Konkurs na najlepszy reportaż, esej lub felieton rozstrzygnięty!

Data:

We wtorek, 16 czerwca, w Szkole Podstawowej im. ks. Stanisława Sudoła w Wiązownicy odbyło się podsumowanie XVII Gminnego Konkursu na „Najlepszy reportaż, esej lub felieton” pod hasłem: „Rola autorytetów – tracą na znaczeniu, czy są niezbędne?”.

W wydarzeniu uczestniczyli: wójt Gminy Wiązownica Krzysztof Strent, który objął konkurs patronatem honorowym, dziennikarka „Gazety Jarosławskiej” Dominika Prokuska, dyrektor Szkoły Podstawowej w Wiązownicy Agnieszka Kukułka oraz Agnieszka Pieniążek, pomysłodawczyni i koordynatorka konkursu.

W tegorocznej edycji przyznano dwa równorzędne pierwsze miejsca – były to prace autorstwa Magdaleny Winiarz z SP w Zapałowie (opiekun: Agnieszka Kamińska-Leus) oraz Zuzanny Powroźnik z SP w Wiązownicy (opiekun: Beata Skowrońska). II równorzędne miejsce zajęły: Nikola Grochowska z SP w Zapałowie (opiekun: Agnieszka Kamińska-Leus) oraz Milena Socha z SP w Wiązownicy (opiekun: Marta Krowiak). III miejsce ex equo przyznano Anicie Rokosz z SP w Wiązownicy (opiekun: Beata Walerianowicz-Hemperek) oraz Justynie Lampart z SP w Wiązownicy (opiekun: Beata Skowrońska). Jury postanowiło przyznać też wyróżnienia. Otrzymały je: Karolina Hryń z SP w Wiązownicy (opiekun: Beata Skowrońska), Julia Poziemska z SP w Zapałowie (opiekun: Agnieszka Kamińska-Leus) oraz Jagoda Gołąb z SP w Wiązownicy (opiekun: Beata Walerianowicz-Hemperek).

Laureaci otrzymali dyplomy, podziękowania oraz nagrody ufundowane przez Wójta Gminy Wiązownica. Dodatkowe upominki dla zwycięzców przygotowała również „Gazeta Jarosławska”. Poniżej publikujemy dwie prace nagrodzone przez jury równorzędnym pierwszym miejscem.

DP


Bez autorytetów świat byłby jak noc bez gwiazd

Magdalena Winiarz

Szkoła Podstawowa im. Jana Pawła II w Zapałowie

opiekun: Agnieszka Kamińska-Leus

Jest wczesny marcowy wieczór 2026 roku. Na zewnątrz powoli zapada zmrok, a w sali konferencyjnej jednej z jarosławskich szkół podstawowych trwa spotkanie poświęcone roli autorytetów we współczesnym świecie. W wydarzeniu biorą udział uczniowie, nauczyciele, rodzice oraz zaproszeni goście – psycholog i pedagog. Krzesła ustawione są w półokręgu, co ma sprzyjać rozmowie. Na twarzach uczestników widać skupienie, ale też pewne napięcie – temat wydaje się ważny i niełatwy. Przychodzę tu jako obserwator, ale szybko zaczynam czuć, że to pytanie dotyczy również mnie: czy autorytety naprawdę tracą dziś znaczenie?

Spotkanie rozpoczyna się spokojnie. Głos zabiera prowadząca, nauczycielka języka polskiego, która mówi:

– „Jeszcze kilkanaście lat temu autorytetami byli dla młodych ludzi przede wszystkim rodzice i nauczyciele. Dziś sytuacja wygląda inaczej”.

Na sali zapada cisza, jakby każdy próbował sobie przypomnieć własne doświadczenia. Uczniowie siedzą w luźnych pozach, niektórzy z rękami w kieszeniach, inni pochylają się nad telefonami, ale co chwilę podnoszą wzrok, słuchając kolejnych wypowiedzi. Pierwszy zgłasza się chłopak z ostatniej ławki. Ma na sobie sportową bluzę, mówi szybko, trochę nerwowo:

– „My nie mamy jednego autorytetu. Raczej wielu. Każdy jest od czegoś inny”.

To zdanie wywołuje poruszenie. Rzeczywiście – świat się zmienił. Internet otworzył dostęp do tysięcy ludzi, którzy mogą wpływać na nasze decyzje. Ale czy to dobrze? Psycholog, siedzący z boku, poprawia okulary i włącza się do rozmowy:

– „Problem nie polega na tym, że autorytety znikają. Problem polega na tym, że trudno odróżnić autorytet od osoby popularnej”.

