Strona główna Blog Strona 425

Remont ul. Kraszewskiego już ruszył

0

W poniedziałek odbyło się spotkanie z prasą dotyczące prac remontowych na ul. Kraszewskiego.

 

W spotkaniu poza burmistrzem Waldemarem Paluchem, wzięli również udział: Maciej Łukaszek, dyrektor firmy STRABAG Sp.zoo, która realizuje ten projekt, Anna Schmidt-Rodziewicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Prace już ruszyły. Z informacji podanych na konferencji wynika, że koniec robót przewidywany jest na październik 2022 roku. Przebudowa będzie prowadzona z zapewnieniem przejazdu ul. Kraszewskiego. Najdłuższym etapem ma być budowa ronda na skrzyżowaniu ul. Pełkińskiej i ul. Kraszewskiego, ze względu na ilość prac, m.in. budowa zbiornika retencyjnego na wypadek wystąpienia nadmiaru wód opadowych.

Burmistrz zapewnił, że na samej ul. Kraszewskiego wycinki drzew nie będzie. Samo rondo  będzie przesunięte w stronę stacji paliw.  Na inwestycję pozyskano ponad 5 mln złotych z Funduszu Dróg Samorządowych. Całość prac pochłonie prawie 9 mln złotych.

Powolne inwestycje

0

Robi się niewiele, ale jak już się zacznie, to nie ma zmiłuj. Starsi pamiętają, jak władze Jarosławia nabyły od armii plac przy ul. Piekarskiej, by stworzyć na nim coś. Nie wiedziano co, ale plany były szerokie. Mijały lata. Teren zarastał. W końcu miasto się go pozbyło za grosze. I znów mijały lata. Właściciel czekał, aż się zabytkowe ujeżdżalnie rozsypią, bo chciał wejść nowocześnie. Wszedł z galerią, a historię zawarł w nazwie.

 

Potężny obiekt w centrum Jarosławia ruszył. Czas płynął. Dróg dookoła nie było. W końcu część zrobili, a reszta będzie. Właśnie rusza modernizacja skrzyżowań na pl. Mickiewicza. Najwyższy czas, ale gdy weźmiemy pod uwagę, że ma także rozpocząć się przebudowa ul. Kraszewskiego, przychodzi wniosek, iż będzie ciekawie. Oba odcinki leżą w głównych ciągach komunikacyjnych miasta. Jak je zamkną, to Jarosław zacznie w końcu kojarzyć się z aglomeracją, bo wtedy, podobnie jak w dużych miastach, z jednego końca na drugi pojedziemy pół dnia.

Modernizują też Rynek, a dokładnie jego część. Nie do końca wiadomo jaki obszar zostanie odnowiony, bo średnio raz w tygodniu przestawiają bariery odgradzające część do przeróbki od reszty. Na razie mamy błoto i kępki chwastów.

Ponieważ większość dzisiejszych zamierzeń ma charakter miękki, czyli dzieje się w kulturze, tradycji i spraw około społecznych oraz bliskich polityki, możliwe że przebieg inwestycji ma także przywoływać wielowiekowe zmiany przestrzeni miejskiej. Czyli wychodzimy od kartofliska i zakrzaczeń, a zmierzamy do nowoczesnej płyty.

Robota idzie wolno. Czasem nawet ustaje. Mają czas. Plany przewidują, że jeszcze rok mogą się grzebać. Ale pojawiła się po drodze epidemia. Będzie powód do przedłużenia. Ludzie mający pojęcie o władzy, a szczególnie o jej obejmowaniu przewidują, że ta część modernizacji skończy się za trzy lata, czyli tuż przed wyborami samorządowymi. Mają przykład z wielu wcześniejszych inwestycji.

Nikt natomiast nie wie, kiedy zbudują jedno, ale za to podwójne rondo. Ruszają już. Jeśli pójdą tempem przyjętym ostatnio, to może zdążą przed wyborami.

