Strona główna Blog Strona 137

Zebrali tonę śmieci

0

„Wszystkie śmieci są nasze” – pod takim hasłem po raz 29. w Polsce rozpoczęła się akcja Sprzątanie Świata 2022.

Przedszkolaki, uczniowie szkół podstawowych i średnich wraz z nauczycielami oraz burmistrzem Waldemarem Paluchem i radnymi klubu „Wspólnie zmieniajmy Jarosław” w piątek, 16 września wspólnie sprzątali miejskie place, parki i osiedla.

Do godz. 13.00 pracownicy Zakładu Oczyszczania Miasta odebrali tonę odpadów.

Uczestnicy akcji podkreślają, że zaniedbanych miejsc w Jarosławiu jest coraz mniej, ale wciąż zdarzają się tzw. dzikie wysypiska. Świadomość ekologiczna oraz segregacja śmieci jest na coraz wyższym poziomie.

Opr. EK, fot. UM

Dzieci z Rączyny na warsztatach serowarstwa

0

Poznanie metod ważenia sera, przejazd kolejką gondolową nad Soliną i inne atrakcje czekały na dzieci z Rączyny na zorganizowanym przez Stowarzyszenie Centrum Promocji i Rozwoju Wsi Rączyna wyjeździe studyjnym do Bukowca i Soliny. To wydarzenie miało na celu poznanie regionu i tradycji przez najmłodszych. Oprócz tego była to niezapomniana zabawa dla uczestników.

 

Pierwszym punktem wyjazdu było odwiedzenie Zagrody Edukacyjnej w Bukowcu, którą prowadzi Bożena Wisła. Odbyły się tu warsztaty serowarstwa. Dzieci wraz i opiekunowie mieli możliwość wysłuchania prelekcji na temat sposobu wytwarzania serów podpuszczkowych. Nie zabrakło degustacji regionalnych wyrobów tj. serów podpuszczkowych z czosnkiem niedźwiedzim, kozieradką lub żurawiną. Podczas warsztatów dzieci mogły spróbować swoich sił w produkcji sera. Oczywiście chętnych nie brakowało.W Solinie uczestnicy wyjazdu spacerowali po zaporze podziwiając piękne widoki jeziora. Następnie skorzystano z nowej miejscowej atrakcji, jaką jest przejazd Koleją Gondolową PKL w Solinie. Dzieci wraz z opiekami poznawały legendy i mity związane z regionem. Chcielibyśmy podziękować tym wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji wyjazdu do Bukowca i Soliny dla dzieci oraz opiekunów z Rączyny. Szczególne dziękujemy Starostwu Powiatowemu z panem Starostą Bogusławem Urbanem za przyznanie grantu, dzięki któremu mogliśmy zorganizować ten wyjazd, Nadleśnictwu Lasów Państwowych w Kańczudze z Nadleśniczym panem Tomaszem Smędrą za wsparcie finansowe, panu Posłowi na Sejm RP dr. Piotrowi Uruskiemu za pomoc w realizacji wyjazdu, Urzędowi Marszałkowskiemu na czele z Marszałkiem panem Władysławem Otrylem, kierownik oddziału wielofunkcyjnego rozwoju wsi i żywności wysokiej jakości w Departamencie Rolnictwa, Geodezji i Gospodarki Mieniem pani Dorocie Jamrozy. No i oczywiście dziękujemy panu Wójtowi Gminy Solina Adamowi Piątkowskiemu oraz pani Bożenie Wisła za inspirację i podzielenie się wiedzą na temat serowarstwa. – wymienia prezes rączyńskiego stowarzyszenia Adam Lewandowski.

