Strona główna Blog Strona 339

Parking zamiast przejazdu

0

Pan Tadeusz uważa, że ruch na ul. Orłowicza powinien odbywać się w obu kierunkach. Jego zdaniem wprowadzona zmiana nie służy mieszkańcom. Z kolei zarządca twierdzi, że zaproponowane przez mieszkańca rozwiązanie nie wpłynie na poprawę płynności ruchu. Kto ma rację?

 

Kiedyś ruch na ul. Orłowicza odbywał się w obu kierunkach. Od czasu remontu ulica jest jednokierunkowa.

– Jaki sens było remontować drogę, skoro nie służy ona wszystkim mieszkańcom, tylko właścicielom przyległych posesji, którzy urządzili sobie parking – pyta Czytelnik.

Pan Tadeusz jest mieszkańcem jednej z sąsiednich ulic. Uważa, że wprowadzone zmiany są uciążliwe dla mieszkańców tej części miasta. – Kiedyś jadąc do pracy, przejeżdżałem przez ul. Orłowicza i wyjeżdżałem na ul. 3 Maja. Teraz muszę jechać w kierunku ul. Legionów i objechać wszystko dookoła – wyjaśnia mężczyzna.

O możliwość wprowadzenia ruchu dwukierunkowego na ul. Orłowicza zapytaliśmy zarządcę drogi. W odpowiedzi Powiatowy Zarząd Dróg w Jarosławiu poinformował nas, że taka zmiana jest możliwa, jednak zdaniem zarządcy w żaden sposób nie usprawni ona płynności ruchu.

– Wprowadzenie ruchu jednokierunkowego przez Powiatowy Zarząd Dróg w Jarosławiu poprawiło w znaczny sposób przepustowość na wyżej wymienionej ulicy, zwiększyło ilość miejsc postojowych, których tak naprawdę brakuje, zwłaszcza w pobliżu szpitala. Jeśli chodzi o sugestie dotyczącą parkowania przez mieszkańców pobliskich domów, to większość mieszkańców parkuje na własnych posesjach, natomiast ul. Orłowicza jest ulicą publiczną, ogólnodostępną, z której może korzystać każdy i o dostępie do miejsc parkingowych decyduje powiedzenie ,,kto pierwszy, ten lepszy” – wyjaśnia PZD w Jarosławiu.

 

EK

 

Nakręceni na pomaganie

0

W kolejnych miejscach naszych powiatów powstają miejsca, gdzie zbierając nakrętki, można pomóc potrzebującym.

 

Akcja „Wkręć się w pomaganie” została zapoczątkowana już kilka lat temu na terenie jarosławskiej Uczelni dzięki panu Maciejowi Stecko, studentowi informatyki poprzez zbieranie nakrętek do specjalnych  pudełek. Wiceprzewodnicząca Uczelnianego Samorządu Studenckiego Aleksandra Rybak postanowiła kontynuować tą inicjatywę z pomocą Eweliny Kowal (spoza Uczelni).

Aleksandra Rybak.

Dzięki świetnej organizacji oraz determinacji pani Aleksandry w piątek, 12 marca, na terenie kampusu Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Jarosławiu stanęło czerwone serduszko na nakrętki. Nakrętki są zbierane dla dwóch chłopców: Sebastiana i Fabiana Bartman, którzy cierpią na dziecięce porażenie mózgowe. Pani Aleksandra wykazała się świetną inicjatywą oraz dobrym sercem, aby pomóc chorym dzieciom. Do serduszka można wrzucać wszystkie rodzaje nakrętek. Z reguły są to nakrętki po napojach, mleku, kawie czy po produktach spożywczych. Mogą to być również zakrętki po chemii gospodarczej – po płynach, czy szamponach.

 

Chałupki

Z inicjatywy działaczy narodowych z Przeworska stowarzyszenia „Miłość & Honor Lokalny Patriotyzm” oraz stowarzyszenia charytatywnego „Czynimy Radość Pomagając” 11 marca tuż przed Szkołą Podstawową im. św. Jana Pawła II w Chałupkach ustawiono pierwszy pojemnik na plastikowe nakrętki.

