Strona główna Blog Strona 218

SPR JKS San zdemolował Uniwersytet

0

PIŁKA RĘCZNA KOBIET – I LIGA: Piłkarki ręczne SPR JKS San Jarosław nie dały szans drużynie Uniwersytetu Warszawa. Nasze dziewczyny wygrały jak chciały, a w zespole pojawiły się kolejne wychowanki.

 

SPR JKS San Jarosław – AZS Uniwersytet Warszawa 37:23 (14:6)

JKS San: Kulpa, Musakova – Szczotka 3, Dębiak 2 cz [22-faul], Bartoszek 3, Pazdro 3, Długosz, Świerk 1, Stachowicz 3, Wicińska 6, Luberecka 3, Baran 1, Amanda Szymborska 10, Aleksandra Szymborska 2.

Kary 4 i 10 min.

Początek spotkania trochę zaskakiwał, bo gospodynie długo nie mogły wstrzelić się w bramkę i grały chaotycznie – co powinno dawać do myślenia trenerowi Michałowi Kubisztalowi. Gdy jednak jarosławskie zawodniczki złapały wiatr w żagle, to już nie było na nie mocnych. Przyjezdne zostały tak zablokowane, że nie rzuciły już gola do końca połowy, a gospodynie zdobyły ich aż 12. W bramce robotę robiły Annamaria Musakova i Dagmara Kulpa, zaś w ataku szalała Amanda Szymborska. Na długą przerwę jarosławski zespół schodził z 8 bramkami zapasu. Po zmianie stron dystans powiększył, chociaż nie ustrzegł się błędów. W pierwszej drużynie SPR JKS San pojawiły się kolejne wychowanki. – Takie jest nasze założenie. Klub to pierwsza drużyna, oraz zespoły młodzieżowe. Szkolimy dzieci i młodzież z Jarosławia oraz okolicy, najlepsze zawodniczki będą trafiać do zespołu seniorek. Seniorski zespół budujemy na bazie zawodniczek z zewnątrz oraz własnych wychowanek. Chcemy by ta drużyna identyfikowała się z miastem i była nie tylko na krótki czas, bo jak z tym bywało znamy już to z historii – mówią działacze SPR JKS San. W kolejnym meczu jarosławianki zmierzą się na wyjeździe z ekipą PreZero Radom.

Pozostałe mecze: Varsovia – PreZero 31:19 (13:7); Karczew – Wesoła 31:28 (17:17); Marcovia – AZS AWF 23:34 (9:18); AZS UMCS Lublin – Handball Rzeszów 36:20 (15:10). Pauza SMS.

  1. Varsovia                         13        39        462-330
  2. AZS AWF Warszawa         13        35        409-303
  3. AZS UMCS Lublin                 13        27        387-305
  4. JKS San Jarosław                 12        24        377-312
  5. MKS Karczew                 13        22        338-328
  6. SMS Płock                         12        18        331-339
  7. PreZero APR Radom         13        14        310-342
  8. Wesoła Warszawa                 12        12        354-347
  9. Uniwersytet Warszawski         13        9        320-409
  10. MarcoviaROKiS Radzymin 13        8        299-428
  11. Handball Rzeszów                 13        2        294-435

fot. K. Loc

 

 

Bez problemów w Elblągu

0

PIŁKA RĘCZNA KOBIET – PGNiG SUPERLIGA: Piłkarki ręczne Eurobudu nie miały problemów ze zwycięstwem w Elblągu. Przedostatni w tabeli Start tylko fragmentami nawiązywał walkę. Ostatecznie zespół Raidera Moistada wygrał różnicą sześciu bramek.

 

– W naszą grę wkradło się zbyt dużo błędów, z czego poszły kontry. Była też słaba skuteczność w naszym wykonaniu i nie potrafiłyśmy upilnować koła. To przełożyło się na końcowy wynik. Jarosław nam nie leży. Musimy trenować, dać z siebie jeszcze więcej i zobaczymy co będzie dalej – mówiła po końcowym gwizdku Katarzyna Cygan, szczypiornistka Startu. – Dziewczyny z Elbląga stawiają u siebie wymagające warunki. Start to świetny zespół, ma młode i ambitne zawodniczki, które nie boją się podejmować ryzykownych decyzji – podsumowała natomiast Valentina Nestsiaruk, zawodniczka Eurobudu. Wynik otworzyła Magda Balsam. W pierwszych minutach pojedynku zarysowała się przewaga gospodyń, które prowadziły 4:2. Potem piłkarki Eurobudu odrobiły straty i w 10. minucie tablica wyników wskazywała po 5. W kolejnych minutach Eurobud zwiększył dystans i chociaż w drugiej połowie gra toczyła się trochę bramka za bramkę, to miejscowe nie miały żadnych atutów.

Inne wyniki: Kielce – Piotrcovia 31-33, Koszalin – Kobierzyce 24-26, Lublin – Zagłębie 4-3 po karnych.

