Strona główna Blog Strona 60

Niezwykła historia niezwykłej jarosławianki

0

Pracownicy muzeum odkryli historię niezwykłej jarosławianki, która była pierwszą w historii miasta kobietą kierującą firmą budowlaną. Udało się również odnaleźć jej praprawnuka, który ofiarował muzeum dwa albumy ponad stuletnich zdjęć. Znajdują się na nich znani w mieście rzemieślnicy, nauczyciele, harcerze, a także jego praprababcia – Maria Kosińska.

 

– Na postać Marii z Kupczakiewiczów Kosińskiej natrafiłam przypadkiem, podczas przeszukiwania archiwów w zupełnie innej sprawie – mówi starszy kustosz Zofia Kostka-Bieńkowska z jarosławskiego muzeum. – Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że Maria, wdowa po rzemieślniku Andrzeju Kosińskim i matka pięciorga dzieci, pojawia się w Aktach Miasta Jarosławia jako dostawca cegieł na place budowy najważniejszych miejskich inwestycji końca XIX wieku – wyjaśnia Z. Kostka-Bieńkowska.

W 1893 r. Maria Kosińska dostarczyła 100 tysięcy cegieł na budowę monumentalnej siedziby pierwszej zawodowej straży pożarnej w Jarosławiu. To przedsięwzięcie miało priorytetowe znaczenie dla burmistrza Adolfa Dietziusa, który przed objęciem urzędu pełnił funkcję naczelnika miejskich strażaków-ochotników. Kosińska kierowała jedną z czterech firm dowożących cegły na potrzeby tej inwestycji.

– Wszystko wskazuje na to, że urzędnicy miejscy wysoko ocenili usługi kobiety, bo 2 lata później, w 1895 roku, została ona wyznaczona na jedynego dostawcę cegieł dla najważniejszej pod względem prestiżowym inwestycji miejskiej końca XIX wieku, czyli gruntownej przebudowy jarosławskiego ratusza – zauważa kustosz.

Jak podaje jarosławskie Muzeum, budynek ratusza, którego korzenie sięgają XVII wieku, po I rozbiorze Polski przejęty był na cele wojskowe. Zdewastowany i zaniedbany został wykupiony w 1852 r., a następnie przebudowany w stylu neogotyckim. W latach 1895-1896 dokonano radykalnej zmiany wyglądu ratusza według projektu lwowskiego architekta Franciszka Dolińskiego. Neogotyckie fasady zastąpiono neorenesansowymi, pasującymi do nieodległej renesansowej kamienicy Orsettich. Do budynku dobudowano poddasze i attykę oraz podwyższono wieżę zegarową.

– To właśnie na tę budowę, w wyniku której zostały ukształtowane zręby współczesnej bryły jarosławskiego ratusza, przywoziła cegły Maria Kosińska – mówi Z. Kostka-Bieńkowska. – W tym samym czasie przebudowywano również położoną przy rynku miejską kamienicę, nazywaną dziś kamienicą Attavantich, w której mieściły się wówczas szkoły ludowe oraz niektóre urzędy miejskie. Maria Kosińska dostarczała budulec na obie inwestycje po cenie 11 złotych reńskich 50 krajcarów za 1000 sztuk cegieł – dodaje.

 

Prawdopodobnie pierwsza w historii

Historia Marii Kosińskiej jest niezwykła z tego powodu, że w XIX wieku kobiety prowadzące działalność gospodarczą należały do absolutnej rzadkości. Były one ograniczane jedynie do pełnienia roli żony i matki, nie miały praw politycznych, nie mogły nawet samodzielnie dysponować swoim własnym majątkiem. Jeśli już podejmowały pracę zarobkową, to zwykle na stanowiskach tradycyjnie uważanych za kobiece, takich jak nauczycielka, sklepikarka, szwaczka, czy pomoc domowa.

– Maria Kosińska jest pierwszą i na razie jedyną znaną jarosławianką, która w XIX wieku samodzielnie prowadziła firmę budowlaną. Prawdopodobnie było to możliwe tylko dzięki temu, że Kosińska odziedziczyła biznes po zmarłym mężu. Teoretycznie, firmę mógł przejąć jeden z jej dorosłych synów, ale z jakichś powodów tak się nie stało – wyjaśnia Z. Kostka-Bieńkowska.

