Strona główna Blog Strona 431

Stare remizy OSP: Remiza w Studzianie

0

Ochotnicza Straż Pożarna w Studzianie założona w latach 20. XX w. posiadała drewnianą remizę strażacką na sprzęt przeciwpożarowy. Remiza ta w stosunku do tych z innych miejscowości, była dość duża i obszerna.

 

Remiza mieściła sikawkę czterokołową konną, sikawkę kubłową taczkową, beczkę czterokołową na wodę, węże i pozostały sprzęt pożarniczy. Drewniany zbity z desek budynek remizy służył miejscowym strażakom do czasów wybudowania nowej murowanej remizy dostosowanej do potrzeb i wymogów strażackich. Wybudowano ją w czynie społecznym przez mieszkańców wsi i oddano do użytku w 1979 roku. Był to budynek murowany, piętrowy, który na dole mieścił sprzęt strażacki, natomiast pomieszczenia na piętrze przeznaczone zostały na świetlicę, która służyła całej społeczności Studziana.

Członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej ze Studziana na tle okolicznych miejscowości wyróżniali się tradycyjnym umundurowaniem własnego pomysłu, który składał się z czarnej sukiennej bluzy i spodni, czapki rogatywki typu krakowskiego (nazywanych przez mieszkańców wsi turecką) oraz wstęgi koloru czerwonego, której końce zwisały przy lewym boku. Wstęga ta zastępowała pas strażacki, który w tamtych czasach był dość drogi i niejednokrotnie strażaków nie było na niego stać.

Strój ten jako paradny, galowy używany był przez strażaków ze Studziana podczas różnych świąt religijnych, strażackich i państwowych.

Wojciech Kruk

Dział Historii Pożarnictwa Muzeum w Przeworsku

 

 

Wypadek zakończył przejażdżkę

0

16-latek z dwojgiem pasażerów (17 i 9l.) wybrali się na przejażdżkę autem. Niestety ich podróż przerwała 25-latka, która wskutek nieustąpienia pierwszeństwa doprowadziła do wypadku. Ranna w tym zdarzeniu została 9-letnia dziewczynka. Policja ustala, w jaki sposób nieletni stał się posiadaczem kluczyków do samochodu.

 

Do wypadku doszło w środę, 26 sierpnia, po godz. 15, na ul. Złota Góra w Radymnie.

– Ze wstępnych ustaleń wynika, że 25-letnia mieszkanka powiatu jarosławskiego, kierująca nissanem, wjeżdżając w drogę osiedlową, nie ustąpiła pierwszeństwa przejazdu i doprowadziła do zderzenia z volkswagenem. Jak się okazało, volkswagenem kierował 16-letni mieszkaniec powiatu jarosławskiego, który oczywiście nie miał jeszcze prawa jazdy. W aucie wraz z nim podróżowało jeszcze dwoje pasażerów: 17-latek i 9-letnia dziewczynka, która została ranna w tym zdarzeniu – informuje asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

Policjanci ustalili, że uczestnicy tego zdarzenia byli trzeźwi. Mundurowi zabezpieczyli miejsce zdarzenia oraz wykonali oględziny, a także sporządzili dokumentację fotograficzną. Prowadzone w sprawie postępowanie wyjaśni dokładne okoliczności tego zdarzenia. Policjanci ustalają również, w jaki sposób samochód znalazł się w posiadaniu nieletniego.

Policjanci przypominają, że każdy kto prowadzi pojazd, nie mając do tego uprawnień, podlega karze grzywny. W sytuacji, gdy za kierownicą znajduje się nieletni, sprawa trafi do sądu rodzinnego. Konsekwencje ponosi także osoba, która pozwala na to, by za kierownicę wsiadł nieletni, czy też osoba, która nie posiada uprawnień.

EK/KPP

Wybieg dla psów czy dla ludzi?

0

– Postronni ludzie przychodzą tu pić piwo – mówi pani Elżbieta, która często przychodzi na psi wybieg przy dużym parku w Jarosławiu.

