Strona główna Blog Strona 231

Jadłem węgiel drzewny i to mnie uratowało

0

To brzmi jak tytuł z kiepskiego brukowca, ale ta historia jest prawdziwa i poważna. Pan Eugeniusz Kinasz nie miał łatwego dzieciństwa. Właściwie to nie miał go w ogóle. Jako kilkuletnie dziecko został wywieziony razem z rodzicami i trójką rodzeństwa na Sybir.

 

Wszystko zaczęło się w nocy z dziewiątego na dziesiątego lutego 1940 roku. Miałem wtedy tylko 3 lata. Po północy usłyszeliśmy głośne dobijanie się do drzwi i krzyki: Adkroj! Sawiecka jes włast! – mówi pan Eugeniusz. – Dali nam tylko chwilę, żeby się spakować, a mogliśmy zabrać ze sobą tylko to, co w rękach. Zawieźli nas do najbliższej stacji i wsadzili do wagonu bydlęcego. Przez dwa dni siedzieliśmy w jednym boksie dla bydła w zupełnej ciemności. Do załatwiania potrzeb fizjologicznych była dziura w podłodze. Nie dano nam jedzenia ani wody, w pewnym momencie mama uchyliła drewnianą okiennicę, żeby ściągnąć trochę śniegu z dachu do picia, ale strażnicy momentalnie zareagowali i zabronili jej tego robić – wspomina Sybirak. Dopiero po dwóch dniach przewożeni ludzie uzyskali dostęp do wody, a w ramach posiłku dostawano rozwodnioną zupę. Po ponad miesiącu podróży i przesiadek transport ludzi dotarł do tartaku w tajdze.

 

Pobyt w tajdze

Na miejscu ulokowano nas w drewnianym baraku w pokoiku 2 na 4 metry z jedną dwumetrową pryczą dla dwóch osób. W czwórkę wraz z rodzeństwem spaliśmy u nóg rodziców. Moim dużym problemem było to, że nie byłem w stanie chodzić po miesięcznym siedzeniu na półce w wagonie – mówi pan Eugeniusz. – W łagrze dorośli wypracowywali normę, żeby dostać na chleb. W praktyce oznaczało to ciężką pracę od świtu do nocy. Enkawudzistów nie obchodziły dzieci, ale kto tylko nadawał się do pracy, ten szedł. Każdy dorosły dostawał 800 gram chleba jeśli wyrobił normę, a dla dziecka 400 gram. Wodę mieliśmy ze śniegu – wspomina.

Praca w tajdze jest wyjątkowo ciężka, mrozy są wyjątkowo ciężkie, a wieźniowie mieli tylko te ubrania, które wzięli ze sobą. Mogli zapracować też na dodatkową kufajkę lub używane walonki, lecz niewiele to pomagało. – Mróz był cały czas. Wolne od pracy było tylko wtedy, gdy temperatura przekroczyła -40 stopni, ale tylko strażnicy o tym wiedzieli i nas powiadamiali – opowiada Sybirak. – Pamiętam jeden dzień, kiedy z tartaku przyszedł brat mojej mamy i powiedział, że jest -52 stopnie. Siedzieliśmy wtedy wszyscy blisko siebie, paliło się w małym piecyku cały czas, ale mróz i tak wchodził przez szpary między deskami. Kiedy ktoś chciał wyjść po więcej drewna, trzeba było siekierami odkuwać drzwi, ponieważ obmarzały futryny od wewnątrz. Kiedy tylko ktoś wyszedł i zamknął drzwi, mróz na naszych oczach od razu zarastał ponownie – przypomina sobie pan Eugeniusz. Warunki były spartańskie, a do tego w barakach było mnóstwo wszy i pluskiew, które żywiły się ludzką krwią. Zmęczeni pracą ludzie nawet nie mieli sił odganiać się od nich.

