Strona główna Blog Strona 184

Potrafili ożywić ruderę

0
- Mimo problemów udało się przebudować niewykorzystywany przed niemal 30 budynek zgodnie z wizualizacją pokazaną na gminnym kalendarzu z 2020 r. - podkreślał Mariusz Reń, wójt gminy Pawłosiów.

Ubiegła środa była ważnym dniem dla gminy Pawłosiów. Odwiedzili ją samorządowi goście z gmin Podkarpacia, by zobaczyć, jak udało się przywrócić do życia niewykończony, stojący prawie 30 lat budynek, który w zamyśle miał być siedzibą przedszkola. Nasza gmina znalazła się w gronie czterech podkarpackich samorządów wybranych do zaprezentowania, jak można trafnie i ciekawie zrewitalizować coś, co nieużywane niszczało. Władze marszałkowskie wybrały oprócz Pawłosiowa gminę Solina i Olszanica w Bieszczadach i gminę Czarna koło Łańcuta.

Gości przywitał i o Centrum Aktywizacji Lokalnej opowiadał wójt gminy Pwłosiów Mariusz Reń.

W Pawłosiowie kompletnie przebudowano niszczejący budynek i utworzono w nim Centrum Aktywności Lokalnej, czyli jednostkę otwartą dla wszystkich i ferującą przeróżne formy aktywności i spędzania czasu wolnego. Powstała ona w ramach programu Programu Rewitalizacji Gminy Pawłosiów, którego zadania nie ograniczają się tylko do zapewnienia bazy, ale obejmują także różnego rodzaju działania aktywizujące i wnoszące życie w lokalną społeczność. Program był realizowany jako element projektu kompleksowej rewitalizacji na obszarze Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego Jarosław – Przeworsk, czyli terenów Przeworska, Jarosławia oraz gminy Pawłosiów i Przeworsk. CAL powstało za około 2,7 mln zł. Z tego około 1,1 mln zł pokryła dotacja.

Goście przyjechali obejrzeć, co powstało pod ogólną nazwą Centrum Aktywności Lokalnej zarówno od strony lokalowej jaki i jej wykorzystania. Powitał ich gospodarz gminy wójt Mariusz Reń przy muzyce w wykonaniu Pawłosiowian i Wierzbnian, dwu zespołów, które połączyły siły, by pokazać, że wspólnie też potrafią, jak oceniali słuchacze, wspaniale zagrać.

Wójt opowiadał, jak powstawało centrum i z czym samorząd musiał się zmierzyć, by zdewastowany budynek odżył. – Dziś działa tu biblioteka, odbywają się zajęcia sportowe, taneczne, plastyczne i muzyczne, prowadzone są warsztaty rękodzieła, konkursy organizujemy też wydarzenia o charakterze patriotycznym, jubileusze oraz imprezy. Centrum jest otwarte dla wszystkich, bez względu na wiek, a zakres działań skierowany jest do uczestników o różnych zainteresowaniach – podkreślał M. Reń.

Grupa teatralna.

Po prezentacji pokazującej zakres działań przy przygotowaniu centrum goście mieli okazję zobaczyć, co się w nim dzieje. Posłuchali krótkiego koncertu powstałego już po uruchomieniu CAL zespołu wokalnego „Wytańczeni”, a potem zobaczyli jak tańczą „Roztańczeni”. Przyjrzeli się, jak młodzi wyczarowują cuda z modeliny, a ich koledzy doskonalą techniki aikido. Obejrzeli nawet kuchnię, która też stała się kreatywnym miejscem. Odwiedzający pawłosiowski CAL mogli nawet wziąć udział w zajęciach grupy teatralnej tworzonej pod skrzydłami Pawła Sroki, aktora, reżysera i instruktora jarosławskiego JOKIS-u.

Odwiedziny samorządowców w pawłosiowskim CAL odbyły się w ramach wizyt studyjnych organizowanych w czterech wybranych gminach Podkarpacia. Solina, Olszanica, Czarna i Pawłosiów pokazują podczas takich wizyt, jak zrealizowały swoje projekty rewitalizycjne. W Pawłosiowie mieli się czym pochwalić, choć wójt M. Reń zastrzegał, że nie o chwalenie tu chodzi, a o wymianę doświadczeń i pokazanie, jak można wykorzystać niszczejące zasoby gminy i zaangażować lokalną społeczność.

erka

 

 

Modelarska pasja pana Stanisława

0

W poniedziałek, 9 maja, w Czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przeworsku odbyło się kolejne, trzecie już spotkanie z cyklu „Twórczość literacko-artystyczna Przeworszczan”.

