Strona główna Blog Strona 436

Huta Szkła wygrywa w Zarzeczu

0

13 sierpnia zakończyła się rywalizacja Wakacyjnej Ligi Szóstek w Zarzeczu. Grało w niej pięć zespołów, a rywalizacja toczyła się na miejscowym orliku.

 

W ostatniej kolejce nie zabrakło emocji. W meczu o 2 miejsce zmierzyły się zespoły MaawSportu oraz ETO Zarzecze. Lepsi w tym pojedynku okazali się zawodnicy ETO i to oni zajęli ostatecznie drugie miejsce. Kolejkę wcześniej mistrzostwo ligi zapewniła sobie drużyna Huty Szkła Jarosław, która odniosła komplet zwycięstw. Na koniec odbyła się oficjalna ceremonia zakończenia rozgrywek, wręczono pamiątkowe puchary wszystkim drużynom, a także wyróżniono najlepszego strzelca, Wojciecha Majkutowskiego z MAAW (16 bramek) oraz bramkarza, którym został zawodnik Huty Szkła Jarosław Sylwester Bursztyka.

 

Wyniki 5 kolejki:

Czesław Skład – Polecamy się na przyszłość 6:2

Czesław: Niemczycki 3, Kotliński 2, Depciuch 1

Polecamy: Bukowy 1, Bieniasz 1

 

ETO Zarzecze- Maaw Sport 8:7

ETO: Mach 4, Stecko 2, Matusz   2

MaawSport: Majkutowski 3, Ciupa 2, Kudła 2

 

KOŃCOWA KLASYFIKACJA:

  1. HUTA SZKŁA JAROSŁAW 12
  2. ETO ZARZECZE 9
  3. MAAWSPORT TEAM 6
  4. CZESŁAW SKŁAD 3
  5. POLECAMY SIĘ NA PRZYSZŁOŚĆ 0

 

 

 

Duchy z żuklińskich pól

0

Starsi ludzie w Żuklinie opowiadali, że na polach przy drodze z Kańczugi do Krzeczowic straszyło. Pojawiała się tam co jakiś czas postać, a ludzie bali się chodzić tym traktem po zmierzchu. Wybudowano tam nawet kapliczkę. Pomogło – przestało straszyć, ale nie do końca…

 

Przy drodze do Krzeczowic naprzeciw pól zwanych Zagrodami stoi stara kapliczka. Nazywana jest Kapliczką Barową. Okoliczne pola kryją w sobie niezwykłą i bogatą historię Żuklina. Wydarzyło się tu niejedno. Na Zagrodach żadnej zabudowy, zagród teraz nie ma ale pewnie były przed wiekami na co wskazuje nazwa. Obok są pola zwane Patryją lub Mogiłą. Jest to najwyższy punkt tej miejscowości. Według lokalnych podań zostało tu pogrzebanych trzech tatarów. Jeden z nich miał być wodzem. Dzisiaj śladu po tatarskim kurhanie już nie zobaczymy. Nieco dalej za kapliczką w kierunku Krzeczowic znajdują się pola zwane Granicami, gdzie   pochowano zmarłych na cholerę w XIX wieku mieszkańców Żuklina. Jedynym śladem po nim są przydrożne metalowe krzyże postawione w późniejszym czasie.

Przechodząc wieczorem obok kapliczki można odnieść wrażenie, ze coś lub ktoś nas obserwuje. Lekki powiew wiatru porusza gałęziami wiekowych drzew znajdujących się przy kapliczce. A może to nie wiatr…

Kapliczka zbudowana przez braci Barów

Konie nie chciały iść

Wielu ludzi opowiadało, że idąc wieczorem czy w nocy tą drogą widziało postać snującą się po polach. Żadnych jednak śladów nie zostawiała po sobie. Zaczęto bać się tego miejsca. Dwaj bracia Barowie z Żuklina postanowili tam wybudować kapliczkę. – Na polach w kierunku Bóbrki Kańczudzkiej straszyło. Gdzieś na dole za dzisiejszą kapliczką. Ludzie mówili, że jak jechali tamtędy to konie nie chciały iść. Coś wyczuwały. Mojemu dziadkowi przyśniło się, że jak wystawi kapliczkę to przestanie straszyć. Razem z bratem postanowili urzeczywistnić sen. Wybudowali kapliczkę i przestało – mówi pan Bogdan z Żuklina. Kapliczka spełniła swoją rolę – w okolicy się uspokoiło.