 

Marcin Sobczak, Fot. SCPiRWR

Kapliczka brogowa w Pruchniku

0

Każdy, kto był choć raz w Pruchniku z pewnością zwrócił uwagę na charakterystyczną dla tej miejscowości drewnianą zabudowę. Spacerując po centrum można przenieść się w czasie i poczuć klimat dawnej Galicji. Jedną z interesujących budowli jest kapliczka brogowa, która znajduje się na wzniesieniu, na skraju miejscowego cmentarza, przy drodze do Kańczugi. Ta drewnana kapliczka jest niewykle urokliwa. Z daleka przykuwa wzrok. Została zbudowana na planie kwadratu. Jej czterospadowy dach pokryty jest gontem. Na szczycie znajduje się krzyż. Wewnątrz, za drewnianym płotkiem ustawiona jest figura Matki Bożej Niepokalanie Poczetej. Nie brakuje kolorowych kwiatów, które zdobią obszerne wnętrze. Figura ta jednak nie była tutaj od początku istnienia kapliczki. – Kiedyś w Pruchniku była cerkiew grekokatolicka, dziś jest to Dom Kultury. Przy cerkwii był mur. Przy nim ze trzy mniejsze kapliczki i figura św. Jana. Za komuny porozbierali to wszystko. Nikt z miejscowych nie chciał jednak tego robić. Przyjechali do tej pracy jacyś obcy. Figura św. Jana, która stała przy cerkwii została przeniesiona na cmentarz do kapliczki. – mówi pan Zbigniew z Pruchnika. Dlaczego więc dzisiaj w kapliczce jest inna figura? Odpowiedź jest prosta. Figura Matki Bożej to gipsowy odlew, o małej wartości materialnej, tamta (wg informacji z parafii – św. Jana Nepomucena) to cenny zabytkowy przedmiot i dlatego została zamieniona. Trzeba pamiętać, że był taki okres, gdy przydrożne kapliczki okradano. Zniknęło wiele pieknych i niepowtarzalnych figur i świątków, wykonanych rękami miejscowych, ludowych artystów.

Kapliczka brogowa z figurą Matki Bożej Niepokalanej wkomponowała się w krajobraz Pruchnika. Jest odnowiona i zadbana.

 

Marcin Sobczak

Byskawiczna sesja

0
Przewodnicząca Rady Agnieszka Bukowa-Jedynak poinfomormowała, że na sali jest obecnych za mało radnych,by podejmować jakiekolwiek uchwały.

Na piątek, 16 września, zwołana została kolejna sesja nadzwyczajna Rady Powiatu Przeworskiego. Trwała jednak zaledwie dwie minuty.

 

Jak poinformowała przewodnicząca Rady Powiatu, Agnieszka Bukowa-Jedynak, na sali obecnych było tylko 9 radnych, nie było więc kworum do podejmowania uchwał. Nie tylko wśród radnych panowała niska frekwencja.

Nie ma starosty ani wicestarosty, skarbnika ani zastępcy skarbnika, sekretarza, a więc dzisiejsza sesja nie może się odbyć. Nie pozostaje mi nic innego, jak zamknąć obrady XL sesji Rady Powiatu Przeworskiego – powiedziała po dwóch minutach A. Bukowa-Jedynak.

Tego dnia radni mieli się zająć m.in. uchwałą w sprawie sporządzenia i wniesienia Skargi od uchwały z dnia 17 sierpnia 2022 r. Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej w Rzeszowie.

DP

 

 

42-latek zmarł podczas interwencji

0
O tragedii, która rozegrała się przed jednym ze sklepów w Radymnie, przypominają stojące tam znicze.

– Obrażenia wewnętrzne powstały na skutek ucisku, który można określić jako duszenie. Jako przyczynę zgonu biegły wskazał więc zatrzymanie krążenia w mechanizmie zadławienia – powiedziała Beata Starzecka, zastępca Prokuratora Okręgowego w Przemyślu, informując o wynikach sekcji zwłok 42-latka z Radymna, który zmarł podczas policyjnej interwencji.

 

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w poniedziałek, 12 września na os. Jagiełły w Radymnie. Policjanci interweniowali wobec 42-letniego mężczyzny, który miał wcześniej wszcząć tam awanturę i uszkodzić drzwi od mieszkania swojej kuzynki. 42-latek został zauważony przez policjantów w okolicy sklepu. Został on obezwładniony i wtedy właśnie stracił przytomność. Mimo podjętej przez funkcjonariuszy reanimacji oraz wezwanej pomocy medycznej, jego życia nie udało się go uratować.

