Strona główna Blog Strona 220

Otwarto wystawę pt. „Kobieta”

0

W sobotę, 4 marca w Galerii Rynek 6 Jarosławskiego Ośrodka Kultury i Sztuki odbył się wernisaż wystawy zbiorowej pt. „Kobieta”.

 

– Ta wystawa to zbiór różnorodnych prac 42 artystek ukazujących różne gatunki w sztuce, bogactwo talentu i pasji ale przede wszystkim siłę kobiet. To również ukłon w stronę wszystkich kobiet, które zmagają się na co dzień z różnymi przeciwnościami, zwłaszcza teraz w obliczu działań wojennych na Ukrainie – mówią organizatorzy wystawy.

Uczestników wernisażu przywitała Elżbieta Śliwińska-Dąbrowska, dyrektor Jarosławskiego Ośrodka Kultury i Sztuki. W wernisażu uczestniczyły artystki prezentujące swoje prace, pedagodzy jarosławskich szkół oraz miłośnicy sztuki. Osoby wystawiające swoje prace otrzymały podziękowania oraz pamiątkowe dyplomy. Zwieńczeniem wydarzenia była muzyczna niespodzianka przygotowana przez lokalnych artystów.

 

Opr. EK, fot. JOKiS

 

Poukładać niepoukładane

0

Konflikt w Ukrainie trwa już blisko trzy tygodnie. Przez ten czas chyba każdy z nas doświadczał różnych emocji: od niedowierzania, poprzez strach, panikę i szok, smutek i beznadzieję. Niektórzy być może dotarli do fazy wyparcia, jakoś próbując sobie w ten sposób radzić z napływem tragicznych informacji. Ale nawet oszukując tak samego siebie gdzieś z tyłu głowy pozostaje lęk o jutro, zwłaszcza gdy bomby spadają tak blisko polskiej granicy.

Początkowo non-stop oglądaliśmy relacje ze spływającej krwią Ukrainy, później informacje zaczęły stawać się przytłaczające, dla niektórych nawet powszedniejące, jakkolwiek by to nie brzmiało. Część z nas wyłączyła telewizory, by móc jakoś funkcjonować na co dzień. Nie sprawiło to jednak, że wojna w Ukrainie skończyła się, przestali ginąć ludzie, a miasta nie uległy całkowitemu zniszczeniu. Ukraińcy widzący wszystko na własne oczy nie mają tego komfortu, by „ się wyłączyć”.

Głównie do Polski, ale i do innych krajów ciągle napływają rzesze uchodźców. Na pierwszej linii pomocy są wolontariusze, często spontanicznie organizujący się i pomagający z własnej woli, poświęcający własne siły, czas i środki finansowe. Coraz głośniej jednak zwracają oni uwagę na ogromny chaos i brak odgórnej koordynacji działań. Jedni pomagają z potrzeby serca, nie zastanawiając się, czy tak trzeba i co inni powiedzą. Inni chcą choć trochę przy okazji się pokazać wioząc na granicę kilka słodyczy czy zgrzewkę wody, robiąc sobie selfie na media społecznościowe, a tym samym jeszcze więcej zamieszania.

O jakości pomocy napisano już wiele. Niby nie wypada komentować co robią inni, bo każda pomoc się liczy, ale czy ty chciałbyś w lutym dostać torbę starych strojów kąpielowych i letnich sukienek, dla dzieci przeterminowane kakao, czy zepsute zabawki? Lepiej dać mniej niż poniżyć obdarowanych takimi prezentami. Warto zasięgnąć wcześniej informacji, co i gdzie jest potrzebne. By w jednym miejscu nie marnowało się to, czego brakuje w innym. Wskazany jest też udział w zorganizowanych zbiórkach niż działanie na własną rękę. Wolontariusze radzą też, że segregację darów ułatwia zakup większej ilości jednego produktu, niż torby z jednym mydłem, dwoma dezodorantami i workiem kaszy do tego.

Łatwo nam mówić o pomocy, o ułożeniu na nowo życia, ale chyba nie każdy zdaje sobie do końca sprawę z tego, ile to jest 100 tysięcy, pół miliona, milion, wreszcie pięć milionów i więcej ludzi, którzy nagle „wpadają” do systemu. Owszem, pomóc trzeba i chwała tym którzy to robią np. poprzez przyjęcie ukraińskich rodzin do swoich domów. Ale na dłuższą metę spontaniczność nie wystarczy, a dobrych chęci może zabraknąć z czasem, zwłaszcza gdy sytuacja nas przerośnie. W Polsce zdarzyło się już, że kilka rodzin zrezygnowało z goszczenia u siebie uchodźców znów rzucając ich na poniewierkę. Takie decyzje muszą być więc przemyślane.

