– Za kilogram malin na skupie płacą u nas 10 zł za kilogram. Ceny giełdowe malin wahają się od 32 do prawie 40 zł. To jest nieuczciwe. Skąd taka różnica? Kto zbija kasę na producentach i czy nie można temu zaradzić – narzeka Czytelnik mieszkający w okolicy Jarosławia, przyznając jednocześnie, że ceny kształtuje wolny rynek. Uważa jednak, że Państwowa Inspekcja Handlowa powinna ukrócić proceder dający duże zyski hurtownikom przy minimalnych cenach dla producentów.
Ceny giełdowe malin z 8 sierpnia rzeczywiście przekraczają 30 zł za kilogram. W podwarszawskich Broniszach kształtowały się od 32 do 38 zł za kilogram. Na innych giełdach było podobnie.
– Kupują u nas po 10 zł a sprzedają pod Warszawą trzy razy drożej. Paranoja. Za nazbieranie kobiałki malin trzeba zapłacić około 10 zł, bo zajmuje to około godzinę. Jak odstawię ją do skupu i odliczę koszty, to wychodzę na zero. Zysku nie mam a przecież ponoszę także ryzyko. Wystarczy, że przyjdzie burza z gradem. Hurtownik ryzyka nie ponosi. Ma czysty zysk – mówi mężczyzna. – Niech inspekcja ingeruje i karze, bo to rażąca niesprawiedliwość. Powinny być jakieś granice w wysokości marży. Ponad 300 procentowe przebicie jest zdzierstwem. Warszawiak kupuje maliny cztery razy drożej niż sprzeda je chłop, ale nie widzi, kto ceny winduje i na chłopa narzeka – podkreśla.
Cenę reguluje rynek
Zadania Państwowej Inspekcji Handlowej są rozległe i różnorodne, ale w zakresie jej kompetencji nie leży wpływanie na wysokość cen. Inspekcja sprawdza legalność i rzetelność funkcjonowania przedsiębiorców oraz to czy wyroby przeznaczone dla konsumentów spełniają wymagania zgodnie z różnymi przepisami oraz zasadami bezpieczeństwa, a dystrybutorzy, sprzedawcy detaliczni i hurtowi przestrzegają przepisów, m.in. o bateriach i akumulatorach, ochronie środowiska, znakowaniu wprowadzonych do obrotu produktów GMO, produktów kosmetycznych. Jeśli chodzi o ceny to PIH sprawdza, czy są one umieszczone na produktach i czytelne dla kupujących. Jak informuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, którego prezes jest koordynatorem działania PIH, każdy przedsiębiorca zajmujący się sprzedażą detaliczną lub usługodawca jest zobowiązany do uwidocznienia ceny towaru bądź usługi oraz ceny jednostkowej towaru lub usługi w sytuacjach prawnie nakazanych. Wszelkie wymagane ustawą informacje powinny być uwidocznione w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie cen.
Wysokość cen ustala rynek. Zakazane prawem jest wpływanie na jej wysokość poprzez działania pozarynkowe. Wpływ producenta i klienta na cenę polega na tym, że pierwszy może nie sprzedać towaru za niską kwotę, a drugi nie kupować czegoś, co jest za drogie. Czytelnik zwraca uwagę, że podobny proceder można zauważyć przy sprzedaży cukru i węgla. – Podbijają cenę, a klient który i tak musi kupić, płaci. Nikt nad tym nie panuje – zauważa.
Na terenie miasta została zainstalowana pierwsza inteligentna ławka solarna. Ławka znajduje się przy ul. Konfederackiej, obok fontanny.
Solarne ławki to nowoczesne rozwiązania, które oprócz przestrzeni do odpoczynku, dają też możliwość skorzystania z ekologicznego zasilania. Napędzane solarem, wytwarzają prąd, który może finalnie trafić do naszych smartfonów oraz urządzeń mobilnych. Projekt został zrealizowany w ramach Budżetu Obywatelskiego.
W niedzielę, 14 sierpnia, na plaży miejskiej nad ZEK-iem w Radymnie po raz kolejny odbyła się impreza powroźniczo-żeglarska o nazwie „Na brzegu liny”. Organizatorzy przygotowali szereg atrakcji związanych z żeglarstwem oraz bogatymi tradycjami powroźnictwa, obecnego niemal od początku istnienia miasta.
