Strona główna Blog Strona 447

Żerują na ludzkiej naiwności?

0

W minionym tygodniu Redakcję Gazety Jarosławskiej odwiedził Czesław Chamuła z Ostrowa, który dostał mandat za przekroczenie prędkości o 19 km/h. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z załączonej treści listu mężczyzna wywnioskował, że za to przewinienie należy mu się 500 zł mandatu i 10 punktów karnych.

 

Końcem czerwca fotoradar w Skołoszowie zarejestrował pojazd naszego Czytelnika jadący z prędkością 69 km/h, w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kilkanaście dni później pan Czesław otrzymał zdjęcie z fotoradaru opatrzone informacją. W kopercie znajdowała się również kopia mandatu. Pan Czesław zrozumiał, że kwota i punkty, które się na niej znajdowały, odnoszą się do wykroczenia, którego się dopuścił. Nie potrafił się jednak pogodzić z jego wysokością oraz ilością punktów, która tam widniała (500 zł i 10 punktów karnych), dlatego też podjął działania mające na celu wyjaśnienie tej sytuacji.

– Informację zaczerpnąłem w KPP w Jarosławiu. Policjanci poinformowali mnie, że za takie wykroczenie należy się mandat w wysokości 100 zł i dwa punkty karne. Chciałem, aby potwierdzili mi to na piśmie. Niestety takiego pokwitowania nie otrzymałem – żali się pan Czesław, który po wizycie w Komendzie udał się do naszej Redakcji.

Około 70-letni mężczyzna był zdezorientowany. Myślał, ze padł ofiarą oszustwa. Tymczasem, jak się później okazało, zmyliły go informacje, które miały być mu pomocne. Pan Czesław wzór wypełnienia blankietu przyjął jako nałożony na niego mandat.

Niekiedy urzędy wprowadzając swoje usprawnienia, potrafią wprowadzić w błąd. One działają zgodnie z procedurami wychodząc z założenia, że lepiej petenta potraktować z góry, niż zobaczyć w nim człowieka.

Taryfikator jest wszędzie dostępny i jednakowy dla wszystkich, może dołączenie do wezwania przykładowego mandatu, ze znacznie większą karą miało wymiar prewencyjny. Chodziło o to, by fotoradar kojarzył się z dziesięcioma punktami, a nie z bezpieczeństwem.

EK

 

 

Rozbił się szybowiec

0

Do szpitala z obrażeniami ciała przewieziony został 18-letni mężczyzna, który ucierpiał w wyniku wypadku szybowca, na lotnisku w Laszkach.

 

W czwartek, 9 lipca, po godz. 20, w Laszkach doszło do wypadku lotniczego. Ze wstępnych ustaleń wynika, że podczas startu, szybowiec prawdopodobnie wpadł w korkociąg i runął na ziemię. Lot szkoleniowy szybowcem odbywał 18-letni mieszkaniec powiatu rzeszowskiego. Mężczyzna z poważnymi obrażeniami został przewieziony do szpitala.

Na miejscu pracowały służby ratownicze i policjanci. Wykonano oględziny i sporządzono dokumentację, a także przesłuchano świadków. Dyżurny Policji powiadomił o zdarzeniu Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych.

EK/KPP

 

 

Tutaj jest niebezpiecznie

0

Osuwające się pobocza, ryzykowna jazda, duża prędkość, brak miejsca dla pieszych. Takie atrakcje oferuje droga relacji Kobylnica – Korczowa.

 