 

O krok od śmierci

O ludzi, którzy zmarli nie dbano w ogóle. Niedaleko pomieszczenia, gdzie spała rodzina pana Eugeniusza, znajdowało się pomieszczenie sanitarne dla chorych, ale w rzeczywistości była to kostnica, gdzie po prostu zwalano ciała zmarłych. W pewnym momencie kilkuletni pan Eugeniusz zachorował, dostał biegunki i zupełnie osłabł. Był ledwo żywy, ale enkawudzista nie pozwolił matce zostać z synem, tylko kazał iść do pracy, a chłopca wrzucił do tej właśnie kostnicy. – Byłem pogrążony w zupełnych ciemnościach, czułem się okropnie, a do tego odczuwałem potworny głód. Ledwo żywy macałem podłogę wokół siebie i wkładałem do ust co tylko nadawało się do zjedzenia. W pewnym momencie wymacałem grudkę węgla drzewnego i zacząłem to jeść. Potem sięgnąłem po następną i tak naprawdę dopiero po czasie dowiedziałem się, że ten węgiel uratował mi życie. Biegunka po jakimś czasie ustąpiła, a ja ucieszyłem się, że znalazłem sobie dodatkowe jedzenie, przecież tego węgla nie brakowało. Gdy wieczorem przyszedł żołnierz do tej kostnicy, zdziwił się, że ja żyję. Przeniósł mnie więc z powrotem do rodziny – wspomina starszy człowiek.

 

Prawda jest trudna do przyjęcia

Eugeniusz Kinasz spędził jako mały chłopiec w łagrze dwa lata. Dzięki amnestii i po różnych perypetiach i tułaczce powrócił do Jarosławia, gdzie pracowali jego rodzice, mama pomagała w majątku Czartoryskich, a ojciec pracował jako szofer. Dziś udziela się społecznie dając świadectwo historii. Można go spotkać na codzień w Dziennym Domu Seniora przy placu Mickiewicza w Jarosławiu. Jego doświadczenia są przerażające, ale niezwykle wartościowe i ważne pod względem historycznym. Ludziom nieraz trudno jednak zrozumieć to, co przeżył. – Mówią mi nieraz ludzie: ty   to ty, tyś przeżył, ja tego nie muszę wiedzieć – mówi Sybirak. Czyżbyśmy czuli się już tak bezpieczni, że nie przyjmujemy do wiadomości, że historia lubi się powtarzać? Może obecna sytuacja na wschodzie pozwoli nam się ocknąć z takiej postawy.

Sebastian Niemkiewicz

 

 

Duże pieniądze dla bezrobotnych

0

Powiatowy Urząd Pracy w Jarosławiu w 2022 roku przeznaczy w bieżącym roku blisko 21 milionów złotych na wsparcie dla osób bezrobotnych i aktywizację zawodową w powiecie jarosławskim. To o jedną trzecią więcej niż rok temu. Jest to trzecia najwyższa kwota przyznana urzędom pracy w województwie podkarpackim. Jarosławski PUP wyprzedziły tylko urzędy z powiatu rzeszowskiego i przemyskiego.

 

Pieniądze zostaną przeznaczone na wsparcie osób bezrobotnych i aktywizację zawodową, promocję zatrudnienia i łagodzenie skutków bezrobocia. – Dla porównania warto dodać, że w poprzednim roku na ten sam cel wydatkowano 14,5 miliona złotych zł – mówi Ewelina Olejarz, dyrektor PUP w Jarosławiu.

Na wsparcie może liczyć 1510 bezrobotnych. Będzie też kontynuowana pomoc dla 45 osób, które zostały skierowane w 2021 r. na staż oraz szkolenia w ramach bonów szkoleniowych. Zaplanowano staże dla 521 osób, prace interwencyjne dla 300 oraz roboty publiczne dla takiej samej grupy bezrobotnych. Są także plany przeznaczenia pieniędzy na podjęcie działalności gospodarczej dla 125 osób czy wyposażenia bądź doposażenia stanowisk pracy dla 118 osób.

– Mówiąc o tych danych pamiętajmy, że są to konkretni ludzie z terenu powiatu, których wsparcie jest jednym z zadań Powiatowego Urzędu Pracy – komentuje starosta jarosławski Stanisław Kłopot.

Kolejnym realizowanym w tym roku zadaniem są szkolenia pracowników i pracodawców w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego. – Decyzją Ministra Rodziny i Polityki Społecznej, Starosta Jarosławski otrzymał 700 tys. złotych na te szkolenia. Ponadto PUP złożył wstępne zapotrzebowanie na środki z rezerwy KFS w kwocie 1,5 mln złotych – dodaje E. Olejarz.

 

PUP w epidemii

PUP w Jarosławiu funkcjonuje normalnie w czasie pandemii, ale w związku z sytuacją zagrożenia epidemicznego dotyczącą rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 oraz troską o zdrowie i bezpieczeństwo klientów i pracowników urzędu prosi o rozważenie możliwości załatwienia sprawy w sposób telefoniczny, mailowy lub listowny.

