Strona główna Blog Strona 314

Będzie kościół na „Nowym Mieście”. W lipcu poświęcenie placu

0

W Jarosławiu będzie nowa świątynia. Ma powstać za parkiem na przedłużeniu ul. Hajnusa i Anny Jenke. Parafia już kupiła działkę. Trwa jej uprzątanie. Plac budowy będzie poświęcony w niedzielę, 18 lipca. Budowa ma ruszyć w 2023 r., ale ks. prał. Marian Bocho, proboszcz parafii pod wezwaniem Bożego Ciała przy jarosławskiej Kolegiacie nie wyklucza przyspieszenia terminu. – Metropolita przemyski arcybiskup Adam Szal uznał, że świątynia w tej części Jarosławia jest potrzebna, dlatego podjęliśmy się tego zdania – mówi proboszcz.

 

Zaplanowana pod kościół działka nie przypomina na razie miejsca kultu religijnego. To część zakrzaczonego terenu położonego na przedłużeniu ul. Hajnusa. W ubiegłym tygodniu wierni razem z ks. Marianem Bocho wycinali samosiejki porastające obszar, na którym za kilka lat będzie kościół. – Działka ma powierzchnię 25 arów. To dość duży, wystarczający pod budowę świątyni obszar. Od strony os. Skarbowskiego sąsiaduje z działką miejską, na której ma powstać parking. Projektu kościoła jeszcze nie ma, ale ma być on świątynią filialną parafii p.w. Bożego Ciała przy jarosławskiej Kolegiacie. Będzie pod wezwaniem Dobrego Pasterza i Dobrego Łotra – wyjaśnia ks. M. Bocho. Wezwanie nawiązuje do patronów Archidiecezji Przemyskiej, wśród których jest św. Dobry Łotr.

Iga Kmiecik, rzecznik prasowy Burmistrza Jarosławia potwierdza, że na miejskiej działce sąsiadującej z placem przeznaczonym pod budowę kościoła planowana jest budowa parkingu. Zaznacza, że zamiar budowy parkingu był rozważany niezależnie od planów parafii i poruszany znacznie wcześniej.

Mieszkający za parkiem na os. Skarbowskiego, Piłsudskiego, ul. Pogodnej, Hajnusa, części Grodziszczańskiej i w ich okolicach, mają dość daleko do kościoła. To im w pierwszym rzędzie ma służyć nowa świątynia. – Dzisiaj mamy tu zarośla, ale patrząc na plany rozwoju Jarosławia nowy kościół będzie leżał w centrum zabudowy rozrastającej się dzielnicy nazywanej już Nowym Miastem – tłumaczy proboszcz. Ks. M. Bocho zwrócił się do miasta o zgodę na zakup małej sąsiadującej z miejscem pod kościół działki. Jest to wąski pas gruntu z dość głębokim wąwozem. Uzupełniałby on kościelny plac.

 

Wotum i pomnik powołania pierwszej parafii

– Świątynia będzie wotum z okazji 50-lecia obecności Matki Boskiej w Jarosławiu. Odwiedziła nas wtedy w częstochowskim obrazie, a zakończenie peregrynacji przeżyliśmy w jarosławskiej Kolegiacie wspólnie z ówczesnym metropolitą krakowskim kard. Karolem Wojtyłą i prymasem Polski kard. Stefanem Wyszyńskim. Kościół będzie też pomnikiem 700-lecia pierwszej parafii w Jarosławiu, która w 1323 r. już w mieście istniała – wyjaśnia ks. M. Bocho.

