Strona główna Blog Strona 459

Szpital otrzymał urządzenie do dezynfekcji

0

Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu otrzymało urządzenie do dekontaminacji powierza, zakupione przez Łukasza Płocicę, prezesa firmy Okna i Drzwi z PCV i Alu w Bystrowicach. W przekazaniu nowoczesnego sprzętu oprócz p.o. dyrektora COM Moniki Pachacz-Świderskiej i pracowników szpitala, wzięli udział także poseł Tadeusz Chrzan i starosta jarosławski Stanisław Kłopot.

 

Plasmair, bo taką nazwę nosi mobilne urządzenie do dekontaminacji powietrza, wyposażony został w technologię HEPA-MD. Gwarantuje on bardzo wysoką skuteczność (99,9%) niszczenia mikroorganizmów przy jednokrotnej wymianie powietrza oraz eliminuje ryzyko związane z namnażaniem się drobnoustrojów wewnątrz sprzętu. Jego dodatkowymi atutami są: zmniejszenie stężenia lotnych związków organicznych w powietrzu, brak konieczności stosowania szkodliwych chemikaliów, możliwość stosowania 24 h na dobę oraz eliminacja „martwych stref”. Ponadto w czasie pracy urządzenia nie występuje konieczność stosowania środków ochrony osobistej.

Plasmair trafi do Pracowni Endoskopowej jarosławskiego szpitala.

Opr. EK, fot. Starostwo

Co głosują radni?

0

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Zarzecze, jedna z radych podniosła kwestię sposobu podejmowania przez Radę uchwał. Według niej są one omawiane na sesji zbyt ogólnie, a często same tytuły uchwał nic nie mówią większości mieszkańców, którzy oglądają transmisję z obrad.

 

Problem zauważyła radna Katarzyna Balawender. Jako przykład podała poddany tego dnia głosowaniu projekt uchwały dotyczący rozpatrzenia skargi na Kierownika Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Zostało przedstawione stanowisko Komisji wniosków, skarg i petycji, skargę uznano za bezzasadną. Radni zagłosowali i przeszli do kolejnego punktu obrad. Czy jednak postronny widz dowiedział się czego skarga dotyczyła? Właśnie na to zwróciła uwagę radna.

Po raz kolejny wnioskuję o to, by bardziej szczegółowo omawiać projekty uchwał. Dzisiaj na sesji przyjęliśmy dwie uchwały – jedną w sprawie rozpatrzenia petycji, drugą w sprawie rozpatrzenia skargi. My otrzymaliśmy materiały na sesję, przedmiot skargi znamy. Mieszkańcy oglądający sesję nie będą wiedzieli jakiej treści są te uchwały. Po to sesje są nagrywane, żeby była transparentność Rady. Mieszkańcy mają prawo do wglądu do informacji publicznej, dlatego wnoszę, żeby te uchwały zawsze były omawiane – powiedziała radna.

DP

Ogromne flagi dla upamiętnienia

0

Wznoszący się nad tuligłowskim wzgórzem monumentalny 25 metrowy krzyż i 32 metrowy maszt flagowy postawiony z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości czeka na kolejną odsłonę poświęconą upamiętnieniu ważnych w historii Polski dat. Ks. Mariusz Marciniec, proboszcz parafii i kustosz Sanktuarium Niepokalanej Matki Dobrej Nadziei w Tuligłowach wyszedł z inicjatywą wciągnięcia na maszt ogromnych flag w godzinę wybuchu Powstania Warszawskiego i w rocznicę Cudu nad Wisłą.

Potężne flagi wznoszące się na wysokim maszcie na szczycie wzgórza będą z daleka widoczne. Upamiętnią i przypomną ważne wydarzenia w naszej historii. Pierwsza planowana o wymiarach 10 na 6 metrów z godłem Polski Walczącej ma zawisnąć 1 sierpnia w godzinę W. Ksiądz planuje by było to wydarzenie bazujące na młodych ludziach. Wzięli by w nim udział harcerze i strażacy ochotnicy. Syreny strażackie włączone podczas wciągania flagi połączyłyby uczestników z całym krajem. Druga flaga o podobnych rozmiarach zostałaby wciągnięta wieczorem przed 15 sierpnia. Opatrzona strzeleckim orłem. Symbolizująca zryw polskiego żołnierza w Bitwie Warszawskiej i podkreślająca Święto Wojska Polskiego, a jej wciągnięcie było by w pierwszy dzień odpustu z okazji Matki Boskiej Zielnej, czyli Święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny obchodzonego tłumnie z tuligłowskim sanktuarium. Ks. M. Marciniec planuje, że wierni przeszliby z flagą drogę krzyżową od kościoła na wzgórze z pomnikiem i tam przy uświetnieniu uroczystości przez terytorialsów umieścili ją na maszcie.

