Strona główna Blog Strona 214

Oszukani przez wójta?

0

Fundacja Nasza Scheda domaga się uregulowania przez Gminę Adamówka 15 tys. zł jako wsparcia w organizacji obozu sportowego i półkolonii, które odbyły się w sierpniu ubiegłego roku. Władze gminy twardo obstają, że nie mają żadnych zobowiązań finansowych wobec fundacji. Kto ma rację w tym sporze?

 

Fundacja Nasza Scheda z siedzibą w Cieplicach w ciągu ubiegłego roku zorganizowała m.in. rajd rowerowy, konkurs dla KGW, turniej „Dary lasu”, czy też obóz sportowy i letnie półkolonie. Organizacja dwóch ostatnich spowodowała nieporozumienie na linii Fundacja-Urząd Gminy. O co poszło? Jak nietrudno się domyśleć, o pieniądze. Tomasz Czubachowski, prezes Zarządu Fundacji Nasza Scheda mówi wprost, że czuje się oszukany przez reprezentującego Gminę Adamówka wójta Edwarda Jarmuziewicza.

Wójt uzgadniał ze mną wszystkie szczegóły i zgodził się na współfinansowanie, a jak już wszystko się odbyło, to się wyparł, że nic ze mną nie uzgadniał – twierdzi T. Czubachowski.

Chodzi o organizację sportowego obozu w Górnie (9-18.08.2021) oraz półkolonii w Adamówce (19-28.08.2021), na których organizację Fundacja Nasza Scheda pozyskała grantodawcę (Fundację LOTTO) i aplikowała o środki. Przed złożeniem wniosku zwrócili się do Urzędu Gminy w Adamówce z propozycją współfinansowania letniego wypoczynku, w którym miały uczestniczyć przede wszystkim dzieci z terenu gminy. Wnioski o dofinansowanie obozu i półkolonii złożono 5 lipca ub. r. Chodziło m.in. o dotacje w wysokości 10% dla każdego z wydarzeń (odpowiednio 3 tys. i 2,5 tys. zł) oraz o pokrycie kosztów transportu. W obozie wzięło udział 32 dzieci, a w półkoloniach – 50. Sądząc po fotorelacjach, uczestnicy byli zadowoleni. Problemy zaczęły się później. Pomimo, że Gmina Adamówka w swoich mediach społecznościowych najpierw informowała o planowanych przez fundację wydarzeniach, później udostępniała relacje z nich, a na plakatach znajdowała się informacja, że odbywają się one przy współpracy z Gminą, schody zaczęły się, gdy przyszło do rozliczeń finansowych. Prezes Fundacji Nasza Scheda twierdzi, że Wójt zgodził się wcześniej na wsparcie w postaci uregulowania kosztów transportu, 10% dotacji oraz pokrycia kosztów koszulek z logo Gminy Adamówka dla uczestników wypoczynku, a później się z tego wycofał.

 

Popłynęły pisma

Fundacja 16 września skierowała pismo do Urzędu Gminy w Adamówce, w którym zawarła zestawienie uzgodnionego wsparcia i prosiła o jak najszybsze jego uregulowanie. Łącznie chodziło o 15 tys. zł – 5 tys. za obóz i 10 tys. za półkolonie. Co ciekawe, uregulowany został jedynie transport na trasie Adamówka-Górzno-Adamówka. Fundacja zwróciła się z prośbą o interwencję do Starosty Przeworskiego oraz do Wojewody Podkarpackiego. Jak wynika z pism, w październiku wójt dwukrotnie informował o braku zobowiązań finansowych wobec fundacji. Na początku grudnia Nasza Scheda złożyła zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawa jest w toku. W tym samym czasie do Rady Gminy wpłynęła skarga na działalność wójta. Skargę rozpatrywano na sesji, która odbyła się 24 lutego. Radni uznali ją za bezzasadną.

 

Konieczny był wyjazd

Jak w ostatnich dniach poinformowała fundacja, w jej budżecie nadal brakuje 15 tys. zł. Jej prezes wyjechał nawet zarobkowo za granicę, by uregulować należności powstałe, według nich, wskutek niezapłacenia przez Gminę Adamówka obiecanych wcześniej kwot dofinansowania.

