Strona główna Blog Strona 327

Nowy dowódca jarosławskich terytorialsów

0

Podpułkownik Paweł Brzęk, dotychczasowy dowódca stacjonującego w Jarosławiu 34. Batalionu Lekkiej Piechoty wchodzącego w skład 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej przeszedł na emeryturę jego obowiązki przejął podpułkownik Marcin Piętnik.

 

Jak zapewnia kpt. Witold Sura, rzecznik prasowy 3. PBOT nowy dowódca to doświadczony oficer o szerokim zakresie wiedzy w dowodzeniu i zarządzaniu podległym personelem. Sprawdził się też praktycznie w misjach zagranicznych. Ppłk M. Piętnik skończył Wojskową Akademię Techniczną. Wykształcenie uzupełniał w Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej. Przebywał dwukrotnie na misji stabilizacyjnej PKW ISAF w Afganistanie oraz UNIFIL w Libanie. Służył w jednostkach zlokalizowanych w Bydgoszczy i Krakowie. Ostatnio zajmował stanowisko zastępcy dowódcy jarosławskiego batalionu – szefa sztabu.

erka/Fot. 3. PBOT, Paulina Lęcznar

 

 

 

Otwórzmy drzwi historii – tunel czeka na odkrycie

0
KODAK Digital Still Camera

Według miejscowych przekazów na terenie dawnego folwarku w Studzianie znajduje się podziemny tunel. Obecnie nie jest dostepny i czeka na odkrycie. Tunel może sporo powiedzieć o historii folwarku. Może też opowiedzieć historię ukrywających się tu Żydów podczas II wojny światowej.

 

Miejsce, gdzie znajdował się folwark znajduje się przy drodze prowadzącej ze Studziana do drogi Przeworsk – Dynów. Położony był na wzniesieniu. Do dziś zachowała się część zabudowy, piwnica wolnostojąca oraz pozostałości wiekowego parku. Na tym terenie zbudowany został tunel nazywany też schronem.

Sołtys Pokazuje zapadlisko, wejście do tunelu

Co skrywa ziemia?

Sołtys Antoni Żyła, który jest pasjonatem historii zbiera informacje o przeszłości tej wsi. Gdy dowiedział się o tunelu zainteresował się tym tematem. – Mieszkańcy przekazywali mi informacje o historii wsi. Tunel, który tu się znajduje ma być połączony z piwnicami folwarcznymi, a jego wejście jest na brzegu skarpy. Może mieć ok 50 metrów długości. W czasie II wojny światowej ukrywali się w tym miejscu Żydzi. Tu może być wszystko. Wejście do tunelu zawalone jest obecnie różnymi śmieciami. Widziany był tutaj lis, który wchodził przez niewielki otwór do środka schronu. Możliwe, że tam zamieszkał. – mówi sołtys Studziana pokazując zapadlisko, będące wejściem do tunelu. – Woda po deszczu spływa w dół zapadliska. Jeśli odsłoni wejście, zawiadomię odpowiednie służby – dodaje. Piwnica natomiast jest dobrze zachowana, stare drewniane drzwi chronią przed nieproszonymi gośćmi. Ukrywający się tu Żydzi musieli z niepokojem na nie patrzeć, czy nie otwiera ich jakiś żołnierz hitlerowski. Teraz drzwi historii chce otworzyć miejscowy sołtys.

 

