Strona główna Blog Strona 470

Większość przedszkoli jeszcze zamknięta

0

Choć od 6 maja mogą być otwarte przedszkola i żłobki, stosunkowo niewielu rodziców zdecydowało się na posłanie swoich pociech do placówek.

 

Wiele dzieci pozostało na razie w domach.

Nasze przedszkole poinformowało o możliwości objęcia opieką dzieci od 6 maja. Zdecydowaliśmy jednak, że jeszcze w maju zostawimy dzieci w domu, a później zobaczymy – opowiada mama trójki dzieci w wieku przedszkolnym, potwierdzając tym samym, że rodzice, jeśli mają z kim zostawić dzieci, wolą nie ryzykować i nie wysyłają ich do przedszkola. Boją się też, że miejsca te, mogą nie wyglądać teraz tak jak przed epidemią (m.in. środki ochrony osobistej, mniejsze grupy, brak pluszowych zabawek), co u niektórych dzieci może budzić niepokój i zdezorientowanie. Chcą im tego oszczędzić.

 

Na razie zamknięte

Burmistrz Miasta Przeworska poinformował, że od 6 maja nie było możliwości otwarcia placówek, dla których organem prowadzącym jest samorząd miasta Przeworska.

Przywrócenie normalnego trybu pracy wymaga wdrożenia procedur sanitarnych. Może to nastąpić najwcześniej od 18 maja i tylko wówczas, gdy zostaną spełnione warunki bezpiecznego pobytu dzieci i pracowników w placówkach – powiedział burmistrz Miasta Przeworska, Leszek Kisiel.

Zamknięte pozostaną również Przedszkole Sióstr Miłosierdzia, Przedszkole Ciuciubabka oraz Niepubliczne Przedszkole Terapeutyczne Promyczek. Bajkowe Przedszkole, na prośbę rodziców, planowało otworzenie placówki od 7 maja. Od 6 maja nie ruszyły też Przedszkole Miejskie i oddziały przedszkolne na terenie Miasta i Gminy Sieniawa. Jak poinformował tamtejszy Urząd Miasta, mimo rozpoczęcia opracowywania wewnętrznych procedur bezpieczeństwa, przeprowadzona wśród rodziców dzieci diagnoza wykazała małe zainteresowanie. Zdecydowano, że przedszkole i oddziały przedszkolne pozostaną zamknięte do 24 maja. Zgłoszeń rodziców nie było również na terenie gminy Pawłosiów, mimo że szkoły z terenu gminy przygotowały się na otwarcie przedszkola i oddziałów przedszkolnych zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego.

 

Są gotowi, ale…

W Jarosławiu od poniedziałku 11 maja większość żłobków i przedszkoli wznowiła działalność. Tylko kilka dni dłużej pozostaną zamknięte SP 4 (do 13.05.) i SP 9 (do 18.05.) – czekają jeszcze na zamówione fartuchy, rękawice lub dozowniki. Wojewoda Podkarpacki zapewnia, że do czynnych placówek dostarczone będą płyny dezynfekujące. W pozostałe środki ochrony przedszkola i żłobki muszą zaopatrywać się we własnym zakresie. Burmistrz Jarosławia Waldemar Paluch w ubiegłym tygodniu podkreślał, że przywrócenie normalnego trybu pracy żłobków i przedszkoli zgodnie z wytycznymi wymaga czasu oraz podjęcia wielu działań i współpracy szerokiego grona osób. Wydział Oświaty zebrał dane dotyczące liczby dzieci, których rodzice sygnalizowali potrzebę zapewnienia im opieki. 4 maja było to łącznie 99 dzieci we wszystkich placówkach zarządzanych przez Miasto, 8 maja – zaledwie 39. Niemniej jednak, miejskie placówki są gotowe. Jeśli chodzi natomiast prywatne, to przez cały maj zamknięte pozostanie m.in. przedszkole Akademia Uśmiechu.

– Jesteśmy w pełni przygotowani pod względem bezpieczeństwa sanitarnego na przyjęcie dzieci, ale ze względu na małą frekwencję, nie otwieramy przedszkola. Większość naszych rodziców zadecydowała, iż pozostawi dzieci w domu – poinformowała placówka, potwierdzając tym samym sytuację z innych placówek.