U nas wszystko ma drugie dno i zawsze wiąże się z polityką, a dokładniej z miejscowymi wybrańcami. Mural poświęcony lotnikom będzie schowany, ale za to zrobi go znany artysta niezwiązany z Jarosławiem. Bo o muralu decydowali w Rzeszowie. Ma być ładny i promujący po cichu. Cicho jest też w jarosławskim ośrodku pomocy społecznej, bo coś odcięło go od centrali. Telefony zamilkły, a Internet można sobie tylko na dyskietce przynieść. Ludzie poczekają, a zdenerwowanie do wyborów im przejdzie. Pasażerowie komunikacji miejscowej od dawna narzekają, że na przystankach nie ma rozkładów jazdy. Interwencje nic nie dają. Z drugiej strony, jeśli ktoś gdzieś chce jechać, to sam powinien wiedzieć gdzie się wybiera i o jakiej porze.

O wirusie też należy wspomnieć. Mówią, że mutuje, czyli wnuk wirus różni się od swego dziadka. Jego zjadliwość zależy od środowiska i najbardziej dokuczliwy jest w urzędach i przychodniach. Tam muszą się odizolować od wszystkich. Mniej dokucza w szkołach, ale też może zarazić. W mniejszych firmach prywatnych COVID odpuszcza. Na ulicach też. Analiza stosowanych obostrzeń podpowiada, że najmniej odporni na wirusa są urzędnicy i lekarze. Dlatego się zabarykadowali.

Roman Kijanka


 

 

 

 

 

 

Tajemniczej kamery już nie ma

0

Końcem ubiegłego tygodnia na jednej z latarni przy ul. Kilińskiego ktoś zamontował kamerę obrotową. Zdaniem naszego Czytelnika łapała ona również to, co działo się w pobliskiej kamienicy. Zakłopotani mieszkańcy zaczęli zastanawiać się, kto narusza ich prywatność. Rozpoczęło się poszukiwanie podglądacza.

 

– Ktoś zamontował kamery na jednej z kamienic przy ul. Kilińskiego. Dodatkowo uczynił to również na latarni miejskiej, zamieszczając tam dużą kamerę obrotową. Osoba ta musiała zrobić to w nocy, gdyż nikt z mieszkańców nie widział faktu montażu, zwyżki, ani pracowników technicznych. Czyżby burmistrz wraz z radnymi zaczęli inwigilować mieszkańców zaglądając im do okien i obserwować zachowania na ulicy? – zastanawia się zakłopotany mieszkaniec tej ulicy.

O to czy ul. Kilińskiego objęta jest monitoringiem miejskim zapytaliśmy w Urzędzie Miasta Jarosławia. Tak jak można było przypuszczać, Miasto nie miało z tym nic wspólnego.

– Monitoring miejski nie obejmuje ul. Kilińskiego, nie montowano tam kamer. Jedna z kamer miejskiego monitoringu umiejscowiona jest na ul. Kraszewskiego i obejmuje kilka bocznych ulic, ale nie ul. Kilińskiego – wyjaśnia Iga Kmiecik, rzecznik prasowy Burmistrza Miasta Jarosławia.

Kamera musiała zostać zamontowana przez osobę prywatną. Dwa dni później Czytelnik poinformował nas, że kamera zniknęła. Zagadka kto i w jakim celu ją zamontował pozostaje nierozwikłana.

Przypomnijmy, że monitoring może założyć każdy, kto czuje się zagrożony. Prawo nie daje jednak możliwości instalacji kamery w celu np. podglądania sąsiadów. Kodeks cywilny przewiduje, że każdy z nas ma prawo do prywatności. Zapewnia nam to również konstytucja.

EK


 

 

 

 

Dwa medale Sokoła

0

KICKBOXING: Po przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa do sportowej rywalizacji wrócili zawodnicy sportów walki. Reprezentanci KSW Sokół Jarosław wzięli udział w mistrzostwach Polski kadetów starszych w kickboxingu w formule LightContact, które odbywały się w Krynicy i przywieźli stamtąd dwa medale.

 

W zawodach uczestniczyło 184 kickbokserów, a rywalizacja toczyła się na dwóch matach. Z naszego klubu walczyli Igor Bronowski (kat. Wag. -57kg) oraz Kacper Szymczakiewicz (kat. Wag -47kg).

