Strona główna Blog Strona 437

Pożniwnie

0

Bociany szykują się do odlotu. Niedawno przyleciały i już się zbierają. Z ludźmi podobnie. Zabawią chwilkę i już ich nie ma. Bociany się nie spieszą. Jakby wiedziały, że nie ma to sensu. My gonimy na przepadło i nie potrafimy zauważyć, że dojrzałe sierpniowe lato jest cudne. Barwy ociepliły się. Natura uspokoiła. Przychodzi czas zbiorów.

 

Rolnicy nie powinni narzekać, bo pogoda tylko pomaga w żniwach, które zanim na dobre się zaczęły już się kończą. Parlamentarzyści razem z resztą władzy też ustalili, że będą więcej czerpać z dobrobytu, jaki nam zafundowali i dają sobie podwyżki. To światli ludzi są, więc podnoszą co najmniej o połowę i jeszcze argumentują, że za grosze nikt narodowi służył nie będzie. Pierwsza Dama też dostanie. Wcześniej dotrzymywała towarzystwa mężowi za free, a to przecież stres i obowiązek. Ciekawe jak taki poseł spojrzy w oczy swojemu wyborcy, któremu pensję obniżono, a nawet zwolniono z pracy. Służący narodowi i państwu powinni dostawać podwyżkę, gdy sytuacja gospodarcza kraju jest bardzo dobra, bo zależy ona od ich decyzji. Możliwe, że tak jest. Tylko dlaczego przed otwarciem sklepu z odzieżą używaną na przeciw dawnego kina Westerplatte w Jarosławiu zawsze kolejka. Chyba nie chodzi o utrzymanie się w zachodnich trendach mody, choćby nawet były używane.

Przypatrując się politykom można wysnuć różne wnioski. Przychodzi nawet skojarzenie, że wielu z nich na swoje zakompleksienie widzi lekarstwo tylko we władzy i pieniądzach. Ale gdy pan Paweł, burmistrz Gostynina napomina, że żadna maseczka ani mydło nie daje 100 procentowej gwarancji na ochronę przed koronawirusem, a różaniec, krzyżyk na szyi i niedzielna Eucharystia już tak, to zaczynam się zastanawiać czy ten pan zawarł pakt z Bogiem, czy z Szatanem.

Jesteśmy narodem wierzącym. Z tym nie można dyskutować. Wierzymy w obrzędy, a Pismo Święte zostawiamy na boku. Trudno się dziwić skoro hierarchowie kościoła tak prowadzą. Potrafią oni całkowicie zboczyć i jednocześnie dawać do zrozumienia, że to nierozgarnięty naród nie potrafi pojąć istoty rzeczy. Zdarza się więc, że co Bóg przed 20 laty złączył kapłan unieważnia, bo on wie lepiej.

Niestety wakacje się kończą i trzeba będzie iść do szkoły albo nie iść, ale kciuki od smartfonów i konsoli częściej odrywać. Dawniej w czasie kanikuły dzieci były wszędzie. Nie potrzebowały specjalistycznych placów zabaw i innych wymysłów. Wystarczyła im własna kreatywność. Radosne i chude cieszyły się młodością. Dziś są poważne i uzależnione. Rozwinięte społeczeństwo zniszczyło dzieciństwo. Jeśli dalej pójdzie tym torem, to może lepiej niech wyhamuje z rozwojem.

Mimo wszystko cieszmy się latem, a po nim jesienią. Nie po to jesteśmy tu przez chwilę, by sobie polityką lub innymi drobnostkami głowę zaprzątać. Nie gońmy za czymś co nieosiągalne, bo uporczywa pogoń za szczęściem może dopiero unieszczęśliwić. Nie dyskutujmy z Bogiem twierdząc przy okazji, że wszystko dzieje się z jego zamysłu. Bo jakiś cel miał w tym, że babę do chłopa ciągnie, ale czasem jest inaczej.