Internetowa zrzutka na portalu „pomagam.pl” pod pierwszą nazwą „Serce dla Przeworska” rozpoczęła się w połowie stycznia br. W międzyczasie z inicjatywy władz miasta „serduszko” stanęło przed budynkiem Miejskiego Ośrodka Kultury w Przeworsku, więc za zgodą wójta Gminy Przeworsk Daniela Krawca, zbiórka internetowa została skierowana dla mieszkańców okolicznej wsi. Jak wspominają inicjatorzy akcji, dzieci wraz z dyrekcją i nauczycielami dosłownie w pięć minut zapełnili cały pojemnik nakrętkami, które zostaną przekazane na leczenie i dalszą rehabilitację Kubusia z Rączyny.

 

Gorliczyna

Jak informuje sołtys Gorliczyny, Tomasz Jędrzejec, w miejscowości do początku marca udało się zebrać pięć worków nakrętek. Warto zwrócić uwagę na oryginalny kształt pojemnika, do którego zbierane są nakrętki. W Gorliczynie nie jest to serce, ale diament.

 

Opr. DP/fot. org.

 

Muzealne meble pójdą do konserwacji

0

Dzięki dotacji Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w wysokości 99,5 tys. zł, pełnej konserwacji poddany zostanie zestaw jedenastu niezwykłych mebli z kolekcji Muzeum Kamienica Orsettich w Jarosławiu.

 

Będzie to XIX-wieczny zestaw w stylu Makart składający się m.in. z kanapy, krzeseł i foteli oraz stół, konsola z lustrem i taboret oraz sekretarzykiem. Przeznaczone do odnowienia meble są bogato inkrustowane m.in. masą perłową i mosiądzem. Powstały prawdopodobnie około 1880 r. w Wiedniu.

Umieszczone na muzealnej ekspozycji symbolizują czas ścisłych kontaktów Jarosławia z Wiedniem i wielkiego wpływu stolicy Austro-Węgier na kierunki i trendy rozwojowe Jarosławia. Celnie charakteryzuje ówczesną elitę miejską, która wzorowała się i aspirowała do wiedeńskiego stylu życia, otaczając się meblami, dziełami sztuki i bibelotami głównie o wiedeńskiej proweniencji. Odzwierciedlają tendencję do naśladowania sposobu życia warstw wyższych: otaczania się przedmiotami kosztownymi, służącymi reprezentacji, świadczącymi o możliwościach finansowych i guście posiadacza – opisuje Konrad Sawiński z jarosławskiego starostwa powiatowego. Styl Makart pochodzi od przedstawiciela akademizmu Hansa Makarta. Zgodnie z jego założeniami meble politurowano na czarno, zdobiono odlewami z brązu i mosiądzu oraz inkrustowano metalem, kością słoniową, masą perłową i szylkretem.

 

Opr. DP/Muzeum Kamienica Orsettich

 

Wiosna, pandemia – to znowu wy

0

Pierwszy dzień wiosny przywitał nas chłodno. Może to i dobrze, że nie od razu robi się ciepło. Nie wszyscy zdążyli wymienić garderobę na typowo wiosenną, a galerie wraz ze znanymi sieciówkami odzieżowymi znowu są zamknięte. Właśnie, galerie. Kluczowa jest tu nazwa, bo jak się okazuje centra handlowe mogą pozostać otwarte. Dla zwykłego klienta różnica niewielka. Jeden z hoteli ze SPA w Bieszczadach reklamuje swoje usługi jako centrum medyczne. Zapewniają, że są otwarci i przyjmują gości, a tuż po przyjeździe dobierają indywidualne zabiegi, których potrzebujemy. Niektórzy więc jak widać, radzą sobie w tych dziwnych czasach.

