Strona główna Blog Strona 433

Do szkoły normalnie, ale z przyłbicą

0

– Decyzja zapadła. Koniec nauki na odległość. Po wakacjach dzieci i młodzież wracają do szkół na tradycyjne lekcje. Nawet wtedy, gdy szkoły znajdują się w regionach oznaczonych jako strefy żółte lub czerwone – informował w ubiegłym tygodniu Podkarpacki Wojewódzki Inspektor Sanitarny Adam Sidor – Nowy rok szkolny rozpoczynamy w tradycyjny sposób – potwierdzała Podkarpacki Kurator Oświaty Małgorzata Rauch.

 

Dopóki nie ma zdiagnozowanego przypadku koronawirusa w szkole dyrektor placówki nie ma wyboru. Decyzję o nauce w systemie hybrydowym lub całkowitym przejściu na system zdalny może podjąć tylko wtedy gdy zakażenie COVID-19 w szkole potwierdzi Sanepid.

– Dyrektorzy dostali wytyczne określające zadania i pozwalające na zapewnienie bezpieczeństwa w szkole. W zakładce „Szkoła na starcie” na stronie internetowej kuratorium będziemy na bieżąco publikować zalecenia związane z funkcjonowaniem szkoły w czasie pandemii – wyjaśniała kurator zwracając uwagę, że jest jeszcze czas przed rozpoczęciem roku szkolnego na przemyślenie rozwiązań.

Inspektor sanitarny zaleca, by uczniowie podczas lekcji mieli przyłbice. Maseczek mieć nie muszą. Zajęcia z wf należy organizować na zewnątrz. Nawet wtedy, gdy pogoda nie sprzyja. Warto rozważyć wprowadzenie przerw międzylekcyjnych w różnym czasie. A. Sidor rekomenduje także niezmienianie klas oraz ich częste wietrzenie klas z regularnym odkażaniem przez pracowników szkoły ławek, krzesełek i wszelakich dających się dezynfekować powierzchni. Uczniowie powinni korzystać tylko z własnych przyborów i pilnować higieny. Na rodzicach spoczywa obowiązek wysłania do szkoły tylko zdrowego dziecka. Przy objawach chorobowych powinni zostawić je w domu.

Inspektor zapowiada ścisłą współpracę z dyrektorami szkół. Od września każdy z nich dostanie bezpośredni numer do pracownika powiatowej inspekcji sanitarnej by w przypadku pojawienia się w placówce osoby z koronawirusem szybko ustalić sposób postępowania.

erka/fot. PUW

 

Z cyklu: „Cudze chwalicie Jarosławia nie znacie”: „Lwy z Westerplatte”. Zapomniani bohaterowie

0

Określenie „Lwy z Westerplatte” użył marszałek Edward Rydz- Śmigły w trzecim dniu walk o Westerplatte w radiu: „ Pozdrawiam Was, Lwy z Westerplatte, nadaję Wam Krzyże Militari i awansuję o dwa stopnie wojskowe”. Cała Polska o tych lwach słyszała!

 

Jednym z nich był kapral zawodowy Władysław Goryl z Jarosławia. W 1939 roku pełnił służbę w 3 Pułku Piechoty Legionów w Jarosławiu przy ulicy Tadeusza Kościuszki. Był również instruktorem w szkole podoficerskiej. 13 marca 1939 roku wraz z Józefem Bieniaszem, Stanisławem Trelą i Janem Gryczmanem otrzymał rozkaz zameldowania się u pułkownika Łukowskiego, gdzie dowiedział się, że spotkał go   zaszczyt, ponieważ został przeniesiony do Gdańska na Westerplatte.

Otrzymał trzydniowy urlop na przygotowanie się do wyjazdu, który spędził u rodziców. Ojciec Władysława, stary wiarus II Brygady Legionów, który walczył w Karpatach na Przełęczy Dukielskiej podczas błogosławieństwa powiedział: „Synu mój, zdaję sobie sprawę dokąd jedziesz, ja Ci tę Polskę wywalczyłem, Ty ją utrzymaj w granicach”.

Kapral zawodowy Władysław Goryl.