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być w normie. Owszem droga jest ruchliwa – Wójt już dawno temu obiecał nam chodnik – skarży się pan Zbigniew. Zaznaczyć należy iż jest to droga powiatowa. Trudno nie zauważyć przechadzając się poboczem, że to miejsce nie jest przyjazne dla pieszych. – Dzieci nie mogą dojść na przystanek żeby dojechać do szkoły, jest zbyt niebezpiecznie – żali się. Rozmówca pokazuje miejsca incydentów drogowych. Już nie jeden samochód wylądował tu w rowie niejednokrotnie zatrzymując się na mostkach prowadzących do pobliskich posesji. – Tutaj jest o grosz od tragedii – wyrzuca z oburzeniem pan Zbigniew żywo gestykulując i kręcąc głową z rezygnacją. Przy znaku koniec terenu zabudowanego widać, że rowy zostały pogłębione. Chyba trochę za bardzo, bo znak leży, a pobocza się osuwają. Do owych prac mają zastrzeżenia mieszkańcy. Co prawda trochę pokopano, ale przepust biegnący w poprzek drogi został chyba pominięty. – Tu jeszcze jest jeden beton w dół – wskazuje przejeżdżający rowerzysta zainteresowany naszą „inspekcją”. Rzeczywiście nie widać, wszystko zakrył muł. Dalej to nawet wody nie widać tylko trawę. W związku ze zbyt szybką jazdą mieszkańcy zabiegali o progi zwalniające. Niestety bezskutecznie. Zapytaliśmy w Powiatowym Zarządzie Dróg w Jarosławiu o planowane inwestycje na tej drodze – W planie inwestycji na rok 2020, uchwalonym przez radę Powiatu Jarosławskiego w dniu 29.06.2020r., nie ma środków na przedmiotową drogę – odpowiada Janusz Obłoza, dyrektor PZD w Jarosławiu. Jak PZD odnosi się do obiecanego przez wójta chodnika? – Wspólnie z Urzędem Gminy Radymno została sporządzona dokumentacja na budowę chodnika – zapewnia dyrektor Obłoza. Co z bezpieczeństwem? – Jeśli chodzi o kierowców, którzy jeżdżą niezgodnie z obowiązującymi przepisami PZD nie ma na to żadnego wpływu. Jeśli chodzi o „osuwające się” pobocza, w pierwszej kolejności usuwane są szkody powstałe na terenie gmin Pruchnik i Roźwienica, zagrażające bezpieczeństwu ruchu drogowego oraz mieniu – wyjaśnia Janusz Obłoza. Ciągle czekamy na odpowiedź gminy Radymno. Być może znalazłyby się w gminie pieniądze. W końcu niedawno gmina otrzymała 2 388 111 zł z Funduszu Inwestycji Samorządowych. Miejmy nadzieję, że wójt nadal pamięta o złożonej mieszkańcom obietnicy i uwzględni ją przy dzieleniu pieniędzy.

Gabriel Łowicki

 

 

 

Suweren się opowiedział

0

Przeżyliśmy wybory i możemy odetchnąć. Kandydat, który dostał „większą połowę” bierze całość. Drugi ma wolne od prezydentury. Pozostaje nadzieja, że emocje, jakie rozgorzały w czasie kampanii ucichną. Jeśli nie da się ich uspokoić, to będziemy w kropce, bo nienawidzimy już wszystkich i trudno będzie znaleźć kolejnych. Chyba, że sami sobą wzgardzimy by za ideologią nadążyć.

 

Codzienność ma mało wspólnego z prezydenturą. Ważniejsze są bieżące sprawy niż dyplomacja. Prezydent pojawia się w naszych myślach od święta. My w jego rozmyślaniach jeszcze rzadziej, albo wcale. A codzienność ostatnio skrzeczy bardziej. Koronawirus wybrał sobie powiat jarosławski i zaraża bez opamiętania. Mamy dwa razy więcej chorych niż średnia krajowa. Nawet szef podkarpackiego Sanepidu przyjechał, by uspokoić, a jak pojechał to w miejscowym szpitalu zamknięto oddział, bo koronawirus się pojawił. Ma być lepiej, bo badają. W piątek i sobotę przed zakładami mięsnymi wymazywali, bo COVID-19 chciał się tam ulokować. Niby taki wirus malutki, a kręci się bliżej kiełbasy niż gwoździ. Widocznie swój rozum ma.

Żeby nie było za cudnie, to nie tylko wirusy dokuczają. Wczesną wiosną modlono się o deszcz i chyba przesadzono w prośbach, bo leje i podtapia. Już słyszymy, że plony będą gorsze, więc ceny żywności wzrosną. Dwa miesiące wcześniej słyszeliśmy to samo, tylko był inny powód.

