Strona główna Blog Strona 419

Udana inauguracja

0

SIATKÓWKA: Siatkarki Sanu-Pajda udanie zainaugurowały nowy sezon. Nasz zespół ograł beniaminka ligi, drużynę NOSiR-u Nowy Dwór Mazowiecki 3:1. Kibicom zaprezentowały się nowe zawodniczki.

 

SAN-Pajda Jarosław – NOSiR Nowy Dwór Mazowiecki 3:1
(25:18, 22;25, 25:12, 26:24)

 

Można powiedzieć, że w tym pojedynku górowało doświadczenie, rywalki bowiem pokazały lwi pazur, ale w decydujących momentach popełniały za dużo prostych błędów. San-Pajda do nowego sezonu przystąpił z siedmioma nowymi zawodniczkami. Klub zakontraktował Magdalenę Bagniak, Gabrielę Jaroch, Aleksandrę Szymańską, Darię Dąbrowską, Wiktorię Murdze, Weronikę Krysztofiak oraz Australijkę Harriet Gillson. Nasz zespół wzmocnił także swój sztab szkoleniowy. Do Sanu-Pajda dołączył trener Przemysław Michalczyk, który w poprzednich rozgrywkach prowadził Plus Ligową Wisłę Bydgoszcz. Wcześniej był głównym sternikiem w takich klubach jak BBTS Bielsko-Biała, Espadon Szczecin, KPS Siedlce czy Victoria Wałbrzych. Ponadto nowym statystykiem został Bartłomiej Łyczakowski, który przez ostatnie dwa lata pełnił rolę statystyka w ekstraklasowej Stali Bielsko-Biała. Wcześniej pracował w Plus Ligowym BBTSie Bielsko-Biała i Mazovii Warszawa.

Początek meczu z NOSiRem należał do jarosławianek, które po serii zagrywek Katarzyny Stepko prowadziły 5:2, 13:8 i 17:10. Pierwsza partia poszła więc naszym siatkarkom dość gładko. To trochę uśpiło zespół, bo w drugiej odsłonie lepiej radziły sobie rywalki. Dobrze spisała się Agnieszka Wołoszyn, po jej kontratakach NOSiR prowadził 11:9. Przy stanie 21:21 na polu zagrywki była Katarzyna Tkaczyk, i to po jej piłkach przyjezdne prowadziły 24:21. Udanego dla przyjezdnych seta atakiem zamknęła Agnieszka Wołoszyn. W trzeciej partii San-Pajda wrócił do dobrego grania i dość szybko miał opanowaną sytuację. Nerwowo było jeszcze w ostatniej części pojedynku. Do stanu 8:8 obie ekipy grały punkt za punkt i żadnej z nich nie udało się uzyskać wyraźnej przewagi. Atak Aleksandry Szymańskiej oraz punktowy blok jej koleżanek sprawił, że gospodynie prowadziły 10:8. Zawodniczki beniaminka stanęły w miejscu, wydawało się, że zwycięstwo jest niezagrożone, ale NOSiR za sprawą Agnieszki Wołoszyn doprowadził do remisu 23:23. W końcówce rozgrywanej na przewagi lepiej poradziły sobie jarosławianki.

 

Wreszcie wygrali

0

TENIS STOŁOWY: Po serii 3 porażek Sokołów S.A. Jarosław wygrał w Toruniu i u siebie z Bytomiem. Nasz zespół poprawił więc miejsce w tabeli.

 

Energa Manekin Toruń – Sokołów S.A. Jarosław 2:3

  1. Konrad Kulpa – Paweł Chmiel 3:1
  2. Damian Węderlich – Kou Lei 0:3
  3. Tomasz Kotowski – Patryk Zatówka 3:0
  4. Konrad Kulpa – Kou Lei 0:2
  5. Tomasz Kotowski/Damian Węderlich – Paweł Chmiel/Patryk Zatówka 0:2

 

Przy stanie 2:2 meczu z Toruniem Paweł Chmiel i Patryk Zatówka ograli duet Kotowski/Węderlich 2:0 (12:10, 11:8). W ten sposób Sokołów S.A. Jarosław odniósł 1 zwycięstwo i dopisał do swojego dorobku 2 punkty. Toruniania wywalczyli 1 pkt i pozostali liderami rozgrywek Lotto Superligi.

