowywania tego artykułu napływają już następne prośby o pomoc. Mimo podjętej decyzji o czasowym wstrzymaniu przyjmowania nowych zwierząt, wolontariusze jadą odebrać cztery kocięta przebywające na terenie zakładu produkcyjnego. Kolejne zgłoszenie dotyczy pogryzionej przez inne zwierzę kotki oraz trzech maluchów, które również wymagają natychmiastowej pomocy.

Wiemy, że nie mamy już warunków i środków na kolejne interwencje, ale jak można zostawić cierpiące zwierzę bez pomocy? – mówią członkowie stowarzyszenia.

Organizacja zajmuje się nie tylko ratowaniem kotów. Pomaga również psom przebywającym na łańcuchach – dostarcza im karmę, odrobacza je, leczy i stara się poprawiać ich warunki życia. Każde takie działanie wiąże się jednak z kosztami, które z każdym miesiącem są coraz większym obciążeniem. Wolontariusze przyznają, że proszenie o pieniądze nigdy nie jest dla nich łatwe.

Jest nam wstyd zakładać kolejne zbiórki i prosić ludzi o pomoc. Chcielibyśmy móc wszystko sfinansować sami, ale przy takiej liczbie zwierząt, którym udzieliliśmy pomocy, jest to po prostu niemożliwe – przyznają.

Stowarzyszenie jest organizacją charytatywną i nie otrzymuje żadnego stałego dofinansowania z państwa. Wszystkie działania opierają się na zaangażowaniu wolontariuszy oraz wsparciu osób, którym los zwierząt nie jest obojętny.

 

Koszty to kolejne wyzwania

Największym problemem pozostają obecnie koszty leczenia, karmy, żwirku, leków i codziennej opieki. Każda faktura weterynaryjna oznacza kolejne wyzwanie, a decyzje o tym, które zwierzę wymaga natychmiastowej pomocy, stają się coraz trudniejsze. Podobna sytuacja dotyka wiele fundacji, stowarzyszeń i domów tymczasowych. Liczba porzuconych i chorych zwierząt rośnie, a osoby niosące im pomoc każdego dnia walczą o możliwość dalszego działania.

Dlatego organizacja zwraca się z prośbą do ludzi o wsparcie. Każda, nawet niewielka wpłata, pozwala opłacić leczenie, zakup karmy i zapewnić zwierzętom podstawową opiekę. Równie ważne jest udostępnianie informacji o prowadzonej zbiórce, ponieważ dzięki temu pomoc może dotrzeć do kolejnych osób. Adres zbiórki, jak i ogłaszane do adopcji zwierzęta, można znaleźć na Facebook’owej stronie Przeworskiego Stowarzyszenia „Kociopsie smuteczki”.

Nie chcemy wybierać, które życie jest ważniejsze. Chcemy ratować wszystkie zwierzęta, które potrzebują naszej pomocy. Ale bez wsparcia ludzi o dobrych sercach nie damy rady – podkreślają wolontariusze.

 

DP/fot. Stowarzyszenie

 

 

 

Przydrożny krzyż Męki Pańskiej w Krzeczowicach

0

Historia wielu krzyży przydrożnych uleciała z czasem. Takie obiekty są teraz jedynie częścią miejscowego krajobrazu. Przejeżdzając trasą z Kańczugi do Krzeczowic przez „Wygodę”, natrafimy po drodze na taki niepozorny krzyż przydrożny. Stoi blisko ulicy, na niewielkim kopcu. Obok niego rośnie wysoki modrzew. Za krzyżem rozciąga się piękna panorama z widokiem na okoliczne miejscowości. Krzyż ten wykonany został z metalu. Jest charakterystyczny dla krzyży stawianych w ubiegłym wieku. Na nim umieszczono wizerunek ukrzyżowanego Jezusa, który chroniony jest przez blaszany daszek. Przystrojony jest sztucznymi, kolorowymi kwiatami. Krzyż w tym miejscu istniał najpewniej już w XIX wieku, był to jednak obiekt drewniany. Trudno dokładnie ustalić, kiedy powstał i w jakiej intencji. Warto jednak opisać i pokazać ten obiekt, by pozostał po nim ślad. – Od lat przejeżdzam koło tego krzyża ale nie znam jego historii. Nieraz się zastanawiałem, dlaczego tu stoi. Nie ma już niestety starszych ludzi, którzy mogli coś o nim wiedzieć. Krzyż stał w tym miejscu od dawna. Musiał postawić go tutaj ktoś z Krzeczowic, tak samo jak figurę Jezusa, znajdującą się niedaleko. Może po prostu postawiono go jako krzyż przydrożny, by wskazywał drogę – mówi jeden z mieszkańców Krzeczowic. Urokliwy, przydrożny krzyż w Krzeczowicach skrywa swoją tajemnicę i to dodaje mu swoistego uroku.