Kryjówka i miejsce zabaw

Pani Władysława opowiada historię folwarku

By dowiedzieć się czegoś więcej pojechaliśmy do mieszkanki Studziana, która posiada wiedzę na temat tego miejsca. Wychowywała się tu. – Mój tata pracował w folwarku z fornalami. Mieszkaliśmy na czworaku. Studziańskim folwarkiem zarządzał Józef Dziedzic przed II wojną światową. W czasie wojny uciekł. Pamiętam też dokładnie dworek. Był naprawdę piękny. Posiadał werandę. W lecie stała za dworkiem beczka z wodą. Nagrzewała się i Państwo mogli sie kąpać na zewnątrz. Była resztówka no i piwnice. Oprócz tej istniejącej była też druga piwnica. Teraz jest zasypana i nie ma po niej śladu. Co do tunelu to wejście było od łąki. Sklepienie przy wejściu było okrągłe, wykonane z cegły, zwisały korzenie. Pamiętam jak tam się bawiliśmy. Moje dzieci też tam się bawiły i tamtędy przechodziły. Kiedyś dzieci bawiły się wszędzie, gdzie się dało. Gdy wybuchła wojna w piwnicy ukrywali się Żydzi. Tunel umożliwiał ucieczkę z niej inna drogą. Gdyby zbombardowano wejście do piwnicy nie było by jak się wydostać i wszyscy by się podusili pod ziemią. Tunel stanowił przejście – opowiada Władysława Rosół, mieszkanka Studziana.

Dziś tunel czeka na odkrycie. Nie wiadomo jaką ma naprawdę długość, czy coś jest w nim ukryte. Jednak niezależnie od tego, czy wewnątrz znajdują się jakieś artefakty czy nie z pewnością jest cennym świadkiem miejscowej historii.

Marcin Sobczak


	            

Znowu wypalają trawy

0

Każdego roku na przełomie marca i kwietnia nasilają się pożary traw. Służby apelują o zachowanie rozsądku i przypominają, że ich wypalanie jest zabronione.

 

W poniedziałek, 12 kwietnia po godzinie 20. strażacy zostali zadysponowani do pożaru lasu w miejscowości Jodłówka.

– Po przybyciu na miejsce zdarzenia okazało się, że pożarowi uległy jedynie przydrożne zarośla niedaleko lasu – informują strażacy z OSP KSRG Pruchnik I.

Tego samego dnia strażacy gasili również pożar traw w miejscowości Kramarzówka, a kilka dni wcześniej niejednokrotnie interweniowali w Pruchniku i jego okolicach.

To nie pierwsze tego typu zdarzenia. Sytuacje takie miały miejsce już wcześniej.

– Od początku marca do chwili obecnej odnotowaliśmy około 40 takich zdarzeń – informuje bryg. Waldemar Czernysz, rzecznik prasowy KP PSP w Jarosławiu.

Pożary traw odnotowano również na terenie powiatu przeworskiego.

– W okresie od 29 marca do 16 kwietnia odnotowaliśmy 6 takich zdarzeń – mówi bryg. Tomasz Dzień, rzecznik prasowy KP PSP w Przeworsku.

Do pożaru traw doszło w Rożniatowie, Przeworsku, Jaworniku Polskim, Sieniawie oraz Żuklinie.

Wyschnięte obszary ubiegłorocznej roślinności stanowią doskonały materiał palny, który w połączeniu z bezmyślnością ludzką skutkuje gwałtownym wzrostem pożarów. Służby przypominają, że wypalanie traw jest bardzo niebezpieczne. Policyjne statystyki podają, że każdego roku nawet kilkanaście osób traci życie w płomieniach lub w wyniku zaczadzenia podczas wypalania traw.

Pamiętajmy, że wypalanie traw jest zabronione. Za nieprzestrzeganie tego zapisu grozi grzywna, areszt, a w niektórych przypadkach nawet kara pozbawienia wolności. Decydując się na taki krok weźmy pod uwagę, że strażacy zaangażowani do gaszenia pożaru traw mogą być potrzebni w zupełnie innym miejscu. Nie pozwólmy by przez naszą lekkomyślność komuś stała się krzywda.

 

EK, fot. OSP KSRG Pruchnik I

 

Ruszył punkt szczepień

0

Zgodnie z Narodowym Programem Szczepień, w poniedziałek 19 kwietnia b.r. uruchomiono w sali gimnastycznej Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Jarosławiu przy ul. Jana Pawła II 30 Punkt Szczepień Powszechnych przeciw Covid-19. Szczepienia będzie prowadzić Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu.