 

Muzeum odnalazło potomków Marii

W wyniku badań archiwalnych przeprowadzonych przez jarosławskie Muzeum, okazało się, że potomkowie Marii Kosińskiej w dalszym ciągu mieszkają w Jarosławiu. Jej prawnukiem jest Jarosław Pagacz, były radny Rady Miasta Jarosławia.

– Niestety, w rodzinie przetrwały tylko zdawkowe informacje o mojej praprababci. Nikt z nas nie miał pojęcia, że Maria Kosińska była taką ciekawą postacią – mówi jarosławianin.

  1. Pagacz postanowił ofiarować do Muzeum swoje dwa najstarsze albumy rodzinne, ze zdjęciami od 2. połowy XIX wieku.

– Oprócz portretów członków zasłużonych dla Jarosławia rodzin Kosińskich i Pagaczów, znajdziemy tu fotografie dokumentujące życie codzienne mieszkańców miasta w tamtym okresie. Na jednym ze starszych zdjęć widzimy postawną kobietę z włosami ujętymi w warkocz dookoła głowy. To właśnie Maria Kosińska. Obok jest jej mąż, Andrzej – informuje muzeum. – Serdecznie dziękujemy panu Jarosławowi Pagaczowi za tak niezwykły dar dla naszego Muzeum – mówi Marcin Burghardt, kierownik Działu Zbiorów i Badań jarosławskiego Muzeum.

 

Opr. EK, fot. Muzeum Kamienica Orsettich

Bobry zatapiają działki

0

Bobry kolejny rok uprzykrzają życie działkowcom. Budowane przez nie tamy doprowadzają do podtopień działek. – Interweniowałem już wiele razy i nic to nie dało – mówi Ryszard Tomaszkiewicz, członek Zarządu Rodzinnych Ogródków Działkowych „Jarek” przy ul. Okrzei w Jarosławiu. Urząd Miasta Jarosławia tłumaczy, że bobrowe tamy rozbierane są nieraz po kilka razy w miesiącu, ale zwierzęta te w bardzo szybkim tempie je odbudowują. Jak w takim przypadku zabezpieczyć interes działkowców oraz tych jakże potrzebnych przyrodzie „szkodników”?

 

Woda zalewa nasze działki i altany – mówi – mówi Ryszard Tomaszkiewicz, członek Zarządu Rodzinnych Ogródków Działkowych „Jarek” w Jarosławiu.

Pan Ryszard już nie po raz pierwszy skarży się na niszczycielską działalność bobrów, które na dobre zadomowiły się w okolicy ogródków działkowych w Jarosławiu. Osobników przybywa, a budowane przez nie tamy coraz częściej doprowadzają do podtopień kilkunastu działek, „spędzając sen z powiek” działkowcom.

– Po raz kolejny zwróciliśmy się do Urzędu Miasta z prośbą o podjęcie działań związanych z udrożnieniem wody w strumieniu zablokowanym tamą zbudowaną przez bobry. Woda zalewa nasze działki i altanki. Kolejny raz prosimy o pomoc i definitywne rozwiązanie problemu – apeluje R. Tomaszkiewicz, nadmieniając, że jest firma, która co jakiś czas rozbiera budowane przez bobry tamy, ale robi to na tyle nieskutecznie, że te, w ciągu jednego, bądź dwóch dni są w stanie je odbudować. – Bobry powodują też inne szkody, m.in. podgryzają drzewka owocowe. Jeśli powiem, że jest tu ich około 60 sztuk, to chyba dużo się nie pomylę – szacuje mężczyzna.

Problem tworzenia tam przez bobry w tej części miasta występuje już od co najmniej kilku lat. Miasto niejednokrotnie podejmowało starania, aby temu przeciwdziałać. Sprawę utrudnia jednak fakt, że bobry są pod ochroną, a do niszczenia tworzonych przez nie tam niezbędna jest zgoda Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

– Urząd Miasta Jarosławia regularnie od kilku lat reaguje na interwencje (głównie zgłaszane drogą telefoniczną) Zarządu ROD Jarek. Tamy budowane przez bobry na odcinku rowu, w którym aktywność tych zwierząt jest największa, są regularnie usuwane. W tym celu zawierane były i są umowy z wykonawcami tego zadania. W roku bieżącym taka umowa została zawarta z Jarosławskim Przedsiębiorstwem Komunalnym Sp. z o.o. Liczba interwencji w latach 2020-2023 wskazana jest w obowiązkowych sprawozdaniach, kierowanych każdego roku do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Rzeszowie – wyjaśnia Iga Kmiecik, rzecznik prasowy Burmistrza Miasta Jarosławia, nadmieniając, że tylko w tym roku tamy rozbierane były już czterokrotnie. – Ostatni raz miało to miejsce w dniu 25 maja – dodaje I. Kmiecik.