 

Błąkający się duch

Duch przechadzał się nocami po polach. Czego szukał w tym miejscu i kim był? -Może to błąkająca się dusza jakiejś osoby zmarłej na cholerę, szukająca ukojenia i modlitwy – zastanawia się jeden z mieszkańców. W Żuklinie jak i innych okolicznych miejscowościach cmentarz choleryczny umiejscowiono z dala od wioski. Cmentarze takie często były tworzone na niepoświęconych polach.   Zmarłych na cholerę chowano w zbiorowej mogile, przysypywano wapnem, następnie ziemią. Przed kilkoma laty próbowano odszukać miejsce dawnego cmentarza cholerycznego ale nie ustalono jego dokładnej lokalizacji. Niedawno sołtysowi Żuklina udało się określić położenie cmentarza. – Teraz jest to pole orne. Gdy się dobrze wpatrzymy widać niewielkie wzniesienie terenu w dolnej części pola. Była tutaj zbiorowa mogiła. Chciałbym postawić może gdzieś w granicy na miedzy jakiś krzyż który upamiętniałby ten cmentarz – mówi Jerzy Wołoszyn, sołtys Żuklina.

Wielu mieszkańców Żuklina odeszło już z tego świata nie mogąc się pogodzić z miejscem spoczynku, które odeszło w niepamięć. To był tragiczny czas. Może jakaś dusza ukazując się mieszkańcom upominała się o to by miejsce pochówku zostało upamiętnione. A może to duch tatarskiego wojownika nie mogący znaleźć drogi powrotnej na rodzinne stepy.

Motyw anioła na kapliczce

Dusze nieochrzczonych dzieci

Istnieje też inny przekaz. Mówiono, że na polach pojawiały się duchy nieochrzczonych dzieci. Nie mogące zaznać spokoju, zbłąkane dusze wołały „Chrztu, chrztu…” Ludzie ponoć znaleźli sposób by im ulżyć. Gdy zjawiła się taka dusza mówiono: „Jeśliś panna chrzczę cię Anna, jeśliś pan chrzczę cię Jan” i wtedy zjawa znikała. Ile jest w tym prawdy nie wiadomo. Śladów tych historii nie odnajdziemy w żadnych dokumentach, a aniołki z wiekowej kapliczki patrzą w milczeniu w stronę okolicznych pól.

Krzyże upamiętniające cmentarz choleryczny w Żuklinie

Żuklińskie pola kryją w sobie wiele tajemnic. Nie wszystkie odkryjemy. Odeszły wraz z najstarszymi mieszkańcami tej miejscowości. Dla chcących doświadczyć dreszczyku emocji polecam wakacyjny spacer w okolice zabytkowej kapliczki. Może spotkacie ducha tatarskiego wodza. Na pewno będziecie podziwiać piękne widoki rozciągające się z tego miejsca na bliższą i dalszą okolicę.

 

Ginie pamięć

Pamiątek tragedii oraz zapomnianych miejsc, które były świadkiem ciekawych, czasem niewyjaśnionych lub budzących dreszcze historii jest sporo. Warto je pokazywać, bo są częścią naszych korzeni.

Moja mama pochodzi z Siedleczki i pamięta z przekazu swojej babci jak było. Na cmentarzu były mogiły osób zmarłych na cholerę. Prababci córka Karolina Dyrkacz była pochowana na nim. Przy mogiłach rosły drzewa, mama jeszcze nosiła swojemu tacie i innym mężczyznom ze wsi picie gdy porządkowali mogiły. Na miejsce pochówku wywożono osoby jeszcze żyjące i je grzebano. Posypywane były wapnem. Z czasem mogiły się zrównały z polem i ludzie wypasali tam bydło. A teraz nie ma kto zadbać o cmentarz tylko drzewa samosiejki i chwasty opanowały miejsce pochówku – tak pani Bernadetta w liście do redakcji opisuje cmentarz choleryczny „na Mijowie” na granicy Siedleczki i Manasterza.

 

Marcin Sobczak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiat jarosławski znów w”żółtej” strefie obostrzeń

0

Na zaktualizowanej liście w strefie żółtej znajdują się obecnie powiaty: tatrzański, pszczyński, ostrzeszowski, ostrowski, pajęczański, łowicki, przemyski, jarosławski, radziejowski, Białą Podlaską, Rudę Śląską i Żory – poinformował wiceminister zdrowia. 