 

Szczepienia wykonywane będą od poniedziałku do niedzieli, w godzinach od 8 do 18.

Rejestracja telefoniczna w soboty, niedziele i święta będzie odbywać się w godz. od 8 do 16. W dni robocze od 8:00 do 18:00. Numery telefonów do rejestracji:

722 040 270

785 007 361

722 020 770

Do rejestracji należy przygotować nr PESEL oraz nr telefonu komórkowego, pod który wysłana zostanie informacja z terminem oraz miejscem szczepienia.

 

W celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania punktu szczepień pacjenci proszeni są o przestrzeganie wyznaczonej godziny szczepienia. Przed szczepieniem, pacjent zobowiązany jest wypełnić kwestionariusz wstępnego wywiadu przesiewowego w punkcie szczepień lub przyjść z wypełnionym kwestionariuszem. Do szczepień powinni zgłaszać się pacjenci zdrowi, bez przeciwwskazań do szczepienia. Szczepienia będą odbywać się zgodnie z aktualnymi wytycznymi Narodowego Programu Szczepień opublikowanymi na stronie https://www.gov.pl/web/szczepimysie – informuje Konrad Sawiński ze starostwa powiatowego w Jarosławiu..

opr. erka/ Fot. Pixabay

Muminki i smerfy z Kostkowa

0

Przejeżdżając przez tę miejscowość wzrok przykuwa budynek gospodarczy stojący na jednej z posesji. Niemal z każdej jego strony wymalowane są bajkowe postacie, które sprawiają wrażenie, jakby za chwilę miały się poruszyć. Kto i dlaczego w ten sposób postanowił ożywić niepozorny budynek? W Kostkowie jak bajce.

 

Naścienne obrazy widać z daleka, a teraz, gdy sąsiednie pola są puste, są jeszcze lepiej widoczne. Sąsiadujący z ozdobionym budynkiem dom i jego otoczenie pokazuje, że mieszkają w nim osoby nietuzinkowe. Przed wejściem widać kwiaty i ogrodowe dekoracje. Nad głową słychać drewniane dzwonki poruszane na wietrze. Po zapukaniu do drzwi dowiadujemy się, że autor prac nie mieszka tu na stałe, przyjeżdża jedynie w odwiedziny. Co ciekawsze, artystą nie jest z wykształcenia, a z zamiłowania.

Lena i Kacper przy najnowszej pracy wujka Piotra.

Postaci z bajek maluje zięć z Krakowa, dla dzieci. Gdy wszyscy się do nas zjadą, mamy w domu dziesięcioro wnuków, dla nich to robi – opowiada Danuta Guzowska, właścicielka posesji.

Budowlaniec z artystyczną duszą

Jak wyjaśnia kobieta, jej zięć Piotr Grzegorczyk jest z zawodu budowlańcem, ale artystyczna dusza daje mu o sobie znać na co dzień. Mężczyzna pochodzi z Zakopanego. Nie tylko jest uzdolniony plastycznie, ale i muzycznie – gra na instrumentach klawiszowych. Często zwracają się do niego różne osoby z prośbą o ozdobienie ścian w domach dziecka, szkołach, czy na oddziałach dziecięcych w szpitalach. Swoją pracę wykonuje charytatywnie, radość sprawia mu malowanie i wywoływanie uśmiechu na twarzach innych, zwłaszcza najmłodszych. Ludzie dowiadują się o nim pocztą pantoflową, sam nigdzie się nie ogłasza.

– Przyjeżdżając w odwiedziny z rodziną zawsze coś u nas maluje. Prace na budynku powstają od kilku lat, właśnie przy okazji takich wizyt. Ostatnio, w marcu, na ścianie pojawiły się muminki. Wcześniej m.in. smerfy, Reksio i Kubuś Puchatek z przyjaciółmi. Zięciowi praca idzie szybko. Tu dwie godziny, tu dwie godziny i jest. Na podstawie wzoru, który ma w telefonie, maluje kontury, a następnie wypełnia je kolorem farbami w spray’u – mówi pani Danuta, dodając że sama w wolnych chwilach robi na drutach, szydełkuje i tworzy koszyczki z wikliny papierowej.