 

Świątynia na jarosławskim Nowym Mieście

Kmiecik przyznaje, że część miasta za parkiem dość intensywnie się rozwija. Powstają nowe bloki i domy jednorodzinne. Przebudowywana będzie część dróg. Powstaną nowe. Ten aspekt był brany pod uwagę przy rozważaniach dotyczących budowy kościoła i w znacznym stopniu zdecydował przy podjęciu decyzji. Z planów wynika, że za kilka lat w miejscu, gdzie dzisiaj rosną krzaki będzie nowy kościół. Pierwszy w granicach jarosławskiego Nowego Miasta. Obecnie w Jarosławiu mamy osiem parafii obrządku rzymskokatolickiego oraz jedną obrządku bizantyjsko-ukraińskiego. Oprócz kościołów parafialnych w mieście funkcjonują dwie świątynie rektoralne. Według danych statystycznych w 2019 r. miasto liczyło 37 tysięcy mieszkańców.

erka

 

 

 

Jaśniej koło Mleczki

0

PRZEWORSK: Spacerowy odcinek od kładki na Mleczce w kierunku ul. Żytniej zyskał ostatnio nowe oświetlenie.

 

Zakończone prace inwestycyjne w ramach dwóch pierwszych etapów zadania pn. „Modernizacja oświetlenia na terenie miasta” sprawią, że w tych miejscach będzie nie tylko ładniej, ale i bezpieczniej. Zamontowane zostały cztery nowe latarnie z oprawami typu LED, a także 3 oprawy oświetleniowe typu LED na już istniejących słupach. Ponadto przeprowadzono instalację nowej linii kablowej i napowietrznej oraz przebudowę istniejącej infrastruktury energetycznej. Wartość inwestycji wyniosła ponad 20 tys. zł.

DP/UM Przeworsk

Kibice JKS malują dla przedszkolaków

0

W Miejskim Przedszkolu nr 3 im. Marii Kownackiej w Jarosławiu wykonany został kolorowy mural. Wszystko za sprawą kibiców JKS, którzy postanowili wnieść w życie dzieci odrobinę radości.

 

Mural powstał na ścianie frontowej przedszkola, od strony placu zabaw. Prace rozpoczęły się w piątek, 21 maja i trwały przez trzy dni. Kolorowe malunki już po raz drugi wykonali kibice JKS.

Przypomnijmy, że końcem ubiegłego roku kibice JKS ozdobili również wnętrze przedszkola. Wówczas na ścianach placówki pojawiły się ulubieni bohaterowie z bajek m.in. Masza, świnka Pepa, Mininki oraz Pidżamersi.

 

EK, fot. Nikola Maciałek

Plac zabaw został ogrodzony

0

Mieszkańcy os. Witosa interweniowali w sprawie ogrodzenia placu zabaw znajdującego się na ich osiedlu. Władze spółdzielni przychyliły się do ich prośby.

 

– Spółdzielnia mieszkaniowa robiąc parking, w ogóle nie pomyślała o bezpieczeństwie najmłodszych. Proszę zobaczyć w jakiej odległości od placu zabaw stoją zaparkowane samochody. Dzieli je zaledwie kilka centymetrów. Boimy się, że pewnego razu może dojść do nieszczęścia – mówiła jedna z mieszkanek tego osiedla.

W połowie maja skontaktowaliśmy się z przedstawicielami Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu. Okazało się, że prace związane z wykonaniem ogrodzenia już się rozpoczęły.

– Mieszkańcy osiedla o to wnioskowali, dlatego przychyliliśmy się do ich prośby. Ogrodzenie jest już zrobione – mówi Czesław Staśkiewicz, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu. Miejmy nadzieję, że będzie tam już bezpiecznie – mówi.

Mieszkańcy os. Witosa nadmieniają także, że wielokrotnie zwracali się do władz osiedla w sprawie doposażenia placu zabaw. Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej poinformował, że niebawem pojawią się tam nowe urządzenia. Będzie to najprawdopodobniej huśtawka. Zamówienie jest w trakcie realizacji.

 

EK

 

 

Celowo podpalił dom?

0

ŁOPUSZKA WIELKA: Policjanci zatrzymali mężczyznę, podejrzanego o podpalenie domu jednorodzinnego. Do pożaru doszło w nocy, z 15 na 16 maja. Straty oszacowano na ok. 120 tys. zł.