Na koniec melduję ministrowi Dworczykowi, że na strzelnicę Anna w podjarosławskich Maleniskach żadnych skarg nie było, czyli cytując ministra inwestycja okazała się nietrafiona.

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

Roman Kijanka

Pięciu w areszcie za plantację konopi

0

Trzy miesiące spędzi w tymczasowym areszcie 5 mężczyzn w wieku od 22 do 26 lat. Mieszkańcy Radymna i Rzeszowa wpadli podczas doglądania 65 sadzonek konopi posadzonych nad Sanem koło Wysocka.

 

Mundurowi, w gąszczu krzewów nad rzeką odkryli sadzonki konopi indyjskich w różnej fazie wzrostu, niektóre miały blisko dwa metry wysokości. We wtorek, 11 sierpnia funkcjonariusze Straży Granicznej i Policji z Radymna przeprowadzili wspólne działania w wyniku których zatrzymano podejrzanych. Sąd zastosował wobec wszystkich zatrzymanych tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy – informuje mjr Elżbieta Pikor ze SG.

erka/SG

 

 

Zwolnienia w Learze

0

– Od kilku dni krąży informacja, że do końca tego miesiąca wypowiedzenie ma otrzymać 460 osób. Na tę chwilę nikt z kadry zarządzającej nie potwierdza oficjalnie tej informacji – taka informacja dotarła Gazety Jarosławskiej w ubiegłym tygodniu. Czytelniczka szukała potwierdzenia krążących plotek zaznaczając, że pojawiają się obawy, iż zwolnionych może być więcej.

 

Udało nam się potwierdzić. Rzeczywiście jarosławski oddział Lear Corporation przymierza się do zwolnień pracowników. Powodem jest spadek produkcji wywołany pandemią. Jak wyjaśnia nasz rozmówca zwolnienia mają się rozpocząć 24 sierpnia. Nie od razu wszyscy dostaną wypowiedzenia. Zwalnianie ma potrwać do grudnia.

Mamy zapewnienie, że zostaną zachowane wszystkie uprawnienia pracownicze, czyli osoby ze stażem przekraczającym 8 lat otrzymają trzymiesięczne wypowiedzenie. Ze stażem mniejszym niż dwa lata miesięczne, a dwumiesięczne pracujący w przedziale od 2 do 8 lat. Jeśli umowa zostanie rozwiązana przed upływem terminu wypowiedzenia pracownik otrzyma odpowiednie odszkodowanie. Zwalniani pracownicy będą mieli też pierwszeństwo przy ponownym zatrudnieniu.

– Do zwolnień zmusza nas zastój na rynku samochodowym. Brak zamówień, a więc i sprzedaży prowadzi do redukcji zatrudnienia. Nie mamy na to żadnego wpływu – mówi osoba z grona szefostwa jarosławskiego zakładu.

LEAR Corporation Poland II Sp. z o.o. oddział Jarosław jest największym pracodawcą w powiecie jarosławskim. Zajmuje się produkcją siedzeń i tapicerki samochodowej. Zatrudnia około 2,5 tys. osób. Planowane zwolnienia odbiją się na rynku pracy powiatu, bo pojawi się na nim prawie 500 dodatkowych bezrobotnych. To efekt panującej pandemii. Na razie nie słychać o redukcji pracowników w największych pod względem zatrudnienia firmach z powiatu jarosławskiego. W czołówce po Learze są kolejno jarosławski oddział Sokołowa, Centrum Opieki Medycznej i huta O-I.

erka

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

 

Od przedszkola do Opola?

0

„Śpiewać każdy może trochę lepiej, lub trochę gorzej…” – mówią słowa piosenki. Jednak najlepiej na festiwalu może zaśpiewać tylko jedna osoba. Taką osobą jest Aleksandra Wajda. Mieszkająca w Przeworsku wokalista zajęła I miejsce w IV Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Legionowej w Ząbkach.