 

Piotr wraz z rodziną przyjedzie do Kostkowa w czasie wakacji. Jak mówi pani Danuta, zięć ma plan na zagospodarowanie wolnych jeszcze ścian, także można liczyć, że już wkrótce na budynku w Kostkowie pojawią się nowe bajkowe, postacie. Mimo, że jak mówi mąż pani Danuty, pan Leszek, budynek wkrótce ma pójść do remontu, to na pewno prace zięcia pozostaną. Nie ma nawet mowy o tym, by się ich pozbyć.

DP


 

Krzyż w Dębowie upamiętniający „Rzeź kroską”

0

Przy drodze z Dębowa do Białobok znajduje się stary krzyż. I choć stoi niedaleko od jezdni, nie rzuca się zbyt w oczy. Otuliły go iglaste krzewy posadzone przed laty wokół niego. Poinformował nas mieszkaniec innej miejscowości. – Przejeżdżałem tamtędy i zwrócił moją uwagę. Postawiono go na pamiątkę rzezi katolików w Krożach – napisał Jerzy Wołoszyn, sołtys Żuklina, który od lat interesuje się miejscową historią.

To tragiczne wydarzenie miało miejsce daleko stąd, bo w Krożach na Litwie. Odbiło się jednak echem w ówczesnej Europie. W roku 1893 car krwawo rozprawił się z katolikami broniącymi kościoła przed przekształceniem go w cerkiew wysyłając na nich Kozaków. Były ofiary śmiertelne, wielu rannych i pobitych. W opublikowanym w „Przedświcie” artykule „Gwałty w Krożach” Józef Piłsudski napisał: „Kozacy przyspieszonym marszem nadchodzą i od razu rzucają się na bezbronny tłum otaczający kościół. Zaczęła się nowa walka, lecz teraz już przewaga była po stronie gubernatora. Nahaje i szable robiły swoje, krwią obalano kościół, trupy padały, jęki ranionych i pokaleczonych rozlegały się w murach i na podwórzu”.

Krzyż w Dębowie upamiętnia opisaną „rzeź kroską”. Powstał kilka lat po tym wydarzeniu. Umocowany jest na lastrykowym postumencie. Na krzyżu mieści się wizerunek Jezusa Chrystusa. Od środka na boki odchodzą ozdobne pręty symbolizujące promienie. W dolnej części krzyża znajduje się tablica z napisem: „Pamięci pomordowanym braciom przez Moskali za Wiarę w Krożach r p 1898”

Jest on symbolem solidaryzmu z katolikami, którzy żyli w ówczesnym Imperium Rosyjskim. Walczyli jednak w obronie tej samej wiary. Niektórzy z nich zapłacili najwyższa cenę, jak Jezus na krzyżu.

Marcin Sobczak


	            

W październiku będzie połowa Rynku

0

Już można ocenić, jak będzie wyglądała płyta jarosławskiego Rynku po modernizacji. Dominuje ułożona z nachyleniami ułatwiającymi odprowadzenie wód opadowych kostka. Pierwszy etap przebudowy ma się zakończyć do 15 października. Obejmuje ona zachodnią i południowo-wschodnią część głównego placu w Jarosławiu. Przebudowa reszty też jest planowana. Trudno jednak powiedzieć kiedy nastąpi, bo miasta nie stać na pełne sfinansowanie tak dużej inwestycji, a wnioski o wsparcie są załatwiane negatywnie.

 

– Biuro Pozyskiwania Funduszy UM w Jarosławiu kilkakrotnie od ubiegłego roku opracowywało wnioski o dofinansowanie II etapu przebudowy i kierowało je do tych dostępnych instytucji i programów, których kryteriom odpowiadał wniosek – zaznacza Iga Kmiecik, rzecznik prasowy jarosławskiego magistratu. Żaden nie przeszedł. Może się okazać, że przez kolejne lata reprezentacyjny plac miasta będzie architektonicznym przykładem kontrastu starego z odnowionym.