Te słowa brzmią jak ostrzeżenie. Nagle uświadamiam sobie, że popularność nie zawsze idzie w parze z mądrością. A jednak to właśnie popularne osoby często przyciągają uwagę młodych. W przerwie podchodzę do grupy uczniów stojących przy oknie. Za szybą widać ciemniejące niebo i światła ulicznych lamp, które migoczą jak małe drogowskazy.

– „A wy macie autorytety?” – pytam.

Dziewczyna w jasnym swetrze odpowiada po chwili:

– „Chyba tak… ale to nie jest jedna osoba. Raczej kilka. Mama, trenerka i jedna youtuberka”.

– „A dlaczego właśnie oni?” – dopytuję.

– „Bo są prawdziwi. Nie udają”.

To słowo „prawdziwi” zostaje ze mną na dłużej. Może właśnie autentyczność jest dziś najważniejszą cechą autorytetu? Wracamy na salę. Dyskusja staje się coraz bardziej żywa. Padają różne opinie:

– „Autorytety są potrzebne, bo bez nich nie wiemy, jak żyć” – mówi jedna z nauczycielek.

– „Ale czasem autorytety zawodzą” – odpowiada uczeń z pierwszego rzędu.

I tu pojawia się kolejny problem. Kiedy autorytet popełnia błąd, traci zaufanie. A młodzi ludzie bardzo szybko to zauważają. Może dlatego coraz trudniej jest dziś być dla kogoś wzorem? Zaczynam patrzeć na całą sytuację jak na obraz – pełen kontrastów. Z jednej strony potrzeba przewodnika, z drugiej – nieufność wobec innych. Jakby młodzi ludzie stali na rozdrożu, nie wiedząc, którą drogę wybrać.

Pedagog podsumowuje jedną z części spotkania:

– „Autorytet nie musi być idealny. Ważne, żeby był odpowiedzialny za swoje słowa i czyny”. To zdanie wybrzmiewa w ciszy, która na chwilę ogarnia salę. Patrzę na twarze uczestników – widzę zamyślenie, czasem niepewność. Każdy zdaje się analizować własne doświadczenia. Myślę o tym, jak bardzo zmienił się świat. Kiedyś autorytet był jak góra – stały, niezmienny, widoczny z daleka. Dziś przypomina raczej światło latarki – można je włączyć i wyłączyć, skierować w różne strony. Ale czy to znaczy, że przestał być potrzebny?

Skutki tej zmiany są wyraźne. Młodzi ludzie mają większą swobodę wyboru, ale jednocześnie częściej czują się zagubieni. Brak jednego, silnego autorytetu sprawia, że trudniej podejmować decyzje. Każda droga wydaje się dobra – i jednocześnie żadna nie daje pewności. Na koniec spotkania jedna z uczennic mówi cicho, ale wyraźnie:

– „My chyba potrzebujemy autorytetów, tylko boimy się im zaufać”.

To zdanie brzmi jak odpowiedź, której wszyscy szukali, ale nikt nie potrafił wcześniej wypowiedzieć.

Spotkanie dobiega końca. Sala powoli pustoszeje, krzesła zostają przesunięte, światła przygasają. Wychodzę na zewnątrz – powietrze jest chłodne, a ulice spokojne. Zastanawiam się nad tym, co usłyszałam. Czy autorytety tracą na znaczeniu? Moim zdaniem – nie. One się zmieniają, dostosowują do świata, który pędzi coraz szybciej. Nadal są potrzebne, bo pomagają odnaleźć kierunek w życiu. Jednak to wydarzenie pokazuje też coś ważnego – że wybór autorytetu nie jest prosty. Wymaga rozwagi, krytycznego myślenia i odwagi, by zaufać właściwej osobie. Dlatego warto być ostrożnym.

Nie każdy, kto mówi pewnie, ma rację. Nie każdy, kto jest popularny, zasługuje na zaufanie. Autorytet to nie tylko ktoś, kogo podziwiamy. To ktoś, kto uczy nas, jak być lepszym człowiekiem. Wracam do domu z poczuciem, że odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Ale jedno wiem na pewno – bez autorytetów świat byłby jak noc bez gwiazd. Można iść naprzód, ale znacznie trudniej znaleźć właściwą drogę.


