Strona główna Blog Strona 215

Wojna zatrzymała uczniów

0

Po feriach wróciło do Zespołu Szkół Rolniczych w Zarzeczu 46 uczniów pochodzących z Ukrainy z 84. Prawie połowę zatrzymała wojna. To głównie mieszkający we wschodniej części kraju. Zostali odcięci od świata, a ich życie toczy się w schronach i piwnicach. Często pozbawionych prądu i żywności.

 

– Cześć z tych, co wrócili po feriach spędziła je u rodzin w Polsce. Ale są też uczniowie, którzy już ukończyli 18 lat i tylko napisali, że bardzo chcą wrócić, nie przerywać nauki, ale nie mogą, bo wzywa ich wojna. Mamy dziewczynę, która mieszka w Sumach. W tym mocno ostrzeliwanym miasteczku. Od kilku dni siedzi w piwnicy. Łączymy się z nią tylko telefonicznie. Nie chce stracić roku, ale nawet zdalnie nie może się z nami połączyć, bo Internetu nie ma – mówi Beata Klisz, dyrektor szkoły. W podobnej sytuacji są uczniowie z Odessy, Chersonia, Doniecka i Czernichowa.

– Jak na ogrom tragedii, która ich dotknęła, całkiem dobrze to znoszą. Jeden z wychowanków internatu wrócił w bardzo złym stanie psychicznym, ale z tego powodu, że przez 4 dni stał na granicy. Na szczęście pozbierał się po tym – dodaje dyrektor zaznaczając, że szkoła stara się włączać ich w normalne życie. – Nie wiem jak będzie z tymi, którzy wrócą z miejsc objętych ostrymi działaniami wojennymi. Czy otrząsną się z traumatycznych doświadczeń. Ostatnio jedna z naszych uczennic otrzymała informację, że blok, w którym mieszkała został całkowicie zniszczony. Trudno o normalność przy takim dramacie – podkreśla B. Klisz.

Wojna uderzyła w zarzecką szkołę i internat, w którym mieszkają także uczniowie uczęszczający do szkół w Przeworsku, nie tylko uniemożliwiając dojazd młodzieży z terenów zajętych przez walki. Placówka pomaga w organizacji przejazdu. Rodzice przejeżdżający z uczniami lub ich odwiedzający mogą liczyć na miejsce do zatrzymania się. – Były problemy z organizacją dojazdu. Brakowało biletów. Mieliśmy zamówiony autobus. Miał zabrać naszych uczniów zebranych we Lwowie. Przed wyjazdem kierowca zażądał 260 euro dodatkowo. Nie chciał innej waluty, tylko euro i to na miejscu. Stwierdził, że inaczej nie pojedzie. Zapłaciliśmy te pieniądze. Rodzice ze Lwowa się poskładali, ale zdenerwowanie było ogromne. Wszystko ustalone, zapłacone i nagle okazuje się, że zostajemy na lodzie. Było mnóstwo ogłoszeń, że ktoś bardzo chętnie przywiezie. Dzwonie i słyszę, że oczywiście pojedzie, jeśli dostanie 150 euro od osoby. Nie za kurs tylko od pasażera. Kolejny telefon i podobna odpowiedź. Na szczęście, ci którzy oczekiwali na transport dojechali. niektórym trzeba pomóc i tu mamy ludzi, którzy na pierwszym planie stawiają człowieka, a nie pieniądze – podsumowuje dyrektor.

 

Tocząca się za wschodnią granicą wojną dotarła do nas w różnych formach. Ludzkim obowiązkiem jest pomagać cierpiącym. Tym bardziej wtedy, gdy dramaty dotykają osoby chcące tylko spokojnie żyć. Przy chwytającej za serce pomocy niesionej uciekającym od kul spotykamy też jednostki widzące możliwość wykorzystania tragedii i szybkiego zysku. Na szczęście pomagających jest znacznie więcej niż żerujących na tragedii.

erka

 

Wybuch zrzucił mnie z krzesła

0

Siedemnastoletni Władek, albo bardziej po ukraińsku Wład mieszka w centrum Kijowa i jest uczniem drugiej klasy technikum żywienia w Zespole Szkół Rolniczych w Zarzeczu. Zanim po feriach dotarł do szkoły bezpośrednio otarł się o wojnę. W Kijowie zostawił ojca. Mama z siostrą wyjechały do Niemiec.