 

Sokołów S.A. Jarosław – Polonia Bytom 3:0

 

1 ENERGA MANEKIN 5 13
2 LOTTO ZOOLESZCZ GWIAZDA 6 13
3 DEKORGLASS 5 12
4 3S POLONIA 6 10
5 DARTOM BOGORIA 4 9
6 DOJLIDY 5 8
7 AZS AWFIS BALTA 4 8
8 FIBRAIN AZS POLITECHNIKA 5 6
9 SOKOŁÓW S.A. 5 6
10 UCZELNIA PAŃSTWOWA 5 6
11 POLTAREX POGOŃ 5 3
12 OLIMPIA-UNIA 5 1
13 PALMIARNIA 6 1

 

Wędkowali o Puchar

0

 WĘDKARSTWO: Na okręgowym zbiorniku No Kill w Hermanowicach odbyły się zawody wędkarskie metodą spławikową o puchar wicemarszałka województwa Podkparackiego.

 

Do zawodów zgłosiło się 49 seniorów oraz 19 kadetów i juniorów. Z terenu miasta wystartowało 23 seniorów oraz 7 młodzieżowców. Organizator ufundował dla wszystkich upominki a dla najlepszych puchary i dyplomy, które wręczył Wicemarszałek Województwa Podkarpackiego – Piotr Pilch. Nasza Młodzieżówka z koła „Jarosław – Miasto” zajęła wysokie punktowane miejsca. – Jestem dumny ze swoich podopiecznych – mówi Prezes Józef Maziarek a trener młodzieży Adam Działo – podsumowuje krótko – treningi nie poszły na marne. Dziękujemy panu burmistrzowi Waldemarowi Paluchowi za wsparcie.

 

I miejsce – Jarosz Oskar                – 3 520pkt. – koło „Wodnik” w Kańczudze

II miejsce – Szykuła Wojciech             – 3 020pkt. – koło „Jarosław – Miasto”

III miejsce – Orzechowski Jakub   – 2 190pkt. – koło „Wodnik” w Kańczudze

IV miejsce – Szykuła Paweł             – 2 140pkt. – koło „Jarosław – Miasto”

V miejsce – Dul Karol                     – 2 110pkt. – koło „Jarosław – Miasto”

VI miejsce – Nater Hubert               – 2 040pkt. – koło „Jaz” w Przeworsku /Kadra Narodowa/

 

Puchar za największą rybę kat. młodzież – Szykuła Wojciech z koła „Jarosław – Miasto” który złowił – Leszcza 1,50kg.

 

 

 

 

Giną świnie, upadają gospodarstwa

0

Rolnicy zajmujący się hodowlą świń są zrozpaczeni. Afrykański Pomór Świń, który coraz intensywniej rozprzestrzenia się na naszym terenie, a zwłaszcza w północnej części powiatu przeworskiego, odbiera im nie tylko hodowane zwierzęta. Duża część z nich nie widzi już sensu w dalszym utrzymywaniu gospodarstwa o tym profilu. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że prewencyjnie wybite sztuki, nie były zarażone.

 

W ubiegłym tygodniu na stadionie w Majdanie Sieniawskim odbyło się spotkanie lokalnych hodowców, głównie z terenu powiatów przeworskiego i biłgorajskiego, z przedstawicielami władz samorządowych. Na spotkaniu głos zabierali jednak w większości rolnicy, którzy za główną przyczynę swoich problemów uważają dziki i to je według nich, należałoby zlikwidować w pierwszej kolejności.

Rolnicy są załamani.