 

Sam beton

Relacja fotograficzna z postępu prac na Rynku zamieszczona w ubiegłym tygodniu na profilu facebookowym Gazety Jarosławskiej wywołała sporo komentarzy. – Masakra jakaś. Co to za projekt. Bez żadnej zieleni. Grosza bym za to nie dała – pisze Katarzyna. – Latem będzie piekarnik – dodaje Krystian. – Zieleń w parku i radawskich lasach, to jest główny plac miasta – tu się grzyby przywozi na jarmark, a nie zbiera między drzewami – odpowiada internauta podpisujący się Pietro. O zabetonowaniu Rynku mówili też przechodnie. Więcej było uwag niż zdań pochlebnych. Warto przypomnieć, że o przebudowie płyty Rynku słychać było od kilkunastu lat. Plany powstały jeszcze za czasów poprzedniego burmistrza. Wielokrotnie analizowali je radni kilku kadencji. Modernizacja ruszyła w takim kształcie, jaki przyjęli przedstawiciele mieszkańców. Dzisiaj, gdy pierwsza część przebudowy zbliża się powoli do finiszu, można co najwyżej oceniać jakość wykonania, a nie plan przebudowy.

Pierwszy etap modernizacji zakończy się w połowie października.

W październiku skończą

Zakończenie I etapu przebudowy płyty Rynku jest przewidziane na 15 października b.r. Jak informuje I. Kmiecik prace przebiegają sprawnie i bez opóźnień. Oprócz położenia samej kostki do wykonania są wykopy w sąsiedztwie. – Będą jeszcze wykonywane wykopy związane z kanalizacją deszczową w okolicy ulic Sobieskiego, Wąskiej i Ormiańskiej, a także pod kładziony gazociąg wzdłuż kamienic Rynek 13 – 14. Jeśli doszłoby do odkrycia jakichś znalezisk archeologicznych, to zabezpieczenie i badanie tych miejsc może spowolnić prace na pewien czas. Zważywszy na zabytkowy charakter Rynku, nie sposób wykluczyć takiej ewentualności – wylicza I. Kmiecik.

 

Jak połączą stare z nowym?

Przebudowana cześć płyty Rynku łączy się z już istniejącymi nawierzchniami ulic. Między kostką a ul. Spytka powstała znaczna różnica wysokości. Służby miejskie tłumaczą, że wszystkie połączenia płaszczyzny płyty Rynku z dochodzącymi do niej ulicami będą wykonane w taki sposób, aby zjazd z Rynku był łagodny i płynny. – W zależności od tego jaka jest nawierzchnia ulicy, będzie on dopasowany do niej charakterem. Np. ulica Opolska ma nawierzchnię z kostki, dlatego połączenie przeprowadzono na jednym poziomie, dopasowując obie nawierzchnie z tego samego materiału. Ul. Spytka o nawierzchni asfaltowej zostanie połączona z nieco wyżej położoną płytą Rynku poprzez łagodny zjazd asfaltowy na odcinku ok 10 m. Każda ulica w miejscu łączenia z Rynkiem, będzie profilowana tak aby zjazd był łagodny, a połączenie było płynne o niewielkim spadku – mówi rzecznik magistratu.

 

Kiedy druga część?

By odnowić całą płytę jarosławskiego Rynku potrzeba jeszcze ponad 5 mln zł. Miasto składa wnioski na dofinansowanie, gdzie tylko pojawi się możliwość. W ciągu roku kierowało je do: Mechanizmu Finansowego EOG i Norweskiego Mechanizmu Finansowego 2014-2021. Wnioskowano o 4,5 mln zł przy wartości projektu 5,4 mln zł. Wniosek nie przeszedł. Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 (program Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych – RFIL) na kwotę 4,6 mln zł z przeznaczeniem na realizację pozostałej części inwestycji dotyczącej modernizacji płyty rynku w Jarosławiu. Wniosek nie przeszedł.             Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 (program Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych – RFIL) kolejne rozdanie. Kwota jak wyżej. Rozstrzygnięcie negatywne.

