Strona główna Blog Strona 444

Koronawirus, telefon i Jamajka

0

Świat nie jest czarno biały. Jest, chociaż nie wszystkim to odpowiada, kolorowy. Zresztą biel to zmieszanie wszystkich barw tęczy, a czerń to absolutna ciemność, której nie możemy doświadczyć, bo zawsze coś mruga. Nie ma też spraw z gruntu złych bądź dobrych z założenia. Tak jest też z ludźmi, a nawet z epidemią. Ona ma też dobre i złe odbicie.

 

Wszyscy trąbią, że koronawirus jest opanowany. Chyba mają rację, bo atakuje spokojnie i bez wrzasków. Niestety przylepił się do powiatu jarosławskiego. Dokucza, a ludzie dalej nie chcą zrozumieć, że SARS-CoV-2 bez ich pomocy nie ma szans i szybko ginie. Pozwalają mu by wlazł do nich i coraz częściej słychać, że ktoś ze znajomych go spotkał, a ktoś w okolicy zmarł. Obawa, że wirus dopiero jesienią solidnie zaatakuje też coraz większa. Bo wtedy dojdzie grypa i przeziębienia, a że trudno je od koronawirusa odróżnić może być larum. Nadzieja w tym, że spece o wirusie wróżby siejący często się mylą. Mieliśmy przecież zapewnienie, że jak się ociepli, to COVID-19 odpuści. Teraz słyszymy, że w afrykańskim Kongo, gdzie najczęściej zawsze jest za ciepło, tak się wirus rozbisurmanił, że musieli godzinę policyjną wprowadzić.

W większości urzędów mamy zdalną obsługę. W końcu petenci nie dokuczają urzędnikom. Zalecają kontakt telefoniczny, albo mailowy. W ubiegłym tygodniu dzwoniliśmy do jednej z gmin co godzinę. Za każdym razem był sygnał. Potem prośba o wybranie numeru wewnętrznego lub poczekanie aż zgłosi się sekretariat, a po upływie ponad minuty odzywał się sygnał przypominający nalot bombowca i rozłączało. Gdy wybieraliśmy wewnętrzny było tak samo, tylko bez bombowca. Widać cała gmina na zdalnym. Nie wszyscy mogą w domowych pieleszach pracować, bo co wolno wojewodzie, to nie tobie suwerenie.

Lekarze też wiedzą jak się chronić przed wirusem i do zdrowia przywracają przy pomocy telefonu. Niedługo operację też mailowo przeprowadzą i będziemy szczęśliwi, choć niekoniecznie zdrowi. Nowoczesna technologia wkracza wszędzie. W ubiegłym tygodniu widziałem kilkunastu uczniów siedzących obok siebie na obrzeżu szkolnego boiska. Każdy był zapatrzony w swój telefon. Einstein powiedział, że boi się dnia, w którym technologia zakłóci interakcje międzyludzkie, bo wtedy świat zyska pokolenie idiotów. Czyżby ten wielki uczony miał rację? Tym bardziej, że w poważnej gazecie przeczytałem niedawno, iż nasze dzieci to największe pierdoły na świecie. Piszą, że rozrastają się u nich postawy roszczeniowe idące w parze z wyuczoną bezradnością.

Trudno się w tym połapać. Tym bardziej w tygodniu obfitującym we fronty burzowe. Jak może lunąć, a nawet chmurę oberwać, to przynajmniej u niektórych myśli nabierają rozpędu. Odwiedził naszą redakcję rastaman, czyli taki luzak z Jamajką się kojarzący. Na pierwszy rzut oka taki był, ale napisy na koszulce świadczyły o jak najbardziej chrześcijańskich korzeniach, a głoszone tezy świadczyły o wszystkim. Swoje powiedział. Nikogo nie przekonał. Trochę z jednym czy drugim politykiem się skojarzył i poszedł.

Roman Kijanka

 

Ot, Polska!

0

Przepisy reguluja w naszym kraju wszystko. Bez nich policjant nie wiedziałby czy zrobilismy coś źle czy nie. Kierowca nie pomyślałby, że zapięcie pasów może mu uratować życie. Taksówkarz nie wiedziałby jak ma prowadzić samochód i swój interes, a kucharz… ani by nie ugotował, ani nie poczęstował, bo sanepid. Nauczyciel nie miałby pojęcia czego i jak uczyć, a rolnik nie wiedziałby czy jest rolnikiem czy przedsiębiorcą.

