Akcja „Gaszynchallange” rośnie w siłę. Każdego dnia przyłączają się do niej kolejne jednostki z powiatu jarosławskiego, jak i przeworskiego.
„Gaszyn challenge” to akcja strażaków ochotników z Gaszyna, która w mgnieniu oka rozprzestrzeniła się na terytorium całej Polski. Zadanie jest proste, nominowani muszą wykonać 10 pompek, nagrać film i umieścić go na swojej stronie. Jeśli nominowani nie wykonają zadania wpłacają 10zł, jeśli wykonają to 5zł. Każdy, kto ukończy wyzwanie nominuje kolejne przynajmniej 3 osoby lub instytucje, które mają 48 godzin na podjęcie i wykonanie zadania.
Akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem. Początkowo miała wesprzeć leczenie 1,5-rocznego Wojtusia Howisa z Galewic (woj. łódzkie) chorującego na SMA. Niebagatelna kwota 9 mln zł została juz jednak zebrana. Mimo to, akcja trwa dalej i niesie pomoc innym chorym dzieciom.
– Wojtuś zebrał już odpowiednią kwotę, więc my swoją pomoc skierujemy do 9-cio miesięcznej Darii, chorującej na rdzeniowy zanik mięśni – mówią strażacy ochotnicy z Miękisza Starego, którzy w minionym tygodniu przyłączyli się do akcji.
Nie sposób wymienić wszystkich biorących udział w akcji. Lista jest bardzo długa i stale się powiększa.
Adopcja psa w czasie pandemii wcale nie jest taka prosta – przekonał się o tym mieszkaniec gminy Rokietnica, który w ostatnim czasie zechciał przygarnąć bezdomne zwierzę.
– Od dłuższego czasu wodziłem się z myślą adopcji psa. Kiedy podjąłem odpowiednie kroki, napotkałem przeszkody, których się nie spodziewałem – mówi mieszkaniec gminy Rokietnica.
Aby zaadoptować psa nasz Czytelnik skontaktował się z najbliższym schroniskiem.
– Dzwoniłem tam kilkukrotnie. Już wstępnie wybrałem sobie psy, z których jednego chciałem przygarnąć. Jednak po rozmowie z pracownikami schroniska wywnioskowałem, że nie chcą dać mi żadnego z nich. Stwarzali problemy, których nie było. Pytali o warunki lokalowe, które chcieli sprawdzić, a później twierdzili, że nikt od nich nie może przyjechać, ze względu na trwającą epidemię. Przecież widomo, że nie stworzę zwierzęciu królewskich warunków, bo sam królem nie jestem, ale zapewnię mu schronienie, pełną miskę i opiekę, której potrzebuje – zapewnia mężczyzna.
Nasz Czytelnik został skutecznie zniechęcony do adopcji psa w tym schronisku, dlatego też postanowił skontaktować się z pracownikami Centrum Adopcyjnego Lecznicy „Ada” w Przemyślu.
– Przesympatyczni ludzie, wspaniali wolontariusze. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony – podkreśla nasz Czytelnik. – Wybrałem psa, który wpadł mi w oko już na samym początku. Nie wymagali żadnej wizji lokalnej. Przed wydaniem zwierzę zostało przebadane przez lekarza weterynarii, który dodatkowo udzielił mi wiele cennych rad i wskazówek. Przy wydaniu psa otrzymałem też worek karmy – mówi zadowolony właściciel.
Pies otrzymał imię Nero. Od kilku dni pilnuje jednej z posesji w gminie Rokietnica.
– To duży, młody psiak. Ma około trzech lat. Na razie jest nieufny, ale myślę, że to tylko kwestia dni, by przyzwyczaił się do nowego miejsca – mówi nasz Czytelnik.
W piątek, 12 czerwca odbyły się obchody Dnia Patrona Miasta Jarosławia, bł. o. Michała Czartoryskiego.