Władysław wyjechał do Kielc, a następnie do Gdyni. Cała grupa to wybrani żołnierze z Pułków Piechoty Legionów. Na Westerplatte przybył 17 marca, gdzie został wyznaczony na dowódcę wartowni nr 4. położonej obok toru kolejowego. Pod sobą miał 9 żołnierzy. W nocy z 31 sierpnia na 1 września ze swojej wartowni zauważył, że wszystkie statki opuściły port. Po wystrzale z rewolweru o godz. 4.15 wyleciał w powietrze mur ogrodzeniowy i rozpoczął się atak Niemców. Następnie do akcji wkroczył pancernik „Schleswig – Holstein”. W tym dniu Niemcy trzykrotnie atakowali. Las leżał skoszony przez bomby, granaty, koszary i warownie były uszkodzone lub zrównane z ziemią. 7 września mjr Henryk Sucharski podjął decyzję o poddaniu się. Żołnierze składając broń całowali ją i oddawali honory miejscu, na którym walczyli.

Władysław Goryl trafił do Stalagu I A w Schönwiese pod Królewcem. Tu pracował w okolicznych majątkach ziemskich za miskę brukwiowej zupy i kromkę razowego chleba. W lipcu wraz z trójką kolegów uciekł. Po 14 dniach zostali zatrzymani i ponownie uwięzieni. Po wyzwoleniu do domu wracał 6 tygodni. Po powrocie nigdzie nie mógł znaleźć pracy. Mówiono do Niego: „Ty sanacyjny sługusie” lub „obrońco kapitalizmu”. W końcu po ponad roku został sprzątaczem w Centrali Tekstylnej. Dopiero po 50 latach, w 1990 roku kapral Władysław Goryl doczekał się przyznania mu Krzyża Virtuti Militari i awansu na stopień podporucznika. Zmarł w 2001 roku, został pochowany na cmentarzu przy ulicy Krakowskiej. Dzisiaj jest zapomniany, jego imieniem nie jest nazwana żadna ulica, ani obiekt, nawet kino Westerplatte już nie istnieje.

Jeżeli chodzi o kolegów Władysława Goryla, z którymi razem walczył na Westerplatte i którzy służyli w 3 Pułku Piechoty w Jarosławiu to: plutonowy Józef Bieniasz w wojsku od 1928 roku specjalizował się w cekaemach i obsłudze moździerzy, ukończył szkolę podoficerską i dywizyjny kurs instruktorski. Zmarł w 1967 roku. Chorąży Jan Gryczman był zastępcą dowódcy placówki „Prom”. Po zdobyciu Westerplatte przez Niemców dostał się do niewoli w której przebywał do 1945 roku. Po wyzwoleniu osiadł w Warszawie. Nadterminowy kapral Stanisław Trela na Westerplatte został przydzielony do warowni nr 1. gdzie ogniem karabinu maszynowego skutecznie blokował marsz Niemców do przodu. Po wyzwoleniu zamieszkał w Gostyninie.

Jerzy Czechowicz

 

Podliczanie suszy

0

Parlamentarzyści odczuli suszę i szybko uchwalili sobie podwyżkę. Potem zreflektowali się, a marszałek Terlecki zabłysnął szczerością mówiąc, że czas na podwyżki był dobry, bo na wakacjach ludzie mniej śledzą co w polityce się kręci, więc mogli nie zauważyć. Spostrzegawczy naród dał do zrozumienia, że to on płaci posłom, a z wypowiedzi Terleckiego wyszedł sposób myślenia polityków.

 

Sucho jest także w państwowej kasie. Ten rok zaczynaliśmy hucznie od wyliczenia, że na wszystko starczy. Potem przyszedł COVID. Wsparła go rozrzutność i dzisiaj brakuje nam prawie 110 miliardów złotych. To dużo. Wszystkie podatki i należności wpływające do państwa zamkną się w 2020 r. na poziome około 400 miliardów zł. Czyli braknie jedna czwarta.

Ogromne sumy są tak samo nierzeczywiste, jak rzetelność i odpowiedzialność rządzących. Jednak przyglądając im się bliżej i porównując możemy mieć jakieś pojęcie o tych miliardach. Gdyby za tą brakująca kwotę kupić droższe samochody warte 110 tys. zł każdy, byłoby ich milion. Licząc, że każdy mierzy około 4,5 metra długości, to ustawione jeden za drugim zajęłyby 4 500 000 metrów, czyli 4,5 tysiąca kilometrów. Internet podaje, że z Jarosławia do Szczecina jest w przybliżeniu 860 kilometrów, więc te wozy zajęłyby całą jezdnię pod warunkiem, że jest pięciopasmowa. Za ten miliardowy dług, jaki kiedyś będziemy musieli zapłacić można kupić 22 mln metrów sześciennych piwa, licząc że litr kosztuje 5 zł. To prawie pięciokrotna objętość zbiornika wodnego Kańczuga w Łopuszce Wielkiej.