 

O pożarze w jednym z domów dyżurny przeworskiej KPP został powiadomiony przed godziną 1. Na miejsce skierowano policję i straż pożarną. Po przeprowadzeniu akcji gaśniczej, w której uczestniczyło 6 zastępów PSP i OSP, okazało się że najprawdopodobniej doszło do podpalenia. Nikt nie został poszkodowany. Właścicielka domu wstępnie oszacowała straty na 120 tys. zł.

W toku podjętych czynności jeszcze tego samego dnia ustalono, że sprawcą podpalenia jest 26-letni mieszkaniec gminy Kańczuga. Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do przeworskiej jednostki. W przeszłości był już karany za przestępstwa przeciwko mieniu. Na wniosek policji i prokuratury, Sąd Rejonowy w Przeworsku zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci aresztu tymczasowego na okres 3 miesięcy. Za czyn, o który jest podejrzany, grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.

DP

 

 

Stare remizy OSP: Remiza w Niżatycach

0

W Niżatycach, wsi sąsiadującej z Kańczugą, Ochotnicza Straż Pożarna powstała w 1931 r.

 

Czterokołową sikawkę konną, będącą na wyposażeniu straży, przechowywano w małej drewnianej szopie liczącej zaledwie 15 m2, którą w tamtym czasie nazywano remizą.

Przez cały czas swojej działalności strażacy ochotnicy pełnili całodobowe warty przy remizie, a w czasie II wojny światowej zabezpieczali także różne obiekty m.in. mleczarnię, młyn.

Po wyzwoleniu OSP Niżatyce uległa znacznej reorganizacji. W 1958 r. starą drewnianą remizę zastąpiono nową, murowaną. Choć była ona niewielka, podzielono ją na dwie części. Część pierwsza posiadała dwa pomieszczenia, z czego jedno przeznaczone było na przechowywanie sprzętu strażackiego, drugie natomiast na potrzeby jednostki. W drugiej części remizy urządzono bardzo wówczas potrzebny mieszkańcom sklep spożywczy.

Nową znacznie większą remizę wybudowano czynem społecznym oraz własnym wkładem finansowym wsi, który na tamte czasy wyniósł 50 tys. zł.

 

Wojciech Kruk

Dział Historii Pożarnictwa Muzeum w Przeworsku

Stara remiza strażacka OSP Niżatyce, lata 60. XX w./ zbiory muzeum

Wyuzdane imprezy pod oknami

0

– Chłopak siedzi na ławce. Na nim okrakiem dziewczyna. Wystarczy tylko spojrzeć. Ich ruchy jednoznacznie pokazują czym są zajęci – roztrzęsionej kobiecie trudno pozbierać słowa. – Gorąco mi się zrobiło. Niejedno w życiu widziałam, ale żeby obok okna i to w biały dzień. Za grosz wstydu nie mają – dodaje. Z opisu jednoznacznie wynika, że parce zebrało się na miłość, ale mieszkanka os. Prośbów w Jarosławiu unika określenia, że uprawiali seks. Sama rozmowa jest dla niej krępująca.

 

Parkę, u której tak bardzo nagromadziły się uczucia, że musiały zostać natychmiast zrealizowane mogli obejrzeć lokatorzy bloków położonych na skraju os. Prośbów. Działo się to początkiem maja, w samo południe. Ławka jest blisko zabudowań. Oddziela ją kilkumetrowy trawnik z kilkoma krzewami. – To teren miejski. Osiedlowa działka kończy się tuż za blokiem – zaznacza jeden z mieszkańców. Narzekających jest wielu. Chcą być anonimowi. – Po uczestnikach imprez można się wszystkiego spodziewać – mówią. Najbardziej dokuczliwa jest młodzież. – Starsi miłośnicy wyskokowych trunków są raczej spokojni. Kupią w pobliskim sklepie alkohol. Wypiją i co najwyżej pójdą w krzaki za potrzebą. Nie jest to przyjemny widok, ale jeszcze do zniesienia – opisuje starszy mężczyzna.