 

Dominika Prokuska

Ministrowie UE na przejściu granicznym

0

Szefowie resortów spraw wewnętrznych Polski, Francji i Niemiec spotkali się w czwartek, 10 marca na przejściu granicznym w Korczowej. Celem wizyty było zapoznanie się z sytuacją oraz organizacją działania przejścia i zakresem pomocy skierowanej do uchodźców.

 

Przejście odwiedził Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, Gérald Darmanin, minister spraw wewnętrznych Republiki Francuskiej oraz Nancy Faeser, minister spraw wewnętrznych, budownictwa i ojczyzny Republiki Federalnej Niemiec. Ministrowie spotkali się z gen. dyw. SG Tomaszem Praga, Komendantem Głównym Straży Granicznej oraz gen. bryg. SG Andrzejem Popko, Komendantem Bieszczadzkiego Oddziału SG.

Delegacja miła okazję spotkać się uchodźcami oraz zapoznać się z infrastrukturą przejścia granicznego i wdrożonymi rozwiązaniami usprawniającymi kontrolę graniczną w obecnej sytuacji. Ministrowie mieli również okazję zobaczyć, jak zorganizowana jest pomoc bezpośrednio po przekroczeniu granicy do Polski.

– Zawiązaliśmy nieformalny sztab między MSW Polski, Niemiec i Francji, w który włączymy ministrów spraw wewnętrznych innych państw Unii Europejskiej, żeby zmierzyć się z tym wielkim wyzwaniem, jakim jest fala uchodźców wojennych w Europie – informował po spotkaniu M. Kamiński. Minister spraw wewnętrznych Republiki Francuskiej zapewnił, że skontaktuje się z szefami resortów spraw wewnętrznych w innych krajach, żeby zapewnić odpowiednią pomoc i odpowiednią liczbę miejsc, by móc odciążyć Polskę, a także odpowiedzieć na wezwanie ministra spraw wewnętrznych Polski dotyczące pomocy finansowej. – To było dla mnie bardzo ważne, żeby w imieniu Republiki Federalnej Niemiec podziękować Polsce za jej dotychczasowe wysiłki na rzecz uchodźców – podkreślała N. Faeser.

erka/BIOSG

 

Klasztor Franciszkanów Konwentualnych (nieistniejący)

0

W Jarosławiu Franciszkanie Konwentualni znaleźli się właściwie przez przypadek. Jarosław w drugiej połowie XVII wieku należał do Jana Zamojskiego i Konstantego Lubomirskiego. Lubomirski z Zamojskim mieli w planie sprowadzić do Jarosławia Franciszkanów, zwanych Reformatami, którzy odmówili podając za przyczynę, że nie mają w zwyczaju budować klasztoru w centrum miasta, lecz poza jego murami.

W międzyczasie dzierżawca dóbr Zamojskich, Józef Hadziewicz rozpoczął budowę kościoła dla przyszłych zakonników. Ostatecznie przy kościele osiedlili się Franciszkanie Konwentualni. Akt erekcyjny klasztoru spisano w Zamościu 9 sierpnia 1659 roku. Lubomirski odstąpił plac, Zamojski uposażył   klasztor folwarkiem na Przygrodziu. Do murowanego kościoła dobudowano drewniany klasztor. Zabudowa Franciszkanów znajdowała się po prawej stronie obecnej ulicy Franciszkańskiej, na styku z obecną ulicą Przemyską, wzdłuż murów obronnych. Dawniej teren ten nazwano Lwowskim Przedmieściem. Kościół był pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W aktach wizytacji prowincjała w 1717 roku zapisano: „jest to kościół duży, jest klasztor drewniany, piętrowy, w części odbudowany po pożarze miasta”. Klasztor nazywano „domem misyjnym”. W inwentarzu spisanym w 1785 roku dowiadujemy się, że klasztor jest zbudowany z ciosanych bali, pokryty gontem, wewnątrz posiada 6 cel mieszkalnych”. W tym czasie był już w stanie ruiny i zamieszkały tylko na parterze. Po usunięciu zakonników mieścił się w nim lazaret wojskowy. Klasztor służył zakonnikom ponad 100 lat, mieszkało w nim ze zmianami 6 – 7 zakonników. Z biegiem czasu, z powodu braku zakonników i nie przeprowadzanych bieżących remontów, jak i ubóstwa klasztor popadł w ruinę. Ostatecznie klasztor skasowano w 1789 roku, sprzedano go wraz z kościołem na licytacji przed rokiem1803. .Zabudowania rozebrano.