Można się rozmarzyć, ale nie tędy droga. Rząd zapowiada, że duża część tej kwoty pójdzie na programy socjalne, w sumie na jedno z piwem wychodzi, bo pożyczkę przejemy. Raty zapłacą nasze dzieci. By było sprawiedliwie z naszych emerytur też potrącą.

Decydujący wiedzą co robić. Sterujący zdrowiem i walką z koronawirusem rezygnuje razem z pierwszym oficerem w momencie gdy zbliża się sztorm. Odpływają na spokojne wody podobnie jak dowodzący sprawami zagranicznymi. On odpuszcza, gdy Łukaszenka krzyczy, że Polacy chcą przejąć Białoruś.

Gdzie nie popatrzeć susza, a winnych nie ma. Z pogodą nie wygrasz. Jak nie pada wszystko schnie. Jak leje jest powódź. Mieszkańcy gm. Jawornik Polski i Kańczuga przeżyli powódź błyskawiczną. To nowe zagrożenie, ale przynoszące tragiczne skutki. Przyszło razem z ekonomicznym podejściem do rolnictwa i lasów, których funkcje wodochronne nijak się miały do wyrębu. Uregulowano, potworzono rynny w postaci dróg zrywkowych i każda kropla deszczu szybciutko spływa. Wcześniej potrzebowała tygodni. Dzisiaj wystarczą jej godziny.

Idzie jesień. Coraz więcej żółci i czerwieni na mapie Polski obrazującej zagrożenie wirusem. Pandemia się zużywa. Widać to na ulicach. Gdy ją ogłoszono miasta wymarły. Przemykali tylko nieliczni. Dzisiaj , gdy liczba zachorowań jest czterokrotnie wyższa, a w Jarosławiu i Przeworsku powstają kolejne ogniska zakażeń ludzi pełno. Większość ma maseczki, bo dokucza Sanepid i policja. Noszą je na brodzie. Nosa nie zakrywają, bo trzeba być na bieżąco i wyczuwać co się dookoła dzieje.

Roman Kijanka

Odszedł Tadeusz Kiełbowicz

0

W minioną niedzielę dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci przewodniczącego Rady Powiatu bieżącej kadencji. Tadeusz Kiełbowicz miał 61 lat.

 

Tadeusz Kiełbowicz był bardzo doświadczonym samorządowcem – pełnił funkcję radnego Rady Powiatu Przeworskiego II, III, IV, V i VI kadencji, a przez ostatnie cztery kadencje przewodniczył Radzie Powiatu. Oprócz tego był sekretarzem w Gminie Zarzecze. Przez ostanie lata zmagał się z chorobą, zmarł w szpitalu.

 

Msza św. żałobna zostanie odprawiona we wtorek, 25 sierpnia o godz. 15.00 w kaplicy cmentarnej w Zarzeczu, po czym ciało Zmarłego zostanie odprowadzone na miejscowy cmentarz.

DP/fot. Powiat Przeworski

Budują kanalizację

0

W dzielnicy Garbarze trwa drugi etap budowy kanalizacji sanitarnej.

 

Pierwszy etap budowy kanalizacji w dzielnicy Garbarze prowadzony był w minionym roku. Jego koszt opiewał na kwotę 800 tys. zł. W ramach realizowanych prac udało się wykonać przewiert przez rzekę San. Drugi etap, który niedawno się rozpoczął pozwoli na podłączenie do miejskiej sieci kanalizacyjnej około 40 domów z ulic: Boczna Sanowa, Wspólna oraz Spacerowa. Inwestycja ma zostać wykonana do końca tego roku. Pochłonie 3 mln zł. Prace wykonuje firma Sanitex z Tryńczy. W ostatnich latach inwestycje wodno-kanalizacyjne pochłonęły ok. 15 mln zł.

EK, fot. PWiK

 

Życzymy kolejnych jubileuszy

0

Kazimierz Balawajder rodowity mieszkaniec Chorzowa obchodził początkiem sierpnia setne urodziny. Jubileusz był okazją do rodzinnego święta. Pamiętały o nim także władze samorządu gminnego.