W Czelatycach wylały się ścieki i doprowadziły do wrzenia mieszkającą w pobliżu cuchnącej kałuży rodzinę. Trudno się im dziwić, bo nie dość, że śmierdzi, to jeszcze trzeba resztki usunąć, a to co w rurach się znajdowało mogło zadziwić niejednego speca od sanitarnych instalacji. W gminie tłumaczą, że tak musi być. Nadmiar wody wlewającej się do kanalizacji sanitarnej przy nawiedzających okolicę ulewach musi znaleźć ujście. Znajduje je tam gdzie niżej. Logiczne. Wyjaśniają także, że oczyszczalnia nie jest w stanie przyjąć ogromnych ilości ścieków zmieszanych z wodą opadową. Lepiej więc, że wycieknie przed oczyszczalnią niżby miała ją zalać. To też zrozumiałe. Ale w jaki sposób deszczówka trafia w tak ogromnych ilościach do kanalizacji skoro były tylko drobne podtopienia nie wyjaśniają. Kanalizację buduje się tak, żeby z niej nie wyciekało i nie wlewało się do niej z boku. Tam się wlewa, a potem wylewa i nic na to nie poradzi. Urzędnicy zgłosili do władz większych i mają z głowy. Na podobnej zasadzie działała średniowieczna kanalizacja, tylko nazywała się wtedy rynsztok.

A wracając do urzędów lepiej być ostrożnym i dwa razy przeczytać co przesyłają zanim zechcemy zrozumieć czego chcą. Pisma urzędowe mają to do siebie, że nikt nie wie o co w nich hula. Dlatego urzędy zatrudniają prawników, a zwykli ludzie też korzystają z ich pomocy. Za wszystko płacą obywatele. Pan Czesław dostał zawiadomienie, że zrobiono mu zdjęcie. Problem w tym, że fotkę strzelił fotoradar. Do zawiadomienia dołączono wzór mandatu z karą wziętą z górnej półki. Jego przewinienie jest drobniejsze, ale warto kierowcę postraszyć. Tłumaczenie zajmuje więcej czasu i wymaga inteligencji. Straszenie nie potrzebuje za wiele myślenia.

Roman Kijanka

Mamy gnój pod oknem – żali się mieszkanka Zapałowa

0

Pani Maria od wielu lat ma problem z sąsiadami. Ich gnojarnia, czyli miejsce składowania zwierzęcych odchodów, znajduje się zbyt blisko jej budynku mieszkalnego. Prośby nie pomagają. Kontrole z gminy nie widzą problemu.

 

Nie zawsze tak było. Przed laty obora w tamtym miejscu nie istniała. Pewnego dnia przyjechał geodeta. Rodzice pani Marii dowiedzieli się wtedy co powstanie pod ich oknami. Stanowczo zaprotestowali wiedząc do czego to doprowadzi. Ich zdanie nie zostało wzięte pod uwagę, a sąsiad dopiął swego. Czasy się zmieniły wraz z okolicznymi zabudowaniami. Kupa gnoju jednak pozostała. Fetor jest dotkliwy. – Muszę czuwać, z której strony wiatr wieje, inaczej ubrania przesiąkną smrodem – żali się, nie może wywiesić prania na zewnątrz. Okna nie można nawet otworzyć. Zapach jest wyczuwalny w domu. Żadne zabiegi nie dają efektu.

 

Bezskuteczne starania

Nie pomogła kontrola gminy. – W trakcie oględzin pracownik Urzędu Gminy stwierdził iż posesja Pani sąsiadki utrzymana jest w należytej czystości, podwórko i obejście wychodka jest posprzątane, obornik jest osiatkowany i składowany za budynkiem gospodarczym, nie zaobserwowano wylewającej się gnojówki – przeczytać można w odpowiedzi na skargę z lipca ubiegłego roku. Skargę uznano za bezzasadną. Jak podkreśla Maria, kontrola przyszła gdy było sucho, wystarczy jednak, że trochę popada i sprawy zaczynają się mieć inaczej. Gnojówka rozlewa się wtedy po całym podwórzu. Przepisy co prawda zalecają, że płyta obornikowa powinna mieć nieprzepuszczalne ściany i dno, jednak wyegzekwowanie tego jest trudne. – Do prezydenta nawet pisz – miał rzec złośliwie sąsiad na zapewnienia o złożeniu skargi. W odpowiedzi na zgłoszone nieprawidłowości, sierpniu 2019 Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa stwierdziła w pisemnej odpowiedzi, że – podjęła czynności wyjaśniające – jednocześnie informując, że o wynikach poinformować nie może ze względu na ochronę danych osobowych. W każdym bądź razie żadne widoczne zmiany nie zaszły. Na mocy rozporządzenia Rady Ministrów (Dz. U. z 2020 poz. 243) został przyjęty program obligujący do regulacji m.in. warunków przechowywania nawozów naturalnych przez rolników. Niestety jednak małe gospodarstwa takie jak to, mają czas do 31 grudnia 2024r. na uregulowanie tej kwestii.