 

Finał festiwalu odbył się 9 sierpnia, artystka wykonała utwór „Orlątko”. Aleksandra inspirowała się występem ubiegłorocznej laureatki Anny Loranty, która śpiewała tę samą piosenkę. W aranżacji zwycięskiego występu pomagał Aleksandrze Tadeusz Kałamarz, który od około dwóch lat przygotowuje dla niej podkłady muzyczne

 

Czy było trudno?

Przeworska artystka miała przed sobą nie lada wyzwanie, gdyż w eliminacjach brało udział około 200 uczestników, a w ścisłym finale znalazło się ponad 20 osób. Aleksandra przyznaje, że jest to jak dotychczas jej największe osiągnięcie muzyczne i nie szczędzi ciepłych słów pod adresem organizatorów. Jestem zadowolona zarówno ze swojego występu, jak i przebiegu i organizacji festiwalu. Ogromne wyrazy uznania dla jego pomysłodawcy pana Wojciecha Bardowskiego oraz dla organizatorów a w szczególności dla pani Zofii Paczóskiej. Moim zdaniem jest to festiwal bardzo przyszłościowy i każdy wokalista powinien spróbować w nim swoich sił.

 

Od czego się wszystko zaczęło?

Aleksandra rozpoczęła swoją przygodę z muzyką ponad 11 lat temu, gdy w wieku 9 lat wzięła udział w konkursie „I ty możesz śpiewać”. Zajęła w nim III miejsce, będąc jednocześnie najmłodszą uczestniczką. Jej najodleglejsze wspomnienie związane ze śpiewem pochodzi z czasów zerówki. Miałam 6 lat, gdy przedszkolanki usłyszały, jak sobie podśpiewuję. Zaproponowały mi występ wokalny dla rodziców. Wykonałam wówczas piosnkę „Niech mówią, że to nie jest miłość” Piotra Rubika.

Dalsze plany muzyczne

Wokalistka przez 5 lat pobierała profesjonalne lekcje śpiewu pod przewodnictwem dr Anny Czenczek w Centrum Sztuki Wokalnej w Rzeszowie. Jak się dowiadujemy, nie jest to prawdopodobnie ostatni etap jej kształcenia muzycznego. Planuję wybrać się na Akademię Muzyczną w Katowicach, ale bardzo trudno się tam dostać. Śmiem twierdzić, że to najlepsza i najbardziej wymagająca uczelnia w Polsce. Jakkolwiek potoczy się moja historia, najważniejszym nauczycielem, który odegrał w moim muzycznym życiu największą rolę, pozostanie mój tata – Piotr Wajda. Aleksandra opanowała również grę na skrzypcach.

Jakie cele stawia przed sobą artystka? Zapytana o to, jaki festiwal najbardziej chciałaby wygrać, odpowiada coś zgoła innego. Moim największym marzeniem nie jest żaden festiwal a wydanie płyty z moją autorską muzyką. Będziemy śledzić dalszy rozwój kariery Aleksandry Wajdy i mamy nadzieję, że będzie ona obfitować w kolejne sukcesy czego redakcja życzy z całego serca.

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

Jakub Rzeźnik
Na fot. Aleksandra Wajda i Paweł Makuch – prezydent Pruszkowa

Z cyklu: „Cudze chwalicie Jarosławia nie znacie”: Wspomnienia o Uczestniku Bitwy Warszawskiej 1920 roku

0

Bitwa Warszawska – nazywana Cudem nad Wisłą została stoczona w dniach 13–25 sierpnia 1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i przekreśliła plany rozprzestrzenienia komunizmu na Europę Zachodnią. Zdaniem Edgara D’Abernon była to 18. z przełomowych bitew w historii świata.

 

Zdecydowałem się po raz pierwszy wspomnieć na łamach prasy niektóre epizody z życia mojego taty Tadeusza Czechowicza, uczestnika Bitwy Warszawskiej, zwanej Cudem nad Wisłą. Nigdy wcześniej nie poruszałem tego tematu, aż do chwili obecnej, kiedy zostałem zmobilizowany przez prezes Jarosławskiego Stowarzyszenia „Ocalić Przeszłość dla Przyszłości” w związku z przypadającą 100. rocznicą wspomnianej bitwy, tak istotnej w dziejach naszej Ojczyzny.