Głównymi punktami programu były koncerty szantowe w wykonaniu Wojciecha „Biesiada” Biesiadeckiego, Marty Kani z zespołem oraz gwiazdy wieczoru, legendy sceny szantowej, EKT Gdynia. Równie ciekawe były warsztaty powroźnicze przygotowane przez grupę rekonstrukcyjną z Wieliczki, której przewodził mistrz Marek Skubisz. Swoje stanowiska wystawiła też m.in. pracownia florystyczna Wujek Dekoracje pokazująca, jak wykonać swój las w szkle oraz oraz uczelnia PWSW, gdzie można było bezpłatnie zbadać ciśnienie, poziom cukru czy cholesterolu oraz poznać tajniki pierwszej pomocy. Dla dzieci przygotowano konkursy z nagrodami: konkurs na najlepszą rzeźbę z piasku oraz konkurencje zręcznościowe, m.in. żeglarski tor przeszkód. Dzięki Przystani Wodnej Róża Wiatrów w Przemyślu najmłodsi mieli też możliwość rozpoczęcia przygody z żeglarstwem.
Organizatorami wydarzenia byli: Miasto Radymno, Miejski Ośrodek Kultury w Radymnie oraz Stowarzyszenie Rozwoju Radymna Galeon.
Ostatnie lata nie są zbyt łaskawe dla sieniawskiego liceum, które w 2019 roku hucznie obchodziło jubileusz 55-lecia istnienia. W chwili obecnej chętnych do nauki w pierwszej klasie jest zbyt mało, by utworzyć oddział. Ciągle jednak trwa nabór uzupełniający.
Jak informuje Starostwo Powiatowe w Przeworsku, któremu podlega szkoła, Liceum Ogólnokształcące w Sieniawie nadal prowadzi rekrutację do klasy pierwszej na zbliżający się rok szkolny 2022/2023. Podczas prowadzonej w maju i czerwcu rekrutacji elektronicznej absolwenci podstawówek mogli wybrać w sieniawskim liceum jedną z trzech klas. Szkoła jednak nie cieszyła się zbyt dużą popularnością podczas tych wyborów. Uczniowie wybierali szkoły w Przeworsku lub w powiatach ościennych. Ostatecznie, w pierwszym terminie chęć nauki w szkole potwierdziło jedynie 10 uczniów. Wybrali oni jeden z dwóch profili: humanistyczno-językowy lub medyczno-kosmetologiczny (podczas rekrutacji trzecim profilem do wyboru był jeszcze matematyczno-przyrodniczy). W chwili obecnej prowadzony jest nabór uzupełniający, gdyż jak informuje Starostwo, 10 to zbyt mała liczba uczniów do powstania klasy z dwoma profilami. Organ prowadzący nie podjął wprawdzie decyzji o likwidacji szkoły mimo, że już wcześniej w latach szkolnych: 2020/2021 oraz 2021/2022 nie udało się tu utworzyć klasy pierwszej.
– Jak najbardziej uważam, że Sieniawa – miasto z tradycjami, zasługuje na szkołę średnią, choć z powodu braku uczniów, istnieje prawdopodobieństwo likwidacji szkoły – przyznaje Bogusław Urban, starosta przeworski.
Przypomnijmy, że z problemem utworzenia oddziałów z powodu spadku liczby uczniów Powiat Przeworski borykał się już w przeszłości. Tak było m.in. w roku szkolnym 2018/2019, kiedy w Zespole Szkół im. Wincentego Witosa w Zarzeczu utworzony został tylko jeden oddział, a w Zespole Szkół w Sieniawie i Zespole Szkół w Kańczudze nie udało się utworzyć ani jednego oddziału. W 2019 roku podpisano więc porozumienia, w wyniku których zostały przekazane do prowadzenia: Zespół Szkół im. Wincentego Witosa w Zarzeczu Gminie Zarzecze, a Zespół Szkół w Kańczudze – Miastu i Gminie Kańczuga. Działanie to miało wzmocnić lokalne relacje i przyczynić się do rozwoju tych placówek. Od tego czasu w szkołach tych co roku udawało się utworzyć przynajmniej dwa nowe oddziały.
