Oddanie szpiku kostnego to często jedyna szansa na życie dla osób chorujących na nowotwór. O tym, że warto rozważyć rejestrację w bazie dawców szpiku przekonują dwaj mieszkańcy naszego regionu, którzy w ostatnim czasie stali się dawcami i dali tym samym szansę swoim „bliźniakom genetycznym” na dalsze życie.

Damian Bajaś ma 32-lata. Jest pracownikiem Zakładu Aktywności Zawodowej, na co dzień spotkać można go w Galerii Przedmiotu na jarosławskim Rynku, gdzie jest kelnerem. Do pomocy innym nie trzeba było go namawiać. Jak opowiada, wszystko zaczęło się od honorowego oddawania krwi. Menadżerka kawiarni, w której pracuje, Dorota Wrucha, sama od lat oddaje krew i jest zarejestrowana w bazie dawców szpiku. To właśnie dzięki jej przykładowi Damian najpierw zaczął oddawać krew, a potem zdecydował się dołączyć do bazy, by uratować komuś życie.
– Kiedy się zapisałem, pocztą przyszły pałeczki żeby pobrać wymaz. Później, gdy okazało się, że wszystko jest w porządku, zapisano mnie w bazie – opowiada Damian dodając, że później czeka się już na telefon z informacją o zgodności. W jego przypadku od zgłoszenia do telefonu, że ktoś potrzebuje jego szpiku, minęło zaledwie kilka miesięcy.
– Niektórzy w ogóle nie dostaną takiego telefonu. Wtedy jednak trzeba się cieszyć, bo to znaczy, że tamta osoba, nasz „bliźniak genetyczny”, jest zdrowa i nie potrzebuje naszego szpiku. Dlatego z tej strony trzeba w sumie się cieszyć, że ten telefon nie dzwoni – tłumaczy Damian.
Jak opowiada mężczyzna, po tym, jak sam odebrał takie połączenie, wszystko potoczyło się szybko. Najpierw były badania krwi, tutaj na miejscu. Później trzeba było pojechać do najbliższej kliniki, która się tym zajmuje. Klinikę wybiera fundacja, Damian akurat był w Gliwicach. Tam przeszedł kolejne szczegółowe badania, czy wszystko na pewno się zgadza i czy jest zdrowy. Na koniec lekarz prowadzący przeprowadził z nim rozmowę, żeby upewnić się, czy dawca się zgadza i by rozwiać wszelkie jego wątpliwości odnośnie zabiegu. Gdy Damian potwierdził gotowość do bycia dawcą, lekarz pogratulował mu i zaprosił na termin pobrania.
– Mój zabieg odbywał się w narkozie, miałem pobranie z talerza biodrowego, choć niektórzy mają pobierany szpik przez krew, bez konieczności usypiania. Jednego dnia zgłosiłem się, drugiego dnia był zabieg, a na trzeci dzień wyszedłem. Nic mnie nie bolało, odczuwałem jedynie lekkie skutki narkozy, tuż po przebudzeniu, ale to normalne. Nie bałem się samego zabiegu, lekko obawiałem się samej narkozy, bo poddawałem się jej pierwszy raz w życiu. Później nic mnie nie bolało, czułem jedynie miejsce wkłucia, ale tak minimalnie – relacjonuje zabieg Damian.
Mężczyzna zachęca do rejestracji w bazie. Sam nie chciał rozgłosu wokół tego, co zrobił, ale jeśli ma to zachęcić choć jedną osobę, która uratuje komuś życie, to doszedł do wniosku, że warto o tym mówić.
– Drugi człowiek jest najważniejszy. Jeśli Bóg dał nam zdrowie, to możemy to wykorzystać, podzielić się nim i ten talent rozwinąć, a nie trzymać go tylko dla siebie. Rejestracja to drobna rzecz wobec tego, że można komuś uratować życie. By choć o 10 lat je komuś przedłużyć, to i tak warto. To druga osoba może wtedy spełnić swoje marzenia, być z rodziną – podsumowuje Damian, którego szpik pomógł kobiecie z USA.
Mężczyzna z dnia zabiegu zapamiętał też miłą niespodziankę, jaka czekała na niego w pokoju w dniu zabiegu. Była to kartka z podziękowaniem i dwa cukierki Rafaello. Jak wspomina, zrobiło mu się wtedy raźniej. A kartkę ma ze sobą do dziś. Na pamiątkę.
Nie wahał się ani chwili
Dawcą szpiku w ostatnim czasie został też asp. sztab. Adrian Klich z Komisariatu Policji w Kańczudze. Po około 17 latach od rejestracji jako dawca dowiedział się, że może zostać niespokrewnionym dawcą szpiku kostnego dla innej osoby. Decyzję o rejestracji w bazie dawców szpiku kostnego podjął kierując się chęcią pomocy innym.
– To niewiele kosztuje, a może uratować komuś życie – podkreśla funkcjonariusz. Kiedy otrzymał informację o zgodności genetycznej z potrzebującym pacjentem, bez wahania potwierdził gotowość do oddania szpiku.
Tutaj również procedura poprzedzona była szczegółowymi badaniami oraz konsultacjami medycznymi. Samo pobranie szpiku odbyło się w wyspecjalizowanej placówce. Cały proces przebiegł sprawnie, a personel medyczny zapewnił mu pełne wsparcie i opiekę.
Komenda Powiatowa Policji w Przeworsku stawia postawę funkcjonariusza Klicha jako przykład najwyższych wartości, jakie przyświecają policyjnej służbie – empatii, odpowiedzialności i bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi. Oddanie szpiku kostnego to często jedyna szansa na życie dla osób chorujących na nowotwór. Funkcjonariusz zachęca wszystkich do rozważenia rejestracji w bazie dawców szpiku. Rejestracja nic nie kosztuje, a sam zabieg pobierania szpiku jest bezpieczny i bezbolesny. Być może ta decyzja sprawi, że ktoś otrzyma najcenniejszy dar – dar życia.
DP/fot. DP, KPP Przeworsk