Autentyczność w świecie kopii

Zuzanna Powroźnik

Szkoła Podstawowa im. Księdza Stanisława Sudoła w Wiązownicy

Opiekun: Beata Skowrońska

Dzisiaj świat kręci się wokół Internetu. Wystarczy odpalić TikToka czy Instagrama, żeby zobaczyć setki ludzi, którzy mówią nam, jak mamy żyć, co jeść i w co się ubierać. Kiedyś autorytetem był ktoś starszy, mądry, kto dużo przeżył – na przykład dziadek albo znany naukowiec. Teraz często wydaje się, że autorytetem jest ten, kto ma najwięcej followersów i najfajniejsze auto. Czy to znaczy, że prawdziwe autorytety już nam nie są potrzebne? A może w tym całym bałaganie potrzebujemy ich bardziej niż kiedykolwiek?

Kiedy pytam dorosłych o to, kto był ich autorytetem w młodości, zazwyczaj bez wahania wymieniają Jana Pawła II, jakiegoś mądrego profesora, który potrafił zarazić pasją do nauki, albo dziadka, który przeżył wojnę i znał cenę każdego kawałka chleba. To byli ludzie twardzi, mądrzy i przede wszystkim godni zaufania. A jak to wygląda u nas, w świecie zdominowanym przez algorytmy? Włączamy telefon i co widzimy w pierwszej kolejności? Widzimy kogoś, kto „zrobił pranka” w sklepie, ośmieszając innych ludzi dla milionów wyświetleń. Widzimy dziewczynę, która pokazuje, jak się idealnie malować, i chłopaka, który godzinami gra, krzycząc do mikrofonu i zbierając wirtualne oklaski. Czy to naprawdę są nasze autorytety, czy tylko chwilowa rozrywka, która wypełnia nam czas? Czasami mam wrażenie, że dzisiejszy „wzór do naśladowania” to po prostu ktoś, kto ma najfajniejszy filtr na twarzy, najdroższe buty i potrafi najlepiej udawać, że nie ma żadnych problemów.

I tutaj dochodzimy do tego, że autorytety wcale nie tracą na znaczeniu – one są nam potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Dlaczego tak uważam? Prawdziwy autorytet to przecież nie jest robot, który nigdy nie popełnił żadnego błędu i zawsze wie, co powiedzieć. To może być na przykład starszy brat, który kiedyś zawalił rok w szkole, bo się pogubił, ale potem wziął się w garść, zaczął ciężko pracować i teraz studiuje to, co naprawdę kocha. To jest autorytet! Bo on nie tylko mówi, że „się da”, ale własnym przykładem pokazał, że można wyjść z największego dołka. To może być też trenerka w klubie sportowym, która czasem na nas krzyknie, kiedy widzi, że się obijamy, ale robi to tylko dlatego, że w nas wierzy i chce, żebyśmy byli lepsi niż wczoraj. Tacy ludzie są jak GPS w telefonie – kiedy droga się rozgałęzia, oni podpowiadają, gdzie się udać. Możesz oczywiście próbować jechać bez niego, jasne, to Twoje prawo, ale wtedy pewnie pięć razy skręcisz nie tam, gdzie trzeba, i wylądujesz w szczerym polu.

Właśnie o to w tym wszystkim chodzi – o poczucie kierunku. W dzisiejszym świecie, w którym każda informacja jest na wyciągnięcie ręki, paradoksalnie coraz trudniej jest wiedzieć, co jest prawdą, a co tylko dobrze przygotowaną reklamą. Czy influencer, który zmienia poglądy w zależności od tego, jaka firma akurat mu zapłaci, może być dla nas oparciem, gdy przyjdzie prawdziwy życiowy zakręt? Czy ktoś, kto uśmiecha się szeroko tylko wtedy, gdy widzi czerwony punkt nagrywania na ekranie telefonu, naprawdę nauczy nas, jak radzić sobie z prawdziwym smutkiem, samotnością albo dotkliwą porażką? No właśnie, mam co do tego ogromne wątpliwości. Prawdziwe życie nie ma filtrów wygładzających cerę, a poważnych problemów nie da się rozwiązać jednym kliknięciem „usuń post” czy zablokowaniem niewygodnego użytkownika.

