Strona główna Blog Strona 306

Tomek Kolcun zwycięża w pierwszej rundzie

0

Jarosławian, Tomasz Kolcun, reprezentujący KSW Sokół Jarosław pokonał Piotra Ćwika, podczas 3 Gali Silesian MMA w Mysłowiacach.

 

Nasz zawodnik już w pierwszej rundzie pokazał wielką moc i po obaleniu oraz serii ciosów pokonał swojego rywala. – To był jeden z najbardziej zaskakujących pojedynków – mówili organizatorzy gali. W narożniku T. Kolcuna byli Jacek Bronowski oraz Krzysztof Bańkowski a głównym organizatorem turnieju był Dawid Kurtysiak, szef federacji Silesian. – Pierwotnie miałem walczyć z Mateuszem Baronem, ale wyeliminowała go kontuzja. Zastąpił go Piotrek „Bubu”, prawdziwy wariat, w dobrym tego słowa znaczeniu. Udało mi się dość szybko doprowadzić do walki w parterze i po moich ciosach sędzia przerwał pojedynek – opowiada T. Kolcun.

 

Plażówka w Zarzeczu

0

Na obiektach Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zarzeczu odbył się II Turniej Siatkówki Plażowej o Puchar Przewodniczącej Rady Gminy Zarzecze Małgorzaty Byrwa.

W rywalizacji wzięło udział 12 par z całego województwa podkarpackiego. Zwyciężyła dwójka Rafał Hasiak/Karol Szczepanik z Tarnobrzega, drugie miejsce zajęła para z Rzeszowa Witold Konrad/Maksymilian Gajdek, natomiast miejsce trzecie wywalczył duet Łukasz Ogonowski/Michał Adamczyk z Rzeszowa. – Tegoroczny turniej cieszył się dużym zainteresowaniem. Dziękujemy za wspólnie spędzony aktywnie czas i niesamowitą atmosferę, jednocześnie zapraszamy na kolejne edycje rozgrywek siatkówki plażowej – podsumowała przewodnicząca Rady Gminy Zarzecze Małgorzata Byrwa.

Klasyfikacja generalna:

  1. Rafał Hasiak/Karol Szczepanik
  2. Witold Konrad/Maksymikian Gajdek
  3. Łukasz Ogonowski/Michał Adamczyk
  4. Rafał Mitka/Szymon Soboń

5-8. Tomasz Bochenek/Patryk Polek, Mirosław Sowa/Michał Curzytek, Marcin Magryś/Bartek Uchman, Mateusz Pyrak/Kamil Zarewicz.

9-12. Rafał Stempak/Jakub Żołyniak, Sławomir Hatnar/Daniel Pelc, Tomasz Pieczek/Michał Zamorski, Marcin Bujak,Piotr Pudło.

 

 

Kolping trzy razy na podium

0

Kolejny raz dali o sobie znać młodzi tenisiści stołowi Kolpingu Jarosław. Podczas rozgrywanych w Rawie Mazowieckiej Mistrzostw Polski kadetów   wywalczyli trzy medale.

 

Tytuł mistrza kraju do lat 15 w grze podwójnej zdobył Dawid Jadam. Wychowanek klubu z Jarosławia grający w parze z Marcelem Błaszczykiem (Dwójka Rawa Mazowiecka) w finałowym pojedynku gry podwójnej pokonał Alana Kulczyckiego i Michała Wandachowicza 3:2 (11:9, 12:10, 6:11, 5:11, 11:9). Z medalem wrócił także drugi z przedstawicieli Kolpingu Szymon Brud. Młody jarosławianin stanął na najniższym stopniu podium w grze pojedynczej, ulegając w półfinale późniejszemu złotemu medaliście – Alanowi Kulczyckiemu. Na miejscu dziewiątym zmagania singlowe zakończył Dawid Jadam, który w 1/8 finału uległ Mikołajowi Łukaszewskiemu. Nasi zawodnicy spisywali się też znakomicie podczas rywalizacji drużynowej. Reprezentanci Kolpingu dotarli aż do finału, w którym musieli uznać wyższość białostockich Dojlid. We wcześniejszych spotkaniach, zespół w składzie: Dawid Jadam i Szymon Brud, pokonał m.in. Gorce Nowy Targ czy Dwójkę Rawę Mazowiecką. Jarosławian prowadzą trenerzy Mateusz Czernik i Łukasz Adamski, którzy na co dzień pracują z młodymi zawodnikami w ośrodku szkoleniowym Polskiego Związku Tenisa Stołowego w Jarosławiu.