 

Tamy rozbierane są regularnie

Działania podejmowane przez Urząd Miasta Jarosławia potwierdzają sprawozdania przesłane do RDOŚ.

– W 2020 roku na odcinku ok. 230 m rowu deszczowego wykonawca, z którym Miasto zawarło stosowną umowę, pięciokrotnie usuwał tamy bobrowe. W 2021 r. te same czynności wykonywane były 23 razy, a 2022 r. – 16 razy. Powyższe czynności wykonywane były ręcznie, a konary i gałęzie były usuwane z koryta cieku poza zasięg zwierząt – mówi I. Kmiecik.

Urząd Miasta Jarosławia informuje ponadto, że około rok temu zwrócił się do zarządu ROD Jarek o podjęcie działań porządkujących teren, zwłaszcza o koszenie trawy tak, aby poprzez zmniejszanie atrakcyjności tego miejsca zniechęcać zwierzęta do zasiedlania terenu. Wówczas zarząd ROD otrzymał równocześnie informację, że ewentualne straty w uprawach użytkowników działek, spowodowane zalaniem w związku z działalnością zwierząt podległych ochronie, mogą być rekompensowane na wniosek strony poszkodowanej przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Podstawę stanowi art.126 ust 1,2 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz.U.2021.1098 t.j.).

 

Działkowcy swoje, urzędy swoje, a bobry swoje

Z powyższych informacji wynika, że Miasto nie umniejsza skali problemu działkowców. Działania podejmowane są regularnie. Niestety ich efekt jest krótkotrwały. Czy są jakieś skuteczne sposoby, aby pomóc działkowcom i choć po części zminimalizować skalę tego zjawiska zapytaliśmy w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie.

– Nie czuje się ekspertem w tej sprawie. Jest wielu naukowców zajmujących się tym gatunkiem, posiadających ogromną wiedzę, a także wiele opracowań, które proponują działania prewencyjne. Czasami lepiej niż rozebranie tamy sprawdzi się montaż rury przelewowej utrzymujące zwierciadło wody na akceptowalnym poziomie – mówi Łukasz Lis, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie.

– Problemem jest to, że mamy do czynienia z inteligentnym zwierzęciem z dobrze rozwiniętym zmysłem przestrzennym, dlatego też niektóre nasze działania okazują się bezskuteczne – podsumowuje Ł. Lis.

 

EK

 

Spotkanie z biskupem Marianem Buczkiem

0

W czwartek, 25 maja w Katolickim Centrum Kultury przy Kościele pw. Chrystusa Króla w Jarosławiu odbyło się spotkanie z bp Marianem Buczkiem, emerytowanym ordynariuszem diecezji charkowsko-zaporoskiej na Ukrainie.

 

Spotkanie było połączone z promocją książki „Biskup polski na Siczy Kozackiej”, w której zawarty został wywiad rzeka z bp Marianem Buczkiem o jego posłudze na Ukrainie.

Podczas spotkania bp M. Buczek opowiedział m.in. o relacjach polsko-ukraińskich oraz stosunkach między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem grekokatolickim.

Moderatorem tego wydarzenia był prof. nadzw. dr hab. Adam Kulczycki, Prezes Instytutu Dziedzictwa Kresowego im. Ugody Hadziackiej.

Spotkanie z biskupem seniorem M. Buczkiem poprzedziła Msza św. pod jego przewodnictwem.

Bp M. Buczek pochodzi z Cieszanowa. W latach 2002-2007 był biskupem pomocniczym lwowskim, a następnie do roku 2009 biskupem koadiutorem charkowsko-zaporoskim. W latach 2009-2014 był biskupem diecezjalnym charkowsko-zaporoskim, a od 2014 roku jest biskupem seniorem tej diecezji. W 2009 roku otrzymał ukraiński order za zasługi trzeciego stopnia.

EK, fot. Parafia pw. Chrystusa Króla w Jarosławiu

 

Pani Bożena pisze bajki dla dzieci

0

Są osoby, które z bajek nie wyrastają. Należy do nich m.in. Bożena Siry z Jarosławia, która odkryła w sobie zamiłowanie do pisania bajek dla dzieci. Autorka dba o to, by jej rymowane opowieści, nie tylko niosły jakieś ciekawe przesłanie, ale i cechowały się dużą dawką humoru.