 

Stanisław Uberman podczas spotkania przedstawił swoją historię z modelarstwem, która zaczęła się zupełnie przypadkowo. Pierwszy model kartonowy wykonany z „Małego Modelarza” zobaczył, gdy pojechał do rodziny swojego kuzyna. Postanowił spróbować swoich sił. Jak wspominał, pierwsze modele były dalekie od doskonałości, wielokrotnie zdarzało mu się zostawiać rozpoczęte modele, brakowało mu cierpliwości. Jego pierwszymi modelami były plastikowe samoloty, później zaczęły pojawiać się modele kartonowe wybranych obiektów architektury. Będąc na wystawie modelarstwa we Wrocławiu zakupił właśnie takie modele, co okazało się dla niego strzałem w dziesiątkę. Od tamtej chwili modele kartonowe z gatunku architektura świata całkowicie pochłonęły pana Stanisława i są tematem jego prac do dziś.

 

DP/MBP Przeworsk

Pomóż Teresie

0
Teresa Koszyk podczas zabiegów rehabilitacyjnych.

Dołącz do Armii Dobrych Aniołów i wesprzyj Teresę, która wytrwale ćwiczy by odzyskać sprawność po śmierci klinicznej poprzedzonej udarem. Efekty rehabilitacji już widać. Leczenie jest niestety kosztowne. Rodzina wydała wszystkie oszczędności. Każdy grosz przeznacza na zabiegi. Pomagają znajomi. Włączyła się fundacja. Utworzono zbiórkę. Wesprzeć można w różny sposób. Choćby przekazując drobny gadżet na licytację prowadzoną na grupie dobrych aniołów.

W ośrodku rehabilitacyjnym Teresie towarzyszy mąż.

– Nasze harmonijne życie zmieniło się w lipcu 2021 roku. Gdy Teresa odpoczywała w domu, dostała udaru. Przestraszony, momentalnie wezwałem karetkę. W szpitalu żona szybko doszła do siebie, a przynajmniej tak się z początku wydawało. Niestety, radość nie trwała długo. Podczas trzeciej doby pobytu w szpitalu, serce Teresy się zatrzymało – opisuje Artur Koszyk, mąż Teresy. – Lekarze reanimowali żonę kilkadziesiąt minut, ale wydawało mi się, że trwa to całą wieczność. Byłem przerażony. Czekałem na słowa lekarza obok sali, na której toczył się koszmar. Moja żona walczyła o życie. Wierzyłem, że Tereska się nie podda. Tak też się stało. Moja żona przetrwała to piekło i teraz dzielnie walczy o powrót do zdrowia i do domu – dodaje.

Teresa znajduje się obecnie w ośrodku rehabilitacyjnym w Krakowie. Tam każdego dnia przechodzi zabiegi rehabilitacyjne. Wytrwale ćwiczy. – To wielkie szczęście dla naszej rodziny, że może dochodzić do zdrowia pod okiem wspaniałych specjalistów. Niestety koszty rehabilitacji są bardzo duże i nie jesteśmy w stanie pokryć całości, dlatego też prosimy o pomoc. Tereska chciałaby jeszcze w swoim życiu móc cieszyć się pięknie kwitnącym ogrodem, gromadką wnuków, na które czeka z utęsknieniem. Każda pomoc się liczy i za każdą z całego serca dziękujemy – podkreśla mąż.