Czy podobna sytuacja może czekać nas z otwarciem szkół, jeśli do takowego dojdzie po 24 maja? Jak widać na przykładzie młodszych dzieci, rodzice nie chcą ryzykować.

DP

 

Ponad trzy pożary dziennie

0

W kwietniu w gminie Jarosław i Radymno było najwięcej pożarów. W Gminach Pruchnik, Pawłosiów i Chłopice zdarzały się sporadycznie, a w gminie Rokietnica nie było ich wcale.

 

– W ubiegłym miesiącu na terenie powiatu jarosławskiego odnotowaliśmy 189 zdarzeń z czego 97 to pożary ( w tym 82 pożary suchych traw, 15 inne) W odniesieniu do miesięcy poprzednich należy stwierdzić, iż rzeczywiście nastąpił wzrost pożarów suchych traw na terenie gminy Radymno, choć jest on na podobnym poziomie jak w gminie Jarosław. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć czy przyczyną tychże pożarów było celowe podpalenie czy też przypadkowe zaprószenie ognia przez osoby postronne –   uściśla mł. bryg. Waldemar Czernysz, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Jarosławiu.

 

Pożary traw w rozbiciu na poszczególne gminy:

Radymno -23,

Chłopice -1,

Jarosław- 25,

Laszki – 11,

Pawłosiów – 2

Pruchnik – 3

Rokietnica brak ,

Roźwienica -7,

Wiązownica -10

 

Samozapłon

– Odnośnie pytania, czy 28 kwietnia w Grabowcu mogło dojść do samozapalenia się nagromadzonych balotów słomy muszę stwierdzić, iż jest to bardzo mało prawdopodobne – choć niewykluczone. Według literatury fachowej do samozapalenia dochodzi w wyniku zmagazynowania niedosuszonej paszy najczęściej siana i wywołanej w niej przez drobnoustroje fermentacji. Precyzyjne wyznaczenie momentu samozapalenia produktów roślinnych jest niemożliwe. W literaturze przedmiotu najczęściej znajdziemy dane mówiące o czasie od trzech do sześciu tygodni od chwili zgromadzenia siana ale nie wcześniej niż od 8 do 14 dni i co najważniejsze nigdy po upływie 80 dni od ustawienia stogu. W naszym przypadku zgromadzona słoma składowana jest już blisko prawie rok. Do samozapalania po tak długim okresie składowania mogłoby dojść w przypadku ponownego silnego zawilgocenia nagromadzonej paszy i rozwoju w niej życia biologicznego. Panujące w ostatnich miesiącach warunki atmosferyczne raczej do takiego zawilgocenia nie doprowadziły – wyjaśnia W. Czernysz.

O pożarze stogu słomy i pożarach traw pisaliśmy w nr.19 Gazety Jarosławskiej. Pojawiło się wtedy przypuszczenie o podpaleniach. Jak informuje oficer prasowy KP PSP w Jarosławiu dowódca trwającej około 4 godzin akcji gaśniczej sterty słomy, w której uczestniczyło 7 zastępów z 33 strażakami jako przypuszczalną przyczynę zdarzenia przyjął podpalenie. – Czy natomiast rzeczywiście było to podpalenie czy przypadkowe zaprószenie ognia będzie to przedmiotem stosownego dochodzenia – podsumowuje W. Czernysz.

erka/Fot. fb OSP Dunkowice

 

Wynalazł środek na koronawirusa

0
All-focus

Henryk Pelc, 85- letni chemik z Przeworska stworzył preparat zwalczający mikroorganizmy. Zapewnia, że substancja którą nazwał KORWIR jest nieszkodliwa dla ludzi i zwierząt, a niszczy koronawirusy. – Wystarczy ją tylko rozpylać – wyjaśnia.Wynalazca z Przeworska ma już doświadczenie. Stworzył środek do walki ze ślimakami i opracował sposób zwalczania szczurów. Teraz czeka na potwierdzenie, że KORWIR będzie mógł uwolnić nas od epidemii.