Uroczystości rozpoczęły się w bazylice oo. Dominikanów mszą św. w intencji mieszkańców koncelebrowaną pod przewodnictwem i z homilią o. Jacka Skupienia. Zwieńczeniem miejskich obchodów było złożenie kwiatów pod tablicą błogosławionego dominikanina. Obchodom towarzyszyła ekspozycja dedykowana patronowi w gablocie JOKiS przy ul. Grunwaldzkiej oraz e-wystawa pt. „Michał Czartoryski. Błogosławiony Dominikanin”, ekspozycja wg scenariusza o. Dariusza Kantypowicza, ze zbiorów Klasztoru OO. Dominikanów w Warszawie, która od 8 czerwca dostępna jest na facebooku Urzędu Miasta Jarosławia.
Obchody Dnia Patrona Jarosławia odbyły się w bazylice oo. Dominikanów.
Również tam obejrzeć można materiały filmowe dotyczące patrona miasta, m.in. pozdrowienia od Barbary Czartoryskiej, bratanicy o. Michała Czartoryskiego, prezes Rodzinnego Związku Czartoryskich herbu Pogoń Litewska.
Staraniem Zofii ze Sprowy Kostkowej, właścicielki Jarosławia w 1571 r. zostali sprowadzeni do miasta Jezuici. W uposażeniu między innymi otrzymali wieś Pawłowe Sioło wraz z folwarkiem. Obecna nazwa Pawłosiów ukształtowała się z chwilą nabycia dóbr pojezuickich w 1773 r. przez Siemieńskich, czyli po kasacji zakonu.
Pawłosiów do 1970 r. należał do parafii jarosławskiej Kolegiaty, w wyniku reorganizacji przydzielono go do parafii oo. Dominikanów, w której znajdował się do 1974 r.
W Pawłowym Siole, w tamtejszym parku krajobrazowym na zboczu skarpy, wybudowano późnobarokową kapliczkę. W chwili obecnej jest to jedyna pozostałość po jezuickim założeniu folwarcznym z XVIII wieku. Kapliczka stoi w otoczeniu pomnikowych dębów szypułkowych oraz wielu rzadkich i egzotycznych drzew i krzewów. Murowana z cegły i otynkowana na rzucie kwadratu o lekko wklęśniętych bokach. Na osiach ścian występują półokrągłe zamknięte nisze. W ścianie frontowej od strony wschodniej mieści się figura św. Antoniego. Zwieńczenie ścian stanowią trójkątne przyczółki oraz mur.
Św. Antoni przedstawiony jest w habicie franciszkańskim trzyma na rękach Dzieciątko Jezus. Św. Antoni pochodził z Padwy, żył w latach 1195-1232. Otrzymał tytuł doktora Kościoła. Na Podkarpaciu szczególnym kultem cieszy się w Przeworsku i Leżajsku. Natomiast Jasło obrało sobie za patrona miasta właśnie św. Antoniego. Ponieważ był franciszkaninem jego kult jest widoczny również w jarosławskim kościele Franciszkanów – Reformatów. Wewnątrz kościoła po lewej stronie znajduje się barokowy ołtarz z 1716 r. z cennym obrazem św. Antoniego z Padwy. Ze względu na dużą wartość artystyczną, historyczną i kultową kapliczki św. Antoniego zlokalizowanej na terenie dawnego folwarku jezuickiego w Pawłosiowie, zachęcam do odwiedzenia tego miejsca. W minionym okresie teren parku był bardzo często odwiedzany przez zorganizowane grupy i osoby indywidualne. Bez wątpienia kapliczka św. Antoniego należy do jednych z ciekawszych i najstarszych w dawnej parafii oo. Dominikanów.
Ścianę budynku zajmowanego przez Powiatowy Urząd Pracy w Jarosławiu ozdobi mural poświęcony lotnikom biorącym udział w II wojnie światowej w siłach RAF w Wielkiej Brytanii. Malowidło zajmie cztery szczytowe prostokąty ściany widocznej ze skrzyżowania. Wykona je Michał Węgrzyn, artysta wybrany z kilkudziesięciu autorów malarstwa wielkoformatowego. Jego prace to m.in. mural Narodowych Sił Zbrojnych w Gdańsku i Brama do Nadodrza we Wrocławiu.