– Coś niesamowitego. Po 3 tygodniach naprawili studzienkę na rogu ul. Bandurskiego i Konfederackiej, aż to uwieczniłem – zauważa pan Wojciech na fb profilu Jarosław nasze miasto. Mieszkańcy, którzy zwracali uwagę na utrudniające przejście zasieki chroniące pieszych przed wpadnięciem w dziurę mogą czuć się usatysfakcjonowani. Upominający się o ograniczenie prędkości na ul. Konfederackiej muszą uzbroić się w cierpliwość.
Biało-czerwone ogrodzenie uszkodzonej studzienki straszyło, jak zauważa pan Wojciech, 3 tygodnie. Mieszkańcy interweniowali, jednak drogowcom nie bardzo spieszyło się z naprawą, chociaż bariera zmuszała pieszych do wchodzenia na jezdnię. Jej podpalenie też nie przyspieszyło sprawy. W końcu studzienkę poprawiono i ogrodzenie usunięto. Barykada na chodniku zwróciła uwagę mieszkańców ul. Konfederackiej na inne problemy.
– Przy bloku nr 19 i znajdującym się po przeciwnej stronie pawilonie spożywczym nie ma bezpiecznego przejścia. Nie ma też chodnika. Mało tego. Na tej ulicy odbywają się wyścigi motocykli i samochodów. Nie można spokojnie żyć. Sugerujemy ograniczenie prędkości lub zamontowanie progów zwalniających – apeluje w imieniu mieszkańców bloku jeden z lokatorów, dodając że ma nadzieję, iż uwagi mieszkańców zostaną zauważone przez władze Jarosławia, a ich sugestia zostanie zrealizowana.
Ul. Konfederacka jest drogą powiatową, zarządzaną przez Powiatowy Zarząd Dróg w Jarosławiu. O zgłaszanych przez mieszkańców problemach poinformowaliśmy zarządcę. Według zapewnień w najbliższym czasie drogowcy przyjrzą się sprawie i jeśli rzeczywiście będzie taka potrzeba podejmą decyzję o ograniczeniu prędkości.
Na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa stworzonej po to, by zgłaszać i zaznaczać miejsca, w których dochodzi do niebezpiecznych zachowań nie ma zawiadomień o nadmiernej prędkości na ul. Konfederackiej w Jarosławiu. Są tylko zgłoszenia dotyczące wandalizmu i spożywania alkoholu w miejscach publicznych.
Połowa wakacji już dawno za nami. Już niedługo ulice zapełnią się uczniami i kto wie, może wszystko się w tym roku szkolnym uda. Uczniowie udadzą, że się uczą, szkoły będą udawać, że próbują coś nauczyć, a w polityce jak zawsze będą udawać, że pracują by nam żyło się lepiej, a nie im. Właściwie to jedynie dobrobytu nie da się już udawać… a nie, zaraz, przecież są jeszcze kredyty i leasingi. Czyli teatr pełną gębą. Będzie to widać znakomicie od września, bo chodniki i szkoły zamieniają się wtedy w rewię mody i targowisko próżności. Co się dziwić, skoro dziś rolę wychowawców i autorytetów dla młodzieży przejęli internetowi celebryci. Szkoda, że to wszystko najczęściej tylko powierzchowność, a gdy zbadać temat głębiej okazuje się, że jest pusto. Trudno doszukać się pasji u młodych ludzi w tym, co robią, bo na pytanie o hobby mówią: „Nie wiem… spotykanie ze znajomymi”.
Są jednak jednostki, które żyją i funkcjonują normalnie. Na przykład 12-latek, który uwielbia pracę na gospodarstwie i nie może się doczekać kiedy wyjedzie z dziadkiem w pole. Albo 18l-atek, który interesuje się historią i filozofią i potrafi dyskutować lepiej niż niejeden 40-latek. Do takich ludzi, którzy żyją „bardziej” można też zaliczyć małżeństwo zafascynowane klasyczną motoryzacją. Dzieci w ich domu nie siedzą przed telewizorem, a zamiast przy tablecie czy komputerze spędzają czas na podwórku z kolegami. Może to zasługa pasji rodziców?