Właśnie tutaj pojawia się ta kluczowa, fundamentalna różnica między idolem a autorytetem, o której często zapominamy. Idol to ktoś, kogo chcemy jedynie oglądać, bo jest ładny, zabawny albo kontrowersyjny; autorytetu zaś chcemy słuchać i jego zdanie naprawdę bierzemy pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Idol błyszczy jasnym światłem na ekranie, ale autorytet świeci światłem odbitym od swoich codziennych, często trudnych czynów. Idol jest jak fajerwerk na sylwestra – robi mnóstwo hałasu, wygląda wspaniale przez kilka sekund na tle nieba, a potem zostaje po nim tylko zapach dymu i ciemna pustka. Autorytet natomiast przypomina latarnię morską. Nie musi krzyczeć, nie musi robić wokół siebie zbędnego zamieszania ani tańczyć przed kamerą. Po prostu stoi tam, gdzie powinien, i cierpliwie pokazuje bezpieczną drogę, kiedy na naszym prywatnym „życiowym morzu” zaczyna się groźny sztorm.

Szukanie autorytetu to tak naprawdę nic innego jak poszukiwanie kogoś autentycznego w świecie kopii. Nie potrzebujemy kogoś idealnego, kogoś, kto nigdy się nie potknął, bo tacy ludzie po prostu nie istnieją poza scenariuszami filmowymi. Potrzebujemy kogoś, kto żyje dokładnie tak, jak mówi, i nie rzuca słów na wiatr. Jeśli ktoś namawia nas do uczciwości, a sam przy pierwszej okazji oszukuje, to jego autorytet znika w ułamku sekundy, niezależnie od tego, jak piękne posty wrzuca do sieci. W świecie, w którym wszystko można wyreżyserować, poprawić w aplikacji albo kupić za odpowiednią cenę, najbardziej liczy się spójność między słowem a czynem. Szanujemy tych, którzy budują swoją wartość na pasji i ciężkiej pracy, a nie na tanich trikach pod publiczność. To oni pokazują, że warto się starać, nawet gdy nikt nie patrzy i nie nagrywa tego na Story.

Czy zatem autorytety są niezbędne? Wyobraźcie sobie, że idziecie w nieznane góry bez mapy i zasięgu w telefonie. Można iść na oślep, ale pewnie szybko wpadniemy do jakiegoś rowu albo zgubimy drogę do schroniska. Autorytet to właśnie taka mapa. To ktoś, kto już tam był, kto zna te ścieżki i może nam szepnąć: „Uważaj, tam jest ślisko, lepiej idź tędy”. Bez takich osób bylibyśmy tylko kopiami kopii, ludźmi bez własnego zdania, którzy robią to, co akurat jest modne w danym tygodniu. Autorytet nie zabiera nam wolności wyboru – on po prostu uczy nas, jak z tej wolności mądrze korzystać, żeby nie zrobić sobie krzywdy.

Podsumowując, autorytety wcale nie tracą  na znaczeniu i nie odchodzą do lamusa – one po prostu stały się w dzisiejszych czasach towarem luksusowym i rzadkim. Trudniej je znaleźć w tym całym cyfrowym hałasie, krzyku i powiadomieniach, które atakują nas z każdej strony, ale właśnie dlatego, kiedy już na kogoś takiego trafimy, warto trzymać się blisko niego. Nie robimy tego po to, żeby go ślepo naśladować, stać się jego wierną kopią czy bezmyślnym cieniem, ale po to, żeby dzięki jego wskazówkom odnaleźć własną, unikalną drogę. Bo chodzi też o to, żebyśmy to my kiedyś stali się dla kogoś oparciem. Żeby ktoś, patrząc na nas za parę lat, pomyślał: „Dzięki tej osobie wiem, że warto być sobą”. I to jest chyba najważniejsza lekcja, jakiej mogą nas nauczyć nasi mistrzowie. Prawdziwa mądrość nie potrzebuje Wi-Fi, by przetrwać próbę czasu.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Share post:

Subscribe

Popularne

Zobacz także
Zobacz także

Dzień Sportu z Jedynką

Na Stadionie Lekkoatletycznym w Przeworsku odbyła się impreza pod...

Jubileusz Sanu Gorzyce

LKS San Gorzyce obchodził 70-lecie klubu. W ramach obchodów...

Tygrysy znad Mleczki wygrywają ligę w Przeworsku

W hali MOSiR w Przeworsku rozegrano finałową kolejkę Przeworskiej...

Ogólnopolskie święto tenisa w Jarosławiu

W dniach 19–21 czerwca 2026 r. na kortach tenisowych...