Strona główna Blog Strona 401

Kupując kalendarz pomagasz podopiecznym fundacji

0

W sprzedaży jest już dostępny charytatywny kalendarz wydany przez jarosławską fundację „Mukohelp” pomagającą chorym na mukowiscydozę.

 

To już trzecia edycja kalendarza. W poprzednich latach swoje zmagania z ciężką i nieuleczalną chorobą prezentowały młode kobiety, a rok później kilkuletni chłopcy. W tym roku do sesji zaproszono dziewczynki. Najmłodsza uczestniczka biorąca udział w sesji miała półtora roku, a najstarsza dwanaście lat. Sesja miała się odbyć w bajkowej scenerii. Niestety ze względu na obecną sytuację odstąpiono od tego pomysłu.

– Sesja do kalendarza na 2021 rok odbyła się na świeżym powietrzu. Epidemia koronawirusa uniemożliwiła nam wcześniejsze przygotowanie i przeprowadzenie sesji w bajkowej scenerii – mówi Monika Bartnik, prezes fundacji.

Dochód ze sprzedaży kalendarza wesprze osoby cierpiące na mukowiscydozę – chorobę genetyczną, która niszczy płuca i układ pokarmowy.

– Poprzez sprzedaż kalendarza chcemy wesprzeć nasze mukobohaterki. Środki uzyskane ze sprzedaży kalendarza wspomogą zakup leków oraz suplementów diety, a także pokryją koszty rehabilitacji pomagającej utrzymać płuca w dobrej formie – mówi prezes fundacji.

Kalendarz Mukohelp to doskonała opcja na prezent. Poprzez zakup kalendarza można nie tylko sprawić przyjemność bliskiej osobie, ale również wesprzeć działania fundacji, która od 2017 roku pomaga chorym na mukowiscydozę.

Kalendarz na 2021 rok można zakupić w siedzibie fundacji (ul. Juliusza Słowackiego 24/4, 37-500 Jarosław) lub robiąc przelew na konto fundacji: 11 9096 0004 2001 0078 3310 0001, (w tytule wpisując adres wysyłki kalendarza). Koszt to 50 zł (format A3) lub 30 zł (mały, biurowy).

Fundacja Pomocy Chorym na Mukowiscydozę skupia około 70 podopiecznych z różnych zakątków Polski. Jest jedną z najprężniej działających fundacji na naszym terenie. Przez trzy lata swojej działalności udało jej się zdziałać wiele dobrego.

 

EK

Walczył z całych sił

0

Wiele osób kibicowało Damianowi w walce o zdrowie. Niestety pomimo podjętego leczenia życia 35-latka nie udało się uratować. Rodzina i bliscy pożegnali go w piątek, 30 października.

 

Problemy zdrowotne Damiana Iwosy rozpoczęły się w wakacje ubiegłego roku. Zdiagnozowany wówczas glejak mózgu IV stopnia nie dawał większych szans na wygraną. Jedyną szansą na powrót do zdrowia była wówczas nierefundowana terapia, na którą trzeba było zebrać blisko 200 tys. zł. Dzięki życzliwości ludzi dobrego serca wiosną tego roku 35-latek mógł podjąć leczenie. Radość po przebytej terapii nie trwała jednak długo. Stan Damiana zaczął się pogarszać. Damian zmarł we wtorek, 27 października pozostawiając w żałobie żonę i dwóch synów: 6-letniego Michałka i 8-letniego Oskara.

Marzeniem Damiana było doczekać I Komunii św. swoich synów oraz zamieszkać wraz z rodziną w remontowanym przez siebie mieszkaniu. Niestety los chciał inaczej.

 

EK

 

 

Teatr lalek

0

Jeszcze pół roku temu myślałem, że przez wirusa nastały trudne czasy, a co najmniej wyjątkowe. Dziś muszę zweryfikować swój pogląd, bo przy tym, co jest teraz, marzec był oazą spokoju.

 

Pandemia zaatakowała niepewnością i niepokojem. Jak przyznaje Czytelniczka Jarosławskiej, która przeszła koronawirusa, najgorszy jest sam strach. Dziś, strach ustąpił miejsca frustracji. Już nie boimy się o życie, ale denerwują nas ograniczenia. Być może trzeba było nie wprowadzać restrykcji, a każdy miałby używać własnego rozumu, co spowodowałoby naturalną selekcję. Kto nie uważa, ten łatwiej zachoruje. Owszem, zakażając siebie można zakazić też innych, ale jeśli ktoś chce, to podejmie takie działania, by się nie zarazić. A…

 

…kto ma umrzeć, ten umrze.