 

Armia Dobrych Aniołów

– Udar…nagłe zatrzymanie krążenia…kilkadziesiąt minut reanimacji… powrót do życia, ale w śpiączce pod respiratorem. Czekamy tyle ile trzeba i wraca do nas – budzi się. Dwa miesiące pobytu na intensywnej terapii, rehabilitowana przy łóżku. Powrót do domu – słaba, nieobecna, ale kochana Teresa. Początek rehabilitacji domowej i całodobowa opieka. Leczenie farmakologiczne nie wystarczy do powrotu do zdrowia i samodzielności. Zapada decyzja na wyjazd do ośrodka rehabilitacyjnego w Krakowie. Koszty ogromne, ale z pomocą przychodzi Fundacja VOTUM i zakłada zbiórkę na siepomaga.pl na dalszą rehabilitację Teresy, ale to ciągle nie wystarcza na pokrycie kosztów. Powoli są widoczne efekty intensywnych ćwiczeń i terapii pod okiem wspaniałych specjalistów i lekarzy. Dlatego tworzymy Grupę: Armia Dobrych Aniołów i prosimy Was o pomoc dla mojej siostry Teresy bo jest nadzieja na jej samodzielność i powrót do domu – proszą o wsparcie najbliżsi Teresy, zapewniając że każdy, nawet najmniejszy gest serca się liczy.

 

Popchnijcie zielony pasek

Teresa Koszyk od 13 marca przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym Krakowie. Koszt pobytu i rehabilitacji w palcówce jest bardzo wysoki i sięga miesięcznie ok. 25 000 zł. Całkowity koszt pobytu pokrywa najbliższa rodzina, przyjaciele i znajomi. Teresa jest również podopieczną Fundacji Siepomaga.pl (https://www.siepomaga.pl/teresa-koszyk), a także na Facebooku została założona Grupa: Armia Dobrych Aniołów ( https//facebook.com/groups/1081908372392706) gdzie są wystawiane i licytowane różne przedmioty czy usługi, z których cały dochód przeznaczony jest na rzecz wsparcia prowadzonej zbiórki. W akcję zbiórki włączyła się najbliższa rodzina, znajomi oraz przyjaciele ze szkolnych lat. – Prosimy o pomoc w zapełnieniu zielonego paska w zbiórce dla Teresy, to da jej szansę na dalszą rehabilitację, na powrót do samodzielności i nadzieję, że w końcu wróci do domu o własnych siłach i stanie na nogi – apelują.

 

Jak pomóc?

Teresa Koszyk jest mieszkanką Bystrowic w gminie Roźwienica. By pomóc je w powrocie spokojnego życia, jakie do czasu choroby prowadziła wystarczy wejść na siepomamga.pl/teresa-koszyk i wpłacić jakąś sumę lub skorzystać z pomocy grupy Armii Dobrych Aniołów. Grupę łatwo znaleźć na facebooku, a tworzący ją są otwarci na rożne formy wsparcia. Prowadzone są tam m.in. licytacje różnego rodzaju przedmiotów.

erka/arch.

 

 

Dzień Matki dawniej

0
Na fotografii: Mały Andrzej z Matką, Przeworsk, przed 1939 r./fot. ze zbiorów prywatnych.

W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy Dzień Matki. Tego dnia składamy życzenia naszym mamom, wspominamy przeżyte z nimi chwile. Przeworskie muzeum w swoich mediach społecznościowych podzieliło się ciekawostką związaną z tym świętem.

 

O tym, jak Dzień Matki obchodzono kiedyś mówią nam m.in. wpisy z Kroniki pięcioklasowej szkoły męskiej w Przeworsku od roku 1915 roku, założonej przez Adama Wojdałowicza:

„W dniu 8. czerwca 1933 roku urządzono Dzień Matki w tutejszej szkole. W pięknie udekorowanej sali zebrały się zaproszone matki, do których przemówił Kierownik szkoły, a następnie młodzież wykonała okolicznościowe produkcje deklamacyjno-chóralne. W końcu młodzież obdarzyła swoje matki bukietami kwiatów w dowód czci i głębokiej synowskiej wdzięczności.”