       
1 MKS FunFloor Perła Lublin 19 50
2 MKS Zagłębie Lubin 18 46
3 KPR Gminy Kobierzyce 18 33
4 Eurobud JKS Jarosław 18 30
5 MKS Piotrcovia Piotrków Trybunalski 17 24
6 Młyny Stoisław Koszalin 17 14
7 EKS Start Elbląg 18 12
 
8 Suzuki Korona Handball Kielce 17 4

 fot. pgnig superliga

Geodeci ZSDGiL szkolili się w Hiszpanii

0

W dniach 14-18 lutego szkolenie w Valladolid w Hiszpanii odbywało czworo nauczycieli z Zespołu Szkół Drogowo-Geodezyjnych i Licealnych im. A. Witkowskiego w Jarosławiu. Szkolenie Job-shadowing pod nazwą „Międzynarodowa mobilność edukacyjna uczniów i absolwentów oraz kadry kształcenia zawodowego” realizowane było ze środków „Power” na zasadach programu Erasmus+. Wcześniej w tym samym miejscu swoje praktyki odbywali uczniowie tej szkoły.

 

W programie tygodniowego szkolenia nasi nauczyciele zapoznawali się z zasadami   funkcjonowania instytucji przyjmującej – CIFP JUAN DE HERRERA, profilami nauczania, bazą dydaktyczną i sposobem realizacji zajęć. Ponadto zapoznali się z hiszpańskim systemem kształcenia ze szczególnym uwzględnieniem kształcenia zawodowego i wspólnie z kadrą hiszpańską dokonali porównania obu systemów. Szczególnie interesująca była wymiana doświadczeń na temat obowiązków nauczycieli, dokumentacji edukacyjnej oraz systemów oceniania w obu krajach – mówią uczestnicy projektu.

Kadra z Polski obserwowała zajęcia teoretyczne i praktyczne prowadzone przez hiszpańskich nauczycieli. Czas wolny wykorzystywała na poznanie miasta oraz kultury i zwyczajów Hiszpanii. Zwiedzili Valladolid, Salamankę oraz Madryt.

W październiku ubiegłego roku w tym samym mieście swoje praktyki zawodowe odbywało 21 uczniów ZSDGiL, którzy przebywali tam pod opieką nauczycieli: Aleksandry Hołowacz i Łukasza Woźniaka. Praktyki geodetów z „Witkowskiego” trwały trzy tygodnie. Prowadzone były w dwóch przedsiębiorstwach z branży geodezyjnej. Pozwoliły one uczniom na doskonalenie własnych umiejętności zawodowych oraz językowych.

 

Opr. EK, fot. org.

 

 

Czy to jeszcze jest woda?

0

Mieszkańcy gminy skarżą się na jakość wody, która leje się z ich kranów – w wielu miejscach jest zanieczyszczona i śmierdzi. Konieczna jest częsta wymiana domowych filtrów i zakup wody butelkowanej. A rachunki za zużycie i tak trzeba płacić i to nie małe…

 

Problem z jakością wody w Gminie Przeworsk powraca co jakiś czas. Wspominaliśmy o nim wcześniej również na naszych łamach. Mieszkańcy zwracają głównie uwagę, że woda jest zanieczyszczona, padają nawet mocne słowa o gnojówce.

Kontroluję jakość wody od jakiegoś czasu (barwa i wymiana filtrów) i stwierdzam że z kranu płynie gnojówka, a nie woda za którą płacimy. Szukam ludzi, którzy mają podobny problem, może jakiś pozew zbiorowy? – pyta mieszkanka gminy Przeworsk na jednej z grup w mediach społecznościowych.

Jej wiadomość szybko wywołała lawinę komentarzy od kolejnych niezadowolonych. Zauważali oni, że woda nie nadaje się do picia, jeśli nie jest przegotowana i przefiltrowana, a płacić trzeba za nią jak za woły. Inni z kolei mają problem z chlorem, którym czuć jak na miejskiej pływalni. Ciężko się wykąpać, nie wspominając o przygotowywaniu na takiej wodzie posiłków. Oprócz tego mieszkańcy obawiają się rozwoju szkodliwych dla zdrowia bakterii oraz szybszej korozji instalacji i jej elementów z powodu obecności dużej ilości żelaza, z czym wiążą brunatne zabarwienie wody i właśnie zapach gnojówki. Padają konkretne nazwy miejscowości, gdzie jest ponoć najgorzej: Ujezna, Rozbórz, Świętoniowa, Studzian i Urzejowice.

„Idę o zakład, ze normy przekroczone są tu parokrotnie”, „Mam nowo wybudowany dom, zamontowany uzdatniacz, a mimo to woda koszmarna. Filtry takie jak na zdjęciach, wymieniane nieraz co 2 tygodnie, bo woda jest taka „czysta” – możemy przeczytać dalej w komentarzach.