 

Dobrze, że jest taki teren, gdzie można puścić psa, żeby pobiegał. Jednak coraz mniej jest tutaj psów. Kiedyś jak się przyszło, to było zawsze sześć, siedem zwierząt i się bawiły. Teraz już mało kto tutaj przychodzi – wspomina pani Elżbieta. Czy jest tak z powodu tego, że znaleźli sobie lepsze miejsce na spacery, czy może to wina tego miejsca, którego jakość już trochę odbiegła od tego, jak wyglądało ono 5 lat temu po otwarciu. Przeszkody i atrakcje dla zwierząt dziś już praktycznie nie istnieją. Pozostał jeden płotek oraz zawias od ruchomej pochylni. Gdzieniegdzie można znaleźć kawałki rozbitego szkła. – Utrzymaniem czystości na terenie tzw. psiego wybiegu zajmuje się Jarosławskie Przedsiębiorstwo Komunalne Sp. z o.o

– Łata w ogrodzeniu jest tymczasowa, ponieważ wzdłuż ul. Bandurskiego planujemy wykonać na długości psiego parku pas do parkowania równoległego, co spowoduje konieczność rozbiórki całego ogrodzenia i wykonanie nowego – tłumaczy Iga Kmiecik, rzecznik UM w Jarosławiu.

Odtworzenie zniszczonych bądź zużytych urządzeń rekreacyjnych dla psów jest oczywiście możliwe, ale wymaga zabezpieczenia środków finansowych w budżecie miasta na ten cel, co w obecnej sytuacji jest trudne z uwagi na trwającą pandemię koronawirusa – informuje Iga Kmiecik, rzecznik prasowy jarosławskiego urzędu miasta. – Niezmiennie apelujemy o to, by na bieżąco (w chwili zauważenia) zgłaszać do Straży Miejskiej nieprawidłowości związane z korzystaniem z miejskich terenów, parków, placów zabaw, czy właśnie omawianego psiego wybiegu. W takiej sytuacji funkcjonariusze mają możliwość podjęcia skutecznej interwencji wobec osób, które naruszają regulaminy korzystania z ww. obiektów – dodaje.

A co by było gdybyśmy weszli z psem i puścili go nie zważając na „biesiadników”? – W prawie jest uregulowana odpowiedzialność właściciela psa za szkody przez niego wyrządzone. Gdyby pies pogryzł kogoś, to wina wynikałaby z braku należytego nadzoru nad zwierzęciem lub niezabezpieczenie go. Oczywiście osoba przebywająca na tym terenie w innym celu niż przeznaczenie wybiegu, zachowująca się agresywnie lub prowokująco, przyczynia się do ewentualnej szkody. Nie wyłącza to odpowiedzialności właściciela psa, może ją jednak zmniejszyć (przez przyczynienie do powstania szkody) – tłumaczy adwokat, Wojciech Rauch.

Dzwonienie za każdym razem do Straży Miejskiej kiedy zobaczymy kogoś w parku może być uciążliwe, zwłaszcza kiedy przychodzimy z psem, żeby pobiegał. Nie każdy ma czas, żeby czekać na interwencję i musi iść z pupilem gdzieś indziej. A sam park też pozostawia wiele do życzenia. Jego standard znacznie spadł i puszczając tu psa trzeba uważać, żeby nie uszkodził sobie łap. Zniknęły bardzo atrakcyjne konstrukcje pomocne przy tresurze i zabawie ze zwierzęciem. Wygląda na to, że wraz z nimi zniknęło zainteresowanie samych psiarzy tym obiektem. Mimo wszystko dobrze, że właściciele psów w ogóle zostali zauważeni i dostali skrawek terenu dla swoich pupili.

 

Sebastian Niemkiewicz

 

 

 

Pościg za kierowcą seata

0

Policjanci prowadzili pościg za kierowcą seata, który na widok policyjnego radiowozu zaczął uciekać. Niestety droga którą wybrał mężczyzna, okazała się nieprzejezdna. Został on zatrzymany. Jak się okazało był pod wpływem alkoholu.