 

„Z powodu kanonicznej wizytacji tutejszej parafii i przygotowaniem młodzieży szkolnej do sakramentu bierzmowania musiano Dzień Matki w tym roku przełożyć dopiero na 18. czerwca 1939. Urządzeniem tej imprezy zajęła się P. Hanuszówna ze Szkolnym Kołem P.C.K. Na program tej imprezy, którą urządzono na boisku szkolnym złożyło się przemówienie P. Jana Lwa, deklamacje, dialogi i obraz sceniczny w jednej odsłonie. P. Michał Smyka przygotował kilka okolicznościowych pieśni z chórem międzyklasowym, których wykonanie wypadło bez zarzutu, a przyjęte zostało przez matki z dużym uznaniem za pracę i uświetnienie zgotowanej im przez szkołę owacji.” (Kronika pięcioklasowej szkoły męskiej w Przeworsku od roku 1915. Założył Adam Wojdałowicz)

 

źródło: Muzeum w Przeworsku

 

Wdzięczność jest ogromna

0
W Rodzinnym Domu Wsparcia Uchodźców w Szówsku schronienie znajduje 33 osoby.

W Szówsku od przeszło miesiąca działa Rodzinny Dom Wsparcia dla Uchodźców z Ukrainy. Obecnie schronienie znajdują tu 33 osoby, które są bardzo wdzięczne za okazywaną im pomoc.

 

Główną ideą stworzenia takiego miejsca była pomoc osobom, które straciły swoje domy i poczucie bezpieczeństwa. Mieszkańcy mają zapewnione tu wsparcie psychologiczne, medyczne i prawne. W dalszym usamodzielnianiu się pomagają im cztery wspaniałe wolontariuszki: Aleksandra Krzemień, Katarzyna Sanakiewicz, Natalia Olejarka oraz Aleksandra Mach. Po wybuchu wojny połączyła je chęć pomagania. Dziś nie wyobrażają sobie, by mogły być gdzie indziej i robić co innego. Mówią, że wdzięczność, którą każdego dnia okazują im obywatele Ukrainy, jest dla nich ogromną motywacją i siłą napędową do działania.

– Traktujemy tych ludzi jak rodzinę. Każdego dnia przeżywamy z nimi problemy życia codziennego. Pomagamy załatwić sprawy urzędowe, uczymy poruszania się komunikacją autobusową, jeśli trzeba, dowozimy do lekarza – opowiadają.

W Rodzinnym Domu Wsparcia schronienie znalazły 33 osoby. Są to głównie matki z dziećmi. Bywają też osoby starsze. Są to głównie stali mieszkańcy, choć zdarza się, że ktoś dochodzi, bądź odjeżdża.

– Tylko wczoraj z Hersonia dojechały do nas trzy osoby. Pokonały daleką drogę, przez Litwę. Wśród mieszkańców są też rodziny, które kiedyś znajdowały schronienie w Pełkiniach, dopóki punkt nie został zlikwidowany – nadmienia jedna z wolontariuszek. Wszyscy deklarują, że jak tylko sytuacja się uspokoi, wrócą na Ukrainę.

Historie osób, które tutaj trafiły, są bardzo różne. Właściwie każda z rodzin ma na swoim koncie jakieś traumatyczne przeżycia.

– Niektóre kobiety docierały do nas w piżamach, bo obudziły ich spadające bomby. Przyjeżdżały do obcego kraju wystraszone. Bały się prosić o cokolwiek – mówi Natalia.

– Gościliśmy rodzinę z Mariupola, która cudem do nas dotarła. Uciekali samochodem, który popsuł się im w drodze. Na szczęście jakoś zdołali dotrzeć do Polski, ale samochód nie nadawał się już do naprawy – opowiada Aleksandra.

 

Pomoc płynie

Rodzinny Dom Wsparcia dla Uchodźców z Ukrainy mieści się przy ul. Lubelskiej. Każda rodzina ma tutaj swój oddzielny pokój. Początkowo budynek był w stanie surowym i nie nadawał się do zamieszkania. Jednak dzięki zaangażowaniu ludzi dobrej woli oraz pomocy fundacji CORE udało się wykonać niezbędne prace adaptacyjne i doposażyć go w potrzebny sprzęt. Fundacja obiecała wykonać również kuchnię.

Rodzinny Dom Wsparcia Uchodźców z Ukrainy nie miałby racji bytu, gdyby nie pomoc zwykłych ludzi, którzy co jakiś czas przekazują artykuły żywnościowe, środki higieniczne oraz wszystkie inne potrzebne rzeczy.