Z prośbą o wyjaśnienie sytuacji zwróciliśmy się do Gminy Przeworsk. Jak się okazało, z tej strony sytuacja przedstawia się nieco inaczej.

Na dzień 25.02.2022 r. na terenie gminy Przeworsk obowiązują decyzje przydatności wody do spożycia wydane przez PSSE. Woda jest badana zarówno przez sanepid, jak także przez firmę z akredytacją. Zakład Gospodarki Komunalnej przy Gminie Przeworsk sp. Z o.o. monitoruje jakość wody, na ten moment jedynie w miejscowości Rozbórz stwierdzono nieznaczny wzrost parametrów mętności. Powyższy parametr nie wpływa znacząco na zdrowie mieszkańców. Woda surowa, jaką posiadamy na terenie gminy, poddawana jest wielu procesom, które umożliwiają spełnienie wszelkich parametrów jakościowych wody – wyjaśnia Andrzej Byrwa, prezes Zakładu Gospodarki Komunalnej przy Gminie Przeworsk Sp. z o.o. zapewniając, że jakość wody znacznie poprawi się po modernizacji sieci oraz wraz z budową nowych stacji uzdatniania wraz z nowoczesnymi technologiami uzdatniania – aktualnie trwają prace nad dokumentacją w tym zakresie.

 

DP/fot. Facebook

 

 

Wójt ostrzega przed wilkami

0

– Dzisiaj dokonując objazdu dróg gminnych spotkałem dwa wilki Rokietnica-Zawarcie. Proszę mieszkańców o zachowanie ostrożności – ostrzegał w ubiegłą środę na fb Witold Szajny, wójt gminy Rokietnica. Wcześniej pojawiła się informacja, że wilk przebiegał przez drogę w Mokrej. Podejrzewano, że przyszedł od strony Morawska. Relacji od osób, które spotkały się z wilkiem, jest coraz więcej.

 

Informacje o drapieżniku, który z natury jest skryty i unika ludzi, budzą zainteresowanie i wywołują komentarze. Pojawiają się obawy. Tym bardziej, gdy zwierzęta są widziane w pobliżu zabudowań. Leśnicy i myśliwi potwierdzają, że wilki zadomowiły się w naszych lasach. To jak najbardziej naturalne. Zastanawiające jest, że drapieżniki pojawiają się w pobliżu miejscowości i to, jak pokazuje przykład z Rokietnicy, w środku dnia. – ASF powoduje, że dzików jest coraz mniej. Sarny też są rzadziej spotykane niż kilka lat temu, a wilki muszą coś jeść. Dlatego zdarzają się ataki na m.in. na psy. Rozrastająca się populacja powoduje, że dorastające osobniki szukają miejsca dla siebie i przemieszczają się po rozległym obszarze – mówią myśliwi.

 

Obecność wilków niesie obawy

Spokojnie. Wilki ludziom krzywdy nie zrobią, raczej na odwrót – taki komentarz pojawił się pod informacją wójta. – Skąd ta Twoja pewność? Kwestią czasu jest to, że zabiorą się za zwierzęta domowe. Później będą szukać pokarmu wśród ludzi. Jedyną słuszną opcją jest redukcja wilka do stanu z lat 90. Inaczej wszyscy będą się bać, i kiedyś dojdzie do tragedii – odpowiadał inny internauta. – Proszę podać ile zna pan przypadków ataków wilka na człowieka w Polsce – trwał przy swoim komentator. Zwracano uwagę, że mogą być to te same osobniki, które przed miesiącem były widziane w sąsiednich Kosienicach. Zauważano, że były widziane w Rokietnicy Woli i studzono obawy, zaznaczając że nie jest to wataha tylko dwa osobniki szukające miejsca dla siebie.

 

Informacje o wilkach pojawiających się w okolicy Tapina, Rokietnicy i przy giełdzie rolniczej w Skołoszowie, ale też w pobliżu Czudowic, Cząstkowic i Woli Roźwienickiej oraz Woli Węgierskiej pojawiały się już wcześniej. W powiecie przeworskim alarmowano o tych drapieżnikach pojawiających się w rejonie Zarzecza i Rożniatowa. Widziano je albo ich ślady w różnych miejscach obu powiatów. Myśliwi potwierdzają, że możne je spotkać w wielu miejscach. Są też osiadłe watahy polujące na określonym terenie. Tak jest w rejonie Zapałowa. Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie zauważa, że widok wilków na terenie powiatu jarosławskiego i przeworskiego nie powinien dziwić. Wprawdzie od dawna nie zanotowano podchodzenia wilków pod zabudowania, ale były one obecne na tych obszarach od wieków. Ważną ostoją tego drapieżnika są Lasy Sieniawskie. Jak informuje RDLP w Krośnie żyje tam około 8 wilków w dwóch osiadłych watahach. Leśnicy mówią też, że w lasach na południu powiatu jarosławskiego również osiedliła się wataha.