Pomysł proboszcza został dobrze przyjęty przez mieszkańców. Tym bardziej, że Tuligłowy pokazały, że potrafią się zorganizować. Tak było m.in. dwa lata temu przy budowie pomnika z okazji 100 lat niepodległości. Wcześniej niemalże cała wieś wzięła udział w widowisku plenerowym pokazującym pielgrzymów zdążających drogą św. Jakuba. Stowarzyszenie Rozwoju Tuligłów wspólnie z Marianem Mazurkiem, sołtysem wsi oraz lokalnymi działaczami również teraz zapewnia o współpracy.

O wsparciu mówi też Stanisław Kłopot, starosta jarosławski. – Jestem pewien, że wspólnie podołamy i zaplanowane w Tuligłowach wydarzenia zrealizujemy. Musimy dbać o pamięć historyczną. Ona buduje naród. Ważna jest również edukacja. Takie działania wpisują się w cele samorządu, a ciekawy sposób tylko to podkreśla – uważa starosta zapewniając, że powiat wesprze tuligłowską społeczność w zorganizowaniu uroczystości.

A ks. kustosz już planuje kolejne wydarzenia tak by ich oprawa odbiegała od ogólnie przyjętych sposobów świętowania. Myśli o radosnych obchodach Święta Niepodległości. Również pod pomnikiem na wzgórzu.

erka

Pierwszy gol strzelony

0

Zakończył się I etap budowy Stadionu Miejskiego przy ul. Piekarskiej w Jarosławiu. W ramach prac powstało m.in. boisko do piłki nożnej, które jako pierwszy wypróbował Burmistrz Waldemar Paluch wraz ze swoim Zastępcą.

 

Rewitalizacja stadionu miejskiego przy ul. Piekarskiej w Jarosławiu ruszyła końcem 2018 roku. Prace trwały do końca maja br. Przez ten czas powstało m.in. boisko do piłki nożnej, boisko mini piłki nożnej ze sztuczną nawierzchnią, boisko do siatkówki, bieżnie: 4-torowa na 400 m i 6-torowa na 100 m, skocznia do skoku w dal i trójskoku, skocznia do skoku o tyczce i skoku wzwyż oraz rzutnia do pchnięcia kulą. Ten etap prac przewidywał również budowę oświetlenia płyty boiska oraz podziemnego zbiornika retencyjnego na wody opadowe wraz z instalacją drenażową boisk, bieżni oraz urządzeń lekkoatletycznych.

W ostatnich miesiącach prowadzone były prace związane z budową trybun ziemnych. Roboty polegały na wykonaniu trybun z elementów prefabrykowanych żelbetowych w kształcie litery L. Pomiędzy pasem bezpieczeństwa bieżni lekkoatletycznej a ciągiem pieszym wykonane zostało niskie ogrodzenie o wysokości 50 cm. Jest to systemowe rozwiązanie w obiektach sportowych. Trybuny zawierają 3 rzędy siedzisk z oparciem z tworzywa sztucznego.

EK, fot. UM

 

 

 

 

Ukochała Podkarpacie

0

Barbara Sobejko pochodzi z Sośnicy. Tam się urodziła i po spędzeniu wielu lat na Śląsku wróciła razem z rodziną, by realizować swoje marzenia. Od dziecka chciała zostać pszczelarzem. Pod koniec czerwca zdaje egzaminy i już jako kwalifikowany pszczelarz poprowadzi pasiekę, którą właśnie tworzy. Pisze też wiersze.

Pani Barbara odwiedziła nas przynosząc jeden ze swych utworów. Prezentujemy go zachowując oryginalną pisownię.