– Rejestrujemy osoby bezrobotne i poszukujące pracy, wydajemy skierowania, rozpatrujemy wnioski złożone na aktywne formy pomocy oraz przygotowujemy umowy. Nadal przyjmujemy klientów, jednak zalecamy ograniczenie kontaktów osobistych.Nie chcemy też dopuścić do sytuacji, gdy wobec faktu, że pracownicy będą na kwarantannie lub w izolacji, zmuszeni będziemy zamykać poszczególne wydziały – informuje urząd przypominając, że bezwzględnie obowiązuje nakaz starannego noszenia maseczek (osoby bez maseczek nie będą obsługiwane), dezynfekcji dłoni oraz zachowanie dystansu społecznego. Osoby przebywające na kwarantannie lub w izolacji nie powinny przychodzić do urzędu.

Z PUP w Jarosławiu można skontaktować się telefonicznie pod nr 16 734 11 11, faxem pod nr 16 621 21 88 wew. 116. Adres e-mail – rzjr@praca.gov.pl; pup@jaroslaw.praca.gov.pl. Można też skorzystać ze skrzynki podawczej e-PUAP (adres skrytki: /PUP_Jaroslaw/SkrytkaESP) lub wysłać dokumenty pocztą tradycyjną na adres Powiatowy Urząd Pracy w Jarosławiu, ul. Słowackiego 2, 37‑500 Jarosław.

Jest także dostępna dostepna przez cała dobę skrzynka pocztowa umieszczona przed budynkiem PUP. W skrzynce można pozostawiać korespondencję dotycząca wszystkich spraw prowadzonych przez urząd. Składane dokumenty powinny być trwale spięte lub umieszczone w kopertach wraz z podanym w sposób czytelny aktualnym numerem telefonu oraz adresem e-mail. – Prosimy nie wrzucać dokumentów w koszulkach plastikowych. Skrzynka opróżniana jest każdego dnia roboczego o godzinie 7.00 oraz o godz. 14.50.Dokumenty wpływające po godzinie 14.50 otrzymują datę wpływu dnia następnego. Dokumenty wpływające do urzędu podlegają 24h kwarantannie – zastrzega urząd.

 

erka/org.

 

 

Przemysłowa doczeka się przebudowy

0

W najbliższym czasie przebudowana zostanie ul. Przemysłowa w Jarosławiu. Dobrą informację przekazał w minionym tygodniu burmistrz Waldemar Paluch.

 

– Przebudujemy ulicę Przemysłową. Będzie to możliwe dzięki dofinansowaniu z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg – poinformował na swoim profilu w mediach społecznościowych burmistrz Waldemar Paluch, dziękując minister Annie Schmidt za zaangażowanie i pomoc w tej sprawie.

Na przebudowę tej ulicy miasto otrzymało 1,7 mln zł dofinansowania, co stanowi ponad połowę potrzebnej kwoty. Przewidywany koszt całej inwestycji ma wynieść ponad 2,8 mln zł.

Droga ma zostać przebudowana na długości kilkuset metrów. Zadanie ma zostać zrealizowane w latach 2022-23.

 

Opr. EK

 

Gawrony rządzą w parku

0

Mieszkańcy Kańczugi, a zwłaszcza okolicy parku, od dawna narzekają na uciążliwe sąsiedztwo gawronów, które upodobały sobie to miejsce. Mimo wielokrotnych interwencji, sprawa ta wcale nie jest łatwa do rozwiązania…

 

Jak wyjaśnia przewodniczący Zarządu Osiedla Parkowe Mirosław Hajnosz, mieszkańcy wielokrotnie prosili o interwencję w sprawie kłopotliwego sąsiedztwa gawronów.

– Od kilku lat obserwujemy niekontrolowany wzrost liczebności tych ptaków, co stało się bardzo uciążliwe dla mieszkańców. To nie tylko ptasie odchody na chodnikach, samochodach, ławkach, czy nawet ubraniach przechodniów, ale i potworny hałas od wczesnych godzin porannych – opowiada M. Hajnosz dodając, że park jest miejscem uczęszczanym przez wiele osób i stanowi jedno z niewielu miejsc do rekreacji   w okolicy.

 

Odwołanie związało im ręce

Paweł Mucha, kierownik Referatu Gospodarowania Nieruchomościami i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta i Gminy w Kańczudze potwierdza, że problem gawronów w parku miejskim jest im znany od dawna.