Populacja wilka na Podkarpaciu rośnie. Naturalny na naszych terenach drapieżnik wraca na miejsca, w których przebywał od wieków. Wilk jest zwierzęciem bardzo ostrożnym i trzymającym się z dala od ludzi. W normalnych warunkach nie stwarza zagrożenia, ale mimo tego od zawsze wzbudza obawy. W zrównoważonym środowisku wystarczy mu dzikiej zwierzyny, by zaspokoić potrzeby pokarmowe. Ataki na zwierzęta domowe zdarzają się ze strony słabszych wilków lub grup szukających miejsca do osiedlenia. Zdarzający się coraz częściej widok wilka na polach oraz w pobliżu zabudowań i to często w ciągu dnia jest zjawiskiem świadczącym o zachwianiu równowagi biologicznej.

erka/ facebook.com/witold.szajny.9

 

 

 

 

 

629 lat z prawami miejskimi

0

629 lat temu, 25 lutego 1393 r. w Krakowie król Polski Władysław Jagiełło, na prośbę Jana z Tarnowa nadał wsi Przeworsko prawa miejskie, w tym prawo cotygodniowego targu „po wieczne czasy trwającego” w każdy poniedziałek. Wszyscy przybywający na ów poniedziałkowy targ byli zwolnieni z opłat na rzecz właściciela, a miejscowym i obcym rzemieślnikom dokument lokacyjny zezwalał na pełną swobodę podczas sprzedaży swoich wyrobów.

 

W następnym roku, 14 stycznia 1394 r. król Jagiełło rozszerzył przywilej lokacyjny o nowy dokument, w którym przenosił miasto Przeworsk i okoliczne wsie z prawa polskiego na prawo średzkie (niemieckie). Obydwa przywileje stworzyły obywatelom Przeworska możliwość rozwoju handlu oraz rządzenia się niezależnie od właściciela miasta. Przeworsk został wyjęty spod jurysdykcji sądowej i władzy urzędników królewskich, sąd miejski miał być sądem pierwszej instancji, a jego wyroki miały być zatwierdzane przez właścicieli miasta lub ich zastępców. Mieszczanie otrzymali też prawo odwoływania się do Sądu Generalnego, istniejącego przy królu. Niniejsze przywileje sprawiły, iż Przeworsk otrzymał dogodne warunki rozwoju. Rozwijało się rzemiosło i handel, kształtował lokalny samorząd i instytucje kościelne, a Tarnowscy – właściciele miasta, bogacili się. Miasto rozkwitało, leżąc na ważnym szlaku handlowym, przy drodze ze Lwowa, w kierunku Krakowa.

 

Źródło: Facebook/Muzeum w Przeworsku

Przeworsk, będąc miastem prywatnym – własnością rodu Tarnowskich posługiwał się herbem tego rodu – herbem Leliwa. Jedne z najstarszych wizerunków herbu miasta Przeworska pochodzą z XVI-wiecznych dokumentów, gdzie na kawałku papieru z podłożonym woskiem wyciśnięte zostały okrągłe pieczęcie, w polu centralnych widnieje herb Leliwa a w otoku napisy: SIGILLUM CIV PRZEVOR – 1534 r. i SIGIL*CIVITA*PREVORSCEN – 1584 r. Dokumenty z niniejszymi pieczęciami znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie.

Kapliczka św. Jana Nepomucena w Cieszacinie Małym

0

Kapliczka ta jest kolejnym przykładem „Nepomuka” umiejscowionego przy rozstaju dróg. Stoi na skarpie w cieniu drzew, przy granicy Cieszacina Małego z Cieszacinem Wielkim. Prowadzi do niej droga przez wąwóz. Jest to murowana i otynkowana kapliczka, wybudowana na planie prostokąta. Posiada prostą budowę. Jej dolna część nie ma żadnych płycin, ani zdobień. W środkowej części, we wnęce ustawiona jest figura św. Jana Nepomucena. Wokół niej pełno jest kolorowych kwiatów. W górnej części kapliczki znajduje się pusta nisza. Na szczycie budowli umocowany jest metalowy krzyż. Według miejscowych przekazów, w tym miejscu w czasach epidemii cholery powstał cmentarz. – Było tutaj ponoć cmentarzysko, chowali tu ludzi zmarłych na cholerę. Za kapliczką widoczny jest jeszcze rów – mówi Zbigniew Nieradka, mieszkaniec Cieszacina Wielkiego. Lokalizacja ta jest z pewnością odpowiednia na umiejscowienie cmentarza cholerycznego. Powstawały one właśnie na granicy wsi, z dala od wiejskiej zabudowy. Kapliczka św. Jana Neomucena powstała w tym miejscu jeszcze w XIX wieku. Zaznaczona jest na austryjackiej mapie Kummersberga z 1880 roku. Nie wiadomo jednak, kto jest jej fundatorem. W II połowie XX wieku została odnowiona. – Może ze czterdzieści lat temu robotnicy, którzy niedaleko murowali dom, otynkowali kapliczkę na nowo. Dzisiaj jednak tynk znów odpada. W niszy u góry była kiedyś drewniana figurka, ale nie wiadomo co się z nią stało – mówi pan Zbigniew. Wiekowa kapliczka potrzebuje odnowy. Czas niestety zrobił swoje. Znalazła się osoba, która wyraziła chęć wykonania remontu. Obiekt nie jest wpisany do rejestru zabytków, figuruje natomiast w ewidencji gminy Pawłosiów, która posiada zalecenia konserwatorskie dotyczące tego typy prac wydane przez Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

