Strona główna Blog Strona 387

Nic z tego

0

Wygląda na to, że protesty będą nam towarzyszyć dłuższą chwilę. Kobiety, choć nie tylko, oburzyły się na zakaz aborcji w Polsce, a potem dołączyły do nich inne, niezadowolone ze wszystkiego, społeczności. Każda ma najważniejsze postulaty i jedyną receptę na Polskę. A tymczasem kraj obszedł 102 rocznicę niepodległości…

 

Zabrzmi to pesymistycznie, ale uważam, że na końcu i tak protestujący zostaną z niczym i nic się realnie nie zmieni. Emocje opadną, a walczący wrócą do szarego życia. Być może kilku liderów będzie miało swoje 5 minut sławy i uzyska jakąś władzę. Ciężko mi jednak zrozumieć co we władzy jest takiego, że ci, którzy ją mają za wszelką cenę chcą ją utrzymać, a ci, którzy jej nie mają, wykorzystają każdą okazję, by do niej się dobrać.

 

Choć z pozoru Polska podzielona jest dziś na pół, to jestem pewien, że mnóstwo ludzi patrzy na ten bokserski mecz poglądów i emocji i nie może się w tym odnaleźć. Ci ludzie nic nie mówią, tylko zwyczajnie pracują na co dzień i starają się wiązać koniec z końcem. Czy jest dla nich miejsce w obecnej rzeczywistości? Chyba nie, skoro po ulicach można demonstrować tłumami, ale zwykłemu obywatelowi nie wolno było odwiedzić cmentarza na Wszystkich Świętych.

 

Nie ma wojen bez ofiar. Obawiam się, że będą nimi właśnie ci, którzy patrzą na to z boku. Kto nie walczy, może być postrzegany jako wróg. A szkoda – to właśnie widząc problem z dystansu można trafnie oceniać sytuację i podejmować słuszne decyzje. Emocje często przysłaniają zdrowy rozsądek. Niestety, obserwatorów raczej się nie słucha, bo ich wnioski nie zadowalają żadnej ze stron. Wygląda na to, że dzisiaj mieć własne zdanie można, ale wypowiadać go na głos już niekoniecznie się towarzysko opłaca…

 

Jakieś pozytywy?

Owszem. Jarosław jest cały rozkopany. Remont rynku, budowa dwóch rond, w niedalekiej przyszłości jeszcze roboty na ul. Kraszewskiego. A do tego zbliża się też rewitalizacja bulwarów nad Sanem. Niby źle, bo nie ma jak się w mieście ruszyć, ale… jeszcze „chwila” i miasto wypięknieje. Trzeba przyznać, że w budowach jest coś nastrajającego pozytywnie. Obserwacja jak prace posuwają się do przodu, co widać najbardziej na placu Mickiewicza, każe patrzeć w przyszłość i wyczekiwać nowej odsłony miasta. Krzątający się pracownicy i hałasujące maszyny to symbol przemijania starego i narodzin nowego. Bądź co bądź Boże Narodzenie i Nowy Rok tuż tuż…

 

Sebastian Niemkiewicz

 

 

Psie szczęście Gacka

0

Radymno: Jest psem w statecznym wieku. Nazywa się Gacek i waży troszkę ponad kilogram, ale jego historia może być tematem zaczynającego się tragicznie, a szczęśliwie zakończonego opowiadania.

 

Zaczęło się w marcu 2017 r. Pan Stanisław zwrócił uwagę na mężczyznę sprzedającego pieska na targu w Tarnowie. – Wyciągnął zza pazuchy malutką, ledwie żywą kuleczkę i zapewniał, że szczeniak jest rasowy i pochodzi z hodowli – mówi mężczyzna. Żal mu się zrobiło starającego utrzymać się przy życiu pieska. Tym bardziej, gdy okazało się, że mimo tego iż ma on pół roku zainteresowanych zakupem nie było. Okoliczności sprzedaży sugerowały, że szczeniak przyszedł na świat tylko po to, by na nim zarobić. Piesek dorastał. Chętnych nie było, więc jego los był przesądzony.

Nie zastanawiając się zbytnio pan Stanisław kupił czworonożną istotę. Przywiózł do domu, ale zanim jego dzieci, 6-letnia wtedy Magda i 2-letni Piotrek mogły nacieszyć się maluchem, pieskiem zajął się weterynarz, bo drobniutkie stworzonko wymagało ratunku.