– W dniu 13 kwietnia 2021 r. Burmistrz Miasta i Gminy w Kańczudze wystąpił z wnioskiem o wydanie zezwolenia Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Rzeszowie na odstępstwa od zakazów w stosunku do gatunków dziko występujących zwierząt objętych ochroną tj. w przedmiotowej sprawie gawron „Corvus frugilegus”. Po przeprowadzeniu postępowania administracyjnego przez RDOŚ w Rzeszowie 13 września 2021 r. została wydana stosowna decyzja zezwalająca na odstępstwa od zakazu umyślnego płoszenia lub niepokojenia w miejscach noclegu, w okresie lęgowym w miejscach rozrodu lub zimujących w stosunku do 800 osobników gawrona w obrębie działki nr ewid. 1594 w miejscowości Kańczuga przy wykorzystaniu metod sokolniczych – wyjaśnia Kierownik dodając, że miesiąc później, 12 października 2021 r. RDOŚ w Rzeszowie przekazał odwołanie z dnia 5 października 2021 r. Wiesława Nowickiego z Towarzystwa Ochrony Przyrody od decyzji z dnia 13 września 2021 r. do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Warszawie.

– Do tej pory Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie nie wydał rozstrzygnięcia i w związku z tym płoszenie gawronów metodą sokolnicza obecnie nie jest możliwe. Ponadto w styczniu br. w parku miejskim w Kańczudze, na zlecenie tutejszego urzędu zostały usunięte wszystkie gniazda znajdujące się w koronach drzew. Ponieważ czynności te wykonane zostały pomiędzy 16 października, a końcem lutego i spełnione zostały przesłanki związane z bezpieczeństwem sanitarnym, zgodnie z rozporządzeniem w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, nie wymagały one zezwolenia – tłumaczy P. Mucha.

Według przewodniczącego Hajnosza, samo usunięcie z drzew gniazd gawronów nie rozwiązuje problemu na dłużej, to raczej tylko rozwiązanie doraźne. Ptaki po jakimś czasie odbudują bowiem gniazda. Najskuteczniejszą metodą byłoby odstraszenie gawronów przez sokoła, bo wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że przeniosłyby się one w inne, bardziej komfortowe dla siebie miejsce. Niestety, jak na razie nie można tego zrobić i tak ptaki nadal „rządzą” w kańczuckim parku.

 

DP

Zagraniczne mobilności zagwarantowane

0

Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji – Narodowa Agencja Programu Erasmus+ poinformowała o przyznaniu Zespołowi Szkół Spożywczych, Chemicznych i Ogólnokształcących w Jarosławiu akredytacji w programie Erasmus+ w sektorze kształcenia i szkolenia zawodowego w ramach konkursu w roku 2021.

 

ZSSChiO jako pierwszy w powiecie jarosławskim rozpoczął realizację projektów unijnych, polecał je innym szkołom jako działania poprawiające jakość pracy oraz kształtujące pozytywny wizerunek. Szkoła stała się mentorem dla innych. Pierwsze projekty były realizowane z udziałem instytucji pośredniczących, obecnie współpracujemy bezpośrednio z pracodawcami przyjmującymi uczniów oraz kadrę, stale poszerzamy ich grono. Akredytacja Erasmusa przyznawana na okres od 2022r. do 2027r. gwarantuje w tym czasie realizację działań mobilnościowych uczniów i nauczycieli ZSSChiO. Każdego roku mobilności w Niemczech, Włoszech i Grecji będą mogli realizować nauczyciele i uczniowie z wszystkich branż, w których szkoła kształci. Łącznie na zagraniczne staże i praktyki wyjedzie 168 uczniów z technikum i BSIS (najwięcej z kierunków branży hotelarsko – gastronomicznej: 56 osób w zawodach technik żywienia i usług gastronomicznych, technik hotelarstwa, technik usług kelnerskich, kucharz, kelner; z branży spożywczej: 40 w zawodach technik technologii żywności, cukiernik, przetwórca mięsa; z branży fryzjersko – kosmetycznej: 32 w zawodach technik usług fryzjerskich i fryzjer oraz z branży chemicznej: 40 w zawodzie technik analityk). Natomiast   14 nauczycieli będzie realizowało mobilności typu job shadowing polegające na obserwacji pracy na równoważnym zagranicznym stanowisku. Narodowa Agencja przyznając akredytację uwzględniła kilkunastoletnie doświadczenie ZSSChiO w zakresie realizacji projektów unijnych. Zrealizowane dotąd projekty nadały szkole europejski charakter kształcenia. – Najwięcej pozytywnych zmian można zaobserwować u samych uczniów, udział w zagranicznych mobilnościach był dla wielu pierwszym wyjazdem za granicę, poszerzył ich horyzonty, stworzył szanse porównania polskich i unijnych zakładów pracy, przyczynił się do wzrostu umiejętności językowych oraz zmotywował do rozwoju w kolejnych latach nauki. Pobyt w nowym środowisku rozwinął umiejętności społeczne i personalne, uczniowie nawiązali nowe kontakty, wymieniali się doświadczeniami z innymi Europejczykami, przezwyciężali bariery oraz uprzedzenia kulturowe. Rozwinęli poczucie własnej wartości, stali się otwarci, tolerancyjni wobec innych kultur i zwyczajów, bardziej samodzielni, zwiększyli samoocenę. Zdobyta przez uczniów i nauczycieli wiedza oraz umiejętności przełożyły się na wyższą zdawalność egzaminów zewnętrznych. Przyznanie akredytacji pozwoli kontynuować europejski wymiar kształcenia – podkreślają koordynatorzy projektu w ZSSChiO.