 

– „Trzy bajki z morałem” to mój autorski debiut. Chciałam, aby napisana przeze mnie bajka była zabawna, żeby dzieci się przy niej nie nudziły, a wręcz przeciwnie, żeby przy czytaniu, bądź słuchaniu opowiadań pojawiał się na ich twarzach uśmiech – opowiada Bożena Siry, prywatnie ciocia gromadki dzieci. To właśnie dla nich wymyśla i opowiada bajki do snu.

Rymowane opowieści zawarte w książce pt. „Trzy bajki z morałem” kierowane są do dzieci od trzech do około dziesięciu lat. – Dzieci mogą wynieść z nich jakąś naukę. Są one połączeniem humoru z morałem – mówi pani Bożena.

Ulubioną bajką autorki jest ta o rudej wiewiórce. – Jest to rymowana opowieść o przygodach młodej wiewiórki, która miewa różne szalone pomysły i przygody. Na pewno każdy się uśmieje, czytając ją – mówi autorka.

Pani Bożena pochodzi z Chorzowa (gmina Roźwienica). Od dwudziestu lat mieszka w Jarosławiu. Z wykształcenia jest pedagogiem opiekuńczym. Pracowała m.in. z małymi dziećmi, osobami niepełnosprawnymi, a także starszymi ludźmi. Lubi podróżować, zwiedzać nowe miejsca, a jej marzeniem jest wyjazd do Izraela.

– Mam słabość do cafe latte i innych form kawy, herbaty, a także słodyczy – mówi o sobie autorka bajek dla dzieci. – Lubię dobry, głównie ze złotej ery Hollywood – film, od czasu, do czasu: książkę, muzykę , spacery oraz ogniska z przyjaciółmi – dodaje.

Panią Bożenę prezentującą napisane przez siebie bajki, można było spotkać m.in. na Jarmarku benedyktyńskim, a także na spotkaniach autorskich w Dyskusyjnym Klubie Książki w bibliotece w Przemyślu, Kańczudze, czy Lubeni.

 

Gdzie kupić bajkę?

Każdy, kto chciałby kupić bajkę z Jarosławia i okolic w rozsądnej cenie z autografem autorki i z dedykacją dla dziecka może skontaktować się bezpośrednio z panią Bożeną poprzez adres e-mail: buena84@o2.pl.

Książeczka napisana przez panią Bożenę jest też super pomysłem na prezent. – Gorąco polecam ją dzieciom i rodzicom – mówi autorka.

Poniżej przedstawiamy fragment jednej z nich.

EK

 

 

Jarzynki witaminki

Były sobie trzy jarzynki witaminki,

Lecz dzieci przy jedzeniu ich robiły zawsze kwaśne minki.

Leżały starannie umyte na talerzu pan pomidor, ogórek i pani sałata.

Kręcąc główką, maluchy mówiły, że tego się nie zjada.

 

Emilka nie lubiła jeść sałaty, Kubuś nie chciał pomidora, a Adaś ogórka.

Taka to była z nich niesforna niejadków jarzyn trójka.

„Przecież takie zdrowe są i smaczne” – mama prosiła i tłumaczyła.

I chociaż obiecywała różne nagrody, to na zjedzenie ich dzieci nie namówiła.

 

Ani babcia, ani Asia – starsza koleżanka z podwórka

Nie zachęciły maluchów do zjedzenia choćby kawałka ogórka.

Pomidora soczystego także nie tknęły ani chrupiącej sałaty.

Nie chciały posłuchać nawet swojego mądrego taty.

 

Aż pewnego razu stało się coś niespodziewanego:

Na zakupach z rodzicami dzieci ujrzały kogoś znajomego.

Pani Zosia, co sprzedaje na targu świeże owoce i jarzynki,

Zapytała je, czy zjadają z chęcią te zdrowe warzywne witaminki.

 

Dowiedziawszy się od nich prawdy, bardzo się zdziwiła.

„Dzieci, które chcą urosnąć, być zdrowe i mądre, powinny jeść warzywa.

Żeby mieć siłę do nauki czytania, pisania i każdej zabawy,

Poznawać różne piosenki, wierszyki i taneczne układy.