 

W poniedziałek, 24 sierpnia około godz. 21 mundurowi z Komisariatu Policji w Pruchniku podczas pełnienia służby w Bystrowicach, zauważyli kierującego seatem. Mężczyzna wyjechał z drogi podporządkowanej i bez włączonego kierunkowskazu energicznie skręcił w lewo, a następnie wjechał na drogę pokrytą kamieniem i zaczął przyspieszać. Funkcjonariusze użyli sygnałów świetlnych i dźwiękowych próbując go zatrzymać. Niestety mężczyzna nie reagował. Gdy okazało się, że droga w którą wjechał jest nieprzejezdna, mężczyzna zatrzymał pojazd.

– Za kierownicą seata siedział 44-letni mieszkaniec gminy Roźwienica. Badanie stanu trzeźwości wykazało, że ma on 1,18 promila alkoholu w organizmie – mówi asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

Samochód, którym kierował mężczyzna został odholowany na strzeżony parking. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości i niezatrzymania się do kontroli. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

EK/KPP

Orkiestra Dęta OSP w Łopuszce Wielkiej

0

Orkiestra Dęta Ochotniczej Straży Pożarnej w Łopuszce Wielkiej powstała w 1913 roku z inicjatywy Rudolfa Rębisza. Pierwszymi kapelmistrzami orkiestry byli: Wójcik, Bochenek, pochodzący z Dynowa oraz Józef Olech, rodak z Łopuszki Wielkiej.

 

Okres II wojny światowej przerwał działalność kulturalną orkiestry. Po wojnie Józef Olech ponownie zorganizował orkiestrę, a jej kolejnymi kapelmistrzami byli: Karol Pydo, Stanisław Bochnak, Andrzej Osmyk, Wiktor Malik. Orkiestra brała czynny udział w uroczystościach lokalnych, państwowych, również w powitaniu Papieża Jana Pawła II w Rzeszowie czy w oprawie muzycznej podczas jego wizyty w Krośnie. Od 2006 roku obowiązki kapelmistrza ponownie przejął Andrzej Osmyk. Założył on dla młodzieży szkółkę uczącą gry na instrumentach oraz zainicjował powstanie zespołu cheerleaderek.

Orkiestra dęta może pochwalić się licznymi występami na terenie kraju oraz wieloma sukcesami. Są to m. in II miejsce w III Międzypowiatowym Przeglądzie Orkiestr Dętych w Tryńczy w 2016 roku, I miejsce w kategorii przemarsz i Nominacja do udziału w Przeglądzie Regionalnym w XI Wojewódzkim Przeglądzie Orkiestr Dętych OSP w Sanoku w 2019 roku.

Obecnie liczba członków orkiestry wynosi około 40 osób skupiając w swoich szeregach coraz więcej dzieci i młodzieży.

Opr. Marcin Sobczak

 

 

Będzie nowy most

0

Drewniany most na Wiszni w ciągu drogi gminnej biegnącej do Nienowic tuż przy wjeździe na drogę powiatową w kierunku Stubna w końcu doczekał się remontu. Poszycie już zerwano. Pozostał tylko stalowy szkielet. Do końca września ma być położona nowa nawierzchnia.

 

Koszty remontu przekraczające 200 tys. zł zostaną pokryte z budżetu gm. Radymno. Po przebudowie most dalej będzie drewniany, ale już bezpieczny. Przeprawa przez Wisznię służy nie tylko mieszkańcom Nienowic. korzystają z niej także mieszkańcy sąsiednich miejscowości oraz rolnicy. Ograniczenie tonażu wynikające ze zniszczonego poszycia nie zawsze było przestrzegane. Most stawał się coraz bardziej niebezpieczny. Dlatego zdecydowano o jego gruntownym remoncie.

erka/fot. UG Radymno

 

Popołudnie z muzami

0

W niedzielę, 23 sierpnia, w Pałacu Lubomirskich odbyło się spotkanie ze sztuką pn. „Popołudnie z muzami”.