W międzyczasie mija rocznica nieudanego Powstania Warszawskiego i udanej Bitwy Warszawskiej. Pomimo tego, że historia nie zawsze bywa łaskawa, to pamięć o niej jest jak zbroja, która broni nas przed powtórką w przyszłości. Choć może i to już nie działa, bo nasza zdolność do wyciągania wniosków jakby zmalała. W godzinę „W” tylko część obchodów się udała. Część włodarzy miast chyba tylko udaje, że są Polakami i nie pozwolili włączyć syren, żeby uczcić zabitych w walce o wolność i niepodległość naszej Ojczyzny. Bali się, że uchodźcy będą się stresować. A przecież nikt trzeźwo myślący nie uwierzy, że Ukraińcy mają coś przeciwko syrenom upamiętniającym ludzi, którzy zginęli za to, by oni mieli gdzie uciekać. Pomagajmy uchodźcom realnie, a nie pustymi gestami. Ciekawe kiedy wyjdzie zakaz włączania sygnałów dźwiękowych dla pojazdów uprzywilejowanych. Jak widać na nas nie trzeba napadać, my sami na siebie naskakujemy. Nasi politycy podejmują takie decyzje, że naprawdę, czasem wstyd być Polakiem.
Kolejki do badań starających się o przyjęcie do techników i szkół branżowych wynikają z dużej liczby kandydatów. Fot. pixabay
– Już mam dojść tej muzyczki. Dzwonię kolejny raz i tylko to słyszę – narzeka matka uczennicy skierowanej na badania lekarskie przed przyjęciem do szkoły średniej. – Usypiająca muzyczka i komunikat, że jestem siódma w kolejce, a gdy udało się trafić, że byłam pierwsza, to wyrzuciło mnie na koniec – dodaje kolejna matka.
– Końcem lipca, zaraz po skierowaniu ze szkoły na badania lekarskie, nie można się było dodzwonić. Pojechaliśmy na tydzień na wakacje. Potem zaczęłam telefonować regularnie. Kilkanaście razy dziennie. Usypiająca muzyczka i informacja, że jestem szósta, siódma w kolejce. Jak byłam pierwsza, to wyrzucało na koniec. Tak przez trzy dni. Zastanawiałam się czy nie jechać do Lubaczowa ale spróbowałam jeszcze przez fb i messengera. Udało się po 5 minutach. Odezwali się. Dałam numer telefonu. Oddzwonili i udało się ustalić termin. Mam na koniec sierpnia – mówi mama Marka, przyszłego ucznia technikum.
My też próbowaliśmy. Muzyczka była i prośba, by wybrać jeden albo dwa. Dwa było do medycyny pracy. Po wybraniu była chwilka ciszy i powrót na początek. Tak można było wybierać bez przerwy.
– W związku z wieloma monitami i zastrzeżeniami dotyczącymi organizacji i dostępności do badań lekarskich dla uczniów i studentów powiatu jarosławskiego informuję, że jest to złożony problem, którego w krótkim czasie nie można rozwiązać. Jak zgłaszają rodzice/opiekunowie dzieci, które zostały przyjęte do szkół ponadpodstawowych powiatu jarosławskiego w podmiotach uprawnionych do wykonywania tych badań ustawiają się duże kolejki i trudno się dodzwonić do rejestracji lekarzy medycyny pracy – potwierdza Marta Kurpiel, naczelnik wydziału edukacji i spraw społecznych w jarosławski starostwie.
Z informacji Podkarpackiego Kuratorium Oświaty wynika, że do wykonywania badań upoważniono kilkanaście podmiotów na całe województwo. – W powiecie jarosławskim są to dwie jednostki. Jedna w Jarosławiu, a druga w Lubaczowie – mówi M. Kurpiel.
Skąd się biorą kolejki?
– Są dwa główne powody: terminowy i ilościowy. Po pierwsze listy przyjętych do szkół uczniów pojawiły się 28 lipca i dopiero wtedy szkoły sukcesywnie wystawiały skierowania na badania zgłaszającym się uczniom. Przypominam, że skierowania dotyczą uczniów technikum i szkół branżowych, a każdy zawód to inne zagrożenia i inne narażenia na działanie czynników niebezpiecznych dla zdrowia, więc skierowań nie można wystawiać „w ciemno”, dla wszystkich takich samych. Po drugie w tym roku do szkół ponadpodstawowych idą dwa roczniki – dawniejsi sześcio- i siedmiolatkowie, co spowodowało, że do szkół powiatu jarosławskiego do klas pierwszych przyjęto 1881 uczniów, z czego 1232 to uczniowie techników i szkół branżowych, czyli ci, którzy muszą wykonać stosowne badania.. W ubiegłym roku było ich 819 – wyjaśnia naczelnik.