 

W strefie czerwonej znalazły się powiaty: wieluński, nowosądecki, rybnicki, lipski, nowotarski oraz Nowy Sącz i Rybnik.
Lista powiatów, w których powróciły obostrzenia, powstała na podstawie analiz dynamiki wzrostów zakażeń na przestrzeni 14 dni. Jeśli w danym powiecie odnotowuje się powyżej 12 zachorowań na 10 tys. mieszkańców wówczas jest on zaliczany do czerwonej strefy. Jeśli przypadków SARS-Cov-2 jest pomiędzy sześć a 12, wówczas region staje się strefą żółtą.

 

 

Kolejne absolutoria dla włodarzy przyznane

0

W dzisiejszym numerze relacje z sesji absolutoryjnych w kolejnych gminach naszych powiatów. Pora na Miasto Radymno, Gminę Jarosław oraz Miasto i Gminę Kańczuga.

 

Miasto Radymno

Sesja absolutoryjna w Radymnie odbyła się 23 czerwca. Tradycyjnie, jak w innych gminach, głosowanie nad udzieleniem absolutorium Burmistrzowi, poprzedzone zostało przedstawieniem raportu o stanie miasta oraz debatą na jego temat. Następnie przedstawiono sprawozdanie finansowe wraz ze sprawozdaniem z wykonania budżetu Miasta Radymna za 2019 rok. I tak, stan dochodów budżetu Miasta za 2019 r. wynosił 30 mln 410 tys. zł. Wykonano blisko 30 mln 117 tys. zł, co stanowi ponad 99% planu. Plan dochodów majątkowych – ponad 6 mln 642 tys. zł, wykonano 6 mln 840 tys. zł. Dochody bieżące – 23 mln 767 tys. zł, wykonano ponad 23 mln 276 tys. zł, co stanowi ponad 97% planu. Plan wydatków wyniósł ogółem 200 mln 196 tys. zł, wykonano ponad 25 mln 444 tys. zł, stanowiąc ponad 84% planu. Plan wydatków bieżących – ponad 22 mln 905 tys. zł, wykonano ponad 21 mln 797 tys. zł, co stanowiło ponad 95% planu. Plan wydatków majątkowych to 7 mln 270 tys. zł, wykonano 3 mln 647 tys. zł, czyli ponad 50% planu. Uchwała w sprawie udzielenia absolutorium dla Burmistrza Miasta Radymna, podobnie jak wcześniej uchwała dotycząca wotum zaufania, została przyjęta jednomyślnie. Burmistrz Mieczysław Piziurny podziękował za zaufanie mówiąc, że jest to dla niego bardzo ważne, ponieważ stanowi to podsumowanie jego pracy w 2019 roku. Podkreślił też dobrą współpracę z radnymi.

 

Gmina Jarosław

W Gminie Jarosław sesja, podczas której radni decydowali o udzieleniu absolutorium dla wójt Elżbiety Grunt, miała miejsce 7 sierpnia w hali sportowej w Muninie. Przybliżając wnioski zawarte w raporcie o stanie gminy Jarosław, wójt E. Grunt przypomniała, że raport podsumowuje rok 2019, a więc rok kiedy wójtem był jeszcze ś. p. Roman Kałamarz, sprawy zawarte w raporcie są więc w głównej mierze oceną jego działalności. Zapoznano się ze sprawozdaniem finansowym oraz sprawozdaniem z wykonania budżetu gminy za 2019 rok. Pozytywne opinie wyraziły zarówno stałe komisje Rady, Komisja Rewizyjna Rady jak i Regionalna Izba Obrachunkowa. Dochody w budżecie gminy wyniosły 55 mln 390 tys. zł i zostały wykonane w 99,7% planu. Dochody majątkowe to kwota 863 tys zł. Po drugiej stronie budżetu stoją wydatki w kwocie 56 mln 822 tys. zł – z tego wydatki majątkowe stanowiące ponad 8 mln 874 tys zł. W roku 2019 r. ze środków unijnych gminie udało się pozyskać kwotę ponad pół miliona zł. Radni jednomyślnie podjęli uchwałę o udzieleniu Wójtowi zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium. Dziękując za wynik głosowania, Elżbieta Grunt po raz kolejny wspomniała swojego poprzednika dodając, że otrzymane jednomyślnie wotum zaufania i absolutorium to bardziej udzielony kredyt zaufania dla podejmowanych przez nią działań niż ocena pracy za poprzedni rok, ale będzie dokładać wszelkich starań, by gmina Jarosław nadal się rozwijała i za rok równie pozytywnie radni będą mogli ocenić jej pracę w bieżącym roku.