Warto wybrać się tą trasą na wycieczkę rowerową. Na tym odcinku między Kańczugą a Krzeczowicami jest kilka obiektów małej architektury sakralnej. Można zobaczyć pięknie zdobioną, murowaną kapliczkę. Nazywana jest przez miejscowych „kapliczką Barową”, a pochodzi z końca XIX wieku. Nieco dalej znajdują się dwa krzyże upamiętniające cmentarz choleryczny w Żuklinie. Na lipie obok, umieszczony jest niewielki krzyż Męki Pańskiej. Jadąc dalej zobaczymy kamienną figurę „Serce Jezusa”, opisywany krzyż przydrożny i oczywiście piękne widoki.

Marcin Sobczak

Powiatowe Święto Chleba po raz XVIII

0

2 sierpnia przy Zajeździe Pastewnik w Przeworsku odbyło się Powiatowe Święto Chleba. Tegoroczna, osiemnasta już edycja imprezy organizowanej przez Powiat Przeworski we współpracy z jednostkami organizacyjnymi Miasta Przeworska ponownie pokazała, jak ważne dla lokalnej społeczności jest pielęgnowanie tradycji. Słoneczne, niedzielne popołudnie stało się doskonałą okazją do spędzenia czasu z rodziną i przyjaciółmi, delektując się tradycyjnymi smakami, muzyką, rozrywką i rekreacją. Stoiska przygotowane przez Koła Gospodyń Wiejskich uginały się od  smakołyków, a scena wypełniła się muzyką w wykonaniu ludowych artystów.

 Wydarzenie związane z chlebem w roli głównej rozpoczęła celebracja Mszy Świętej w Bazylice pw. Ducha Świętego w Przeworsku. Mszę w intencji rolników, gospodyń i gospodarzy wiejskich odprawił ks. proboszcz parafii, archiprezbiter łańcucki i dziekan Dekanatu Przeworsk I Tadeusz Gramatyka. Następnie ulicami miasta przeszedł uroczysty korowód z placu kościelnego do Zajazdu ”Pastewnik”, gdzie odbywała się dalsza część uroczystości. Paradzie towarzyszyła Orkiestra Dęta działająca przy Miejskim Ośrodku Kultury w Przeworsku.

Swoją obecnością zaszczycili goście: ks. Tadeusz Gramatyka, gwardian klasztoru OO.Bernardynów w Przeworsku o. Erwin Ceklarz, proboszcz kościoła pw. św. Michała Archanioła w Kańczudze ks. prałat dr Wojciech Pac, wicestarosta Zbigniew Kiszka wraz ze członkami Zarządu Powiatu Przeworskiego, przewodnicząca Rady Powiatu Przeworskiego Katarzyna Balawender wraz z radnymi, wójtowie i burmistrzowie miast i gmin powiatu przeworskiego, przedstawiciele służb mundurowych (Policji, Straży Pożarnej, Wojska Polskiego), przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, przedstawiciele urzędów, służb i instytucji współpracujących z Powiatem Przeworskim, przedstawiciele izb rolniczych, przewodnicząca Powiatowej Rady Kół Gospodyń Wiejskich w Przeworsku Małgorzata Pilch, a także dyrektorzy i kierownicy jednostek organizacyjnych Powiatu.