 

 

Brązowy medal za psa przewodnika

0

Uczniowie z Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Jarosławiu otrzymali brązowy medal podczas Międzynarodowej Wystawy Wynalazków „IWIS 2021”

 

Uczniowie ZSTiO: Łukasz Pytlowany, Mateusz Skupień i Mateusz Żuk wzięli udział w 15 edycji Międzynarodowej Wystawy Wynalazków „IWIS 2021”, na którą zgłosili swój innowacyjny projekt „Autonomiczny Pies Przewodnik – asystent osób niewidomych”. Ich opiekunami byli: Mariusz Skupień i Krzysztof Żołyniak, nauczyciele przedmiotów zawodowych.

Ze względu na panującą sytuację epidemiczną tegoroczna wystawa „IWIS 2021” odbyła się w formie online. Nie przeszkodziło to jednak młodym konstruktorom w otrzymaniu brązowego medalu. Sukces cieszy tym bardziej że „IWIS 2021” jest największą w Polsce i trzecią co do wielkości w Europie wystawą, podczas której prezentowane są najnowsze osiągnięcia krajowej nauki i techniki.

Organizatorem pokazów jest Stowarzyszenie Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów przy współpracy z Międzynarodową Federacją Stowarzyszeń Wynalazczych IFIA.

 

Opr. EK

 

Od Annasza do Kajfasza, czyli kto odpowiada za ławki

0

Okazuje się postawienie jednej małej ławki, to wyczyn porównywalny do zbudowania rakiety kosmicznej. Mieszkańcy Jarosławia zwrócili się do nas z prośbą o pomoc. Chcieli, aby na jednej z dróg powiatowych stanęła ławka. Jednak zarówno miasto, jak i powiat tłumaczą, że zadanie to nie leży w ich kompetencjach. Kto zatem posiada kompetencje do postawienia ławki? Może trzeba stworzyć jakiś dodatkowy urząd?

 

– Chciałabym zaapelować do władz o dokupienie i zamontowanie nowych ławek w Jarosławiu – mówi jedna z mieszkanek. – Przykładem niech będzie ulica Poniatowskiego, z której dostać się gdziekolwiek dla starszego człowieka to nie lada wyczyn. Nie ma gdzie usiąść, choćby na chwilę, aby odpocząć. Przy ulicy Grunwaldzkiej, czy Jana Pawła II takie ławki są, dlaczego więc nie można postawić chociaż jednej przy ul. Poniatowskiego? – pyta mieszkanka Jarosławia.

Czytelniczka nadmienia, że jest osobą starszą i doskonale wie, jak takie ławki by się przydały. Nie apeluje jednak w imieniu, tylko swoim, ale i mieszkańców, którzy się do niej z tym zwrócili. – To mieszkańcy tego rejonu poprosili mnie, abym ten temat poruszyła. Mam jeszcze trochę sił, więc nie mogłam odmówić. Chciałabym coś jeszcze zrobić dla tego miasta – wyjaśnia kobieta.

W sprawie zgłoszonej przez naszą Czytelniczkę skontaktowaliśmy się z zarządcą drogi. W Powiatowym Zarządzie Dróg dowiedzieliśmy się, że zadanie to nie leży w jego kompetencjach.

– Przedmiotowy zakres lokalizacji i liczby usytuowania ławek spoczywa po stronie Urzędu Miasta Jarosławia – wyjaśnił Paweł Tworek, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu.