– Służby przespały odpowiedni moment, kiedy trzeba było wybić wszystkie dziki. To byłoby skuteczne i moglibyśmy uniknąć tego, co dzieje się teraz – przekonywali hodowcy. Niektórzy z nich stracili nawet 1000, czy 700 sztuk. Straty są ogromne, a wypłacane odszkodowania niewspółmierne. Wielu z nas zapowiada, że nie wróci już do hodowli świń, że to początek końca małych lokalnych gospodarstw, które produkowały zdrowe, wysokiej jakości mięso. Gospodarze zostali też z zapasem zboża paszowego i słomy na całą zimę, za co nie dostaną odszkodowania. Nie mają z tym co teraz zrobić. Jak przekonują, rolnictwo to zespół naczyń połączonych, jeśli jeden rolnik nie będzie brał od drugiego dla świń zboża czy słomy, to wtedy ten drugi też może mieć problem ze zbytem i wszystko powoli upadnie.

Wokół naszych gospodarstw można znaleźć padłe dziki. Czasem nikt nie zbiera ich przez kilka dni, a to wystarczy żeby choroba się rozniosła. Wystarczy nawet żeby ptak czy mucha siadła na takim padłym dziku, by przenieść chorobę. Co tego, że mamy maty dezynfekujące, pilnujemy wszystkiego? Nie damy rady w 100% się obronić – mówili rolnicy.

 

ASF to spisek?

Hodowcy stawiają też poważne zarzuty powiatowym lekarzom weterynarii, twierdzą, że duża część zwierząt po uśmierceniu była zbadana i okazało się, że nie była chora.

Lekarz powinien leczyć, a nie zabijać. To nieludzkie. Zabili nawet maciory, które na drugi dzień miały się prosić, jak tak można? Lekarze idą na łatwiznę, chcą wykończyć nie tylko świnie, ale i nas, a bez hodowli polska wieś nie przetrwa – oceniają gorzko.

U jednego z rolników wybito blisko 200 sztuk, a później okazało się, że wszystkie były zdrowe. Inny z hodowców opowiadał, że z zamrażarki zabrano mu przetworzone już mięso, które na własny użytek przygotował dwa dni wcześniej z ubitej świni. Wcześniej została zbadana i była zdrowa.

To spisek przeciwko nam, małym, lokalnym hodowcom, chcą nas wykończyć. Wielkie korporacje pchają się tutaj, pewnie już szukają odpowiedniego miejsca. Ogromne ilości mięsa poszło do utylizacji jako padlina, a można było przecież je wykorzystać, np. na konserwy, kiedy okazało się, że świniom nic nie dolegało – mówili hodowcy.

 

Rolnicy czują się pozostawieni sami sobie. Apelują do władz oraz powiatowych lekarzy weterynarii, by pochylili się nad ich problemem zamiast zalecać im przestawić się na hodowle kur, kaczek, czy krów. Gdy upadnie hodowla świń, te gospodarstwa nie powrócą już do hodowli. To nie jest takie proste, często jest to wiedza i doświadczenie przekazywane z pokolenia na pokolenie, inwestycja w sprzęt, budynki, a mało kto chce zaczynać od nowa.

DP


 

Wreszcie otwarta

0

Po trwającej prawie rok przebudowie budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przeworsku 15 września 2020 nastąpiło jej oficjalne, długo oczekiwane, otwarcie.

 

W wydarzeniu uczestniczyli m. in. redaktor Instytutu Książki Krzysztof Cieślik, burmistrz Miasta Przeworska Leszek Kisiel, z-ca burmistrza Wojciech Superson, sekretarz Miasta Przeworska Agnieszka Zakrzewska, przewodniczący Rady Miasta Przeworska Tomasz Majba oraz radni Miasta Przeworska. Obecni byli również dyrektorzy bibliotek z sąsiednich miast, dyrektorzy miejskich i gminnych bibliotek powiatu przeworskiego, dyrektorzy szkół, przedszkoli i instytucji kultury naszego miasta. Gości przywitał dyrektor biblioteki Henryk Prochowski. Jednym z punktów programu był wykład prof. nadzw. dr. hab. Janusza Morbitzera z Akademii Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej na temat „Edukacja epoki antropocenu”. Uroczystość otwarcia wzbogacił minirecital przeworszczanki Aleksandry Wajdy, po czym nastąpiło tradycyjne przecięcie wstęgi, a następnie zwiedzanie pomieszczeń biblioteki.