 

Gośćmi specjalnymi spotkania z literaturą, muzyką i malarstwem byli: Katarzyna Zamoyska – autorka książki „Przeszłość przyszłości, czyli nauki księżnej Izabeli Czartoryskiej dla dzieci” (książkę można kupić w kasie muzeum), zespoły muzyczne: Crescendo z Przeworska i Quartetto Ardente z Krakowa oraz Urszula Gołdasz Ula Gołdasz Mart – artystka malarka z Urzejowic.

DP/Fot. Jolanta Sagan-Thomas

Z cyklu: „Cudze chwalicie Jarosławia nie znacie”: Gazownia Miejska przy ulicy Zamkowej

0

Zespół budynków byłej gazowni w Jarosławiu pod względem architektury należy do niepowtarzalnej w mieście, nie ma budynku analogicznego. Gazownia została wybudowana w latach 1900 – 1902 pod kierownictwem inż. Piotra Kopystyńskiego. Podczas działań Wielkiej Wojny gazownia uległa częściowemu spaleniu i zniszczeniu.

 

Zespół składa się z obiektów: biurowo- administracyjnego, hali przemysłowej, magazynów i warsztatów. Posiada charakterystyczny budynek i halę z dominującą w jego bryle czworoboczną wieżą, zakończoną sterczynami. W otoczeniu raczej współczesnych budynków gazownia wyraźnie odróżnia się swoja surowością. Zespół zlokalizowany jest w północno- wschodniej stronie miasta na skrzyżowaniu ulic Jana Tarnowskiego, Zamkowej i na Blichu.

Gazownia po zniszczeniach w czasie I wojny światowej.

Cały koszt budowy, łącznie z pożyczką zamknął się w kwocie prawie 300 tysięcy koron. Budynek biurowo- administracyjny jest obiektem murowanym z cegły, częściowo otynkowanym. Frontowa elewacja od ulicy Zamkowej jest symetryczna, zwieńczona trójkątnym, uskokowym szczytem. Parter od piętra oddziela profilowany gzyms. Całość wieńczy dekoracyjny fryz arkadowy, który stanowi charakterystyczny sposób dekoracji budynków gazowni. Hala przemysłowa jest bardziej urozmaicona. Czworoboczna wieża dominuje nad całością, tworząc malowniczą kompozycję przestrzenną obiektu. Budynek jest jedno i dwupiętrowy na rzucie prostokąta z ryzalitem od południa. Elewacja bez tynku prezentuje piękno wątku ceglanego. Dekorację tworzy fryz arkadowy, pilastry oraz półokrągła blenda. Mniej ciekawym budynkiem jest parterowy otynkowany budynek magazynu. Obecnie na terenie byłej gazowni mieści się   Miejski Zakład Komunikacji.

Jerzy Czechowicz

Pomogliśmy odzyskać motor Czytelnika

0

Jarosławianin Jacek Florek miesiąc czekał na powrót motocykla oddanego do naprawy gwarancyjnej. Motocyklista liczył, że serwis uwinie się i on znów będzie cieszył się z jazdy. Niestety. Zamiast sprawnego Junaka miał tylko dowód rejestracyjny. Dzwonił. Dopytywał. Motor gdzieś się zapodział. Bezradny i skrzywdzony zwrócił się do Gazety Jarosławskiej z prośbą o pomoc. Motocykl, który w miniony piątek nie wiadomo gdzie się znajdował, odnalazł się i w poniedziałek trafił do właściciela.