 

I internet zawrzał. W mediach społecznościowych rozpowszechnia się wypowiedź premiera, który rzekomo tak lekko podchodzi do pandemii. Ale… wystarczy przesłuchać wypowiedź szefa rządu w oryginale i okazuje się, że mówi zupełnie co innego. Tłumaczy ludziom, że to przeciwnicy noszenia maseczek uważają, że restrykcje są niepotrzebne, a kto ma umrzeć, ten umrze.

 

Oczywista manipulacja. Dziś wielu ludzi nie obchodzi prawda, tylko popularność i pieniądze. Niestety, z osobami, które w taki sposób działają nie ma możliwości dyskusji, ponieważ spokojna rozmowa i argumenty to groch o ścianę. Wielu takich manipulantów zaangażowało się w protesty.

 

Dotyczą one dziś już chyba wszystkiego, ale zaczęło się od wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Niezadowoleni piszą po kościołach i zakłócają religijne obrzędy, co nie świadczy o nich dobrze, ale oni o to nie dbają. Cel uświęca środki i chyba nie ma już granic, których te środowiska nie przekroczą. Sprawa aborcji wymaga naprawdę bardzo dużej rozwagi i przemyślenia. Emocje nie sprzyjają rozwadze, a agresja przemyśleniom. Normalna dyskusja pozwoliłaby oczyścić sytuację, ale dzisiaj bardziej niż merytoryka liczą się właśnie emocje, a z nimi dyskusji nie ma. Nie ma i nie będzie, bo tak naprawdę nie o dyskusję tutaj chodzi. Bo…

 

…kiedy patrzysz w lewo, ktoś idzie w prawo.

 

Wniosek dotyczący aborcji wpłynął do Trybunału Konstytucyjnego w 2019 roku. Dlaczego więc sprawa pojawiła się teraz, w bardzo niefortunnym momencie pandemii? No cóż… zaparzmy sobie herbatę i patrzmy jak wszyscy tańczą do melodii granej przez…

 

…nie wiadomo, tak naprawdę, kogo.

 

 

Sebastian Niemkiewicz

Przy Krakowskiej powstanie nowoczesny PSZOK

0

Przy ul. Krakowskiej w Jarosławiu powstanie Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Miasto otrzymało wysoką dotację na jego budowę.

 

– Otrzymaliśmy duże dofinansowanie w kwocie aż 3,3 mln zł na budowę niezbędnego Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK). Cieszy fakt, że nasz wniosek zyskał poparcie i najwyższą punktację w naborze w ramach Osi priorytetowej II Ochrona środowiska, współfinansowanej ze środków Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020 – informuje burmistrz Waldemar Paluch.

W ramach inwestycji przy ul. Krakowskiej w Jarosławiu, nieopodal wiaduktu kolejowego, powstanie budynek biurowo-socjalny wraz z wiatą do magazynowania odpadów i niezbędną infrastrukturą. Prowadzona inwestycja umożliwi m.in. przygotowanie przedmiotów do ponownego użycia, które będzie można nabyć w „kąciku rzeczy używanych”. Powstanie też nowoczesna ścieżka edukacyjno-ekologiczna, dzięki której najmłodsi mieszkańcy Jarosławia będą mogli zaznajomić się z zasadami poprawnej segregacji odpadów.

– Budowa nowego PSZOK ma pomóc znacząco zwiększyć ilość odpadów segregowanych przekazywanych przez jarosławian, a co za tym idzie zmniejszyć ilość odpadów zmieszanych trafiających do systemu – podkreśla burmistrz.

Całkowity koszt inwestycji wyniesie około 6 milionów złotych. Prace najprawdopodobniej potrwają do grudnia 2022 roku.

 

EK


 

 

Stare remizy OSP: Remiza w Żuklinie

0

Ochotnicza Straż Pożarna w Żuklinie została założona w 1924 r., chociaż sikawkę strażacką Żuklin posiadał już dużo wcześniej, bo w 1897 r. Zakupiono ją po dwóch groźnych pożarach, mających miejsce w latach 1896 i 1897, w wyniku których spalonych zostało ok. 40 budynków.

 

Początkowo sikawką opiekował się wójt wsi, ponieważ straż nie posiadała żadnego odpowiedniego miejsca na jej przechowywanie. W późniejszym czasie przeniesiono ją do drewnianego pomieszczenia, które nazywano remizą. Znajdowało się ono przy domu gromadzkim, gdzie mieścił się również sklep spożywczy. W trosce o bezpieczeństwo mieszkańców Żuklina wybudowano także czynem społecznym zbiornik na wodę gaśniczą.