Sprawę śmierci mężczyzny przejęła Prokuratura Okręgowa w Przemyślu, która w czwartek, 15 września ujawniła wyniki sekcji zwłok. Wynika z nich, że denat nie posiadał obrażeń zewnętrznych ciała, które można byłoby powiązać z jego zgonem.

– Po otwarciu zwłok okazało się, że na ciele denata zauważalne są przekrwienia, a także wylewy krwawe. Mowa jest o przekrwieniach mózgu, opon mózgowych, przekrwieniu serca, przekrwieniu płuc. Inne obrażenia wewnętrzne to wylewy krwawe zlokalizowane w zasadzie na całej krtani, wylewy krwawe zlokalizowane w okolicy torebki tarczycy – poinformowała B. Starzecka.

Biegły stwierdził również, że u denata doszło do złamania rożka kości gnykowej.

– W konsekwencji, mając na uwadze wyniki oględzin zewnętrznych, a także wewnętrznych zwłok, uwzględniając fakt, że w ocenie biegłego obrażenia wewnętrzne, jakich doznał denat powstały na skutek ucisku, który można określić jako duszenie, przyczynę zgonu wskazał jako zatrzymanie krążenia w mechanizmie zadławienia. Przy czym opinia, jaka została wydana przez biegłego patomorfologa ma charakter wstępny i w dalszym etapie postępowania zostanie uzupełniona i dołączona do materiałów sprawy również w formie protokołu oględzin i otwarcia zwłok – poinformowała zastępca prokuratora.

 

Co ujawnił zapis monitoringu?

Po wydaniu przez biegłego pierwszej opinii, opinii wstępnej zostały wykonane z jego udziałem ponowne czynności procesowe polegające na przesłuchaniu, w toku którego biegłemu został okazany zapis monitoringu z przebiegu zdarzenia.

– Po okazaniu biegłemu tegoż zapisu, podtrzymał on w zasadzie wnioski końcowe, jakie wydał w swojej pierwszej opinii. Dodał w tejże opinii drugiej, że obrażenia wewnętrzne szyi, czyli przekrwienie, przekrwienie krtani, wylewy krwawe krtani, złamanie rożka kości gnykowej były efektem ucisku na szyję, jaki został zastosowany przez funkcjonariusza w czasie trwania chwytu obezwładniającego. Biegły po zapoznaniu się z zapisem nagrania, także po wyliczeniu czasu trwania ucisku na szyję, doszedł do wniosku, że z uwagi na to, że ten ucisk był stosowany stosunkowo krótko, nie da się wykluczyć, że ostatecznemu zejściu śmiertelnemu Krystiana S. mogły towarzyszyć inne okoliczności, co do których na chwilę obecną wiedzy możemy nie mieć – mówi B. Starzecka.

Niewykluczone, ze zgon mógł być spowodowany przez inne czynniki tj. przyjmowane leki, bądź alkohol.

– Brak tychże wyników badań, brak wyników histopatologicznych nie pozwala na wyciągnięcie wniosku jednoznacznego, co do tego, czy zejściu śmiertelnemu towarzyszyły jeszcze inne okoliczności – stwierdziła B. Starzecka.

Prokuratura Okręgowa w Przemyślu podjęła także decyzję o powołaniu w charakterze biegłego Centrum Szkolenia Policji, którego zadaniem będzie wypowiedzenie się, czy technika i taktyka podjęta w czasie interwencji była prawidłowa.

Wobec interweniujących policjantów zostały wszczęte postępowania dyscyplinarne. Mężczyźni zostali na trzy miesiące zawieszeni w funkcjach służbowych.

EK

 

Śpiewali wspólnie patriotyczne pieśni

0

„Bośmy poszli cicho, a wracamy głośno” – pod takim hasłem w minioną niedzielę w Świebodnej odbyło się wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych. Ta klimatyczna impreza zorganizowana przez Stowarzyszenie Tradycja i Rozwój w Świebodnej przy współudziale CKSiT w Pruchniku oraz Gminy Pruchnik odbyła się już po raz czwarty.