 

Przy negatywnym rozpatrzeniu wniosku z funduszy norweskich wpływ na decyzję mogła mieć deklaracja powiatu związana m.in. z LBGT. Negatywne rozstrzygnięcia z funduszu inicjatyw lokalnych wynikły z innych powodów. Według zapewnień Ratusza wnioski były kompletne i merytoryczne. Brak wsparcia spowoduje, że reprezentacyjny plac Jarosławia będzie jeszcze długo wyglądał jak skojarzenie lotniska z kartofliskiem.

 

erka


	            

Stara remizy OSP: Remiza w Łopuszce Wielkiej

0

Ochotniczą Straż Pożarną w Łopuszce Wielkiej zorganizowano w 1913 r. Dzięki pomocy finansowej ze strony mieszkańców wsi najpierw zakupiono sikawkę strażacką i węże, a następnie mundury.

 

Cały zakupiony sprzęt strażacki przechowywany był początkowo w domu prywatnym, a następnie w prymitywnej drewnianej szopie znajdującej się przy głównej drodze biegnącej przez wieś. Miejscowość nie miała też jednego miejsca, gdzie toczyłoby się życie kulturalne wsi – zabawy urządzano w domach prywatnych, a przedstawienia odbywały się w stodole Walentego Kukułki, który w 1918 roku objął stanowisko Komendanta Straży.

Po II wojnie światowej straż posiadała już motopompę, brała udział w różnych ćwiczeniach, gdzie zdobywała czołowe miejsca, jednak cały czas problemem był brak remizy strażackiej spełniającej odpowiednie warunki na przechowywanie coraz to nowszego sprzętu.

Dopiero w 1969 r. został powołany komitet budowy nowej murowanej remizy. Jej budowa trwała kilka lat. Dzięki pracującym przy budowie w czynie społecznym strażakom oraz miejscowemu społeczeństwu, a także pomocy finansowej ze strony Powiatowej Komendy Straży Pożarnej Przeworska oraz Urzędu Miasta i Gminy Kańczuga, oddano ją do użytku w 1976 r. Cały koszt budowy pochłonął kwotę 780 tys. zł. W części parterowej remizy znajdowało się pomieszczenie na sprzęt strażacki, natomiast na piętrze duża sala do organizacji imprez strażackich oraz mniejsze pomieszczenia przeznaczone na administrację OSP.

Wojciech Kruk

Dział Historii Pożarnictwa Muzeum w Przeworsku

Odszedł wspaniały człowiek i kapłan – parafianie wspominają ks. Wł. Prucnala

0

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego…- tymi słowami zawsze rozpoczynał swoje kazania ks. dziekan Władysław Prucnal w kościółku Św. Ducha w Jarosławiu. Ich prostota, a zarazem poparte życiem przykłady przez lata skłaniały wiernych do refleksji nad szarą codziennością. W noc Zmartwychwstania Pańskiego, 4 kwietnia 2021 roku ksiądz dziekan odszedł od nas pozostawiając smutek, a zarazem wdzięczność.

 