 

Bardzo ładny zakątek

– Imprezy zaczynają się około godz. 21. Czasem trwają do świtu. Alkohol i przekleństwa. Do tego dochodzi seks. Czasem w krzakach, ale zdarza się, że przypływ uczucia dopadnie ich w miejscu z daleka widocznym. Nie mają skrupułów. Tego, co dzieje się za ostatnimi blokami os. Prośbów w stronę os. Kopernika nie da się zaakceptować – opisuje jeden z mieszkańców. – A to taki ładny zakątek. Wydawałoby się, że cichy i warto tu mieszkać. Niestety, grupa niewyżytych ludzi zmienia go w piekło – ocenia inny. Mieszkańcy zwracają uwagę, że alkoholowo-seksualne wyczyny dzieją się tuż pod oknami i patrzą na nie także dzieci.

 

Róbcie w innym miejscu

– Wzywamy policję. Interweniowaliśmy w straży miejskiej. Nic to nie daje. Patrol podjeżdża na sygnałach. Widzą go z daleka. Odejdą spokojnie i potem wracają. Słyszałem rozmowę miedzy policjantami a relaksującymi się obok naszych okien. Funkcjonariusz zapytał, czy nie mogliby robić tego gdzie indziej i sprawę zamknął – mówi mieszkaniec osiedla. Lokatorzy uważają, że sprawę rozwiązałby monitoring. Zwracali się z tym do magistratu. Sprawa jest rozpatrywana.

 

Nie spodziewali się takiego szczęścia

– Dowiedziałem się, że w piątek, 14 maja będą w tamtej okolicy sadzić drzewka i ma być sam burmistrz. Imprezującym będzie wygodniej – pomyślałem – opowiada starszy mieszkaniec osiedla. – Panie Waldemarze, proszę się chwilkę zatrzymać i mnie wysłuchać – zagadnąłem burmistrza. Wysłuchał cierpliwie i zapewnił, że będzie się starał coś z tym zrobić. I tego samego dnia stał się cud. Po południu pojawił się pieszy patrol policji, a wcześniej tylko podjeżdżali. Potem przyjechali strażnicy miejscy. Wieczorem kolejny patrol. Imprezowicze gdzieś się zabrali. Zainteresowanie służb nie jest im na rękę. Może też deszczowa pogoda ich odstraszyła. Takiego szczęścia się nie spodziewałem. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że zainteresowanie służ po kilku dniach się nie skończy – mówi interweniujący mieszkaniec.

 

Jest na mapie zagrożeń

– Od kwietnia do 19 maja było 8 zgłoszeń od mieszkańców dotyczących głośnego zachowania i picia alkoholu. Za każdym razem policjanci interweniowali. Były też dwa zgłoszenia na krajowej mapie zagrożeń. Oba zostały potwierdzone – informuje asp. sztab. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu. Chuligani zostali ukarani mandatami. były też wnioski do sądu. Zdarzało się, że zdążyli uciec zanim radiowóz dojechał. Zgłoszeń o czynach przeciwko moralności nie było. Policjantka przyznaje, że jest to obszar, na którym mogą występować zagrożenia i dlatego będą tam wzmożone kontrole.

erka

 

Kapliczka w Chodakówce

0

Historia kapliczki w Chodakówce związana jest z I wojną światową, o której pisał Edward Słonimski w wierszu „Ta, co nie zginęła”:

 

„W okopach pełnych jęku,

Wsłuchani w armat huk,

Stoimy na wprost siebie –

Ja – wróg twój, ty – mój wróg!”

 

Powyższa strofa dostkonale oddaje tragedię wojny. Nieprzypadkowo nazywana została Wielką Wojną, zginęło w niej bowiem miliony osób. Tragiczne również było to, że Polacy w mundurach zaborców musieli ze sobą walczyć. Pewien mieszkaniec Chodakówki walczył na tej wojnie i szczęśliwie powrócił po jej zakończeniu do domu. W podzięce postanowił ufundować kapliczkę.