– Są osoby, które wspierają nas od samego początku. Mimo że im się nie przelewa, wciąż pomagają. Z całego serca dziękujemy wszystkim za okazywaną pomoc – mówią wolontariuszki. Nadmieniają, że od czasu do czasu dary dla Uchodźców docierają także z zagranicy. W pomoc zaangażowały się także okoliczne firmy, które np. organizują zabawy dla dzieci przy muzyce i dmuchańcach.

 

Wdzięczność jest ogromna

Obywatele Ukrainy, którzy znaleźli schronienie w Rodzinnym Domu Wsparcia Uchodźców w Szówsku są bardzo wdzięczni Polakom za okazane serce. Ze łzami w oczach dziękują za wszelką pomoc oraz dobro, które ich tutaj spotyka. Za naszym pośrednictwem chcieliby przekazać szczere podziękowania dla wszystkich, którzy nawet w najdrobniejszy sposób włączyli się w pomoc Uchodźcom z Ukrainy. Za otwartość serc dziękują szczególnie tym, którzy przyjęli osoby uciekające przed wojną do swoich domów.

 

Potrzeby są

Potrzeby w Rodzinnym Domu Wsparcia Uchodźców z Ukrainy są duże. Pomimo pomocy, która dociera tu z różnych stron, często brakuje podstawowych artykułów żywnościowych, z których można przyrządzić śniadania, obiady czy kolacje. Obecnie brakuje też odzieży letniej dla dzieci. Dla tych, którzy chcieliby wesprzeć przebywające tam osoby, podajemy numer telefonu do wolontariuszy: 576-893-355.

 

EK

 

Awanse, wyróżnienia i nowe samochody

0
Wręczenie odznaczeń podczas jarosławskich uroczystości.

W poniedziałek, 23 maja w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Jarosławiu odbyły się obchody Powiatowego Dnia Strażaka. Podobne uroczystości miały miejsce kilka dni wcześniej w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Przeworsku.

Powiatowe Obchody Dnia Strażaka w Przeworsku.

Jarosławskie obchody rozpoczęło złożenie meldunku, który od dowódcy uroczystości st. kpt. Kamila Kondrackiego odebrał st. bryg. Daniel Dryniak, zastępca Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.

Bryg. Krzysztof Kowal, komendant powiatowy PSP w Jarosławiu po powitaniu zaproszonych gości podziękował wszystkim strażakom i pracownikom cywilnym za codzienną służbę.

Podczas uroczystości wręczone zostały odznaczenia, awanse na wyższe stopnie służbowe oraz dyplomy z okazji jubileuszu 30-lecia Państwowej Straży Pożarnej. Za ofiarność i wysokie zaangażowanie przy realizacji obowiązków służbowych trzem funkcjonariuszom wręczono Srebrną Odznakę „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”. Sześć funkcjonariuszy odebrało brązową Odznakę „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”. Za szczególne zaangażowanie w działaniach ratowniczych Dyplom Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej otrzymał st. str. Arkadiusz Cichocki. Awansem na wyższe stopnie służbowe wyróżniono: 3 funkcjonariuszy w korpusie oficerów, 1 funkcjonariusza w korpusie aspirantów, 12 funkcjonariuszy w korpusie podoficerów.

Bardzo ważnym elementem uroczystości było poświęcenie dwóch nowych samochodów: SLK w Ford – sfinansowanego z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 oraz średniego samochodu ratowniczo-gaśniczego GBA 3/30 sfinansowanego częściowo z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, przez Komendę Główną oraz z pieniędzy pozyskanych od lokalnych władz samorządowych powiatu jarosławskiego.

Obchody poprzedziła uroczysta Msza św. w Kościele pw. Chrystusa Króla w Jarosławiu, która tradycyjnie odbyła się 4 maja.

 

Przeworscy strażacy obchodzili swoje święto 15 i 16 maja. Uroczystości rozpoczęły się uroczystą Mszą św. odprawioną w Kościele pw. Ducha Św. w Przeworsku. Następnego dnia na placu Komendy Powiatowej PSP w Przeworsku odbyła się druga część uroczystości – uroczysty apel, podczas którego wręczono awanse, odznaczenia oraz okolicznościowe dyplomy. Ważnym elementem uroczystości było przekazanie samochodu służącego do przewozu i działań przeworskiego zespołu dronowego. Pojazd został zakupiony ze środków budżetu państwa, Starostwa Powiatowego oraz gminy Tryńcza.