 

– Wszystko zaczęło się w nocy 24 lutego. Nie spałem. Usłyszałem, że coś się dzieje. Pomyślałem jakiś salut, albo petarda. Podszedłem do okna. W dali usłyszałem wybuchy. Mama też to usłyszała. Wstała. Zaczęła pakować walizki, by na wszelki wypadek być gotowym. Spakowałem plecak i wyszedłem na balkon. Zadzwoniłem do kolegi też z Kijowa. Rozmawiamy. On mówi, że też słychać wybuchy. Że coś się dzieje. Patrzę na niebo. Jest żółte i wtedy podmuch od wybuchu zrzucił mnie z krzesła. Zrozumiałem, że dzieje się coś złego – opowiada Wład.

Ranek przywitał go kolejkami, a z miasta nie było możliwości wyjechać. Po obiedzie pojawiły się patrole ukraińskiego wojska. – Ojciec powiedział, jeśli będzie w miarę spokojnie, pojedziemy wieczorem. Udało się i pojechaliśmy do Jasnogorodka, podkijowskiej wsi. Przez cztery noce słychać było czołgi, samoloty i bombardowanie. Ale w centrum wsi był spokój – opisuje młody mężczyzna. – W czwartą noc pilnowałem. Spałem w dzień, a w nocy czuwam, by jeśli będzie coś się dziać zbudzić wszystkich. Było cicho i spokojnie i to jest najstraszniejsze. Gdy widzisz, że się strzelają, to rozumiesz. A w ciszy i ciemności, to nie wiesz co może się zdarzyć – wspomina Wład. Z podziwem opowiada o ludziach tworzących samoobronę. – Oni dostali broń i pilnowali na granicy wioski. Na wsi mieli cztery karabiny, ale ochotników było o wiele więcej. Pamiętam wieczorem zadzwonili, że przez naszą wieś będzie jechać dużo tanków i rosyjskich samochodów. Chłopaki z samoobrony powiedzieli żeby się schować do piwnic, a oni spróbują coś z tym zrobić i może nie pozwolą na przejazd do Kijowa. I wyszło tak, że 4 osoby z karabinami i z 10 ochotników z koktajlami mołotowa zrujnowali 8 czołgów, spalili samochody. Nie przejechali. Tylko jeden czołg się przebił. Kilku Rosjan poszło za nim, ale pod kolejną wsią też stały takie chłopaki z karabinami i Rosjanie chyba już zrozumieli, że do Kijowa nie dojdą. Ukryli się w lesie. W nocy ten czołg zajechał na podwórko na skraju wsi i zaczął strzelać po posterunkach naszej samoobrony. Nie zrobił im nic złego, a naszym udało się w końcu podejść i też go zrujnowali – opisuje siedemnastolatek.

W następną noc też pilnował. Gdzieś w oddali słychać było strzelaninę. Potem, przez wojskową linię, przyszedł komunikat, że w lesie pod wioska Rosjanie zrzucili desant i trzeba się schronić w piwnicy. – I znowu nasze chłopaki zawalczyli tych Rosjanów. Czterech z automatami zrobiło tak dużo dla Ukrainy – podkreśla Wład. Noc przed wyjazdem była już spokojna. W dzień doszło do bombardowania. – Razem z ojcem zdecydowaliśmy, że pojedziemy na dworzec do Kijowa i może uda mi się wyjechać do Polski. Musiałem dotrzeć do szkoły. Po drodze minęliśmy może 8 posterunków samoobrony. Wsiadłem do wagonu i pociąg ruszył stronę Lwowa. Kwadrans później dowiedziałem się, że na dworzec z którego wyjechałem spadła bomba, ale poczyniła większych szkód – opowiada Wład. Udało mu się dotrzeć do Zarzecza. Ojciec został w Kijowie. Mama z siostrą wyjechały z wioski następnego dnia. – Później przyszło tam dużo rosyjskich żołnierzy. Zabili księdza. Zginęli ludzie na posterunkach. Zajęli wieś. Chodzili pod odmach. Zabijali, zabierali jedzenie. Zostali kilka dni i przyszli nasi przepędzając Rosjan – opowiada młody mężczyzna. – Teraz w Kijowie spokojnie. Wszystko dzieje się pod miastem. W mieście nasze wojsko stoi. Tylko z nieba atakują – podsumowywał w ubiegłym tygodniu Wład.

erka

 

Świętowali Złote Gody

0

Rocznica ślubu to wzruszająca uroczystość, szczególnie ta 50- ta, która jest dowodem szczególnego zrozumienia wśród małżonków, tolerancji a przede wszystkim wielkiej miłości. W Gminie Tryńcza uroczystość Złotych Godów w tym roku świętowało aż 15 par.