Na spotkaniu z radnymi 29 września padły deklaracje o polubownym załatwieniu sprawy po dostarczeniu kompletu dokumentów księgowych do dnia 2.10.21 r., co uczyniłem. Jednak później otrzymałem pismo odmowne. Ciekawe tylko dlaczego przy dofinansowaniu obozu sportowego Gmina Adamówka jednak zapłaciła PKS Leżajsk 7,5 tys. zł za transport? Po uzgodnieniu wszystkich szczegółów napisałem wniosek, jednak Wójt zwlekał i nie dostałem pisemnej odpowiedzi (chociaż zgodnie z KPA powinienem) i mój błąd, gdyż myślałem, że ma tu zastosowanie tzw. zgoda milcząca (po 30 dniach). Dlatego uważamy, że to jest po prostu oszustwo i dlatego zgłosiliśmy się do Prokuratury Rejonowej – wyjaśnia Prezes Zarządu Fundacji Nasza Scheda.

 

Nie mają zobowiązań

Według Urzędu Gminy Adamówka skarga fundacji pozbawiona jest podstaw prawnych i faktycznych i jest bezzasadna.

– Gmina Adamówka nie posiada jakichkolwiek zobowiązań finansowych wobec Fundacji ,,Nasza Scheda”. Gmina nie udzieliła fundacji jakiegokolwiek wiążącego ją wsparcia finansowego czy to w postaci pisemnej promesy czy też podjętej uchwały, która zawierałaby zobowiązanie Gminy Adamówka do partycypacji w kosztach organizacji przez Fundację ,,Nasza Scheda” obozu sportowego i półkolonii sportowych. Żaden przepis prawa nie obliguje Gminy Adamówka do udzielenia wsparcia finansowego fundacji w organizowaniu obozu czy półkolonii. Fundacja, jak sama przyznała, na organizację tego wypoczynku otrzymała stosowne wsparcie ze strony Fundacji LOTTO – tłumaczy Łukasz Kominko, sekretarz Gminy Adamówka.

 

Z organizacji imprez dla dzieci zrobił się problem ciągnący się miesiącami. Jak zakończy się ta sprawa? Na razie fundacja stara się uzbierać brakującą kwotę, również poprzez wpłaty mieszkańców na podany w Internecie numer konta. Ale jak zapowiadają jej członkowie będą domagać się, tego co według nich im się należy. Być może będzie to też lekcja na przyszłość, by unikać jakichkolwiek niejasności i mieć na wszystko potwierdzenie na papierze.

 

Dominika Prokuska

 

 

Krzyż bruśnieński w Woli Rzeplińskiej

0

Choć Wola Rzeplińska jest bardzo małą wioską i nie znajdziemu tu żadnego pałacu czy dworu, wioska może pochwalic się kilkoma kamiennymi krzyżami. Wszystkie są zadbane. Omawiany krzyż znajduje się przy drodze powiatowej, na wzniesieniu. Roztacza się stąd piękny widok na okoliczne miejscowości. Widać m. in. słynną Mechową Górę, najwyższe wzniesienie powiatu jarosławskiego. Od zachodu znajdują się lasy Łopuszki Wielkiej. Krzyż widoczny jest z daleka. Wiekowe lipy otulają go swymi konarami. Na krzyżu i obok niego widać   kolorowe kwiaty. Jest to kamienny krzyż bruśnieński. Wiele takich obiektów możemy znaleźć na terenie powiatu przeworskiego i jarosławskiego. Bogaci gospodarze zamawiali je i przywozili z ziemi lubaczowskiej, gdzie był słynny ośrodek kamieniarski. Ten powstał najpewniej jeszcze w XIX wieku. Posiada dwie ozdobne płyciny, jedna pod drugą. Nie można odczytać jednak nazwiska fundatora i daty jego powstania. Postać Jezusa Chrystusa, która wykuwana była na takich krzyżach musiała zostać zniszczona, gdyż obecnie przymocowany jest tam metalowy odlew. Obiekt otoczony jest opieką. – Krzyż ten nie jest jedynym krzyżem kamiennym na terenie Woli Rzeplińskiej. Uważam, że są to ważne miejsca w naszej miejscowości, o które trzeba dbać. Zajmuje się nim i maluję go. Zrobiłem też drewniane ogrodzenie wokół niego. Przynosimy tu z żoną kwiaty, by przystroić ten zabytkowy krzyż – mówi Zbigniew Pakuła, wieloletni sołtys Woli Rzeplińskiej. Kamienny krzyż, skrywa tajemnicę swego powstania. Jest symbolem wiary człowieka, który postanowił ufundować go na skraju tej niewielkiej wioski. Będąc w okolicy warto wybrać sie w to miejsce, nawet jeśli nie jest się pasjonatem historii. Widoki są naprawdę piękne i można pooddychac świeżym powietrzem.