– Jest kultywacją tradycji rozpoczętej w 2018 r. z okazji 100 -lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie, ma na celu podtrzymywanie tradycji „naszych dziadów” i rodziców. Wspólne spotkanie i śpiew to świetna okazja do wspomnień sprzed lat, do wspólnego spotkania i jedności. W szczególności w obliczu wydarzeń na Ukrainie ma niezwykle ważne znaczenie. Pozwala przypomnieć, jak w obliczu zagrożenia Polacy potrafili się zjednoczyć i walczyć o wspólną sprawę, o Ojczyznę. To zjednoczenie, te pieśni, które powstawały w czasie wojny i walki z najeźdźcą, budowały morale społeczne, hartowały ducha i dawały nadzieję na zwycięstwo – mówią organizatorzy.

Inicjatorem wspólnego śpiewania patriotycznych pieśni jest Bożena Majchrowicz, prezes stowarzyszenia Tradycja i Rozwój. W spotkaniu wraz z członkami stowarzyszenia, uczestniczyli zarówno mieszkańcy, jak i zaproszeni goście. Byli to m.in. przedstawiciele władz samorządowych w tym starosta jarosławski Stanisław Kłopot, wicestarosta Mariusz Trojak, a także burmistrz Pruchnika Wacław Szkoła, zastępca Komendanta Powiatowego PSP w Jarosławiu – st. kpt. Paweł Szkoła, radni Rady Miejskiej.

W programie imprezy znalazły się występy uczniów ze szkoły filialnej ze Świebodnej, koncert Kapeli Podwórkowej „Ta-Joj” z Przemyśla”, oraz wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych z zespołem „Equale” działającym przy CKSiT w Pruchniku.

Red.

Dzieci dzieciom

0

Szkoła Podstawowa nr 2 w ubiegłą sobotę zorganizowała piknik integracyjny, z którego dochód przeznaczony został na pomoc uczniom z Ukrainy.

Tego dnia, mimo niekorzystnych prognoz, pogoda dopisała i na boisko szkolne przybyły całe rodziny. Atrakcji nie brakowało. Były m.in. dmuchane zjeżdżalnie, balonowe zoo, malowanie twarzy, brokatowe tatuaże, konkursy z nagrodami oraz kącik malucha. Przez cały piknik odbywał się kiermasz ciast oraz grill. Na scenie miały miejsce występy artystyczne uczniów przeworskiej „dwójki”, którzy walczyli o „Nagrodę publiczności” oraz „Nagrodę specjalną Dyrektora Szkoły”. Wystąpili także uczniowie szkoły „Muzyczny świat”, m.in. zespół „Juniors” oraz soliści. Odbył się także pokaz sztuk walki klubu „Karim team” w Przeworsku z udziałem uczniów SP 2 oraz pokaz taneczny Szkoły Tańca „Break Deance Academy Dariusz Gnatek”.

DP

39-latka straciła 100 tys. zł

0

39-letnia mieszkanka Jarosławia została oszukana metodą „na pracownika banku”. Za namową fałszywego pracownika banku zaciągnęła pożyczkę i przelała pieniądze na „konto techniczne”. Kobieta straciła blisko 100 tys. złotych.

 

Kilka dni temu, do 39-latki zadzwonił mężczyzna i podał się za pracownika banku, w którym kobieta posiada konto. Na telefonie wyświetlił się numer infolinii banku, dlatego połączenie nie wzbudziło jej podejrzeń. Rzekomy pracownik banku zapytał, czy kobieta złożyła wniosek kredytowy. Po zaprzeczeniu przez 39-latkę, rozmówca podał, że w takim razie zrobiła to osoba trzecia w jej imieniu, dlatego też rozmowa zostanie przełączona do działu technicznego, w celu zabezpieczenia środków pieniężnych i konta. Po przełączeniu, rozmowę z 39-latką prowadziła już kobieta.

– Podała nowy numer konta oświadczając, że po zakończeniu procedury, konto będzie jej własnością. Zgodnie z podaną procedurą, 39-latka przelała wszystkie swoje oszczędności na podane konto. Dodatkowo zaciągnęła dwa kredyty, gdzie wszystkie środki przekazała na „konto techniczne” – informuje asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

Cała procedura, w tym rozmowy telefoniczne, trwały dwa dni. Drugiego dnia rozmowę prowadził mężczyzna, który poinformował kobietę, że przez 24 godziny, nie może się logować na swoje nowe konto bankowe, ponieważ będzie pod obserwacją policji internetowej. Na trzeci dzień do 39-latki zadzwonił prawdziwy pracownik banku, oferując kartę kredytową do zaciągniętych kredytów i wówczas mieszkanka Jarosławia, zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa. Całą sprawę zgłosiła na Policję.