Uroczystość była okazją do złożenia podziękowań i życzeń strażakom, co wielokrotnie było powtarzane podczas przemówień. Na ręce mł. bryg. Marcina Lachnika, komendanta KP PSP w Przeworsku okolicznościowe listy przekazali: Marek Kuchciński, poseł na Sejm RP oraz Teresa Pamuła, posłanka na sejm RP.

Podczas spotkania Komendant Powiatowy PSP w Przeworsku podziękował za pomoc okazaną podczas zakupu nowego pojazdu oraz wręczył darczyńcom pamiątkowe statuetki.

 

Opr. EK, fot. org.

 

 

Krzyż Męki Pańskiej w Hawłowicach

0

Każdy przydrożny krzyż ma swoją historię. Czas zaciera jednak często pamięć o fundatorach tych obiektów. Warte podkreślenia jest jednak to, że gdy stary krzyż rozpada się, znajdują się osoby, które na jego miejscu stawiają nowy. Taki prosty, drewniany krzyż Męki Pańskiej stoi kilka metrów od drogi prowadzącej do Czudowic. W niedalekiej odległości   od niego znajduje się murowany dwór wybudowany z inicjatywy Wojciecha Dembińskiego w pierwszej połowie XIX wieku, w stylu klasycystycznym. Jak podaje strona zabytek.pl, po Dembińskich kolejnymi jego właścicielami byli: Kotowscy, Zaklikowie, Żurowscy oraz Dworscy (ostatni przedwojenni właściciele). Czy historia powstania krzyża powiazana jest z tym pięknym dworem i jego właścicielami? Miejscowe podania na to wskazują. – Mówią, że krzyż w tym miejscu wystawił jeszcze przed drugą wojną światową prawdopodobnie ówczesny właściciel wsi. Dokładnie tego jednak nie wiem. Teraz jest już inny niż pierwotnie, drugi raz stawiany. Wcześniej też był drewniany. Po latach postanowiliśmy się nim zająć, bo był już bardzo zniszczony. Stawialiśmy go z moim ojcem. Pan Władysław Podlewski wystrugał go, ja go przywiozłem na miejsce. Postawiliśmy go w 1981 roku. Data 30 maja 1982 roku, która jest na nim wyryta to data jego poświęcenia przez księdza. Córki dbają o niego, choć ten krzyż znów nadaje się do odnowy, czas robi swoje – mówi Stanisław Kulisza, mieszkaniec Hawłowic, który wpisał się w jego historię. Postawiony w latach 80. ubiegłego wieku drewniany krzyż Męki Pańskiej jest nieco inny od tego, któy był poprzednio. Posiada blaszany, wąski daszek przymocowany nad postacią Chrystusa. Obok niego pnie się po drzewie bluszcz.

Przydrożny krzyż w Hawłowicach otoczony jest opieką. Choć skromny, ustrojony jest kwiatami i przypomina o postawionym tu pierwotnie krzyżu.

 

Marcin Sobczak

Trzech poszkodowanych w zdarzeniach z udziałem quadów

0

Policjanci wyjaśniają okoliczności dwóch zdarzeń drogowych z udziałem quadów. W Jodłówce poszkodowana została 33-letnia kobieta, a w Radawie dwaj obywatele Kazachstanu.

 

W piątek, 20 maja przed godz. 20, dyżurny jarosławskiej komendy otrzymał zgłoszenie o zdarzeniu drogowym z udziałem quada w Jodłówce. Na miejsce zostali skierowani policjanci z komisariatu w Pruchniku. Mundurowi wstępnie ustalili, że kierująca quadem 33-letnia mieszkanka gminy Pruchnik, podczas wykonywania manewru zawracania na mostku, pomyliła manetkę gazu z hamulcem, w wyniku czego przejechała przez drogę gminną i zjechała z nasypu drogi w krzewy. W wyniku tego zdarzenia kierująca doznała obrażeń. Kobieta została przetransportowana do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Policjanci ustalili, że czerokołowiec nie posiadał tablic rejestracyjnych, badań technicznych i nie był ubezpieczony.