Głównym tematem obrazu będą dwie postaci przedstawiające pochodzącego z Jarosławia Kazimierza Wünsche, lotnika z 303 Dywizjonu Myśliwskiego im. Tadeusza Kościuszki oraz Władysławę Kondracką, 95-letnią dzisiaj jarosławiankę służącą w czasie II wojny światowej w Royal Air Force, czyli siłach powietrznych Wielkiej Brytanii. Temat wiodący uzupełni kompozycja zaproponowana przez autora.
Mural powstanie na zlecenie Podkarpackiego Urzędu Marszałkowskiego. Graficzna wizja jest tworzona wspólnie z jarosławskim PUP. Będzie też uzgadniana ze służbami konserwatora zabytków.- Mural ma mieć wymowę bohaterską, a nie martyrologiczną. Chcemy by przypominał lotnicze tradycje Podkarpacia z wpisaniem w nie powiatu jarosławskiego. Będzie obrazował Polaków walczących w brytyjskich siłach powietrznych w czasie II wojny światowej, a nie tylko lotników uczestniczących w bitwie o Anglię. Warto wspomnieć, że około 70 osób z zimie jarosławskiej było związanych z RAF w czasie wojny. Obraz będzie oddaniem hołdu tym ludziom. Uzupełni go tablica – wyjaśnia Jan Wygnaniec, dyrektor PUP w Jarosławiu.
Trwają jeszcze ustalenia, a artysta pracuje nad kompletną koncepcją. Murale Michała Węgrzyna, jak chociażby wspomniana Brama do Nadodrza, sprawiają wrażenie trójwymiarowości, a ich wydźwięk podkreśla dynamika kompozycji.
W drugiej połowie XIX w. licznie powstające Ochotnicze Straże Pożarne w celu oznaczenia swojej przynależności wyposażały swoich członków w opaski na rękawach. Ich ambicją było jednak posiadanie jednolitego ubioru, możliwie bogato zdobionego.
W 1887 r. Krajowy Związek Ochotniczych Straży Pożarnych w Królestwie Galicji i Lodomerii z Wielkim Księstwem Krakowskim podejmuje prace nad ustaleniem jednolitych wzorów umundurowania, a w 1888 r. wydaje instrukcję w sprawie ujednolicenia umundurowania dla zrzeszonych w tym Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. Natomiast w 1922 r. Główny Związek Straży Pożarnych RP po raz pierwszy wprowadza jednolite wzory umundurowania dla straży pożarnych na terenie całego państwa. W późniejszych czasach jeszcze wielokrotnie zmieniano wzory mundurów aż do czasów współczesnych.
Mundur członka OSP, 1923 r.
Umundurowanie często dla organizacji strażackich i jej członków stanowiło poważny problem finansowy, ale z drugiej strony sprzyjało integracji członków oraz ułatwiało utrzymanie dyscypliny organizacyjnej. Często podkreślano, że „towarzysze sami pomiędzy sobą powinni przestrzegać zarówno gorliwego wypełnienia obowiązków służbowych, jak i moralnego zachowania się”.
Pierwszy punkt „Dziesięcioro przykazań prawego strażaka” z 1901 r. wyraźnie mówił: ”Nie wyobrażaj sobie, że samo przywdzianie munduru strażackiego czyni cię już strażakiem, albowiem jeśli paradujesz w mundurze, a zaniedbujesz swoich obowiązków, jesteś jako wilk w owczej skórze”.
Przeworskie Muzeum Pożarnictwa posiada ciekawy zbiór czapek oraz mundurów strażackich galowych, ćwiczebnych i bojowych z okresu międzywojennego, z lat 50. i 70. XX w. Straże pożarne przywiązywały dużą wagę do umundurowania, mundur potwierdzał przynależność do straży, odróżniał jej członków od innych osób uczestniczących w akcjach ratowniczych.
Mundur galowy z odznaczeniami i medalami noszony mógł być poza służbą tylko w wyjątkowych sytuacjach podczas uroczystości strażackich, narodowych i państwowych, nigdy zaś prywatnie.