Jubilatom, w dniu ich święta, towarzyszyli członkowie najbliższej rodziny. W uroczystości udział wziął wójt Gminy Tryńcza Ryszard Jędruch, przewodniczący Rady Gminy Tryńcza Zofia Nowak oraz wiceprzewodniczący Rady Stanisław Kogut i Janusz Niżnik, sekretarz Gminy Magdalena Rachfał, skarbnik Gminy Jolanta Flak oraz zastępca kierownika USC Ryszard Matyja oraz sołtysi, którzy obchodzili także swoje święto – Dzień Sołtysa. Jubilaci zostali odznaczeni medalami „Za długoletnie pożycie małżeńskie”, nadanymi przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Otrzymali także listy gratulacyjne oraz upominki.

Wszystkim dostojnym Jubilatom życzymy dalszych szczęśliwych lat, pełnych zdrowia, pomyślności i spokoju.

 

Nerwowo w Kielcach, ale Orzeł nadal triumfuje

0

PIŁKA RĘCZNA MĘŻCZYZN – II LIGA: Początek meczu z rezerwami Vive nie był udany dla naszego teamu. Gospodarze zaskoczyli podopiecznych Sebastiana Pelca szybkim atakiem i po kwadransie wygrywali sześcioma golami. Z czasem przeworski zespół złapał właściwy rytm i opanował sytuację.

 

Vive II Kielce – SPR Orzeł Przeworsk 25:28 (14:11)

Orzeł: Szczepaniec, Maj, Kędzior – Wańkowicz 4, Kozdroń 5, Czapka 2, Thomas, Bakowski 1, Mroszczyk, Wlazło, Kubisztal 2, Świerk 12, Leja 1, Kubik 1.

 

– Trudno ocenić, czy szczypiorniści Orła przespali początek, czy po prostu rywale rzucili wszystkie siły, a potem je wyczerpali. Fakty są takie, że kielczanie trzymali przeworski zespół na dystansie. Orzeł podreperował wynik jeszcze przed przerwą, ale do remisu zdołał doprowadzić dopiero w 45 minucie. – Porozmawialiśmy w przerwie i odrabialiśmy stopniowo straty. W końcówce szczególne słowa uznania dla Adriana Szczepańca, który przytrzymał wynik. Cieszymy się bardzo z tego zwycięstwa, zrobiliśmy duży krok do awansu – oceniał trener Sebastian Pelc. Reprymenda szkoleniowca rzeczywiście pomogła. Zawodnicy Orła zaczęli dominować, udało się im nieznacznie odskoczyć i pilnować korzystnego rezultatu.

 

Pozostałe mecze: SMS II – Unia II 26:17 (11:11); Jedynka – Tężnia 23:32 (9:21); Wybicki – MOSiR 30:33 (15:10); Stal II Mielec – SPR Górnik Zabrze 29:25 (15:13); AZS AGH II – Ustroń 42:26 (20:15); Pauza Politechnika.

 

  1. Orzeł Przeworsk 18        51        621-470
  2. AZS AGH II Kraków 19        49        632-476
  3. VIVE II Kielce 19        39        538-502
  4. Buskowianka Busko 19        36        534-472
  5. SMS III Kielce 17        34        517-452
  6. Azoty II Tarnów 18        27        545-503
  7. SPR Górnik Zabrze 17        27        474-474
  8. Jedynka Myślenice 19        23        459-515
  9. Stal II Mielec 19        21        504-580
  10. MKS Ustroń 19        19        464-512
  11. MOSiR Bochnia 19        17        543-617
  12. Politechnika Kielce 17        11        464-545
  13. SMS Wybicki Kielce 18        3          382-570

 

 

Jarosławianki bez finału MP

0

SIATKÓWKA MŁODZIEŻOWA: Młode siatkarki Sanu-Pajda Jarosław zakończyły zmagania w 1/2 Mistrzostw Polski juniorek. Nasz zespół nie zdołał awansować do dalszej fazy rozgrywek, ale tanio skóry nie sprzedał.