 

A czasy nie są łatwe. Mamy oficjalnie ogłoszoną trzecią falę pandemii, coraz więcej chorych w szpitalach i więcej zgonów, również w naszym województwie. Społeczeństwo nauczyło się już nie ekscytować liczbami, jednak gdzie się nie zwrócić okazuje się, że ktoś akurat choruje, bądź ktoś z jego rodziny jest w szpitalu albo na kwarantannie. Co oczywiste, poskutkowało to też surowszymi obostrzeniami. Jednak wiele osób nie za bardzo się nimi przejmuje chcąc żyć normalnie i wpada przez to ze skrajności w skrajność. Jedni przesadnie dbają o siebie i chcą przez te dwa tygodnie naprawdę ograniczyć ryzyko zakażenia, a inni wręcz przeciwnie: tłumnie odwiedzają się w domach, wchodzą do kościoła na mszę, mimo że widzą, że dozwolona liczba wiernych jest już co najmniej kilkukrotnie przekroczona, w sklepach kręcą się bez sensu między półkami kompletnie pomijając punkt dezynfekcji rąk lub wysyłają dzieci do przedszkola z przeziębieniem zamaskowanym rano syropem na zbicie gorączki. W przypadku tego ostatniego jest to niestety numer rodziców jeszcze sprzed Covid-a. Wprowadzone obostrzenia uderzają w poszczególne branże i wolność Polaków, a sytuacja przypomina podcinanie żył tępym nożem. Coraz trudniej nie oprzeć się wrażeniu, że być może była szansa, by to wszystko zakończyć już dawno. Krótkim ale naprawdę ostrym i ścisłym lockdownem, zamiast takiego powolnego dobijania i kupowania sobie czasu. Czasu, by ludziom wydawało się, że ktoś tam na górze nad tym panuje i że nie zabraknie łóżek w szpitalach, bo chorować będziemy po trochę.

 

W Rzeszowie ruszyła kampania wyborcza. Kandydaci postawili na ekologię. Jeden rozdawał sadzonki drzew, inny sprzątał brzegi Wisłoka. Złośliwi wytykają, że wcześniej też były okazje do takich działań, ale dziwnym trafem, jakoś nikt poza szarymi obywatelami, którzy robili to bez obecności aparatów fotograficznych, się do nich nie palił. Zapowiada nam się lokalne deja vu, bo termin wyborów wyznaczono na 9 maja i już się spekuluje, czy wypada wybory robić, gdy jesteśmy w takiej, a nie innej fazie pandemii. Podobnie jak rok temu. Choć może tym razem będzie inaczej, bo wielu z nas już zauważyło, że obecne obostrzenia obowiązują do 9 kwietnia, a więc do dnia przed kolejną rocznicą katastrofy smoleńskiej. Czy nastąpi wtedy cudowny spadek liczby nowych zakażeń? Na pewno im bliżej do tego dnia, tym więcej nowych niepublikowanych materiałów dotyczących 10. kwietnia 2010 roku. Czemu czekano z nimi tyle lat? Co jeszcze pozostaje w zapasie? Zwolennicy teorii spiskowych żądają ujawnienia prawdy o katastrofie, opozycja pyta, czy rząd odzyskał wrak, a raczej to co z niego zostało, bo przecież był to jeden z głównych zarzutów i obietnica wyborcza prawej strony. Nie zapominajmy tylko, że dla ofiar, bez względu na opcję, którą za życia reprezentowały, najważniejszy już jest tylko wieczny odpoczynek.

Dominika Prokuska

Julia przegrała z wirusem

0

W minioną sobotę walkę o życie przegrała siedmioletnia Julia Grządziel, o której na naszych łamach wspominaliśmy kilkukrotnie przy okazji pomocy organizowanej dla dziewczynki.