Jarosławskie Stowarzyszenie „Ocalić Przeszłość dla Przyszłości”

W rocznicę pacyfikacji

0

W poniedziałek, 7 marca, na terenie Gminy Kańczuga uczczono pamięć pomordowanych 79 lat temu mieszkańców Pantalowic i Łopuszki Wielkiej.

 

Z okazji 79. rocznicy pacyfikacji tych dwóch miejscowości odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary tamtych dni. Na mogiłach poległych mieszkańców przedstawiciele lokalnych społeczności, organizacji oraz władz samorządu złożyli kwiaty oraz zapalili znicze.

W wydarzeniu udział wzięli: burmistrz Miasta i Gminy Kańczugi Andrzej Żygadło, radny Rady Powiatu Przeworskiego Marcin Fujarowicz, sołtys Wsi Pantalowice Jan Fąfera, ks. proboszcz Jan Rogula, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Pantalowicach Urszula Gładysz, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Jana Kantego Elżbieta Wołoszyn wraz z delegacją uczniów, prezes OSP Pantalowice Dariusz Zięba, przedstawiciele Stowarzyszenia Kultury Rozwoju Pantalowic, radni Rady Miejskiej w Kańczudze Bronisław Morlak i Zygmunt Koba, sołtys Łopuszki Wielkiej Wiktor Malik, ks. proboszcz Tadeusz Drzymota, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Jana Kantego w Łopuszce Wielkiej Lucyna Zięba wraz z delegacją uczniów, przedstawiciel Koła Gospodyń Wiejskich w Łopuszce Wielkiej oraz prezes OSP Łopuszka Wielka Zbigniew Czepiel. Hołd poległym oddali także przedstawiciele Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej Okręgu Roztoczańskiego: zastępca Prezesa Okręgu Roztoczańskiego Roman Zegarlicki oraz członkowie Zarządu – st. szer. Bronisław Kazik i szer. Bronisław Szuper.

Po oddaniu hołdu poległym burmistrz Miasta i Gminy Kańczuga podziękował wszystkim zgromadzonym za udział w uroczystościach oraz przypomniał, że wartości takie jak Bóg, Honor i Ojczyzna są ponadczasowe i powinny przyświecać ludziom bez względu na czas, miejsce i poglądy.

 

opr. DP/fot. UMiG Kańczuga

Oszukani przez wójta?

0

Fundacja Nasza Scheda domaga się uregulowania przez Gminę Adamówka 15 tys. zł jako wsparcia w organizacji obozu sportowego i półkolonii, które odbyły się w sierpniu ubiegłego roku. Władze gminy twardo obstają, że nie mają żadnych zobowiązań finansowych wobec fundacji. Kto ma rację w tym sporze?

 

Fundacja Nasza Scheda z siedzibą w Cieplicach w ciągu ubiegłego roku zorganizowała m.in. rajd rowerowy, konkurs dla KGW, turniej „Dary lasu”, czy też obóz sportowy i letnie półkolonie. Organizacja dwóch ostatnich spowodowała nieporozumienie na linii Fundacja-Urząd Gminy. O co poszło? Jak nietrudno się domyśleć, o pieniądze. Tomasz Czubachowski, prezes Zarządu Fundacji Nasza Scheda mówi wprost, że czuje się oszukany przez reprezentującego Gminę Adamówka wójta Edwarda Jarmuziewicza.

Wójt uzgadniał ze mną wszystkie szczegóły i zgodził się na współfinansowanie, a jak już wszystko się odbyło, to się wyparł, że nic ze mną nie uzgadniał – twierdzi T. Czubachowski.