 

Stulatka odwiedził Tomasz Kotliński, wójt gm. Roźwienica w towarzystwie Ewy Chmiel, zastępcy kierownika Urzędu Stanu Cywilnego oraz reprezentującej Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej Marzeny Zygmunt. Przyjechali z życzeniami i kwiatami.

Pan Kazimierz jest rodowitym chorzowianinem. Od 11 lat jest wdowcem. Wychował trójkę dzieci, ma 7 wnuków, 18 prawnuków i 3 praprawnuków. Obecnie mieszka z wnukiem Piotrem i jego rodziną.

Gazeta Jarosławska dołącza się do ciepłych słów skierowanych do stulatka życząc mu kolejnych lat w zdrowiu, spokoju i pomyślności oraz zachowania pogody ducha. Niech rola nestora rodziny przynosi zadowolenie, a spotkania z najbliższymi niech będą radosne.

erka/Fot. UG Roźwienica

 

Ostatni tydzień…

0

Mijasz na ulicy elegancko ubranego mężczyznę w średnim wieku. Jest miły i uczynny, a w pracy zazdroszczą mu idealnej rodziny. Twój kolega z pracy ma problemy z wywiązywaniem się z obowiązków, ma też kłopoty rodzinne, więc pomagasz mu, żeby szef go nie zwolnił. Rodzice Twojej koleżanki ze szkoły są wspaniali, dziewczyna ma wszystko co zapragnie, dwa razy do roku odwiedza egzotyczne miejsca na świecie, ale i tak chodzi nieraz smutna.

 

Tych troje ludzi może łączyć jeden problem, który nie jest widoczny na pierwszy ani nawet na drugi rzut oka – problem alkoholizmu w rodzinie. W jarosławskim szpitalnym oddziale terapii uzależnienia od alkoholu leczy się około 1100 pacjentów. Pomimo, że oddział przyjmuje osoby z całego Podkarpacia, większość to mieszkańcy powiatu jarosławskiego, przeworskiego i okolic. Dziewięć na dziesięć osób to mężczyźni…

 

Problem z alkoholizmem jest taki, że alkohol nie jest postrzegany jako problem. Jest on tak powszechny, że stał się zwyczajnym kulturowym elementem codzienności. Browary sponsorują większość młodzieżowych imprez takich jak juwenalia, a reklamy promują „zakrapiane” spotkania. Dwoje młodych ludzi, kiedy chcą pogadać, to naturalnie idą na piwo. Przyjechał do miasta dawny znajomy? Trzeba się z nim napić. Sukces? Trzeba oblać! Porażka? Trzeba się napić, żeby było lżej…

W tym kraju pijesz, gdy się cieszysz, pijesz, gdy jesteś smutny,

Ludzie zmienili miłość do życia w miłość do wódki.

 

Śpiewa raper Pezet w utworze „Szósty zmysł”. Trudno czasem pojąć jak niszczący wpływ ma na całe swoje otoczenie osoba uzależniona. Alkoholizm jest chorobą, która przechodzi na rodzinę i najbliższych nawet, jeśli oni w ogóle nie piją. Jakby tego było mało nie da się z niej zupełnie wyzdrowieć – alkoholikiem zostaje się już na całe życie nawet jeśli się nie pije.

 

Trudno komuś uświadomić, że ma problem, ale wokół nas jest mnóstwo takich ludzi, którzy tego potrzebują. Sierpień jest tradycyjnie miesiącem trzeźwości, a został już z niego tylko tydzień. Koronawirus skradł trochę uwagi, ale nie traćmy z oczu innych problemów, które mogą być znacznie poważniejsze, a przez powszechność są ignorowane lub tolerowane.

 

W Jarosławiu, Przeworsku i Radymnie działają grupy, które pomagają w takich sytuacjach. Ich spis można znaleźć na stronie www.aapodkarpacie.pl. Nie zastanawiaj się co powiedzą inni i nie szukaj wymówek. Jeśli jest cień podejrzenia, że problem dotyczy Ciebie lub kogoś bliskiego idź i porozmawiaj, bo warto o siebie walczyć.

Sebastian Niemkiewicz

Chcą pieszą ścieżkę, a nie asfalt

0

– Nie warto niszczyć tego, co ładne. To są nasze małe Bieszczady. Przyjeżdżający turyści zachwalają pieszą ścieżkę na wieżę widokową i mówią, by nie pozwolić na budowę tej drogi. – mówi mieszkanka ul Akacjowej, która ma być modernizowana. Mieszkańcy uważają, że przebudowa jest niepotrzebna. Burmistrz Pruchnika Wacław Szkoła przekonuje, że przebudowa stworzy spójny układ komunikacyjny.