OSP za fundusze z różnych imprez dochodowych kupowała sprzęt strażacki, m.in. wóz czterokołowy, węże strażackie, trąbkę alarmową oraz cegłę z myślą o budowie nowej murowanej remizy strażackiej.

Wybudowano ją, także czynem społecznym, który zakończył się sukcesem w 1972 r. Jednym z zasłużonych strażaków podczas jej budowy był naczelnik OSP Żuklin, Antoni Kuryło. Koszt całego przedsięwzięcia był duży, bo wyniósł aż 548 tys. zł, z czego prawie połowa funduszy, bo aż 249 tys. zł, pochodziła ze składek i od mieszkańców wsi.

 

Wojciech Kruk

Dział Historii Pożarnictwa Muzeum w Przeworsku

Stara remiza OSP Żuklin./arch. Muzeum w Przeworsku


	            

Gmina Jawornik Polski wielkim placem budowy

0
KODAK Digital Still Camera

W gminie Jawornik Polski trwają intensywne prace remontowe po czerwcowej powodzi błyskawicznej. Odbudowywane są drogi, mosty, przepusty oraz pozostała infrastruktura. Gmina jest jednym, wielkim placem budowy – mówi wójt Stanisław Petynia

 

Krajobraz gminy po pamiętnej nawałnicy powoli wraca do normalności. Na terenie Hadel Szklarskich kończy się remont drogi wojewódzkiej. W obecnej chwili zorganizowany jest tam objazd boczną drogą. Budowane są mosty i przepusty. Jednym z nich jest most w Manasterzu niedaleko szkoły, po którym można praktycznie już przejść na drugą stronę. – Najpierw musieliśmy wszystko wyczyścić. W korycie było, co tylko możliwe. Robiona jest konserwacja od spodu. Niektóre belki trzeba uzupełnić. Górna część jest robiona od nowa. Termin mamy do 15 grudnia, ale pewnie zrobimy wcześniej. Nad wszystkim czuwa wójt gminy, który chce jak najszybciej mieć to gotowe – mówi Stanisław Tompalski z firmy wykonującej remont. Prace związane z usuwaniem skutków powodzi trwają na różnych frontach. Widać już efekty.

– Jestem zadowolony z postępów prac. Praktycznie kończy się całkowita przebudowa mostu z nawierzchnią na drodze wojewódzkiej w Hadlach Szklarskich. Umacniane są skarpy przy drogach. Powiatowy most został zrobiony. Trzy mosty wybudowaliśmy własnymi siłami. Kładki i przejścia są ukończone. Wszystkie uszkodzone przepompownie już działają. Wielka tutaj pomoc finansowa napływająca od samorządów z całej Polski. Mogliśmy też dzięki niej zacząć odbudowę trzydziestu dróg gminnych. Linie energetyczne szybko zostały naprawione przez PGE. Wody Polskie również bardzo szybko zareagowały. Zaczęło się kompleksowe czyszczenie rzeki Mleczki. Prace już trwają. W tym roku planujemy również odbudować orlik w Manasterzu – relacjonuje wójt gminy Stanisław Petynia. Most łączący Manasterz z Hadlami Szklarskimi zbudowany przez wojsko będzie zabrany w grudniu. Sytuacja jest jednak pod kontrolą. – Posiadamy już projekt na nowy most. Mamy zabezpieczony wkład własny. Przetarg jest już rozstrzygnięty. Czekamy jeszcze na stosowne decyzje, by zacząć prace – tłumaczy wójt. Wiele prac popowodziowych na terenie gminy Jawornik Polski zostało już zakończonych. Inne są w trakcie realizacji, ale już widać metę.

 

Marcin Sobczak


 

 

 

Figura Matki Bożej w Jankowicach

0

Wielka była wiara naszych przodków. Pozostało wiele śladów, które o tym dziś świadczą. Znajdują się blisko nas. Praktycznie w każdej miejscowości. Stanowią świadectwo dla następnych pokoleń. Figura Matki Bożej w Jankowicach jest takim świadectwem.

 

Znajduje się przy drodze głównej obok Szkoły Podstawowej w Jankowicach. Figura ustawiona jest na wysokim postumencie. W jego centralny punkcie mieści się płycina z napisem: „Na cześć Królowej Korony Polskiej. Tą statuę ufundował Stefan Myczkowski Właściciel Jankowic w roku 1912”.