 

Marcin Sobczak

Nie dla odwołania dyrektora COM

0

Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Jarosławskiego zwołanej w środę, 23 lutego starosta jarosławski Stanisław Kłopot, w imieniu Zarządu Powiatu, odrzucił możliwość odwołania dyrektora Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. Taki wniosek został zgłoszony na poprzednim posiedzeniu rady.

 

Radni zajmowali się głownie inwestycjami drogowymi, w których głównym punktem był remont pond dwukilometrowego odcinka drogi powiatowej Bystrowice – Hawłowice – Pruchnik. Na poprawę tej drogi pozyskano 1,5 miliona złotych. Pieniądze przekazał Podkarpacki Urząd Wojewódzki, a pochodzą one z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej Kolejne decyzje radnych w tym temacie związane były z realizacją inwestycji na drogach powiatowych: Jarosław – Wietlin – Łazy; Lubaczów – Laszki – Duńkowice oraz Kidałowice – Morawsko. Mowa o 14,7 mln zł z Rządowego Programu Inwestycji Strategicznych Polski Ład i stosownym zakwalifikowaniu tych pieniędzy do odpowiednich pozycji budżetowych Powiatu Jarosławskiego.

Radni przyjęli też zwiększenie budżetu o ponad 200 tys. złotych. Te pieniądze trafiły do powiatu w związku umową z Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji i realizacją przez Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących projektu „Mobilność edukacyjna” w ramach programu Erasmus+. W planie sesji było też podjęcie decyzji o likwidacji VII Liceum Ogólnokształcącego wchodzącego w skład Zespołu Szkół Spożywczych, Chemicznych i Ogólnokształcących im. Marii Curie-Skłodowskiej w Jarosławiu ze względu na brak uczniów, ale ten punkt sesji został zdjęty z porządku obrad.

Wśród pozostałych decyzji podjętych podczas sesji była także m.in. uchwała w sprawie określenia zadań samorządu powiatowego z zakresu rehabilitacji społecznej i zawodowej, na które przeznacza się środki z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w 2022 r. Radni uznali także za bezzasadną skargę złożoną na działania dyrektora DPS w Moszczanach, zapoznali się ze sprawozdaniem dotyczącym średnich wynagrodzeń nauczycieli w szkołach prowadzonych przez Powiat Jarosławski.

erka

 

 

 

Kolejna sarna zagryziona przez psy

0

Nasz Czytelnik informuje o kolejnym ataku psów na młodą sarenkę. To już drugie tego typu zdarzenie w ostatnim czasie.

 

– Wróciłem do domu około godziny 10. Na podwórku leżała zagryziona sarna. Widok był makabryczny. Cały środek miała rozszarpany. Sierść i ślady krwi można było zaobserwować na przestrzeni 10 metrów – opowiada wstrząśnięty całym tym zdarzeniem mieszkaniec Cieszacina Wielkiego.

Mężczyzna o całym tym zajściu powiadomił gminę. – Niedługo po moim telefonie przyjechali i ją zabrali. Cóż jednak z tego, jak na ratunek dla tego stworzenia było już za późno. Kolejne zwierzę poszło marnie – mówi Czytelnik.

Mężczyzna informuje, że zagryziona sarenka najprawdopodobniej spodziewała się młodych. Jest pewny, że do tego zdarzenia przyczyniły się psy. Podejrzewa nawet, że mogły to być te same, które nie tak dawno zaatakowały młodą sarnę w Jarosławiu.

– Jeden był większy rudy, a drugi mniejszy popielaty bądź czary. Często się tu kręciły – zauważa mężczyzna, zwracając uwagę, że wielu właścicieli ciągle nie dopełnia obowiązku opieki nad zwierzętami.

Wiele psów ciągle biega wolno po ulicach miast i wsi stwarzając tym samym zagrożenie m.in. dla dzieci, rowerzystów, czy osób prowadzących swoich pupili na smyczy. Mniej więcej miesiąc temu opisywaliśmy podobne zdarzenie, które miało miejsce na ul. Misztale w Jarosławiu, gdzie dwa psy zagoniły młodą sarnę na jedną z posesji i na oczach dzieci w kilka chwil ją rozszarpały. Mimo natychmiastowej reakcji właścicieli posesji sarenki nie udało się uratować. Przybyły na miejsce weterynarz zmuszony był zwierzę uśpić.

