Strona główna Blog Strona 22

Wielkie emocje w Pruchniku

0

Przez dwa dni – 22 i 23 lutego – w hali sportowej SP nr 1 w Pruchniku rozgrywany był X Międzynarodowy Turniej Piłki Ręcznej o Puchar Burmistrza Pruchnika śladami Miłosza Wałacha.  Rywalizacja toczona w dwóch kategoriach wiekowych była bardzo emocjonująca i dostarczyła widzom dużo wrażeń. – Gratuluję wszystkim zespołom, które przyjęły nasze zaproszenie. Wielkie brawa za sportową walkę – mówił Waldemar Wańkowicz, trener ekipy z Pruchnika, nauczyciel SP 1 w Pruchniku, inicjator i główny organizator turnieju.

Na boisku rywalizowały młodziczki – U 15 (6 drużyn) i młodziczki U -13 ( 5 drużyn) – w sumie w Pruchniku zagrało aż 158 zawodniczek.  Wydarzenie honorowym patronatem objął Starosta Jarosławski Kamil Dziukiewicz a patronat medialny sprawowały Gazeta Jarosławska oraz Telewizja POD 24. W starszej kategorii triumfował zespół z Lublina, a tuż za nim uplasowała się drużyna SPR JKS San Jarosław. W młodszej kategorii najlepsze były gospodynie, team UKS Jedynka Pruchnik. W ceremonii zakończenia turnieju udział wzięli: Krzysztof Cebulak – wicestarosta jarosławski, Jacek Moskalczyk – prezes Podkarpackiego Wojewódzkiego Związku Piłki Ręcznej, Stanisław Kłopot – burmistrz Pruchnika, Robert Grządziel – sekretarz Gminy Pruchnik, Magdalena Długosz – dyrektor SP nr 1 w Pruchniku. Podczas zawodów nie zabrakło Grzegorza Wałacha, ojca Miłosza Wałacha, wychowanka pruchnickiej Jedynki, reprezentanta Polski, aktualnie zawodnika RK Vardar 1961 z Macedonii Północnej. Turniej sędziowali: Mirosław Kowalski i Jakub Wańkowicz, a sędziami stolikowymi byli: Karol Długosz i Nikodem Szkoła. Opiekę medyczną sprawował Robert Pszonak, zaś konferansjerkę Wiktor Jarosz. – Dziękujemy wszystkim instytucjom, darczyńcom, sponsorom za pomoc. Serdecznie dziękujemy rodzicom zawodniczek zaangażowanym w organizację turnieju.  Dziękujemy również wszystkim pracownikom szkoły, którzy pomagali nam w organizacji turnieju – podsumował W. Wańkowicz.

 

Młodziczka – U15

 Grupa A

UKS Jedynka Pruchnik – UKS Tempo Cmolas 20:18

UKS Jedynka Pruchnik – MKS Lublin 9:16

KS Tempo Cmolas – MKS Lublin 17:25

Grupa B

SPR JKS San Jarosław – Weres Lubień Wielki 18:12

Akademia Ręczniaków JBS Mielec – Weres Lubień Wielki 21:11

SPR JKS San Jarosław – Akademia Ręczniaków JBS Mielec 12:10

I półfinał: MKS Lublin – Akademia Ręczniaków JBS Mielec 21:14

II półfinał: UKS Jedynka Pruchnik – SPR JKS San Jarosław 9:14

O V miejsce: KS Tempo Cmolas – Weres Lubień Wielki 14:7

O III miejsce: UKS Jedynka Pruchnik – Akademia Ręczniaków JBS Mielec 18:11

Finał: SPR JKS San Jarosław – MKS Lublin 10:22

  1. MKS Lublin
  2. JKS SAN Jarosław
  3. UKS Jedynka Pruchnik
  4. Akademia Ręczniaków JBS
  5. KS Tempo Cmolas
  6. Lubień Wielki (Ukraina)

 