Ks. dziekan Władysław Prucnal pojawił się na łamach Gazety Jarosławskiej w tamtym roku, gdy przybliżaliśmy jego życie. Nie było ono dla księdza łatwe, a kilka razy otarł się nawet o śmierć. Był niezwykle ceniony we wszystkich parafiach, na których przebywał, zwłaszcza w Wiązownicy i Jarosławiu, gdzie spędził ostatnie lata swojego życia. – Nie da się określić, ile dał z siebie ludziom. Całym sercem był dla Boga i dla ludzi – mówi o księdzu Janina Pereszlucha, gospodyni, która opiekowała się nim przez ostatnie 26 lat. – Ksiądz był dla mnie jak ojciec i ja też tak go traktowałam. Zawsze gdy przychodził ktoś odwiedzić jego lub mnie to oboje przyjmowaliśmy gościa. Potrafił stworzyć wokół siebie wspólnotę – dodaje. – Zawsze był wdzięczny za ludzką pracę i potrafił docenić innych. Był bardzo ciepły dla wszystkich, serdeczny, bardzo otwarty na ludzi i nigdy nie narzucał innym swoich przekonań, ale pokazywał szacunek. Pamiętam, jak próbował nawrócić jednego człowieka, który świadomie odrzucał wiarę i zbawienie. Księdzu dziekanowi bardzo to na sercu leżało i próbował na różne sposoby zachęcić go do zmiany poglądów, ale gdy tamten wprost zadeklarował, że nie zmieni zdania, zostawił go w spokoju – opowiada Janina Pereszlucha.

Stosowny żarcik

Szczególnym szacunkiem i przywiązaniem darzą księdza jego parafianie z Wiązownicy. – To był nie tylko cudowny kapłan, ale również przyjaciel, który uczestniczył w radosnych przeżyciach i trudnych chwilach naszych rodzin. Zawdzięczamy mu wyjście z trudnych do udźwignięcia przeżyć. Mogę powiedzieć, że wyprosił liczne cuda, których doświadczyła moja rodzina – mówi ze wzruszeniem pani Leonarda Zarzecka z Wiązownicy. Jej syn, Bogdan Zarzecki, zaangażowany był w tworzenie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży pod wodzą ks. Władysława. – Pod jego przewodnictwem KSM w Wiązownicy był jednym z najprężniej działających w Archidiecezji Przemyskiej. Można śmiało powiedzieć, że w swych działaniach ks. dziekan wyprzedzał swoje czasy. Tak jak św. Jan Paweł II, miał łatwość nawiązywania kontaktu z młodzieżą. Zawsze miał stosowny żarcik pomagający zrozumieć mądrość, którą chciał przekazać – wspomina syn pani Leonardy. – Był wymagający, a równocześnie dawał maksimum swobody. Wszyscy wiedzieli, że dostają pakiet zaufania, którego nie można przekroczyć. Wystarczyło, że powiedział „Tylko mi tam za bardzo nie baciarzyć” i tyle wystarczyło by nas utrzymać w ryzach – dodaje. Księdza miło wspominają także jego parafianie w Jarosławiu. – Księdza Władysława poznałem w latach 70-tych poprzez mojego ojca, który pracował wtedy jako taksówkarz i cieszył się dużym zaufaniem księży. Był wtedy proboszczem parafii w Wiązownicy. Później, gdy czynił posługę kapłańską w kościele pw. Św. Ducha w Jarosławiu więź pomiędzy nim, a moimi rodzicami się zacieśniła i była kontynuowana po ich śmierci przez moją rodzinę, a ks. Władysław był traktowany jak członek naszej rodziny – mówi Zygmunt Woźniak, parafianin księdza dziekana z Jarosławia. – Zawsze uśmiechnięty, serdeczny, pogodny w duchu, o niespożytej sile i energii, zawsze nastawiony na pomoc drugiemu człowiekowi i potrafiący zrozumieć jego wnętrze. Taki na zawsze pozostanie w naszej pamięci ks. Władysław – dodaje parafianin.