 

Turniej rozegrano w hali sportowej w Proszowicach. Jarosławianki dobrze zaczęły, bo w pierwszym meczu ograły ekipę z Wrocławia. Niestety później młodzież Sanu-Pajda musiała uznać wyższość rywalek.

 

SAN-Pajda V LO Jarosław – Akademia Siatkówki AZS AWF Wrocław 3:0 (25:23, 25:23, 25:22)

SAN-Pajda V LO Jarosław – WTS Solna Wieliczka 0:3 (21:25, 26:28, 18:25)

SAN-Pajda Jarosław – MKS Dąbrowa Górnicza 1:3 (13:25, 15:25, 25:22, 26:28)

 

Fot. san-pajda

 

XIV memoriał im. W. Szewca w Sieniawie

0

PIŁKA NOŻNA – TURNIEJ: Nie brakowało emocji podczas halowego turnieju piłki nożnej trampkarzy – XIV Memoriału im. Władysława Szewca, byłego zawodnika Sokoła. Zawody rozegrano w nowej hali sportowej w Sieniawie.

 

W rywalizacji wzięło 6 drużyn, dwie z Jarosławia – JKS oraz SMS, Huragan Gniewczyna, San Gorzyce, GKS Majdan Sieniawski oraz gospodarzy – Sokół Sieniawa. Piłkarze rywalizowały ze sobą systemem „każdy z każdym”. Pierwsze dwa miejsca w rozgrywkach przypadły drużynom z Jarosławia. Najlepszy w całym turnieju okazał się SMS Jarosław, który wygrał cztery spotkania i jedno zremisował, zdobywając łącznie 13 pkt. Na drugiej pozycji z 10 pkt. na koncie uplasował się JKS Jarosław, natomiast najniższy stopień podium przypadł Sokołowi ze zdobytymi 7 pkt. Kolejne miejsca zajęli: 4. GKS Majdan Sieniawski, 5. Huragan Gniewczyna i 6. San Gorzyce. Najlepszym bramkarzem memoriału wybrano Patryka Pawlika z Sokoła Sieniawa, natomiast najlepszym strzelcem ze zdobytymi 7 bramkami został Albert Drapała z SMS-u Jarosław. Wręczenia pamiątkowych dyplomów, pucharów oraz statuetek dokonali: Krystyna Szewc, żona śp. Władysława Szewca, Janusz Świt – zastępca burmistrza Miasta i Gminy Sieniawa oraz Wincenty Suszyło – prezes Sokoła.

 

Rajdem uczcili Wyklętych

0

We wtorek, 1 marca, z Zespołu Szkół im. Wincentego Witosa w Zarzeczu wyruszył I Rajd Pieszy Żołnierzy Wyklętych.

 

Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzony jest w Polsce od 2011 roku. 1 marca wspominamy uczestników polskiego zbrojnego podziemia niepodległościowego, walczącego z sowiecką okupacją i narzuconą władzą komunistyczną.

Rajd zorganizowany przez ZS   im. W. Witosa w Zarzeczu poprzedziło spotkanie w sali gimnastycznej szkoły, gdzie wspólnie odśpiewano hymn państwowy, a następnie krótko przedstawione zostały sylwetki Żołnierzy Niezłomnych. Następnie, mimo dość zimnego poranka, uczestnicy rajdu wyruszyli w trasę z Zarzecza do Szkoły Podstawowej w Żurawiczkach, gdzie pod tablicą upamiętniającą płk. Wojciecha Szczepańskiego, złożono wiązanki kwiatów. Na uczestników przed powrotem do domów czekał też poczęstunek przygotowany przez uczniów technikum żywienia i usług gastronomicznych działającego w „Witosie”.

W Rajdzie wzięli udział uczniowie klas mundurowych z ZS im. W. Witosa w Zarzeczu oraz uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Żurawiczkach i Szkoły Podstawowej nr 1 w Przeworsku.

Patronat honorowy nad Rajdem objęli: wójt Gminy Zarzecze Tomasz Bury oraz przewodnicząca Rady Gminy Zarzecze Małgorzata Byrwa. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawowała Gazeta Jarosławska.