Szczególną uwagę przykuwały stoły pełne regionalnych potraw i wypieków, przygotowane przez Koła Gospodyń Wiejskich. Tegoroczna edycja Święta Chleba zgromadziła rekordową liczbę delegacji, bo przybyło aż czterdzieści KGW z różnych miejscowości powiatu przeworskiego. Najważniejszą część programu – część chlebową przygotowały panie z  KGW Widaczów (Gmina Jawornik Polski). Wszystkich zgromadzonych przywitał serdecznie starosta przeworski Dariusz Łapa, dokonując oficjalnego otwarcia Święta. W swojej wypowiedzi podkreślił znaczenie chleba jako symbolu życia, dostatku i ciężkiej pracy na roli oraz wspólnoty i gościnności.

Powiatowe Święto Chleba ma u nas długą tradycję, rozpoczętą przez moich poprzedników. Hasło tegorocznej edycji brzmi ”gościnni w przeworskim”. My, jako powiat, poszczególne gminy i należące do nich miejscowości zawsze jesteśmy gościnni dla zwiedzających, a chleb jest tego motywem przewodnim. Bochenki chleba są upieczone z ubiegłorocznych ziaren zbóż. Dzięki Bogu i Opatrzności Bożej nie zabrakło tego ziarna. Miejmy nadzieję, że obecne zbiory również przyniosą obfite plony – powiedział D.Łapa. Każdy z gości mógł spróbować kawałka świeżego, upieczonego bochenka chleba, którym częstowały gospodynie z KGW.

Dzień ten był również okazją do wręczenia odznaczeń będących wyrazem uznania za zasługi dla rolnictwa. Wśród wyróżnionych medalem św. Izydora Oracza znaleźli się, m.in włodarz powiatu Dariusz Łapa i wiceprzewodniczący Rady Powiatu Marcin Fujarowicz. Natomiast Srebrną Odznakę Krajowej Rady Izb Rolniczych otrzymał Jan Wilk, radny powiatowy i rolnik z Ujeznej, który był również konferansjerem całego wydarzenia.

Scena wypełniła się występami artystycznymi. W pierwszej kolejności swój koncert dał zespół ”Bella Voce” ze Studziana pod przewodnictwem Tadeusza Kałamarza. Następnie wystąpiły zespoły śpiewacze ”Studzienczanki” oraz ”Cantus” z Gorliczyny. Poźniej pałeczkę przejęły kapele z terenu gminy Gać: Kapela Ludowa ”Gacoki”, Regionalny Zespół Pieśni i Tańca ”Gacoki”, Dziecięcy Zespół ”Gacoczki” i Zespół Śpiewaczy ”Dębowianie” z Dębowa. Najważniejszym punktem tego gorącego, sierpniowego wieczoru okazał się występ folkowo-rockowego zespołu ”Mitra”. Muzycy z Gdyni od razu zyskali sympatię słuchaczy, prezentując swoje utwory z domieszką  bałkańskich melodii, folkowych akcentów, a nawet z pogranicza swingującego rocka.

Przez cały czas trwania uroczystości na dzieci czekały animacje, stoiska ze słodkościami, dmuchany plac zabaw, wata cukrowa i popcorn.  Natomiast dorośli mogli zwiedzać indywidualnie Pałac Lubomirskich, Muzeum Pożarnictwa, a także bezpłatnie wystawę proporczyków strażackich w Galerii „Magnez”. Podczas trwania Święta premierę miał Siatkarski Piknik Chlebowy. Mimo żaru lejącego się z nieba, zainteresowanie rozgrywanymi na trawie meczami w towarzystwie zawodników z drugoligowego klubu Feniks Heron było ogromne.

Stoiska informacyjne zaprezentowały instytucje: Komenda Powiatowa Policji , Komenda PPSP, ARiMR Podkarpacki Oddział Regionalny, Podkarpacki Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Boguchwale, ZUS, KRUS, Koło Pszczelarzy w Przeworsku, a także Wojewódzki Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Rzeszowie. Dostępny był również Jarmark Zdrowia, gdzie swoje stoiska miał personel z przeworskiego SPZOZ, wykonując badania i udzielając bezpłatnych porad zdrowotnych. Całość dnia pełnego atrakcji zwieńczyła zabawa taneczna z zespołem Bavivas.

XVIII Powiatowe Święto Chleba przeszło do historii jako dzień nawiązania do wiejskich tradycji, w którym nie brakowało zabawy, muzyki i wspólnej integracji lokalnej społeczności.

 

DB