O epidemii pisać trzeba, bo wszyscy się nią zajmują. Epidemia, wybory i żarcie się od Warszawy do Pipidówki. Tym żyjemy. Normalnego szlag trafia, ale większość się podnieca. Eksperci wyliczyli, że w czasie pandemii spadła śmiertelność. Tygodniowo umierało w Polsce nawet 200 osób mniej. Jako jeden z powodów wskazali zmniejszenie ryzyka powikłań przy leczeniu. Wynika z tego, że jeśli chcemy żyć dłużej, to nie trzeba się lekarzom narzucać.
Dopadający nas wzrost zakażeń tłumaczony jest mądrze. Szkoda, że nierzeczywiście. Za to można już pohulać na weselach. W kościołach zapanowała pełna demokracja, czyli każdy proboszcz wprowadza swoje reguły. Trudno się dziwić. Bierze przykład z góry. A tam obostrzenia nie obowiązują. Jak więc zmusić przeciętnego Polaka do ich przestrzegania, skoro wprowadzający mają je w nosie. Koronawirus odbił się też pozytywnie. Grypa odpuściła, bo ludzie bardziej dbali o higienę. Szkoda, że teraz wracamy do normalności, a ta niekoniecznie idzie w parze z czystością. Ratunkiem jest przestrzeganie podstawowych zasad, mycie rąk i nie włażenie na siebie chyba że wynika to z wyższej konieczności.
Ruszyły matury. Z opóźnieniem, ale za to tematy pojawiały się z wyprzedzeniem, aż policję zawiadamiano. Do dziś zastanawiają się dlaczego kilka godzin przed egzaminem z polskiego w wyszukiwarkach królował wpis „elementy fantastyczne w weselu”. Na dodatek okazało się, że na maturze też to było.
Możliwe, że słynne także na poziomie ogólnym zaklinanie rzeczywistości zaczyna na nią wpływać. W ubiegłą środę jedna z jarosławskich restauracji zapraszała na zimny napój w ten upalny dzień, chociaż było chłodno i ponuro. I zrobiło się ciepło. Tylko później. Widocznie przewidzieli.
Jeden z bardziej znanych jarosławskich księży obchodził 40-letni jubileusz święceń. Funkcje z jakimi przyszło mu się zmagać, jego dokonania, realizowane i planowane zadania, łączenie pracy duszpasterskiej ze społeczną oraz duchowe podejście oparte na materialnych podstawach trudno opisać szczególnie komuś, kto z jego posługą spotyka się z doskoku. Będący bliżej wiedzą ile jest warta. Życzymy księdzu, by przez kolejna lata nadal podążał wybraną drogą i wspierał wiernych.
Czas sprzyja ślimakom i mszycom. Tych pierwszych jest już tyle, że zabierają się za metalowe ogrodzenia. Na mszyce najlepsze są biedronki, a tych na razie nie widać. Za to jesienią będą całe zgraje. Naszych, azjatyckich, chińskich, żółtych i czarnych. W przyrodzie tak się zdarza, że czasem jedno z drugim nie chce się zgrać. Wirus też miał odpuścić przed wyborami, a on zakaża.
Wszystko idzie normalnym torem. Jedni są zadowoleni. Inni wściekli. Jarosławianin narzeka, że z wymianą pieców urzędnicy wpuszczali go w komin. Starsza pani odwiedziła redakcję i wylewała łzy nad całą rzeszą urzędników, którzy pokazali, że jej prawa kończą się w momencie, gdy trzeba zmusić któregoś z nich do myślenia. O kulturalnym zachowaniu też powinna zapomnieć, bo przepisy nic o tym nie mówią. Za chwilę wybierzemy Prezydenta RP. Chętnych jest dosyć. Niby nie ma pewności kto będzie. Przebąkują jednak, że może być burzowo.
To już kolejna odsłona Giełdy Wschód w Skołoszowie, która ruszyła w ostatnią sobotę maja. Giełda zaprasza kupujących w każdą sobotę między godz. 6 a 14. – Zapraszamy wszystkich, którzy poszukują samochodu, odzieży, świeżych warzyw, sadzonek kwiatów, mebli, rowerów i wielu, wielu innych – zachęcają organizatorzy.