 

Pelc jest inżynierem chemikiem, który przez ponad 50 lat pracował w zakładach chemicznych. Jest autorem kilku wynalazków, m.in. stworzył i opatentował środek zwalczający ślimaki o nazwie Antycaracol, który został dopuszczony do stosowania przez Państwowy Zakład Higieny. Wynalazł również sposób zwalczania szczurów metodą pirotechniczną przy pomocy preparatu Antyratts. Ten pomysł również został zarejestrowany przez Urząd Patentowy.

Teraz pracuje nad preparatem do zwalczania gąsienic ćmy bukszpanowej robiąc doświadczenia w domowych warunkach. W czasie pandemii koronawirusa zajął się też opracowaniem skutecznej metody zwalczania tego typu drobnoustrojów. Udało mu się opracować preparat zwalczający bakterie i mikroorganizmy z jakimi miał osobiście styczność. Nazwał go KORWIR. Jest on nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt.

– Preparat przeciwkoronawirusowy nad którym pracuję można będzie rozpylać. Trzeba dopracować jeszcze sprawy technologiczne – mówi pan Henryk. Chciałby by ktoś zainteresował się jego wynalazkiem dlatego wystosował pisma do wielu instytucji z prośbą o przeprowadzenie badań preparatu na osobnikach wirusa zatrzymanych przy wykonywaniu testów. – Wysłałem pisma do ambasady Stanów Zjednoczonych, ambasady Włoch, PZH i do laboratorium Diagnostyka z Krakowa by zbadali na mój koszt ten preparat. Chcę odpowiedzi na pytanie czy preparat zabija wirusa czy nie. Taki prosty test mógłby wytyczyć całkiem nowe kierunki zwalczania koronawirusa– wyjaśnia pan Henryk.

Doświadczony chemik deklaruje współpracę i pomoc w dalszych badaniach jeśli ktoś zainteresuje się jego preparatem, przewidział również nagrodę.

Marcin Sobczak

 

Gdy odeszli ostatni świadkowie, pozostaje pamięć

0

Uczniowie Szkoły Budowlanej byli pierwszymi więźniami niemieckiego obozu zagłady KL Auschwitz. Zostali wywiezieni ze szkoły, a akcję przeprowadził Franz Schmidt, „kat Jarosławia”, który nigdy nie poniósł za to kary.

 

6 maja minęła 80. rocznica aresztowania uczniów jarosławskiej budowlanki przez gestapo. Co roku społeczność szkolna gromadziła się pod tablicą upamiętniającą te tragiczne wydarzenia, która znajduje się w holu szkoły. To właśnie w tym szczególnym miejscu odczytywany był Apel Pamięci i zapalano symboliczne znicze. W obecnej sytuacji nie mogły odbyć się zaplanowane uroczystości, ale sercem i myślami przenieśliśmy się do pamiętnego 6 maja 1940 roku.

Tego dnia o godzinie ósmej rano szkoła została otoczona przez policję niemiecką i podczas wykładu dyrektora szkoły Tadeusza Broniewskiego uczniowie zostali aresztowani. Do sali, w której dyrektor prowadził wykład z historii architektury, weszło trzech oficerów gestapo i powiadomiło go, że młodzież jest zatrzymana do wyjaśnienia. Wykład został przerwany, a gestapowcy, którzy już stali przed drzwiami, wyprowadzili wszystkich uczniów przed szkołę, załadowali na dwa samochody transportowe i zawieźli do więzienia w Jarosławiu. W więzieniu podczas przesłuchania maltretowano ich i bito aż do utraty przytomności. Pytano ich, gdzie są ulotki, kto je posiada i skąd pochodzą. Ponieważ gestapowcy nie otrzymali żadnej konkretnej i wyczerpującej odpowiedzi,   a ulotki zostały zniszczone, prześladowcy nieco się uspokoili. Gestapo zwolniło po dwóch dniach pobytu w więzieniu w Jarosławiu większość uczniów, z wyjątkiem Wojciecha Bieleckiego, Mieczysława Ciepłego i Stanisława Ryniaka, których przetransportowano do więzienia w Tarnowie. 14 czerwca 1940 r. więźniowie zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W pierwszym transporcie znaleźli się trzej uczniowie naszej szkoły: Stanisław Ryniak, który w obozie   otrzymał nr 31 jako pierwszy Polak – więzień polityczny Auschwitz, Mieczysław Ciepły nr 35 i Tadeusz Motowidełko nr 532. W kolejnych transportach zostali wywiezieni m.in. Wojciech Bielecki nr obozowy 3397, Stanisław Fudali nr 9151, Stanisław Żurawski nr 9148.