 

Miasto i Gmina Kańczuga

O udzieleniu absolutorium dla burmistrza radni z Kańczugi decydowali podczas sesji, która odbyła się 28 maja. Tutaj radni nie byli tak jednomyślni, jak poprzednicy z miasta Radymna i gminy Jarosław. Burmistrz Andrzej Żygadło otrzymał wotum zaufania oraz absolutorium za wykonanie budżetu większością głosów radnych. Po rozpatrzeniu raportu o stanie gminy oraz po zakończeniu debaty na jego temat, zapoznano się z opiniami stałych komisji Rady, Komisji Rewizyjnej Rady oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej. Według przedstawionego sprawozdania, planowany budżet Miasta i Gminy Kańczuga za 2019 r. po stronie dochodów zamknął się kwotą ponad 55 mln 843 tys. zł, a wykonanie wyniosło ponad 55 mln 711 tys. zł, co stanowiło 99,76% wykonanego planu. Dochody bieżące to ponad 55 mln 478 tys. zł, a dochody majątkowe – ponad 232 tys. zł. Planowane wydatki budżetu w wysokości ponad 62 mln 705 tys. zł, wykonano w wysokości 57 mln 774 tys. zł, co stanowiło 92,14% planu. Wydatki bieżące to kwota rzędu blisko 51 mln 988 tys. zł, a wydatki majątkowe – ponad 5 mln 786 tys. zł. Burmistrz Kańczugi, po głosowaniu podziękował za udzielenie absolutorium. Powiedział, że dla każdego włodarza jest to najlepsza nagroda za jego pracę. A. Żygadło przyznał też, że cieszy się, że jest 11 radnych, którzy uznali, że był to bardzo dobrze przepracowany rok. Przewodniczący Rady składając gratulacje, dodał z kolei, że ma nadzieję, że w przyszłych latach również uda się utrzymać taką samą dyscyplinę finansową, jak i do chwili obecnej.

DP

 

Za mało przystanków

0

– Nie mam jak dojechać do kościoła! – skarży się Teresa Bronicka, jarosławianka zamieszkała przy ul. Poniatowskiego. Starsza kobieta ma trudności ze zdrowiem i poruszaniem się po mieście. W dobie starzejącego się społeczeństwa jest to coraz częstszy problem społeczny.

 

Mieszkańcy rejonu Pani Teresy wchodzą w obszar parafii Bożego Ciała czyli kolegiaty, a co niedzielę uczęszczają do kościółka Św. Ducha, bo jest bliżej. Niestety nawet ta odległość dla niektórych starszych osób jest nie lada wyprawą. Sytuacja ekonomiczna seniorów w wielu przypadkach nie jest różowa, więc nie każdy może sobie pozwolić na dojazd autem, zresztą nieraz przeszkadzają w tym też i względy zdrowotne.

Staram się nie wychodzić daleko od domu, bo jest to dla mnie niebezpieczne. Kiedyś złamałam rękę, ponieważ poślizgnęłam się na chodniku. W moim wieku to poważny problem. Czuję, że my, seniorzy, jesteśmy pominięci przez władze, autobusy są dopasowywane do ludzi młodych, którzy się uczą lub pracują. – mówi Teresa Bronicka. Czyżby więc emeryci stali się grupą niewartą uwagi dla państwa?

W naszym starzejącym się społeczeństwie, seniorzy stali się ogromną grupą konsumencką dla służby zdrowia. To widać po ilości aptek i przychodni. Za tym idą ogromne pieniądze, więc trudno zrozumieć brak rzetelnego i prawdziwego wsparcia. Niestety, ilość środków finansowych przeznaczona na te cele nie idzie w parze z podstawową użytecznością dla starszych ludzi. Dobrym przykładem jest właśnie sytuacja, gdy brakuje lini autobusów, które w niedziele pomagałyby seniorom dostać się do kościołów. – MZK Sp. z o.o. w Jarosławiu wykonuje zlecone przez Urząd Miasta zadania i gdyby takie było zadanie to możliwe jest jego wykonanie – informuje prezes zarządu MZK w Jarosławiu, Władysław Gruba. – Linia Niedzielna była już uruchomiona w roku 2006 od czerwca do grudnia i została zlikwidowana ze względu na brak pasażerów – dodaje. Jest jednak nadzieja i możliwość, by taka linia zaistniała, choć nie w najbliższym czasie. – Ze względu na zmienną sytuację epidemiologiczną, utworzenie niedzielnej linii MZK zostanie rozważone w późniejszym czasie – informuje Wiesław Pirożek, zastępca burmistrza miasta ds. infrastruktury technicznej.