 

Całe szczęście, że mamy te wszystkie przepisy. Bez nich nie wiedzielibyśmy jak żyć.

 

Dzięki nim wiele ludzi ma pracę i wie jak ją wykonywać. No bo co by zrobił biedny kierownik albo naczelnik za biurkiem, gdyby nie one? Musiałby myśleć. A on ma wykonywać swoje obowiązki, a nie myśleć. Jeszcze chwila i zamiast ludzi będą nas obsługiwać komputery. Chociaż nie… ktoś przecież musi składać kwiaty pod pomnikami. Trzeba oczywiście oddać tu hołd tym osobom w urzędach, które naprawdę pomagają nam się odnaleźć w gmatwaninie rozporządzeń i pomagają „pokonać” bariery bzdurnych wymogów. Mamy i takich.

Sądy nie służą sprawiedliwości, ale przestrzeganiu prawa. Ludzie walczą na kruczki prawne, prawnicy zacierają ręce, a do przepisów potrzebne jest jeszcze zrozumienie definicji – co oznacza chodnik albo kierowca, w końcu różnie można to interpretować…

 

W Jarosławiu są miejsca gdzie brakuje koszy na śmieci. Ale, ale! Najpierw trzeba sporządzić prawną definicję słowa „brak”. No i przydałby się jeszcze przepis, który mówi, ile ma być tych pojemników. Ale nie ma, więc śmietników też nie ma… Absurd. Jeśli wyrzucę papierek na chodnik to grozi mi mandat w wysokości 500 złotych. Dali nakazy i zakazy, ale zapomnieli dodać przepisy, które nam pozwalają stosować się do tych wymogów. Mam chodzić z woreczkiem z psią kupą po ulicy i szukac kosza? A może zostawić to na chodniku? Strażnik miejski wypisze mi mandat i na nic dyskusja, że nie mam gdzie to wyrzucić. On ma przepisy, do których się stosuje. Nie ma w nich miejsca na zrozumienie.

 

Władzom już nie starcza wyobraźni na tworzenie nowych ustaw. Piszą więc nowe prawa objaśniające i upraszczające poprzednie prawa. I tak w kółko. A może wystarczyłoby zwyczajnie wykreślać to, co już w kodeksach jest?

 

Albo inaczej, ale ten krok jest chyba zbyt radykalny: może wystarczy włączyć zdrowy rozsądek? A jeśli to już niemożliwe, to wprowadźmy przepis, który wymaga od wszystkich polityków i urzędników kreatywności i inicjatywy w służbie społeczeństwu!

Sebastian Niemkiewicz

Polna droga w mieście

0

Każdego dnia mieszkańcy ul. Szmaragdowej narażają się na uszkodzenie swoich samochodów. Wszystko przez nawierzchnię drogi, a raczej jej brak.

 

Mieszkańcy mówią iż starania o poprawienie stanu drogi zaczęli już w 2014r. Twierdzą, że zgłaszali to do odpowiednich władz. Niestety bezskutecznie. W międzyczasie utwardzali drogę na własną rękę angażując swój czas i środki. Efekt był jednak krótkotrwały. Wystarczyło trochę deszczu i sytuacja na powrót się pogarszała. Jeden z mieszkańców tej ulicy pokazuje uszkodzenie powstałe na jego samochodzie. Mieszkanka kolejnego domu wspomina jak przyjechał do niej serwisant sprzętu AGD, który urwał miskę olejową w swoim pojeździe. Dlaczego tak długo zaniedbywano tę drogę i czy można oczekiwać poprawy w najbliższym czasie?

Ul. Szmaragdowa znalazła się w zasobach miasta całkiem niedawno, w 2017 roku. Remont tzw. bieżący tej ulicy został zaplanowany na 2020 rok i będzie wykonany. Prosimy o cierpliwość. – wyjaśnia Iga Kmiecik, rzecznik prasowy urzędu miasta Jarosławia.

 

Wsparcie dla strażaków

0

OSP Łopuszka Wielka i OSP Łopuszka Mała to jednostki z gminy Kańczuga otrzymały dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie na zakup sprzętu i wyposażenia.