Dzisiaj pinczer miniaturowy w typie sarenki o imieniu Gacek jest pełnoprawnym, darzonym uczuciem członkiem rodziny. Magda, Piotrek i Gacek są szczęśliwą trójką. Z dawnych czasów pozostały tylko wspomnienia. Choć można sądzić, że ulubieniec raczej ich nie zachował.

erka

 

Poprawcie oznakowanie na ul. Słowackiego

0

Ul. Grunwaldzką w Jarosławiu zamknięto od strony skrzyżowania z ul. Lubelską na czas budowy rond. Zmieniono organizację ruchu, ale oznaczenia nie do końca są czytelne dla kierowców. Chodzi o jadących ul. Słowackiego od strony ul. Pruchnickiej i planujących skręcić w prawo. Wprawdzie na znaku informującym o pasach ruchu umieszczono informację, że po skręcie w prawo spotkamy zakaz ruchu, ale na wcześniejszym zielonym znaku kierunku takiego ostrzeżenia nie ma.

 

Zielony znak jest znacznie większy, więc przesłania stojące za nim i sporo kierowców wjeżdża na ul. Grunwaldzką, a potem musi nawracać. Na początku ubiegłego tygodnia takich sytuacji było dużo. Pod koniec juz mniej i dotyczyły z reguły użytkowników z obcymi rejestracjami samochodów. Zdarzały się jednak takie, że długi ciągnik siodłowy z naczepą manewrował kilka minut, by na wysokości dawnego kina Oka zawrócić.

Daniel Widz reprezentujący CD Locum właściciela galerii Stara Ujeżdżalnia, spółki która jest inwestorem przebudowy skrzyżowań w sąsiedztwie pl. Mickiewicza, zapewnia że oznakowanie jest zgodne z planem zatwierdzonym m.in. przez Policję. Dziękuje jednak za zwrócenie uwagi, tłumacząc iż może się zdarzyć, że znak nie rzuca się w oczy i tak stało się na wspomnianej ulicy. Zapewnia przy tym, że informacja o zamkniętej ul. Grunwaldzkiej zostanie jak najszybciej poprawiona. Ma pojawić się także na zielnym znaku.

Widz zwraca uwagę, że część kierujących jeździ na pamięć. Pokazała to zmiana kierunku ruchu na ul. Św. Ducha wprowadzona w ubiegły poniedziałek. Przez kilka dni pojawiały się tam samochody jadące pod prąd.

Druga ważną informacją przekazaną przez reprezentanta CD Locum jest zapewnienie, że po zakończeniu pracy przy rondach, gdzie pierwsze z nich ma być gotowe już niedługo, spółka rozpocznie przebudowę ul. Grunwaldzkiej. Wynika z tego, że będzie ona zamknięta dłużej.

 

erka


 

 

 

Przesilenie

0

Słońce szczególnie podczas zachodu wielkie jak koło od wozu. Im niżej, tym większe. Na szczęście nie zwiastuje to końca świata. Zbliża się przesilenie zimowe i położone nisko nad horyzontem Słońce oświetla nas poprzez większą warstwę atmosfery. Refrakcja daje złudzenie powiększenia.

 

Natura i nasze życie to ciąg złudzeń i przesileń. Często są one ważniejsze niż rzeczywistość. Czas przesilenia zimowego z najkrótszym dniem i letniego z najkrótszą nocą to okresy szczególnie obchodzone od tysięcy lat. Historia pokazuje, że każdy rozwój ciągnie za sobą upadek. Wychylone w jedną stronę wahadło ucieka w przeciwną. Pandemia też przejdzie swoje przesilenie, a może już przeszła i stanie się wspomnieniem.

Żyjemy w równowadze dynamicznej, czyli nigdy nie jest tak, jak być powinno. Jak wahadło. Raz po jednej. Raz po drugiej stronie. Nigdy w położeniu neutralnym. Statystycznie wychodzi, że w środku i to też jest złudne. Bo jeśli ktoś pół dnia się cieszy a przez resztę płacze, to z podliczeń wychodzi, że jest przeciętnie, a przecież tak nie jest.