Czytelnicy odwiedzają nas tłumnie, są ciekawi, co się zmieniło i bardzo im się te zmiany podobają. Widać też, że brakowało im biblioteki, gdy była zamknięta – mówił kilka dni po otwarciu dyrektor MBP w Przeworsku, Henryk Prochowski.

Przebudowa była możliwa dzięki wsparciu Instytutu Książki oraz przychylności władz miasta i dofinansowaniu projektu w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa Priorytet 2 Infrastruktura Bibliotek 2016-2020. Objęła renowację elewacji zabytkowego budynku „Sokoła” i izolację pionową. Wewnątrz dokonano gruntownej przebudowy pomieszczeń na parterze tj. Wypożyczalni dla dorosłych oraz magazynu, gdzie został przeniesiony Dział Dziecięcy. Na piętrze remont objął Czytelnię i Dział Audiowizualny, który teraz znajduje się w dawnym dziale dla dzieci. Zostały wymienione wszystkie okna i drzwi, instalacja elektryczna, hydrantowa i przeciwpożarowa. Dla potrzeb osób niepełnosprawnych dostosowano podjazd do biblioteki, przebudowano łazienkę na parterze oraz wybudowana została winda. Wszystkie działy wyposażono w nowe meble, sprzęt komputerowy i multimedialny.

DP/fot. MBP Przeworsk


 

 

Biegali wraz z patronem miasta

0

W minioną niedzielę odbył się XXVIII Bieg o Memoriał ks. Bronisława Markiewicza. Na stadionie sportowym w Pruchniku zebrały się rodziny z dziećmi, by wziąć udział w zawodach biegowych upamiętniających patrona miasta i gminy Pruchnik.

 

Rodzinne święto sportowe

W zawodach uczestniczyło łącznie 130 zawodników, którzy zostali podzieleni na 12 kategorii. Biegi rozgrywały się na 6 różnych dystansach od 200 do 3000 metrów. Najkrótsze z nich, przeznaczone dla najmłodszych grup odbywały się w obrębie stadionu. Starsi zawodnicy natomiast, zmagali się również na ulicach Pruchnika. Pomiędzy wybranymi kategoriami wygospodarowano przerwy, przeznaczone na wręczanie nagród. Celami zawodów były: popularyzacja sylwetki urodzonego w Pruchniku księdza Bronisława Markiewicza, popularyzacja biegania jako jednej z form aktywnego wypoczynku i rekreacji, upowszechnianie kultury fizycznej oraz wyłanianie młodych talentów sportowych. Wsparcie zawodników nie tylko dało się słyszeć w głośnym dopingu, ale widać je było także na trasach biegu, gdy rodzice truchtali tuż obok najmłodszych uczestników. Zdarzała się również konieczność podniesienia małego biegacza, który chcąc być jeszcze szybszy, wylądował na trawie. Radość z uczestnictwa malowała się na twarzach dzieci już od linii startu i nie schodziła z nich nawet po zakończeniu ceremonii wręczania medali i pamiątkowych dyplomów. Po zejściu z podium na płytę stadionu rodzice i dziadkowie fotografowali swoich podopiecznych wraz z ich trofeami. Wydarzenie odbyło się dzięki współpracy Centrum Kultury Sportu i Turystyki w Pruchniku, tutejszego Urzędu Miejskiego, Szkoły Podstawowej nr 1 oraz Parafii Rzymskokatolickiej w Pruchniku.

Z czego zasłynął ks. Markiewicz?