Kurpiel sprawdziła też, jak wygląda rejestracja do badań. – Z rozmowy z przedstawicielem Centrum Medycznego Głogowscy s.c. dowiedziałam się, że dla sprawniejszej obsługi klientów wydłużono czas pracy i przyjęto dodatkową rejestratorkę, co przełożyło się na dzienną obsługę 70 osób. Wyjaśniono również, że kłopoty z dodzwonieniem się wynikają z dużej liczby telefonów, co powoduje, że jednocześnie nie można obsłużyć wszystkich dzwoniących, ale każdy kto osobiście przychodzi do punktu na ul. Paderewskiego jest obsłużony. Dla rodziców, którzy mają obawy czy ich dzieci zdążą wykonać w terminie stosowne badania podaję informację, że termin dostarczenia zaświadczenia do szkoły upływa 23 września – wyjaśnia.
Za badania uczniów starających się o przyjęcie do szkół ponadpodstawowych odpowiada w powiecie jarosławskim i przeworskim Centrum Medyczne Głogowscy s.c., prowadzące badania przy ul. Paderewskiego 4 od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00 – 16:00 oraz Centrum Medyczne KORMED działające w Lubaczowie przy ul. T. Kościuszki 141/7. Badania wykonywane są od poniedziałku do czwartku w godz..7:00 – 14:00, w piątek w godz. 7:00 – 13.00.
Na początku sierpnia wójt Gminy Jawornik Polski poinformował o podpisaniu umowy na dostawę szkolnego autobusu elektrycznego. Tym samym gmina stała się pierwszą w województwie, która zdecydowała się na zakup tego modelu autobusu do przewozów szkolnych.
Umowę na dostarczenie autobusu elektrycznego marki Yutong podpisali: wójt gminy Jawornik Polski Stanisław Petynia oraz prezes zarządu Busnex Poland, oficjalnego przedstawiciela Yutonga na Polskę, Marcin Kucharski. Jak podkreśla wójt S. Petynia, autobus spełnia oczekiwania gminy.
– Nasza punktacja przetargowa zmierzała do wyboru autobusu, który będzie służył do codziennego dowozu dzieci do szkoły, ale umożliwi też wyjazdy na wycieczki, zawody sportowe, czy basen. Co ważne, elementem dostawy będzie również stacja ładowania z instalacją fotowoltaiczną i magazynem energii, co zmniejszy koszty eksploatacji i zwiększy efekt ekologiczny – mówi wójt gminy Jawornik Polski.
Yutong ICE12 to 45-osobowy elektryczny autobus produkcji chińskiej, którego zasięg na jednym ładowaniu wynosi ponad 300 kilometrów. Do Jawornika Polskiego ma dotrzeć w listopadzie.
Wartość projektu to 2 mln 720 tys. zł, z czego 90 % to dofinansowanie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach programu „Kangur – Bezpieczna i ekologiczna droga do szkoły”.
Adam i Karolina Nietrzeba razem z synami, Jasiem i Zygmuntem, a także dwa Saaby 96. fot. Ważka Studio
Gdy od czasu do czasu przez Jarosław przemknie klasyczny Saab, można być prawie pewnym, że kierowcą jest Adam lub Karolina Nietrzeba, małżeństwo zakochane w klasycznej motoryzacji i wszystkim co się z nią wiąże.