– Igor w pierwszej walce pokonał przez przewagę techniczną rywala z Łodzi, natomiast drugą walkę rozegrał na swoją korzyć 3:0. Niestety ze względu na kontuzję zmuszeni zostaliśmy do zakończenia rywalizacji z brązowym medalem. Kacper z kolei, w pierwszej walce pokonał jednogłośnie na punkty przeciwnika z ŁKS Boks Łódź i przeszedł do strefy medalowej. W drugiej walce spotkał się z zawodnikiem z Oborowa. Od początku dominował, ale walka została przerwana z powodu kontuzji – mówi Jacek Bronowski, trener KSW Sokół.

 

Wspomnienia okraszone nutką fantazji

0

W sobotę, 5 września, w Zamku Czartoryskich w Pełkinach miał miejsce wernisaż wystawy fotografii Karoliny Wojtas pt. „Konik”.

 

O Karolinie Wojtas pisaliśmy już wcześniej, w maju br. Ta utalentowana młoda artystka zauważona została m.in. przez włoski dom mody Marni, który zlecił jej przygotowanie kampanii reklamowej. Teraz Karolina zaprasza do obejrzenia wystawy pt. „Konik”. Skąd taka nazwa? Inspiracją dla niej stały się fotografie mieszkańców Pełkiń pochodzące z lat 70. Wtedy też wieś przemierzał fotograf Miluś Wawro i w prawie każdym domu zachowała się pamiątkowa fotografia z nieodłącznym rekwizytem, jakim był właśnie konik. Podczas wernisażu nie zabrakło oczywiście nawiązań do tamtych wydarzeń.

Karolina Wojtas ze swoim chrześniakiem Jankiem, przy tytułowym koniku.

W parku znalazł się konik, z którym zdjęcia przybyłym robiła sama Karolina. Można było dowolnie bawić się sztuką, dobierać rekwizyty i przyjmować różne pozy. Na każdego czekał też słodki upominek – piernikowy, fantazyjnie udekorowany przez autorkę, konik.

Wystawę, na którą wraz z artystką zaprasza Fundacja XX Czartoryskich, będzie można obejrzeć do 30 grudnia w Zamku Czartoryskich w Pełkiniach.

DP

 

Mural będzie gdzie indziej

0

Po burzliwych dyskusjach, zrezygnowano umieszczenia ściennego malowidła na budynku Powiatowego Urzędu Pracy. Nową lokalizacją ma być jedna ze ścian „mechanika”, czyli Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących.

 

Cóż że, mural z kpt. Wunsche nie znajdzie się przy głównej trasie, na budynku dawnej katowni Gestapo, odnoszącym się bezsprzecznie do martyrologii bezbronnych ofiar niemieckiej okupacji. Nie w tym rzecz, aby mural stał się idealnie usytuowaną, widoczną ,,atrakcją turystyczną”, mijaną mimochodem przez maksymalną ilość ludzi i pojazdów – mówi Andrzej Zgryźniak, przewodniczący Koła Polskiego Towarzystwa Historycznego w Jarosławiu.

Ściana jarosławskiego „mechanika”. Tutaj powstanie mural.

Informacja o powstaniu dzieła na jednej ze ścian budynku PUP, znajdującego się przy głównym skrzyżowaniu w Jarosławiu, wywołała niemałe zamieszanie m. in. w Internecie. Wiele osób wyraziło swoje oburzenie, gdyż ich zdaniem takie wykorzystanie fasady urągało pamięci torturowanych tam w przeszłości rodaków.

Ze względu na pamięć o tych, którzy w tym budynku byli w bestialski sposób torturowani i którzy oddali swoje życie za Ojczyznę nie zgadzamy się na to, aby na ścianie tego właśnie budynku powstał mural poświęcony lotnikom RAF. Uważamy, że mieszkańcom powiatu jarosławskiego, którzy walczyli w Polskich Siłach Powietrznych w ramach struktur RAF należy się pamięć i szacunek, ale proponujemy aby mural powstał na innym budynku, innej kamienicy, a nie na ścianie „Jarosławskiej Katowni”. Swój sprzeciw wobec powstania muralu na budynku dawnej siedziby Gestapo wyrażają również rodziny więźniów, których ojcowie, czy też bracia byli torturowani w tym miejscu. Ten budynek należy traktować jak „relikwię”, która na zawsze ma przypominać o tym, co tutaj się wydarzyło. To pomnik pamięci, którego nie wolno nam naruszyć – odniosło się Jarosławskie stowarzyszenie „Ocalić Przeszłość dla Przyszłości”.