Na giełdę łatwo trafić. Zlokalizowana jest przy drodze krajowej nr 94 (dawna czwórka) tuż przed Radymnem patrząc od strony Przemyśla, obok przemyskiego węzła autostrady A4. Rolnicy zamierzający sprzedać produkty z własnego gospodarstwa mają darmowy wjazd na giełdę.
Salony kosmetyczne, fryzjerskie, a także kluby fitness wznowiły swoją działalność od 6 czerwca. Jak dwumiesięczna przerwa wpłynęła na takie firmy i ich klientów? O przetrwaniu i nowym otwarciu mówią przedsiębiorcy, którzy zostali zmuszeni do zawieszenia swoich działalności.
– Wszystko wróciło do normy i nie odczuwam żadnych komplikacji. Właściwie to nawet teraz jest lepiej, obostrzenia sprawiły, że klientki są bardziej zdyscyplinowane, umawiają się i przychodzą na konkretną godzinę. Nie ma kolejek, przypadkowych klientów i lepiej można zorganizować swoją pracę. Jest więcej czasu na posprzątanie i dezynfekcję, można powiedzieć, że restrykcje pozytywnie wpłynęły na moją działalność – mówi Maria Czyrny, właścicielka salonu fryzjerskiego przy pl. Mickiewicza w Jarosławiu. – Wymogi sanitarne nie zmieniły mojej pracy. Sterylność i higiena nigdy nie były mojej działalności obce. Dla nas fryzjerów, są to normalne procedury. Kiedy rząd pozwolił salonom fryzjerskim się znowu otworzyć, klientek było bardzo dużo, teraz już się unormowało i można normalnie się umówić – dodaje. Pani Lidia, klientka salonu jest bardzo zadowolona, że wreszcie może zrobić fryzurę. – Musiałam kilka dni poczekać, żeby się umówić, ale cieszę się, że już mogę zadbać o włosy – mówi.
Podobnie ma się sprawa z zawodem kosmetyczki, której praca też polega na bardzo bliskim kontakcie z klientami, co sprawiło, że restrykcje dotknęły i tą branżę. – Moje klientki nie mogły się doczekać, kiedy będą mogły skorzystać z moich usług. Zakaz wykonywania zabiegów zamroził moją działalność, a ktoś, kto przyzwyczai się do dobrego wyglądu ciężko znosi przerwy w dbaniu o siebie. Jeszcze przed wznowieniem usług miałam telefony czy można by się mimo wszystko umówić. Zawód kosmetyczki standardowo wymaga ciągłej higieny pracy, używanie rękawiczek to normalność. Niektóre narzędzia są jednorazowe, a reszta jest zawsze poddawana dezynfekcji i sterylizacji. W pracy staram się zachować większy dystans na tyle ile to możliwe i używać maseczki. – mówi Magdalena Skalska, mobilna kosmetyczka i masażystka z Przeworska.
Ruch fizyczny jest bardzo ważny nie tylko dla ciała, ale też umysłu. Trenerzy personalni są już dostępni dla chętnych w otwartych klubach fitness.