 

Policjanci po raz kolejny apelują o ostrożność i rozwagę podczas telefonicznych rozmów z nieznajomymi osobami. Oszuści umiejętnie manipulują rozmową tak, by uzyskać jak najwięcej informacji. W kontaktach z nieznajomymi radzą, aby zawsze kierować się zasadą ograniczonego zaufania.

 

EK/KPP

To nie schronisko, to azyl

0
Kierownik placówki, Joanna Puchalska-Tracz z dwoma najstarszymi podopiecznymi.

W Orzechowcach jest takie miejsce, gdzie czasem trudno się dostać nawet samochodem. Mimo to, właśnie tutaj schronienie i odpoczynek dostają najbardziej poszkodowane i porzucone przez ludzi psy i koty.

Dwoje wolontariuszy, Monika i Maciek, którzy regularnie pomagają zwierzętom już od 8 lat. Ktokolwiek z chwilą wolnego czasu i otwartym sercem jest mile widziany do pomocy

 

Zaczęliśmy pracę tutaj po tragicznej śmierci pierwszego kierownika, Artura. Wtedy była trudna sytuacja i przyjechaliśmy na wolontariat. Od tej pory co weekend tam przyjeżdżamy. Właściwie, to już na początku wiedziałam, że będę tam wracać – mówi Monika z Jarosławia, wolontariuszka w schronisku dla zwierząt w Orzechowcach. – Ja nie byłem tego pewny na początku, Monika mnie namówiła raz, potem drugi i okazało się, że razem jeździmy tam co tydzień od 8 lat – mówi jej chłopak, Maciek. – Ja bym powiedział, że to miejsce to taki azyl dla zwierząt. One się u nas uspokajają i wyciszają – dodaje. Obecnie kierownikiem ośrodka jest Joanna Puchalska-Tracz, która od zawsze była emocjonalnie związana ze zwierzętami. – Zwierzęta zawsze były w moim życiu. Właściwie to jestem tu dzięki swojemu małemu przyjacielowi, którego strata skłoniła mnie do podjęcia takiej pracy – mówi kierownik.

 

Dlaczego akurat wolontariat wśród zwierząt?

Od dziecka uwielbiam koty, a Maciek psy. Chociaż na początku bałam się psów, to teraz już nie mam żadnego problemu wyjść z każdym na spacer – mówi wolontariuszka. – Ja na co dzień pracuję w biurze i taki kontakt ze zwierzętami bardzo mnie odstresowywuje – mówi jej chłopak. Praca jest dosyć trudna i wymagająca. Nie tylko fizycznie, bo przede wszystkim psychicznie. – Musimy zmagać się z trudnymi sytuacjami, chorobami i ze świadomością, że często nie możemy pomóc zwierzęciu, tak jakby się chciało. Zwierzęta przychodzą, a czasem odchodzą nie dlatego, że ktoś je przygarnął i trudno się z tym pogodzić– mówi Monika. – Ta praca wymaga zacięcia i poświęcenia; zwierzęta przyzwyczajają się do nas i w pewnym momencie oczekują, że przyjedziemy. Mały Książę powiedział, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy i taki właśnie staram się być w schronisku – mówi Maciek. – Jeśli przyjmiesz do siebie zabiedzonego psa i sprawisz, że zacznie mu się dobrze powodzić – nie ugryzie Cię. Na tym polega zasadnicza różnica między psem, a człowiekiem – stwierdził kiedyś Mark Twain, jeden z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy. Każdy, kto kiedyś uratował psa z ulicy lub schroniska dobrze wie, że zwierzęca wdzięczność jest bardziej trwała od ludzkiej.