Fundator statuy, właściciel Jankowic, który musiał wyjechać stąd w 1945 roku do dzisiaj jest ciepło wspominany. – Pan Myczkowski, który posiadał te ziemie, był człowiekiem dobrym dla mieszkańców. Nie wywyższał się z racji swojego urodzenia.   Przy tym był bardzo pobożny. Figura Matki Bożej, którą ufundował świadczy o jego wierze. Dzisiaj jest dla nas punktem, skąd zaczynają się procesje do kościoła z wieńcami czy w Niedzielę Palmową – mówi Krzysztofa Lis, mieszkanka Jankowic. Miejsce to było i jest żywe dla mieszkańców Jankowic. Nie stało się jedynie pamiątką historyczną. Istnieją również anegdoty związane z istniejącą tutaj szkołą podstawową. – U spodu postumentu, na którym znajduje się figura Matki Bożej były kiedyś schodki. Z racji tego, że znajduje się blisko szkoły, na przerwach wszyscy siedzieli na tych schodkach. Postument był białego koloru i nie raz była na nim odbita piłka po lekcjach w-fu. Oczywiście nie było to robione złośliwie – wspomina Jan Lis z Jankowic.

Figura Matki Bożej w przy jankowickiej szkole wpisała się w życie mieszkańców i dzisiaj nie wyobrażają sobie krajobrazu wioski bez niej. Jest odnowiona, zadbana i udekorowana kwiatami.

 

Marcin Sobczak


	            

COM szpitalem covidowym

0

Od wtorku, 2 listopada Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu jest tzw. szpitalem jednoimiennym zajmującym się niemal wyłącznie pacjentami chorującym na COVID-19. Na Podkarpaciu podobną rolę oprócz już wcześniej wyodrębnionego szpitala w Łańcucie będą pełnić placówki w Sanoku i Dębicy.

 

W ubiegły piątek COM był już niemal przygotowany do przejęcia roli szpitala covidowego. Ostatni pacjenci przebywający w nim z powodu innych schorzeń byli przygotowywani do opuszczenia oddziałów. Część z nich trafi do domów. Wymagający opieki szpitalnej będą przewiezieni do innych placówek. – Wyodrębniliśmy tylko piętro, na którym mieści się położnictwo, więc porody będą odbywać się bez żadnych zmian. Oddzielona została także cześć Szpitalnego Oddziału Ratunkowego na wypadek szybkiej pomocy pacjentom z zagrożeniem życia. Reszta będzie przystosowana dla chorych na COVID-19 – mówił w piątek, 30 października Piotr Pochopień, dyrektor COM w Jarosławiu.

W placówce będzie 225 łóżek. W tym 213 dla chorych na koronawirusa. 9 łóżek będzie na intensywnej terapii, a 3 dla chorych podejrzanych o zakażenie.

W piątek w jarosławskim szpitalu przebywało 100 pacjentów chorych na COVID-19, ale dyrektor zastrzegał, że sytuacja jest bardzo dynamiczna i zmienia się z dnia na dzień. – Sytuacja jest bardzo trudna – mówił P. Pochopień o funkcjonowaniu szpitala. Zaznaczał, że COM nie ma pełnej obsady personelu, bo duża część lekarzy i pielęgniarek przebywa na kwarantannie lub w izolacji. – Wspieramy się personelem z innych placówek – tłumaczył.

W piątek 46 osób z obsady lekarsko pielęgniarskiej było w izolacji, a kolejne 23 odbywało kwarantannę.

Przypomnijmy, że w jarosławskim szpitalu pojawiały się ogniska zakażeń koronawirusem. By je ugasić wyłączano oddziały z przyjęć pacjentów. Taka sytuacja powtarzała się od dłuższego czasu. Po przejściu placówki tylko do leczenia chorujących na COVID-19 nie będzie zagrożenia, że pojawi się zakażony pacjent wśród pacjentów nie mających styczności z koronawirusem.

 

Obostrzenia i zmiany wywołane pandemią coraz mocniej uderzają w cierpiących na inne choroby. Opieka zdrowotna unika kontaktu z chorym, a zdalne konsultacje lekarskie prowadzone są różnie. Szpitale funkcjonujące na granicy wydolności albo zajmują się tylko zakażonymi koronawirusem, albo gaszą ogniska wstrzymując przyjęcia chorych. COVID przetrzebił też personel wysyłając sporą grupę lekarzy i pielęgniarek na kwarantannę lub izolację. Niestety wszystko wskazuje, że wirus nie ma zamiaru odpuścić.