 

Julia od urodzenia zmagała się m.in. z mózgowym porażeniem dziecięcym. Wymagała kosztownego leczenia i rehabilitacji, którym dzielnie się poddawała przez swoje krótkie życie. Walkę z chorobą małej wojowniczki można było śledzić na Facebooku na profilu pn. Julia – kontra MPDz. W pomoc dla dziewczynki zaangażowało się wiele osób. Na początku lutego Julia obchodziła swoje 7 urodziny. Miesiąc później, z powodu koronawirusa, trafiła do szpitala w Rzeszowie. Jej stan był bardzo ciężki, konieczny było podłączenie respiratora. Niestety, w sobotę 20 marca, pogrążona w smutku rodzina poinformowała, że Julia „zasiliła grono aniołków w niebie”.

DP/Fot. Facebook/juliagrzadziel08

Co jadano dawniej w Wielkim Poście?

0

Zanim zasiądziemy do świątecznych stołów zastawionych długo wyczekiwanymi smakołykami, dowiedzmy się, jak nasi dziadkowie przygotowywali się do Wielkanocy podczas 40-dniowego postu. Co w tym czasie królowało w jadłospisie dawnych gospodyń? Opowiada o tym Katarzyna Ignas, etnograf z przeworskiego muzeum.

 

Pierwszym dniem Wielkiego Postu jest Środa Popielcowa, zwana w regionie: „Wstępną Środą”, bo stanowiła wstęp do Wielkiego Postu. Obowiązywał post od mięsa i tłuszczów pochodzenia zwierzęcego. Ludność wiejska faktycznie pościła, nie jadła do syta: „Pośnisko było!”. Przestrzegano zwłaszcza postu w środy, piątki i soboty. Nazywano te dni suchymi, bo wtedy „suszyło się”, tzn. jedzono potrawy suche, bez omasty.

W ciągu całego okresu Wielkiego Postu jedzono bardzo jednostajnie, czysty żur gościł stale w jadłospisie. Popularne potrawy postne zanotowane na terenie regionu przeworskiego to: zupa z kwasu z kapusty kiszonej, żur, postne ziemniaki, kapusta z grochem i olejem lnianym, ziemniaki z cebulą i olejem lnianym, niemaszczone jagły, niemaszczona kasza „pęcok” ubita w stępie. Jedzono „na pośno”: chleb z czosnkiem, surową kiszoną kapustę z beczki, bób pieczony na blasze kuchni lub gotowany (podobnie jak groch) i jedzony jak cukierki. Bób uważano za pożywienie sycące: „Bób to syć.” Inne potrawy postne: kluski z suszonymi śliwami czy gruszkami, kapusta z grochem, kapusta z ziemniakami „rozkłóconymi”, ziemniaki krojone w talarki pieczone na blasze, pieczona kasza jaglana „jagły z jabłkami”, pieczona kasza gryczana, ziemniaki wypiekane w popiele, tj. zapiekane w piecu w garnkach żeliwnych. Maszczono tylko olejem lnianym lub konopnym.

W Sieteszy w Środę Popielcową jedzono zupę nazywaną „dziad”, gotowaną ze śliwek suszonych i klusek. W Białobokach i Gaci znana jest zupa postna – „ogórczanka” z ziemniakami. Monotonię jedzenia ilustruje przysłowie: „We Wstępną Środę zapuść brodę, żurek wstaw na murek”. Potrawą kojarzoną z okresem postu i przednówka jest suszona, sucha rzepa. Rzepa kiedyś popularna w wiejskich uprawach, wyparta została przez ziemniaki. W czasie późnej jesieni bulwy rzepy suszono na strychu. Rzepę tę gotowano i spożywano z kaszą jęczmienną.