DP

 

Zoarali gminną drogę

0

– Zaorują drogę gminną na tyle, że wjazd ciągnikiem z przyczepami jest niemożliwy, a to jedyny dojazd do mojego gospodarstwa – narzeka Kazimierz Danak z Ujeznej. – Kierowane do gminy prośby nic nie dają. Dlaczego samorząd nie zadba o swoje mienie – pyta. – Stwierdzono podoranie skraju drogi gminnej – przyznają w Urzędzie Gminy Przeworsk zapewniając jednocześnie, że wezwano odpowiedzialnego za zwężenie drogi do przywrócenia pasa drogowego do poprzedniego stanu. Ma na to czas do wiosny.

 

Kazimierz Danak prowadzi gospodarstwo rolne na obszarze kilkudziesięciu hektarów. W 1995 r. kupił od gminy dwie działki po byłym SKR. Dojazd był zapewniony drogą gminną i na tyle szeroki, że ciężki sprzęt rolniczy nie miał problemu z przejazdem. Rolnik wybudował dom. Rozwinął gospodarstwo wykorzystując jedną z działek jako miejsce dla ciągników, przyczep i maszyn rolniczych. problem pojawił się, gdy właściciele sąsiadujących z dojazdem pól zaczęli go podorywać. Zostawiali przejazd na tyle szeroki, że bez problemu mieścił się samochód osobowy, a nawet mniejsza ciężarówka, ale wjazd ciągnikiem z dwiema przyczepami lub dużą maszyną rolniczą stał się niemożliwy. – Na krótkim odcinku muszę dwa razy skręcić. Ciągnik z przyczepami lub duża ciężarówka nie złamie się na zwężonej drodze. Zwózka plonów wygląda tak, że wjeżdżam na przycmentarny parking. Tam rozpinam przyczepy i dopiero wjeżdżam. Z ciężarówkami przyjeżdżającymi po kukurydzę, czy zboże jest podobny problem – tłumaczy rolnik. Narzeka, że pomimo wielokrotnych interwencji gmina ociąga się z podjęciem działań zmierzających do przywrócenia pełnej szerokości drogi. Rolnik jest gotów sam utwardzić drogę, jeśli tylko gmina dokładnie wyznaczy szerokość dojazdu. K Danak tłumaczy, że ma drugi dojazd do swego gospodarstwa. Prowadzi on także drogą gminną, ale ta została bardzo zawężona. Ogrodzenia działek sąsiadujących z drugim wjazdem są tak blisko, że przejazd samochodem osobowym już jest kłopotliwy. Mężczyzna nie rozumie, dlaczego gmina zwleka. – Co ja na to poradzę, takie zdanie słyszę najczęściej, gdy upominam się o dojazd, a przecież droga jest własnościa gminy. Czyżby samorząd nie wiedział, jak o swoje zadbać – zastanawia się rolnik.

 

Wiosną będzie poszerzona

W gminie dowiadujemy się, że rolnik zgłosił przeoranie drogi końcem listopada ub. roku, a jako winnego wskazał właściciela działki sąsiedniej.

– Pas drogowy na spornym odcinku ma ponad 6 m szerokości, utwardzony na gruncie szlak zajmuje około 4 m szerokości i nie został zawężony, pozostała część to przydrożny pas zieleni, który został przeorany. Początkiem grudnia ubiegłego roku dokonano oględzin drogi gminnej i stwierdzono podoranie skraju – wyjaśnia Teresa Wielgos, zastępca wójta Gminy Przeworsk. Zaznacza, że odpowiedzialny za podoranie został pouczony o ciążących na nim konsekwencjach i grzywnach za takie korzystanie z pasa drogi gminnej. O takim załatwieniu sprawy gmina poinformowała K. Danaka. Z wyjaśnień zastępcy wójta wynika, że rolnik został poinformowany o terminie przywrócenia pasa drogowego do poprzedniego stanu. – Wskutek kolejnych interwencji o przywrócenie stanu na gruncie 18 lutego poinformowaliśmy powtórnie zainteresowanego. Pouczyliśmy go również o obowiązkach obywateli dotyczących zawiadomienia organów ścigania jeśli staną się świadkami niszczenia mienia gminy – wyjaśnia T. Wielgos. – Podczas ostatniej wizyty końcem lutego zainteresowany został ponownie poinformowany o planowanym wiosną naprawieniu pasa drogowego wraz z jego wznowieniem. Nic nie wskazywało na jego niezadowolenie – dodaje przypominając, że szerokość utwardzonej drogi wynosi około 4 m. Termin poszerzenia dojazdu wyznaczono wiosną ze względu na warunki atmosferyczne i glebowe ma to być wiosną.