 

– Udało nam się uzyskać dofinansowanie w kwocie 15 tys. zł, do tego dochodzi dotacja z Urzędu Miasta i Gminy w Kańczudze w kwocie 1 890 zł. Dzięki temu uzupełnimy sprzęt – mówi prezes OSP Łopuszka Wielka Zbigniew Czepiel.

Z kolei dla druhów z Łopuszki Małej to kolejny rok korzystania z takiego dofinansowania. – W tamtym roku udało nam się jako jedynym na naszym terenie po raz pierwszy raz otrzymać dofinansowanie w kwocie 15 tys. zł. W tym roku znów się udało. Teraz dostaliśmy prawie 14 tys. zł. Do tego dojdzie dotacja z gminy. Teraz nasza jednostka przekształca się w kierunku ratownictwa wodnego, mamy pięciu ratowników i pod nich jest też głównie dobierany sprzęt. Mamy także zamiar obstawiać imprezy masowe nad zbiornikiem i ogólne imprezy – mówi Mateusz Malik z OSP Łopuszka Mała.

Dla obu jednostek OSP jest to konkretny zastrzyk pieniędzy, dzięki któremu mogą się lepiej doposażyć.

– Cieszę się że dzięki wspólnym staraniom, kolejne jednostki OSP mogły otrzymać dofinansowanie z WFOŚ na sprzęt osobisty i umundurowanie – informował w ubiegły czwartek poseł Tadeusz Chrzan. Parlamentarzysta wymienił OSP Łazy, Miękisz Stary, Laszki, Kramarzówka, Rokietnica, Wola Węgierska, Makowisko, Mołodycz, Duńkowice, Pruchnik, Wola Buchowska, Węgierka i Wiązownica w powiecie jarosławskim oraz OSP MajdanSieniawski, Mirocin, Ujezna, Pantalowice, Rączyna, Gać, Zarzecze, Widaczów, Żurawiczki, ŁopuszkaMała, ŁopuszkaWielka, Ostrów, Jagieła, Gniewczyna Łańcucka i Jawornik Polski w powiecie przeworskim. Zapewnił przy tym, iż w najbliższym czasie kolejne jednostki mogą również liczyć na wsparcie.

Marcin Sobczak

 

Dachował po wyprzedzaniu

0

W Wólce Małkowej sześćdziesięcioletni kierowca audi stracił panowanie nad pojazdem i zjechał z drogi. Doszło do dachowania samochodu.

 

Do zdarzenia doszło 29 lipca, ok. godz. 17. Jak ustalili pracujący na miejscu policjanci, kierujący audi, 60-letni mieszkaniec gminy Tryńcza, po wyprzedzeniu innego pojazdu chciał uniknąć czołowego zderzenia z nadjeżdżającym z przeciwka samochodem. Mężczyzna stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z drogi i wjechał do przydrożnego rowu, gdzie samochód dachował. Kierowca podróżował sam, był trzeźwy. W wyniku zdarzenia został ranny i przetransportowany do przeworskiego szpitala. Doznane obrażenia nie zagrażają jego życiu.

DP/KPP Przeworsk

 

Strażacy zbierali buty i piłki dla dzieci z Afryki

0

Już niedługo buty sportowe, piłki i koszulki, które zebrali strażacy z Duńkowic, trafią do dzieci z Burkina Faso. Akcja pomimo epidemii przebiegła pomyślnie i cieszyła się zainteresowaniem lokalnej społeczności.

 

„Sto piłek oraz sto par butów sportowych w setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II” – to akcja, którą w ciągu ostatnich kilku miesięcy prowadziła Ochotnicza Straż Pożarna z Duńkowic. Pomysł zorganizowania takiej akcji zrodził się po przeczytaniu listu od Małgorzaty Tomaszewskiej, która przebywa na misjach w Burkina Faso. Pani Małgorzata opisywała zajęcia, którym poddawane są afrykańskie dzieci zaraz po powrocie ze szkoły. W liście nadmieniała, że chłopcy w wolnym czasie chętnie grają w piłkę nożną. Niestety za piłkę często służy im papierowa bula posklejana taśmą. W związku z tym Zarząd OSP postanowił zorganizować akcję, która pozwoli wnieść w ich życie odrobinę radości. Przez kilka ostatnich miesięcy strażacy zbierali piłki i buty sportowe, które trafią do dzieci z Afryki.