 

Marcin Sobczak

Filia poróżniła radnych

0

Kiedy rok temu radni podejmowali decyzję o przekształceniu Szkoły Podstawowej w Cieplicach w Szkołę Filialną podporządkowaną organizacyjnie Szkole Podstawowej w Adamówce, wójt Gminy przewidywał, że z powodu niewielkiej liczby uczniów, placówka ta po roku może zostać całkowicie zlikwidowana.

 

Głównym powodem przekształcenia był fakt, że do szkoły w Cieplicach uczęszczało coraz mniej uczniów. Młodsze dzieci od września zostały w szkole filialnej, starsze kontynuowały już naukę w Szkole Podstawowej w Adamówce. Początkowo część rodziców protestowała przeciw tej decyzji, ale ostatecznie kuratorium wydało pozytywną opinię uzasadniając ją kwestiami finansowymi. Wójt Edward Jarmuziewicz zapewniał wtedy, że nie chce, by szkołę definitywnie zlikwidowano, jednak jeśli uczniów będzie coraz mniej, będzie musiało do tego dojść. Na sesji 28 lutego radni dyskutowali nad dalszymi losami szkoły. Sesja trwała blisko godzinę. Padały mocne argumenty, czy gminę stać na utrzymanie szkoły. Jeden z radnych zauważył, że przy obecnej sytuacji za wschodnią granicą, być może wkrótce będzie trzeba tam umieścić uczniów z Ukrainy.

– Poczekajmy jeszcze rok z tą likwidacją i zobaczmy, jak sytuacja się rozwinie, ta szkoła może okazać się potrzebna – było słychać z jednej strony. Dzień wcześniej odbyło się cieszące się dużą frekwencją spotkanie z mieszkańcami, z których większość była za pozostawieniem szkoły. Padały też głosy dotyczące komunikacji z oddaloną od Cieplic placówką.

– W Adamówce dzieci będą mieć lepsze warunki – argumentowali inni.

Ostatecznie uchwała w sprawie zamiaru przekształcenia Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Adamówce poprzez likwidację podporządkowanej jej organizacyjnie Szkoły Filialnej w Cieplicach nie uzyskała większości głosów – za było sześciu radnych, przeciw sześć, a jeden radny wstrzymał się od głosu. Wójt komentując decyzję Rady przyznał, że szanuje ją, ale kierował się poczuciem odpowiedzialności za los gminy, a według niego wcale nie będzie pozytywnych skutków tej uchwały, zwłaszcza pod względem finansowym.

 

DP

 

 

 

Kobiety i mężczyźni na dawnej fotografii

0

W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy Dzień Kobiet (8 marca) oraz Dzień Mężczyzn (10 marca). Z tej okazji Muzeum w Przeworsku w mediach społecznościowych opublikowało dawne fotografie kobiet i mężczyzn.

 

Zdjęcia pochodzą z bogatych zbiorów muzeum. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak kiedyś się ubierano, na co zwracano uwagę w swoim wyglądzie, jakie przedmioty były w codziennym użytku naszych przodków. Na pierwszej z fotografii widzimy pięć kobiet z II połowy XIX wieku. Jest to fotografia z kręgu rodziny Husarzewskich – pierwsza z lewej (stoi) i pierwsza z prawej (siedzi) to dwie siostry Husarzewskie: Jadwiga i Maria – ciotki Eleonory Husarzewskiej, żony księcia Andrzeja Lubomirskiego. Druga fotografia przedstawia mężczyzn sprzed 120 lat – są to członkowie Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Przeworsku podczas ćwiczeń z lancami. Zdjęcie datowane jest na ok. 1900 r.

 

Opr. DP, źródło: Facebook/Muzeum w Przeworsku

 

 

 

Bezpieczne przejścia za 200 tys. zł każde

0

Pięć nowych, bezpiecznych przejść dla pieszych ma powstać do końca maja na drogach zarządzanych przez Powiat Jarosławski. Po jednym będzie w Radymnie, Pruchniku i Laszkach. Dwa zaplanowano w Jarosławiu. Pieniądze na ten cel, w wysokości 1 miliona złotych, samorząd powiatowy pozyskał z funduszy rządowych, za pośrednictwem wojewody podkarpackiego.