–Zaczęło się w roku 89-90 za sprawą słynnego taksówkarza jarosławskiego, p. Leona Ziegelheima, który miał pięknego Mercedesa W115. Jako 7-latek często do niego przychodziłem. Obserwowałem jak pucuje swój samochód i słuchałem jego opowieści o tym aucie. Zaprzyjaźniliśmy się do tego stopnia, że traktowałem go jak swojego dziadka. W pewnym momencie on obiecał, że odsprzeda mi ten samochód kiedy zdam prawo jazdy, co udało mi się w roku 98, dokładnie w lutym – wspomina Adam Nietrzeba. –Taksówka miała wtedy przejechane ponad milion kilometrów, już drugi silnik, ale wciąż była w wyśmienitym stanie. Jako młody chłopak napisałem oficjalny list do przedstawiciela Mercedesa o przyłączenie się do klubu tej marki ale dostałem informację, że jeszcze takiego klubu nie ma. Rok później dostałem list z Niemiec, który oznajmiał, ze taki klub właśnie powstaje i zapraszał mnie do zostania jego członkiem-założycielem. To był pierwszy taki klub w Polsce – dodaje. Kolejny etap motoryzacyjnej pasji stał się wynikiem właściwie przypadkowego spotkania. –W pewnym momencie poznałem p. Eugeniusza Wilka z Kańczugi, który zajmuje się Saabami i on zaraził mnie miłością do tych samochodów. Kiedy przyszliśmy, pierwsze pytanie jakie usłyszeliśmy, to czy chcemy przejechać się dwusuwem czy V4 i ot tak, dał nam kluczyki, żebyśmy mogli zakosztować jazdy takim samochodem. – mówi Adam. –Te konstrukcje są niesamowite. Niektóre auta z dzisiejszych czasów nie mają takich wyników w testach bezpieczeństwa jak te klasyki. Mało osób wie, że w pierwszych latach produkcji te samochody były montowane tuż obok samolotów w tej samej fabryce – dodaje.
Zloty klasyków przyciągają ludzi, także tych spoza miasta. Dzięki takim pasjonatom jak Adam i Karolina nasz region ma solidnego asa w rękawie, żeby przyciągnąć tłumy turystów. fot. Michał Hop Fotografia
Hobby, które spaja rodzinę
–Działamy rodzinnie. Często spotykam się z sytuacjami, że mężczyzna jest podekscytowany tematem, ale stopuje go druga połówka. To chyba kwestia związku. Wiadomo, że samochody to głównie domena mężczyzn i kobiety, które się tym interesują są ewenementem. U nas nie ma takich problemów, ostatnio zrobiliśmy ok. 5000 km po muzeach motoryzacji i małżonka była zachwycona – śmieje się Adam. –Wkręciłam się w tą pasję, bo to jest dla nas styl życia. To są nie tylko rajdy i zloty, ale także nowi znajomi. Inaczej jedzie się na wycieczkę w Bieszczady w kilka takich klasyków, to jest po prostu inne przeżycie. Zresztą, nawet nasze dzieci to uwielbiają – mówi Karolina Nietrzeba. –Poznałam Adama właśnie jako pasjonata i wiedziałam, że siłą rzeczy muszę w ten świat wejść. Wzięłam sobie z niego to, co mnie interesuje, czyli modę, organizowanie rajdów. Lubię też fotografować kręcić filmy – dodaje. Nawet szukanie samochodu do kupienia może być ciekawą przygodą dla dwojga, choć też nie da się uniknąć rozczarowań. –Takich pojazdów nie ma na pęczki. Mimo to, zanim kupię samochód musi mi przy nim zabić mocniej serce – mówi pasjonat. –Kiedyś pojechaliśmy pociągiem do Gdańska po samochód, ale Adamowi jednak nie zabiło serce i musieliśmy wracać PKP – wspomina Karolina. –Obiecałem żonie, że wrócimy nowym samochodem przez Mazury. Okazało się jednak, że zdjęcia były przerobione i zrezygnowałem – tłumaczy Adam.
Charytatywne rajdy i kameralne spotkania
Każdy pasjonat i właściciel ciekawego pojazdu przyzna, że znaczna część zabawy polega na spotkaniach z podobnymi fascynatami i wspólne spędzanie czasu w motoryzacyjnej atmosferze.