SMS wygrywa wielki finał

0

PIŁKA NOŻNA – TURNIEJ: 8 najlepszych drużyn z Jarosławia oraz powiatu jarosławskiego zagrało w wielkim finale turnieju „Śladem Bogdana Zająca”, który został rozegrany na stadionie MOSiR przy ulicy Piekarskiej. Najlepsi okazali się gracze Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

Rywalizacja toczyła się o Puchar Prezesa Podkarpackiego ZPN Mieczysława Golby. Drużyny zostały podzielone na dwie grupy. Grały ekipy: SMS Jarosław, SP nr 4 w Jarosławiu, SP nr 2 w Jarosławiu, SP nr 11 w Jarosławiu, SP Chotyniec, SP Korzenica, SP Cieszacin Wielki i SP Makowisko. Po fazie grupowej, półfinałach i finale pierwsze miejsce wywalczyli uczniowie SMS. Na drugim miejscu uplasowała się SP Korzenica, na trzecim SP 4 Jarosław, a tuż za podium SP Chotyniec. Przyznano także wyróżnienia indywidualne. Królem strzelców został Piotr Koralewicz (SMS), najlepszym zawodnikiem uznano Piotra Kowałyka (SMS). Najlepszą zawodniczką została Klaudyna Konieczny (Chotyniec), najlepszym bramkarzem Bartłomiej Czogała (SP4), a najlepszym obrońcom Miłosz Kuta (Korzenica). W przerwach pokaz żonglerki prezentował Kacper Gwóźdź z SP w Chotyńcu. Organizatorem turnieju była Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Jarosławiu. Patronat honorowy objęli: poseł na Sejm Tadeusz Chrzan, starosta jarosławski Stanisław Kłopot oraz burmistrz Jarosławia Waldemar Paluch.

 

Zablokują drogę?

0

SIENIAWA: Mieszkańcy ul. Piłsudskiego mają już dość niszczenia ich domów i zakłócania spokoju. Skarżą się, że drogą wojewódzką jeżdżą ciężkie samochody, które wpadając w liczne na tym odcinku dziury, powodują hałas oraz drgania. Wielu z nich zauważyło już pęknięcia na swoich ścianach.

 

Sprawą w imieniu mieszkańców zajął się radny Powiatu Przeworskiego, Jerzy Mazur. W połowie kwietnia zwrócił się z pismem do Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich o

podjęcie natychmiastowych działań zmierzających do naprawy nawierzchni odcinka drogi biegnącej od skrzyżowania z ul. Kopernika w kierunku miejscowości Oleszyce. Przy okazji zasygnalizował też konieczność budowy chodnika w Dybkowie.

Droga tutaj jest w stanie tragicznym, choć może tego na pierwszy rzut oka tak nie widać. Ruch jest duży, auta często przekraczają prędkość i z hukiem wpadają w dziury. Po przejeździe tych cięższych wszystko w domu się trzęsie – mówią mieszkańcy. Niektórzy z nich zauważają pojawiające się na ścianach ich domów pęknięcia, z elewacji odpadają płytki.

Niedawno skończyłam remont na parterze, a już widzę, że szkoda zaczynać na piętrze, bo wszystko pęka – mówi jedna z kobiet pokazując szkody wyrządzone w jej domu.

 

Nie w tym roku?