 

Rozwiązanie sporu

Wynikła z tego żywa dyskusja. Nie obyło się bez drobnych sprzeczek, ale w końcu udało się dojść do porozumienia. Wśród jednej z lokalizacji zaproponowanych przez Starostwo Powiatowe był właśnie budynek ZSTiO. To miejsce nie będzie budzić niepotrzebnych napięć. Dodatkowo przemawia za nim fakt, iż tutaj właśnie uczył się kpt. Kazimierz Wunche, wybitny lotnik z czasów II wojny światowej. – W budynku tym przed wojną mieściło się gimnazjum matematyczno-przyrodnicze, gdzie uczęszczał Wunsche – dodaje Zgryźniak. Mural zostanie sfinansowany z projektu „Przestrzeń Dziedzictwa”, realizowanego przez Urząd Marszałkowski.

Napominać? Tak, ale…

0

Sytuacja nr 1

Msza św. dla dzieci w kościele Ducha Świętego w Przeworsku o godzinie 10.30, miesiąc temu. Ojciec z niepełnosprawnym synem stoi na zewnątrz i stara się uspokoić nadpobudliwe dziecko, które wierci się i od czasu do czasu zaśmieje głośniej. Przed nimi stoi starszy mężczyzna, który w pewnym momencie odwraca się i mówi: Po co pan tu przyszedł, żeby się bawić z dzieckiem? To jest kościół. Na szczęście ojciec chorego dziecka nie zmieszał się tylko wymownie stwierdził, że nie bawi się z nim. Mam nadzieję, że nie zrazi go to do ludzi i dalej będzie zabierał dziecko do kościoła, więcej nawet, niech zabiera dziecko ze sobą gdzie tylko się da, syn i tak będzie dzięki temu dużo się o świecie uczył. A nadgorliwemu panu Szeryfowi Spokoju przydałoby się pójść na mszę dla dorosłych, a nie dla dzieci i będzie miał na pewno ciszę jak makiem zasiał.

 

Sytuacja nr 2

Msza św. w tym samym kościele, tym razem o dwunastej, tydzień temu. Moja znajoma stoi na zewnątrz, a niedaleko niej dwie nastolatki cały czas gadają i zaczepiają chłopaka przed sobą. Przed nimi stoi małżeństwo, jak się później okazało rodzice lub inni opiekunowie. Ewangelia była o napominaniu tych, co źle czynią, więc po chwili znajoma podeszła do dziewczyn i zwróciła im uwagę, że są na mszy, a nie na przysłowiowej kawie i przeszkadzają innym. Nastolatki uspokoiły się, jedna z nich poszła nawet do komunii św. w maseczce, którą dostała od pary stojącej przed nimi. Opiekunowie nie zwrócili uwagi na zachowanie dziewczyn nawet wtedy, gdy obca osoba podeszła i to zrobiła. Być może to bezstresowe wychowanie, być może zżarł ich taki wstyd, że udawali, że to nie ich dzieci, a być może jest to kwestia obojętności i braku odpowiedzialności.

 

Dwie różne sytuacje i dwa różne typy zwracania uwagi, ale tylko jeden z nich trafiony i skuteczny.

 

Warto upomnieć, bo to świadczy o naszym zaangażowaniu w społeczeństwo. Trzeba jednak wiedzieć kiedy i wiedzieć jak, żeby nie wyjść na gbura. Sam się nieraz zapędzę i niepotrzebnie coś powiem. Kiedyś zwróciłem ze złością uwagę pewnemu chłopakowi w pociągu, żeby przestał puszczać głośno muzykę. Dopiero jak skończyłem mówić zorientowałem się, że jest niepełnosprawny. Jak widać, nieraz zwracamy uwagę nie z chęci pomocy, ale z własnego zadufania. A co się już powie, to się nie odwypowie i czasem może pozostać niesmak i wstyd…

Sebastian Niemkiewicz

Brak wychowania czy choroba?

0

Pani Alina opisuje co przeżyła, zanim u jej 10-letniego syna zdiagnozowano Zespół Aspergera. Swoją historię opowiada po to, aby niepozorne objawy choroby, na którą cierpi jej syn przybliżyć innym rodzicom.