Do podobnego zdarzenia z udziałem quada doszło w sobotę, 21 maja przed godz. 16 w Radawie na skrzyżowaniu dróg gruntowych. Wstępne ustalenia funkcjonariuszy z posterunku w Wiązownicy wykazały, że kierujący czterokołowcem kawasaki 21-obywatel Kazachstanu, jadąc z 20-letnim pasażerem, także obywatelem Kazachstanu, stracił panowanie nad quadem, w wyniku czego obaj spadli z pojazdu doznając obrażeń. Mężczyźni trafili do szpitala.

Policjanci apelują do kierujących zarówno czterokołowcami jak i jednośladami, o zachowanie szczególnej ostrożności. Przypominają, że quady wymagają dużych umiejętności i wiedzy od użytkownika. Nie są bezpieczniejsze od motocykli, a wypadki z ich udziałem mogą nieść za sobą tragiczne skutki.

 

EK/KPP

Przez puszkę trafił za kratki

0

Policjanci prowadzili pościg za kierowcą mitsubishi, który uciekł z miejsca interwencji. 36-latek został zatrzymany w Duńkowicach.

 

W czwartek, 26 maja po godz. 10, funkcjonariusze z komisariatu w Radymnie, podczas pełnienia służby w miejscowości Młyny, zauważyli nieprawidłowo zaparkowane mitsubishi, z którego ktoś wyrzucił aluminiową puszkę. Policjanci podjęli interwencję. Kiedy podeszli do samochodu, ten gwałtownie ruszył. Kierujący zaczął uciekać w kierunku Radymna.

– Policjanci natychmiast podjęli pościg za uciekającym mężczyzną. Przy użyciu sygnałów świetlnych i dźwiękowych wydawali kierowcy polecenie do zatrzymania się. Ten jednak zlekceważył wszelkie polecenia i kontynuował jazdę, wielokrotnie łamiąc przepisy w ruchu drogowym. Kierujący stwarzał też zagrożenie dla innych uczestników ruchu – informuje asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

W Duńkowicach uciekający mężczyzna zjechał na chodnik i w dalszym ciągu kontynuował jazdę. Dopiero gdy zorientował się, że koła samochodu zostały uszkodzone, zatrzymał się. Ucieczkę kontynuował pieszo. Wówczas został jednak zatrzymany przez policjantów.

Mężczyznę poddano badaniu na stan trzeźwości, które wykazało 2,5 promila w organizmie. Po sprawdzeniach w policyjnych systemach okazało się, że 36-letni mieszkaniec gminy Tarnogród, nie tylko posiada dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, ale jest poszukiwany listem gończym, wydanym przez Sąd Rejonowy w Jarosławiu, celem odbyci kary pozbawienia wolności. 36-latek trafił do policyjnego aresztu. Oprócz popełnionych wykroczeń, odpowie za niezatrzymanie się do kontroli drogowej oraz kierowanie pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości w okresie dożywotniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. O jego dalszym losie zadecyduje sąd.

 

EK/KPP

 

Kuriozum na PKS-ie

0
Autobusy utrudniają przejazd do supermakretu, czy osobówki wpychają się na perony?

Możliwe że jest to jedyny przypadek w cywilizowanym świecie, gdzie samochody osobowe zdążające na parking przy markecie, przeciskają się między stojącymi na peronach autobusami. Mowa o jarosławskim dworcu PKS.

Dawniej były nawet barierki chroniące pasażerów przed podjeżdżającym na peron autobusem.

– Jarosław. Wtorek po godz. 11. Znajomy podwozi mnie na miejsce szumnie nazwane dworcem autobusowym. Na peronach stoją autobusy. Oczekujących jest sporo. Jeden z autobusów źle podjechał. Kierowca wycofuje. Starszy mężczyzna zmaga się z walizką. Matka stara się opanować wyrywającego się jej kilkuletniego brzdąca. Przez to wszystko starają się przedrzeć zmierzający do sklepów. Kompletny bałagan. Znajomy mówi, że nie słyszał, by doszło tu do wypadku. Dziwne, bo byłem na wielu dworcach i nigdzie nie spotkałem sytuacji, że ruch jest poprowadzony przez perony – mówi pan Robert, który do Jarosławia przyjechał z zachodniej Polski.