 

Krwawy ubój

Przed oborą w pobliżu kopy obornika dochodziło niejednokrotnie do świniobicia. Makabryczny widok, krew lejąca się po podwórzu, wnętrzności zabitego zwierzęcia wyrzucano na gnój. Według czytelniczki, jedną ze świń ubito nawet w oborze między krowami. Wezwany inspektorat weterynarii nie stwierdził nieprawidłowości. Przed budynkiem w tym samym miejscu suszą się również bańki na mleko, które trafia później do sprzedaży. Drzwi obok cuchnącej stery prowadzą do miejsca w którym schładza się mleko. Różne kontrole nie widzą problemu. Większość powyższych sytuacji jest udokumentowana na fotografiach. Były one załączane do skarg składanych w różnych instytucjach. – Serce mnie boli jak wychodzę z domu. Smród mam pod progiem – ubolewa matka pani Marii.

Gabriel Łowicki

 

 

 

„Jeśli zapomnę o Nich, Ty Boże na Niebie, zapomnij o mnie!”

0

Oby ten mickiewiczowski wers wrył się każdemu, kto zna wołyńską historię. Zwiedzeni podstępem. Nabrani na sąsiedzką życzliwość. Modlący się w kościołach. Spaleni żywcem. Rozdzierani końmi. Nabijani na pale. Przybijani do drzwi. Dzieci na widłach. Poniewierane kobiety na oczach rodzin. Jeszcze wczoraj byli dobrymi znajomymi i przyjaciółmi, a dziś już są przez nich mordowani w nieludzki sposób. Zwierzęta mają więcej litości dla swych ofiar niż 80 lat temu miał Polak z ręki sąsiada. „Krwawa niedziela” z 11 lipca 1943 roku, to przykład tego jak zdradliwa jest natura ludzka.

Eksperymenty psychologiczne dowodzą, że człowiek w odpowiednich warunkach potrafi zamienić się bezduszną bestię. William Golding w swojej powieści „Władca much” przedstawił grupę dzieci, które w wyniku katastrofy samolotu znajdują się na samotnej wyspie i próbują odnaleźć się w dziczy. Organizują się na wzór cywilizacji, ale z czasem górę biorą pierwotne instynkty, które doprowadzają do przemocy, znęcania się, a nawet do śmierci jednego z chłopców. To pokazuje, że niestety całe nasze człowieczeństwo i postęp cywilizacyjny to tylko wyuczone role. Cała „kultura” to tylko otoczka, która opada jak kurtyna, gdy w grę wchodzą emocje, czyli władza i pieniądze.

To samo tyczy się różnych ruchów pozornie społecznych oraz ideologii. Dzisiejsza walka z nierównościami i rasizmem raczej skupia się na absurdach niż na realnej pomocy realnym poszkodowanym. Przykład? Firma kosmetyczna L’Oreal ogłosiła, że zlikwiduje na swoich opakowaniach z kosmetyków słowa takie jak „jasny” i   „biały” z powodu rasistowskich skojarzeń. Inne firmy również podjęły podobne działania. Niedługo w zestawie kredek nie będzie białego koloru, a korektory będą szare. A na końcu ktoś się przyczepi do flagi Polski, bo jest biała na górze, a przecież to oznacza wyższość.

Ot, taki mamy dziś świat. Walka, już nie o ludzi, ale o umysły, przeniosła się do telewizji, internetu i na ulice. Co to ma wspólnego z naszym regionem? Tak jak pandemia, tak i „kultura” zachodu zbliża się do nas i okrąża. Polityczna poprawność i strach przed nazywaniem rzeczy po imieniu wypacza rzeczywistość. Widać to w oświadczeniu ambasady ukraińskiej w sprawie wołyńskiej rzezi. Potępiają, ale dodają, że to nasza wina, bo źle ich traktowaliśmy. Czy dziś w ogóle istnieje jeszcze podział na Dobro i Zło, czy już został tylko jakiś twór; z jednej strony dobry, a z drugiej zły…

Sebastian Niemkiewicz

Mieszkańcy Szówska walczą o pilny remont drogi wojewódzkiej

0

Mieszkańcy Szówska mają już dość cząstkowych remontów, drobnych napraw oraz łatania dziur po każdej zimie. Chcą, aby najbardziej uciążliwy odcinek drogi wojewódzkiej nr 870, który przebiega przez tę miejscowość został w końcu wykonany jak należy. Z prośbą o pomoc zwrócili się do Marszałka Województwa Podkarpackiego.