–Teraz organizujemy takie kameralne rajdy, nazywają się „Into the wild” i są po Bieszczadach. To nie jest tak, że tylko siedzimy przy tych autach. Łączymy to z turystyką, dobrą lokalną kuchnią i poznawaniem nowych ludzi. Jak organizowaliśmy rajdy Drynda, to jeździła z nami chłodnia, mieliśmy grilla i przewoźne kino. Pamiętam jak w Austrii zauważyłem, że z naszymi dzieciakami bawią się lokalne dzieci i pomimo bariery językowej mają świetny kontakt i radochę. To było niesamowite doświadczenie – opowiada Adam. – Robiliśmy zloty co roku i zbieraliśmy pieniądze na chore dzieci. Przerwała nam pandemia, teraz zbieramy się, żeby wznowić ten zwyczaj. Pasjonaci klasyków to wąskie grono ludzi, bardzo chętnie się spotykają i szukają ku temu okazji. Ostatni dwudniowy festiwal, który zorganizowaliśmy, przejazd przez Pogórze Przemyskie skupił mnóstwo uczestników. Były foodtrucki, kino plenerowe i inne atrakcje – dodaje.
Zajmowanie się klasykami i organizowanie zlotów ma wiele dobrych stron. Jest bardzo duży potencjał dla miasta i regionu w takich imprezach. Ludzie, którzy biorą udział w zlotach zostawiają znacznie więcej pieniędzy niż zwykli turyści. Byłoby dobrze, żeby władze zainteresowały się takim sposobem promocji miasta. Jakiś czas temu było głośno o Muzeum Starych Samochodów, które rzekomo miało powstać przy ul. Poniatowskiego. Okazuje się, że pomysłodawcami tego byli państwo Nietrzeba. –Byliśmy o krok od założenia stowarzyszenia i zrobienia muzeum starych samochodów w magazynach powojskowych przy ul. Poniatowskiego. Mieliśmy porozumienie z władzami miasta, ale niestety po stronie uczelni napotkaliśmy mur nie do przebicia. Byliśmy nawet w Niemczech i ludzie stamtąd obiecali pomoc w tym przedsięwzięciu. Szkoda, że nic z tego nie wyszło – mówi Adam. –Wielu naszych znajomych jest pod wielkim wrażeniem tras i okolic Jarosławia, dobrze byłoby zrobić z tego użytek. Jesteśmy bramą Bieszczadów i staramy się to wykorzystywać – dodaje.
Jak zacząć zabawę z klasykami? Czy pochłania to dużo czasu?
–Oboje pracujemy w budżetówce, mamy dwójkę dzieci i oboje mamy na to czas, więc chyba nie jest tak źle! – śmieje się Karolina. –Nawet udało mi się stworzyć kolekcję ubrań inspirowaną klasycznymi Saabami – dodaje. –Największy błąd jaki ludzie mogą zrobić, to wepchać się w projekt, czyli auto, które wymaga dużego nakładu pracy i finansów, żeby jeździło. Robocizna i materiały są bardzo drogie, a sama praca jest bardzo czasochłonna i człowiek może łatwo się zniechęcić. Pierwszy klasyk musi być gotowy do jazdy i cieszenia się nim – uważa Adam. Ludzie, którzy podziwiają klasyki na zlotach są często uprzedzeni do posiadania takowych z powodów kosztów i trudności z dostępnością części. Okazuje się jednak, że często są to mity. –Z częściami nie ma żadnego problemu, są sklepy w Holandii, Szwecji, które oferują wszelki potrzebny asortyment do Saaba 95 lub 96. Jest tych samochodów w Polsce bradzo mało, więc jeśli jesteśmy na jakimś zlocie robimy naprawdę wrażenie. Taką popularność ludzie mogą bezwiednie tłumaczyć trudnodostępnymi częściami, a to nieprawda – mówi pasjonat.