Zawodniczki wyróżnione

Najlepsza zawodniczka turnieju – Paluszek Amelia – Lublin

Najlepsza bramkarka turnieju – Nikola Rząsa – Jarosław

Najskuteczniejsza zawodniczka turnieju – Ewelina Pachucka – Cmolas

Najbardziej waleczna zawodniczka turnieju – Liliana Jedlińska- Pruchnik

 

Młodziczka – U13

UKS Jedynka Pruchnik – SPR JKS San Jarosław 21:4

SPR Handball Rzeszów – Weres Lubień Wielki 16:9

SPR JKS San Jarosław – KS Tempo Cmolas 2:14

SPR Handball Rzeszów – UKS Jedynka Pruchnik 11:24

Weres Lubień Wielki – KS Tempo Cmolas 9:8

SPR JKS San Jarosław – SPR Handball Rzeszów 10:21

KS Tempo Cmolas – UKS Jedynka Pruchnik 4:20

Weres Lubień Wielki – SPR JKS San Jarosław 13:7

KS Tempo Cmolas – SPR Handball Rzeszów 12:12 (k. 0:2)

UKS Jedynka Pruchnik – Weres Lubień Wielki 23:9

 

  1. UKS Jedynka Pruchnik
  2. SPR Handball V LO Rzeszów
  3. Weres Lubień Wielki (UA)
  4. KS Tempo Cmolas
  5. JKS SAN Jarosław

 

Zawodniczki wyróżnione

Najlepsza zawodniczka turnieju – Paluszek Amelia – Lublin

Najlepsza bramkarka turnieju – Nikola Rząsa – Jarosław

Najskuteczniejsza zawodniczka turnieju – Ewelina Pachucka – Cmolas

Najbardziej waleczna zawodniczka turnieju – Liliana Jedlińska – Pruchnik

 

 

 

 

Pamięć, sport i wspólnota pokoleń

0

To był dzień pełen emocji, wzruszeń i sportowej rywalizacji. W niedzielę, 1 marca, odbyła się XII edycja Biegu Tropem Wilczym – Pamięci Braci Cieślów i Braci Olejarków i przeszła do historii jako wydarzenie, które po raz kolejny zjednoczyło mieszkańców regionu.

Z roku na rok inicjatywa organizowana na terenie Gminy Przeworsk przyciąga coraz więcej uczestników. To nie jest zwykły bieg. To spotkanie ludzi, dla których sport łączy się z historią, patriotyzmem i lokalną wspólnotą.

Wydarzenie otworzyła dyrektor Gminny Ośrodek Kultury w Przeworsku Justyna Solarz. Następnie głos zabrali: Zastępca Wójta Gminy Przeworsk Teresa Wielgos oraz ks. proboszcz Kazimierz Jurczak.

Przed każdym biegiem wspólnie odśpiewano hymn narodowy, nadając wydarzeniu podniosły charakter. Jeszcze przed startem uczestnicy mogli obejrzeć wystawę umundurowania i militariów Wojska Polskiego, przygotowaną przez lokalnych pasjonatów historii. Na mecie na zawodników i kibiców czekała zimowa herbata oraz tradycyjna grochówka, co dodatkowo podkreśliło rodzinny i integracyjny charakter wydarzenia. Organizatorzy zadbali o to, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Na starcie stanęli zarówno doświadczeni biegacze, jak i najmłodsi zawodnicy. Do wyboru były następujące dystanse: 9 km – dystans główny, wymagający, z podziałem na kategorie wiekowe i prawdziwą walką o podium; 1963 m – symboliczny bieg pamięci, łączący pokolenia i umożliwiający udział każdemu, niezależnie od formy sportowej oraz 480 m – krótki, ale pełen emocji dystans dla dzieci, które pokazały ogromne serce do rywalizacji. To właśnie ta różnorodność sprawia, że wydarzenie łączy całe rodziny – od najmłodszych po seniorów.