Niestety takie przypadki, jak opisane powyżej będą mieć miejsce, dopóki właściciele psów nie zaczną zwracać większej uwagi na pilnowanie i odpowiednie zabezpieczenie posiadanych przez siebie zwierząt. Osobom, które przyzwalają swoim pupilom na samotne wędrówki, przypominamy, że za niezachowanie należytej ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka grożą surowe kary: ograniczenie wolności, kara grzywny do 1000 złotych albo nagana (art. 77 Kodeksu Wykroczeń). W imieniu naszych Czytelników po raz kolejny zwracamy się z prośbą do wszystkich właścicieli psów o trzymanie ich w obrębie swoich posesji.

 

EK

Wojna już do nas dotarła

0

Niepokój i strach pojawiły się już na początku ubiegłego tygodnia. W nocy z poniedziałku na wtorek trwający kilka godzin huk samolotów wojskowych budził obawy mieszkańców powiatu jarosławskiego. W czwartek rano usłyszeliśmy, że wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę i już od kilku godzin trwa wojna. Tego samego dnia wieczorem ludzie oblegli stacje benzynowe. Piątek powitaliśmy z długimi kolejkami przy bankomatach. Zaczęło brakować pieniędzy w niektórych oddziałach banku.

Sytuacja w przygranicznych obszarach, a znaczna część powiatu jarosławskiego ma takie położenie, stawała się podobna do tej, jaka panowała dzień wcześniej we Lwowie. Różnica była tylko w tym, że nie było działań wojennych i nikt nie miał zamiaru uciekać.

 

Niepokojące patrole samolotów wojskowych

Huk silników samolotów patrolujących niebo w okolicach Jarosławia wzbudził niepokój, a wśród części mieszkańców nawet strach. Maszyny wojskowe patrolowały niebo nad Jarosławiem i okolicami Pruchnika wieczorem i w nocy z 21 na 22 lutego. Zataczały pętle między Szówskiem a Pruchnikiem i Rokietnicą. Pojawiły się tuż po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił uznanie niepodległości dwóch samozwańczych republik na obszarze Ukrainy.

Przeloty rejestrował serwis internetowy Flight Radar, pokazując ich lokalizację w czasie rzeczywistym. Maszyny przelatywały wielokrotnie, a ich huk był słyszalny nawet w okolicach Przeworska, czy Lubaczowa. Wdzierający się do domów i powtarzający się co kilka minut niski dźwięk spowodował, że media społecznościowe zahuczały od informacji, ostrzeżeń i mniej lub bardziej sprawdzonych wieści. Zaraz po pojawieniu się statków powietrznych pojawiły się komentarze różnego typu. Od humorystycznych wyrażających obawy, że kury przestaną się nieść, do dramatycznych mówiących, że wojenne zagrożenie nadciąga, a konflikt między Ukrainą i Rosją jest groźny także dla nas .

Internetowy radar informował, że nad jarosławskim niebem krążyły m.in. dwa samoloty wojskowe Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych Hercules C-130 oraz Boeing CV-22B Osprey. Internauci pisali też samolotach nie rejestrowanych przez Flight Radar oraz o towarzyszących Herculesom śmigłowcach. Maszyny patrolowały przygraniczną przestrzeń powietrzną. Nie zmierzały w określonym kierunku, tylko przelatywały nad wyznaczonym obszarem wykonując okrążenia, a donośne buczenie silników wywoływało niepokój wśród mieszkańców. Po północy huk maszyn wojskowych ucichł.

Wiadomo, że samoloty przyleciały z bazy wojskowej pod Poznaniem. Utrzymujące się dość długo na przygranicznym niebie potężne transportowe Herculesy, śmigłowce i najprawdopodobniej odrzutowce nie rejestrowane na cywilnych radarach zaznaczały obecność sił NATO przy granicy z Ukrainą. Wszystko wskazuje, że zapewniały także ochronę i transport dla ewakuowanych w tym czasie z Lwowa do Warszawy pracowników dyplomatycznych USA. Świadczy o tym fakt, że około godz. 2 we wtorek dwa samoloty transportowe wylądowały we Lwowie. Nad ich bezpieczeństwem miały czuwać dwa myśliwce F15. Według internautów myśliwce pojawiały się jeszcze kilkakrotnie już po powrocie samolotów transportowych do bazy.