 

Zatroskany o ojczyznę

Ksiądz Władysław był gorliwym patriotą. Zawsze go interesowało co się dzieje w Polsce i był zatroskany o ojczyznę. Potrafił się cieszyć z jej sukcesów, a gdy źle się działo to bardzo to przeżywał. Mówił, że nigdzie indziej nie mógłby żyć. – Kiedy był młody, to uwielbiał wojsko, ale pragnieniem było zostać księdzem. Gdy pisał podanie do seminarium, to użył stwierdzenia „usilnie proszę o przyjęcie”, żeby podkreślić swoje chęci. Pamiętam, jak pewnego dnia przyszła do niego rodzina, aby odprawił mszę za narodziny bliźniaków. Kiedy spotkał się z rodziną po paru latach, zapytał się bliźniaków który chce zostać księdzem. Jeden powiedział, że chce być policjantem, a drugi, że strażakiem, na co ks. dziekan się tylko roześmiał – opowiada pani Janina Pereszlucha. – Drugi raz użył stwierdzenia „usilnie proszę” w swoim testamencie, kiedy prosił o pochówek w Wiązownicy, miejscu szczególnie mu bliskim ze względu na wieloletnią posługę proboszcza i zżycie się z mieszkańcami – dodaje.

– Każdy z nas także otrzymał talenty, zadania i misję od Boga do wypełniania. Niech ks. prałat Władysław będzie nam wzorem jak wypełniać wolę Bożą. Naśladujmy, go w wypełnianiu swojego powołania, i my kapłani i wierni świeccy, abyśmy wszyscy kiedyś usłyszeli: sługo dobry i wierny wejdź do radości Twego Pana! – mówi ks. prał Marian Bocho, proboszcz parafii Bożego Ciała w Jarosławiu, której podlegał kościółek Św. Ducha, gdzie ks. Władysław spędził ponad 19 lat swojej emerytury. – Nie obawiam się tego, co przyniesie jutro, bo dobrze przeżyłem swoje życie – tak rok temu podsumował 93 lata swojego życia ks. dziekan Władysław Prucnal i oto rok później, w noc, w którą Chrystus zmartwychwstał, odszedł od nas w opinii świętości. Pożegnaliśmy księdza, a przede wszystkim człowieka, który swoją osobą i postawą ubogacił życie duchowe kilku pokoleń i za to możemy czuć wielką wdzięczność.

Sebastian Niemkiewicz


	            

Przy dworcu powstanie parking

0

W ubiegłym tygodniu doszło do oficjalnego przekazania terenu pod budowę parkingu przy dworcu PKP. To efekt wspólnych działań Urzędu Miasta ze Starostwem Powiatowym w Przeworsku.

 

Burmistrz Miasta Przeworska Leszek Kisiel oraz jego zastępca Wojciech Superson w obecności starosty przeworskiego Bogusława Urbana oraz dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg Roberta Mądrego, przekazali firmie DRO-BRUK Bogdan Wojtuń, plac budowy parkingu. Parking powstanie w ramach umowy zawartej pomiędzy Województwem Podkarpackim a Gminą Miejską Przeworsk, dotyczącej budowy i modernizacji infrastruktury około przystankowej w ramach zadania „Budowa Podmiejskiej Kolei Aglomeracyjnej – PKA: Budowa i modernizacja linii kolejowych oraz infrastruktury przystankowej”.

Dzięki pozyskanemu wsparciu finansowemu w wysokości ponad 163 tys. zł od Samorządu Województwa Podkarpackiego, na terenie Przeworska powstanie parking przeznaczony na 30 miejsc postojowych dla pasażerów korzystających z przewozów kolejowych Podmiejskiej Kolei Aglomeracyjnej, jak i kolei wąskotorowej – poinformował burmistrz Leszek Kisiel.

Środki własne miasta Przeworska to kwota 146,5 tys. zł. Łączny koszt budowy parkingu wynosi ponad 309,5 tys. zł.

Realizacja projektu jest możliwa dzięki zawartemu jeszcze w listopadzie 2019 r. porozumieniu Burmistrza Przeworska ze Starostą Przeworskim, właścicielem terenu. W wyniku podjętych wspólnie działań miasto Przeworsk zrealizuje budowę parkingu przy dworcu Przeworsk Wąski, a jak zapowiedział Starosta, w ciągu miesiąca powinien być rozpisany przetarg na remont i rewitalizację dworca Przeworsk Wąski.

DP/UM Przeworsk