Chodzi o organizację sportowego obozu w Górnie (9-18.08.2021) oraz półkolonii w Adamówce (19-28.08.2021), na których organizację Fundacja Nasza Scheda pozyskała grantodawcę (Fundację LOTTO) i aplikowała o środki. Przed złożeniem wniosku zwrócili się do Urzędu Gminy w Adamówce z propozycją współfinansowania letniego wypoczynku, w którym miały uczestniczyć przede wszystkim dzieci z terenu gminy. Wnioski o dofinansowanie obozu i półkolonii złożono 5 lipca ub. r. Chodziło m.in. o dotacje w wysokości 10% dla każdego z wydarzeń (odpowiednio 3 tys. i 2,5 tys. zł) oraz o pokrycie kosztów transportu. W obozie wzięło udział 32 dzieci, a w półkoloniach – 50. Sądząc po fotorelacjach, uczestnicy byli zadowoleni. Problemy zaczęły się później. Pomimo, że Gmina Adamówka w swoich mediach społecznościowych najpierw informowała o planowanych przez fundację wydarzeniach, później udostępniała relacje z nich, a na plakatach znajdowała się informacja, że odbywają się one przy współpracy z Gminą, schody zaczęły się, gdy przyszło do rozliczeń finansowych. Prezes Fundacji Nasza Scheda twierdzi, że Wójt zgodził się wcześniej na wsparcie w postaci uregulowania kosztów transportu, 10% dotacji oraz pokrycia kosztów koszulek z logo Gminy Adamówka dla uczestników wypoczynku, a później się z tego wycofał.

 

Popłynęły pisma

Fundacja 16 września skierowała pismo do Urzędu Gminy w Adamówce, w którym zawarła zestawienie uzgodnionego wsparcia i prosiła o jak najszybsze jego uregulowanie. Łącznie chodziło o 15 tys. zł – 5 tys. za obóz i 10 tys. za półkolonie. Co ciekawe, uregulowany został jedynie transport na trasie Adamówka-Górzno-Adamówka. Fundacja zwróciła się z prośbą o interwencję do Starosty Przeworskiego oraz do Wojewody Podkarpackiego. Jak wynika z pism, w październiku wójt dwukrotnie informował o braku zobowiązań finansowych wobec fundacji. Na początku grudnia Nasza Scheda złożyła zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawa jest w toku. W tym samym czasie do Rady Gminy wpłynęła skarga na działalność wójta. Skargę rozpatrywano na sesji, która odbyła się 24 lutego. Radni uznali ją za bezzasadną.

 

Konieczny był wyjazd

Jak w ostatnich dniach poinformowała fundacja, w jej budżecie nadal brakuje 15 tys. zł. Jej prezes wyjechał nawet zarobkowo za granicę, by uregulować należności powstałe, według nich, wskutek niezapłacenia przez Gminę Adamówka obiecanych wcześniej kwot dofinansowania.

Na spotkaniu z radnymi 29 września padły deklaracje o polubownym załatwieniu sprawy po dostarczeniu kompletu dokumentów księgowych do dnia 2.10.21 r., co uczyniłem. Jednak później otrzymałem pismo odmowne. Ciekawe tylko dlaczego przy dofinansowaniu obozu sportowego Gmina Adamówka jednak zapłaciła PKS Leżajsk 7,5 tys. zł za transport? Po uzgodnieniu wszystkich szczegółów napisałem wniosek, jednak Wójt zwlekał i nie dostałem pisemnej odpowiedzi (chociaż zgodnie z KPA powinienem) i mój błąd, gdyż myślałem, że ma tu zastosowanie tzw. zgoda milcząca (po 30 dniach). Dlatego uważamy, że to jest po prostu oszustwo i dlatego zgłosiliśmy się do Prokuratury Rejonowej – wyjaśnia Prezes Zarządu Fundacji Nasza Scheda.

 

Nie mają zobowiązań

Według Urzędu Gminy Adamówka skarga fundacji pozbawiona jest podstaw prawnych i faktycznych i jest bezzasadna.

– Gmina Adamówka nie posiada jakichkolwiek zobowiązań finansowych wobec Fundacji ,,Nasza Scheda”. Gmina nie udzieliła fundacji jakiegokolwiek wiążącego ją wsparcia finansowego czy to w postaci pisemnej promesy czy też podjętej uchwały, która zawierałaby zobowiązanie Gminy Adamówka do partycypacji w kosztach organizacji przez Fundację ,,Nasza Scheda” obozu sportowego i półkolonii sportowych. Żaden przepis prawa nie obliguje Gminy Adamówka do udzielenia wsparcia finansowego fundacji w organizowaniu obozu czy półkolonii. Fundacja, jak sama przyznała, na organizację tego wypoczynku otrzymała stosowne wsparcie ze strony Fundacji LOTTO – tłumaczy Łukasz Kominko, sekretarz Gminy Adamówka.