Rolnik z Ujeznej nie wierzy w zapewnienia gminy i dlatego przyszedł po pomoc do Gazety Jarosławskiej. – Upominałem się wielokrotnie i nic to nie dało. Odsyłają mnie zamiast sprawę definitywnie załatwić. Czy tak to ma wyglądać? – pyta.

Z wyjaśnień samorządu wynika, że działania zostały podjęte i niedługo nawierzchnia drogi wróci do właściwego stanu. Jednak kłopoty z przejazdem ciężkim sprzętem lub długim zestawem mogą pozostać, bo pas zieleni utwardzoną drogą nie jest.

erka

 

 

 

Uciekają przed grozą wojny

0

Przy świetlicy wiejskiej w Piaskach spokojnie. Kilkuletnia dziewczynka bawi się na zewnątrz. Pod ścianą siedzą dwie kobiety. Obok stoi wóz strażacki. Krząta się kilku druhów. Po drugiej stronie drogi zaparkował radiowóz. Podobnie jest w Chotyńcu i Korczowej, punktach przeznaczonych dla uchodźców w przygranicznej gminie Radymno. W Korczowej spotykamy księdza. Przyjechał z okolic Kalisza z darami od parafian. – Tu jest spokój. Byłem wcześniej w Hali Kijowskiej w Młynach. Tam jest jeden wielki młyn – ocenia proboszcz.

 

Piaski, Chotyniec, Korczowa

W ubiegłym tygodniu odwiedziliśmy cztery miejsca, w których zbierają się uchodźcy przekraczający granicę w Korczowej. Trzy z nich są zorganizowane w świetlicach wiejskich. Czuwa nad nimi samorząd. Mogą pomieścić około setki osób. Przy każdym spotykamy policjantów, strażaków i żołnierzy WOT. Są też mieszkańcy. Nie widać niepokoju towarzyszącego uchodźcom.

Wchodzimy do świetlicy w Piaskach i odczucia zmieniają się radykalnie. Przy długim stole zapełnionym jedzeniem siedzą matki z małymi dziećmi. W dużej sali pełno łóżek. Część jest zajęta. – Mamy wszystko, co trzeba. Jest spokojnie – zapewnia wójta gminy Radymno Bogdana Szylara sołtys Piasków Marian Sobolewski. Uchodźcom pomagają mieszkańcy. Tego dnia dyżur pełnią strażacy z Chorzowa leżącego w gminie Roźwienica. – Zgodnie z harmonogramem. Dziś jesteśmy w Piaskach. Potem odpoczynek i jedziemy tam, gdzie nam wypadło. Wieziemy pomoc, albo pomagamy w punktach przyjmujących uchodźców – mówi jeden z druhów.

Wchodząc do sal przeznaczonych na odpoczynek dla uciekających przed okropnościami widać jej grozę. Matki z dziećmi i starsze kobiety czekają z niepokojem. Któryś z maluchów popłakuje. Trochę starsze dzieciaki bawią się, albo siedzą osowiałe. Wszyscy oczekują na wyjazd. Jedni już mają ustalone miejsce. Inni mają nadzieję, że gdzieś się znajdzie spokojny kąt. – Z centrum Ukrainy. Try dnia my jechali do granicy – mówi młoda kobieta z maluszkiem na rękach. Widać, że jest zmęczona, ale w miarę spokojna. Zapewnia, że wieczorem przyjadą po nią i ma miejsce gdzieś pod Warszawą.

Organizatorzy zapewniają, że rzadko zdarza się, by uchodźcy pozostawali w takim punkcie dłużej niż dzień.

W Chotyńcu jest podobnie. Działa kuchnia. Miejscowe panie pomagają w przygotowaniu posiłków. W zajętej przez uchodźców świetlicy można zauważyć pozostałości po przystrojeniu jej na ostatki. Wojna zmieniła plany i zamiast pożegnania karnawału wiejski budynek zapełnił się uchodźcami. Są strażacy i terytorialsi. Policjanci dyżurujący przy punkcie przyjechali aż z Gdańska. Pomagają mieszkańcy. W przykuchennym pomieszczeniu spotykamy kilkuletnią dziewczynkę. To też uchodźca. Nazywa się Ewa i jest sama. Mama i babcia pozostały na granicy, bo czegoś brakuje w dokumentach. Ewa nie zostaje w punkcie. Zabiera ją do domu mieszkanka Chotyńca. Też Ewa.