 

– Już dwa lata temu interweniowaliśmy w gminie. Wtedy zapewniono, że drogi nie ma w planach. Po kilkunastu miesiącach dotarła informacja, że droga ma jednak powstać – wyjaśnia kobieta. Kolejnym problemem, który może okazać się dokuczliwy jest spływająca drogą woda. . – Już teraz w trakcie mocniejszych opadów woda przysparza kłopotów, ale jej część na pewno wsiąka w ścieżkę. Gdy powstanie utwardzona droga spłynie wszystko – przewidują. Ich zdaniem należy pozostawić drogę w obecnym stanie, czyli częściowo utwardzoną, a dalej jako pieszą ścieżkę prowadzącą do wieży widokowej.

 

Scalenia wymuszają dojazd

Z rozmowy z burmistrzem wynika, że faktycznie były interwencje o zaniechanie przebudowy, jednak decyzja o modernizacji została utrzymana. – Dla mnie to cały czas istniejąca droga. Od lat używana przez rolników – mówi burmistrz. Jak się również okazuje, to nie dojazd do wieży widokowej ale prace scaleniowe przeprowadzane na tamtym terenie wymuszają budowę drogi. –W ramach prowadzącego postępowania scaleniowego zostały zaprojektowane nowe drogi tak, aby tworzyły spójny i dogodny układ komunikacyjny zapewniający dojazd do każdej nieruchomości. Organem prowadzącym postępowanie scaleniowe jest Starosta Mielecki, a wykonawcą prac Podkarpackie biuro Geodezji i Terenów Rolnych w Rzeszowie. Całość prac związanych z zagospodarowaniem po scaleniowym prowadził będzie Starosta Jarosławski. –   wyjaśnia Józef Chmielecki, kierownika Referatu Planowania Przestrzennego i Gospodarki Nieruchomościami w UM Pruchnika.

Już teraz sporo kierowców próbuje dostać się do wieży ulicą Akacjową. W efekcie kończą trasę na podwórku rodziny mieszkającej na końcu utwardzonej drogi. Sytuacja w Pruchniku pokazuje, że znalezienie równowagi między rozwojem miejscowości a zachowaniem jej naturalnych wartości jest nie lada wyzwaniem.

Jakub Rzeźnik

 

Młodzi dziennikarze poznawali naszą pracę

0

Organizatorzy projektu „Budujemy MOST” zaprosili nas do podzielenia się swoim doświadczeniem zawodowym na zajęciach dziennikarskich dla młodych ludzi.

 

Dotrzeć nie było łatwo. Przysiółek Szegdy we wsi Cieplice znajduje się na uboczu. Tam właśnie, w zagrodzie edukacyjnej „W Międzyczasie”, odbyło się spotkanie. Z pewnością jest to miejsce z duszą. Stare, około 100-letnie chaty. Obejście utrzymane w klimacie odpowiadających im czasów. Do tego przychówek: gęsi, indyki, owce i kto wie co jeszcze? No nic, iść nam trzeba. Gospodyni wprowadziła nas do jednego z budynków. Szliśmy przez kolorowy korytarzyk pełen małych drobiazgów na okiennicach i pracach plastycznych ściśle upakowanych na ścianach. Na końcu majaczyło pomieszczenie gdzie było nie mniej barwnie. W środku czekali już przybyli zainteresowani.