Ceremonia dekoracji była wyjątkowym momentem. Medale wręczali przedstawiciele władz samorządowych różnych szczebli oraz osoby zaangażowane w życie lokalnej społeczności.

W biegu na dystansie 9 km w kategorii OPEN, wśród kobiet najszybsze były: Ewa Tomczyk (39:35), Elżbieta Wojturska (43:39) oraz Katarzyna Hawro (45:06). Wśród mężczyzn – Bartosz Ceberak (31:14), Maciej Kiper (33:49) oraz Mateusz Buryło (33:58). Na dystansie 1963 m w kategorii OPEN wśród kobiet najszybsze były: Dominika Lorenc (07:32), Karolina Buryło (08:03) i Agnieszka Łopuch (08:34). Wśród mężczyzn – Kamil Hałoń (06:14), Maksymilian Dec (07:17) oraz Jan Kasperski (07:40). W biegu na 480 metrów dla najmłodszych najszybsi byli: Michał Kondub (01:50), Aleksander Machura (01:52) oraz Tymon Kluz (01:53). Najmłodszym zawodnikiem został Ignaś Podolak, natomiast najstarszą uczestniczką – Zofia Biała.

Organizacja wydarzenia nie byłaby możliwa bez wsparcia sponsorów, partnerów oraz zaangażowania samorządu i lokalnych instytucji. Współpraca władz Przeworsk, jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych, harcerzy oraz instytucji kultury po raz kolejny pokazała, że w jedności tkwi siła.

XII edycja biegu udowodniła, że tradycja w Gminie Przeworsk ma się doskonale – a liczba uczestników rośnie z każdym rokiem.

DP/GOK Przeworsk

 

Historia i sport w jednym rytmie

0

Bieg Tropem Wilczym to wyjątkowe wydarzenie, które łączy aktywność fizyczną z patriotyczną refleksją i oddaniem hołdu Żołnierzom Wyklętym. Po raz kolejny również w Jarosławiu mieszkańcy licznie włączyli się w tę inicjatywę.

Niedzielny bieg poprzedziły uroczystości przy pomniku majora Władysława Koby. Następnie uczestnicy stanęli na starcie, pokazując, że pamięć można wyrażać także poprzez wspólne, aktywne świętowanie.

Najpierw wystartował bieg na symbolicznym dystansie 1963 m, a następnie bieg na 4 km z pomiarem czasu. Meta obu tras znajdowała się na jarosławskim Rynku, gdzie na uczestników czekały medale, ciepły poczęstunek i wspólne zdjęcie. Nagrody biegaczom wręczyli burmistrz Miasta Jarosławia Marcin Nazarewicz, zastępca Burmistrza Magdalena Lehnart oraz prezes Jarosławskiej Grupy Biegowej „Sokół” Jacek Maślanka.

Łącznie wydano 300 pakietów startowych – aż 300 uczestników uczciło pamięć bohaterów aktywnie i z ogromnym zaangażowaniem. W biegu udział wzięły zarówno dzieci, jak i dorośli – często były to całe rodziny, które wspólnie, ramię w ramię, pokonywały kolejne metry trasy. Licznie zgromadzona publiczność gorąco dopingowała biegaczy.

DP/fot. org.

 

Dla komfortu i bezpieczeństwa

0

We wtorek, 24 lutego, do Gminy Gać dostarczony został nowy 9-cio miejscowy samochód (8+1), przystosowany do przewozu osób z niepełnosprawnościami.

Pojazd umożliwia przewóz 9 osób wraz z kierowcą lub 6 osób wraz z kierowcą oraz 1 osoby na wózku inwalidzkim. Zakup pojazdu był możliwy dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach „Programu wyrównywania różnic między regionami III” – obszar D (likwidacja barier transportowych). W ramach realizacji umowy zawartej ze Starostą Przeworskim zakupiono samochód Toyota Proace Verso Long Business 144, rok produkcji 2026, przystosowany do przewozu osób z niepełnosprawnościami.