 

Bo wy, kochane dzieci, pewnie nie znacie piosenki o ogórku:

Całym zielonym, w czapce, sandałach i zielonym garniturku.

Nie wiecie, ile witamin jest w zjadanej przez królików sałacie?

Gry w pomidora pewnie też nie znacie – superzabawy, co się nią rozśmieszacie?

 

Rodzice w domku niech już wam to wszystko opowiedzą,

Ale najpierw zjecie warzywa, a później z wami podzielą się tą wiedzą”.

O dziwo, ciekawskie maluchy pani i rodziców posłuchały –

Kanapki z sałatą, pomidorem i ogórkiem smacznie zajadały.

 

Dowiedziały się dużo więcej o warzywach, poznały nowe gry i zabawy.

Od tej pory jadły zdrowe sałatki, zupki i wszelkie jarzynowe potrawy.

Wszyscy cieszyli się bardzo, że nasi milusińscy w końcu warzywa jedzą.

A wy też, kochani, poproście, niech wam rodzice o tym opowiedzą.

 

Wiecie już, dlaczego zdrowe i smaczne są te nasze jarzynki.

Zjadajcie je, bo wszystkie mają w sobie dużo witaminki.

Lecz najpierw pamiętajcie, żeby umyć rączki i warzywa.

A potem zabawa – hop, niech się rozpoczyna!

Zagrali hity ABBY i innych

0

W niedzielę, 23 maja, na scenie widowiskowej Miejskiego Ośrodka Kultury odbył się koncert pn. „ABBA Symfonicznie”.

 

Na scenie wystąpiło ponad 50 artystów, w tym soliści, chór z orkiestrą i tancerki, którzy podczas ponad 2,5-godzinnego show przenieśli widownię w klimat lat 70. i 80. Wszystko za sprawą hitów zespołów takich jak wspomniana wcześniej ABBA, Modern Talking, Boney M., czy duetu Al. Bano i Romina Power.

DP/MOK Przeworsk

 

120 lat OSP w Białobokach

0

„Strażacy zawsze wierni Bogu i Ojczyźnie” – takie hasło przyświecało obchodom 120. rocznicy powstania Ochotniczej Straży Pożarnej w Białobokach w gminie Gać.

 

Jubileusz odbył się w sobotę, 20 maja. Na uroczystości licznie przybyli mieszkańcy Białobok, zaproszeni goście oraz strażacy i poczty sztandarowe z jednostek OSP z całej gminy. Obchody 120-lecia poprzedziła polowa Msza św., którą odprawił ks. proboszcz kanonik Zenon Bieszczad wraz z kapelanem strażaków powiatu przeworskiego ks. Jakubem Sieniawskim oraz ks. Eugeniuszem Wielgoszem. Za oprawę muzyczną odpowiadała Orkiestra Dęta Straży Pożarnej z Gaci.

Uroczystość, którą prowadził prezes OSP w Białobokach Janusz Wołowiec, rozpoczęto hymnem państwowym i przeglądem pododdziałów przez prezesa Zarządu Oddziału Powiatowego Związku OSP RP w Przeworsku dh Pawła Wajhajmera. Wśród licznie zaproszonych gości byli m.in.: poseł na Sejm Marek Rząsa, członek Zarządu Województwa Podkarpackiego Anna Huk, radny Powiatu Przeworskiego Jacek Pieniążek, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Przeworsku bryg. Marcin Lachnik, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Przeworsku st. bryg. Dariusz Homa, mł. bryg. Tadeusz Wołowiec z Komendy Powiatowej PSP w Jarosławiu, wójt Gminy Gać Grażyna Pieniążek wraz z radnymi Gminy Gać: Krzysztofem Dyrkaczem i Mieczysławem Homikiem, Zarząd Oddziału Gminnego Związku OSP RP w Gaci z prezesem Krzysztofem Machałą na czele oraz zaprzyjaźniona jednostka OSP Połomia (pow. strzyżowski) z prezesem dh Michałem Noworólem.

Jubileusz był też okazją do wręczenia odznaczeń zasłużonym działaczom OSP w Białobokach. Podkreślono też rolę Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, której liczny skład daje nadzieję na dalszy rozwój białobockiej OSP.

Uroczystość zakończył poczęstunek przygotowany przez KGW z Białobok oraz Stowarzyszenie „Razem dla Białobok” oraz zabawa przy dźwiękach zespołu Legend.