Urodzony w Pruchniku ksiądz Bronisław Markiewicz (1842 – 1912), na którego cześć od lat organizowane są znane w całej okolicy zawody, słynął ze swojej pracy na rzecz najmłodszych. Można wymienić tutaj m.in. instytut wychowawczy, który otworzył w Miejscu Piastowym tuż po objęciu tamtejszej parafii w 1892, ale już podczas studiów teologicznych (1863-1867) prowadził on katechizację dzieci i młodzieży. Duchowny przeszedł do historii jako propagator trzeźwości narodu, który dużą wagę przywiązywał do uprawiania sportu i ćwiczeń fizycznych. Proces beatyfikacji kapłana rozpoczął się w 1958 roku i trwał aż do roku 2005. Wówczas na mocy postanowienia wydanego przez papieża Benedykta XVI, podczas Mszy św. wieńczącej III Krajowy Kongres Eucharystyczny w Warszawie, ksiądz Bronisław Markiewicz został beatyfikowany.

JR


	            

Pan Tadeusz ma nowy dach

0

– Przeciekało. Woda wlewała się do środka. Nie było pewności, czy konstrukcja się nie zawali. Nie mogłem nic zrobić ze względów zdrowotnych i finansowych. Zaapelowałem do wójta o pomoc. Udało się. Przyszli, rozebrali stary dach i zbudowali nowy w jeden dzień – relacjonuje Tadeusz Brud, mieszkający samotnie we wsi Jagiełła w gminie Tryńcza, który od lat zmaga się z niepełnosprawnością.

 

Urodziłem się w tym domu w 1948 roku i przeżyłem w nim 72 lata. Budynek ma już pewnie ze 150 lat. Nazywałem go przódy „Arką”, bo strach było w nim siedzieć, obawiałem się, że może zostać zalany podczas opadów – opowiada pan Tadeusz. Dzięki zaangażowaniu grupy osób, których działania koordynował sołtys Jagiełły, Grzegorz Drzystek, udało się wykonać nowy dach przed nadejściem zimy, wykorzystując do tego mniejsze środki finansowe. Jak dowiadujemy się od pana Tadeusza, przygotowania do przedsięwzięcia pochłonęły sporo czasu. – Zgłosiłem do wójta, że dach jest już do niczego i lepiej żebym postawił sobie w ogródku namiot niż spał w domu. Z powodów zdrowotnych i materialnych nie byłem w stanie zdziałać czegokolwiek samodzielnie. Od tego momentu do powstania nowego dachu minęło jakieś pół roku – wspomina pan Tadeusz. Jak się okazuje, sama budowa dachu nie trwała wcale długo. – Zrobili to w jeden dzień, było ich ośmiu i wszystko mieli gotowe. Zrzucili dachówkę, wymienili konstrukcję, blachę położyli… uwijali się aż furczało! – relacjonuje dalej mieszkaniec „Arki”.

Tadeusz Brud wraz z wykonawcami dachu, na tle owoców swojej pracy/ UG Tryńcza

Realizacja projektu wymaga dalszych nakładów

Chociaż nad głową pana Tadeusza pojawił się nowy dach to ukończenie go w pełni wymaga jeszcze trochę pracy i środków finansowych. – Stan budynku pozostawiał wiele do życzenia. Na obecnym etapie zabrakło blachy do pokrycia boku konstrukcji od wewnętrznej strony. Staramy się zabezpieczyć środki na ten cel, między innymi pomoc społeczna przeznacza co miesiąc pewną kwotę na pomoc panu Tadeuszowi. Projekt będzie w miarę możliwości kontynuowany i mam nadzieję, że wkrótce uda się ukończyć go w pełni – informuje nas sołtys Jagiełły, pan Drzystek.