 

Brakuje przystanków

Problemem jest też rozmieszczenie przystanków, a raczej ich brak w niektórych miejscach. Na ul. Poniatowskiego są tylko dwa przystanki jadąc w stronę ul. 3 Maja i kończą się one praktycznie w połowie długiej ulicy. Ul. 3 Maja pomiędzy szpitalem, a przystankiem na Grunwaldzkiej jest kilometr przerwy, a chodnik w wielu miejscach jest przecinany ulicami. To dla starszego człowieka istny spacer z przeszkodami, a do tego jest tylko jedno miejsce, gdzie po drodze można odpocząć na ławeczce.

Pani Teresa nie może dlatego zrozumieć, dlaczego podczas ostatnich wyborów kierowca autobusu nie chciał jej wysadzić pod lokalem wyborczym w Zespole Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących na ul. Poniatowskiego. – Kiedy prosiłam kierowcę, by zatrzymał się obok Budowlanki, żebyśmy mogli wysiąść i zagłosować, odmówił i powiedział, że nie może, bo zapłaci karę. To jak to w końcu jest z tymi ułatwieniami w głosowaniu dla seniorów? Nie ma ani przystanku, ani możliwości wyjścia z autobusu przed lokalem – mówi starsza kobieta.

Wysiadanie pasażerów poza miejscem przystankowym jest to zabronione. Podpisana z Miastem Umowa Wykonawcza Nr 1082/2019 o świadczenie usług w zakresie publicznego transportu zbiorowego w Jarosławskiej Komunikacji Miejskiej nakłada na kierowcę kary umowne za zatrzymanie w miejscu niewymienionym w rozkładzie – tłumaczy prezes zarządu. Procedura dodania przystanku wymaga współpracy samorządowej, ale jest możliwa do przejścia. – W celu ustalenia lokalizacji przystanku powoływana jest komisja, w skład której wchodzą przedstawiciele Starostwa Powiatowego, Urzędu Miasta, Policji oraz właściciela drogi, którzy ustalają czy teren nadaje się na utworzenie przystanku. W chwili obecnej wiąże się to z potrzebą wybudowania zatoki przystankowej. – tłumaczy prezes MZK w Jarosławiu.

Sebastian Niemkiewicz

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

100-lecie „Cudu nad Wisłą”

0

W całym regionie świętowaliśmy setną rocznicę Bitwy Warszawskiej. Obchody Cudu nad Wisłą rozpoczęły się już 14 sierpnia w sanktuarium Maryjnym w Tuligłowach z inicjatywy miejscowego kustosza ks. Mariusza Marcińca. Otworzyła je msza święta odprawiona pod przewodnictwem metropolity przemyskiego abp. Adama Szala.

Starosta jarosławski Stanisław Kłopot mówił o znaczeniu Bitwy Warszawskiej dla historii Europy
W Hadlach Kańczuckich uroczystości miały powiatowy charakter fot. Powiat Przeworski

Uroczystość uświetniła uroczysta oprawa Związku Strzeleckiego im. J. Piłsudskiego. Po eucharystii uczestnicy udali się pod krzyż będący pomnikiem niepodległości. Na miejscu zostały złożone kwiaty i oddano honory uczestnikom bitwy. Na będącym częścią pomnika maszcie wywieszono flagę. Wcześniej tego samego dnia na powiatowej strzelnicy „Anna” w Maleniskach zorganizowano zawody o odznakę strzelecką i puchar starosty jarosławskiego. Swoje umiejętności strzeleckie sprawdzili m.in. reprezentanci 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej, 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, Policji, Państwowej Straży Pożarnej, Służby Więziennej, WKU w Jarosławiu oraz Strzelcy z Jarosławia, Rzeszowa, Krakowa, Sokołowa Małopolskiego, Lubaczowa, Dębicy, Sędziszowa Małopolskiego, Przeworska, Kolbuszowej, Przemyśla i wielu innych miejscowości. Dzień później, 15 sierpnia na terenie obydwu powiatów odbywały się kolejne uroczystości, w których wspominano „Cud nad Wisłą”. Bitwę uznawaną za 18 najważniejszą bitwę decydującą o losach świata.