 

Poemat podkarpacki

Rodzinne podkarpacie moje:
za me poczęcie tu, narodzenie i wzrastanie moje,
za moich dziadów i rodziców moich, za wszystkie dzieci twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.
Dobre podkarpacie moje:
za tych co żywisz i schronienie im dajesz,
za twych dobrych ludzi i marnotrawne syny twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.
Pobożne podkarpacie moje:
za wszystkie kapliczki i krzyże przydrożne, za wierny lud Boży,
za całe święte zgromadzenie twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.
Radosne podkarpacie moje:
za słodki śpiew ptaków, szum wiatru i pszczół brzęczenie,
za wszystkie duże i małe żyjątka twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.
Urodzajne podkarpacie moje
za gorące słońce i rosę z nieba, gdy jest potrzebna i kiedy jej nie trzeba,
za twe gorące dni za deszcze twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.
Urokliwe podkarpacie moje:
za twą pofalowaną ziemię, jak morze wzburzone,
za twe pagórki i doliny twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.
Ukochane podkarpacie moje:
nie oddałabym cię nawet za najpiękniejsze zabytki świata całego,
za te wszystkie co posiadasz skarby twoje,
nie oddam cię podkarpacie moje.

opr.erka

 

Kaplica hrabiów del Campo Scipio w Łopuszce Wielkiej

0

Kaplica hrabiów del Campo Scipio w Łopuszce Wielkiej to neogotycka budowla, zbudowana z cegły na kamiennej podmurówce. Znajduje się przy głównej drodze na początku wsi.

Hrabiowska rodzina del Campo Scipio, mająca włoskie korzenie nabyła Łopuszkę Wielką na początku lat 70-tych XIX wieku. Osiadł tutaj Karol del Campo Scipio wraz z żoną Karoliną. Mieli dwóch synów: Władysława, który zmarł w młodym wieku mając zaledwie 20 lat oraz Romana. Właśnie dla zmarłego w kwiecie wieku Władysława hrabia zaczął budowę kaplicy, która stałą się kaplicą rodową. – Wybudowana została w latach 1895 – 1902 przez hrabiego Scipio. W podziemnej krypcie grobowej jest 10 miejsc na dwóch poziomach. Pochowani są członkowie rodziny: fundator kaplicy i jego dzieci. Oprócz nich pochowany jest też tutaj ich służący August. Znajdują się tu również prochy Katarzyny Ziembickiej-Komornickiej (córki Romana del Campo Scipio) zmarłej w 2011 roku. – mówi pan Ziętek, mieszkaniec Łopuszki Wielkiej. Do kaplicy prowadzą szerokie schody. Przechodząc przez solidne drewniane dwuskrzydłowe drzwi, które ozdobione są neogotyckim portalem wchodzimy do obszernego wnętrza kaplicy. Wewnątrz od razu uwagę przykuwa drewniany ołtarz wykonany w neogotyckim stylu i bez przesady można powiedzieć że jest to snycerska perełka. W bocznych ścianach znajdują się po dwóch stronach strzeliste okna wpuszczające dużą ilość światła. – Kiedyś były to witraże z kolorowymi szkiełkami zatopionymi w ołowiu ale zostały zniszczone. Teraz tylko górą widać kilka z tych szkiełek. – dodaje pan Ziętek. Kaplica ta swojego czasu została poddana remontowi przez nieżyjącego już ks. Józefa Gryźca, został zmieniony m.in cały dach, odnowiono wnętrze. Ks. Gryziec, którego miałem przyjemność znać, interesował się historią Łopuszki Wielkiej, historią rodziny del Campo Scipio, chciał ją udokumentować ale niestety nie zdążył. Kaplica hrabiów del Campo Scipio jest z pewnością wizytówką ukazującą część bogatej historii Łopuszki Wielkiej.

Marcin Sobczak


 

Paliło się w bloku

0

W poniedziałek, 1 czerwca przy ul. Skarbowskiego w Jarosławiu doszło do pożaru mieszkania. Ogień wybuchł po zapaleniu się kuli z zapałek sklejonej przez dzieci i szybko ogarnął jeden z pokoi.