– Akcja przebiegła bardzo pomyślnie. Aktualnie mamy spakowane trzy paczki darów, na które czekają dzieci – informują strażacy.

Pomimo epidemii udało się zebrać ok. 130 par butów, 80 piłek oraz kilkanaście koszulek. Najprawdopodobniej jeszcze w sierpniu zostaną one przekazane dzieciom. Co prawda koszt wysyłki jest dosyć spory, ale zaradne druhy zapewne znajdą na to jakiś sposób.

EK, fot. OSP KSRG Duńkowice

 

 

Warto wiedzieć i pamiętać

0

Zbliżają się rocznice wielkich wydarzeń w Polsce historycznych, narodowych, patriotycznych. Na pierwsze miejsce wysuwa się rok 1920 – 15 sierpień – Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej zwanej Cudem nad Wisłą. Początek sierpnia przywołuje nam na pamięć Powstanie Warszawskie. A do wydarzeń sierpniowych bliższych nam czasem – to powstanie „Solidarności”. Każde z tych wydarzeń jest bliskie każdemu, kto czuje po polsku, kocha Polskę i pragnie dla niej dobra i pomyślności .

 

W każde z tych wydarzeń włączona była cała Polska, wszystkie „małe ojczyzny”, które przeżywały sukcesy i porażki, klęski i zwycięstwa. Przy wspominaniu wydarzeń sierpniowych, tych odległych, zatrzymajmy się nad tym, co działo się w naszym mieście – Jarosławiu. Przytoczę mały wycinek wielkiej historii Polski z 10 sierpnia 1944 r. To historia

męczeństwa młodych Patriotów, Polaków, których krew się rozlała w kidałowickim lesie.

Egzekucji dokonało gestapo. W tajemnym miejscu spoczęli Czesława Puzon – ps „Baśka”, bracia Romek i Janek Prośbowie zastrzeleni przez oprawcę Schmidta w pobliżu ich domu (obecnie Os. Prośbów), następni to; Zbyszek Kopeć, Maria Zimnicka, Władysław Półtorak i 4 osoby nierozpoznane. Gdy przesunęła się linia frontu i Jarosław był zajęty przez wojska sowieckie 27 lipca 1944 r., Dowództwo Armii Krajowej zadecydowało o ekshumacji żołnierzy A.K. z mogiły leśnej w Kidałowicach na dzień 10 sierpnia 1944 roku.

Tak się zaczęła, można powiedzieć, manifestacja Jarosławskich Bohaterów. Jechali oni na pięciu chłopskich wozach (po dwie trumny) udekorowanych zielenią. Kondukt żałobny przesuwał się ulicami Jarosławia na Nowy Cmentarz. Wzdłuż ulic miasta stały tysiące ludzi: mieszkańcy miasta i wsi, z uszanowaniem i czcią schylali głowy przed zamordowaną młodością. To był niezwykły Kondukt. Na cmentarzu wykopano Wspólną Mogiłę dla

Bohaterów Walki o Polskę Niepodległą i Wolną. Kazanie wygłosił kapelan AK ks. Stefański, który m, in. powiedział: „Nie trzeba nam swastyk ani sierpa i młota. Sami wywalczymy Wolność”. Od wszystkich zgromadzonych na cmentarzu, ks. kapelan Stefański odebrał rotę przysięgi. Zaśpiewano: „Jeszcze Polska nie zginęła”.

A w Warszawie, o tej porze trwał dziesiąty dzień walki o Polskę – Powstanie Warszawskie. Grupa młodzieży Jarosławia wyruszyła z odsieczą do Stolicy, ale w drodze byli zawracani i rozbijani. Konsekwencje tego uroczystego Pochówku były bolesne. Smutny los spotkał ks. kapelana Stefańskiego, który w dniu 11 sierpnia został aresztowany i ślad po nim zaginął. Nastała już nowa władza i ta władza zarządziła w tym dniu naradę w magistracie dla następujących osób: Burmistrza, Starosty, Dyrektora Poczty, Dyrektora Stacji Kolejowej, Komendanta Policji, Komendanta Obwodu AK. Zgłosili się wszyscy za wyjątkiem Komendanta AK „Juliana” sławetnego kpt. Szczepańskiego. Wszystkich w tym dniu aresztowano i wywieziono. Otwierał się nowy rozdział historii, smutny i bolesny. Utrwalała się w Polsce komunistyczna władza, która w mordowaniu polskich patriotów nie ustępowała gestapowcom, a może ich prześcigała.