W takim świecie nie można być miękiszonem. Tym bardziej że rzeczywistość jest coraz bardziej ułudna i wymyka się logice. Ogłaszają, chociażby że jeśli ilość zachorowań przekroczy 30 tysięcy dziennie, to zamkną wszystko. Liczba zbliża się, ale nie przekracza. Potem okazuje się, że 22 tysiące zakażonych gdzieś zaginęło. Premier zamknął stoki narciarskie. Wicepremier otwiera. Leczą osoczem ozdrowieńców, chociaż z badań naukowców wynika, że nic to nie daje. Zapowiadają, że zrobią testy wszystkim z Podkarpacia, a kilka dni później dowiadujemy się, że wojewoda wyznaczy grupkę osób i na tym skończą. Czesi ogłaszają radykalną obniżkę podatków, by pomóc w przetrwaniu kryzysu. My z tego samego powodu planujemy znaczną podwyżkę wszystkiego. O rozwoju pandemii mogą informować tylko z centralnego szczebla. Wcześniej mogli to robić z poziomu województwa. Teraz usta im zamknęli, bo liczby nie chcą się wpisywać w rządowe założenia. Służby powiatowe mają usta zamknięte od samego początku. Fryzjer może pracować. Kelner nie. Urzędnicy są na zdalnym, ale ich robota nie goni, a państwo płaci. Nie zgadzać się z tym nie można, co najwyżej leczyć. Wniosek jest jeden. Unikać zakażenia i korzystać z pomocy psychiatry.

Dzisiaj z leczeniem jest tak, że po ponad dwóch tysiącach lat wracamy do słów Chrystusa, który zapewniał, że wiara uzdrawia. Już niedługo będziemy wspominać Jego narodzenie. Kiedyś był to czas przygotowywania się do jednego z najważniejszych świąt nie tylko w chrześcijańskim kalendarzu. Dziś to okres wyprzedaży, w którym czarny piątek trwa tydzień rozciągnięty do miesiąca. Obiecują nam obniżki, licząc że nakupimy mnóstwo niepotrzebnych rzeczy za grosze. To też ułuda. Potwierdza ją podliczenie wyprzedażowych zysków.

Mimo wszystko warto patrzeć realnie. Nie znaczy to, że ominą nas przesilenia. Towarzyszą życiu, więc są tak długo, jak długo jesteśmy. Późna jesień kojarzy się ze smutkiem, ale za to wiosna niesie mnóstwo nadziei. Zwykła kolej rzeczy. Wahadło życia.

 

Roman Kijanka


	            

Koronawirus z perspektywy studenta

0

Piotrek z Przeworska, który na co dzień studiuje w Krakowie zaraził się koronawirusem podczas zajęć kilka tygodni temu. – Zaraziłem się podczas zajęć w plenerze. Już grupa przed nami została zarażona i poszła na kwarantannę. My przyjechaliśmy na miejsce ok. tydzień później, chociaż było wiadomo o poprzedniej grupie – mówi student. Kilkoro studentów poczuło się gorzej pod koniec praktyk.

 

Po zgłoszeniu tego do wykładowcy grupa została poinstruowana, że ma się rozejść do miejsc zamieszkania, odizolować się i obserwować swoje dolegliwości. Po przyjeździe okazało się, że kilkanaście osób ma objawy koronawirusa. Czy można byłoby uniknąć tego, gdyby zaniechano zajęć po tym, jak pierwsza grupa zakaziła się wirusem? – Bardzo zależało nam na tych praktykach. W tym roku piszemy pracę magisterską i gdybyśmy ich nie odbyli, to nie wiem, czy moglibyśmy się bronić w terminie. Przyznaję, że po zajęciach nie wszyscy nosiliśmy maseczki podczas pobytu w miejscu zakwaterowania, ale trudno je nosić przez 20 godzin na dobę – tłumaczy Piotrek.

Paradoksem jest, że zakażony po nasileniu się objawów musiał zdobyc od lekarza rodzinnego skierowanie na wykonanie testu, a następnie zmuszony był osobiście udać się do punktu poboru wymazów, przez co mógł narazić inne osoby na zarażenie. W wyniku pozytywnego wyniku testu, jego współlokatorzy zostali objęci kwarantanną. Jednak trwała ona o 7 dni dłużej niż zakażonego. – Jest to spowodowane nowymi przepisami. Jako osoby, które nie robiły testu, musieli posiedzieć w domu dłużej. Chociaż kiedy mi się skończył okres izolacji, to też nie miałem robionego testu, ale dostałem telefon od lekarza POZ, który upewnił się o ustąpieniu objawów choroby. Zadzwonił też Sanepid z informacją, że mogę już wyjść – wyjaśnia student.

 

– Przebieg choroby miałem umiarkowany, odczułem brak smaku oraz węchu, a także ogólne osłabienie. Chciałbym ostrzec młodych ludzi, że ich też to może spotkać, a tak naprawdę nie wiadomo, co czeka ludzki organizm po przejściu tej choroby. Zamierzam sobie za jakiś czas zrobić odpowiednie badania, aby sprawdzić, czy Covid-19 zostawił we mnie trwalszy ślad – podsumowuje Piotrek.