Mój Tata Tadeusz Czechowicz, syn Kazimierza i Katarzyny z Wiśniowskich urodził się 19 października 1903 roku w Brzeżanach na Podolu (obecnie Ukraina). Jego rodzice zmarli bardzo wcześnie, dlatego wychowywany był przez siostry Mamy. Gdy 5 sierpnia 1920 roku Rząd Obrony Narodowej wydał odezwę do Narodu Polskiego wzywając cały Naród do walki w obronie wolności niepodległej Ojczyzny, zgłosiło się ponad 100 tysięcy ochotników, jednym z nich był 17 – letni Tadeusz. Młodzi chłopcy, często ukradkiem, wbrew woli rodziców zgłaszali się w najbliższych punktach mobilizacyjnych. Ochotnicy szli do wojska, nie dla własnych aspiracji, czy interesu, lecz z poczucia obowiązku i miłości dla Ojczyzny.

Po prawej stronie Tadeusz Czechowicz w mundurze leśnika, w środku żona Stanisława Czechowicz z synem Bogusławem 1932 r.

Warunkiem przyjęcia ochotników był wiek, minimum ukończone 17 lat. Niektórzy podrabiali zgody rodziców lub prosili starszych żołnierzy, by zaświadczyli o ich wieku. Z moich obliczeń wynika, że mój Tata nie miał jeszcze ukończonych 17 lat. Jako małoletni, zwykły szeregowiec został skierowany do służby pomocniczej. Z przekazu Mamy wynika, że brał udział w walkach w rejonie Modlina w obsłudze stanowisk artyleryjskich.

Modlin znajdował się na rubieży obrony polskiej od strony północnej i miał nie dopuścić do oskrzydlenia od tej strony Warszawy.

Dowódcą Frontu Północnego został gen. Józef Haller. Tata brał również udział w walkach w okolicy Radzymina, gdzie miedzy innymi został przydzielony do ochrony taborów. Podczas jednego z ataków oddziału jazdy konnej Kozaków został ranny od cięcia szablą w lewą rękę. Dobrze zapamiętałem dużą bliznę na ręce Taty na odcinku od ramienia poza łokieć. W wyniku tego obrażenia i innych przetransportowano Tatę do polowego szpitala w Radzyminie.

Po wyleczeniu został zwolniony z dalszych działań jako niezdolny. W bitwie pod Radzyminem poległo ponad 300 żołnierzy, a około 2700 zostało rannych lub zaginionych, w tym wielu ochotników. Tata w swoje rodzinne strony nie mógł początkowo powrócić, ponieważ trwały jeszcze działania wojenne. W drodze powrotnej dotarł do Bochni, gdzie mieszkała ciotka Taty. Na słowa: „Ciociu to ja Tadeusz, wróciłem z wojny” nie od razu został wpuszczony, mąż ciotki był Ukraińcem i niezbyt przychylnie patrzył na ochotnika, Polaka.

W domu rodzice tematu związanego z udziałem Taty w Bitwie Warszawskiej praktycznie nie poruszali, podobnie jak i o Katyniu, gdzie zostało rozstrzelanych dwóch kuzynów Taty. Takie były czasy, panowała wówczas psychoza strachu i obawa aresztowania przez Urząd Bezpieczeństwa. Uczestnicy Bitwy Warszawskiej byli traktowani jako wrogowie Związku Radzieckiego. Z tej przyczyny Tata musiał ukrywać dokumenty, potwierdzające udział w wojnie polsko- bolszewickiej. Przeglądając ankietę personalną Taty o przyjęciu do pracy, okres wojny ze względu na własne bezpieczeństwo, jak i rodziny   całkowicie omija.