Do Redakcji Gazety Jarosławskiej dociera więcej podobnych interwencji. Nowe centrum dworcowe, bo tak się nazywa kompleks budynków, w którym znaleziono miejsce na malutką poczekalnię zostało otwarte przed trzema laty. Wtedy nowatorskim rozwiązaniom w tworzeniu zaplecza dla komunikacji autobusowej dziwili się miejscowi. Potem przywykli. I tylko odwiedzający Jarosław sporadycznie widząc takie cudo, otwierają oczy ze zdumnienia. – Na dworcach w Polsce jest tak, że po peronach, to nawet rowerem nie wolno jeździć, a w Jarosławiu można nawet ciężarówką jechać. Przecież to szukanie nieszczęścia – mówi mieszkaniec Krakowa. Interweniujący nie potrafią zrozumieć, kto pozwolił, by perony autobusowe pełniły rolę jedynego dojazdu do wielkopowierzchniowych sklepów.

Planowano wyjazd na ul. Poniatowskiego, ale władze miasta i powiatu się nie dogadały.

Okazuje się, że wyjaśnienie tego problemu nie jest proste, a możliwe, iż należy go przyjąć jako dobrodziejstwo podejmowanych wcześniej decyzji, pogodzić się z faktem i zachować maksymalną ostrożność jadąc do supemarketu. Prezes jarosławskiego PKS Witold Duszyński przyznaje, że jest to problem, ale jego rozwiązanie wybiega poza kompetencje spółki i odsyła nas do zarządców dróg. Ci, po analizie, odpowiadają, że to nie ich sprawa, bo perony i dojazdy w obrębie tego, co nazywamy dworcem są drogami wewnętrznymi. Dają do zrozumienia, że prezes PKS powinien się tym zająć. Można przypuszczać, że władze należącego do powiatu jarosławskiego PKS maja mniej do powiedzenia o organizacji ruchu na działce będącej również własnością powiatu niż wynosi powierzchnia dworca. A ta jest bardzo mała. Dzieje się tak dlatego, że cały obszar dawnego dworca został wydzierżawiony prywatnej firmie na okres 30 lat. Wybudowała ona kompleks handlowy przeznaczając małe pomieszczenia na poczekalnię. Do potrzeb tej inwestycji dostosowano koncepcję ruchu. Zamknięcie przejazdu dla samochodów jadących na przysklepowe parkingi spowodowałoby radykalne zmniejszenie liczby klientów, a chodzi o to by było ich jak najwięcej.

Przypominamy, że dojazd do sklepów centrum dworcowego jest możliwy tylko przez perony. Natomiast wyjazd tylko na ul. Pruchnicką od strony skrzyżowania z ul. Słowackiego.

We wstępnym zamyśle nikt nie widział problemu z jeżdżeniem między wsiadającymi do autobusów. Plan przewidywał przebicie do ul. Poniatowskiego przez miejski parking przy dworcu PKP i utworzenie centrum przesiadkowego dla wszystkich linii autobusowej komunikacji publicznej. Nie udało się jednak dojść do porozumienia i koniec końcem władze Jarosławia noszą się z budową swojego centrum przesiadkowego. Powiat ma centrum handlowe nazwane dworcowym i w najbliższych dziesięcioleciach nie ma tam nic do powiedzenia.

Poszukiwania, kto i kiedy podjął decyzję o połączeniu funkcji peronu autobusowego z dojazdem na przysklepowy parking doprowadziły do tego, że ostatecznie powiat skierował nas do prezesa PKS uznając, że leży to w zakresie jego kompetencji. W. Duszyński zapewnił, że sprawdzi jakie ustalenia podjęto i odniesie do nich w najbliższym czasie.

Dojeżdżającym do sklepów i korzystającym z komunikacji autobusowej realizowanej przez PKS pozostaje zachować daleko posuniętą ostrożność. Odwiedzający Jarosław mogą za to spotkać niespotykane dziwadło, a to przyciąga turystów. Rozwiązania problemu lepiej nie szukać, bo samorządowcy zastosowali wielokrotnie sprawdzoną i skuteczną metodę, czyli odsyłają pytającego od Annasza do Kajfasza, mając nadzieję, że w końcu mu się znudzi.

erka/Fot. Czytelnik