Samochód wyposażony jest m.in. w: komplet pasów bezpieczeństwa na wszystkich siedzeniach, uchwyt wejściowy ułatwiający wsiadanie i wysiadanie z pojazdu, dodatkowy obniżony stopień wejściowy oraz podłogę pokrytą wykładziną antypoślizgową. Całkowita wartość zakupu to ponad 194 tys. zł. Dofinansowanie ze środków PFRON wyniosło 151 tys. zł. Nowy pojazd znacząco poprawi dostępność transportową dla mieszkańców Gminy Gać oraz zwiększy komfort i bezpieczeństwo przewozu osób z niepełnosprawnościami.

DP/UG Gać

Podzielili się najcenniejszym darem

0
Adrian telefon otrzymał po 17 latach od rejestracji w bazie.

Oddanie szpiku kostnego to często jedyna szansa na życie dla osób chorujących na nowotwór. O tym, że warto rozważyć rejestrację w bazie dawców szpiku przekonują dwaj mieszkańcy naszego regionu, którzy w ostatnim czasie stali się dawcami i dali tym samym szansę swoim „bliźniakom genetycznym” na dalsze życie.

Damian uratował życie kobiecie z USA.

Damian Bajaś ma 32-lata. Jest pracownikiem Zakładu Aktywności Zawodowej, na co dzień spotkać można go w Galerii Przedmiotu na jarosławskim Rynku, gdzie jest kelnerem. Do pomocy innym nie trzeba było go namawiać. Jak opowiada, wszystko zaczęło się od honorowego oddawania krwi. Menadżerka kawiarni, w której pracuje, Dorota Wrucha, sama od lat oddaje krew i jest zarejestrowana w bazie dawców szpiku. To właśnie dzięki jej przykładowi Damian najpierw zaczął oddawać krew, a potem zdecydował się dołączyć do bazy, by uratować komuś życie.

Kiedy się zapisałem, pocztą przyszły pałeczki żeby pobrać wymaz. Później, gdy okazało się, że wszystko jest w porządku, zapisano mnie w bazie – opowiada Damian dodając, że później czeka się już na telefon z informacją o zgodności. W jego przypadku od zgłoszenia do telefonu, że ktoś potrzebuje jego szpiku, minęło zaledwie kilka miesięcy.

Niektórzy w ogóle nie dostaną takiego telefonu. Wtedy jednak trzeba się cieszyć, bo to znaczy, że tamta osoba, nasz „bliźniak genetyczny”, jest zdrowa i nie potrzebuje naszego szpiku. Dlatego z tej strony trzeba w sumie się cieszyć, że ten telefon nie dzwoni – tłumaczy Damian.

Jak opowiada mężczyzna, po tym, jak sam odebrał takie połączenie, wszystko potoczyło się szybko. Najpierw były badania krwi, tutaj na miejscu. Później trzeba było pojechać do najbliższej kliniki, która się tym zajmuje. Klinikę wybiera fundacja, Damian akurat był w Gliwicach. Tam przeszedł kolejne szczegółowe badania, czy wszystko na pewno się zgadza i czy jest zdrowy. Na koniec lekarz prowadzący przeprowadził z nim rozmowę, żeby upewnić się, czy dawca się zgadza i by rozwiać wszelkie jego wątpliwości odnośnie zabiegu. Gdy Damian potwierdził gotowość do bycia dawcą, lekarz pogratulował mu i zaprosił na termin pobrania.

Mój zabieg odbywał się w narkozie, miałem pobranie z talerza biodrowego, choć niektórzy mają pobierany szpik przez krew, bez konieczności usypiania. Jednego dnia zgłosiłem się, drugiego dnia był zabieg, a na trzeci dzień wyszedłem. Nic mnie nie bolało, odczuwałem jedynie lekkie skutki narkozy, tuż po przebudzeniu, ale to normalne. Nie bałem się samego zabiegu, lekko obawiałem się samej narkozy, bo poddawałem się jej pierwszy raz w życiu. Później nic mnie nie bolało, czułem jedynie miejsce wkłucia, ale tak minimalnie – relacjonuje zabieg Damian.