W książęce wojskowej w rubryce przebiegu służby zostało zapisane tylko: „udział w wojnie 1920”. .Po powrocie w rodzinne kresowe strony, Tata w 1925 roku ukończył Szkolę dla Leśniczych, podejmując pracę w Nadleśnictwie Kostkowo. W 1931 roku w Jarosławiu zawarł związek małżeński ze Stanisławą z Pilawów, urodzoną w Samborze (obecnie Ukraina). Wcześniej Mama ukończyła w Jarosławiu Prywatne Seminarium Nauczycielskie Żeńskie im. Emilii Plater. W tym czasie mieszkali w Jarosławiu rodzice Mamy. Po pewnym czasie wyjechali razem w rodzinne strony Taty .Ich pobyt na Kresach oprócz Brzeżan, związany był z takimi miejscowościami jak: Stryj, Rohatyn, Rawa Ruska oraz Sokal.

Trudności z otrzymaniem pracy i pogarszające się stosunki narodowościowe, łącznie z bezpośrednia sytuacją utraty życia ze strony UPA, zmuszają rodziców do wyjazdu w 1944 roku do Jarosławia, w którym urodził się piszący te słowa. Tata zmarł w 1967 roku w wieku 64 lat, spoczywa na cmentarzu przy ulicy Krakowskiej. Przedstawiłem zaledwie kilka epizodów z wojny 1920, które uzyskałem od nieżyjących już, mojej Mamy i starszego Brata oraz na podstawie posiadanych dokumentów.

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

Jerzy Czechowicz

 

Zasztyletował psa na ulicy

0

Informacja o zabiciu prowadzonego na smyczy psa pojawiła się końcem ubiegłego tygodnia na portalu społecznościowym. Do zdarzenia miało dojść w okolicy ronda u zbiegu ul. Szczytniańskiej i Lotników, a sprawcą miał być nauczyciel jednej ze szkół średnich w Jarosławiu. Policja potwierdza, że prowadzone jest postępowanie dotyczące zdarzenia, do którego doszło 27 lipca.

 

„Chodnikiem przy rondzie szedł sobie pan z psem na smyczy. Do ronda zbliżał się rowerzysta. Obok niego biegł mały pies, który nagle zaatakował prowadzonego na smyczy. Rowerzysta odrzucił rower. – Myślałem, że będzie odciągał swojego psa, ale on wyjął długi sztylet i śmiertelnie ugodził mojego – powiedział właściciel. Wpis kończy stwierdzenie – Człowiekiem, który zabił psa jest nauczyciel jarosławskiej szkoły średniej.”

Jak informuje mł. asp. Marcin Szymański z KPP w Jarosławiu pies nie został zabity na miejscu. Zdechł dwa dni później. Policja otrzymała zgłoszenie dzień po zdarzeniu. Według zebranych informacji mężczyzna szedł z owczarkiem holenderskim. Miał go na smyczy i dodatkowo czworonóg miał kaganiec. Mniejszy pies biegł bez uwięzi. Podbiegł do prowadzonego na smyczy. Zwierzęta zaczęły warczeć na siebie. Wtedy jadący rowerem mężczyzna podbiegł i ugodził nożem owczarka. Rana okazała się śmiertelna. – Trwa prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej dochodzenie z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt – informuje M. Szymański. Sprawcy może grozić nawet 3 lata pozbawienia wolności. Funkcjonariusz zwraca uwagę, że są to wstępne ustalenia. Na opis dokładnego przebiegu i okoliczności zdarzenia trzeba poczekać.

erka

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

Plac zabaw pozostanie placem budowy

0

Prace remontowe placu zabaw przy ul. Legionów nie skończą się w tym miesiącu. Jak dowiadujemy się w Kancelarii Burmistrza Miasta, otwarcie planowane jest na początek września. Inwestycja pn. „Budowa placu zabaw przy ul. Legionów wykonanie robót budowlanych polegających na budowie placu zabaw dla dzieci przy ul. Legionów w Jarosławiu na działce nr 2688 obr. 5” rozpoczęła się 5 maja br.