Od tamtych wydarzeń dzieli nas 76 lat, szmat czasu. Nasuwa się pytanie, czy walka i śmierć męczeńska Tamtych Ludzi czy aby nie poszła na marne? Odpowiedzi zapewne byłyby różne, w zależności od rozumienia czym jest wolność. A życie i wolność są największymi wartościami, co nie podlega dyskusji. Nasuwa się jeszcze kolejne pytanie, czy społeczeństwo Jarosławia zna swoich Bohaterów? Czy tylko słyszy o Nich tylko wtedy, gdy są wzywani 'Do Apelu” podczas większych uroczystości?

Na cmentarzach jarosławskich znajdują się mogiły żołnierzy poległych w pierwszej

i drugiej wojnie   światowej. Wśród tych mogił, na Nowym Cmentarzu , jest ta Jedna, Wspólna z 1944 roku. Spoczywają w niej Bohaterowie zamordowani w lesie kidałowickim, a pochowani tu, w Jarosławiu. Warto by było, przebywając na Nowym Cmentarzu, zatrzymać się przy niej, choćby na chwilę i pomyśleć, że tu właśnie jest Polska, Twoja i moja Ojczyzna.

Chciałoby się przyprowadzić tu współczesną młodzież, by stojąc nad tą Mogiłą pochylili z szacunkiem swoje czoła i odrobili choć trochę lekcji z historii. Aby tak się stało, dorośli muszą dać przykład. (Pisownia oryginalna)

Rafał Solski

Premie dla młodych rolników przedłużone

0

Termin składania wniosków w programie Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa został przesunięty do 17 sierpnia. Działania „Premie dla młodych rolników” przeprowadzane są po raz 6, docelowo mają być zachętą do rozwijania biznesu rolniczego. Powodem przedłużenia przez ARMIR okresu przyjmowania wniosków jest duże zainteresowanie programem.

 

Rolnicy mogą przeznaczyć przyznaną kwotę na prowadzenie gospodarstwa lub przygotowanie do sprzedaży wytwarzanych w nim produktów rolnych. Minimum 70% dofinansowania musi zostać spożytkowane na zakup środków trwałych.

Do składania wniosków kwalifikują się osoby, które:
– W momencie złożenia dokumentów mają nie więcej niż 40 lat;
– Zdobyły odpowiednie kwalifikacje zawodowe bądź uzupełnią je w terminie do 36 miesięcy od otrzymania decyzji o przyznaniu środków;
– Posiadają gospodarstwo o powierzchni co najmniej 1 ha;
– Nie prowadzą działalności dłużej niż 24 miesiące przed datą złożenia wniosku;
– Posiadają lub utworzą gospodarstwo o wartości zawierającej się w przedziale od 13 tys. euro do 150 tys. euro;
– Przedłożą biznesplan dotyczący rozwoju gospodarstwa.

Wypłata środków nastąpi w dwóch transzach. Pierwsza w wysokości 120 tys. zł po spełnieniu przez młodego rolnika określonych warunków – na wniosek o płatność. Druga w kwocie 30 tys. zł po zrealizowaniu biznesplanu.

Dokumenty można składać w oddziałach regionalnych AMIR, elektronicznie czy drogą pocztową od 3 czerwca do 17 sierpnia 2020 roku.

Jakub Rzeźnik

Żniwa jak za dawnych czasów

0

Niewielu pamięta jak na żniwach dawniej bywało. W zeszłym tygodniu w Siennowie można było ujrzeć to na własne oczy. Pracowano używając metod naszych ojców i dziadów, z zapomnianymi pieśniami na ustach. To wszystko by choć cząstkę tamtych czasów ocalić od zapomnienia.