Jakub Rzeźnik

 

Niekorzystne położenie

0

Do naszej redakcji zgłosił się czytelnik z informacją o niewybuchach znalezionych na które natrafił podczas remontu. W trakcie rozmowy poruszył także problem z dojazdem do swojej posesji.

 

Niebezpieczne znalezisko

Jak poinformował nas młodszy aspirant Mariusz Szymański pełniący obowiązki oficera prasowego KPP w Jarosławiu, w poniedziałek 3 sierpnia policjanci otrzymali zgłoszenie o kilku granatach za okresu II wojny światowej znalezionych na działce przy ul Pełkińskiej. Po przyjeździe okazało się, że nie ma dojazdu. Musieli wiec udać się pieszo. Taki sam problem mieli saperzy wezwani do unieszkodliwienia niewybuchów. Musieli przenosić niebezpieczne znalezisko do swoich wozów zaparkowanych.

 

Właściciel się żali

Pan Paweł, właściciel działki, który przy pracach budowlanych natrafił na stare granaty jest zmęczony tą sytuacją. Od czasu gdy kupił działkę nie może wjechać na nią samochodem. Droga jest po prostu za wąska. Co prawda w akcie własności ma zagwarantowane przejście i przejazd przez służebność na sąsiedniej działce, jednak w rzeczywistości sprawa ma się inaczej. Za każdym razem gdy chce coś wnieść na swoją posesję jest zmuszony pokonywać około 70 metrów pieszo. W 2015 roku wystąpił na drogę sądową by ustalić szerokość drogi. Na jego nieszczęście zrobił to dopiero po śmierci poprzedniego właściciela działki, na której znajduje się służebność. Jako powód Paweł był zobowiązany do powiadomienia wszystkich stron. W tym wypadku byli to spadkobiercy rzeczonego kawałka ziemi. Niestety nie udało mu się do wszystkich dotrzeć. Z racji niedopełnienia niezbędnych warunków sprawa została umorzona.

Z drugiej strony

Udało nam się porozmawiać z jedną współwłaścicielek wspomnianej już działki. Według niej sąsiad chciał wygospodarować z posesji pas o szerokości 5 metrów na przejazd. Biorąc pod uwagę, iż cała działka ma 11 metrów wszerz, zostało by z niej niewiele. W tej chwili mieści się tam ogród, jednak przy poszerzaniu musiano by wyciąć wiele drzew. Na uwagę zasługuje fakt, że służebność mieści się przy przedwojennej kamienicy. Istnieją uzasadnione obawy, że podpory podtrzymujące ziemię przy spornej drodze nie wytrzymają, gdy wjadą na nią cięższe pojazdy. Właściciele mają zbyt wiele do stracenia.

 

Sąsiedzka życzliwość

Inna sąsiadka wspomina jak właściciele sąsiadujących działek pozwolili panu Pawłowi na przenoszenie ciężkich materiałów budowlanych przez ich tereny by ułatwić mu prace przy remoncie. Można było wjechać ciężkim pojazdem i szybko wnieść potrzebne rzeczy.

Była to jednak chwilowa uprzejmość, a nie stałe rozwiązanie. Opowiedziała również o sytuacji gdy karetka przyjechała po lokatora jednego z pobliskich domów. Ratownicy byli zmuszeni przenosić mieszkańca na noszach, aż do samej drogi.

 

Co dalej?

W tej okolicy problem dojazdu dotyka wielu mieszkańców. Okolica jest gęsto zabudowana. Ciężko dojechać, nie mówiąc już o parkowaniu. Niektórzy zostawiają samochody gdzieś na mieście, inni wynajmują garaże albo po prostu parkują na chodniku przy ulicy Pełkińskiej. Współwłaścicielka kamienicy mówi, że nie ma nic przeciwko temu by pan Paweł pozostawiał swój pojazd przed jej budynkiem. Sporów takich jak ten jest o wiele więcej w samym Jarosławiu. Wiele, jak zresztą w tym wypadku, pozostaje nierozwiązane przez wiele lat. Nieraz skutkuje to pogorszeniem stosunków sąsiedzkich, oby tak nie było w tym wypadku.

Gabriel Łowicki

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

 

COM ma dyrektora

0

Od poniedziałku, 24 sierpnia Piotr Pochopień obejmuje funkcję dyrektora Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. Powołano go w wyniku konkursu. Będzie zatrudniony na podstawie umowy cywilnoprawnej przewidującej piastowanie funkcji do sierpnia 2026 r.

