W niedzielę, 28 sierpnia, w Dybkowie odbyły się Miejsko-Gminne Dożynki Gminy Sieniawa.
Dożynki w sposób symboliczny kończą żniwa, wieńcząc tym samym roczny cykl prac polowych. Święto to wyraża podziękowanie za szczęśliwe zbiory i prośbę o urodzaj w przyszłych latach.
Tegoroczne uroczystości dożynkowe odbywały się na placu przy remizo-świetlicy, a rozpoczęła je polowa msza święta dziękczynna. Nie zabrakło poświęcenia pachnącego chleba oraz piękne przystrojonych wieńców dożynkowych przygotowanych przez poszczególne sołectwa. Starostami tegorocznych dożynek byli Dorota Szpala i Henryk Witnik, którzy zgodnie z tradycją przekazali chleb na ręce burmistrza Adama Wosia, by ten podzielił go wśród uczestników uroczystości.
Święto plonów było również okazją do prezentacji działalności kół gospodyń wiejskich. Licznie zebranych mieszkańców bawiły zespoły Nokaut i Swinger, a na zakończenie odbyła się zabawa taneczna z zespołem Activ oraz pokaz laserowy. Oczywiście nie brakowało też innych atrakcji takich jak dmuchańce, animatorzy, czy stoiska gastronomiczne.
Organizatorami wydarzenia byli: Burmistrz Miasta i Gminy Sieniawa, Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji „Sokół” w Sieniawie oraz Sołectwo Dybków.
W niedzielę, 28 sierpnia w Szówsku odbyły się Dożynki Gminy Wiązownica. Przy przepięknej słonecznej pogodzie rolnicy dziękowali za plony. Zabawa trwała do późnych godzin nocnych.
Wieńce dożynkowe przygotowały zespoły Kół Gospodyń Wiejskich i Stowarzyszenia Gminy Wiązownica. Po uroczystej, dziękczynnej Mszy św., która odbyła się w Kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szówsku nastąpiła część obrzędowa i artystyczna. Uczestników dożynek powitał Krzysztof Strent, wójt gminy Wiązownica, który podziękował rolnikom za codzienny trud, jaki wkładają w swoją pracę. Na scenie wystąpiły lokalne zespoły tj. „Kapela Sołtysowa”, a wieczorem na zabawie tanecznej przygrywał zespół „Legend”. Nie zabrakło też gier i zabaw, stoisk handlowych, gastronomicznych i dmuchańców. Starostami dożynek byli: Janina i Adam Sanakiewicz.
W dniach 20-28 sierpnia w Jarosławiu odbywała się XXX edycja Festiwalu Muzyki Dawnej „Pieśń Naszych Korzeni”.
W ramach tego wydarzenia w najstarszych kościołach Jarosławia odbył się szereg koncertów. Wydarzenie rozpoczął koncert Marcina Maseckiego w Kościele OO. Franciszkanów.
Każdy dzień festiwalu wypełniony był ciągiem wydarzeń: poranna jutrznia gregoriańska, seminarium-spotkanie „Pieśń Naszych Korzeni”, warsztaty, próby, wspólne posiłki, nieszpory, koncerty i taneczne biesiady z udziałem muzyków ludowych.
Wydarzenie zakończyła Msza święta na zakończenie festiwalu, która odbyła się Kolegiacie pw. Bożego Ciała.
Istniejący od 1993 roku festiwal zawsze odbywa się w ostatni pełny tydzień (od niedzieli do niedzieli) sierpnia. Organizatorami festiwalu są: Maciej Kaziński, Marcin Bornus-Szczyciński oraz Stowarzyszenie „Muzyka Dawna w Jarosławiu”.
Od czwartku do niedzieli na jarosławskim Rynku odbywał się Jarmark Jarosławski, który zgromadził kupców z różnych stron świata. Stoiska handlowe uginały się od różnego rodzaju produktów.
Handel, muzyka, teatr, czyli koncerty, potańcówki i warsztaty, a wśród nich stragany uginające się od kupieckich specjałów pochodzących z różnych stron świata. Tak w wielkim skrócie prezentował się Jarosław podczas Jarmarku Jarosławskiego, który odbywał się w dniach 25-28 sierpnia. Nie brakowało kuglarzy, pokazów tańców dworskich, tradycyjnego rzemiosła czy rycerskich gier i zabaw dla dzieci. Atmosferę wydarzenia dopełniało kazanie na beczce, hejnał z wieży ratuszowej oraz muzyka minionych epok.
Wielkie świętowanie tradycyjnie rozpoczął korowód jarmarkowy prowadzony od Bramy Krakowskiej na rynek. Tam nastąpiło przekazanie kluczy do bram miasta.
Spośród dziesięciu wniosków, które wpłynęły do Urzędu Miasta, nominowanych zostało sześć osób/instytucji pretendujących do wyróżnienia.
W piątek, 26 sierpnia w wyjątkowej scenerii Wielkiego Jarmarku Jarosławskiego wręczone zostały nagrody Burmistrza Miasta Jarosławia – „Jarosław 2022”.
W znamienitym gronie nominowanych do nagrody „Jarosława” znaleźli się: minister Anna Schmidt, archeolog Monika Broszko, artyści Wacław Kochanowicz oraz Ireneusz Janicki, a także Jarosławska Orkiestra Dęta „Laudate Dominum” i Uczelniany Samorząd Studencki z Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej im. ks. Bronisława Markiewicza w Jarosławiu.
Decyzją kapituły prestiżową nagrodę Burmistrza Miasta Jarosławia „Jarosław 2022” otrzymali: minister Anna Schmidt, Jarosławska Orkiestra Dęta „Laudate Dominum” oraz Uczelniany Samorząd Studencki PWSTE w Jarosławiu. Nagrody wręczył Waldemar Paluch, burmistrz Miasta Jarosławia.
– Wszystkie nominowane osoby w szczególny i wyjątkowy sposób zasłużyły się dla dobra naszego miasta i nie sposób wymienić wszystkich zasług, jakie wniosły dla dobra naszej lokalnej społeczności przez wiele lat swojej aktywnej pracy. Warto zwrócić jednak uwagę na wyjątkowość osób młodych z naszej jarosławskiej Alma Mater, którzy w zrywie gorących serc, tak jak wiele tysięcy wolontariuszy nie szczędząc sił i środków nieśli pomoc osobom potrzebującym, uciekającym ze swojego kraju przed rosyjską agresją. To wyjątkowy przykład bezinteresownej pracy, społecznego zaangażowania dla drugiego człowieka i wielkiego ducha drzemiącego w tak młodych osobach, który zasługuje na wyjątkowe uznanie i szczególny sposób podziękowania. Ogromna i bezinteresowna praca społeczna tak młodych ludzi, jak również wszystkich pozostałych nominowanych niech stanowi dla nas wyjątkowy przykład jak żyć w XXI wieku i pracować dla wspólnego dobra – mówi burmistrz W. Paluch, gratulując wszystkim zasłużonym.
Ostatnia edycja wręczenia Jarosławów odbyła się w 2019 roku. Później nastała pandemia, która spowodowała, że nagrody nie przyznawano, dlatego w tej edycji przyznano aż trzy główne nagrody.
Wakacje dobiegają końca. Niebawem rozlegnie się pierwszy dzwonek i uczniowie wrócą do szkół. Kto się spóźni, zawsze będzie mógł się wytłumaczyć, że „lepiej dotrzeć do niej późno niż wcale”. Straszenie szkołą już się właściwie rozpoczęło. Szkołą, co do której każdy ma swoje wymagania. Uczniowie chcą, aby nauki było jak najmniej. Rodzice, żeby szkoła nie tylko dobrze uczyła, ale i pilnowała i wychowywała, a nauczyciele by rodzice w domach dzieci douczali, bo materiału sporo. I jak tu wszystkie racje pogodzić? Nie pomylił się ten, który powiedział, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.
Początek września zazwyczaj przywołuje miłe wspomnienia, bo któż nie pamięta zapachu pieczonych w ognisku ziemniaków. Frajdę z ich zbierania miały nawet dzieci. Na sąsiedzką pomoc też można liczyć było. Starsi na pewno chętnie pamięcią wracają do tego, co bezpowrotnie minęło.
Koniec lata to też pora żniw i co za tym idzie uroczyste zakończenie zbiorów. Zbliżające się dożynki zazwyczaj zapowiadają ustawiane przy drogach słomiane „baby” i „dziady”, choć często też spotkać można bardziej wymyślne formy dożynkowych dekoracji. Kreatywności nie brakowało. Widać ją było przy drogach, jak i przy posesjach. W jednej z gmin zabawa tak się rozwinęła, że aż pomoc strażaków z sąsiedniej miejscowości stała się nieodzowna. Ze słomianych kukieł witających gości zostało jedynie pogorzelisko. Tak to już czasem jest, że nie każdy idzie tędy, którędy mu każą.
Frekwencja na szczęście dopisała. Plon w tym roku obfity, więc podziękować trzeba było. Dziękowali rolnicy. Dziękowali przedstawiciele władz. Przemawiali nawet ci, którym przed laty mikrofony posłuszeństwa „odmówiły”. Nie zabrakło ludowych przyśpiewek, jak i chwalenia się dokonaniami. Odważniejsi też dłużni nie pozostawali, wskazując władzom, co jeszcze w gminach zrobić trzeba.
W Jarosławiu odbywał się jarmark. Kupcy z całego świata zawitali na rynek. Ruch był niemały. Nabyć można było najróżniejsze cuda. Wszystko po to, by mieszkańcy zobaczyli, jak żyli ich przodkowie. Społeczności ogólnie się podobało. Niektórzy zaryzykowali nawet stwierdzeniem, że wydarzenie takie mogłoby trwać przez cały rok. Nagrody Burmistrza Miasta Jarosławia zostały przyznane. W tym toku wręczono nie jedną, a aż trzy. Wszystko przez pandemię. Gdyby nie ona, zapewne tak hojnie by nie było.
Droga częściowo jest już przejezdna. Mieszkańcy zauważają, że po zmroku jest tu bardzo niebezpiecznie.
Mieszkańcom ul. Kraszewskiego i okolic doskwierają „egipskie ciemności”, które panują tam po zmroku. Pytają, czy oświetlenie zostanie włączone, zanim dojdzie do jakiegoś nieszczęścia.
– Ruch kołowy przy ul. Kraszewskiego od jakiegoś już czasu odbywa się normalnie. Ulicą tą przejeżdżają nie tylko osoby, które muszą jakoś dojechać do swoich posesji, ale i inni mieszkańcy miasta, dlatego nie rozumiem, dlaczego w miejscu tym, jeszcze nie uruchomiono oświetlenia ulicznego. Czy naprawdę musi dojść do jakiegoś nieszczęścia, żeby ktoś, kto na co dzień pobiera za to zapłatę, wziął się w końcu za sumienne wykonywanie swoich obowiązków – pyta jeden z mieszkańców tej części miasta.
Czytelnik nadmienia, że za chwilę rozpocznie się rok szkolny i ruch pieszych zapewne jeszcze się zwiększy, dlatego uważa, że oświetlenie powinno zostać włączone jak najszybciej.
O możliwość oświetlenia ul. Kraszewskiego zapytaliśmy w Urzędzie Miasta Jarosławia, który tak sprawę tłumaczy.
– Procedura uruchomienia nowego oświetlenia na ul. Kraszewskiego została rozpoczęta tak szybko, jak było to możliwe i jest w trakcie realizacji. Wszystkie wymagane dokumenty złożyliśmy już w PGE. Jak tylko owa procedura, na którą składa się kilka czynności ( m.in. uzyskanie poświadczenia od PGE o możliwości świadczenia dystrybucji energii elektrycznej, zawarcie umowy na dostawę energii, założenie licznika) się zakończy, zostanie włączone oświetlenie. Powyższe działania są niestety dość czasochłonne, ale niezbędne z uwagi na przepisy obowiązującego prawa – wyjaśnia Iga Kmiecik, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Jarosławia.
Niebawem zakończenie prac
Przypomnijmy, że inwestycję realizuje firma STRABAG Sp. z o.o. z Pruszkowa, a zakres prac obejmował: wykonanie prac rozbiórkowych, przebudowę sieci energetycznej, teletechnicznej, kanalizacji deszczowej i sanitarnej, sieci wodociągowej, przebudowę gazociągów, oświetlenia ulicznego oraz najbardziej wyczekiwanej nowej nawierzchni jezdni. W ramach umowy powstało też małe rondo, zatoki postojowe, miejsca postojowe dla samochodów osobowych, chodniki, ścieżki rowerowe i ciągi pieszo-rowerowe. Prace obejmą również wykonanie oznakowania poziomego i pionowego oraz nowych zieleńców. Wykonawca zobowiązał się zakończyć tę inwestycję w październiku tego roku.
Wieś Wierzbna była samodzielną gminą i należała do książąt Czartoryskich. Parcelację ich dóbr rozpoczęto już w 1926 roku. Na początku parcelowano dobra zwane „wandówką” (prawdopodobnie były to tereny należące kiedyś do księżnej Wandy). Po bardzo niskiej cenie sprzedano zabudowania dworskie i łany urodzajnej ziemi, należące do Witolda Czartoryskiego. Kupowali je chłopi z przeludnionych wiosek, którzy za sprzedane małe kawałki pola we wsiach przeworskich, łańcuckich i leżajskich kupowali duże pałacie pola na „wandówce”. Dworek oraz dość dużą ilość pola nabył Karol Cząstka, dotychczasowy zarządca majątku Czartoryskich we Wierzbnej. Część pola kupili chłopi z Medyni, koło Łańcuta.
Folwark jezuicki w Tywoni liczył 300 mórg bardzo urodzajnych ziem oraz około 40 mórg łąk. Po pierwszym rozbiorze Polski dobra zakonu jezuickiego przeszły w ręce rządu austriackiego i w 1777 roku zostały za bezcen wystawione na licytację. Nowym właścicielem dóbr zakonnych w Tywoni został hrabia Wilhelm Siemieński, nabywca również dworu i majątku w pobliskim Pawłosiowie. Siemieńscy wybudowali w Tywoni niewielki dworek, budynki dla służby folwarcznej, która została zatrudniona przy uprawie chmielu. Po Wilhelmie Siemieńskim majątek odziedziczył jego syn Stanisław, a następnie wnuk Wilhelm Konstanty, który w Tywoni rozwinął hodowlę bydła rasy angielskiej. Po Konstantym majątek odziedziczył syn Wilhelm. Ostatnim właścicielem Tywoni była jego żona hrabina Zofia Siemieńska. Dwór do klucza majątku Siemieńskich należał do końca I wojny światowej.
Jarosławskie Stowarzyszenie „Ocalić Przeszłość dla Przyszłości”
W ośrodku wypoczynkowym „Zielona Przystań” w Manasterzu odbył się charytatywny piknik, którego celem była zbiórka funduszy na rzecz chorego Mateusza.
Organizatorem pikniku była fundacja Educare. – Mateusz ma 32 lata, zaledwie 2 lata po ślubie doznał wylewu krwotocznego, w wyniku czego ma uszkodzoną lewą półkulę mózgu i jest w śpiączce. Jedyną szansą dla niego na odzyskanie świadomości i powrót do normalnego życia jest rehabilitacja – opowiadają jego najbliżsi. Mateusz od wielu miesięcy przebywa w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym, którego miesięczny koszt sięga 25 – 30 tysięcy złotych. Taka suma przekracza możliwości finansowe rodziny. Podczas pikniku przeprowadzona była loteria fantowa. Wygrać można było między innymi PS5, laptop, telewizor, hulajnogę elektryczną oraz wiele innych nagród ufundowanych przez sponsorów. Organizatorzy przygotowali wiele atrakcji m.in. pokaz karate, pokaz pierwszej pomocy, fotobudkę, zjeżdżalnie dla dzieci, przejażdżki na konikach, turniej siatkówki i piłki plażowej. – W zawodach siatkarskich grało wiele przyjaciół Mateusza, bo on sam jest fanem tego sportu. Wcześniej inicjował i grywał w takich turniejach – podkreśla jego siostra Lilianna. W godzinach wieczornych dla wszystkich zagrała kapela folkowa Jagiellanie. – Pragniemy podziękować wszystkim sponsorom, OSP Manasterz za pilnowanie porządku, KGW Manasterz i KGW Leżachów za przygotowanie potraw, wolontariuszom za obsługę, animatorce Małgorzacie za umilenie czasu najmłodszym, DJ ERREY za poprowadzenie imprezy oraz umilenie czasu muzyką oraz wszystkim, którzy zaangażowali się w jakikolwiek sposób w bezinteresowną pomoc. Dzięki dobroci i ofiarności ludzi udało się nam uzbierać kwotę 49000 zł która w całości zostanie przekazana na leczenie i rehabilitację Mateusza – podsumowuje zarząd Fundacji Educare.
Kilkumiesięczna Pola, która choruje na SMA, nie spełnia warunków, by skorzystać z ogłoszonej przez Ministerstwo Zdrowia refundacji tzw. najdroższego leku świata. Jej bliscy nadal walczą o zebranie kwoty ponad 9 milionów złotych. Ciągle sporo brakuje, a czasu ubywa…
Mama Poli poinformowała, że jej dziecko nie kwalifikuje się do refundacji leczenia.