W sprawie remontu nawierzchni drogi wojewódzkiej nr 867 na rzeczonym odcinku PZDW odpowiedział, że pula dostępnych środków na rok 2021 została już wyczerpana, a lista zadań do realizacji została sporządzona w oparciu o wnioski złożone przez Jednostki Samorządu Terytorialnego na podstawie obowiązującej procedury.

W nowej wersji niezatwierdzonego Planu poprawy bezpieczeństwa infrastruktury drogowej na sieci dróg wojewódzkich w latach 2020-2024 znajdują się propozycje przebudów drogi wojewódzkiej nr 867 na odcinku Sieniawa-Dobra. Wdrożenie do realizacji tych zadań może nastąpić po złożeniu przez Gminę Sieniawa stosownego wniosku w ramach prowadzonych procedur. Dalsze decyzje uzależnione będzie od Zarządu Województwa Podkarpackiego i potrzeb remontowych na innych odcinkach dróg wojewódzkich – poinformował dyrektor PZDW, Piotr Miąso nie wykluczając remontów cząstkowych w razie potrzeby.

 

Stracą cierpliwość?

Cierpliwość mieszkańców tej ulicy jest już na wyczerpaniu. Obecnie organizują się w celu wniesienia pozwu zbiorowego przeciw zarządcy drogi. Mają też żal widząc, że sąsiednie drogi gminnie i powiatowe są remontowane, a na ich ulicy czas jakby zatrzymał się w miejscu. Zapowiadają, że w przypadku braku oczekiwanej reakcji ze strony PZDW, zablokują drogę i uniemożliwią przejazd, by ich głos został wreszcie zauważony.

DP


 

Wycinają drzewa, bo… mają liście

0

– Popełniają zbrodnię na naturze. Kim są, że stali się wyroczniami decydującymi za wszystkich. Decydują o usunięciu zdrowych około 40-letnich drzew i ironicznie zapewniają, że to dla naszego dobra – narzeka mieszkaniec os. Prośbów w Jarosławiu. Podobnych interwencji było więcej. Chodzi o pięć drzew przeznaczonych do usunięcia. Jedna lipa już została wycięta. – Drzewa są chore. Potwierdziła to ekspertyza dendrologiczna. Wstrzymamy się jednak z wycinką do zakończenia sezonu wegetacyjnego – informuje Adam Pikuła, zastępca prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu.

 

Według interweniujących zdecydowano o wycince z powodów nie związanych ze stanem zdrowotnym drzew. – Drzewa liściaste śmiecą. Lipy kwitną. Jest spadź. Są pszczoły. Brudzą samochody. Trzeba więc je usunąć i przetworzyć osiedle w betonową pustynię okraszoną gdzieniegdzie tujami, bo one nie zrzucają liści – tłumaczyli interweniujący wyrażając się dosyć ostro o osobach, które uczestniczyły w podejmowaniu decyzji o wycince. Według nich drzewa są okazem zdrowia. Inne zdanie mieli dendrolodzy orzekając, że lipy są chore. To było podstawą do wydania decyzji o wycięciu. Pod topór poszła jedna z lip. Reszta, jak zapewniają władze spółdzielni, poczeka. Zostaną usunięte późną jesienią. – Burmistrz sadzi. Potem wydaje zgodę i prezes wycina. Trudno się dziwić komuś, kto po pracy przyjeżdża na swoją obsadzoną tujami i zabetonowaną posiadłość. On nie czuje przyrody. Dla niego liczy się dziwnie rozumiany porządek, a nie liście, pszczoły i świergocące ptaki – podsumowywał jeden z interweniujących.

erka

 

Łatają dziury

0

– Droga podziurawiona jak sito i to przed samym kościołem. Nikt się tym nie interesuje – zwraca uwagę Józef Kubejko z Wólki Pełkińskiej apelując do drogowców, by chociaż połatali ubytki nawierzchni. – Rozumiem, że nie starczy pieniędzy na położenie nowego asfaltu, ale poprawa jest konieczna. Inaczej cała droga się rozsypie – dodaje.