„Na okres zimy i postu jest zasuszona rzepa, jabłka, różne dziko rosnące gruszki i śliwki, choć robaczywe, to nie szkodzi. Na chleb suszą ziarna na piecu, które miele się w żarnach i z takiej mąki powstaje dobry zdrowy chleb. (…)W tym czasie dorastające dzieci mielą w żarnach żyto na chleb lub pszenicę na kluski czy pierogi. W okresie Wielkiego Postu nie można jadać żadnych potraw maszczonych skwarkami. Jeżeli zdarzyło się komuś jeść w okresie karnawału strawę maszczoną słoniną, to te naczynia podlegały wyparzeniu w piecu chlebowym i umieszczeniu ich na strychu. Na okres postu kupowano garnki, miski nowe z gliny, a łyżki także nowe z drzewa, nie skażone żadną słoniną.” (Józef Dec, Historia wsi Tryńcza)

Katarzyna Ignas

Muzeum w Przeworsku

Na fot. Muzealna kolekcja garnków „gliniaków” i „baszczowników” używanych do przygotowywania zakwasu na żur.


	            

Powolne ratowanie niszczejącego dworu

0

Minister Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu przyznał 60 tys. zł dofinansowania na zabezpieczenie XIX- wiecznego dworu w Pruchniku. To kolejne wsparcie na ratowanie niszczejącego zabytku. Gmina od lat szuka sposobu zagospodarowania, ale w zderzeniu ze skromnymi możliwościami finansowymi, stać ją tylko na prace ratunkowe.

 

– W ramach zadania prowadzone będą prace zabezpieczająco – remontowo – konserwatorskie budynku dworu w Pruchniku, w tym m.in. podbicie fundamentów – wzmocnienie istniejących fundamentów poprzez ich pogłębienie i poszerzenie, pogłębienie piwnic, wykonanie iniekcji krystalicznej, odgrzybianie, osuszanie, odsalanie ścian metodą systemową przy użyciu specjalistycznych preparatów – informuje samorząd. Prace mają pochłonąć około 315 tys. zł, w tym 60 tys. zł dotacji z wnioskowanych 157 tys. zł.

Warto odwiedzić dworek w Pruchniku i obejrzeć jak bluszcz, który spowodował aferę pnie się dalej po ścianach.

W ubiegłym roku odtworzono dach i pokryto dworek jednolitą dachówką. Wcześniej pokrycie było mieszaniną różnych dachówek. Zapewne wynikało to z łatania przecieków materiałem, który akurat był pod ręką. Wymieniono też elementy drewnianej konstrukcji ścian i stropów. Remont wsparł Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków. Celem prac, na które przeznaczono wtedy prawie 285 tys. zł było zabezpieczenie budynku przed niszczeniem. Wtedy Robert Grządziel, sekretarz gminy Pruchnik zaznaczał, że jest to jedynie kropla w morzu, bo gruntowny remont wymaga znacznie większych nakładów. Przypominał też o zamiarach wykorzystania zabytkowego dworu dla celów turystycznych i kulturowych. Te pomysły zostały jednak odłożone w czasie.

Historia dworku

Dworek w Pruchniku jest częścią zespołu rezydencjalnego z pozostałościami zamku i obronnej baszty, a jego historia, również ta powojenna, jest dość ciekawa. Powstał jako

parterowy zbudowany z cegły i kamienia. Drewniane piętro dobudowano później. Jego właścicielami byli kolejno Morscy, Dzieduszyccy, Szmbekowie i Mysielscy. Po II wojnie światowej został upaństwowiony. Przeznaczono go na mieszkania i pozostawiono samemu sobie. Dworek leżał w obrębie gminy Roźwienica. 1 stycznia 2007 r. decyzją Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zmianie granic między gminami został przyłączony wraz z 205 – hektarowym obszarem do gminy Pruchnik. W ogólnopolskich mediach pojawił się w 2014 r. za sprawą wycięcia oplatającego budynek bluszczu. Stało się to podczas prowadzonych przez samorząd drobnych remontów. Wycięcie liczącego co najmniej 150 lat, jednego z najpiękniejszych na Podkarpaciu bluszcza wywołało awanturę. Konserwator zabytków zlecił kontrolę. Sprawą zajęła się policja. Robotnicy twierdzili, że roślinę ktoś podciął wcześniej, a oni tylko usunęli usychające resztki. W końcu sprawa ucichła. Dziś ściany dworku od strony południowo-wschodniej nadal są oplecione bluszczem. .