DP/fot. OSP Białoboki

 

 

Nagrodzili najlepsze prace

0

19 maja w Szkole Podstawowej w Wiązownicy został rozstrzygnięty XIV Gminny Konkurs na najlepszy reportaż, esej lub felieton pod tytułem: „Dziura w sercu”.

 

W piątkowym rozstrzygnięciu, oprócz autorów nagrodzonych prac, wzięli udział: wójt Gminy Wiązownica Krzysztof Strent, przedstawiciele lokalnych mediów Dominika Prokuska (Gazeta Jarosławska) oraz Ewa Kłak-Zarzecka (Ekspres Jarosławski), a także dyrektor Szkoły Podstawowej w Wiązownicy Agnieszka Kukułka, nauczyciele odpowiedzialni za przygotowanie uczniów do konkursu: Marta Krowiak, Beata Skowrońska, Beata Walerianowicz-Hemperek, Mieczysława Ciurko, Lucyna Litwin i Agnieszka Pieniążek – pomysłodawczyni konkursu.

Równorzędne I miejsce zajęli: Wojciech Buła z Piwody i Aleksandra Krzemień z Mołodycza.

II miejsce ex aequo przypadło w udziale Adrianowi Naspińskiemu z Wiązownicy i Patrycji Kuczkowskiej z Zapałowa. Na III miejscu ex qequo znalazły się Amelia Kijanka z Piwody oraz Weronika Korba z Wiązownicy. Wyróżnieni zostali: Sara Bojarska, Dominika Biały oraz Barbara Tryniecka.

Uczestnicy otrzymali podziękowania, dyplomy i nagrody ufundowane przez wójta Gminy Wiązownica. Upominki dla zwycięzców przygotowali również przedstawiciele mediów.

Organizatorem konkursu pod patronatem wójta Gminy Wiązownica była Szkoła Podstawowa im. Księdza Stanisława Sudoła w Wiązownicy.

DP

 

Co z tą dziurą w sercu?

Wojciech Buła

klasa VIII Szkoła Podstawowa im. Jana Pawła II w Piwodzie z Filią w Cetuli

Opiekun: Beata Skowrońska

 

 

 

Muszę napisać felieton. Właściwie to nie muszę, ale wiadomo, jak to jest. Koniec ósmej klasy, walka o oceny, punkty do średniej szkoły, wzrok pani z polskiego, no i jeszcze mama przyświecająca mi przykładem starszego brata. Ech….

A ja mam czternaście lat i o felietonach pojęcie raczej zielone. Szczególnie na taki temat. Dziura w sercu…. Jak mam to rozumieć? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to przykład heroicznych bohaterów, którzy na kartach literatury oddawali życie za ojczyznę. Dziura w ich sercach była bardzo dosłowna, ociekająca krwią i stanowiła wynik bliskiego spotkania z kopią, sztyletem lub kulą pistoletu. Coś mi mówi jednak, że nie o taką dziurę chodzi.

Opierając się na własnych doświadczeniach. mógłbym napisać o dziurze, która stała się traumą mojego dzieciństwa. Co prawda, nie była ona tak drastyczna jak u średniowiecznych rycerzy, ale jednak uprzykrzyła mi życie. Wykryta przypadkowo w trzeciej klasie choroba serca na jakiś czas pozbawiła mnie beztroskiego biegania za piłką, szaleństwa z kolegami na orliku i wyścigów na rowerach. Do tego jeszcze cała rodzina chuchała i dmuchała na mnie, żebym przypadkiem nie spocił się za bardzo, wchodząc po schodach albo jedząc zupę. Dzięki lekarzom ze szpitala w Prokocimiu i odważnej decyzji rodziców naprawiono mi serce i uznano za zdrowego. Dziura, która tak naprawdę wcale nie była dziurą, została załatana.

Co jeszcze może przedziurawić serce? Dziwne, że na to od razu nie wpadłem. Nic tak nie dewastuje tego mięśnia jak strzała Amora. Nie jestem pewien, czy chciałbym tu pisać o moich szkolnych koleżankach, ale potwierdzić mogę, że chociaż rana po strzale bywa dotkliwa, to jednak szybko się zabliźnia. Dużo więcej szkody może zrobić serce pęknięte lub złamane.