 

– Wybór tych pięciu miejsc, gdzie powstaną „bezpieczne przejścia” nie był przypadkowy. W tych miejscach, tak jak w Radymnie czy Pruchniku, w ubiegłych latach dochodziło do wypadków śmiertelnych. Pozostałe to okolice szkół i sklepów. Zdarza się, że kierowcy zwłaszcza tam lubią niestety przekroczyć prędkość – wyjaśnia starosta jarosławski, Stanisław Kłopot.

Przejście w Radymnie będzie zlokalizowane przy ul. Złota Góra w pobliżu szkoły i przystanku autobusowego. W Pruchniku będzie koło szkoły. W Laszkach ma powstać w sąsiedztwie cmentarza i ośrodka szkolenia kierowców. W Jarosławiu jedno będzie na ul. Konfederackiej obok przystanku autobusowego i placówki pocztowej, drugie na ul. Żeromskiego w sąsiedztwie szkoły. Przejścia będą wyniesione nad powierzchnię jezdi i odpowiednio oświetlone.

– Jesteśmy już po procedurach przetargowych i podpisaniu umowy z wykonawcą. Inwestycja jest prowadzono w systemie„zaprojektuj i wybuduj” – wyjaśnia dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu, Paweł Tworek.

erka/Powiat jarosławski

 

Uchodźcza tragedia

0

By zobaczyć cierpienie, grozę i dramat rozgrywającej się tuż za naszymi granicami wojny nie trzeba jechać na Ukrainę. Wystarczy odwiedzić Halę Kijowska w Młynach. Setki ludzi zgromadzonych w punkcie recepcyjnym. Obraz dzieci tulących się do płaczących matek bardziej przemawia niż zniszczony czołg.

 

Odwiedziliśmy miejsca, w których zbierają się przekraczający granicę uchodźcy odwiedziliśmy w ubiegłym tygodniu. Jest znacznie mniej mężczyzn niż tydzień wcześniej. Hal wypełniona jest składanymi lóżkami zajętymi głównie przez matki z dziećmi. Są też starsze kobiety. Pomagają im wolnotariusze, terytorialsi, są też ratownicy medyczni i strażacy. Nad porządkiem czuwają patrole policji. Pod hale podjeżdżają autobusy. Przywożą kolejne grupy uciekających przed wojną, by odpoczęli w punkcie recepcyjnym, a potem znaleźli miejsce na dłuższy pobyt.

– Sytuacja jest dynamiczna. Trudno przewidzieć, jak będzie się rozwijać. Musimy dostosowywać się do warunków. Nie planować, tylko działać – mówi spotkany przy hali bryg. Krzysztof Kowal, komendant powiatowy PSP w Jarosławiu.

Nagromadzenie tylu ludzi, którym świat zawalił się na głowę robi przygnębiające wrażenie. Są wśród nich tacy, którzy liczą, że wojną się zakończy i wrócą, ale też tacy, którzy już nie mają do czego wracać. Starzy, młodzi i dzieci. Ciągły ruch, ale też wyczekiwanie. W punktach zorganizowanych w wiejskich domach kultury też smutno, ale znacznie spokojniej. W Chotyńcu spotykamy terytorialsów z 4 przeworskiej kompanii 34. Batalionu Lekkiej Piechoty w Jarosławiu. Pomagają uchodźcom i pilnują porządku.

Obraz wojny widziany przez pryzmat przygranicznych punktów dających odpoczynek, ciepły posiłek i miejsce do spania ludziom, którzy tyle co uciekli przez wojenną trwogą bardziej niż kolumny czołgów pokazuje ogrom cierpienia.

erka

Płyną dary. Uchodźcy znajdują dach nad głową

0

Jarosław stał się ważnym punktem przeładunkowym darów płynących z Europy oraz miejscem relokacyjnym dla uciekających przed wojną mieszkańców Ukrainy. Grupy uchodźców trafiają do województw w środkowej Polsce, a dary są segregowane, pakowane i jadą m.in. do Lwowa.

 

Pierwszy pociąg Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej zabrał w niedzielę 6 marca z jarosławskiego dworca około 300 osób. Drugim, podstawionym 8 marca wyjechało ponad 500 uchodźców. Te działania koordynują wspólnie marszałkowie województwa łódzkiego Grzegorz Schreiber i podkarpackiego Władysław Ortyl, którzy spotkali się podczas przygotowywania transportu. Z uchodźcami spotkali się też przedstawiciele lokalnych samorządów, w tym starosta jarosławski Stanisław Kłopot i lubaczowski Zenon Swatek. Marszałek Ortyl podkreślał, że cały czas apeluje do pozostałych regionów w kraju, aby pomagały w transporcie uchodźców z Podkarpacia.