 

Kto dostał wsparcie

Przyznana na remont dworku dotacja pochodziła z pierwszego etapu Programu „Ochrona zabytków” realizowanego przez MKDNiS. Wsparcie finansowe na łączną kwotę prawie 106 mln zł otrzymały 444 projekty spośród 2259 złożonych. Gmina Pruchnik złożyła dwa wnioski. Jeden dotyczył dworku. Drugi remontu sąsiadującej z nim baszy. Otrzymała tylko na dworek i mniej niż połowę wnioskowanej kwoty.

W naszym regionie dotację w wysokości 150 tys. zł otrzymała także Parafia Rzymskokatolicka pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła w Ryszkowej Woli na remont elewacji i dachu kościoła (bez kopuły) oraz dzwonnicy. Ministerstwo przyznało też 150 tys. zł na prace konserwatorskie i restauratorskie kościoła pw. Świętego Ducha w Jarosławiu. 210 tys. zł otrzyma Klasztor Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu na remont i konserwację baszty nr VII wraz z przylegającym odcinkiem muru obronnego.

Wniosków z naszego regionu, które nie zakwalifikowały się do wsparcia w pierwszym etapie programu było sporo. O dotację starali się m.in. Parafia Greckokatolicka p.w. Przemienienia Pańskiego w Jarosławiu, Klasztor OO. Dominikanów w Jarosławiu i Parafia Rzymskokatolicka pw. Bożego Ciała Przy Kolegiacie w Jarosławiu. Obecnie są rozpatrywane wnioski w ramach drugiego etapu.

erka


 

Lipy wycięto, bo stwarzały zagrożenie?

0

UBIESZYN: W sąsiedztwie szkoły podstawowej do niedawna rosły lipy. Początkiem marca przeprowadzono ich wycinkę, co zaniepokoiło niektórych mieszkańców.

 

Lipy stały w centralnej części naszej wsi, obok zabytkowej kapliczki i szkoły podstawowej. Nie wiem kto mógł wydać pozwolenie na takie barbarzyństwo i dewastację, tak pięknych starych drzew, które jeszcze w ubiegłym roku przepięknie kwitły i rozsiewały zapach, wabiąc pszczoły i inne owady – opisywała mieszkanka Ubieszyna, która zaznajomiła nas ze sprawą.

Kobieta przyznała też, że być może kondycja drzew nie była najlepsza, ale może wystarczyło przyciąć suche gałęzie? Według niej, tak długowieczne drzewa powinno ratować się wszelkimi dostępnymi sposobami, a nie po prostu wycinać.

O wyjaśnienie zwróciliśmy się do Urzędu Gminy Tryńcza. Tam dowiedzieliśmy się, że o wycięcie drzew wnioskowali sami mieszkańcy oraz Rejon Dróg Wojewódzkich w Jarosławiu. Drzewa stanowiły zagrożenie dla ruchu drogowego oraz dla osób przebywających na placu szkolnym. Nie bez znaczenia był też fakt, że pomiędzy drzewami znajdowała się kapliczka wpisana do rejestru zabytków.

– Mieszkańcy obawiali się, że warunki atmosferyczne (m. in. wichury występujące w ostatnim czasie) spowodują powalenie drzew lub złamanie gałęzi. Duży rozmiar drzew, ich zły stan zdrowotny i lokalizacja mogłyby wyrządzić wiele szkód mieniu i osobom, znajdujących się w ich pobliżu. Na podstawie ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody oraz ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. KPA, zostało przeprowadzone postępowanie administracyjne. Projekt decyzji ws. wycięcia drzew został uzgodniony z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. Potwierdzono, że drzewa stwarzają realne niebezpieczeństwo z powodu ich stanu zdrowotnego – wyjaśniła Marlena Pietruś z Urzędu Gminy Tryńcza.