Odesłani do Urzędu Miasta Jarosławia również odbiliśmy się od drzwi. Dorota Wilk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Jarosławia wyjaśniła, że umieszczenie ławek na chodniku przy drodze należy do właściwego zarządcy drogi.

– W przypadku ulicy Poniatowskiego zarządcą jest Starostwo Powiatowe w Jarosławiu i to w gestii Starostwa leży decyzja dotycząca ich usytuowania. Postawienie ławek przez miasto wymaga zgody zarządcy drogi, wiąże się z uiszczeniem opłaty za zajęcie pasa drogowego oraz z ponoszeniem przez miasto kosztów utrzymania ławek w należytym stanie – mówi D. Wilk.

Tak więc jedna instytucja odsyła do drugiej i tym sposobem błędne koło się zamyka, a ławki zapewne jak nie było tak nie będzie. Można chodzić „od Annasza do Kajfasza” a na końcu i tak skończy się na niczym. Powiatowy Zarząd Dróg nie widzi żadnych przeciwwskazań co do ustawienia ławki, jednak jej nie postawi, bo to nie leży w jego kompetencjach, a Urząd Miasta ławki nie da, bo koszt i kłopot. Ponadto trzeba pilnować, żeby była czysta. Lepiej postawić ją tam, gdzie będzie stała za darmo, niezależnie od tego, czy jest tam potrzebna, czy nie.

 

Ławki będą w obrębie Rynku

Po otrzymaniu wymijających odpowiedzi obu stron zapytaliśmy, czy w Jarosławiu pojawią się jakieś nowe ławki? Okazuje się, że ławki będą, ale nie tam, gdzie proszą o nie mieszkańcy.

– W budżecie miasta na 2022 rok zaplanowano zadanie pod nazwą „Mała architektura oraz oświetlenie na obszarze Parku Kulturowego”, które opiewa na kwotę 200 tys. zł. W ramach tego zadania planuje się zakup m.in. urządzeń małej architektury, w tym ławek i postawienie ich przede wszystkim w obrębie Rynku, ul. Grodzkiej (na terenie tzw. Parku Kulturowego). Być może ławki pojawią się również przy innych inwestycjach, np. przy budowie siłowni zewnętrznej, w Zielonej innowacyjnej strefie rekreacji w Dzielnicy nr 5 – mówi D. Wilk.

 

EK

 

Kolejna próba wyłudzenia danych

0

– Proszę pomóżcie, nie wiem już gdzie mam szukać pomocy !! dziś ze szkoły podstawowej nr 2 w Jarosławiu obcy mężczyzna odebrał 8-letnią Amelkę. Udostępniamy nagranie na którym widać dokładnie jego twarz !! – taki wpis pojawił się w niedawno na facebookowym profilu publicznej grupy związanej z Jarosławiem.

 

– Żadnego porwania nie było, a za informacją kryje się próba wyłudzenia danych – ostrzegamy razem z policją. Adres pod umieszczonym przed południem wpisem kieruje nas do informacji o porwaniu dziewczynki, do którego miałoby dojść tego samego dnia po południu. To już powinno wzbudzić wątpliwości. Klikając w odnośnik do filmu otrzymujemy żądanie zalogowania się jakoby do facebooka. Wygląd strony jest niemal identyczny z panelem logowania do portalu społecznościowego. Całkowicie inny jest jednak adres. Kto nie zwróci uwagi na niby drobne, ale bardzo ważne różnice, może przekazać ważne dane w niepowołane ręce. Tym bardziej, że autor wpisu prowadzącego do oszustwa rozpoczyna go stwierdzeniem – Tragiczne chwile rozegrały się dzisiaj dnia 09.02.2022 po godzinie 14:25. 8-letnia Amelia. B została porwana ze szkoły…. Takich informacji raczej nie omijamy.

Tego samego dnia pojawił się apel o udostępnianie informacji o zaginionym Hubercie. Tym razem wykorzystano fb grupę z Przeworska. Oszust był na tyle bezczelny, że nazwał stronę służącą do wyłudzania informacji vartosprobowac.pl.

Takie informacje zaciekawiają i na to liczą oszuści. Asp. szt. Anna Długosz z KPP w Jarosławiu ostrzega i apeluje, by nie wchodzić w tego rodzaju odnośniki. Mogą w nich znajdować się wirusy. Oszuści wykorzystują je do zbierania danych i włamań na konta. – Nie podawajmy żadnych danych – radzi policjantka.

