Pod czujnym okiem profesora z Pracowni Konserwacji i Restauracji Ceramiki warszawskiej ASP swój dawny blask i walory estetyczne odzyskują kolejne obiekty z kolekcji jarosławskiego Muzeum, pierwotnie pochodzących najprawdopodobniej z pałacu w Sieniawie.
Jak podkreśla Adriana Pobuta, główny inwentaryzator Muzeum w Jarosławiu, by obiekt ze zbiorów Muzeum mógł trafić do konserwacji, trzeba się sporo napracować – od wykonania szczegółowych fotografii, opisu stanu zachowania, określenia głównych problemów konserwatorskich, po stworzenie, przedyskutowanie i akceptację programu prac, skonstruowanie i podpisanie umowy, spisanie protokołów i wreszcie (niełatwy czasem) transport obiektów. Cała ta gra jest jednak zdecydowanie warta świeczki, o czym świadczyć może choćby wieloletnia współpraca Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie, która znowu owocuje kolejnymi już obiektami, które odzyskują swój blask i walory estetyczne. Pod czujnym okiem prof. dr. hab. Jacka Martusewicza z Pracowni Konserwacji i Restauracji Ceramiki warszawskiej ASP prace konserwatorskie i restauratorskie tym razem przeprowadzono m.in. przy czterdziestu trzech flizach holenderskich z kolekcji Muzeum, pierwotnie pochodzących najprawdopodobniej z pałacu w Sieniawie. Po zakończeniu prac większość flizów została umieszczona w panelach ekspozycyjnych, dzięki czemu już niedługo będzie je można podziwiać w jarosławskim muzeum. Flizy zostały pogrupowane ze względu na motyw przewodni (jeźdźcy, jeźdźcy w strojach orientalizujących, landschap op land), technikę wykonania zdobień (manganowe, kobaltowe) oraz czas powstania (XVII i XVIII wiek). Zabiegom konserwatorskim poddano także kafle piecowe (m.in. renesansowe, datowane na XVI w.) pochodzące z wykopalisk na terenie Jarosławia oraz niewielki, aczkolwiek efektowny gliniany garnuszek. Niezwykle dekoracyjne obiekty wrócą wkrótce na ekspozycję opowiadającą o Złotym Wieku miasta.
– Efekty współpracy Muzeum z Akademią to nie tylko poddane konserwacji muzealia. To także prześwietlenia, analizy i badania mikrochemiczne (czasem potwierdzające technikę wykonania i datowanie, a czasem zmieniające zupełnie naszą wiedzę o obiektach), to komisje konserwatorskie, w trakcie których dyskutujemy nad możliwymi rozwiązaniami i możemy obserwować przebieg kolejnych etapów konserwacji, wreszcie to powstanie dokładnej dokumentacji opisowej, rysunkowej i fotograficznej obiektów. Ta niebagatelna wartość dodana całego procesu to powód, dla którego zdecydowanie nie zatrzymujemy się w naszych wspólnych działaniach i już dziś możemy się pochwalić, że tuż przed początkiem roku akademickiego kolejne obiekty ze zbiorów Muzeum trafiły do pracowni na warszawskiej uczelni. Nie możemy doczekać się efektów prac konserwatorskich – dodaje na zakończenie A. Pobuta.
DP/fot. arch. muzeum