 

Jak widać, nie tylko starsi muszą bać się nowego wirusa. Dotyka on każdego, choć nie każdy przechodzi go ciężko. Niemniej, historia przeworskiego studenta pokazuje, że warto nie tylko zdawać się na restrykcje, obostrzenia i przepisy, ale przede wszystkim samemu dbać o zdrowie. Może gdyby części z grupy studentów zapaliła się czerwona lampka i nie uczestniczyliby w praktykach, nie musieliby zmagać się z chorobą. Ich egzamin magisterski stałby jednak pod znakiem zapytania. I jak tu być mądrym?

Dane studenta zostały zmienione i pozostają do wiadomości redakcji.

 

Sebastian Niemkiewicz


 

Zrobiło się kolorowo

0

Kibice JKS postanowili umilić przedszkolakom szarą rzeczywistość. Za pomocą farb ozdobili ściany Miejskiego Przedszkola nr 3 im. Marii Kownackiej w Jarosławiu.

Na ścianach pojawili się ulubieni bohaterowie.

Ulubionych bohaterów z bajek na ścianach swojego przedszkola mogą już podziwiać przedszkolaki z Miejskiego Przedszkola nr 3. Wszystko za sprawą kibiców JKS, którzy postanowili wnieść w życie dzieci odrobinę radości. Na ścianach przedszkola zagościła m.in. Masza, świnka Pepa, Minionki oraz Pidżamersi. Każda z tych postaci otrzymała barwy JKS. Malunki zostały wykonywane w weekend, dlatego cała akcja stanowiła dla przedszkolaków niemałą niespodziankę. Miny dzieci po przyjściu do przedszkola mówiły same za siebie. Zarówno dzieci, jak i rodzice byli zadowoleni i zaskoczeni.

Organizatorem oraz pomysłodawcą całej akcji był Damian Gmyrek, pracownik przedszkola.

 

EK, fot. org.

 

 

Przedszkolaki z MP 11 stawiają na zielone

0

„Stawiam na zielone – ogród w betonie to płuca chronione” to projekt wolontariuszy realizowany w Miejskim Przedszkolu nr 11 w Jarosławiu w ramach współpracy partnerskiej z Fundacją CEMEX „Budujemy Przyszłość”.

 

– Dofinansowanie projektu przez fundację, pozwoliło na zakupienie betonowych donic, roślin ozdobnych, ziemi oraz zestawów „małego ogrodnika” dla dzieci. Realizacja projektu była możliwa dzięki zaangażowaniu Barbary Konopki reprezentującej fundację oraz wolontariuszy firmy CEMEX – Polska Wytwórnia Betonu Towarowego w Rzeszowie – wyjaśnia Ewelina Dobreńko z jarosławskiego przedszkola.

Akcję wsparła też firma BETMAR Marka Miazgi wymieniając krawężniki. Ozdobne rośliny wokół dotąd mało atrakcyjnego wejścia do placówki od ul. Sienkiewicza sadzili dorośli i mali wolontariusze. Pielęgnacją zajmą się przedszkolaki. Dorota Czajka, dyrektor MP nr 11 dziękuje wszystkim, którzy włączyli się w postawieniu na zielone przy przedszkolu.

opr. erka/Fot. MP 11

 

Psia adopcja nie dla każdego

0

Pan Stanisław, mieszkaniec gminy Rokietnica chciał zaadoptować psa w schronisku. Niestety zwierzęcia nie otrzymał. Pyta, jakie warunki musiałby spełnić, aby dokonać adopcji.

 

Pan Stanisław wybrał się z żoną do schroniska. Chcieli przygarnąć mniejszego pieska.

– Gdy tylko żona podeszła do jednej z klatek, już wiedziała, że chce tylko tego, a nie żadnego innego pieska. Był taki smutny. Siedział skulony w rogu klatki – opowiada.

Schronisko zgody na adopcję jednak nie wydało.

– Nawet nie przyjechali na miejsce nie sprawdzili, jakie miałby warunki. Z góry nas skreślili – żali się pan Stanisław. – Przez pięć lat przebywał u nas pies, który błąkał się po naszej miejscowości. Mieliśmy też koty, których nikt nie chciał – mówi mężczyzna, zapewniając, że przygarnięty piesek miałby u niego należytą opiekę.

Przemysław Grządziel, kierownik Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach wyjaśnia, że wiele osób opuszcza bramy schroniska z kwitkiem, nie otrzymawszy żadnego zwierzęcia.