 

erka/Fot. JR


 

 

 

 

 

Kłopoty z wodą

0

Zakończyły się problemy mieszkańców gminy Przeworsk, którzy korzystali z wody z wodociągu „Świętoniowa”. Przez ponad miesiąc w wodzie znajdowało się za dużo manganu.

 

Komunikat z 30 października informuje, że woda w miejscowościach Chałupki, Gorliczyna i Świętoniowa jest zdatna do spożycia. W pobranych próbkach nie odnotowano już przekroczonych zawartości manganu, co było powodem pogorszenia się jakości wody.

Problemy z wodą od minionego piątku mieli z kolei mieszkańcy gminy Wiązownica, gdzie w wodzie pochodzącej z wodociągu „Piwoda” stwierdzono obecność bakterii z grupy coli. Woda z kranów mogła być wykorzystywana jedynie do prac porządkowych.

 

DP/EK

 

 

Najgorszy był strach o bliskich

0

Szok i niepewność to pierwsze emocje, których doświadczyła pani Agnieszka w momencie, gdy dowiedziała się o pozytywnym wyniku testu na Covid-19 parę miesięcy temu.

 

Jakie objawy odczuwała pani przed zrobieniem testu?

– Objawy miałam typowe dla przeziębienia, ale dla pewności zdecydowałam się zrobić test w szpitalu. Gdy okazało się, że wynik jest pozytywny, przeżyłam szok. Co będzie dalej, czy będą powikłania, jak zorganizować sobie teraz życie… Nikt nie miał wiedzy na ten temat i nie mógł mi poradzić.

Jak zmieniło się życie rodzinne w domu?

– Kontakty drastycznie się ograniczyły. Korzystałam z jednej łazienki, a reszta rodziny z drugiej. Chodziłam też w rękawiczkach i maseczce, nakłaniałam też resztę domowników na maseczki. Rozmawialiśmy z dużej odległości. Trudne było to emocjonalnie, zwłaszcza dla dzieci. Najgorszy był strach o bliskich. Nie czułam się źle, przeszłam wszystko łagodnie, ale niepewność i niepokój bardzo dawały się we znaki. Tak naprawdę, nikt nie wiedział co będzie dalej. Moja rodzina też bardzo to przeżyła; nie dość, że bali się o swoje zdrowie i ciężko przeżywali oczekiwanie na wyniki swoich testów, to jeszcze martwili się jak u mnie będzie wyglądał przebieg choroby i czy nie wyląduję w szpitalu. To było przerażające.

 

Poczułam także odrzucenie ze strony innych ludzi, stosunek do mojej osoby się zmienił. Sąsiedzi się zwyczajnie bali. Świadomość tego nieznanego najbardziej niszczy psychikę, a strach jeszcze potęguje niepewność i łatwo się załamać.

 

Jak wyglądała pani walka z wirusem?

– Nie potrzebowałam opieki lekarskiej, sanepid zalecił mi siedzenie w domu. Wychodziłam dużo przed dom, trudno było mi usiedzieć na miejscu, a do tego sądziłam, że lepiej będzie dla rodziny, jeśli będę jak najmniej spędzać czasu w domu. Spacerowałam sobie na podwórku i się zwyczajnie dotleniałam, a oprócz tego bardzo dużo piłam, pomimo że nie czułam smaku.

Cały okres mojej kwarantanny trwał ok. trzy tygodnie, ale jeszcze długo po tym trudno było mi wrócić do normalnego życia. Po zakupy wysyłałam dzieci i raczej stroniłam od ludzi, z jednej strony odczuwałam pewien strach przed moją osobą, a z drugiej strony sama nie czułam się pewnie i miałam „blokadę”.

 

Co można powiedzieć innym z perspektywy pani doświadczeń?

– Nie mamy innego wyjścia, jak tylko przyzwyczaić się, że wirus jest i przez jakiś czas będzie nas zarażał. Musimy rozsądnie do tego podejść, bo strach jest najgorszym wrogiem, gorszym nawet niż sam wirus. Ciężko powiedzieć jak każdy z nas to może przejść, ponieważ sytuacja jest bardzo indywidualna, ważne, by dbać o swoją odporność, wysypiać się i mieć dobre samopoczucie. To jest banalne, ale bardzo pomaga. Musimy zdać sobie sprawę, że to my sami musimy o siebie i swoje zdrowie zadbać, a nie czekać, aż zrobi to ktoś inny.

 

Dane rozmówczyni do wiadomości redakcji.

 

Sebastian Niemkiewicz