Fejkowe informacje dotyczące m.in. porwania dzieci są rozsyłane dość często. Ostatnio nasiliły się także połączenia telefoniczne jakoby z banków. Rozmówcy proszą o uaktualnienie danych albo wybierają prostszą drogę i od razu żądają przelania pieniędzy. Najlepiej nie odbierać takich połączeń, a jeśli już do tego dojdzie, to nie wchodzić w konwersację i nigdy nie podawać haseł i loginów.

Oszustwa bazujące m.in. na zdalnym dostępie do kont bankowych są rozpowszechnione, dlatego w każdym przypadku należy zachować daleko posuniętą ostrożność i korzystać tylko ze sprawdzonych sposobów logowania.

 

Oszustwo„na amerykańskiego lekarza wojskowego”

Katalog stosowanych przez oszustów metod jest spory. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o łatwowiernej 63-letniej mieszkance gminy Roźwienica, która straciła 65 tys. zł. Wyłudzający wykorzystali niezbyt skomplikowaną, ale sprawdzającą się metodę polegającą na tym, że wmówili pokrzywdzonej, iż trzeba pieniędzy by ratować bliską osobę przed odpowiedzialnością za wypadek. Kilka dni później oszust podający się za amerykańskiego lekarza wojskowego wmówił 78-letniej kobiecie, że ją kocha, a ta zgodziła się przelać mu 16 tys. zł. Przed utratą pieniędzy łatwowierną seniorkę uratował pracownik banku. – Dyżurny jarosławskiej komendy został poinformowany przez pracownika jednej z palcówek bankowych na terenie Jarosławia, że starsza kobieta próbuje zrealizować przelew na nieznane konto i zaciągnąć pożyczkę. Pracownik banku nabrał podejrzeń, że może to być próba oszustwa i dlatego powiadomił stróżów prawa – relacjonuje A. Długosz.

Policjanci zareagowali natychmiast. Z wyjaśnień kobiety wynikało, że przy pomocy komunikatora oraz poczty elektronicznej, prowadziła korespondencję z mężczyzną, podającym się za amerykańskiego lekarza wojskowego, który niebawem ma przejść na emeryturę. Mężczyzna miał obiecywać kobiecie, że kiedy skończy pracę, przyjedzie do niej, ponieważ ją kocha. W korespondencji prosił ją o przelanie mu pieniędzy, gdyż musi wysłać z misji w Iraku swoje rzeczy kurierem. Miały tam się znajdować lekarstwa. Na pokrycie kosztów przesyłki chciał 16 tys. zł. – Seniorka oświadczyła, że była przekonana, że kontaktuje się z nią osoba, która faktycznie do niej przyjedzie i będzie spędzać z nią czas. Jak podała, nie ma rodziny i jest bardzo samotna, dlatego też uwierzyła, że pieniądze, które chce przesłać trafią do prawdziwego lekarza – opisuje A. Długosz.

Dzięki spostrzegawczości pracownika banku pani licząca na spędzenie spokojnej starości przy boku emerytowanego amerykańskiego lekarza wojskowego nie straciła sporej sumy pieniędzy.

Łatwowierność, naiwność, bezmyślność i bezkrytyczne przyjmowanie całkowicie niesprawdzonych informacji powodują, że oszuści mimo tego, że wykorzystują znane i niezbyt skomplikowane metody zawsze znajdą ofiarę.

erka

 

 

 

Wysadzili kominy pojarlanowskiej ciepłowni

0

W środę 16 lutego o godz. 16 odpalono ładunki umieszczone w podstawach dwóch kilkudziesięciometrowych kominów pozostałych po ciepłowni dawnego Jarlanu przy ul. Morawskiej w Jarosławiu. Kominy upadły zgodnie z przewidywaniami. Jeden już w pierwszej fazie upadku się złamał. Drugi spadał w całości, rozpadając się dopiero nad stertą gruzu ułożoną dla zamortyzowania uderzenia.

 

– Chcemy uprzątnąć działkę i przygotować ją pod nową inwestycję, dlatego usuwamy kominy – wyjaśniał Wiesław Puterla, szef firmy Watkem, która jest właścicielem terenu po dawnej ciepłowni. Nie chciał powiedzieć, jakie zamiary ma firma zajmująca się głownie sprzedażą paliw i serwisowaniem pojazdów, ale zapewnił, że nie będzie to działalność dokuczliwa dla mieszkańców.