Dzień później było już oficjalne potwierdzenie amerykańskiej operacji sił specjalnych na podkarpaciu. Według portalu Magazynu Militarnego milmag.pl, 21 lutego br. wieczorem czasu lokalnego dwa samoloty wsparcia operacji specjalnych MC-130J Commando II, należące do amerykańskiego Dowództwa Operacji Specjalnych USAF (Air Force Special Operations Command, AFSOC), zabezpieczały nad przestrzenią powietrzną województwa podkarpackiego operację ewakuacji personelu dyplomatycznego USA ze Lwowa do Polski za pomocą dwóch zmiennowirnikowców CV-22B Osprey. Nastąpiło to krótko po orędziu rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i ogłoszeniu uznawania przez Rosję niepodległości separatystycznych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, a także decyzji o wysłaniu tam wojsk.

 

Na skraju paniki

Niespokojna noc na jarosławskim niebie nie powtórzyła się do końca tygodnia, ale niepokój narastał, by w czwartek zmienić się odczucia bliskie paniki. W nocy rosyjscy żołnierze zaatakowali Ukrainę z wielu stron. Pociski spadały na położony około 60 kilometrów od granicy z Polską Lwów. Serwisy prasowe zapełniły się informacjami o zmasowanym ataku na ukraińskie miasta. Niepokój po naszej stronie narastał z godziny na godzinę. Zaczęły się tworzyć kolejki przy stacjach benzynowych. Ludzie kupowali na zapas i trzeba już było postać przy bankomacie. Prezes Orlenu, który jest głównym dostawcą paliw apelował, by nie ulegać panice i zapewniał, że paliwa nie braknie. Wprowadził sprzedaż tylko do zbiorników samochodowych, ale obiecał, że paliwo nie będzie drożeć. Ostrzegł również sprzedawców zaopatrujących się w Orlenie, że przy podniesieniu cen zerwie z nimi umowę na dostawę. W czwartek wieczorem kolejki po paliwo juz blokowały przejazd. W piątek rano były mniejsze. Paliwo już było droższe. Także na stacjach Orlenu i mimo zapewnień prezesa zaczynało go brakować.

Pojawiły się problemy z wybraniem pieniędzy z banku. Wprowadzono ograniczenia wysokości wybieranych kwot. W piątek rano przed jednym z jarosławskich oddziałów banku w kolejce było kilkadziesiąt osób. Kilka godzin później było podobnie. Bankomat przy oddziale państwowego banku tylko przyjmował pieniądze. Odrzucał wypłatę nawet drobnej sumy. – W bankomacie nie ma pieniędzy. W oddziale też ich zabrakło. Obiecali, że dowiozą – informował grzecznie, ale bez przekonania pracownik banku.

Ludzie powariowali – słychać było na ulicy, ale nawet ci, co tak mówili przygotowywali się na gospodarczy krach uderzający w zwykłych mieszkańców. Były też głosy, że wszystko się ustabilizuje, podobnie jak było po ogłoszeniu pandemii. Wtedy też były problemy z zakupem paliwa, kolejki do bankomatów i brak niektórych towarów sklepach. Pojawiały się jednak zdania, że to dopiero początek wojny, która może objąć nie tylko Ukrainę.

Sytuacja pokazywana przez wszystkie serwisy informacyjne budziła niepokój. Rosyjskie siły niszczyły kolejne lotniska i miejsca o znaczeniu strategicznym. Pociski spadały także na domy. Ginęli ludzie.

Kolejne dni przynosiły tragiczne informacje. Ukraina ciągle się broni. Wysadza mosty. Mobilizuje mężczyzn zakazując im wyjazdu z kraju. Obrazy docierające z terenu działań wojennych są dramatyczne, a często nawet przerażające. To wzmaga niepokój. Z dobiegających z Lwowa informacji dowiadujemy się, że ludzie kupują wszystko, co może się przydać przy odcięciu od sklepów i aptek. Oblegają stacje benzynowe i starają się opuścić zagrożone rejony. Powrócił huk samolotów dostarczających zaopatrzenie Ukraińcom. Ich postawa zadziwiła nie tylko agresora. Na pomoc ruszyła cała Europa. Wsparcie śle Ameryka. Od najeźdźcy odcina się cały świat.

 

Jesteśmy przygotowani

Takie zdania słyszymy od polskich władz, od koncernu paliwowego oraz od przedstawicieli ważnych dla kraju instytucji i jednostek. Uspokajają i apelują, by nie poddawać się panice. Na Podkarpacie przybywa coraz więcej żołnierzy amerykańskich żołnierzy. Siły NATO mają pomóc w zabezpieczeniu naszych granic, które są także wschodnią flanką paktu.

Amerykańscy żołnierze 82. Dywizji Powietrznodesantowej stacjonują m.in. w Rzeszowie. Siły NATO można spotkać w Mielcu i Przemyślu. Żołnierze US Army zajęli rzadko wykorzystywane lotnisko tuż przy granicy z Ukrainą w Woli Korzenieckiej. Możliwe, że przygotowują tam bazę.