W 2016 r. w szkole obok tablicy poświęconej ofiarom faszyzmu odsłonięto tablicę uzupełnioną o nazwiska pierwszego więźnia obozu Auschwitz Stanisława Ryniaka oraz ucznia i późniejszego nauczyciela szkoły Stanisława Fudalego, którzy przetrwali gehennę obozową, dając świadectwo człowieczeństwa. Wtedy powstał tez pomysł utrwalenia tych tragicznych wydarzeń na taśmie filmowej. Powstały 2 filmy „Dla Ciebie Polsko”, zrealizowany przez lokalną telewizję Twojatv oraz „ Z Jarosławia do Auschwitz”, zrealizowany przez TVP3 Rzeszów, w których w role swoich rówieśników sprzed lat wcieli się uczniowie szkoły.

W 2017 roku przed szkołą odbyło się niezwykłe widowisko historyczne pt. „Gdy nas zabraknie, to za kamienie za nas będą mówić”. Zrealizowane je we współpracy z Powiatem Jarosławskim, Instytutem Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie oraz Przemyskim Stowarzyszeniem Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”. Wzięli w nim udział rekonstruktorzy i uczniowie Zespołu Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących. Widok wchodzących do szkoły w garniturach uczniów i wychodzących za chwilę w pasiakach z ogolonymi głowami na zawsze pozostanie w pamięci. Dzisiaj, kiedy odeszli już świadkowie zbrodni przeciw ludzkości, niech nie tylko „kamienie” obozów koncentracyjnych i muzea przypominają oraz ostrzegają przed powtórzeniem się totalitaryzmów i ich zbrodni. Nigdy nie możemy zapomnieć o tych, którzy byli świadkami historii i którzy te historie tworzyli. Zapomnienie jest gorsze od śmierci.

Iwona Zelwach

Moto Łapa od motocyklistów dla bezdomnych zwierząt

0

Motocykliści z Jarosławia łączą swoją pasję z niesieniem pomocy bezdomnym zwierzętom. Podczas swoich wycieczek motocyklowych przekazują zakupioną przez siebie karmę do schronisk dla zwierząt. Mają nadzieję, że wymyślona przez nich akcja „Moto Łapa” stanie się popularna w całym kraju.

 

W niedzielę, 3 maja mimo niepewnej pogody, motocykliści z Jarosławia i okolic zebrali się na comiesięczną akcję Moto Łapa. Tym razem celem ich wyjazdu było Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Zamościu, do którego miłośnicy jednośladów zawieźli ok. 180 kg karmy.

Była to kolejna odsłona comiesięcznej akcji wymyślonej przez Sebastiana Rachwała z Pawłosiowa, motocyklisty i twórcy Facebook`owej grupy „Mototrasa Jarosław i Okolice”.

– Na pomysł Moto Łapy wpadłem w styczniu. Pomyślałem, że podczas naszych przejażdżek, moglibyśmy zrobić coś dobrego i pomóc zwierzakom – mówi Sebastian.

Pierwsza Moto Łapa zadziałała w lutym. Do motocyklistów przyłączyli się członkowie Auto Klubu Podkarpacie oraz mieszkańcy Jarosławia. Łącznie udało się zebrać kilkaset kilogramów karmy, która trafiła do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach oraz Centrum Adopcyjnego Lecznicy „Ada” w Przemyślu.

Marcowa akcja wsparła Zwierzęcy Patrol działający w Jarosławiu. Kolejnym odwiedzonym schroniskiem, po kwietniowej przerwie spowodowanej rozwojem pandemii koronawirusa, była placówka z Zamościa, która opiekuje się obecnie ok. 160 bezdomnymi psami i kilkudziesięcioma kotami.