Mężczyzna zachęca do rejestracji w bazie. Sam nie chciał rozgłosu wokół tego, co zrobił, ale jeśli ma to zachęcić choć jedną osobę, która uratuje komuś życie, to doszedł do wniosku, że warto o tym mówić.

Drugi człowiek jest najważniejszy. Jeśli Bóg dał nam zdrowie, to możemy to wykorzystać, podzielić się nim i ten talent rozwinąć, a nie trzymać go tylko dla siebie. Rejestracja to drobna rzecz wobec tego, że można komuś uratować życie. By choć o 10 lat je komuś przedłużyć, to i tak warto. To druga osoba może wtedy spełnić swoje marzenia, być z rodziną – podsumowuje Damian, którego szpik pomógł kobiecie z USA.

Mężczyzna z dnia zabiegu zapamiętał też miłą niespodziankę, jaka czekała na niego w pokoju w dniu zabiegu. Była to kartka z podziękowaniem i dwa cukierki Rafaello. Jak wspomina, zrobiło mu się wtedy raźniej. A kartkę ma ze sobą do dziś. Na pamiątkę.

 

Nie wahał się ani chwili

Dawcą szpiku w ostatnim czasie został też asp. sztab. Adrian Klich z Komisariatu Policji w Kańczudze. Po około 17 latach od rejestracji jako dawca dowiedział się, że może zostać niespokrewnionym dawcą szpiku kostnego dla innej osoby. Decyzję o rejestracji w bazie dawców szpiku kostnego podjął kierując się chęcią pomocy innym.

To niewiele kosztuje, a może uratować komuś życie – podkreśla funkcjonariusz. Kiedy otrzymał informację o zgodności genetycznej z potrzebującym pacjentem, bez wahania potwierdził gotowość do oddania szpiku.

Tutaj również procedura poprzedzona była szczegółowymi badaniami oraz konsultacjami medycznymi. Samo pobranie szpiku odbyło się w wyspecjalizowanej placówce. Cały proces przebiegł sprawnie, a personel medyczny zapewnił mu pełne wsparcie i opiekę.

Komenda Powiatowa Policji w Przeworsku stawia postawę funkcjonariusza Klicha jako przykład najwyższych wartości, jakie przyświecają policyjnej służbie – empatii, odpowiedzialności i bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi. Oddanie szpiku kostnego to często jedyna szansa na życie dla osób chorujących na nowotwór. Funkcjonariusz zachęca wszystkich do rozważenia rejestracji w bazie dawców szpiku. Rejestracja nic nie kosztuje, a sam zabieg pobierania szpiku jest bezpieczny i bezbolesny. Być może ta decyzja sprawi, że ktoś otrzyma najcenniejszy dar – dar życia.

DP/fot. DP, KPP Przeworsk

 

 

 

 

Kłody spadły na drogę i uszkodziły most

0

Przeworscy policjanci pracowali na miejscu zdarzenia drogowego, do którego doszło na moście w Tryńczy. Z pojazdu ciężarowego na jezdnię spadły kłody drzewa uszkadzając elementy mostu.

W poniedziałek, 23 lutego tuż po godzinie 13, dyżurny przeworskiej jednostki otrzymał zgłoszenie o rozsypanych kłodach drewna na moście w Tryńczy, na drodze krajowej nr 77. Skierowani na miejsce policjanci przeworskiej drogówki ustalili, że 63-letni mieszkaniec powiatu lubaczowskiego, kierujący pojazdem ciężarowym marki Renault wraz z przyczepą ciężarową, nie zabezpieczył prawidłowo przewożonego ładunku. W trakcie hamowania drewno przesunęło się i spadło na drogę uszkadzając metalowe elementy mostu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. 63-latek został ukarany mandatem karnym. Funkcjonariusze, do czasu ponownego załadunku, kierowali ruchem drogowym oraz czuwali nad bezpieczeństwem użytkowników drogi.