Pasja i biznes
Adam, oprócz kolekcjonowania klasyków zajmuje się także ich odrestaurowywaniem. Specjalizuje się w Saabach, ale w jego kolekcji można też znaleźć m.in. Volvo, Citroena i Renault. –Pamiętam jak udało mi się odkupić od kolegi Mercedesa 190 w doskonałym stanie i po pewnym czasie wymieniłem go właśnie na Saaba 95. Kiedy z kolegą pojechaliśmy lawetą na wymianę, on wziął mnie na stronę i zapytał czy na pewno wiem co robię. Saab stał po błotniki w ziemi i był naprawdę w kiepskim stanie. Odremontowaliśmy go i okazało się, że jest warty tyle co 5 tamtych Mercedesów – wspomina z uśmiechem. –Dziś, jak odnawiamy któryś model, staramy się dbać nie tylko o jakość auta, ale też o klienta. Do każdego samochodu dodajemy kosz słodkości opartych na miodzie oraz koszulkę związaną z autem. Klienci bardzo to doceniają. Prowadzimy też swoistą politykę zaufania, po zakupie u nas można w ciągu 5 dni zwrócić samochód bez podania przyczyn – mówi. –Z klientami zazwyczaj nawiązujemy relacje i dłuższą znajomość. Często przyjeżdżają do nas w odwiedziny lub na rajd po Bieszczadach – dodaje. Coraz częściej widzimy w autach formę inwestowania. –Ludzie nie doceniali klasyków, ale teraz powoli się to zmienia. Według zachodnich ratingów, tylko złoto dało większą stopę zwrotu niż samochody klasyczne przez ostatnie 40 lat. Tu mam apel do małżonek. Pewnego razu, kolega potrzebował gotówki i sprzedał jeden samochód. Jego sceptyczna żona, kiedy zobaczyła ile pieniędzy za to dostał zachęcała go po czasie, żeby może kupił jeszcze raz takie auto – mówi kolekcjoner.
Klasyk w garażu to furtka do innej rzeczywistości.
Na stronie internetowej Klasykowisko.com, gdzie można się zapoznać z działalnością Adama i Karoliny, pooglądać zdjęcia i filmy samochodów, a nawet kupic ubrania inspirowane klasycznymi samochodami. Rodzina ma także swój kanał na YouTube, na którym umieszcza piękne aranżacje filmowe i muzyczne połączone z klasycznymi samochodami. Od każdego filmu bije prawdziwa błogość i spokój. Małżeństwo jest otwarte i chętnie opowiada o swoim hobby. Jak sami mówią, to nie jest już pasja, ale styl życia.
Podczas sesji Rady Gminy Gać najwięcej czasu poświęcono omówieniu raportu o stanie gminy.
W kolejnych gminach radni byli jednomyślni co do udzielenia wotum zaufania oraz absolutorium z tytułu wykonania budżetu za ubiegły rok.
Sesja absolutoryjna w Adamówce odbyła się 28 lipca. Omawiając krótko raport o stanie gminy, wójt Edward Jarmuziewicz zwrócił uwagę, że po raz pierwszy w historii gminy Adamówka, liczba jej mieszkańców spadła poniżej 4 tysięcy.
– W 2021 roku urodziło się 29 dzieci, zmarło 49 osób. Na koniec roku mieliśmy 3988 mieszkańców – powiedział wójt zauważając, że liczba dzieci, które się urodziły na terenie całej gminy to zaledwie jedna klasa w szkole. Wrócił tym samym do tematu oświaty i utrzymywania szkół z niską liczbą uczniów. Radni jednomyślnie udzieli wójtowi wotum zaufania oraz absolutorium z wykonania budżetu za 2021 rok. Planowane dochody w wysokości ponad 24 mln 155 tys. zł, wykonane zostały na blisko 25 mln 656 tys. zł, co stanowiło 106,2%. Zaplanowane wydatki to ponad 27 mln 187 tys. zł, wykonane w ponad 22 mln 737 tys. zł, tj. 83,6% planu. Wójt podkreślił nadwyżkę, którą udało się wypracować i zaznaczył, że w 2021 r. sprzedaż drewna po raz pierwszy przekroczyła kwotę 1 mln zł, co stanowiło duży wpływ dla budżetu gminy.
Podczas sesji Rady Gminy Gać wójt Grażyna Pieniążek szczegółowo omówiła raport o stanie gminy podkreślając, że wszystko, co zostało ustalone na początku kadencji, konsekwentnie jest realizowane w kolejnych latach, mimo że jest to dość trudny czas. Tu także radni byli jednomyślni co do udzielenia wotum zaufania i absolutorium z wykonania budżetu, który przedstawił się następująco: planowane dochody w wysokości ponad 27 mln 367 tys. zł, wykonano na ponad 28 mln 070 tys. zł, co stanowi 102,57% planu, z kolei planowane wydatki to ponad 32 mln 391 tys. zł, wykonanie – blisko 30 mln 432 tys. zł co stanowi 93,95% planu. G. Pieniążek podziękowała wszystkim za jednomyślność i współpracę na rzecz gminy ponad podziałami politycznymi.