 

Nowy dyrektor zastąpi na stanowisku Stanisława Krasnego, który odszedł końcem poprzedniego roku. Powodem były względy zdrowotne. Poszukiwanie szefa gotowego stanąć na czele powiatowego szpitala i zmagać się z jego problemami zajęło niemal trzy czwarte roku. W tym czasie placówką kierowała Monika Pachacz-Świderska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa.

 

Dwa konkursy

Dyrektora COM wybierano w postępowaniu konkursowym. Pierwszy konkurs ogłoszono 27 lutego. Zgłosiło się dwóch kandydatów. Niestety obaj przedstawili niekompletne dokumenty. Brakowało w nich wymaganych poświadczeń stażu pracy. W maju starostwo unieważniło konkurs. Niedługo później ogłoszono kolejny. Znów przystąpiło do niego dwie osoby, ale tym razem dokumenty były kompletne. W ubiegłym tygodniu komisja konkursowa wybrała Piotra Pochopienia, a Zarząd Powiatu Jarosławskiego podjął uchwałę o powołaniu go na stanowisko dyrektora. Opóźnienie pomiędzy ogłoszeniem postępowania konkursowego a jego rozstrzygnięciem wynikało m.in. z obostrzeń związanych z epidemią. Na dodatek konieczność przejścia kwarantanny przez jednego z członków komisji konkursowej zbiegała się z zaplanowanymi posiedzeniami.

 

Pojawia się nadzieja

W naszym odczuciu wybraliśmy osobę, która daje nadzieję na ustabilizowanie finansowej strony szpitala bez szkody dla pacjentów. Nie ukrywam, że liczymy na działania i efekty. Placówka powinna się bilansować. Potwierdzają to szpitale powiatowe, które są tak zorganizowane, że nie przynoszą strat. Najważniejsze jest jednak zdrowie mieszkańców. Tu też liczymy na rozwój zakresu usług i poprawę ich jakości – mówi starosta jarosławski Stanisław Kłopot.

Starosta zwraca uwagę na już zrealizowane modernizacje i nowe inwestycje. Przypomina chociażby utworzenie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w miejscu izby przyjęć oraz remont jednego z budynków dla potrzeb oddziału ginekologiczno-położniczego, neonatologicznego i bloku operacyjnego z lądowiskiem dla śmigłowców na dachu. Te inwestycje powstały za czasów gdy szefem był S. Krasny. S. Kłopot z uznaniem mówi o kierowaniu szpitalem przez M. Pachacz-Świderską w ramach pełnienia obowiązków dyrektora. Zwraca uwagę na gaszenie konfliktów w zakładzie oraz nadzór nad inwestycjami, a także dbałość o wypełnianie podstawowych zadań, wśród których najważniejsza jest opieka nad pacjentami.

– Sytuacja kadrowa szpitala się poprawia. Warunki są coraz lepsze. Już jesienią oczekujące dziecka matki będą miały zapewnione naturalne porody bez bólu. Przeznaczyliśmy na to 1,5 mln zł. – podsumowuje starosta. – Nowy dyrektor ma doświadczenie także z zarządzania w prywatnych firmach farmaceutycznych. To pozwoli mu patrzeć na szpital jak na firmę, a z drugiej strony spodziewamy się, że równie ważna będzie strona podejścia do pacjenta – dodaje.

 

Ma doświadczenie

Pochopień jest z wykształcenia prawnikiem z ukończonym kierunkiem zdrowie publiczne oraz rachunkowość i finanse. Pełnił m.in. funkcję prezesa spółki medycznej w Bochni, a obecnie jest dyrektorem Centrum Lux-Med w Rzeszowie. Ma 38 lat. – Był związany z szeroką pojętą służbą zdrowia. Wprawdzie nie szefował publicznemu zakładowi o randze szpitala powiatowego, ale trudno mu odmówić doświadczenia – podsumowuje starosta.

 

Szpital czeka na stabilizację

Jarosławski szpital nie miał szczęścia do szefów. W ciągu ostatnich dziesięciu lat żaden nie zagrzał miejsca na tym stanowisku dłużej niż trzy lata, a byli też tacy, którzy bardzo krótko rządzili powiatowym szpitalem. Były też w tym czasie okresy bezkrólewia. Zmieniali się dyrektorzy i równie często zmieniała się sytuacja szpitala. Dwukrotnie placówka podnosiła się z grożącego upadku. Raz nadzieje przekreśliła decyzja z powiatu rozwiązująca umowę z dyrektorem. Drugi raz stan zdrowia szefa. Częściej losy szpitala malowały się w szarych barwach. Z nowym dyrektorem przychodzą nowe nadzieje.

erka

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

 

 

 

Co z nami jest nie tak?