 

Pod nowym dachem można spać spokojniej

Pan Tadeusz przyznaje, że jest teraz spokojniejszy o swój dom. Powiedzieli, że jak zrobili większą część to zrobią to do końca. Teraz „Arka” powinna przetrwać i mnie – przewiduje pan Tadeusz. Gmina składa podziękowania wszystkim zaangażowanym w pomoc przy budowie dachu: Tadeuszowi Otrębie z firmy Eurobet za przekazany beton pod fundamenty, Michałowi Groch za przekazane drewno, Janowi Pempek za udostępnione narzędzia i sprzęt oraz nieocenioną pomoc przy budowie dachu, Krzysztofowi Pieczkowi za sprzedaż drewna w promocyjnej cenie. Wyrazy wdzięczności ze strony gminy kierowane są również do osób, które wykonywały konstrukcję: Stanisławowi, Markowi i Marcinowi Botwina, Sławomirowi i Marcinowi Turek, Grzegorzowi Darzyckiemu, Stanisławowi Sobala i Konradowi Drzystkowi. Obiad dla pracujących przy budowie dachu przygotowała Anna Kulpa. Mamy nadzieję, że dzięki poświęconej pracy i zaangażowaniu w pomoc panu Tadeuszowi, nie będzie on musiał przejmować się nadejściem zimy i zagrożeniem jakie niosą ze sobą złe warunki pogodowe.

JR, fot. UG Tryńcza

 

Jaki los czeka dworek w Cieszacinie?

0

Pojawił się inwestor, który chce podjąć się remontu dworku Terleckich w Cieszacinie Wielkim. Czy niszczejący od lat zabytek ma szansę powrócić do świetności?

 

Pałacyk mieści się na terenie parku w Cieszacinie Wielkim, niedaleko Szkoły Podstawowej im. Ignacego Łukasiewicza. Niewątpliwie jest on elementem tożsamości dla samych mieszkańców, tak jak opowieści o hrabim i jego ekscentrycznych pomysłach przekazywane z pokolenia na pokolenie. Sam budynek niestety ma się nie najlepiej. – Obecnie budynek jak i park znajdują się w złym stanie. Ściany dworu są silnie zawilgocone i zniszczone, pokrycie dachu jest nieszczelne, a tynki i detale elewacji są silnie zniszczone i wykazują liczne ubytki. Cały obiekt pozbawiony jest stolarki otworowej. Całkowitemu zniszczeniu uległy znajdujące się niegdyś w wieży kręte, drewniane schody – tak zabytek opisała Beata Kot, Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków, w lutym tego roku. Wójt gminy Pawłosiów Mariusz Reń zapytany o dworek, stwierdził, że gmina nie dysponuje wystarczającymi środkami by podjąć się remontu. Dodaje jednak, że gdyby udało się pozyskać dodatkowe środki z zewnątrz, gmina chętnie podjęłaby się odnowy obiektu.

Zofia Paczóska i Wojciech Bardowski pod dworkiem Terleckich

Pojawiła się oferta

W zeszłym roku chęć zakupu dworku zgłosiły wspólnie urzędowi gminy Fundacja Kultura z Pasją oraz Stowarzyszenie Edukacyjne Ziemi Węgrowskiej. Prezesom zarządów tych organizacji udało się spotkać z wójtem i radnymi dopiero we wrześniu tego roku. Stało się to z inicjatywy posłanki Anny Schmidt-Rodziewicz. Nam także udało porozmawiać z potencjalnymi kupcami. Wojciech Bardowski, prezes zarządu fundacji Kultura z Pasją oraz Zofia Paczóska, prezes zarządu Stowarzyszenia Edukacyjnego Ziemi Węgrowskiej opowiedzieli nam o tym co planują. – Na spotkaniu z wójtem i radnymi 14 września, zaproponowaliśmy by, jeśli jest taka wola samorządu, park przy dworze został własnością gminy. Nam na prowadzenie działalności kulturalnej wystarczy budynek z niewielkim obrysem pozostałości drewnianego dworu. Mieszkańcy będą zapraszani na wszystkie wydarzenia kulturalne, które planujemy tam organizować – zapewnili. Sama Z. Paczóska posiada duże doświadczenie w pozyskiwaniu funduszy oraz prowadzeniu inwestycji na obiektach zabytkowych. Niejednokrotnie były to gruntowne remonty. – Z doświadczenia wiem, że przy gruntownym remoncie zabytkowego dworu pojawią się jakieś niespodzianki i trudności techniczne. To normalne. Zawsze są. Ważne, że wiemy jak sobie z takimi trudnościami poradzić, gdy wystąpią – mówi Z. Paczóska. Zapytaliśmy również radnego z Cieszacina Wielkiego, Stanisława Przewrockiego, o jego zdanie. Ten stwierdził, że ważne dla niego jest zdanie mieszkańców i kluczowe będzie spotkanie, na którym wyrażą swoją opinię. Odbędzie się ono najprawdopodobniej w tym miesiącu. Na nim społeczność Cieszacina Wielkiego zdecyduje co dalej.