 

Podobnych interwencji mamy wiele. Mieszkańcy narzekają nie mogąc doczekać się pozimowych napraw. Przejazd między dziurami podsyca emocje dzwonią wtedy z prośbą o zajęcie się sprawą. Panu Józefowi chodzi o remont drogi biegnącej od Wólki Pełkińskiej w powiecie jarosławskim w stronę Jagiełły leżącej w powiecie przeworskim. – To niedługi odcinek znajdujący się w obrębie powiatu jarosławskiego. Wjeżdżając do przeworskiego mamy równy dywanik – mówi. Drugą drogą, której naprawa jest, według interweniującego, konieczna jest odcinek od Wólki Pełkińskiej w stronę Kostkowa.

 

Robert Dąbrowski, p.o. dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu wyjaśnia, że cząstkowe remonty są prowadzone na szeroką skalę. Na terenie każdej gminy można spotkać codziennie po dwa, trzy remontery, czyli maszyny uzupełniające ubytki zmieszaną z grysem emulsją. Przy większych uszkodzeniach część nawierzchni jest wycinana, a miejsce uzupełnione masą asfaltową. – W najbliższym czasie nawierzchnie dróg będących pod zarządem powiatu zostaną poprawione. Możliwe, że już w tym tygodniu skończymy remonty cząstkowe w gminie Jarosław – zapewnia dyrektor. Wynika z tego, że dziury, o których połatanie upomina się Czytelnik w najbliższych dniach przestaną istnieć.

erka

 

 

 

Fabryka wagonów wraca w polskie ręce

0

PKP Cargo kupuje od słowackiej grupy Forespo Fabrykę Wagonów w Gniewczynie Łańcuckiej za prawie 7,4 mln euro, czyli za ponad 33 mln zł. Sprzedaż obejmuje nieruchomość z halami produkcyjnymi, magazynami, budynkami biurowymi i bocznicą kolejową położonymi na 35-hektarowej działce.

 

Przez wiele lat fabryka była ważnym podmiotem gospodarczym w regionie. Od powstania w 1982 r. zajmowała się modernizacją i produkcją taboru kolejowego. Zatrudniała ponad tysiąc osób i do 2001 r. była spółką polskiego kapitału. Potem większościowy pakiet akcji nabyli prywatni inwestorzy. W październiku 2014 r. spółka Fabryka Wagonów Gniewczyna S.A. ogłosiła niewypłacalność i została postawiona w stan upadłości likwidacyjnej z powodu skomplikowanej sytuacji własnościowej, organizacyjnej, jak i finansowej. Wstrzymana produkcja już nie ruszyła. Obecnie właścicielem terenów i zabudowań po fabryce jest słowacka spółka wynajmująca część majątku różnym firmom.

W oficjalnym komunikacie spółka PKP Cargo informuje, że Rada Nadzorcza wyraziła zgodę na zawarcie umów z Forespo Poland S.A. dotyczących nabycia nieruchomości i ruchomości po byłej Fabryce Wagonów Gniewczyna S.A.

W planach zakład ma być wyremontowany i przystosowany do wznowienia produkcji wspólnie z Agencją Rozwoju Przemysłu i Fabryką Wagonów Świdnica, która jest częścią amerykańskiego koncernu Greenbrier Group. List intencyjny już został podpisany.

– Niewielu wierzyło, że rozpoczęte kilka lat temu działania na rzecz powrotu fabryki wagonów w Gniewczynie w polskie ręce zostaną zakończone sukcesem. Dzięki zaangażowaniu PKP Cargo, dla którego inwestycja w fabrykę wagonów ma charakter strategiczny, gwarantuje bowiem niezależność w budowaniu i remontowaniu taboru kolejowego, udało się po latach przejąć zakład pod skrzydła spółki – podsumowuje europoseł Tomasz Poręba, przyznając że nie był to łatwy proces. T. Poręba zapewnia, że już w najbliższych latach fabryka wagonów w Gniewczynie Łańcuckiej będzie miejscem pracy dla setek mieszkańców regionu.