Z każdym miesiącem wymyślona przez jarosławskich motocyklistów akcja nabiera popularności. Włączają się do niej osoby z całego kraju, które przy okazji niedzielnych przejażdżek odwiedzają schroniska, przekazując im karmę dla podopiecznych.

Warto wspomnieć, że członkowie grupy „Mototrasa Jarosław i Okolice” mają na swoim koncie również organizację jarosławskiego spotkania MotoMikołajów, podczas którego, z zebranymi upominkami i słodyczami odwiedzili małych pacjentów szpitalnego oddziału dziecięcego w Jarosławiu oraz hospicjum dziecięcego w Rzeszowie.

Motocykliści pomagali również w dystrybucji materiałów do szycia oraz gotowych maseczek, szytych społecznie przez mieszkanki Jarosławia i okolic.

Motocykliści mają nadzieję, że dzięki comiesięcznym wyjazdom i propagowaniu akcji, wkrótce stanie się ona popularna w całej Polsce.

erka/fot. organizatorzy

 

 

 

 

Lekceważą maseczki i kwarantannę

0

Wysoka grzywna grozi 70-letniemu mężczyźnie, który zlekceważył zasady kwarantanny domowej. Kary nie uniknie również 43-letni mieszkaniec Jarosławia, który naubliżał policjantom podejmującym interwencję w związku z nieprzestrzeganiem nakazu zakrywania nosa i ust.

W ostatnim czasie zarówno na terenie powiatu jarosławskiego, jak i przeworskiego nie było większych naruszeń przepisów związanych z epidemią. Każdego dnia policjanci realizują jednak zadania związane ze sprawdzaniem osób objętych kwarantanną domową. Większość osób przestrzega zasad i się do nich stosuje. Niestety zdarzają się też i tacy, którzy je lekceważą. Do takiej sytuacji doszło choćby w sobotę, 2 maja na terenie gminy Radymno. 70-letni mężczyzna odbywający kwarantannę nie został zastany w swoim domu. Policjant i żołnierz WOT, dokonujący sprawdzenia spostrzegli go jadącego rowerem. Mieszkaniec gminy Radymno został pouczony o czekających go konsekwencjach, a informacja o nieprzestrzeganiu przez niego zasad została przekazana do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Jarosławiu oraz do sądu.

Z kolei we wtorek, 5 maja policjanci dokonywali sprawdzenia odbywania kwarantanny przez mieszkańca Jarosławia. Jarosławianina również nie było w domu. Funkcjonariusze ustalili miejsce jego pobytu. Został on przewieziony do szpitala.

 

Mandat za brak maseczki

Kilka dni temu uwagę policyjnego patrolu oddziału prewencji z Rzeszowa, przejeżdżającego w okolicy Parku Jordanowskiego w Jarosławiu, zwrócił mężczyzna, który nie miał na twarzy maseczki. Gdy mundurowi zbliżyli się do niego, aby przypomnieć o obowiązujących przepisach, przywitały ich wulgaryzmy. 43-latek oświadczył, że jest świadomy obowiązujących przepisów, ale nie będzie nosił maseczki i policjanci mu nic za to nie zrobią. Mężczyzna zachowywał się arogancko. Wobec 43-letniego mieszkańca Jarosławia, który rażąco zlekceważył obowiązujące przepisy, funkcjonariusze sporządzili wniosek o ukaranie do sądu.

Mandatem za brak maseczki zostali ukarani również trzej mężczyźni w Pruchniku oraz kierujący samochodem osobowym, zatrzymany do kontroli drogowej na terenie Duńkowic. Mężczyzna przewoził pasażerów nie będących członkami rodziny, nie mając osłoniętego nosa i ust.

EK

 

Wysadzanie majówki

0

Dawne zwyczaje najlepiej poznać możemy na podstawie zachowanych źródeł ich świadków. Dziś o wysadzaniu majówki możemy dowiedzieć się m.in. ze wspomnień i rysunku Józefa Puchały, zachowanych w archiwum przeworskiego muzeum.