Właściwie nie wiem, co mieli na myśli autorzy tematu. Co miałoby być tą dziurą w sercu dla chłopaka takiego jak ja? Może dziura to coś, czego nam brakuje? Coś, co nam nie daje spokoju, za czym tęsknimy, co nas gryzie? Dorośli uważają, że dzisiejsza młodzież żyje beztrosko i przyjemnie. Wypominają nam, że mamy dużo więcej niż oni w naszym wieku. Ich zdaniem nie mamy żadnych problemów, ale za to za mało obowiązków. Spędzamy za dużo czasu przed ekranami, rywalizujemy między sobą w grach komputerowych, z rówieśnikami przebywamy częściej wirtualnie niż w rzeczywistości. Może mają rację. I może to właśnie jest tą naszą dziurą? Myślę, że każdy ma jakąś dziurę w sercu. I pewnie dla każdego będzie ona czymś zupełnie innym.

Wydaje mi się, że najważniejsze, by tę dziurę starać się czymś zapełnić. Nie ma takiej rany, na którą nie znalazłby się jakiś plaster, tylko trzeba spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, co tym plastrem mogłoby być…

 

„Jak pisał poeta – śpieszmy się…”

Aleksandra Krzemień

klasa 7, Szkoła Podstawowa w Mołodyczu

Opiekun: Beata Walerianowicz-Hemperek

 

 

 

Pewnego wieczoru siedziałam na łóżku, otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Nagle przybiegła do mnie moja siostra, dała mi telefon do ręki i kazała odebrać, bo od babci.

– Ola trzymaj, babcia! – wywrzeszczała Julka.

– Co tam?

– Dzwonili ze szpitala, dziadziowi się pogorszyło – poinformowała babcia.

– Co się stało?

– Mówili, że zatrzymało się serce.

– A wiesz coś więcej? – zapytałam przerażona.

– Nie wiem, będziemy z mamą jechać do szpitala.

– To zadzwoń, jak będziesz wiedzieć coś więcej.

– Dobrze – odparła babcia i się rozłączyła.

Z niecierpliwością czekałam na wiadomości od babci Zosi. Przypominałam sobie wakacje, gdy dziadek siedział przed domem, czytał gazetę, a my z siostrą bawiłyśmy się w chowanego. Czasami podpowiadał mi, gdzie ukryła się Julka. To była nasza wspólna tajemnica, choć pewnie siostrze też wskazywał moją kryjówkę, zawsze traktował nas dobrze i miał dla nas czas. Lubiłyśmy spędzać z nim wakacje, wówczas dużo z nami rozmawiał, zabierał nas nad rzekę, a w drodze powrotnej na lody. Najlepsze były naleśniki w wydaniu naszego dziadka.

Nie dopuszczałam myśli, że mojego dziadka mogłoby zabraknąć, byłam niespokojna. Czekałam z niecierpliwością na telefon, a przed oczami ciągle miałam jego obraz. Gdy przyjeżdżałam do niego, mogłam z nim porozmawiać, pożartować dziadek był dla mnie kimś ważnym. Czasami się nawet z nim kłóciłam, nie zawsze miałam rację, ale mogłam do niego przyjść, pomógł mi, był niezawodny. Teraz miałoby go zabraknąć, nie wyobrażałam sobie tego. Nagle telefon zadzwonił. Mama przekazała mi smutną wiadomość:

– Dziadkowi się pogorszyło, nie mógł oddychać. Nie udało go się uratować – przerwała, po czym dodała – dziadek nie żyje.

Przez chwilę nie mogłam zebrać myśli. W głowie się kotłowały tylko trzy słowa: „Dziadek nie żyje”.

W mojej mamy rodzinnym domu bez dziadka jest kompletnie inaczej. Smutno, pusto, praktycznie nie ma się do kogo odezwać. Wydaje mi się, że najbardziej śmierć mojego dziadka przeżyłam ja i moja ciocia – siostra mojej mamy. Bardzo nam go brakuje. Gdy go ostatni raz widziałam był przygnębiony. Mówił, że go wszystko boli, chyba przeczuwał najgorsze. Nie chciał umierać, walczył dla nas i dla wnuka Tymka, który właśnie się urodził.

Ostatnio minął rok, jak widziałam dziadzia. Jeśli przychodzę do niego na cmentarz, wydaje mi się, że jest on gdzieś blisko, każdy by chciał, aby do nas wrócił.

25 lutego 2023 roku była pierwsza rocznica jego śmierci. Trudno uwierzyć, że już minął rok, od kiedy nie ma go z nami. Ogromna pustka pozostała, czas nie zdołał wypełnić wyrwy w sercu spowodowanej odejściem dziadka. Był on dla mnie bardzo ważny.