Warunkiem zawarcia umowy między PKP Cargo a Forespo jest zrzeczenie się przez Gminę Tryńcza prawa pierwokupu dwóch nieruchomości wchodzących w skład fabryki. Ten warunek musi zostać spełniony do końca 2021 r., a zawarcie umowy finalnej nastąpi nie później niż do 30 kwietnia 2022 r.

Przez sześć lat Fabryka Wagonów w Gniewczynie Łańcuckiej czekała na zielone światło. Produkcja ustała. Pracownicy odeszli. Dziś pojawiają się nadzieje. Na ich realizację trzeba jeszcze poczekać, ale uruchomienie tak dużego zakładu wpłynie na rozwój przeworsko-jarosławskiego regionu.

erka


	            

Małżeństwa na medal

0

Szesnaście par z terenu miasta i gminy Jarosław, jedenaście par z terenu miasta i gminy Kańczuga oraz dwie pary z gminy Przeworsk odebrało w ubiegłym tygodniu Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie.

W Jarosławiu w uroczystości wręczenia medali wzięło udział 16 par: Augustyna i Stanisław Lechończak, Konstancja i Józef Mazinowić, Krystyna i Józef Stęchły, Zdzisława i Lesław Tymoczek, Halina i Zdzisław Węgrzynowski, Krystyna i Jan Domka, Maria i Szymon Dworak, Maria i Kazimierz Fornas, Janina i Zbigniew Iwasieczko, Maria i Wojciech Kruczyński, Marta i Ryszard Łubyk, Stanisława i Wilhelm Rokoszyński, Józefa i Andrzej Sikora, Janina i Aleksander Sobala, Maria i Tadeusz Sowa, Helena i Zbigniew Wołoszyn.

Medale wręczył burmistrz Waldemar Paluch. W uroczystości uczestniczyła również Elżbieta Grunt, wójt gminy Jarosław oraz Ewa Rokoszyńska, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego.

 

Gmina Przeworsk:

W Urzędzie Stanu Cywilnego w Przeworsku medale odebrały dwie pary: Stefania i Władysław Dyrda, którzy obchodzili jubileusz 60-lecia pożycia małżeńskiego oraz Weronika i Leon Malec, którzy świętowali 50 wspólnie spędzonych lat. Obydwie pary pochodzą z Ujeznej.

Najlepsze życzenia na ręce dostojnych jubilatów złożył oraz medale wręczył Daniel Krawiec, wójt gminy Przeworsk. Uroczystości przewodniczył Bogusław Duliban, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego.

 

Miasto i gmina Kańczuga

W Ośrodku Kultury Miasta i Gminy w Kańczudze jubileusz 50-lecia pożycia związku małżeńskiego obchodziły następujące pary: Ewa i Janusz Bachnacki, Maria i Bronisław Bar, Danuta i Bronisław Czepiel, Teresa i Władysław Fujarowicz, Leokadia i Eugeniusz Głąb, Anna i Henryk Kamycki, Maria i Andrzej Klepacz, Krystyna i Ferdynand Kos, Zofia i Jan Kozioł, Józefa i Władysław Krowicki, Teresa i Adam Krzan, Maria i Tadeusz Kurzawa, Józefa i Tadeusz Perec, Teresa i Henryk Pilch, Zofia i Jan Południak, Krystyna i Jan Rędzio, Irena i Jan Rymarz, Janina i Andrzej Sobczak, Krystyna i Józef Sowa, Eugenia i Edward Wołoszyn, Józefa i Adam Wójcik, Danuta i Zygmunt Wrona, Zofia i Marian Wywrot, Leokadia i Bolesław Zięba.

Życzenia dostojnym jubilatom złożyli: Andrzej Żygadło, burmistrz Miasta i Gminy Kańczuga, Teresa Argasińska, sekretarz oraz Alicja Głowacz, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego.

 

EK, fot. org.