Od 6 czerwca mogą też normalnie funkcjonować kluby fitness. Pomimo niewielkiego kontaktu pomiędzy trenerem personalnym a korzystającymi z klubu, siłownie musiały zostać zamknięte z powodu dużego zagęszczenia ćwiczących i trudności w utrzymaniu restrykcyjnych zasad higieny i przestrzeni. – Pandemia zrobiła trochę zamieszania w działalności mojego klubu fitness. Ta sytuacja tylko utwierdziła mnie jak ważna jest dywersyfikacja dochodów. Gdy jeden biznes się zatrzymuje inny może nas wykarmić i tak było w moim przypadku. Mimo pomocy tarczy antykryzysowej, pewne należności pozostały i trzeba je było opłacić – mówi Tomasz Legeny, właściciel klubu fitness. – Ciężko powiedzieć jak pandemia wpłynęła na branżę fitness, sam mam otwartą siłownię dopiero kilka dni i ludzie powoli zaczynają chodzić i ćwiczyć. Znajomy z branży gastronomicznej miał pustki przez pierwszy tydzień otwarcia, myślę, że restrykcje restrykcjami, ale ludzie sami muszą się przekonać do normalnego funkcjonowania. Bardzo ważna jest higiena, dlatego w kilku miejscach jest dostępny płyn dezynfekujący, a także papierowe ręczniki. Obowiązuje też szereg innych nowych zasad, takich jak np. posiadanie własnego ręcznika oraz zachowanie odpowiedniej odległości pomiędzy klubowiczami, o których klienci są informowani przy wejściu do klubu – dodaje.
Klubowicz Łukasz jest zadowolony z otwarcia klubu. – Systematyczność jest bardzo ważna w ćwiczeniach. Pandemia pokrzyżowała mi plany treningowe, cieszę się, że w końcu można normalnie ćwiczyć – mówi ćwiczący.
Fryzjer, kosmetyczka i ćwiczenia fizyczne po okiem wykwalifikowanego trenera to dobry start, żeby poczuć się dobrze z samym lub samą sobą. Kto by pół roku temu pomyślał, że tak zwyczajne czynności będą dziś traktowane jako towar wręcz luksusowy i dający tyle radości…
Boże Ciało. Wspaniały słoneczny dzień. Procesja nie tak, jak zawsze, przez cały Jarosław i z ogromną rzeszą mieszkańców, ale kameralnie w ogrodzie jarosławskiej Kolegiaty. Pogoda w ten dzień była piękna, po południu można było spotkać uśmiechniętych ludzi spacerujących po ulicach, a nawet kolejki w lodziarniach. Sielanka. Jakby pandemia nigdy nie istniała. To było miłe zaskoczenie, kwarantanna chyba sprawiła, że wreszcie doceniamy wartość zwykłego spaceru.
Następny dzień. Święto patrona miasta, bł. Michała Czartoryskiego. Msza uroczysta, ale już uroczystości zaplanowane na sobotę musiały zostać przełożone na przyszły rok. Cień pandemii nadszedł i przypomniał o sobie.
Weekend. W sobotę otwierają się granice z Unią Europejską, bo wirus w Polsce jest już podobno opanowany, a tymczasem w jarosławskim szpitalu wybucha ognisko koronawirusa. Jaka jest szansa, że zatli się od niego miasto? Choć mnóstwo jest opinii o pseudo-pandemii, a ok. 40 osób zakażonych w powiecie, który ma 120 tysięcy mieszkańców raczej nie skłania do paniki, to jednak nie powinno się bagatelizować zagrożenia. W sytuacjach choćby pozornego niebezpieczeństwa lepiej jest zachować ostrożność. Ludzie mają dziś tendencje do lekkiego traktowania swojego życia i zdrowia, stąd takie żniwo pandemii na świecie. Trzeba wziąć jeszcze większą odpowiedzialność za siebie, bo państwowa kwarantanna już się praktycznie skończyła. Nie dajmy się zwariować, ale też nie bagatelizujmy sytuacji. Przy COVID-19 jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też wszystkich ludzi dookoła.
Takich rzeczy nie trzeba tłumaczyć ludziom, którzy z solidarności ze sobą zasłynęli. Podczas weekendu wspominaliśmy pierwszych Polaków wywiezionych do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Pierwszy więzień, Stanisław Ryniak, słusznie zauważył; „Gdy nas zabraknie, to kamienie będą za nas mówić”. Ale… kogo dziś obchodzi co te kamienie mówią?
Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.
Kaczmarski „Ballada Katyńska”
Wystarczy popatrzeć na zdjęcia miasta lub swojej rodziny sprzed lat albo porozmawiać z kimś starszym. Historia tworzy się cały czas na nowo, ale odnoszę wrażenie, że dzisiejszych czasów nikt nie będzie wspominał. No, chyba że przez koronawirusa…