0

Dwa tygodnie temu nie udało się powstanie. Czegoś zabrakło. Dziś możemy z wielką przenikliwością oceniać, dlaczego ono się nie udało. Z perspektywy kilku dziesięcioleci wytykać błędy, co było nie tak i kto czemu był winny. Ale nigdy nie będziemy na miejscu powstańców, którzy decydowali o losach swoich i ojczyzny i wzięli za to pełną krwi odpowiedzialność. Łatwo być bohaterem cudzej akcji, trudno być bohaterem w swoim własnym życiu. Może lepiej skupmy się na tym co można było zrobić, żeby Powstanie się udało i z tego wyciągajmy wnioski na przyszłość naszego miasta, powiatu, województwa czy kraju.

 

Teraz przeżywamy kolejną ważną rocznicę, tym razem pozytywną w każdym calu. Cud nad Wisłą. Jedna z tych polskich bitew, które miały wpływ na całą Europę. Wygraliśmy wojnę nie tylko o nas, ale o całą Europę. Niestety, socjalizm w końcu i tak nas dopadł ćwierć wieku później, ale dwudziestolecie wojenne już na zawsze pozostanie symbolem nadziei, odbudowy i nowego życia Rzeczypospolitej. Socjalizm dopadł też w końcu Europę, a ostatnio dzielnie walczy o władzę w Stanach Zjednoczonych. Na szczęście z perspektywy naszego regionu widać to tylko na ekranie telewizora, w mediach społecznościowych i od czasu do czasu w naszej polityce.

Wydaje mi się, że paradoks przegranych i wygranych polskich wojen polega na tym, że przegrane mają dla nas negatywne konsekwencje, a wygrane nie mają pozytywnych. Dziwny z nas naród, co potrafi zerwać się do walki z Goliatem i walczyć do ostatniej kropli krwi o wolność, czasem nawet nie za swoją, a kiedy już wolność wywalczy, to nie potrafi jej wykorzystać.

 

Niemniej jednak, nasze wygrane bitwy dają nam poczucie dumy. Łatwiej jest być patriotą jak się posłucha o Cudzie nad Wisłą, trochę trudniej gdy przyjdzie wrócić do rzeczywistości i zobaczyć, że patriotyzm władz kończy się na złożeniu kwiatów za publiczne pieniądze pod odpowiednim pomnikiem krwi. Czy te wszystkie nasze „cudy” miały właśnie przekuć się w dzisiejszą rzeczywistość?

 

Wygranych wielkich bitew mamy multum. I co z tego. Czy to czyni nas wielkich dziś? Jakim narodem jesteśmy na arenie międzynarodowej? Jakie historia w ogóle ma dziś znaczenie, skoro   tak łatwo dziś usłyszeć o „polskich obozach konentracyjnych”?

 

Myślisz, że dzięki temu, co przeszliśmy jesteśmy dziś wolni? To spróbuj rozpalić ognisko na własnym podwórku…

Sebastian Niemkiewicz

 

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

Pamięci pomordowanym

0

Z inicjatywy Stowarzyszenia Patriotycznego Miłość & Honor Lokalny Patriotyzm wraz ze wsparciem WiN Inspektorat Warszawa oraz Patriotycznej Młodzieży Leska na nowym cmentarzu w Przeworsku stanął Krzyż Wołyński.

 

Jak mówi jeden z inicjatorów akcji, Michał Horbaczek, brzozowy krzyż ustawiony na cmentarzu jest wyrazem hołdu pomordowanym Polakom podczas ludobójstwa wołyńskiego przez ukraińskich nacjonalistów. Dodatkowo została przygotowana upamiętniająca tablica o następującej treści: „W hołdzie Polakom z Wołynia i Małopolski Wschodniej, matkom i ojcom, dzieciom i starcom, kapłanom – ofiarom zbrodni ukraińskich nacjonalistów, okrutnie zgładzonych w latach 1939 – 1947 tylko dlatego, że byli Polakami.”

Z tego miejsca pragniemy podziękować również panu Piotrowi Kucab za wszelką pomoc w utworzeniu tego historycznego miejsca – mówi M. Horbaczek.

Opr. DP, fot. Org