Kapliczka umiejscowiona jest przy głównej drodze, nieopodal miejscowego Domu Ludowego. Jest to murowana kapliczka, typu domkowego, wybudowana w stylu neogotyckim. Posiada dwuspadowy daszek, kryty blachodachówką. Pod daszkiem przymocowany jest metalowy krzyż. Elewacja frontowa jak i boczne flankowane są półkolumnami. Po bokach kapliczki, poniżej okienek uwypuklony jest łaciński krzyż.

Kapliczka ufundowana i wybudowana została przez mieszkańca wsi Józefa Czebierę, jako wotum dziękczynne za szczęśliwy powrót z I Wojny Światowej. W kapliczce tej pierwotnie znajdowała się drewniana figura św. Józefa, która została skradziona. Obecnie w centralnym punkcie jest obraz Matki Bożej Częstochowskiej, a z boku Matki Bożej Ostrobramskiej oraz figura Matki Bożej z Fatimy. W 2019 roku kapliczka została odnowiona i wyremontowana przez mieszkańców wsi z funduszy zebranych przez mieszkańców. Dorobiono schody, barierkę i 2 ławki. Od tego czasu mieszkańcy powrócili do tradycji śpiewania Majówek – mówi Aleksander Bratkowski, sołtys Chodakówki. Gruntownie odnowiona kapliczka pięknie prezentuje się przy drodze, ale co najważniejsze zaczęła swoje drugie życie.

 

Marcin Sobczak

Pani Stasia za kierownicą, czyli prawo jazdy po sześćdziesiątce

0

– Teraz już wiem, że egzamin na prawo jazdy może zdać nawet ten, który przychodząc na kurs nie ma zielonego pojęcia o samochodach i ruchu drogowym. Mnie wyuczyli od zera. Nie wiedziałam nic. Prowadzenie auta było umiejętnością z innego świata. Dziś mam uprawnienia kierowcy. Bez obaw siadam za kółkiem – mówi pani Stanisława z Węgierki.

 

Zdobycie uprawnień do kierowania samochodem przez lata było dla pani Stanisławy marzeniem, które nigdy się nie spełni. Uważała, że panowanie nad samochodem przerasta jej siły, a tu jeszcze od groma przepisów, których trzeba przestrzegać. – Chciałam być kierowcą i wiedziałam, że nigdy nie będę. Pocieszeniem było to, że wielu żyje z dylematem niezrealizowanych celów. Tak wtedy myślałam – wspomina.

Przyszedł jednak czas, że coś się przełamało. – Zapisałam się na kurs prawa jazdy – stwierdza. Miała wtedy prawie 64 lata. Wiek o niczym nie świadczy, bo jak mówi szef Ośrodka Szkolenia Kierowców Wiraż Wacław Ochota, znacznie starsi przystępują do egzaminów. – Szkoliliśmy dwie osoby po osiemdziesiątce, a jedna z nich jeszcze przez dziewięć lat była aktywnym kierowcą – podkreśla. Wyjątkowe było to, że jak podkreśla sama pani Stanisława, była kompletnym zerem. Zarówno motoryzacyjnym jak i w zawiłościach ruchu na drogach. – Nic nie wiedziałam. Wyuczyli mnie od zera. Najpierw była teoria. Instruktor tłumaczył. Zaczęłam rozumieć różnicę między zatrzymaniem a postojem i tak po kawałku poznawałam świat kierowców – wspomina pani Stanisława.

 

Laska za kierownicą

 – Naukę jazdy zaczynałam na manualu. Kończyłam na automacie – wspomina młoda kierująca. – Instruktorem był Jan Ryczkowski. Co on ze mną przeżył. Naśmiewali się z niego, że mu się super laska trafiła do szkolenia. Mówili, że nie poradzi sobie z takim kursantem i nic z tego nie będzie. A on, podobnie jak Józef Napora, instruktor od teorii, poradził sobie. Pomimo wątpliwości znajomych, wyszkolili mnie. Potwierdzeniem jest zdany egzamin – mówi kobieta.