DP/KPP Przeworsk

Wyjątkowe emocje na start Festiwalu

0

Za nami inauguracja Festiwalu Muzyki Fortepianowej im. Marii Turzańskiej w Jarosławiu.

Pierwszy z koncertów odbył się w sobotę, 28 lutego. Wydarzenie oficjalnie otworzyła zastępca burmistrza miasta Magdalena Lehnart. W sali koncertowej Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Jarosławiu publiczność przeżyła niezapomniane spotkanie literatury i muzyki w artystycznym projekcie „Planet LEM”, który swoją premierę miał we wrześniu ubiegłego roku. Fragmenty „Solaris” autorstwa Stanisława Lema wybrzmiały w znakomitej interpretacji aktora filmowego i teatralnego Roberta Więckiewicza. Warstwę muzyczną stworzyli muzycy Łukasz Ojdana, Maciej Garbowski i Krzysztof Gradziuk. Improwizacje w wykonaniu trio RGG nadały całości głębi, napięcia i niepowtarzalnej atmosfery. Była to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów jazzu i literatury science fiction, ale też m.in. filozofii poznania.

Wieczór zakończył się pamiątkowymi zdjęciami, autografami oraz rozmowami z artystami.

Kolejne muzyczne spotkania w ramach festiwalu już za kilka dni. W czwartek, 5 marca, o godz. 18.00 będzie miał miejsce „Wieczór na dwa fortepiany”. Wystąpią Łukasz Stanisławczyk oraz Jakub Międlar – wstęp wolny! Dwa dni później, 7 marca, odbędzie się koncert finałowy – „Wieczór z Bel Canto”. Wystąpi sopranistka Edyta Piasecka z kwintetem. Bilety w cenie 50 zł.

Organizatorami wydarzenia są: Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu i Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Jarosławiu pod patronatem honorowym Burmistrza Miasta Jarosławia.

DP/fot. UM Jarosław

Mateusz „podbił” Wiedeń

0

Pod koniec lutego w Wiedniu odbył się Międzynarodowy 41. Akordeonowy Konkurs VAMÖ (Internationaler 41. VAMÖ Akkordeon Wettbewerb). W gronie nagrodzonych znalazł się m.in. Mateusz Kałamarz, członek Zespołu wokalno-instrumentalnego Bella-Voce ze Studziana.

W konkursie, który od lat przyciąga utalentowanych muzyków z wielu krajów, wyjątkowego osiągnięcia dokonał mieszkaniec gminy Przeworsk, członek Zespołu wokalno-instrumentalnego Bella -Voce ze Studziana. Mateusz Kałamarz, bo o nim mowa, zajął I miejsce w kategorii 15-18 lat. Utalentowany młody artysta jest uczniem Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Artura Malawskiego w Przemyślu w klasie akordeonu. Swoją przygodę z instrumentem rozpoczął w wieku 5 lat. Do konkursu przygotowywał się pod kierunkiem Sławomira Wilka.

Mateuszowi ogromnego sukcesu pogratulowali już w mediach społecznościowych m.in. Starosta Przeworski oraz Gmina Przeworsk.

DP/fot. FB ZPSM w Przemyślu

Dzień pełen refleksji

0

W niedzielę, 1 marca, mieszkańcy Jarosławia już po raz kolejny włączyli się w ogólnopolskie obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Był to dzień pełen refleksji i wzruszeń, łączący pamięć historyczną z aktywnością sportową.