Józef Puchała to mieszkaniec Gaci, który żył w latach 1902-1983. Pracę na roli godził z aktywnym udziałem w życiu społecznym i kulturalnym wsi. Był malarzem amatorem, kronikarzem dziejów swojej miejscowości. Zachowało się wiele jego rysunków i obrazów oraz wspomnień, m.in. takich jak to poniżej.

„W tamtych czasach, kiedy byliśmy pod zaborem austriackim, maj był miesiącem, któremu nadawano uroczysty charakter. Wieczorem w wigilię 1 maja wynoszono na lipę, na długiej żerdzi biało-czerwony proporzec, tak zwaną majówkę. Na szczycie żerdzi ponad proporcem umieszczono bukiet kwiatów ubrany w kolorowe wstążki, które przy niewielkim nawet wietrze trzepotały i mieniły się pięknymi kolorami z przewagą koloru narodowego, biało-czerwonego, co na tle majowej zieleni dawało naprawdę ujmujący widok. Ambicją wysadzającego majówkę na wysokiej żerdzi, było umieszczenie jej jak najwyżej, aby biało-czerwony proporzec, czyli majówka była widoczna z daleka. A jeśli majówkę wysadzano w domu, w którym była dziewczyna, gdy przyszli chłopcy, to już wesołości nie było końca.”

Źródło: Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo-Parkowy

 

 

I po wyborach

0

Wybory były, czyli ich nie było, ale skoro mają być nieważne, to były. O ich organizacji decyduje konstytucja, ale nasza jest niezgodna z konstytucją, czyli sama z sobą, więc decyduje partia, Partie są wewnętrznie zgodne, bo pilnują interesu działaczy. Więc wszystko idzie zgodnie z planem, albo się sypie na potęgę. W zasadzie jest dobrze, ale jeszcze nie beznadziejnie.

W zwykłym demokratycznym państwie rządzi parlament, prezydent i rząd. My jesteśmy niezwykli i władzę ma kto inny. W kraju wyróżnionym żyje się lepiej lub gorzej. Wszystko zależy w jakim kierunku poszła niezwykłość. U nas skierowała się w stronę właściwą dla jednych, ale nie do przyjęcia dla drugich. Dlatego jedni mają raj. Inni piekło. Tak być musi, bo wszyscy jesteśmy równi wobec Konstytucji i Boga. Ale skoro ta pierwsza stała się tylko określeniem, a z Boga zrobiliśmy coś na wzór pogotowia ratunkowego, a z wiary ostały się tylko rytuały. To mamy co chcemy.

Jakby nie patrzeć żyjemy w najlepszych czasach, jakie kiedykolwiek istniały. Kiedyś była prawda i fałsz. Teraz się połączyły i mamy dwa w jednym. Czyli to, co dla jednego jest prawdą, dla drugiego jest kłamstwem. Wszystko zależy od punktu odniesienia. Pchła siedząca na głowie psa widzi jak jej żywiciel merda ogonem. Ale pchła ulokowana na końcu ogona zauważa, że to ogon merda psem. I podobnie jest na górze, a na dole też chcą mieć w ten deseń. Bo czas, przestrzeń i ludzkie pojmowanie są względne, a podstawową normą w społeczeństwie jest egoistyczne podejście do wszystkiego. Czyli działamy dla dobra ogółu, a ponieważ jesteśmy częścią społeczności i nie chcemy się rozdrabniać, dbamy tylko o siebie. Życie w grupach daje nam możliwość wykorzystywania innych i dlatego nie lubimy być samotni. I jak do realizacji swoich celów możemy wydać nieswoje pieniądze i jeszcze na tym zarobić, to postępujemy uczciwie. Bo uczciwość też stworzyliśmy względną.

I dzięki tej względności jesteśmy przed i po wyborach. Jedyna pewność to 30 milionów wydrukowanych kart, za które zapłaciliśmy, ale są do niczego niepotrzebne. Wszystkiemu winien jest wirus. Trudno powiedzieć, który drobnoustrój takiego bałaganu narobił. Ale o wirusie trzeba wspominać, bo wszyscy o nim mówią. Słychać narzekania, że robią za mało testów i nie wiadomo kto już ma przeciwciała. Test przeprowadzany na narodzie jest ważniejszy, bo chodzi o jego wolność. Na razie poczynania testujących się sprawdzają. Przeciwciała ledwie żywe.