Gabriel Łowicki


	            

Życie według algorytmów

0

Na wszystko mamy przedłożone algorytmy. Nasze życie jeszcze bardziej przypomina zegarek, a my trybiki. Jeśli taka sytuacja, to tak się zachowaj, jak taka, to inaczej. Sam nie musisz o tym myśleć, bo już ktoś na górze dobrze wie co powinieneś zrobić i kiedy. Jeszcze brakuje rozpiski menu na każdy dzień tygodnia i planu spędzania weekendów, urlopów i wakacji…

 

Gdzie się podział indywidualizm i pragnienia jednostki do samorealizacji i samoakceptacji? Zostały zamienione na chęć przynależności do grupy, a co za tym idzie chęci dostosowania się do ogółu i dopasowania do większości. W naszym kraju ma to szczególne znaczenie, biorąc pod uwage nasz okres historii zwany Polską Rzeczpospolitą Ludową, gdzie ludzie raczej nie chcieli się wyróżniać, żeby za bardzo nie zwracać na siebie uwagi odpowiednich służb. Bo wytłumaczyć wielu rzeczy się nie dało, jeśli już komuś na górze się ubzdurało, żeś szpion.

 

Szkoły mają funkcjonować normalnie, choć niektórych uczniów trzeba izolować, a gdzie indziej nauczyciele nie chcą robić sobie testów. Niektóre podkarpackie placówki są pozamykane. A Ministerstwa Edukacji i Zdrowia razem Głównym Inspektoratem Sanitarnym wpadli właśnie na pomysł, że zasłanianie ust i nosa u uczniów powinno być jednak obowiązkowe, jeśli szkoła nie może zapewnić odpowiedniego dystansu między uczniami na korytarzu. Ciekawe, która może. Patrząc na te działania, okazuje się że koronawirus to nic takiego. Gdyby tak nie było, to przecież ktoś „odpowiedzialny” na górze zająłby się tym na poważnie. Zwłaszcza, że podobno są już przypadki uczniów w naszym regionie, u których już stwierdzono wirusa. Z drugiej strony testy mają renomę rodem z totalizatora lotto. Mimo to jesteśmy zasypywani instrukcjami i algorytmami działania, a ponadto zapewnieniami, że wszystko jest pod kontrolą i w ogóle super.

 

Niebezpieczeństwo może pojawić się zupełnie gdzie indziej. Przyzwyczajeni do nowych przepisów i ustaleń definiujących życie publiczne na co dzień, możemy nie zauważyć, że niektóre z inicjatyw godzą w naszą wolność próbując pokierować naszym zachowaniem i świadomością. Może tu być przykładem przepis pozwalający nadużywanie władzy podczas walki z wirusem, albo nowe wytyczne Oskarów, które od 2024 roku będą zarezerwowane tylko dla filmów, które promują kobiety, środowiska LGBT, mniejszości rasowe i niepełnosprawnych. Czy pozostaną wtedy jeszcze na świecie jakiekolwiek działania nieskażone ideologiczną walką?