Wyburzenie kominów metodą wybuchową przeprowadziła specjalistyczna firma z Gliwic. Ładunki wybuchowe umieszczono w wywierconych otworach u podstawy kominów. Rozmieszczono je tak, by eksplozja wyrwała duży klin od strony, w którą kominy miały spaść. By siła wybuchu nie uległa zbytniemu rozproszeniu wzdłuż linii ładunków umieszczono zaporę z desek, siatki i folii.

Tuż przed odpaleniem ładunków pojawiła się grupa mieszkańców chcących obejrzeć wyburzanie. Zadbano, by nie zbliżyli się do rejonu wybuchu. Sam upadek solidnych i wysokich kominów rozpoczął się od wybuchu i powolnego ich przechylania, by szybko nabrać rozpędu, a po ułamku sekund widać było już tylko chmurę pyłu. Po jej opadnięciu okazało się, że obydwa upadły zgodnie z przewidywaniami, ale odłamki z tego, który nie rozpadł się podczas upadania poleciały dalej niż znajdowała się hałda gruzu mająca je wyhamować. Zniszczyły betonowy płot przy stacji transformatorowej na długości kilku metrów. Na szczęście innych uszkodzeń nie było.

Usunięcie wysokich i widocznych z daleka kominów było ostatnim etapem likwidacji dawnej ciepłowni.

erka

 

Tylko świętowanie

0

Walentynki za nami. Widząc kolejki przed kwiaciarniami, można wnioskować, że dzień ten należał do udanych. Widocznie zakochanych nie brakuje, a celebrowanie miłości bardzo się podoba. Dzień singla też był. O tym jednak mało kto wiedział. Ta grupa nie przywykła świętować, choć w czasach, w jakich żyjemy nieangażowanie się w stałe związki, nie jest smutną koniecznością czy zrządzeniem losu, ale świadomym wyborem. Jednakże wracając do tematu świętowania należy zauważyć, że okazji nie brakuje. Jeśli ktoś nie wyraził swoich uczuć w Walentynki, może to zrobić choćby 5 marca. Wówczas obchodzić będziemy Dzień Teściowej…

W szkołach pustki. Uczniowie odpoczywają. Nauka zdalna dała co niektórym nieźle popalić. I to bardziej, niż mogłoby się komukolwiek wydawać. W zeszłym tygodniu do naszej Redakcji trafił list napisany przez wieloletniego mieszkańca Jarosławia. Nie wiemy, czy jest to osoba, która od wielu lat mieszka w Jarosławiu, czy jest w sędziwym wieku? A może jedno i drugie? Niemniej jednak autor listu opisuje w nim, jak nastoletnia młodzież świętowała zakończenie pierwszego semestru nauki. Informuje o wydarzeniach „na skalę dotąd niespotykaną”, które jak pisze „wstrząsnęły całym miastem”: „W dniu rozpoczęcia ferii przez młodzież szkolną, na schodkach za galerią rozpętała się niespotykana libacja alkoholowa trwająca od godzin popołudniowych do późnych godzin wieczornych. Przechadzając się ulicami miasta zauważyłem liczne grupy nastolatków będących pod wpływem wyraźnego alkoholu. Już na dworcu PKP jedna dziewczyna (lat około 14) wymiotowała, co wydało mi się podejrzane. Następnie minąłem jeszcze kilka mniejszych grupek pijanych nastolatków. Domyślając się, gdzie toczy się libacja postanowiłem przejść się za galerię handlową. Zobaczyłem tam zbiorowisko około 150 osób w wieku 13-17 lat. Wśród bawiącej się młodzieży dostrzec można było kilka dziewczyn leżących na kostce brukowej w stanie agonalnym”.

Autor listu za naszym pośrednictwem chciał przestrzec i wyczulić rodziców, by zwrócili uwagę na to, w jaki sposób bawią się ich dzieci.

Cóż zatem począć? Jak spędzać czas? Jak się bawić, by było to zgodne z obowiązującymi standardami? Śniegu w tym roku jak na lekarstwo. Tapina nie zawiało ani nie zasypało. To akurat dobrze, choć tego białego szaleństwa jednak trochę żal. Nie ma gdzie pozjeżdżać na nartach ani na sankach. W sieniawskich lasach już pojawiły się pierwsze przebiśniegi. Bazie już też szykują się do kwitnienia. Jednak dopóki kwiecień nie minie, wiosny chyba nie można być pewnym. Jedyną pewną rzeczą, są dziury po zimie. Te wypadają zawsze, niezależnie od tego ile leży śnieg. Na szczęście drogowcy już się za nie wzięli. Zaczęli je łatać, zanim rozdzwoniły się telefony.

 

Ewelina Kłak