– Jarosław nie ustaje w pomocy naszym wschodnim sąsiadom. Na prośbę mera Lwowa zorganizowaliśmy w mieście punkt przeładunkowy darów przekazywanych przez kraje Unii Europejskiej dla Ukrainy. Pierwszy transport wyruszył już z Jarosławia do Lwowa, kolejne będą wyjeżdżały w miarę przekazywanej pomocy – informował w ubiegłym tygodniu Waldemar Paluch, burmistrz Jarosławia dziękując wszystkim, którzy tak licznie włączyli się w akcję wsparcia dla Ukrainy. Dworzec jarosławski pełni od 8 marca rolę centrum przesiadkowego dla uchodźców docierających z Medyki i Hali Kijowskiej w Młynach. W ubiegłą środę około 1 200 osób wyjechało do Krakowa. – To głównie matki z dziećmi oraz osoby starsze, z przejść granicznych w Korczowej i Budomierzu. Wszyscy mieli możliwość odpoczynku, zjedzenia posiłku, zabrania prowiantu na drogę, a także uzyskania niezbędnych informacji m.in. o środkach transportu i miejscach docelowych – wymienia burmistrz. oprócz specjalnie zorganizowanych transportów uchodźcy korzystają z pociągów rejsowych. Organizowany jest także transport autobusowy.

Pomoc uciekającym przed wojną niosą w samym Jarosławiu dziesiątki wolontariuszy. Są wśród nich studenci Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno Ekonomicznej, samorządowcy, pracownicy instytucji podległych miastu i powiatowi, przedstawiciele służb i zwykli ludzie.

 

Napływa pomoc

– Namioty, agregaty prądotwórcze, leki, nowe buty i odzież. To między innymi trafiło wieczorem 10 marca z niemieckiego Salzlandkreis do powiatu jarosławskiego z myślą o pomocy Ukrainie i uchodźcom wojennym – wymienia starosta jarosławski S. Kłopot, dziękując niemieckiemu partnerowi za szybką i sprawnie zorganizowaną akcję.

Starosta zaznacza, że otrzymał zapewnienie o przygotowywaniu kolejnego transportu darów. W pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy włączają się także bardzo aktywnie samorządy powiatowe z całej Polski. Mirosław Gębski, starosta powiatu kieleckiego osobiście przywiózł do Jarosławia zebraną u siebie pomoc materialną. Wsparcie płynie z różnych stron. Nie sposób wymienić choćby tylko części organizacji, samorządów, instytucji i zwykłych ludzi, którzy przekazują różnoraką pomoc dla uciekających przed grozą wojny. Wszystkim, razem z reprezentantami miejscowych samorządów dziękujemy.

erka/UMWP, UM Jarosławia

 

 

 

 

 

 

Pomagajmy z głową

0

Zakres wsparcia organizowanego w Polsce dla mieszkańców uciekających z ogarniętej wojną Ukrainy jest ogromny. W większości jest to zasługa zwykłych ludzi. Przekazują pomoc materialną, biorą urlopy, by pomagać uchodźcom w odnalezieniu się w obcym państwie. Wspierają ich strażacy i żołnierze obrony terytorialnej. Nad pomocą czuwają samorządy. Wsparcie płynie ze strony państwa oraz fundacji i stowarzyszeń, ale rola wolontariuszy jest nie do przecenienia.

 

Pospolite ruszenie z pierwszych dni po wybuchu wojny zaczyna nabierać cech zorganizowanego działania. Widać już planowanie zakresu i rodzaju pomocy. Jeśli chcemy wesprzeć uchodźców i przekazać na ich rzecz pomoc materialną warto wcześniej sprawdzić, co jest potrzebne. Choćby z tego względu, że sytuacja jest dynamiczna i dostosowywana do warunków. Warto wcześniej sprawdzić, czego brakuje i jaką forma pomocy jest oczekiwana. Informacje o zakresie i rodzaju wsparcia znajdziemy na portalach społecznościowych, w apelach jednostek samorządowych oraz na stronach organizacji zajmujących się niesieniem pomocy uchodźcom. Aktualizowane informacje podaje Podkarpacki Urząd Wojewódzki. Na stronie internetowej powiatu jarosławskiego też znajdziemy uaktualnianie informacje dotyczące wsparcia i pobytu uchodźców.