– Te osoby rozpowszechniają kłamliwą informację, że ze schroniska nie wydaje się zwierząt do adopcji lub adoptującym stawia się „dziwne” warunki. Powszechnym „życzeniem” większości takich osób jest groźnie wyglądający pies, którego przeznaczeniem będzie pilnowanie obejścia na krótkim łańcuchu, albo ochrona posesji, na której właściciel zjawia się raz w tygodniu, by rzucić pieskowi jakiś ochłap – wyjaśnia.

Kierownik schroniska zwraca także uwagę, że zwierzęta nie są wydawane osobom niepełnoletnim, będącym pod wpływem alkoholu, a także takim, które chciałyby wymienić swojego dotychczasowego psa na nowego. Schronisko nie wydaje również psów na łańcuch oraz do warunków gorszych od tych, jakie samo jest w stanie zapewnić. Nadmienia, że zdarzały się przypadki osób, które przyjeżdżały po pieska rowerem, a po kota z reklamówką zamiast transportówki.

– Rocznie odbywa się około stu adopcji i obie strony są z tego powodu zadowolone. Zaostrzyłem warunki wydawania zwierząt widząc, ile z nich z powrotem do nas wracało – wyjaśnia kierownik schroniska.

Szczegółowe zasady wydawania zwierząt znaleźć można na stronie internetowej schroniska.

 

EK

 

Odszedł na wieczną służbę

0

Po ciężkiej walce z chorobą zmarł pochodzący z Jarosławia mł. asp. Tomasz Czereba dzielnicowy z Rewiru Dzielnicowych Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku. Miał zaledwie 39 lat.

 

Młodszy aspirant Tomasz Czereba służył w Policji od ponad dziewięciu lat. Pierwsze doświadczenie zawodowe zdobywał w Oddziale Prewencji Policji w Rzeszowie. W marcu 2015 roku rozpoczął służbę w Komendzie Powiatowej Policji w Leżajsku. Najpierw w Zespole Patrolowo-Interwencyjnym, a od 2018 roku, jako dzielnicowy w tej samej komendzie.

Policjant zmarł we wtorek 24 listopada. Pozostawił pogrążoną w żałobie żonę i dwójkę dzieci.

 

Do przychodni się nie dodzwonisz

0

Cześć jarosławskich przychodni zamilkła. Można dzwonić bez przerwy. Nikt się nie odezwie. Wizyta potwierdza, że działają, ale w dobie pandemii, gdy lekarze bardzo chętnie korzystają z możliwości telefonicznych porad, takie postępowanie jest co najmniej dziwne. Coraz więcej Czytelników interweniuje w Gazecie Jarosławskiej i pyta czy służba zdrowia jeszcze działa.

 

– Dwa dni dzwoniłam do przychodni przy ul. 3 Maja w Jarosławiu. Próbowałam kilkadziesiąt razy dziennie. Zawsze było zajęte. Chciałam skontaktować się z lekarzem zgodnie z wcześniej ustalonym terminem. Do innej położonej przy tej samej ulicy dodzwoniłam się od razu. Powiedzieli, że zgłasza się wiele osób narzekających na brak kontaktu z tamtą placówką – narzeka Czytelniczka.

– Chciałam zarejestrować się do specjalisty na kolejną wizytę. Termin mam wyznaczony na połowę grudnia. Kazali dzwonić po 20 listopada. Dzwonie codziennie. Na razie nie udało mi się połączyć. Albo zajęte, albo nikt nie odbiera – mówi kolejna kobieta. – Dzwoniłam przez trzy dni. Zero odzewu. Poszłam do przychodni i zarejestrowałam się bez kłopotu. Wynika z tego, że w czasie zagrożenia koronawirusem wolą jednak pacjenta zobaczyć– to kolejny głos.

– Mam skierowanie. Chciałem się tylko umówić. Dzwonię i dzwonię, a przychodnia nie odpowiada. Tak jest od kliku dni – narzeka starszy mężczyzna. Tym razem chodzi mu o przychodnię przy ul. Kraszewskiego. – Lekarze się pozamykali i już nawet na telefony nie odpowiadają. Nie wiem kto jest bardziej chory. Czy pacjenci, czy opieka zdrowotna. Tak jeszcze nie było, a od dawna chodzę po tym świecie – podsumowuje.

Interweniujący nie narzekają na kontakt z lekarzem tylko na kłopot z zrejestrowaniem się do niego bądź z uzyskaniem podstawowych informacji o pracy przychodni.

Razem z Czytelnikami apelujemy na choć minimalne otwarcie się w stronę tych, dzięki którym przychodnie istnieją.

erka