]

Zgłoszenie o pożarze przy ul. Skarbowskiego wpłynęło do KP PSP w Jarosławiu o godzinie 17.16. Ze względu na to, że był to blok mieszkalny, na miejsce zadysponowano 6 jednostek straży pożarnych: trzy zastępy z KP PSP w Jarosławiu, dwa zastępy ochotnicze oraz wóz strażacki wyposażony w drabinę z KP PSP z Przeworska. Łącznie w akcji brało udział 26 strażaków.

– Po przybyciu na miejsce pierwszych zastępów okazało się, że pali się mieszkanie na II piętrze. Z okien wydobywał się gęsty dym. Pożar był w fazie zaawansowanej. Podjęto decyzję o wprowadzeniu jednego prądu gaśniczego do środka mieszkania po klatce schodowej – informuje mł. bryg. Waldemar Czernysz, rzecznik prasowy KP PSP w Jarosławiu.

Akcję gaśniczą poprzedziła wcześniejsza ewakuacja mieszkańców. Osoby z płonącego mieszkania oraz z mieszkań sąsiednich zdążyli opuścić blok jeszcze przed przybyciem ratowników. Ewakuację wspomógł przejeżdżający tamtędy patrol policji. Policjanci, po zauważeniu wydobywających się z mieszkania kłębów dymu powiadomili o tym mieszkańców bloku. Ewakuowano dziesięć osób.

– Żywioł udało się opanować w niespełna dwie godziny. Spaleniu uległ jeden z pokoi mieszkania, w którym wybuch pożar – mówi W. Czernysz.

Ogień wybuchł w mieszkaniu nad przedszkolem. W chwili pojawienia się ognia nie było tam nikogo.

 

Winna kula z zapałek

Jak ustalono później, w momencie wybuchu pożaru w mieszkaniu przebywało dwóch nastolatków, mieszkający tam chłopiec i jego kolega. Prawdopodobną przyczyną wybuchu ognia było zapalenie się kuli sklejonej z zapałek. Nie wiadomo czy było to jej celowe podpalenie czy przypadkowe zaprószenie ognia. Szczęściem w nieszczęściu nikt nie doznał obrażeń.

Jedno jest pewne. Tegoroczny Dzień Dziecka dwóch nastolatków z Jarosławia zapamięta do końca życia. Ważne by, wydarzenia tamtego dnia były również przestrogą dla ich rówieśników, bo z ogniem jak widać, żartów nie ma.

EK

[/timed-content-rule

Czytaj w papierowym wydaniu

Plac zabaw na Dzień Dziecka

0

Z myślą o najmłodszych mieszkańcach Radymna nad ZEK-iem pojawił się nowy plac zabaw. Inwestycja została ukończona tuż przed 1 czerwca.

 

Na placu, który znajduje się przy siłowni zewnętrznej, pojawił się Statek Magellana. Jest on wyposażony w zjeżdżalnię, trap wspinaczkowy oraz tunelowe pomosty. Jego dopełnienie stanowi zjazd linowy oraz huśtawka bocianie gniazdo.

W ostatnim czasie przy plaży miejskiej powstały także dwie przebieralnie.

Opr. EK, fot. UM Radymno

 

Prawie zabił naszego psa

0

Mężczyzna z wojskowym plecakiem kijem do nordic walking uderzył w głowę szczekającego na niego psa. Pies padł na ziemię bez jakichkolwiek oznak życia. Wszystko działo się na oczach dziewczynek, które chwilę wcześniej spuściły go ze smyczy. Były kilkadziesiąt metrów od domu.

W niedzielne popołudnie, 31 maja nasza Czytelniczka wraz z mężem i dwójką dzieci wracała z rodzinnego spaceru. Dziewczynki prowadziły na smyczy małego pieska, miniaturkę Yorka, którego kilkadziesiąt metrów od domu spuściły ze smyczy. Pies oddalił się nieznacznie od swoich właścicielek. Nagle spacerującą rodzinę wyprzedził mężczyzna, z wojskowym plecakiem. W ręku trzymał kije do nordic walking.

– Mój pies, widząc go, podbiegł do niego i zaczął szczekać. Nie zrobił nic więcej. W pewnym momencie mężczyzna odwrócił się i walnął go kijem w głowę. Pies bez oznak życia padł na jezdnię – opowiada nasza Czytelniczka. – Moje córki wpadły w histerię. Zaczęły płakać. Wszystko to działo się na naszych oczach. One były najbliżej – mówi właścicielka psa.