 

Z organizacji imprez dla dzieci zrobił się problem ciągnący się miesiącami. Jak zakończy się ta sprawa? Na razie fundacja stara się uzbierać brakującą kwotę, również poprzez wpłaty mieszkańców na podany w Internecie numer konta. Ale jak zapowiadają jej członkowie będą domagać się, tego co według nich im się należy. Być może będzie to też lekcja na przyszłość, by unikać jakichkolwiek niejasności i mieć na wszystko potwierdzenie na papierze.

 

Dominika Prokuska

 

 

Krzyż bruśnieński w Woli Rzeplińskiej

0

Choć Wola Rzeplińska jest bardzo małą wioską i nie znajdziemu tu żadnego pałacu czy dworu, wioska może pochwalic się kilkoma kamiennymi krzyżami. Wszystkie są zadbane. Omawiany krzyż znajduje się przy drodze powiatowej, na wzniesieniu. Roztacza się stąd piękny widok na okoliczne miejscowości. Widać m. in. słynną Mechową Górę, najwyższe wzniesienie powiatu jarosławskiego. Od zachodu znajdują się lasy Łopuszki Wielkiej. Krzyż widoczny jest z daleka. Wiekowe lipy otulają go swymi konarami. Na krzyżu i obok niego widać   kolorowe kwiaty. Jest to kamienny krzyż bruśnieński. Wiele takich obiektów możemy znaleźć na terenie powiatu przeworskiego i jarosławskiego. Bogaci gospodarze zamawiali je i przywozili z ziemi lubaczowskiej, gdzie był słynny ośrodek kamieniarski. Ten powstał najpewniej jeszcze w XIX wieku. Posiada dwie ozdobne płyciny, jedna pod drugą. Nie można odczytać jednak nazwiska fundatora i daty jego powstania. Postać Jezusa Chrystusa, która wykuwana była na takich krzyżach musiała zostać zniszczona, gdyż obecnie przymocowany jest tam metalowy odlew. Obiekt otoczony jest opieką. – Krzyż ten nie jest jedynym krzyżem kamiennym na terenie Woli Rzeplińskiej. Uważam, że są to ważne miejsca w naszej miejscowości, o które trzeba dbać. Zajmuje się nim i maluję go. Zrobiłem też drewniane ogrodzenie wokół niego. Przynosimy tu z żoną kwiaty, by przystroić ten zabytkowy krzyż – mówi Zbigniew Pakuła, wieloletni sołtys Woli Rzeplińskiej. Kamienny krzyż, skrywa tajemnicę swego powstania. Jest symbolem wiary człowieka, który postanowił ufundować go na skraju tej niewielkiej wioski. Będąc w okolicy warto wybrać sie w to miejsce, nawet jeśli nie jest się pasjonatem historii. Widoki są naprawdę piękne i można pooddychac świeżym powietrzem.

 

Marcin Sobczak

Filia poróżniła radnych

0

Kiedy rok temu radni podejmowali decyzję o przekształceniu Szkoły Podstawowej w Cieplicach w Szkołę Filialną podporządkowaną organizacyjnie Szkole Podstawowej w Adamówce, wójt Gminy przewidywał, że z powodu niewielkiej liczby uczniów, placówka ta po roku może zostać całkowicie zlikwidowana.

 

Głównym powodem przekształcenia był fakt, że do szkoły w Cieplicach uczęszczało coraz mniej uczniów. Młodsze dzieci od września zostały w szkole filialnej, starsze kontynuowały już naukę w Szkole Podstawowej w Adamówce. Początkowo część rodziców protestowała przeciw tej decyzji, ale ostatecznie kuratorium wydało pozytywną opinię uzasadniając ją kwestiami finansowymi. Wójt Edward Jarmuziewicz zapewniał wtedy, że nie chce, by szkołę definitywnie zlikwidowano, jednak jeśli uczniów będzie coraz mniej, będzie musiało do tego dojść. Na sesji 28 lutego radni dyskutowali nad dalszymi losami szkoły. Sesja trwała blisko godzinę. Padały mocne argumenty, czy gminę stać na utrzymanie szkoły. Jeden z radnych zauważył, że przy obecnej sytuacji za wschodnią granicą, być może wkrótce będzie trzeba tam umieścić uczniów z Ukrainy.