Dla uciekających z Ukrainy przygotowano punkty recepcyjne. Zlokalizowano je wzdłuż granicy ukraińskiej. Jest ich 9. Otwarto je w czwartek. Najbliższy jest przy przejściu w Koroczowej. – Wobec bezprecedensowego i dokonanego z naruszeniem prawa międzynarodowego ataku Rosji na Ukrainę, w porozumieniu z rządem Rzeczypospolitej Polskiej, przygotowaliśmy na terenie województwa podkarpackiego punkty recepcyjne, których zadaniem będzie przyjęcie i obsługa w pierwszym zakresie osób, które zdecydują się opuścić terytorium Ukrainy – mówiła podczas uruchomieniu punktu w Koroczowej wojewoda Ewa Leniart. ⁃ Na terenie województwa podkarpackiego przygotowaliśmy cztery punkty oraz jeden dodatkowy na dworcu w Przemyślu dla obsługi ruchu kolejowego. Ta pierwsza pomoc udzielana w punktach będzie dotyczyć wsparcia prawnego, zalegalizowania pobytu, udzielenie pomocy medycznej oraz zabezpieczenia pod względem spożywczym, sanitarnym i humanitarnym – wyjaśniała. Wojewoda podkreśliła, że prace związane utworzeniem oraz dalszym funkcjonowaniem punktów zaangażowanie zostały służby takie jak Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej, Państwowa Straż Pożarna, Policja, Polski Czerwony Krzyż oraz przedstawiciele samorządów. Wojewoda dodała – że zgodnie z ich przeznaczeniem – punkty będą miały charakter pierwszego przyjęcia uchodźców. Z punktów recepcyjnych, cudzoziemcy będą trafiać do województw gdzie odbędzie się ich zabezpieczenie pod względem czasowego pobytu. Dla Podkarpacia są to województwa: małopolskie, śląskie, opolskie, dolnośląskie, lubuskie, świętokrzyskie i łódzkie. Jak podkreśliła Ewa Leniart, wojewodowie z tych regionów są przygotowani i mają ustalone miejsca dla osób, które zwrócą się z prośbą o udzielenie im schronienia na terytorium Rzeczypospolitej.

Komendant Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej gen. bryg. Andrzej Popko zapewnia, że wszystkie przejścia na terenie województwa podkarpackiego funkcjonują normalnie. SG odnotowuje wzmożony ruch osób deklarujących chęć wjazdu do Polski. Na chwilę obecną większość z nich kieruje się do rodzin i znajomych mieszkających w Polsce. – Podczas kontroli granicznej funkcjonariusze SG informują o możliwości uzyskania pomocy w punktach recepcyjnych – informują służby graniczne. Od 25 lutego w związku konfliktem zbrojnym, osoby przekraczające granice z terytorium Ukrainy zwolnione są z obowiązku odbycia kwarantanny, oraz okazywania negatywnego wyniku testu w kierunku SARS-CoV2. Pełna obsada na przejściach ma zapewnić maksymalną przepustowość. Komendant główny Państwowej Straży Pożarnej skierował na teren województwa podkarpackiego dodatkowe siły i środki. To m.in. autobusy do przewożenia uchodźców. Dodatkowe wsparcie stanowią kadeci ze szkoły aspirantów z Krakowa, którzy już przyjechali na Podkarpacie. Zostały też wzmocnione siły policji. Dla zapewnienie bezpieczeństwa komendant główny Policji skierował na Podkarpacie dodatkowych 270 funkcjonariuszy.

W piątek na przejściu w Korczowej było spokojnie. Przed południem odwiedził je Bogdan Szylar, wójt gminy Radymno. Spotkał się tam m.in. z przedstawicielami Urzędu ds Uchodźców. Urząd przygotował specjalny serwis z informacjami dla obywateli Ukrainy, szukających schronienia na terytorium RP. Jest dostępny pod adresem https://www.gov.pl/web/udsc/ukraina. Dla Ukraińców wjeżdżających na Podkarpacie uruchomiono także specjalną infolinię : 800 100 990.

Pomoc płynie ze wszystkich stron i jest już dość dobrze zorganizowana. Uaktualniane na bieżąco informacje są publikowane w Internecie. Pod koniec przy granicy z Ukraina pojawiły się myśliwce amerykańskie. W niedzielę patrolował przygraniczne obszary supernowoczesny F-35. Miał włączony transponder, więc był widoczny na cywilnych radarach. Trudno powiedzieć ile utajnionych lotów wykonano. Wiadomo, że po zaostrzeniu kryzysu Amerykanie wysłali do Europy 12 samolotów F-35 z Dywizjonów 388 i 419. Po dwa samoloty stacjonują w Estonii, Litwie i Rumunii, a sześć wylądował Niemczech. F-35 nie stacjonują w Polsce.

Rozpętana przez Putina wojna już objęła całą Europę. Po stronie zaatakowanej Ukrainy stanęła cała międzynarodowa społeczność.

 

erka/PUW, flightradar24.pl, fb