A skoro jesteśmy przy epidemii, to jarosławanie donoszą, że burmistrz rozdawał różne maseczki i nawet dla kogoś zabrakło. Anonimowo podesłali do gazety jedną z nich, by ją włodarzowi podarować w ich imieniu. Na razie maseczka przechodzi kwarantannę i nie wiemy, czy ją też anonimowo do burmistrza zanosić. Zdalne nauczanie też budzi kontrowersje i mieliśmy donos z Radymna, że lekcji online nie ma. Dyrektor pozwanej szkoły tłumaczył nam, że zdalne nauczanie to różne formy i wszystko jest do sprawdzenia. Z wirusem tak jest, że więcej bałaganu niż realnego podejścia. Kto nie wierzy niech poserfuje. Znajdzie co tylko zechce i na tym rzecz polega, bo im większy rozgardiasz tym łatwiej ludźmi sterować.

Roman Kijanka

Co z kolejką?

0
sdr

Obecnie przejazdy turystyczne Przeworskiej Kolei Dojazdowej „Pogórzanin” są wstrzymane. Nie znaczy to jednak, że w temacie kolejki nic się nie dzieje.

 

Na bieżąco wykonywane są prace remontowe i inwestycje mające na celu poprawę stanu technicznego linii kolejowej, ale również w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa na przejazdach kolejowo-drogowych i przejściach przez tory.

Obecnie skupiamy się naprawie taboru, w ubiegłym miesiącu zakończył się kompleksowy remont drezyny Wmc-05, która na co dzień służy nam przy prowadzonych pracach remontowych wykonywanych na torowisku. Pracujemy także nad budową nowego wagonu pasażerskiego typu „letniak”, doświadczeni poprzednim sezonem turystycznym, kiedy podczas upalnych, letnich dni nasi pasażerowie zdecydowanie woleli podróż w takich właśnie otwartych wagonach – informuje Paweł Tworek, kierownik Bazy Sprzętu i Transportu Przeworskiej Kolei Dojazdowej.

Na obecną chwilę prace remontowe na linii są prowadzone w trybie bieżącego utrzymania. Przygotowywana jest również niezbędna dokumentacja techniczna dla zadania pn. „Rewitalizacja Kolei Dojazdowej Przeworsk Wąskotorowy – Dynów”, w ramach którego planowany jest kompleksowy remont ponad 13 km linii kolejowej na odcinku Jawornik Polski – Dynów.

Jednocześnie przygotowywana jest też dokumentacja projektowa celem przeprowadzenia remontu stacji kolei wąskotorowej „Przeworsk Wąski”, liczymy, że w kolejnym roku budżetowym uda nam go wyremontować – dodaje P. Tworek.

DP/fot. Starostwo Przeworskie

 

Opublikowano wyrok w sprawie byłego marszałka

0

Wyrok w głośnej sprawie Mirosława Karapyty, byłego marszałka Województwa Podkarpackiego oraz innych osób zapadł w styczniu w Sądzie Okręgowym w Przemyślu. W sentencji orzeczenia sądu znalazło się podanie wyroku do publicznej wiadomości m.in. na stronach internetowych Sądu Rejonowego w Przemyślu, Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego oraz Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu.

 

Sprawa M. Karapyty ciągnęła się przez kilka lat. Początkowo prokuratura postawiła mu 16 zarzutów. Sąd zmniejszył je do siedmiu. Ostatecznie odpowiadał za doprowadzenie do innych czynności seksualnych i przestępstwa korupcyjne. Rok temu sąd skazał go na karę 4 lat pozbawienia wolności. M. Karapyta, który twierdził, że jest niewinny odwołał się od wyroku. W procesie apelacyjnym karę zmniejszono o rok. Były marszałek zapowiadał wniosek o kasację. Wyrok został jednak utrzymany.

Utrzymane w mocy zostały także wcześniejsze wyroki zasądzone dla byłego burmistrza Ustrzyk Dolnych i byłego jarosławskiego policjanta.

Pełną treść wyciągu z wyroku można znaleźć na stronie internetowej Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu w zakładce: komunikaty.

EK