Zgromadzili się wokół stołów i zasiedli przy ławach. Opowiedzieliśmy pokrótce jak wygląda praca dziennikarza, skąd pozyskuje się informacje. Nie zabrakło pytań. Organizatorzy nadawali zajęciom rytmu dbając o to by przeprowadzić uczestników przez wszystkie niezbędne zagadnienia. Podzieliliśmy się sposobami na doskonalenie swojego warsztatu pisarskiego. Dalej nastąpiły ćwiczenia w parach konfrontujące uczestników zajęć z problematyką przelania na papier cudzej opowieści. Atmosfera była bardzo przyjazna i widać było, że każdy czuł się swobodnie. Wszystko potęgowała barwna kompozycja zdobiąca ściany. Z zewnątrz dobiegało beczenie owiec, które zdawały się przedrzeźniać ludzką mowę w karykaturalny sposób. Młodzi autorzy przedstawili efekty swojej pracy, każdy przeczytał spisaną przez siebie historię. Trzeba przyznać, że udało im się stworzyć całkiem zgrabne i zwięzłe teksty. Organizatorzy poczęli opowiadać o tym co mają na celu te warsztaty. Wspólnymi siłami tworzyli gazetę „Most”. Na stole leżały różne projekty graficzne pierwszej strony. To efekty pracy uczestników z poprzedniego dnia warsztatów. Jak widać zebrali się tu sami entuzjaści kunsztu dziennikarskiego, bardzo sprawnie im szło tworzenie tekstu, a i entuzjazm był spory. Było miło. Była herbata. Tak dzień nam minął w zagrodzie edukacyjnej „W międzyczasie” w Cieplicach. Dziękujemy za zaproszenie Elżbiecie Starzak, właścicielowi ośrodka oraz Małgorzacie Leji, koordynatorowi projektu „Budujemy MOST” w ramach którego odbyły się między innymi powyższe warsztaty.

Gabriel Łowicki

ZUS dodał mu żonę

0

– ZUS dodał mi żonę – tak uważa Mariusz Nowak walczący od kilku lat z różnymi instytucjami. Między innymi oskarża Gminę Wiązownica o bezprawne ujawnienie jego danych osobowych. Władze gminy mają inne zdanie na ten temat.

 

Nowak od wielu lat próbuje dojść sprawiedliwości. Według niego absurdy prawne i zła wola urzędników spowodowały, że musiał zamknąć firmę w 2016 roku, a okoliczności z tym związane doprowadziły do tego, że stracił szacunek, a rodzina się go wyrzekła.

Sprawa z gminą wyszła podczas przeglądania w 2018 roku dokumentacji z procesu sądowego. Znalazł wtedy pisma, które według niego świadczyły, iż w 2014 roku Gmina Wiązownica udostępniła jego wrażliwe dane osobowe innemu podmiotowi. Chodziło o to, że ZUS z Krakowa zwrócił się do kilku urzędów gmin i miast, w tym do UG w Wiązownicy, z pytaniem czy pan Mariusz jest mężem pani Małgorzaty. Zdziwiło go to, ponieważ znacznie wcześniej ubezpieczył swoją małżonkę, która ma na imię Marzena. Jego zdaniem ubezpieczyciel wiedział kto jest jego żoną. Winę gminy widzi w tym, że przetwarzała jego dane osobowe przy odpowiedzi na pytanie ZUS. To spowodowało podjęcie przez M. Nowaka działań zmierzających do udowodnienia przestępstwa.

Pozwy i zarzuty

W 2019 M. Nowak zawiadomił policję. Policja umorzyła postępowanie ze względu na przedawnianie. W tym samym roku wnioskował do Urzędu Gminy w Wiązownicy o wyciągnięcie konsekwencji służbowych w stosunku do pracownika, który ujawnił jego dane ZUS-owi. Urząd odpowiada, że działał zgodnie z prawem. Składa również zażalenie na decyzję o umorzeniu śledztwa. Argumentuje tym, że informacje o ewentualnym przestępstwie zyskał dopiero 2 lata po zakończeniu sprawy. W pismach powołuje się na przepisy i orzeczenia różnych sądów. – Te wszystkie poczynania gminy doprowadziły do odebrania mi szacunku, prawa do spokoju, godności, oraz prawa do zachowania więzi rodzinnych, a prawo własności zostało naruszone. Stało się tak dlatego, że matka się mnie wyrzekła, a całe otoczenie zerwało kontakt. – obwinia urzędników.

 

Zażalenie do sądu

Pan Mariusz przygotował pozew do sądu. Wymienia w nim wiele uwag i zarzutów dotyczących funkcjonowania instytucji. Powołuje się na przepisy kodeksu karnego. Potwierdza je wyrokami sądów w podobnych sprawach. Chce również zwolnienia z kosztów nałożonych przez ZUS w wysokości 80 tys. złotych zaległych należności. Sam żąda zadośćuczynienia w takiej samej kwocie, domaga się pisemnych przeprosin oraz zwolnienia z kosztów sądowych.

 

Sprawa M. Nowaka ciągnie się od wielu lat. Wmieszane są w nią różne urzędy i instytucje. Jak na razie trudno mówić o zakończeniu. On sam uważa, że ze strony urzędników spotyka się z brakiem szacunku i politowaniem.