DP


 

W oczekiwaniu na twardy lockdown

0

Początkiem minionego tygodnia Prezydent RP wspólnie z rządem wieszczyli szybki rozwój pandemii, a co za tym idzie wprowadzenie daleko posuniętych obostrzeń, chociaż w ubiegły poniedziałek odnotowano10 896 nowych zakażeń, a we wtorek 14 396. Pod postem zamieszczonym we wtorek na fb profilu Gazety Jarosławskiej zapowiadającym wprowadzenie obostrzeń szybko pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy wyrażających frustrację, niepokój ale też pokazujących, że większość nie wierzy podawanym komunikatom.

 

Lockdown na obszarze całego kraju miał przyjść gdy liczba zakażeń przekroczy 25 tysięcy. W środę było ich już 25 052. W czwartek 27 278. Kolejne dni przynosiły liczby na podobnym poziomie. Od soboty weszły daleko idące obostrzenia w całym kraju, a minister zdrowia zapowiedział, że jeśli sytuacja się nie ustabilizuje, to grozi nam zamknięcie wszystkiego.

 

– Nie ma znaczenia jaka liczba „Zakażeń” wypadnie, i tak zrobią co zechcą. Bawią się nami według swojego widzimisię – Taki komentarz pod naszym postem zamieściła Iwona w miniony wtorek. – Jeśli w najbliższy czwartek liczba nowych zakażeń koronawirusem przekroczy 25 tysięcy grozi nam kolejny, krajowy lockdown a, że już wiadomo, że przekroczy,bo przecież nie może być normalnie… – dodawała Dagmara.

– To przez następne 3 tygodnie wirus będzie bardziej zarażał? A później już nie. No spoko. Fajnie jesteście dogadani z wirusem – komentował Kuba już po ogłoszeniu obostrzeń.

W sobotę pojawiła się informacja, że pobiliśmy dwa dramatyczne rekordy od początku pandemii. W szpitalach była najwięcej pacjentów chorych na COVID-19. Największa była też liczba osób pod respiratorami. Polska znalazła się w czołówce państw z największą ilością zachorowań i zgonów w przeliczeniu na milion mieszkańców.

Komunikaty dotyczące naszego regionu stawały się coraz tragiczniejsze. We wtorek w powiecie jarosławskim przypadało 1,1 zakażonego na 10 tysięcy mieszkańców. Gorzej było w powiecie przeworskim. Tam wypadało 5. W środę było odpowiednio 4,3 i 5,5. W czwartek na prowadzenie wysunął się powiat jarosławski z liczbą prawie 10 zakażonych. W przeworskim był 7,5. W kolejnych dniach liczby się utrzymywały. W niedzielę zaczęły powoli spadać, ale utrzymywały się na wysokim poziomie. W podsumowaniu powiat jarosławski zajmował trzecie miejsce w województwie po Rzeszowie i powiecie rzeszowskim. Powiat przeworski był na średnim poziomie województwa.

 

Zamknięcie

Od 20 marca do 9 kwietnia w całej Polsce swoją działalność muszą zawiesić:

hotele (wyjątkiem są m.in. hotele robotnicze, a także noclegi świadczone w ramach podróży służbowych);

galerie handlowe – z wyjątkiem m.in.: sklepów spożywczych, aptek i drogerii, salonów prasowych, księgarni, sklepów zoologicznych i z artykułami budowlanymi. W galeriach handlowych nadal będą mogły działać m.in. usługi fryzjerskie, optyczne, bankowe, pralnie;

teatry, muzea, galerie sztuki (możliwa jest jednak organizacja prób i ćwiczeń, a także wydarzeń online);

kina (zakaz projekcji filmów dotyczy również domów i ośrodków kultury);

baseny (wyjątkiem są baseny w podmiotach wykonujących działalność leczniczą i dla członków kadry narodowej);

sauny, solaria, łaźnie tureckie, salony odchudzające, kasyna;

stoki narciarskie;

kluby fitness i siłownie;

obiekty sportowe (mogą działać wyłącznie na potrzeby sportu zawodowego i bez udziału publiczności).