 

Czym motywowana była decyzja o remoncie?

Dyrektor Kancelarii Burmistrza Miasta Małgorzata Młynarska informuje: W mieście przybywa miejsc rekreacji. Wymagają one oczywiście stałego nadzoru, remontów czy drobniejszych napraw. Plac zabaw przy ul. Legionów przeszedł ogromną metamorfozę. W miejscu kilku urządzeń powstała zupełnie nowa, wielofunkcyjna strefa aktywności fizycznej.  Inwestycja została zaplanowana i ujęta w 2017 r. w zadaniu: „Budowa boiska piłkarskiego przy ul. Piekarskiej 2 oraz 3 wielofunkcyjnych stref aktywności fizycznej przy ul. Grottgera, ul. Przygodzie i ul. Legionów” dofinansowanego ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, w ramach programu Rozwoju Ponadlokalnej Infrastruktury Sportowej. Główną motywacją były starania o pozyskanie dofinansowania.

Zakres wykonywanych prac

Przedmiotami inwestycji zawartymi w dokumentacji technicznej są: Budowa obiektów małej architektury w miejscu publicznym; Budowa przyłącza elektrycznego; Budowa ogrodzenia; Nowe nasadzenia. Zakres prac przedstawiony przez Kancelarię Burmistrza opisuje szczegółowo: Roboty rozbiórkowe wraz z demontażem i utylizacją urządzeń zabawowych; Wykonanie nawierzchni poszczególnych elementów obiektu; Dostawę i montaż małej architektury placu zabaw oraz urządzeń siłowni zewnętrznej. Całkowity koszt inwestycji to 607 655,36 zł, w kwocie tej zawiera się dofinansowanie, o którym wspomina dyrektor Kancelarii Burmistrza Miasta. Wykonawcą była firma APIS Jadwiga Oziębło z siedzibą w Jarosławiu.

 

Co mówią mieszkańcy?

W okolicy placu zabaw nie trudno natknąć się na mieszkańców zniecierpliwionych oczekiwaniem na jego otwarcie. Chętnie dzielą się swoimi uwagami: Na środku placu jest kolczasty klomb, który stwarza zagrożenie dla biegających dzieci. Pewnego razu do jego wnętrza wpadła piłka moich wnuków i nie dało się jej wydostać bez użycia trzonka od grabi. Mieszkańcy sygnalizują również, że dolne wyjście z placu przy ulicy Wilsona może stwarzać zimą zagrożenie ze względu na nierówną nawierzchnię, która po oblodzeniu staje się śliska. Być może głosy mieszkańców zostaną przez Urząd Miasta wzięte pod uwagę.

Jakub Rzeźnik

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

W podzięce za plony

0

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny to święto obchodzone 15 sierpnia, znane również jako Matki Bożej Zielnej. W kościołach święci się wówczas kwiaty i zioła, które według wierzeń ludowych miały chronić przed burzami, gradem i złymi urokami. Nieodłącznym elementem święta są również wieńce, które mają być wyrazem wdzięczności za plony zebrane na polach uprawnych.

 

Jak co roku w wielu miejscowościach naszych powiatów mieszkańcy zgromadzili się w świątyniach, by celebrować to wydarzenie. Wśród nich znaleźli się mieszkańcy miasta i gminy Sieniawa, którzy zgodnie z tradycją przynieśli pod ołtarze przygotowane przez siebie wieńce.

W obchody święta zaangażowało się stowarzyszenie „Aktywni w Sieniawie” oraz tutejsza jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej. Uroczystości miały miejsce również leżących na terenie gminy sołectwach: Czerce, Dobra, Wylewa, Pigany. Zdjęciami pochwaliły się w mediach społecznościowych również m.in. gminy Gać oraz Jawornik Polski.