Uroczystości rozpoczęły się złożeniem kwiatów pod tablicą upamiętniającą ofiary represji Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z lat 1944–1956. Następnie w Bazylice oo. Dominikanów została odprawiona Msza Święta w intencji „Żołnierzy Wyklętych”. Oficjalna część obchodów odbyła się pod pomnikiem mjr. Władysława Koby, gdzie oddano hołd bohaterom

W wydarzeniu – obok organizatorów, burmistrza Miasta Jarosławia Marcina Nazarewicza i starosty Powiatu Jarosławskiego Kamila Dziukiewicza– uczestniczyli przedstawiciele parlamentu, władz samorządowych województwa i powiatu oraz radni miejscy na czele z przewodniczącym RM Piotrem Kozakiem. Nie zabrakło także przedstawicieli jednostek organizacyjnych i instytucji publicznych, prezesów i reprezentantów spółek miejskich, komendantów i funkcjonariuszy służb mundurowych, przedstawicieli wojska, którzy uświetnili uroczystość salwą honorową oraz harcerzy. W uroczystości uczestniczyła także młodzież ze sztandarami szkół wraz z opiekunami oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy. Na zakończenie odbył się bieg ulicami miasta.

DP/UM Jarosław, Powiat Jarosławski

Podróżniczka, która wyprzedziła epokę

0

W historii rodu Dzieduszyckich nie brakowało kobiet odważnych, ciekawych świata i przekraczających granice wyznaczane przez obyczaj swojej epoki. Do tego grona należy m.in. hrabina Magdalena z Dzieduszyckich Morska czy Klementyna z Dzieduszyckich Szembekowa, lecz najbardziej wyrazistą postacią pozostaje Ewa z Koziebrodzkich Dzieduszycka (1879–1963), która była nie tylko niestrudzoną podróżniczką, lecz także wrażliwą obserwatorką i pisarką, potrafiącą swoje doświadczenia z podróży zamienić w literaturę.

Do Muzeum Dzieduszyckich w Zarzeczu, oddziału Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich, trafiły niedawno dwie książki jej autorstwa: „Wygnani z raju”. Szkic powieściowy z 1911 roku oraz zbiór opowiadań „Perła Pałacu” z 1913 roku, przekazane przez Związek Rodowy Dzieduszyckich herbu Sas. Muzealną bibliotekę wzbogaciło także najgłośniejsze dzieło pisarki: „Indie i Himalaje. Wrażenia z podróży”, wydane we Lwowie w 1912 roku, kupione na aukcji sztuki i przekazane do Muzeum przez Melanię Dzieduszycką, sekretarz ZRD.

Zakup tej książki był dla nas czymś więcej niż pozyskaniem cennego starodruku. To symboliczne przywrócenie pamięci o niezwykłej kobiecie, która miała odwagę przekraczać granice – geograficzne i obyczajowe. Chcemy, aby twórczość Ewy Dzieduszyckiej była dostępna w miejscu szczególnie związanym z historią rodu i aby mogła inspirować kolejne pokolenia – podkreśla Melania Dzieduszycka ze Związku Rodowego Dzieduszyckich.

To właśnie ta publikacja utrwaliła jej miejsce w historii jako pierwszej Polki, która opisała i udokumentowała podróż do Indii.

Cieszymy się z każdego kolejnego nabytku książkowego wzbogacającego zbiory Muzeum Dzieduszyckich w Zarzeczu, zwłaszcza gdy dotyczy on tak barwnych i ważnych postaci rodu. Publikacje Ewy Dzieduszyckiej pozwalają lepiej zrozumieć nie tylko historię rodziny, lecz także kulturę i wrażliwość epoki, w której żyła – podkreśla Konrad Sawiński, dyrektor Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich.

 

Wyruszała w kolejne podróże

Ewa Dzieduszycka urodziła się w Chłopicach koło Jarosławia jako córka Emilii z Głogowskich i hrabiego Władysława Koziebrodzkiego (1839–1893), właściciela majątku, weterana powstania styczniowego, posła do galicyjskiego Sejmu Krajowego i austriackiej Rady Państwa, a zarazem jednego z pionierów polskiego taternictwa. Jako prezes Towarzystwa Tatrzańskiego współtworzył środowisko nowoczesnej turystyki górskiej, przyjaźnił się z Henrykiem Sienkiewiczem, Adamem Asnykiem i Tytusem Chałubińskim, zdobywał alpejskie szczyty, a równocześnie był cenionym literatem i autorem sztuk teatralnych wystawianych w licznych teatrach, zwłaszcza amatorskich. Po śmierci rodziców Ewa i jej starsza siostra Anna wychowywały się w Kozłowie pod opieką Anieli Kielanowskiej, która zadbała o ich staranne wykształcenie – najpierw pod kierunkiem prywatnych nauczycieli, później w szkole sióstr niepokalanek w Jarosławiu.