 

Pogoda dopisała. Pod bramą Izby Regionalnej w Siennowie zebrała się gromada ludzi z narzędziami i strawą. Gospodarze wyszli i powitali przybyłych. Przystąpiono do przygotowań. Poczęto klepać kosy na tzw. „babkach”, by je należycie do żniw przygotować. – Trzeba nam ruszać w pole – ktoś krzyknął. Ruszyli więc. Rumiani i weseli przy dźwiękach akordeonu szli głośno śpiewając. Korowód dotarł na miejsce. – Jak stary obyczaj każe według ojców naszej wiary, pierwszy pokłos nam zaczynać tym tatowym sierpem starym – wyrzekł gospodarz i kosiarze ruszyli do pracy. Kobiety odbierały zboże, wiązały je w snopki i opierając je o siebie stawiały z niego mandla. Skwar lał się z nieba. Przyniesiono w dzbanach chłodną kawę zbożową by wspomóc pracujących. Posilili się proziakami z masłem i serem. W międzyczasie nie zabrakło śpiewów. Nie stroniono także od figli. Na szczycie mandla postawiono chochoła uźorem, czyli tą częścią uciętą, do dołu. Czas wracać. Pod izbą zaczęto młócić zboże cepami. Ciężka to była praca. Dalej pozostało skrążyć na przetaku (takim jakby sicie) to co zboże oddało by ziarna od plew oddzielić. Nie zabrakło pokazowego mielenia na żarnach i wypieku tradycyjnego, żytniego chleba na zakwasie. Wydarzenie odbyło się w ramach projektu „Ocalić od zapomnienia” 20 lipca w Siennowie. Można było także podpatrzeć jak robiło się niegdyś chleb i popróbować trochę specjałów. W rolę gospodarzy wcielili się: Wojciech Bardowski, baryton i popularyzator pieśni ludowej oraz Dorota Sosnowska, przewodnicząca koła gospodyń wiejskich w Siennowie. W Projekt było również zaangażowane Stowarzyszenie Edukacyjne Ziemi Węgrowskiej reprezentowane przez prezesa Zofię Paczóską. Organizatorzy dziękują państwu Ewie i Bogdanowi Białogłowskim za udostępnienie pola.

Gabriel Łowicki

 

Kupieckie wozy znikają z Rynku

0

Stały przy wejściu na jarosławski Rynek prawie 30 lat i wpisały się w krajobraz Starego Miasta. Pierwszy już został zabrany. W jego ślady pójdą dwa pozostałe. Zbigniew Możdżeń, właściciel klimatycznych wozów zapewnia, że niedługo powrócą w nowej odsłonie.

 

Wozy handlowe z jarosławskiego rynku po raz ostatni wyruszają na szlak. Przed odjazdem do swojej „wieczystej zajezdni” wymieniono ich koła na metalowe, gdyż oryginalne nie przetrwałyby tej podróży. Poza kołami wozy zrzuciły z siebie okucia oraz niektóre elementy metaloplastyki. Po co? Zostaną wykorzystane przy budowie nowych. Z. Możdżeń zdecydował, że po 27 latach ich wiernej służby pora na powiew świeżości.

Jak zaznacza pan Zbigniew, wymiana była planowana od 2 lat, a ostatecznym impulsem, by zabieg ten przeprowadzić był remont płyty rynku. Nowe wozy mają jak najbardziej oddawać klimat swoich poprzedników. One również otrzymają mahoniowy kolor i wykonane zostaną według tego samego projektu, który jest własnością właściciela, zarejestrowaną przez Urząd Patentowy.

Pierwszy wóz opuścił rynek w środę wieczorem i do dwóch miesięcy ma się pojawić jego następca. Kolejny zostanie zabrany po dokonaniu tej podmiany bądź odrobinę wcześniej. Według tego planu do końca roku powinniśmy zobaczyć nowe wozy w komplecie. Poza pieczywem i ofertą gastronomiczną być może pojawią się w charakterystycznych dla Jarosławia wozach również kawa i ciasto. Właściciel zdradza, że oferta gastronomiczna zostanie wzbogacona, ale nie podzielił się żadnymi szczegółami na ten temat. Podsumował to jedynie zwrotem: „Ma być jak u Hitchcocka – wybuch i niech napięcie rośnie”

Jakub Rzeźnik