Odwiedzając punkt recepcyjny w Hali Kijowskiej w Młynach widać, że cześć darów nie zostanie wykorzystana. Chodzi głównie o odzież i obuwie. Zgromadzono ich mnóstwo. Wiele ubrań jest w nienajlepszym stanie, a cześć nadaje się tylko na śmietnik. Wolontariusze i czuwający nad organizacją miejsc, w których uchodźcy są przyjmowani wiedzą, czego im brakuje. Najlepiej iść za ich podpowiedziami. W ubiegłym tygodniu wśród potrzebnych rzeczy wymieniano żywność z długim terminem przydatności do spożycia, środki czystości i higieny osobistej, ale brakowało też łóżek i innych elementów wyposażenia. Ciągle poszukiwani są wolontariusze.

Sytuacja na Ukrainie jest nieprzewidywalna. Wojna zbliżyła się do terenów leżących niedaleko granicy. Już znacznie ponad 1,5 mln uchodźców znalazło się w Polsce. Możliwe, że będzie ich o wiele więcej. Już pojawiają się głosy o mogącej wystąpić u nas katastrofie humanitarnej, dlatego tak ważne jest stworzenie zaplanowanej i kierowanej potrzebami pomocy. Pospolite ruszenie prowadzi do bałaganu, w którym część wsparcia się marnuje albo zbierane są produkty niepotrzebne.

erka

 

 

Stoi i straszy

0

Na os. Piłsudskiego stoi wrak samochodu osobowego. Nie tylko zajmuje miejsce, ale i stwarza zagrożenie.

 

O zdewastowanym pojeździe stojącym nieopodal sklepu poinformował nas jeden z Czytelników. Mężczyzna zwrócił uwagę, że stoi on tam całą zimę.

– To auto stoi tam już od dłuższego czasu. Nie ma szyb, ani tablic rejestracyjnych. Wokół jest pełno pokruszonego szkła – mówi mieszkaniec os. Piłsudskiego. – W listopadzie widziałem, jak samochód ten został załadowany na lawetę. Po chwili został z niej ściągnięty i postawiony w miejscu, w którym stoi do teraz. Nikt oprócz lokalnych wandali się nim nie interesuje. Przecież ten samochód już dawno powinien zostać wywieziony na złom – zwraca uwagę Czytelnik.

Mężczyzna nadmienia, że próbował już tym problemem zainteresować policję i straż miejską, jednak samochodu nie udało się wówczas usunąć. Ma nadzieję, że po publikacji artykułu, znajdzie się osoba, która zrobi z nim porządek.

 

EK

Od wojny nie da się uciec

0

Sofia jest uczennicą drugiej klasy technikum w ZSR w Zarzeczu. Zapewnia, że smacznie gotuje i chce swoje życie zawodowe związać z gastronomią. Mieszka w Łucku na Ukrainie. To miasto położone dość blisko granicy z Polską.

 

U nas spokojnie. Tylko 24 lutego, gdy zaczynała się wojna, atakowali lotnisko. Mama została z siostrą i małym bratem. Chciałaby uciec od wojny, ale ma dom, auto i jeśli to zostawi to rozkradną. Myślała, by sprzedać dom, ale teraz ceny są bardzo niskie. Ciocia z Kijowa przyjechała do Łucka, bo tam jest strasznie. Ludzie siedzą w schronach. Na ulicy czai się śmierć. Mam koleżankę, która chodzi do szkoły w Przeworsku, a jest z Chersonia. Ona nie może stamtąd wyjechać. Nie ma autobusów, ani pociągów. W Chersoniu już nawet dworca nie ma. Teraz mieszka na wsi. W Nowej Kachowce. Tam już jest Rosja. Kontaktuję się z nią telefonicznie. Ma 17 lat. Została z wujkiem i ciotką. Rodzice są w Niemczech. Starsza siostra w Kijowie. Chciałaby tu przyjechać. Tam strasznie. Całymi dniami siedzą w piwnicy. Nie mogą się ruszyć. Strzelają do ludzi. Zabierają prywatne samochody – opowiada Sofia.

Z Sofią rozmawialiśmy w ubiegłą środę. Wtedy działania wojenne toczyły się dość daleko od granicy z Polską. W niedzielę pojawiły się informacje o bombardowaniu okolic Jaworowa. To miasta leży w podobnej odległości od przejścia w Korczowej, jak Radymno. Wojna coraz bardziej się zbliża.

erka