 

Krótka wachta marynarza z Radymna

0

Druga wojna światowa rozpoczęła się dla marynarza Emila Mielnickiego z Radymna 1 września 1939 r. Tego dnia ORP Gryf, na którym pełnił służbę brał udział w bitwie powietrzno-morskiej w bombowcami Luftwaffe. 3 września na drodze Gryfa stanęły niemieckie niszczyciele. Polski stawiacz min został zatopiony przez niemieckie samoloty, a marynarz Mielnicki trafił do piechoty morskiej obrony wybrzeża na Helu. Marynarz, który po wojnie osiedlił się w Radymnie, trafił do stalagu – niemieckiego obozu jenieckiego dla szeregowców i podoficerów.

 

Dramatyczna historia wojenna ORP Gryf jest powszechnie znana, ale niewielu wie, że na jego pokładzie służyli marynarze z naszych okolic. Oprócz Emila Mielnickiego na ORP Gryfie służył także mieszkaniec Radymna Kazimierz Ambroziewicz.

Emil Mielnicki (w grupie stojących wygląda zza ramion kolegi) na podkładzie ORP Gryf.

– Cała wojnę spędził ojciec na robotach w Niemczech. Po wyzwoleniu przyjechał do Radymna. Tu poznał żonę i zamieszkał. Jestem najmłodszą z jego pięciu córek – mówi Teresa Mielnicka.

Mielnicki został powołany do wojska w wieku niespełna 21 lat. Początkiem 1939 r. skierowano go do marynarki wojennej. 1 lutego dostał przydział do kadry floty, a 4 maja zameldował się na ORP Gryf. – Już 1 września okręt został zbombardowany. Śmiertelnie rannego dowódcę kmdr ppor. Stefana Kwiatkowskiego zastępuje kpt. mar. Wiktor Łomidze, po nim obowiązki przejmuje kmdr por. Stanisław Hryniewiecki. 3 września dochodzi do pierwszej walki okrętów w drugiej wojnie światowej. Gryf płonie. Jest wiele ofiar. Kapitan rozkazuje zatopić miny. Okręt zaczyna tonąć. Wszystko dzieje na Helu, tuż przy brzegu. Ojciec jako jeden z pierwszych trafia do niewoli. Stalag dopiero się tworzy. Warunki są bardzo ciężkie. Gorsze niż w obozach koncentracyjnych – wspomina córka marynarza. W obozie jenieckim przebywa do lipca 1940 r. Potem zostaje wywieziony na roboty do Niemiec. Trafia do gospodarstwa rolnego w Greifennahagen należącego do Luise Tangermann. – Nie mówił dlaczego wywieziono go na roboty. Może myślał, że będzie lepiej, albo został przymuszony. Warunki były złe. Stracił tam palec u ręki. Mówił, że gdy poprosił właścicielkę o ubranie, bo stare się już rozlatywało, to dostał igłę do pocerowania dziur – opowiada pani Teresa. – Zawsze wspominał, że w czasie bombardowania Gryfa, niewoli, pobytu w stalagu, a potem na robotach stracił nadzieję, że kiedykolwiek wróci do kraju i będzie żył normalnie – dodaje.

Mielnicki przeżył wojenną zawieruchę. Wrócił do kraju. Założył rodzinę. Pracował w radymniańskim POM-ie (Państwowy Ośrodek Maszynowy) i czynnie uczestniczył w życiu społecznym. Grał na puzonie i akordeonie w miejscowej orkiestrze. Zajmował się sportem. To zostało mu z młodych przedwojennych lat, gdy trenował boks i piłkę nożną. – Ojciec zmarł w 1969 r. Bardzo to przeżyliśmy – mówi pani Teresa.

Po marynarzu z Gryfa zostało bardzo mało dokumentów i trochę więcej wspomnień. – Szukałam informacji, ale trudno do nich dotrzeć, albo ich już nie ma. Staraliśmy się o odszkodowanie za pracę dla Rzeszy. Nie dostaliśmy, bo jak orzekli, nie należy się spadkobiercom. Pozostało kilka pożółkłych kartek. Na więcej juz nie liczę – podsumowuje pani Teresa.

erka