 

Mateusz od najmłodszych lat był inteligentnym dzieckiem. Rozwijał się prawidłowo. Nic nie wskazywało na to, że chłopiec może mieć jakieś zaburzenia. Problem pojawił się, gdy chłopiec poszedł do zerówki.

– Okazało się, że Mateusz był niedostosowany społecznie. Miał kłopoty z koncentracją. Nie mógł skupić uwagi ani usiedzieć w jednym miejscu. Miewał wybuchy agresji. Coraz częściej byłam wzywana do szkoły – mówi pani Alina.

Pani Alina zgłosiła się do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Nic tam jednak nie stwierdzono. Czas mijał, a zachowanie chłopca się nie poprawiało.

– Dalej dzwonili do mnie ze szkoły, bym przyjechała i zabrała syna. Zwalniałam się z pracy i jechałam tam. Ciężkie to dla mnie było. Byłam odbierana jako matka, która źle wychowuje swoje dziecko – opowiada.

Pewnego razu jedna z nauczycielek delikatnie zasugerowała, że Mateusz może mieć Zespół Aspergera. Pani Alina postanowiła to sprawdzić. Diagnoza potwierdziła się.

– Nie mogłam w to uwierzyć. Z jednej strony cieszyłam się, że już wiem, co dolega mojemu dziecku, a z drugiej byłam przerażona – wspomina pani Alina.

 

Później nie było lepiej

Mateusz dostał orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. W drugiej klasie odbywał zajęcia indywidualne z nauczycielem wspomagającym, co nie podobało się pani Alinie, która nie mogła zrozumieć, dlaczego jej syn  był odłączany od grupy, skoro problem tkwił w nawiązywaniu więzi społecznych, a nie w przyswajaniu nowego materiału. W klasie trzeciej nastąpiła lekka poprawa w zachowaniu. Nie trwała ona jednak długo. Pewnego razu doszło nawet do tego, że Mateusz pobił kolegę, a sprawa była zgłoszona na policję.

W toku dalszych działań pani Alina odwołała się do kuratorium. Podkarpacki Kurator Oświaty przeprowadził kontrolę sposobu zorganizowania nauki dla Mateusza. Ustalono, że wsparcie udzielone synowi pani Aliny nie było wystarczające. Mimo to, rodzice chłopca zdecydowali się przenieść syna do innej szkoły.

Jak wynika z opowieści pani Aliny, dziecko cierpiące na tę chorobę przynosi mnóstwo różnego rodzaju problemów. Na dodatek jego zachowanie jest często traktowane jako efekt braku wychowania, a nie wszystkie placówki wiedzą jak takiemu dziecku pomóc.

EK


	            

Droga za ponad 3,5 mln zł

0

Blisko 2 kilometrowy odcinek drogi łączącej Sośnicę w gm. Radymno z Zadąbrowiem w gm. Orły przeszedł gruntowną przebudowę. O 2 metry poszerzono jezdnię i na całej długości wybudowano chodnik. Koszt wyniósł 3,6 mln zł. 80% tych wydatków pochodziło z rządowego Funduszu Dróg Samorządowych.

 

Techniczny odbiór prac zakończono 28 sierpnia, a oficjalnie drogę otwarto w niedzielę, 6 września. O ważnej roli tego połączenia dla mieszkańców obu świadczy zorganizowana z tej okazji uroczystość z udziałem przedstawicieli samorządu i parlamentu.

Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. celebrowaną przez ks. Adama Dziadowicza, proboszcza parafii pw. św. Antoniego Padewskiego w Sośnicy, który po zakończonym nabożeństwie dokonał poświęcenia nowego odcinka drogi.

Wstęgę przecinali: poseł na Sejm RP Tadeusz Chrzan, jarosławski starosta Stanisław Kłopot, wójt gminy Radymno Bogdan Szylar, wójt gminy Orły Bogusław Słabicki, radny Powiatu Jarosławskiego Marek Kisielewicz oraz radna z gm. Radymno Małgorzata Lichwa. W oficjalnym przekazaniu drogi do użytku uczestniczył też ks. A. Dzadowicz oraz ks. prałat Stefan Kołodziej.