W wieku 21 lat Ewa poślubiła Władysława Dzieduszyckiego, syna profesora filozofii, etyki i estetyki Uniwersytetu Lwowskiego Wojciecha Dzieduszyckiego i Seweryny z Dzieduszyckich. Jej mąż był znanym hodowcą koni arabskich, kontynuującym tradycję stadniny odziedziczonej po stryju Juliuszu Dzieduszyckim. Po ślubie małżonkowie zamieszkali w Jezupolu pod Stanisławowem, skąd Ewa wyruszała w kolejne podróże.

Najpierw były Tatry i Zakopane, gdzie pod okiem Mariusza Zaruskiego nauczyła się jazdy na nartach, sportu dopiero zdobywającego popularność wśród miłośników gór. Potem przyszły długie wędrówki: po Karpatach, a wreszcie po Himalajach. Razem z mężem i dziećmi przemierzała północną Afrykę, Palestynę, Grecję, Rumunię i Indie, łącząc rodzinne życie z niegasnącą ciekawością świata. Bywało jednak, że wyruszała samotnie przez dziką Czarnohorę, na wysokie górskie szczyty zdobywane w długiej sukni, z aparatem fotograficznym i notesem. Z tych podróży rodziły się reportaże i opowieści, które były publikowane m.in. na łamach „Wędrowca”, czasopisma „Świat” czy „Przekroju”.

Jako kobieta wywodząca się z wyższych sfer mogła pozwolić sobie na to, co dla wielu jej współczesnych pozostawało nieosiągalnym marzeniem – swobodę podróżowania i bezpośredniego poznawania świata. Właśnie tę wyjątkową perspektywę odnajdujemy w jej zapiskach – podkreśla Katarzyna Szarek, historyk sztuki, adiunkt Muzeum Dzieduszyckich w Zarzeczu.

Hrabina należała również do pierwszych Polek, które na początku XX wieku zaczęły jeździć na rowerze. Swój pierwszy kontakt z „dwoma kółkami” przeżyła we Lwowie, gdzie kupiła rower i w największej tajemnicy, by nie wywołać skandalu, uczyła się na nim jeździć. Jak wspomina w książce „Podróżniczka”, długa suknia utrudniała wsiadanie, dlatego spinała ją agrafkami, odsłaniając nogi – czego żadna szanująca się kobieta tamtych czasów nie czyniła.

Ewa Dzieduszycka przeżyła ponad osiemdziesiąt lat. Pod koniec życia, po złamaniu kości udowej, unieruchomiona powróciła do wspomnień, które w latach 1961–1963 spisała w formie pamiętnika. Przez długie dekady rękopis pozostawał w domowym archiwum, by dopiero współcześnie, w 2018 roku, ujrzeć światło dzienne pod tytułem „Podróżniczka”. Do wydania przygotowały go Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska i Dominika Dzieduszycka-Sigsworth, wnuczka i prawnuczka autorki, przywracając jej opowieść i głos kolejnym pokoleniom czytelników.

Ewa Dzieduszycka podróżowała inaczej – celebrowała krajobraz, zatrzymywała chwilę, kolekcjonowała wspomnienia zamiast laurów. Dopiero po latach mimochodem zanotowała, że była pierwszą kobietą na Grossvenedigerze. W chwili wejścia nie miało to znaczenia. Najważniejsze pozostawało odkrywanie świata i siebie.

Opr. DP/ fot. K. Szarek