 

Florek kupił motocykl w Jarosławiu w sklepie położonym na rynku. – Pojazd z początku sprawował się dobrze. Drobne usterki usuwano na miejscu w sklepie. Tam też załatwiałem wszystkie formalności – opisuje właściciel. Szczęście motocyklisty skończyło się, gdy na początku wakacji okazało się, iż Junak odmówił posłuszeństwa i nie da się go naprawić na miejscu. Końcem lipca sprzedawca wysłał pojazd do serwisu. – Czas mijał, a motoru ani widu ani słychu. Zapytałem w sklepie. Tam dowiedziałem się, że pojazd już naprawiono i jest w drodze do Jarosławia – mówi J. Florek. Jednak motocykl nie przyjeżdżał. Klient jednak napierał na sprzedawcę i tym sposobem uzyskał numer do serwisu.

Tam dowiedział się, że i owszem, taki i taki motocykl został do nich przysłany, naprawili go i został nadany z powrotem do sklepu.

Zaginiony w akcji

Pan Jacek rozpoczął własne śledztwo. Dowiedział się, że firma transportowa zagubiła adres dostawy. Towar musiał więc wrócić i został wysłany ponownie. Minął blisko miesiąc, a motoru nie było. Wzburzony klient starał się ustalić, gdzie jest jego pojazd. Niestety doszedł do wniosku, że jest bezradny.

Sprzedawca, wspominając ostatnią wizytę klienta w sklepie potwierdził, iż ten był wzburzony i krzyczał. Zapewnił jednak, że motocykl rzeczywiście został naprawiony i wysłany. Potwierdził to m.in. listem przewozowym, z którego wynikało, że sklep oczekuje na dostawę. Sam sprzedawca był również zdziwiony tak długim czasem oczekiwania. Nie mógł jednak nic zrobić poza telefonicznym napominaniem firmy kurierskiej. Ta tłumaczyła, że zwłoka jest spowodowana problemami kadrowymi, jak i tymi związanymi z pandemią. Wszyscy zapewniali, że motocykl trafi do właściciela. Nikt nie potrafił powiedzieć kiedy.

Zdenerwowany J. Florek postanowił nie zostawić sprawy na pastwę losu. Złożył już zawiadomienie na policję o możliwości popełnienia przestępstwa. Domaga się zwrotu swojego mienia bądź pieniędzy

Sprawa została załatwiona. – Artykuł, który jeszcze się nie ukazał, już swoje zdziałał. Motocykl jest jutro do odebrania w sklepie. Dziękuje za skuteczną pomoc – informował właściciel w ubiegłą niedzielę.

 

„Strażacka Krwinka” po raz dziewiąty

0

Prawie 32 litry krwi zebrano w IX akcji pod hasłem „Strażacka Krwinka” zorganizowanej przez Klub HDK PCK przy OSP w Sieteszy. Honorowi dawcy przyjechali z okolicznych miejscowości.

 

– Mimo, że pogoda nie dopisała mogliśmy liczyć na dobre serce honorowych dawców. Pobrano 31 950 ml krwi. Zgłosiło się 94 osoby, jednak po wstępnych badaniach krew mogło oddać 71 osób, w tym 3 pierwszorazowych dawców – wylicza w imieniu organizatorów Patrycja Florek. – Na nasze zaproszenia odpowiedzieli i przybyli na akcję: OSP Gać, Klubowi HDK PCK „Serce Sercu” przy OSP w Gaci, OSP Husów, Klubowi HDK PCK „Krwinki Gabriela” przy OSP Husów, OSP Lipnik, OSP Pruchnik I, OSP Ostrów, OSP Pantalowice, OSP Urzejowice, OSP Bóbrka Kańczucka, OSP Kosina oraz osoby nie zrzeszone, w tym mieszkańcy Sieteszy i miejscowości sąsiednich. Byli nawet przedstawiciele z miejsc odległych od Sieteszy. W zorganizowanie akcji włączyły się panie z Koła Gospodyń Wiejskich. Wsparł nas także Andrzeja Żygadło, burmistrz Kańczugi – dodaje.

Akcje poboru krwi organizowane przez lokalne kluby często przy wsparciu strażaków ochotników i wspólnie z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Rzeszowie wspomagają banki krwi, których zapasy, szczególnie w okresie wakacji, nie zawsze są wystarczające.

erka/fot. org