Punkt w Korczowej jest najbliżej przejścia. Uchodźcy są tam rejestrowani. Część zostaje, ale na krótko reszta jedzie dalej. We wszystkich miejscach spotkaliśmy przyjeżdżające z różnych stron kraju samochody. Przywożą pomoc. Zabierają uciekających przed wojną.

 

Hala Kijowska

Ostatnim miejscem, które odwiedzamy jest Hala Kijowska w Młynach. Trudno tu mówić o spokoju. Co chwilę z przejścia granicznego przyjeżdżają autobusy wypełnione uchodźcami. Sporo dziennikarzy i operatorów telewizyjnych. Przyjechali z całego świata. Przed halą tłum ludzi. W Piaskach, Chotyńcu i Korczowej nie spotkaliśmy praktycznie mężczyzn. Tu jest ich dość dużo. Sporo młodych. Spotykamy osoby o śniadej karnacji i całkiem ciemnych. Wyróżniają się ubiorem. Terytorialsi upominają, by wewnątrz hali nie fotografować. Uchodźców jest wszędzie pełno. Nad wszystkim starają się zapanować żołnierze WOT i strażacy. Policji jest mniej.

W tak dużym punkcie przeznaczonym dla uchodźców, jakim jest Hala Kijowska częściej przychodzi myśl, że należy być ostrożnym.

erka

 

Bracia Niezłomni

0

1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z tej okazji wspólnie z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Przeworsku przypominamy sylwetki żołnierzy niezłomnych związanych z regionem przeworskim – braci Cieślów ze Studziana oraz braci Olejarków z Grzęski.

 

Tadeusz Cieśla pseud. „Żbik” – ur. 31 lipca 1919 r. w Białobokach, stracony 9 lipca 1952 r. w Warszawie (dokładne miejsce pochówku nieznane, mogiła symboliczna na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie w Kwaterze „na Łączce”) – żołnierz AK, 2. Korpusu Armii generała Andersa, podziemia antykomunistycznego, łącznik – Auschwitz w obozowej konspiracji działał razem z rotmistrzem Witoldem Pileckim.

Edward Cieśla pseud. „Zabawa” – 22 lutego 1923 r. w Studzianie, stracony 9 sierpnia

1952 r. w Opolu (miesiąc po swoim starszym bracie) – zastępca szefa propagandy Komendy Obwodu Przeworsk AK, żołnierz plutonu dywersyjnego i oddziału likwidacyjnego Obwodu Przeworsk wykonując wyroki na kolaborantach i konfidentach, zastępca dowódcy 1 plutonu oddziału „Prokopa”, dowódca drużyny plutonu partyzanckiego „Jodły” i 2 plutonu 3 kompanii 40 Oddziału Partyzanckiego, żołnierz zgrupowania Obszaru Lwowskiego AK „Warta”, 2 Korpusu i kompanii wartowniczych w Niemczech, kurier władz wojskowych Rządu RP na uchodźstwie. W czerwcu 2006 r. staraniem zespołu historyków Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu ekshumowano szczątki Edwarda Cieśli na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Spoczął w rodzinnym grobie.

Ks. dziekan Antoni Olejarka – ur. 22 maja 1908 r. w Grzęsce, zm. 5 grudnia 1974 r. w Rudnej Wielkiej. W latach okupacji niemieckiej kapelan Armii Krajowej w Inspektoracie Rzeszów. W latach 1943 – 1974 proboszcz parafii w Rudnej Wielkiej, dziekan Dekanatu Głogowskiego.

Kpt. Stanisław Olejarka pseud. „Oko” – ur. 20 sierpnia 1917 r. w Grzęsce, zm. 9 września 2002 r. w Krakowie. Obrońca Lwowa w 1939 r., żołnierz Armii Krajowej i Wojska Polskiego, więzień polityczny okresu stalinowskiego. Odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Armii Krajowej.

Imieniem bohaterskich braci nazwany został Bieg Tropem Wilczym, którego kolejna edycja odbyła się w minioną niedzielę, 6 marca, na trasie z Grzęski do Przeworska. Więcej informacji na stronie 19.

 

źródło: Facebook GOK Przeworsk