Jak zapewniają samorządowcy poszerzona do 6 metrów droga wraz z biegnącym wzdłuż całego odcinka chodnikiem to inwestycja, która została zrealizowana dzięki dobrej współpracy gminy Radymno z powiatem jarosławskim.

erka

 

Las przesiąknięty bratobójczą krwią

0
All-focus

Wydarzenia, które rozegrały się po zakończeniu II wojny światowej w lesie Dębrzyna koło Grzęski pod Przeworskiem, są świadectwem tego do czego zdolny jest człowiek. Polacy wracający z przymusowych prac w III Rzeszy tam byli okradani i mordowani przez swoich rodaków. Ta bratobójcza rzeź została ukazana w filmie „Wielki strach”, który w można było obejrzeć niedzielę 6 września w WDK w Grzęsce, wcześniej odbyła się uroczysta msza św. w Dębrzynie.

 

Dębrzyna to mały lasek przy torach kolejowych miedzy Grzęską, a Świętoniową. Do dziś budzący u mieszkańców strach, a nawet przerażenie. Był on miejscem tragicznych wydarzeń na przełomie roku ’44 i ’45. Jeszcze teraz mówią, że tu osiedliło się Zło w najgorszym wydaniu. Wspominają o pojawiających się postaciach, szeptach konających w koronach drzew. A zdarza się że rodzice upominają dzieci by do Dębrzyny nie chodziły jeśli chcą żyć.  Legendy mówią, że już w czasach pogańskich była tam świątynia i składano ludzi w ofierze. Czyżby zło z czasów pogańskich przetrwało do teraz i w tak dramatyczny sposób ujawniło się tuż po wojnie?

Pomnik pomordowanym w latach 1945-1946 w Dębrzynie „Człowiek-Człowiekowi”

„Swoi mordowali”

Skończyła się II wojna światowa. Wywiezieni na roboty do Niemiec  mieli ciągle nadzieję na powrót do ojczyzny. Tęsknili za rodziną, za znajomymi okolicami. Niestety nie było im dane ich ujrzeć. Nie tego się spodziewali, gdy zobaczyli znajome twarze. Wyciągani z wagonów, rabowani ze swojego dobytku, a następnie mordowani w pobliskim lesie. Nie czynili tego żołnierze wrogich armii tylko „swoi”. – Przy torach był semafor i bocznica. Pracownik kolei dawał znak czerwonym światłem, że pociąg nadjeżdża. Zatrzymywał go na bocznym torze. Kazano wysiadać tym ludziom i mówiono, że im pomogą dotrzeć do domów. Niektórzy, wysiadali, innych wydzierano siłą z wagonów, zabierano wszystko i mordowano. Ilu ich zabito, nikt nie wie. Koło pomnika są grobki z krzyżami, ale jest więcej takich miejsc. Po drugiej stronie w zrębie też są groby. Te mogiły były równane z ziemią. Wiem to z opowiadań. Urodziłem się właśnie w 1945 roku, kiedy to się działo — mówi pan Tadeusz, jeden z przybyłych na mszę gości. – Po wojnie wielu miało broń, pistolety i karabiny, a wojna wyzwoliła w nich demony, a bieda dołożyła swoje pięć groszy — dodaje inny uczestnik mszy. Dzisiaj wszyscy zastanawiają się, jak mogło do tego dojść. – To byli swoi, zatrzymywali pociągi, wydzierali tych ludzi, zabierali im ciuchy i inne przedmioty. Mogli to wszystko im wziąć, ale życia nie odbierać, nie zabijać. Nawet jak chcieli okraść, to życie powinni darować. Takie były straszne czasy — mówi pani Anna, która co roku przychodzi w to miejsce, by uczcić pamięć pomordowanych. Do tej pory nie ustalono, ile mogił kryje las, nie ustalono też sprawców tych bestialskich zbrodni. Przez długie lata milczano na temat tego miejsca – Całą sprawę nagłośnił Władysław Łania. Nikt nie mówił wcześniej o tym głośno. Pamiętam, jak chodziłam z ciotką do lasu po wojnie. Znalazłam ludzką czaszkę. Ciotka mi powiedziała, żeby to przykryć liśćmi. Tak zrobiłam i poszłyśmy szybko z tego miejsca. Miałam wtedy czternaście czy piętnaście lat. Wtedy nie mówiło się o tym, co się tam wydarzyło — dodaje pani Anna. Nawet po tak wielu latach w głosie opowiadających słychać emocje. Te zdarzenia wciąż są w nich żywe i wyraziste, jakby działy się całkiem niedawno.