 

W minionym tygodniu do Redakcji Gazety Jarosławskiej trafił list podpisany przez około dwustu mieszkańców Szówska, którzy zwracają uwagę na pilną potrzebę remontu drogi wojewódzkiej 870 (na odcinku rondo-szkoła). Nie od dziś wiadomo, że stan tej drogi jest fatalny od wielu lat. Kto choć raz tamtędy przejeżdżał, najlepiej wie o czym mowa. Nierówna, połatana nawierzchnia, ubytki w asfalcie, roboty drogowe oraz tworzące się korki – jednym słowem koszmar dla osób skazanych na poruszanie się na tym odcinku (dowożących dzieci do szkoły, czy dojeżdżających do pracy).

– Połatana nawierzchnia powoduje nie tylko uciążliwość jazdy, ale hałas i wstrząsy które są nie do zniesienia. Zamieszkiwanie w takich warunkach staje się coraz bardziej uciążliwe – skarżą się mieszkańcy ul. Ks. Czartoryskich i Lubelskiej. – Chodniki i nawierzchnia przy drodze wojewódzkiej 870 miały być wykonane już kilka lat temu. Do dziś nie widać ich zakończenia – nadmieniają. – Dlaczego droga ta poprawiana jest tylko przed wyborami. W takim tempie remont odcinka, o który się zwracamy będzie trwał nieskończenie długo. Nie godzimy się na to. Mamy nadzieję, że pomimo trudności dokona Pan korekty i rozszerzy zakres prac – proszą mieszkańcy Szówska w liście do władz Województwa.

 

Drobne remonty trwają

Rejon Dróg Wojewódzkich w Jarosławiu z/s w Koniaczowie informuje, że na wspomnianym powyżej odcinku, w okresie wiosennym wykonany był remont cząstkowy nawierzchni masą mineralno-asfaltową, oraz remonterem przy użyciu grysów i emulsji asfaltowej.

– W chwili obecnej wykonywana jest modernizacja nawierzchni polegająca na budowie chodnika, zatoki autobusowej, kanalizacji deszczowej oraz wykonaniu nawierzchni bitumicznej – wyjaśniają przedstawiciele Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie.

 

O remont tej drogi walczą również władze Gminy

– Gruntowny remont drogi wojewódzkiej 870, na wspomnianym odcinku, jest obowiązkiem władz wojewódzkich. Walczę o to od wielu lat, niestety bezskutecznie. My ze swojej strony robimy w tym zakresie co możemy. Cały czas wykładamy niemałe pieniądze z budżetu gminy, aby poprawić stan techniczny tej drogi. I tak dla przykładu w 2015 roku przeznaczyliśmy na ten cel 240 tys. zł, w 2019 – 100 tys. zł i w 2020 planowany jest wydatek rzędu 100 tys. zł. Droga ta jest jednak mocno zniszczona i wymaga gruntownej przebudowy – mówi Marian Jerzy Ryznar, wójt Gminy Wiązownica.

EK

 

Debata z samorządowcami

0

Przyszłość samorządów taki tytuł miała debata, która odbyła się w zeszłą środę w Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu.

 

W debacie wzięli udział: burmistrz Jarosławia Waldemar Paluch, burmistrz Sieniawy Adam Woś, prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz i prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Każdy z wymienionych zabrał głos i poruszył nurtujące go kwestie. Prowadzone były rozważania o roli samorządu, trudnościach z którymi się borykają i o niepewnej przyszłości. Do głosu dopuszczono publiczność. Będący na niej Marian Ryznar, wójt gminy Wiązownica, także wyraził swoje zdanie.

 

Muszą się pogodzić ze smrodem

0

Uchylona, ale przyłożona kawałkiem betonu pokrywa zbiorczej studzienki kanalizacyjnej. Dookoła kałuża mętnej cieczy i unoszący się fetor. Taki widok pokazuje nam pan Jan, mieszkaniec Czelatyc. – Tu często wypływają ścieki, ale to co działo się przy ostatnich ulewach przerosło najczarniejsze wizje. Brudna woda nas zalała. Na ogrodzeniu pełno było śmieci z kanalizacji. Wisiały strzępy papieru toaletowego i unoszący się wszędzie smród – opowiada mężczyzna.