Gmina Gać

Pierwsze święta związane z opuszczeniem ziemi przez Matkę Bożą odbywały się już w V wieku. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny w obecnej formie znalazło się w dogmacie ogłoszonym 1 listopada 1950 przez papieża Piusa XII. Treść dogmatu mówi, że po zakończeniu ziemskiego życia ciało i dusza Najświętszej Maryi Panny zostały zabrane do wiecznej chwały.

Jakub Rzeźnik

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety

 

Zamknięte drogi koło galerii

0

Powiatowy Zarządu Dróg w Jarosławiu informuje o zamknięciu przejazdu ulic sąsiadujących z Galerią Stara Ujeżdżalnia. Reorganizacja jest spowodowana końcowym etapem przebudowy dróg.

 

– W związku z przebudową ulicy Sikorskiego planowane jest zamknięcie skrzyżowania ul. Sikorskiego z ul. Lisińskiego i ul. Piekarską od środy19 sierpnia włącznie do odwołania. Wstępny plan zakłada, że prace powinny się zakończyć jeszcze w sierpniu. Pod warunkiem dobrej pogody. Po zamknięciu przedmiotowego skrzyżowania ulica Sikorskiego na odcinku od Poniatowskiego do skrzyżowania będzie ulicą „ślepą”. Podobnie ulica Lisińskiego na odcinku od 3-go Maja do skrzyżowania również będzie ulicą „ślepą”. Natomiast Piekarska na odcinku od Słowackiego do strefy dostaw będzie ulica dwukierunkową – wyjaśnia Konrad Sawiński z jarosławskiego starostwa.

To już ostatnie podejście do dokuczającej od dawna przebudowy ulic w obrębie galerii. Po jego zakończeniu przejeżdżający przez tą część miasta powinni odetchnąć.

erka.

 

 

Krzyż „Jerozolimski” w Urzejowicach

0

Jednym z cennych obiektów związanych z historią Urzejowic, jest krzyż kamienny zwany przez miejscowych „jerozolimskim”.

 

Znajduje się na skraju parku obok stawu przy pałacu dawnych właścicieli tej miejscowości – Turnauów. Rodzina ta była bardzo zaangażowana w życie miejscowej ludności i pozostawiła po sobie wiele wymiernych śladów dla potomnych. Krzyż otoczony jest ogrodzeniem. Wokół niego rośnie mnóstwo kolorowych kwiatów, które przytulają się do niego. Na krzyżu znajduje się pięknie wykonana figura Jezusa Konającego .

W dolnej części na cokole jest płyta z napisem „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Położenie krzyża niedaleko stawu związana jest z pewną tragiczną historią. Według miejscowego podania krzyż ten został przywieziony z samej Ziemi Świętej, by chronić dwór przed siłami nieczystymi. Gdy dwóch fornali z majątku utopiło się w stawie ponoć dziwne postacie zaczęły ukazywać się tam nocą i wciągać do wody przechodniów. Zdarzenia te spowodowały, że miejscowi ludzie bali się przebywać w okolicach stawu. Właścicielka Urzejowic Genowefa Turnau postanowiła, że ufunduje krzyż. Jego postawienie dało kres wszystkim złym zdarzeniom. Starsi ludzie powiadali, by jednak nie zbliżać się do stawu bo topijcy wciągają do niego. Legenda związana z kamiennym krzyżem dodaje barwności i tak bogatej historii Urzejowic. Faktem jest, że, krzyż wpisał się na stałe w życie miejscowej ludności. – Krzyż ten jest ważny w życiu lokalnego kościoła. Procesja na Dni Krzyżowe stała się tu już tradycją. Napis na krzyżu jest ciągle aktualny. Niesie ze sobą przesłanie przebaczania w czasach, gdzie jest tyle zła – mówi ks. Łyko, proboszcz parafii. Przechadzając się parkiem wokół stawu, warto zatrzymać się chwilę w zadumie obok krzyża, który przemierzył długą drogę by tutaj stanąć.

Marcin Sobczak

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety