Strona główna Blog Strona 148

Archidiecezjalne dożynki u stóp jodłowskiej pani

0

Tłumy przybyły w ostatnią niedzielę do Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Jodłówce na XXXIX Dożynki Archidiecezji Przemyskiej połączone z Dożynkami Gminy Pruchnik i odpustem ku czci Marii. Na potrójne święto przybyli parafianie, mieszkańcy gminy, pielgrzymi oraz goście.

Starostami dożynek byli Anna i Jan Chmieleccy z Jodłówki Parcelacji, a gospodarzem, oprócz archidiecezji była Gmina Pruchnik, którą reprezentował burmistrz Wacław Szkoła oraz parafia z ks. proboszczem Jerzym Jakubcem.

Uroczystość rozpoczęła msza św. pod przewodnictwem metropolity przemyskiego ks. abp Adama Szala. Dziękowano za plony i pracę rolników dzieląc się chlebem upieczonym z tegorocznych zbiorów. Do Jodłówki przyjechały delegacje z wieńcami z całej archidiecezji, od Bieszczad przez Krosno i Przemyśl po Leżajsk. W rolniczym święcie uczestniczyli przedstawiciele parlamentu, władz służb i instytucji.

erka/Fot. Piotr Dragan

 

 

Czy rybom na Babionce zabraknie tlenu?

0
Ogromne ilości rozkładającej się zanęty dają możliwości do niekontrolowanego rozrostu glonów - uważa Tadeusz Misiek.

– Ogromne ilości zanęty są wysypywane do stawów na Babionce. Szczególnie do stawu sportowego. Tam trafia jej mnóstwo. Miedzy innymi dlatego, że praktycznie co tydzień organizowane są zawody. To powoduje rozwój glonów i grozi brakiem tlenu, a w konsekwencji śnięciem ryb – alarmuje Tadeusz Misiek, wędkarz z Koła Wędkarskiego Jarosław Miasto. Prezes koła Józef Maziarek uspokaja zapewniając, że staw jest czysty i ryby mają się dobrze.

Obawy ma także pan Leon.

T. Misiek tłumaczy, że ryby nie dadzą rady zjeść dużych ilości zanęty. Spora cześć z niej ulega rozkładowi zmieniając odczyn wody oraz wzbogacając ją o produkty sprzyjające rozwojowi glonów. Te z kolei zabierają tlen z wody stwarzając zagrożenie dla ryb.

– Na stawie sportowym co tydzień organizowane są zawody. Uczestnicy, szczególnie przy konkurencjach spławikowych, używają ogromnych ilości zanęty. Byłem świadkiem, jak taki pseudowędkarz wrzucał kilogramy kukurydzy – wyjaśnia mężczyzna. – Sterowana łódka mieści 2 -3 kilogramy zanęty. Jeśli takich łódek jest kilkadziesiąt i każda co najmniej kilka razy wypływa, to łatwo policzyć ile tych substancji trafia do stawu. Cześć z tego gnije. Zmienia się zasadowość wody, rozwijają glony. W tym roku poziom stawów opadł. Wody jest mniej, a to jeszcze potęguje problem. Przy obecnych temperaturach może być źle – dodaje obawiając się, że może dojść do przyduchy, czyli zbyt małej ilości tlenu w wodzie powodującej śnięcie ryb. Wspomina, że już zdarzały się jednostkowe przypadki śnięcia. Wędkarz zaznacza, że cześć okręgów wędkarskich zrezygnował z organizacji zawodów do końca sierpnia.

Jego obawy potwierdza spotkany w ubiegłą środę przy sportowym stawie pan Leon. – Ile tu narodu. Ile tej zanęty – wylicza, przypominając sytuację na Odrze. – Może się to pojawić także tutaj – dodaje.

– Zakwasza wodę. Groch i kukurydza tak szybko nie gnije, ale jak nawrzucają bułek albo specjalnego pelletu, to kiśnie od razu, a ludzi tu jest pełno. W czasie weekendu trudno znaleźć miejsce – mówi kolejny wędkarz zaznaczając, że złowione na Babionce ryby nie nadają się do jedzenia, bo cuchną mułem, ale są tacy, którzy wezmą wszystko co się złapie. O wędkarzach i pseudowędkarzach mówi także T. Misiek. Pierwsi to ci, którzy przestrzegają przepisów i ograniczają ilość zanęty oraz stosują normy i okresy nałożone przez związek. Większość z nich traktuje wędkowanie jak formę relaksu, a złowionym rybom zwraca wolność. Drudzy, to ci, którzy pojawiają się tylko po to, by rybę zabrać. Niezależnie od tego, czy będzie to zgodne z normami, czy je złamią. Oni zastosują każdą metodę, byle zapełnić patelnię.

 

Wyolbrzymione obawy

– Zagrożenia nie ma. Staw sportowy jest czysty, a jeśli chodzi o zanętę, to więcej jej trafia do drugiego stawu – zapewnia J. Maziarek. Zauważa przy tym, że rozrost glonów nie zagraża rybom. – Staw sportowy jest przeznaczony do nauki i sportowej rywalizacji. Złowione w nim ryb są wypuszczane, a jak działa nasze koło, to widać. Zajmujemy trzecie miejsce w Polsce. Mamy utytułowanych wędkarzy na arenie krajowej i ogólnopolskiej. Zawodów nie zatrzymamy. Będą się odbywać, a alarmy o ogromne ilości zanęty są przesadzone – dodaje, zapewniając że staw sportowy nie jest oblegany i więcej wędkarzy łowi na sąsiednich zbiornikach. Prezes zauważa, że koło dba o jakość wody w stawach na Babionce. W ubiegłym roku wapnowano je. W tym roku zabieg zostanie powtórzony. Jeden ze stawów będzie poszerzany. Nie ma też obaw o brak wody. Jeśli chodzi o śnięte ryby, to prezes przyznaje, że znaleziono pojedyncze sztuki. Wśród nich były nawet dwie duże tołpygi, ale ten gatunek został wprowadzony sztucznie i jest traktowany jako szkodnik.

 

Pseudokarpiarze

J. Maziarek nie ukrywa, że są problemy, które trudno wyeliminować. Jednym z nich są pozostawiane śmieci mimo tego, że regulamin nakazuje je uprzątać. Mogą też pojawiać się osoby nie przestrzegające wymogu stosowania maksymalnie 5 litrów zanęty na dobę. Ogólnie jednak jej ilość wrzucana do stawów nie zagraża rybom. Prezes narzeka na pseudokarpiarzy, czyli osób które z tradycyjnym wędkowaniem nie mają zbyt wiele wspólnego. Podobne zdanie można usłyszeć od spotkanych na Babionce. – Regulamin obowiązuje i każdy powinien go przestrzegać. Do kontroli nie jestem upoważniony, a zwrócenie uwagi może różnie się skończyć. Dochodziło już do gróźb, a nawet ataków na członków społecznej straży. Większe możliwości ma Państwowa Straż Rybacka. W rzeszowskiej placówce służy 6 strażników. Podlega im całe województwo. Od Bieszczad po ujście Sanu do Wisły – tłumaczy prezes.

Do Koła Wędkarskiego Jarosław Miasto należy ponad 900 członków. Wielu z nich korzysta z łowiska na Babionce. Mogą też wędkować na zbiornikach w Ostrowie, Pełnatyczach i Radymnie oraz na Sanie. Babionka jest oblegana i to już budzi obawy o dobrostan ryb, a przy rażącym nieprzestrzeganiu regulaminu i sypaniu jedzenia w ilościach znacznie przekraczających zapotrzebowanie, pojawiają się alarmy.

Możliwości zarządu koła są ograniczone. Nawet walka ze śmieciami nie zawsze przynosi oczekiwane skutki, a co dopiero pilnowanie ile zanęty wrzucił do wody siedzący pod krzakiem wędkarz.

erka

 

 

 

Odwołali wiceprzewodniczącego

0
Zenon Koper został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego Rady.

Rada Powiatu Przeworskiego postanowiła, że w tym roku nie będzie mieć wakacji. Sesje zwoływane są z niespotykaną do tej pory częstotliwością, a i wiele się podczas nich dzieje. W ostatnim czasie radni na sali narad spotkali się aż trzykrotnie. Odwołany został też wiceprzewodniczący.

 

Pierwsza z sierpniowych sesji odbyła się 16 sierpnia i zwołana została w trybie nadzwyczajnym na wniosek części radnych Powiatu Przeworskiego. Porządek obrad był krótki, a sama sesja rozpoczęła się już o godzinie 8 rano. Być może z tego względu wzięło w niej udział zaledwie 10 radnych i trwała ona niecałą godzinę. Co ciekawe, nie uczestniczyli w niej ani starosta Bogusław Urban, ani wicestarosta Jacek Kierepka. Wywołało to oburzenie części radnych. Radny Zbigniew Kiszka przyznał nawet, że nie pamięta, by taka sytuacja miała miejsce w ostatnich 20 latach. Jednym z punktów sesji było podjęcie uchwały w sprawie sporządzenia i wniesienia odwołania od uchwały z dnia 2 sierpnia 2022 r. Regionalnej Izby Obrachunkowej w Rzeszowie. Obecni na sali radni, podjęli uchwałę jednomyślnie.

Najwięcej działo się na kolejnej sesji, która odbyła się trzy dni później i trwała ponad 4 godziny. W porządku obrad po raz kolejny znalazły się punkty dotyczące odwołania Zarządu Powiatu z powodu nieudzielenia absolutorium oraz nieudzielenia wotum zaufania. Jak poinformowała przewodnicząca Rady Agnieszka Bukowa-Jedynak, tuż przed sesją wpłynęły opinie z RIO, m.in. ta postanawiająca, że po zbadaniu uchwały z 8 lipca w sprawie niezatwierdzenia sprawozdania finansowego i nieudzielenia absolutorium Zarządowi Powiatu Przeworskiego z tytułu wykonania budżetu za 2021 rok RIO stwierdziła nieważność tej uchwały. W związku z tymi okolicznościami z porządku obrad ponownie zdjęto ten punkt. Części radnych zależało też, by odczytać uzasadnienie uchylenia uchwały przez RIO. Tego dnia radni głosowali też w sprawie odwołania z funkcji wiceprzewodnicącego Rady Zenona Kopra, który jak sam przyznał, spodziewał się takiego wniosku. Ostatecznie w tajnym głosowaniu 10 głosami „za”, 7 „przeciw” oraz 1 wstrzymującym się, Z. Koper został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego. Zabierając głos wezwał do opamiętania się osób, które doprowadziły do podziałów w koalicji nazywając je grupą zdrajców.

Opinia publiczna powinna dowiedzić się, że byłem wielokrotnie namawiany do odwołania pana starosty przez Agnieszkę Bukową-Jedynak, Daniela Krawca, nawet w obecności jednego z posłów, a także Jana Sołka-jak się przedstawiał, Zbigniewa Kiszkę i Wiesława Kubickiego. Wywierano na mnie presję sugerując odwołanie, jesli nie zagłosuję po ich myśli. Wrzucono mi nawet kartkę do szkrzynki na listy, cytuję: Dokonaj dobrego wyboru, inaczej pożałujesz – poinformował Z. Koper dodając, że nie da się zastraszyć.

Ostatnia sesja odbyła się 25 sierpnia i trwała zdecydowanie krócej. Dłuższą chwilę poświęcono m.in. punktowi, w którym chciano odwołać Jerzego Mazura ze składu Komisji Rewizyjnej ze względu na prawomocny wyrok, którym został skazany, jednak większość radnych była przeciw i uchwała nie została podjęta.

 

DP

 

 

„Kapliczka” upamiętniająca powstańca styczniowego w Lutkowie

0

Ślady związane z historią naszego kraju, o której uczymy się w szkole, możemy odnaleźć nawet w małych miejscowościach. Przykładem jest Lutków, gdzie znajduje się „kapliczka” związana z powstaniem styczniowym. Jak podaje strona jaroslawski.pl stoi ona w miejscu, gdzie 2 lutego 1863 roku zamarzł powstaniec styczniowy, wysłany z dworu w Skołoszowie do Kaszyc. Pierwotnie postawiono w tym miejscu drewniany krzyż, a nastepnie zastąpiono go murowaną kapliczką zwieńczoną krzyżem. Została poświęcona 11 listopada 1888 roku w 25. rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Kapliczka powstała dzięki zabiegom ks. Wojciecha Michny, ówczesnego proboszcza z Chłopic. Był on gorącym patriotą i orędownikiem sprawy polskiej. Wsparcia udzielił mu też ks. Rudolf Beneszek, proboszcz z Łowiec. Przedsięwzięcie to poparł również ówczesny właściciel wsi Gustaw Jahn, który podarował cegłę na ten cel. Kapliczka ta, która zbudowana została w formie postumentu z krzyżem znajduje się w niedalekiej odległości od miejscowej świetlicy. Prowadzą do niej schodki. Otoczona jest metalowym ogrodzeniem. W dolnej części umiejscowiona jest tablica z informacjami o obiekcie. Nad tablicą jest prosty gzyms, który oddziela górną część postumentu. Znajduje się tu niewielka wnęka. Zwieńczeniem obiektu jest piękny żeliwny krzyż. U jego podstawy jest tabliczka z datą „1863″, a w górnej części powyżej wizerunku Chrystusa zamocowana jest tabliczka z napisem „NN„. Kapliczka jest zadbana i co ważne po remoncie. – Kapliczka ta została odnowiona przez mieszkańców Lutkowa w 2018 roku, w 100. rocznicę Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Uważam, że o takich miejscach trzeba pamiętać. Jesteśmy dumni, że kapliczka, która przypomina o czasach powstania styczniowego znajduje się na terenie naszej wioski – mówi Dariusz Nasiewicz, sołtys Lutkowa. Ta niewielka kapliczka ma wymiar religijno-narodowy, a społeczność Lutkowa odnawiając ją pokazała, że ważna jest dla niej pamięć o przeszłości.

Marcin Sobczak

Matka Boża Częstochowska

0

Z okazji niedawno obchodzonego święta Matki Bożej Częstochowskiej Muzeum w Przeworsku z wykorzystaiem źródeł zebranych w Bazylice Mniejszej – Sankutuarium Bożego Grobu w Przeworsku, przypomniało historię jednego z wizerunków Madonny Częstochowskiej.

 

Najbardziej znany w Przeworsku wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej to ten z fasady budynku Cukrowni w Przeworsku. Według źródeł, obraz ufundował niejaki syn organisty Pan Rusiński w 1895 r. i został umieszczony na frontowej ścianie fabryki nad głównym wejściem.

„W czasach zaborów został on po raz pierwszy zdjęty na rozkaz zaborcy i schowany w pomieszczeniach biurowych, ale nie zniszczony. Po odzyskaniu niepodległości zostaje umieszczony na swoim miejscu. Szczęśliwie przetrwał lata okupacji niemieckiej, nalotów bombowych i spalenia fabryki. W latach 50. [XX w.] zostaje dobudowana przednia część fabryki (obecnie laboratorium). Obraz, by nie został zakryty ścianą, zostaje przeniesiony do przedniej ściany, aby mógł zajmować godne miejsce. Nadchodzi jednak dzień 21 na 22 czerwca 1955 r. Dwóch niedowiarków na polecenie powiatowego komitetu PZPR z krótką bronią w ręku pod osłoną nocy dostaje się do kancelarii dyrektora technicznego, aby z jego okna wciągnąć i zniszczyć obraz. Udaje się im to i chcą wraz z obrazem opuścić fabrykę bramą obok magazynów cukru (obecnie nie istnieje) i wychodzą na ulicę Gorliczyńską. Widać, że lęk ich ogarnął i po paru minutach wracają z powrotem do fabryki. Po upewnieniu się, że nikogo nie ma łamią obraz na pół i wraz z ramą rzucają obraz do rowu odwadniającego wraz z kanałem obok magazynu cukru. Nadchodzi następny dzień pracy załogi. Na widok co się stało, stają przed fabryką i trudno im jest podjąć pracę, a u wielu pokazują się łzy w oczach. Podejmują prace poszukiwawcze, ale bez skutku. Po paru dniach jeden ze strażników przypadkowo znajduje obraz. Następuje ogromna radość wśród załogi, a zarazem i ból widząc potwornie zniszczony obraz. Na wieść o znalezieniu obrazu UB wywiera presję na niektórych pracownikach, aż wreszcie dochodzi do rozprawy sądowej w Przemyślu. Okazuje się, że sąd broni oprawców do tego stopnia, że podaje za przyczynę to, że może mróz zniszczył obraz (na co cała sala wybuchła śmiechem). Obraz jest tak zniszczony, że nie nadaje się do odnowy i zostaje w tajemnicy wielkiej zaniesiony do Kościoła parafialnego pod opiekę księdza proboszcza Romana Penca. Trwały starania o odnowę, ale konserwator kościelny orzekł, że nastąpi rekonstrukcja. Tak też się staje. Obraz pozostaje dalej i jest razem z nowym w jednej oprawie. Kilkakrotnie trwały starania o powrót, ale nie była to jednak odpowiednia pora. Obecnie znowu zrodziła się myśl powrotu i za zgodą władz w dniu 3 czerwca 1990 r. o godz. 12 po 35 latach powróci na swoje miejsce ku wielkiej radości załogi Cukrowni. Opracował Komitet Obywatelski Powrotu Obrazu”.

 

Źródło: Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo-Parkowy

 

 

 

Jarosławski przystanek Tour de Konstytucja

0

We wtorek, 23 sierpnia na jarosławskim Rynku zebrało się kilkudziesięciu uczestników wydarzenia Tour de Konstytucja, czyli objazdu po kraju z rozmowami o Konstytucji RP, prawach człowieka i demokracji. Jarosław był 68, przedostatnim przystankiem przed wielkim finałem zorganizowanym w minioną sobotę w Warszawie.

 

Tour de Konstytucja to cykl spotkań organizowanych we wszystkich regionach Polski, angażujący społeczności lokalne. Przystanek w Jarosławiu poprzedziło spotkanie w Sanoku. Ostatnie było w Chełmie. – Spotkania są z założenia apartyjne i ponad podziałami politycznymi. Biorą w nim udział, oprócz samych obywateli, przedstawiciele środowisk prawniczych- adwokaci, radcowie prawni, prokuratorzy i sędziowie, a to wyklucza jakiekolwiek zaangażowanie polityczne lub partyjne – podkreślają organizatorzy.

W Jarosławiu gościła Danuta Przywara z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Bartosz Opaliński, dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych w Rzeszowie oraz sędzia Waldemar Żurek ze Stowarzyszenia Sędziów Themis. Spotkanie prowadził Robert Hojda, pomysłodawca i organizator wydarzenia. Rozmawiano o Konstytucji, Unii Europejskiej, Karcie Praw Podstawowych i prawach człowieka. W zgromadzeniu uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Nad wydarzeniem czuwa Fundacja Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych.

erka

 

 

Zatrzymali pijanych kierowców

0

W ubiegłym tygodniu doszło do dwóch obywatelskich zatrzymań nietrzeźwych kierowców. Jeden z nich miał 1,5 promila, a drugi aż 3 promile alkoholu w organizmie. Mimo to, zdecydowali się wsiąść za kierownicę. Teraz zajmie się nimi sąd.

 

Pierwsze zatrzymanie miało miejsce 24 sierpnia, przed 21 w Wólce Małkowej. Mieszkaniec gminy Tryńcza poinformował, że jechał za kierującym audi, które miało uszkodzoną oponę. Mężczyzna postanowił wyprzedzić i zatrzymać pojazd. Gdy audi zatrzymało się, kierujący nim mężczyzna wyszedł z pojazdu, a następnie powrócił do niego i odjechał w kierunku Wólki Małkowej. Zgłaszający ruszył za nim, a po chwili zauważył, że kierujący audi stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w ogrodzenie posesji. Badanie stanu trzeźwości 52-letniego kierowcy wykazało ponad 1,5 promila alkoholu.

Do podobnego zdarzenia doszło dzień wcześniej, przed 18 w Cieplicach. Mieszkaniec powiatu lubaczowskiego oraz mieszkaniec gminy Sieniawa uniemożliwili jazdę pijanemu kierowcy renaulta. Zgłaszający jechali za pojazdem, który poruszał się całą szerokością jezdni i zjeżdżał na pobocze. Mężczyźni postanowili zareagować: wyprzedzili i zatrzymali pojazd, a następnie podbiegli do niego i zabrali kluczyki ze stacyjki. Przeprowadzone badanie stanu trzeźwości wykazało, że kierujący 62-letni mieszkaniec powiatu jarosławskiego miał 3 promile alkoholu w organizmie.

Teraz dalszym losem nieodpowiedzialnych kierowców zajmie się sąd.

DP/KPP Przeworsk

 

Złote Gody świętowało 36 par

0
Na uroczystość w OKMiG w Kańczudze przybyło 23 z 36 uhonorowanych par.

Aż 36 par z terenu Miasta i Gminy Kańczuga świętowało ostatnio swoje Złote Gody, czyli jubileusz 50 wspólnie przeżytych lat.

 

Z tej okazji w Ośrodku Kultury Miasta i Gminy w Kańczudze wręczone zostały Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie, przyznane przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dowód społecznego uznania trwałości małżeństwa i rodziny. Aktu dekoracji dokonał burmistrz Miasta i Gminy Kańczuga Andrzej Żygadło wraz z sekretarzem Teresą Argasińską oraz kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego Alicją Głowacz.

Choć nagrodzone zostało 36 par, w uroczystości – ze względu na stan zdrowia bądź inne okoliczności – wzięło udział 23 pary. Uhonorowani Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie zostali: Anna i Julian Bochnak, Krystyna i Marian Boratyn, Danuta i Zbigniew Brodzik, Józefa i Józef Buczek, Zdzisława i Zdzisław Cieślińscy, Janina i Bolesław Cynk, Danuta i Jan Filip, Elżbieta i Marian Filip, Anna i Stanisław Futoma, Krystyna i Józef Hanus, Stanisława i Kazimierz Jamrozik, Marianna i Marian Karpiak, Barbara i Romuald Kluz, Teresa i Tadeusz Kołodziej, Teresa i Andrzej Kozłowscy, Anna i Józef Kozłowscy, Maria i Stanisław Krowiccy, Henryka i Ryszard Krupińscy, Zofia i Edward Kukułka, Maria i Adam Kuźma, Zofia i Kazimierz Lonc, Maria i Zbigniew Makara, Krystyna i Bogdan Mieszkalscy, Janina i Jan Możdżeń, Maria i Kazimierz Piejko, Aniela i Władysław Pikuła, Zofia i Adam Szczygieł, Halina i Stanisław Szpiłyk, Zofia i Franciszek Wiglusz, Janina i Roman Zając, Krzysztofa i Andrzej Zając, Alfreda i Zygmunt Ząbroń, Anna i Edward Ziętek, Ewa i Bronisław Zygmunt oraz Janina i Edward Zygmunt.

DP/UMiG Kańczuga

 

 

Świetny początek JKS-u, lekcja dla Skołoszowa

0

Piłka nożna IV LIGA: Piłkarze JKS-u Jarosław poszli za ciosem i w kolejnym spotkaniu zgarnęli komplet punktów. Czarno-niebiescy już na początku rozgrywek pokazali, że warto na nich stawiać. Pierwsze zwycięstwo po spadku z III ligi zanotowała Wólczanka Wólka Pełkińska. Srogą lekcje piłki nożnej dostał natomiast Skołoszów.

 

Korona Rzeszów – JKS Jarosław 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Pawlak 24, 0:2 Pawlak 90+2.

Korona: Kochan, Tupalau (75 Chaverra), Szluz (80 Kolisz), Daszyk, Frolov, Mazur ż, Podolak (65 Podiachev cz – 83), Lukanzu, Popek, Pohorilyy ż, Reichel (86 Kot). JKS: Guridov, Drozd, Chrupcała (60 Krzyczkowski), Pawlak (90+3 Dubaj), Ptasznik, Sobolewski, Dusiło (70 Stankiewicz), Baran, Szakiel, Pindak (83 Saramak), Bała (75 Pilch ż).

Sędziował Kantor (Dębica). Widzów 100.

 

– Choć to dopiero, to każde zwycięstwo cieszy i buduje. Wszyscy idziemy w dobrym kierunku. Nie czujemy się faworytem ligi, ale cieszy mnie to, że chłopaki chcą mocno pracować i walczyć na boisku. Na tym opieram swój optymizm – mówi Grzegorz Baran, trener JKS-u. Jego zespół udowodnił, że mimo odmłodzenia i braku „gwiazd” w składzie, w tym sezonie znów może należeć do czołówki, a wygrana z niedawnym jeszcze trzecioligowcem jest tylko tego dowodem. – JKS to bardzo dobry zespół i pokazał to w tym meczu. Spotkanie miało różne fazy. Po straconej bramce chcieliśmy szybko wyrównać, mieliśmy swoje sytuacje, ale nie wyszło – podsumował Andrzej Szymański, trener Korony. Oba gole dla jarosławian zdobył Sebastian Pawlak. Najpierw w 24 minucie, gdy po składnej akcji precyzyjnie przymierzył z dystansu w długi róg. Potem, już w doliczonym czasie gry popisując się efektownym lobem nad bramkarzem Korony.

 

Wólczanka Wólka Pełkińska – Stal Łańcut 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Kędzior 51.

Wólczanka: Krasnopolskyi – Kędzior, Tymchuk (80 Benc ż), Ivaniuk, Yuki (80 Makarski), Kruk, Pietluch (80 Michalski ż), Woźniak ż, Vakhnovych, Harapko ż (88 Londono), Kubrak.

Stal: Szpindor – Paczocha ż, Cwynar (82 Mach), Rączka (58 Płocica), Kania (58 Róg ż), Skała ż, Majda (67 Bieniasz), Buć ż, Wójcik, Kocój ż, Makowski (67 Kmuk ż).

Sędziował Kołodziej (Rzeszów).

Widzów 300.

– Po pierwszym meczu mieliśmy niedosyt. Analizowaliśmy to i wyciągnęliśmy wnioski. Pracowaliśmy nad tym cały tydzień. Tym razem wiele rzeczy funkcjonowało znacznie lepiej. Budujemy nasz zespół praktycznie od zera – oceniał mecz Krzysztof Jędruch, trener Wólczanki. Jedyna bramka padła w drugiej połowie. Po wrzutce Harapki, bramkarz gości wybił piłkę z nad głowy Pietlucha, ale nadbiegający Kędzior zdołał ją opanować i umieścić w siatce.

 

Stal II Mielec – LKS Skołoszów 7:0 (3:0)

Bramki: 1:0 Czernicki 7, 2:0 Poreba 36, 3:0 Czernicki 45, 4:0 Kardyś 47, 5:0 Kardyś 50, 6:0 Bajorek 70, 7:0 Bajorek 83.

Stal II: Dudek – Kopczak (60 Gierlach), Baniecki (70 Osmola), Łebek – Bik, Majocha (46 Blama), Guca, Poreba – Kardyś, Czernicki, Kasza (57 Bajorek).

LKS: Trzeciak – K. Buczkowski, Wojtowicz, Czerwiński, Kiełbowicz – Mariash, Łukasiewicz (46 Broda) Modny, Aksamit, Pilawa (46 Kubas) – M. Buczkowski (60 Czop). Sędziował Kijowski (Krosno). Widzów 50.

O tym meczu beniaminek ze Skołoszowa musi jak najszybciej zapomnieć. Gospodarze robili na boisku co chcieli i już w 7 minucie wyszli na prowadzenie. – Ta bramka nas podłamała. Od tamtego momentu nasz plan taktyczny się zawalił – tłumaczy Grzegorz Kubas, trener LKS-u Skołoszów. Trudno jednak u usprawiedliwienie, bo czasu na poprawę wyniku goście mieli bardzo dużo. Tymczasem zupełnie przespali pierwszą odsłonę, pozwalając rywalom na kolejne trafienia. W drugiej połowie błędy defensywy Skołoszowa były jeszcze większe i dość szczęśliwie, że nie skończyło się na dwucyfrowym wyniku.

Remisy Sokoła i Wiązownicy

0

PIŁKA NOŻNA III liga: W 4 kolejce spotkań obie nasze drużyny podzieliły się punktami. Sokół u siebie z Wisłoką, a Wiązownica na wyjeździe z rezerwami Cracovii.

 

Texom Sokół Sieniawa – Wisłoka Dębica 1:1 (0:0)

Bramki: 1:0 Geniec 81-karny, 1:1 Rachfalik 88.

Sokół: Pasterczyk – Geniec, Skala, Mac, Lis – Majka, Wawryszczuk, Oziębło ż, Jeż ż (46 Tłuczek), Pikiel (82 Wolak) – Mazgoła (64 Twardowski). Trener.

Wisloka: Daniel – Staszczak, Rachfalik ż cz [90+1 faul], Boksiński ż (85 Król) – Kardyś, Łanucha ż (76 Siedlecki), Maik (59 Siedlik), Fedan ż, Falasz (85 Surma) – Maślany ż (59 Rembisz), Jędryas.

Sędziował Mastaj (Dębica).

Widzów 300.

 

– Na tym specyficznym boisku, tutaj każdy wie ze siedem minut do końca meczu to bardzo dużo. Z każdego dośrodkowania czy autu może się stać to co się stało z nami. Chłopaki powinni czuć się jednak zwycięzcami tego pojedynku. W tych warunkach atmosferycznych graliśmy cały mecz bardzo wysoko – podsumował Arkadiusz Baran, trener Sokoła. Gospodarze wyszli na prowadzenie po karnym podyktowanym za faul na Twardowskim. Bramkę zdobył Geniec. Niestety nie zdołali wytrzymać do końca. Wisłoka mocno przycisnęła i na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem wyrównała, wykorzystując zamieszanie pod bramką Sokoła.