 

 

Sebastian Niemkiewicz

Strefa zapowietrzona

0

Ostrzeżenia, że właśnie docieramy do strefy zapowietrzonej, wiszą przed wjazdem do Jarosławia. Są też w innych miejscach. Można je spotkać w powiecie jarosławskim i przeworskim. Zwracają uwagę, że pomór świń szaleje. Czasem takie zapowietrzenie ostrzega też przed wścieklizną. Mamy też dystans społeczny tak chętnie używany obecnie do walki z koronawirusem. Oba określenia idą w stronę idiomów, czyli znaczą coś innego, niż z logicznego rozumowania by wynikało. U nas jest tak, iż zdarza się, że zdążają w wyższą formę i przybierają postać idiotyzmów.

 

Mechanik mówiąc o zapowietrzonej pompie paliwowej, informuje że w tym urządzeniu jest powietrze, tam gdzie ma być benzyna. Natomiast taka strefa daje nam znać, że tam gdzie było powietrze, jest ono nadal, ale może w nim czaić się wirus. Społeczeństwo opiera się na wzajemnych stosunkach międzyludzkich. Należałoby więc rozumieć, że dystans społeczny będzie formą wyobcowania, a tu okazuje się, że jest on nakazem zachowania zalecanej przez ministra odległości. Wystarczyłoby stwierdzenie – zachowaj dystans, ale z określeniem społeczny brzmi lepiej. Może nie mądrzej, ale jaką ma rangę.


Ostrzegać jednak trzeba i jak najbardziej należy. Choć warto brać pod uwagę, że i tu możemy przesadzić. Jeśli władający i ich wazeliniarze pójdą zbytnio w stronę upomnień i pouczeń, to wyjdzie, że mamy społeczeństwo idiotów. Idąc tym tropem wybrani z tej grupy też nie mogą być inni.

Jednak na wszelki wypadek należy przestrzec przed cisem w jarosławskim parku, bo trujący. Niekonsekwentne to, bo trujących roślin dookoła nas jest dużo, a ostrzeżeń nie ma. Są przecież gatunki kwiatów doniczkowych, które mogą na tamten świat wysłać, a stoją w domach i nikt nie wiesza tabliczek.

Jesień już za pasem to i kasztany spadają. Warto uważać, ale niekoniecznie trzeba stawiać tablice informujące, że taki kasztan kiedyś zleci. Takie ostrzeżenia stawiają w złym świetle mieszkańców, bo dają do zrozumienia, że do najmądrzejszych to oni nie należą. W Przeworsku jednak apelują, by kasztany jesienią omijać. Drzew, na których gnieżdżą się gawrony na razie nie ruszają, a w ich koronach też czai się zagrożenie w postaci spadających odchodów. Zwykli ludzie nie zawsze są tacy jak ich przedstawiciele i nauczyli się, że zagrożeń jest wiele, ale można ich uniknąć. Tak jak Eskimos, który już od pieluch wie, że żółtego śniegu jeść nie należy, bo to niehigieniczne.

Coraz więcej Czytelników dzwoni i narzeka, iż urzędy tak dokładnie się zamknęły, że nawet telefonów nie ma kto odebrać. Na szczęście nie wszystkie. W naszej okolicy przoduje jeden samorząd i nie jest to gmina. Zostawmy go na razie w sferze anonimowości. Może się zreflektuje. Na telelekarzy narzekają mniej, bo ich rolę przejęły suplementy reklamowane wszędzie. Działają na zasadzie opisanej już w Biblii polegającej na tym, że wiara uzdrawia, a jeśli nawet nie uzdrowi, to przynajmniej da nadzieję.

Jedna z gmin umieściła na stronie internetowej informację dla osób doświadczających trwale lub okresowo trudności w komunikowaniu się. Biorąc pod uwagę to, co się teraz dzieje sprawdziłem, co radzą. Okazało się, że dotyczy niesłyszących. Czyli z nadzieją też nie przesadzajmy.

Roman Kijanka