Ze względów bezpieczeństwa, wszyscy uczniowie w Polsce – w tym także w klasach 1-3 – uczą się zdalnie. W całym kraju zalecana jest także pracę on-line – wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.

Wolno jeszcze się przemieszczać, ale rząd zapowiada, że stawia na bezpieczeństwo, a więc maksymalne ograniczane kontaktów i myśli w jaki sposób można zakazać podróżowania. Wprowadzony przy wcześniejszych obostrzeniach okazał się niezgodny z podstawowymi prawami zawartymi w Konstytucji. Orzekł to Naczelny Sąd Administracyjny. Można się spodziewać, że twardy lockdown pojawiający się w rządowych ostrzeżeniach będzie całkowitym zamknięciem z zakazem wychodzenia z domu bez ważnego powodu.

 

Niepewność i frustracja

Porównując obecne przestrzeganie obostrzeń z podobnym czasem z przed roku, widać że ludziom znudziła się już walka z koronawirusem. Z rozmów wynika, że nie wszyscy wierzą nie tylko w ilość zakażeń, czy jego zakaźność ale nawet w istnienie SARS-CoV-2. Czytelnicy interweniują także w sprawie przestrzegania obostrzeń. Zwracają uwagę na załadowane do pełna autobusy, kościoły w których jest znacznie więcej niż wyznaczona norma wiernych, ludzi którzy maseczek nie mają zamiaru nosić. – Nikt tego nie sprawdza. Wprowadzają zakazy i nawet sami do nich się nie stosują – komentują. Do tego dochodzą sprzeczne informacje i niepewność. Właściciele zamykanych firm narzekają, że pozostawiono ich na lodzie. Rząd zapewnia, że pomoc płynie.

Trwająca już rok pandemia spowodowała potężny bałagan informacyjny. Wśród zwykłych ludzi panuje przekonanie, że przynajmniej część obostrzeń wprowadzono według widzimisię decydujących, a to pociąga za sobą obchodzenie zakazów. Ludzie żyją w niepewności. Sfrustrowani działaniami, które miały dać efekty, a nic nie przyniosły. Słychać tylko o kolejnych zakażonych i coraz częściej ktoś ze znajomych trafia do szpitala.

erka/fot. DP

 

 

 

 

Basen już zmodernizowany

0

Zakończył się drugi etap modernizacji krytej pływalni w Przeworsku. – Mam nadzieję, że efekty przeprowadzonych prac zrekompensują użytkownikom czas niedostępności pływalni – mówi burmistrz Leszek Kisiel.

 

Obiekt będzie otwarty, gdy zostaną zniesione obostrzenia związane z koronawirusem. Przeprowadzone prace dotyczyły zaplecza sanitarnego oraz szatni, które od ponad 20 lat nie były remontowane. Wymienione zostały między innymi okładziny podłogowe i ścienne w szatniach i sanitariatach. Powstała też nowa instalacja wodociągowa, zamontowane zostały nowe urządzenia sanitarne i armatury, a także kabiny przebieralni. Modernizacja kosztowała 209 410,14 zł. Dodatkowo Szkoła Podstawowa nr 1 w której mieści się pływalnia zakupiła pompy DDE i suszarki do włosów, wykonała nową instalację do dezynfekcji stóp oraz uruchomiła Elektroniczny System Obsługi Klienta. – Wykonano wieszaki do szatni, ławki na nieckę, ladę dla kasjerów, pomalowano pomieszczenia pływalni, zakupiono lustra, poręcze i krzesła dla osób niepełnosprawnych. Remont przeprowadziła firma Krzysztofa Balawendra Usługi Remontowo – Budowlane ze Studziana – informują w przeworskim magistracie. W 2019 roku podczas pierwszego etapu modernizacji wyremontowano między innymi nieckę basenową.