O Poli pierwszy raz pisaliśmy w kwietniu, tuż po otrzymaniu przez jej rodziców diagnozy, która zmieniła ich życie. Okazało się, że ich ukochana córeczka choruje na SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni. Jakby tego było mało, w naszym województwie badania przesiewowe pod kątem tej choroby są wykonywane u dzieci dopiero od końca marca. Ominęły więc Polę, która urodziła się na początku stycznia. By walczyć z ciągle postępującą chorobą, rodzice rozpoczęli zbiórkę na ogromną kwotę – ponad 9 milionów złotych potrzebnych na zakup terapii genowej o nazwie Zolgensma. Lek podany jednorazowo jest w stanie zatrzymać chorobę, trzeba jednak podać go jak najwcześniej, najlepiej zanim dziecko osiągnie wagę 13 kilogramów. Pola waży już ponad 8. Mimo obniżenia kwoty zbiórki o wartość podatku, koszty nadal są ogromne. (Dzięki nowemu rozporządzeniu cena leku dla zbiórek rozpoczętych w trakcie stanu epidemii, tj. do 16 maja, została obniżona o kwotę VAT, z 8 do 0%). Niedawno pomocy potrzebował mały Liam, dla którego udało się zebrać środki na leczenie, teraz takiej pomocy oczekuje Pola, tym bardziej, że jej rodzice, póki co, nie mogą liczyć na wsparcie państwa.
Kolejny cios
Dzień ogłoszenia przez Ministerstwo Zdrowia informacji o refundacji leczenia dzieci chorujących na SMA był długo oczekiwaną chwilą, m.in. dla Kamili i Marcina Matuszek, rodziców Poli. Radość trwała jednak tylko kilka minut. Okazało się bowiem, że owszem, refundacja będzie, ale obwarowana takimi warunkami, że niestety, ale Pola, jak i wiele innych dzieci dla których prowadzone są zbiórki, z niej nie skorzysta. Terapia genowa ma być refundowana od 1 września, ale tylko dla dzieci poniżej 6. miesiąca życia, nieleczonych dotychczas w kierunku SMA.
– Kochani, wielu z was dzwoni i pisze do nas z gratulacjami, odnośnie terapii genowej, która podobno jest już refundowana w naszym kraju. Chciałam wam zbiorczo odpowiedzieć, że Pola nie kwalifikuje się do tej terapii, bo ukończyła już 6 miesiąc życia. Jest dzieckiem, które nie miało szans na przesiew, a teraz dostaliśmy kolejny cios. Liczyliśmy na to, czekaliśmy na tą godzinę, niestety nasza córka się nie zakwalifikowała. Ona nic z tego nie wie i się cieszy, ale serce nas, rodziców, pękło po prostu na pół. Nasza zbiórka jest aktywna i dalej zbieramy 9 i pół miliona na lek – w niezwykle emocjonalnym nagraniu 22 sierpnia poinformowała mama Poli.
Walka z czasem
W połowie sierpnia Pola przeszła kolejną infekcję, która dla niej oznacza walkę o każdy oddech i utratę tego, co wywalczyła godzinami żmudnej rehabilitacji. Każde takie z pozoru niewinne przeziębienie jest dla dziewczynki poważnym osłabieniem. Jej bliscy jednak nie poddają się i robią co mogą, by jej pomóc. Oprócz aktywności związanych z rehabilitacją oraz zbieraniem pieniędzy na leczenie, angażują się w nagłaśnianie problemu, z jakim borykają się rodzice dzieci takich jak Pola. Na początku miesiąca razem z innymi wystąpili w Sejmie, a na 30 sierpnia zaplanowano tam protest, w którym wezmą udział rodzice dzieci, które według przepisów, nie mogą skorzystać z refundacji.
Pomóżmy Poli
W poniedziałek, 29 sierpnia, na koncie internetowej zbiórki dla Poli pod adresem: https://www.siepomaga.pl/pola-matuszek było 2 miliony 720 tysięcy złotych, a to zaledwie 29% potrzebnej kwoty. Pomóżmy, by jak najszybciej zbiórka osiągnęła 100% i Pola mogła otrzymać lek, skoro nie ma szansy na jego refundację.