 

 

Uprawiał konopie na parapecie

0

Policjanci z posterunku w Wiązownicy zatrzymali 27-letniego mężczyznę, który na parapecie kuchennym, prowadził „uprawę” konopi indyjskich.

 

Funkcjonariusze z posterunku w Wiązownicy ustalili, że mieszkaniec gminy Wiązownica, w swoim   domu może posiadać małą „uprawę” konopi indyjskich. W środę, 17 maja mundurowi zapukali do drzwi mieszkania 27-latka. Choć sadzonki były widoczne z zewnątrz, mężczyzna był kompletnie zaskoczony wizytą policjantów.

– Na miejscu, podczas przeszukania, policjanci zauważyli w kuchni, na parapecie okiennym sadzonki konopi. Rośliny w ilości 5 sztuk rosły w donicach. Natomiast na stole znajdował się szklany słoik z zawartością suszu roślinnego – informuje KPP w Jarosławiu.

Policjanci zabezpieczyli rośliny oraz susz. Wstępne badanie potwierdziło, że jest to marihuana. 27-latek usłyszał już zarzut. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.

 

EK/KPP

Gwiazdy zagrały dla Matyldy

0

21 maja na stadionie MOSiR im. Mieczysława Haspla w Jarosławiu odbyła się impreza charytatywna pod hasłem Stawka większa niż życie. Wydarzenie, z udziałem Radosława Majdana, Rafała Maseraka, Dariusza Szpakowskiego i Daniela Qczaja, nad którym patronat medialny objęła nasza gazeta miało na celu zebranie środków na ratowanie życia niespełna dwuletniej Matyldy Momot, zmagającej się z poważną wadą serca.

 

Na jarosławskim stadionie pojawili się między innymi Daniel Qczaj, znany z Dzień Dobry TVN, jeden z najpopularniejszych trenerów personalnych w Polsce, który poprowadził otwarte zajęcia fitness. Na boisku zagrały drużyny z udziałem Rafała Maseraka, osobowości telewizyjnej, znanego między innymi z Tańca z Gwiazdami oraz Radosława Majdana, byłego Reprezentanta Polski w piłce nożnej. Całe wydarzenie skomentował zaś legendarny Dariusz Szpakowski. W obu zespołach wystąpili lokalni przedsiębiorcy, samorządowcy oraz przedstawiciele służb mundurowych. Z kronikarskiego obowiązku trzeba podać, że mecz zakończył się sprawiedliwym remisem 4:4, ale jak zaznaczali uczestnicy nie wynik był tu najważniejszy. Podczas imprezy dostępne były dmuchańce i zjeżdżalnie dla dzieci, a smakosze mogli skorzystać ze strefy gastronomicznej. Przeprowadzona była także licytacja różnych gadżetów i sportowych pamiątek. Przypomnijmy, że mała Matylda musi przejść kosztowną operację w Stanach Zjednoczonych, która nie jest refundowana. – Gdy badania prenatalne wykazały wadę serca u naszej córeczki, najpierw byliśmy przerażeni. Dowiedzieliśmy się jednak, że po operacji będzie ona mogła normalnie żyć. Tylko ona ocali naszą córeczkę. Musimy prosić o pomoc, bo sami jej nie uratujemy – mówi Joanna Momot, mama Matyldy.

DB

Dzień uczestników misji pokojowych ONZ

0

W sobotę, 20 maja na jarosławskim Rynku odbyły się uroczyste obchody XXII Międzynarodowego Dnia Uczestników Misji Pokojowych ONZ połączone z obchodami XII Dnia Weterana Działań Poza Granicami Państwa.

 

Uczestników tego wydarzenia powitał Zbigniew Broś, prezes jarosławskiego Koła Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ, który w swoim wystąpieniu przypomniał, że polscy żołnierze uczestniczą w różnych misjach od lat 50-tych ubiegłego wieku.

Wydarzenie było także sposobnością do wręczenia weteranom i osobom związanym z ich środowiskiem pamiątkowych medali i odznaczeń. Podczas uroczystości odczytany został Apel Pamięci i oddana salwa honorowa. Pod tablicą upamiętniającą udział żołnierzy garnizonu Jarosław w misjach i operacjach pokojowych przybyłe delegacje złożyły kwiaty.

 

Opr. EK, fot. Starostwo.