 

Las mogił

Las Dębrzyna był niemym świadkiem tych wstrząsających zbrodni. Jest w nim bardzo cicho. Ta cisza przeraża. Czasem tylko słychać przejeżdżający pociąg, który zdaje się przypominać o tragicznych wydarzeniach sprzed lat – Były tu piękne dęby, hrabia miał tutaj przed wojną bażantarnię. Wszystko było ogrodzone drewnianym płotem. Przyjeżdżali tu na polowania — mówi pani Anna.

Chór „Veritas” z Nowosielec

Historia zapisała tu jednak krwawą kartę. – Te drzewa splamiła ludzka krew. Jakim trzeba być człowiekiem… — urywa z wyraźnym żalem. – Tu była straszna bieda. Ludzie myśleli, że pracujący tam się dorobili. Bauerzy raczej źle traktowali przyjezdnych pracowników. Jednak nie wszyscy. Zdarzyło się, że jeden z nich  który chciał Polaka pracującego w gospodarstwie za zięcia, bo był pracowity. Ten powiedział, że wraca do kraju, bo nie będzie leżał w obcej ziemi. Raz z zawisłocza pojechał tam pewien chłopak i zapoznał się z dziewczyną z Jarosławia. Umówili się, że po powrocie przyjedzie do niej. Czekała tydzień, drugi i trzeci. W końcu przyjechała go szukać. Rodzina powiedziała jej, że nie dotarł do domu. Okazało się, że został zabity. Mówili też, że jednej kobiecie z dzieckiem udało się gdzieś uciec — opowiada pani Anna. Wielu wracających do kraju robotników zakończyło swe życie w tym lesie. Dzisiaj tę niechlubną część naszej historii upamiętnia pomnik „Człowiek-Człowiekowi” oraz krzyże rozrzucone w różnych częściach lasu, te nagrobkowe i te namalowane białą farbą na drzewach.

 

Msza i projekcja

Jak co roku w pierwszą niedzielę września w dębrzyńskim lesie odbyła się msza święta w intencji pomordowanych w Dębrzynie w latach 1945-1946 oraz za ich oprawców. Poprowadził ją ks. Tadeusz Musz, proboszcz parafii w Prałkowcach. Wzięli w niej udział przedstawiciele samorządu: wójt Gm. Przeworsk Daniel Krawiec ze swoim zastępcą Teresą Wielgos oraz Łukasz Mróz, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Przeworsku. Uczcili oni ofiary składając kwiaty pod pomnikiem. O oprawę uroczystości zadbał chór „Veritas” z Nowosielec, Orkiestra Dęta Gminy Przeworsk oraz schola z kościoła w Świętoniowej. Licznie zgromadzeni mieszkańcy okolicznych miejscowości uczcili pamięć ofiar tej rzezi. Po mszy świętej, w miejscowym Wiejskim Domu Kultury w Grzęsce odbyła się projekcja filmu Pawliny Carlucci-Sforzy „Wielki strach” obrazujący te tragiczne wydarzenia. Film ten otrzymał w sierpniu br. GRANDPRIX na Ogólnopolskich Spotkaniach Filmowych w Radomiu. Na projekcji obecna była reżyser filmu oraz występujące w nim osoby.

Na mszy polowej zgromadziło się wiele osób

Historia bywa często trudna do zaakceptowania i tak jest w tym przypadku. Tragiczne wydarzenia z Dębrzyny ukazują jakie nieludzkie instynkty w człowieku może wyzwolić przeżyta wojna i bieda. Czy jednak biedą można wytłumaczyć te akty bestialstwa? Trzeba powiedzieć wprost, że to, co się wydarzyło w Dębrzynie, nie powinno się wcale wydarzyć. Dzisiaj powinno to być dla nas cenną lekcją, ale też przestrogą. Pomordowanym nikt życia nie przywróci. Jedyne co możemy zrobić to pamiętać.

Marcin Sobczak