 

– To była kryzysowa sytuacja. Intensywne opady doprowadziły do podtopień oraz do całkowitego zalania instalacji kanalizacyjnej. Nadmiar wody wylewał się przez niżej położone studzienki. Na takie sytuacje nie mamy żadnego wpływu – tłumaczy Marek Winiarski – inspektor ds. gospodarki komunalnej w Urzędzie Gminy w Rokietnicy. Tłumaczy, że w sytuacjach powodziowych należy liczyć się z takimi problemami. Przy normalnych opadach kanalizacja spełnia swoją funkcję. W czasie ulew nie daje rady. Zalanie instalacji zostało zgłoszone służbom wojewódzkim jako szkoda powodziowa.

 

Wyciekają częściej

Mieszkający w pobliżu studzienki twierdzą, że wypływ ścieków występuje za często. Nie zawsze musi być poprzedzony nadmiernymi opadami. – Interweniowaliśmy w gminie już wcześniej. Jeszcze za poprzedniej kadencji rozmawialiśmy z panią wójt. Zapewniała, że będą szukać rozwiązania. Dzisiaj już nawet nie chcą z nami rozmawiać. Zgłaszałem do ochrony środowiska, szukałem pomocy w innych instytucjach. Przerzucają się kompetencjami, a ścieki wypływają – tłumaczy pan Jan. Według niego sąsiadujący z podwórkiem odcinek instalacji został wykonany wadliwie. To powoduje problem. Wystarczy tylko zmodernizować odpływ i kłopot się skończy. Mężczyzna zgadza się z tym, że potężne ulewy mogą doprowadzić do wycieku, ale uważa, że tu występuje za często. – Nawet trawa wyginęła. Tylko czekać, a pojawią się insekty – mówi. – Jedynym działaniem jest udrażnianie rowu odprowadzającego ścieki. Czy tak wygląda ochrona środowiska – pyta pan Jan.

 

Opady i zdolności oczyszczalni

Zalane studzienki nie pomieściły nadmiaru wody. Trudno mówić, że wypływały ścieki, bo w większości była to woda opadowa. Taka sytuacja może się powtórzyć, ale tylko w sytuacjach kryzysowych, wtedy gdy występują nadmierne opady powodujące podtopienia – tłumaczą w gminie.

Oczyszczalnia ścieków położona niedaleko od studzienki dokuczającej sąsiadom może przetworzyć 669 metrów sześciennych na dobę. W normalnych warunkach wpływa do niej około 400 metrów sześciennych. Ma więc zapas i może normalnie działać. Według szacunków gminy napływ w czasie ostatnich nawałnic dochodził do dwukrotnych możliwości oczyszczalni. Takich ilości nie mogła ona pomieścić. Poszły więc bokiem.

Władze gminy zapewniły, że otoczenie studzienki zostanie oczyszczone. Otrzymaliśmy też informację, że starają się rozwiązać problem poprzez modernizację odcinka instalacji. Niestety przerobienie jej na kanalizację ciśnieniową z przepompownią nie wchodzi w rachubę ze względu na koszty. Szukają wśród tańszych rozwiązań.

erka

 

 

 

Zderzenie dwóch ciężarówek

0

Jedna osoba została ranna w wyniku wypadku drogowego, do którego doszło w poniedziałek, 6 lipca w Chłopicach.

 

Do zderzenia dwóch pojazdów ciężarowych marki Iveco doszło ok. godz. 7.30. Ze wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu wynika, że jeden z kierujących, 40-letni mieszkaniec Jarosławia, na łuku jezdni w trakcie hamowania stracił panowanie nad przyczepą. W wyniku hamowania przyczepa zjechała na przeciwległy pas ruchu i uderzyła w ciężarowe iveco, którym kierował 42-letni mieszkaniec gminy Roźwienica.

W wyniku zderzenia 42-latek został ranny i trafił do szpitala. Badania na zawartość alkoholu wykazały, że kierujący byli trzeźwi.

Policjanci zabezpieczyli miejsce zdarzenia, wykonali oględziny, a także dokumentację fotograficzną. Prowadzone w sprawie postępowanie wyjaśni dokładne okoliczności tego zdarzenia.

EK/KPP