 

Egzaminacyjne drobnostki

Pani Stanisława nie zdała egzaminu na prawo jazdy za pierwszym podejściem. Stwierdza, że nie pamięta ile razy podchodziła. – Za każdym razem uwalali na drobnostkach. Raz za niezapięty pas. Drugim razem nie do końca spuściłam dźwignię ręcznego. Oblałam też za najechanie na linię, tylko wtedy była zima i śnieg ją zasypał. Egzaminator pamiętał gdzie jest, a ja skąd miałam wiedzieć. On jeździ tam codziennie. Ja jechałam pierwszy raz – tłumaczy pani Stanisława. Kobieta cieszy się, że ma prawo jazdy. Nie chodzi jej o samo jeżdżenie. Ważniejsze, że marzenie, które miało nigdy się nie spełnić zostało zrealizowane. Niebieski citroen saxo już stoi na podwórku. To prezent od córki. – Automat – podkreśla pani Stanisława.

 

Solidny uczeń

– Pani Stanisława była solidnym uczniem. Razem z instruktorami wykazali się ogromną determinacją i cel osiągnęli. Cieszy, że wspólnie udało się nam pomóc w realizacji jej zamierzenia. Jest sprawnym kierowcą. Świadczy o tym godzinna jazda po stosunkowo trudnym dla ruchu Przemyślu – podkreśla W. Ochota. – Szkolimy także osoby z różnymi niepełnosprawnościami. Motywujące jest, gdy dostajemy informację od poruszającego się na wózku inwalidzkim, że dzięki nam poznaje świat jadąc własnym samochodem. Każdego można wyszkolić. Trzeba tylko obustronnej wytrwałości i zaangażowania. Nasi instruktorzy mają to na uwadze, a przypadek pani Stanisławy potwierdza, że jak się chce, to można – dodaje.

 

Erka

 

Leczył przy pomocy egzorcyzmów

0

Podawał tabletki, chciał robić zastrzyki, na jednym z pacjentów przeprowadził egzorcyzmy z użyciem płaszcza Matki Bożej z Guadalupe – takie praktyki stosował na mieszkańcach Podkarpacia 43-letni mieszkaniec powiatu jarosławskiego.

 

Fałszywy doktor pojawił się w gminie Korczyna na Podkarpaciu. Do tej pory ustalono, że odwiedził on dwie rodziny, które usłyszały od znajomych, że jest on wybitnej klasy specjalistą. W pierwszym przypadku fałszywy doktor obejrzał starszego mężczyznę, któremu obiecał załatwić miejsce w warszawskiej lub zakopiańskiej klinice. Taka usługa kosztowała schorowanego mężczyznę 400 zł. Podczas kolejnej wizyty oszust podał pacjentowi tabletkę. Zamierzał też wykonać zastrzyk, ale ostatecznie odstąpił od tego pomysłu. Innemu członkowi rodziny zrobił masaż.

W drugim przypadku fałszywy doktor udał się na wizytę do młodej osoby. Tę postanowił leczyć z użyciem płaszcza Matki Bożej z Guadalupe, na którym miały być widoczne „ślady po pazurach demona”. Metody leczenia stosowane przez doktora wzbudziły podejrzenia domowników, którzy wezwali policję. Mundurowi ustalili, że zatrzymany mężczyzna nie ma nic wspólnego z medycyną. W tej chwili wiadomo, że oszukał on dwie osoby na 1100 zł, choć niewykluczone, że poszkodowanych może być więcej.

Fałszywym doktorem okazał się 43-letni mieszkaniec powiatu jarosławskiego. Mężczyzna został objęty dozorem policji i ma zakaz opuszczania kraju. Grozi mu kara do 8 lat więzienia.

 

EK