– Poczekajmy jeszcze rok z tą likwidacją i zobaczmy, jak sytuacja się rozwinie, ta szkoła może okazać się potrzebna – było słychać z jednej strony. Dzień wcześniej odbyło się cieszące się dużą frekwencją spotkanie z mieszkańcami, z których większość była za pozostawieniem szkoły. Padały też głosy dotyczące komunikacji z oddaloną od Cieplic placówką.

– W Adamówce dzieci będą mieć lepsze warunki – argumentowali inni.

Ostatecznie uchwała w sprawie zamiaru przekształcenia Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Adamówce poprzez likwidację podporządkowanej jej organizacyjnie Szkoły Filialnej w Cieplicach nie uzyskała większości głosów – za było sześciu radnych, przeciw sześć, a jeden radny wstrzymał się od głosu. Wójt komentując decyzję Rady przyznał, że szanuje ją, ale kierował się poczuciem odpowiedzialności za los gminy, a według niego wcale nie będzie pozytywnych skutków tej uchwały, zwłaszcza pod względem finansowym.

 

DP

 

 

 

Kobiety i mężczyźni na dawnej fotografii

0

W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy Dzień Kobiet (8 marca) oraz Dzień Mężczyzn (10 marca). Z tej okazji Muzeum w Przeworsku w mediach społecznościowych opublikowało dawne fotografie kobiet i mężczyzn.

 

Zdjęcia pochodzą z bogatych zbiorów muzeum. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak kiedyś się ubierano, na co zwracano uwagę w swoim wyglądzie, jakie przedmioty były w codziennym użytku naszych przodków. Na pierwszej z fotografii widzimy pięć kobiet z II połowy XIX wieku. Jest to fotografia z kręgu rodziny Husarzewskich – pierwsza z lewej (stoi) i pierwsza z prawej (siedzi) to dwie siostry Husarzewskie: Jadwiga i Maria – ciotki Eleonory Husarzewskiej, żony księcia Andrzeja Lubomirskiego. Druga fotografia przedstawia mężczyzn sprzed 120 lat – są to członkowie Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Przeworsku podczas ćwiczeń z lancami. Zdjęcie datowane jest na ok. 1900 r.

 

Opr. DP, źródło: Facebook/Muzeum w Przeworsku

 

 

 

Bezpieczne przejścia za 200 tys. zł każde

0

Pięć nowych, bezpiecznych przejść dla pieszych ma powstać do końca maja na drogach zarządzanych przez Powiat Jarosławski. Po jednym będzie w Radymnie, Pruchniku i Laszkach. Dwa zaplanowano w Jarosławiu. Pieniądze na ten cel, w wysokości 1 miliona złotych, samorząd powiatowy pozyskał z funduszy rządowych, za pośrednictwem wojewody podkarpackiego.

 

– Wybór tych pięciu miejsc, gdzie powstaną „bezpieczne przejścia” nie był przypadkowy. W tych miejscach, tak jak w Radymnie czy Pruchniku, w ubiegłych latach dochodziło do wypadków śmiertelnych. Pozostałe to okolice szkół i sklepów. Zdarza się, że kierowcy zwłaszcza tam lubią niestety przekroczyć prędkość – wyjaśnia starosta jarosławski, Stanisław Kłopot.

Przejście w Radymnie będzie zlokalizowane przy ul. Złota Góra w pobliżu szkoły i przystanku autobusowego. W Pruchniku będzie koło szkoły. W Laszkach ma powstać w sąsiedztwie cmentarza i ośrodka szkolenia kierowców. W Jarosławiu jedno będzie na ul. Konfederackiej obok przystanku autobusowego i placówki pocztowej, drugie na ul. Żeromskiego w sąsiedztwie szkoły. Przejścia będą wyniesione nad powierzchnię jezdi i odpowiednio oświetlone.

– Jesteśmy już po procedurach przetargowych i podpisaniu umowy z wykonawcą. Inwestycja jest prowadzono w systemie„zaprojektuj i wybuduj” – wyjaśnia dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu, Paweł Tworek.

erka/Powiat jarosławski