Czytelniczka próbowała zatrzymać oddalającego się mężczyznę.

– Pobiegłam za tym człowiekiem krzycząc by zobaczył, co zrobił. Ten, się nawet nie obejrzał. Mąż wziął psa na ręce. Szliśmy w stronę domu. Pies ciągle nie odzyskiwał przytomności. Z pyszczka ciekła mu krew. Myśleliśmy, że nie żyje – relacjonuje ze smutkiem w głosie kobieta.

 

Musieliśmy go ratować

– W tych nerwach nie potrafiłam nawet znaleźć numeru telefonu do przychodni weterynaryjnej. Po kilku próbach udało mi się skontaktować z lekarzem weterynarii. Ubłagałam go o natychmiastowe przyjęcie. Po 30 minutach byliśmy już w Przemyślu. Zanim dotarliśmy na miejsce pies zaczął się ruszać – wspomina z entuzjazmem mieszkanka Jarosławia.

Doktor zajął się naszym psem. Dał mu lekarstwa, zrobił zastrzyki oraz prześwietlenie. Nie potrafił jednak powiedzieć, co będzie dalej. Tłumaczył, że to bardzo ciężki uraz głowy.

– Na szczęście żadne kości nie były złamane. Po około dwugodzinnej wizycie w gabinecie i otrzymaniu profesjonalnej pomocy wróciliśmy do domu. Cała noc czuwałam nad naszym psem. Był bardzo niespokojny. Widać było, jak cierpi – mówi właścicielka psa.

Przez kolejne dni cała rodzina na zmianę opiekowała się swoim pupilem. Nie obyło się bez kolejnych wizyt w przychodni weterynaryjnej oraz kosztów z tym związanych. Obecnie piesek czuje się już lepiej, ale nadal wymaga leczenia. Cała rodzina ma nadzieję na jego rychły powrót do zdrowia.

– Ten pies od siedmiu lat jest członkiem naszej rodziny. Jesteśmy do niego bardzo przywiązani. Może i jest krzykliwy, ale nigdy nikomu krzywdy nie zrobił. Przy jego posturze i wadze nic groźnego zrobić nie może. Niejeden kot go pogonił – zapewnia właścicielka.

 

Sprawę bada Policja

Właścicielka psa zgłosiła całe zajście organom ścigania.

– Prowadzimy czynności w tej sprawie – potwierdza asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

Właścicielka psa ma nadzieję, że policjanci zajmą się tą sprawą i nie pozostawią jej bez wyjaśnienia.

– Uważam, że nie powinno się przyzwalać na takie zachowania, ponieważ brak reakcji może spowodować jeszcze większą tragedię – tłumaczy Czytelniczka.

Prawdą jest, że córki naszej Czytelniczki nie powinny były spuszczać pieska ze smyczy, pomimo tego, że droga, którą szły nie była ruchliwa. Pytanie tylko, czy pies, który nie miał smyczy zasłużył sobie na to, by prawie pozbawiać go życia?

EK


	            

Frida pokrzyżowała plany przemytników

0

Ponad 1 300 paczek papierosów udało się wykryć na przejściu granicznym w Korczowej. Kontrabandę zwęszyła mała Frida, która już nie po raz pierwszy pokrzyżowała plany przemytników.

 

W poniedziałek, 1 czerwca funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej wytypowali do szczegółowej kontroli dwa samochody dostawcze, wjeżdżające z Ukrainy do Polski. W rewizji samochodów funkcjonariuszom pomagała Frida, niewielki pies rasy Jack Russell Terrier, wyszkolony do wykrywania wyrobów tytoniowych. Bardzo szybko wykryła skrytki, w których znajdowało się łącznie 1350 paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Obydwaj kierowcy, obywatele Ukrainy, przyznali się do własności wykrytych papierosów.

6-letnia Frida jest jednym z psów wspomagających pracę funkcjonariuszy Podkarpackiego Urzędu Celno Skarbowego w Przemyślu. Swoją przygodę ze szkoleniem a następnie pełnieniem służby w wykrywaniu nielegalnych papierosów zaczęła mając niespełna rok.

Opr. EK/KAS