 

Typowy dzień wolontariusza

Rozpoczyna się ok. 8 rano, na początek karmimy, zajmujemy się kotkami i szczeniakami, potem sprzątamy klatki i kojce. Jeśli mamy czas to wychodzimy z psami na spacery. Do schroniska często przyjeżdżają interesanci i oglądają zwierzęta, a my rozmawiamy z nimi i sprawdzamy jak radzą sobie z nimi radzą– mówi wolontariuszka. – Ludzie najczęściej chcą małe rasowe szczeniaczki, których my oczywiście nie mamy. Są nieraz duże rasowe, ale one szybko znajdują właścicieli. Najwięcej jest szarych, zwykłych, których nikt nie chce – dodaje. – Czasem jest tak, że ludzie specjalnie wybierają starszego psa, żeby dać mu jeszcze na koniec wytchnienie i spokój. Paradoksalnie najmniejsze zainteresowanie wzbudzają psy, które są w połowie swoich lat, mają po 6, 7 lat – mówi Maciek. Jak widać ludzkie skrajności są widoczne nawet tu, w przytułku dla zwierząt. Zdarzają się też czasem zabawne sytuacje. – Są dwie suczki, które są spuszczane razem, żeby się socjalizowały. Jedna chowa drugiej miskę w trawie, a kiedy przychodzi pora karmienia, czeka na swoim legowisku trzymając swoją miskę w pyszczku – śmieje się Monika.

 

Co trzeba zrobić, żeby pomóc?

Przede wszystkim można zostać wolontariuszem. – My pomagamy na początku i wprowadzamy chętną osobę. Sprawdzamy jak sobie radzi ze zwierzętami, niektóre na widok nowych ludzi uciekają do budy, a inne wręcz przeciwnie, garną się i przymilają – wyjaśnia Maciek. Wolontariat to dobry pomysł na pomoc, ale najlepszą pomocą jest po prostu przygarnięcie psiaka lub kociaka. – Zawsze sprawdzamy ludzi i domy, do których mają trafić zwierzęta. Chcemy dla nich jak najlepiej i musimy zrobić rozeznanie, czy miejsce do którego trafia podopieczny jest dla niego bezpieczne i odpowiednie – mówi wolontariusz. – Oczywiście nawet przychodzenie od czasu do czasu i tylko wychodzenie z psami to jest dla nas ogromna pomoc. Każda para rąk się tu przyda – dodaje. – Mieliśmy taką sytuacje, że przyjechała do nas para wyprowadzać psy i pewnego razu przyprowadzili też znajomą i ona przygarnęła jednego psa. Uratowanie każdego zwierzęcia jest dla nas na wagę złota – mówi Monika.

 

Obecnie najpilniejszą potrzebą są budy, które są potrzebne zanim obniży się temperatura i pogorszy pogoda. Koszt jednej oscyluje w granicach 400 – 500 złotych, a jest potrzebne ok. 30 sztuk. Na stronie Facebook schroniska jest zorganizowana zbiórka i można znaleźć dane do wpłaty choćby 20 złotych.

 

Sebastian Niemkiewicz

 

Upamiętniono poległych lotników

0

W niedzielę, 11 września w Miękiszu Starym odbyły się uroczystości upamiętniające poległych – we wrześniu 1939 roku – lotników z samolotu bombowego ŁOŚ.

 

Przypomnijmy, ze samolot wraz z czteroosobową załogą został zestrzelony przez niemieckie myśliwce pomiędzy Miękiszem Starym a Charytanami. W wyniku zestrzelenia polegli por. obserwator Franciszek Kupidłowski, pilot ppor. Stanisław Sierpiński, strzelec kpr. Henryk Koniuszewski oraz strzelec kpr. Klemens Mazur.

Uroczystości rozpoczęła msza św. w Kościele pw. MB Częstochowskiej w Miękiszu Starym. Po niej odbył się program słowno-muzyczny przygotowany przez uczniów Szkoły Podstawowej w Miękiszu Starym zakończone puentą „Wolność kocham i rozumiem

wolności oddać nie umiem…”.

W uroczystościach wzięli udział przedstawiciele władz, rodziny poległych lotników oraz okoliczni mieszkańcy. Przybyłe delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze.

EK, fot. FB A. Huk