Strona główna Blog Strona 482

Dwa wyjścia

0

Epidemii można było się spodziewać. Przemawiał za tym trwający nie od dziś problem z afrykańskim pomorem świń, SARS, ptasią grypą, czy chociażby wścieklizną, która ciągle jest zagrożeniem. Pojawiały się wieści o nadciągającej wojnie. Klęska suszy lub powodzi też wisiała. Ale tego, że niecały tydzień przed wyborami w demokratycznym kraju nie będzie wiadomo jakie będą, czy w ogóle będą i będzie wiadomo tylko kto ma wygrać, tego nawet najświatlejsi jasnowidze nie przejrzeli.

Czasy coraz ciekawsze i coraz częściej przychodzi myśl, że jeszcze zatęsknimy za tym, co już było, a minęło nie tylko przez koronawirusa. Z epidemią jest tak, że na początku pojawia się strach. Potem zmienia się w obawę. Jedni są bardziej ostrożni. Inni mniej. W końcu wszyscy się przyzwyczają i jest po sprawie. W wielu sklepach już nie spotkamy płynu do dezynfekcji, czy rękawiczek dla klienta. Twarzy w miejscu publicznym nie możemy odsłaniać, a jak jest każdy widzi. Przykładów można wymieniać wiele. Żyjemy w obostrzeniach i jak to już w naszej historii było potrafimy je obejść. Bo Polakowi nie tak łatwo zakazać. Za to wpuścić go maliny łatwo, bo wtedy on myśli, że sam decyduje. Cytując za Rejem po szkodzie będziemy mądrzejsi, choć przywołując Kochanowskiego – przed i po szkodzie będzie Polak głupi. Narodowi wieszcze nie zostawili na nas suchej nitki. Na szczęście aż tak źle nie jest. Ale jeśli powiemy, że dobrze, to mocno przesadzimy.

Wirusa, który tyle bałaganu narobił możemy zniszczyć i kiedyś to się stanie. Gdyby wszyscy postępowali odpowiedzialnie, to już by go nie było. Nie może on przecież istnieć bez nas. Na dodatek za sprytny nie jest i wystarczy podstawowe zabezpieczenie, by zastał samotny i przepadł. Dokucza, ponieważ wykorzystuje zbyt luźne traktowanie zagrożenia. Jego siła tkwi w tym, że uważamy go za przypadłość, która może dotknąć innych, a nie nas. A jeśli już nawet nam zagrozi, to będzie na kogo winę zwalić.

Mamy więc epidemię i niby każdy wie co ma robić, ale mało kto robi. Najprawdopodobniej szybkim krokiem zbliżają się wybory. Choć tego do ostatnich dni nikt nie będzie wiedział. Tu z kolei nie wiadomo jeszcze, co i jak robić, bo przepisy nie zostały uchwalone, ale już na wszelki wypadek robią. W sumie robią za nasze, by ugrać swoje. Czyli koszty nie mają znaczenia. Takie kuriozum. W filmie fajne do oglądania. Żyć z tym trudno.

Wydaje się, że nasza rzeczywistość biegnie dwoma niezależnymi nurtami. Pierwszy to życie każdego z nas. Praca, rodzina, wypoczynek itd. Drugi to polityka już od najniższego szczebla. Jak najbardziej realne życie zderza się z fabułą władzy, koneksji, kombinatorstwa itp. Wychodzi z tego taki galimatias, że jak mówią za wschodnią granicą – bez wodki nie rozbieriosz. Kto chce z tej demokracji czerpać zyski ma dwa wyjścia. Albo solidnie pracować, albo zapisać się do jakiegoś towarzystwa. Jeśli wybierze pierwsze to przepadł. Jeśli drugie, to ma dwa wyjścia. Albo zapisze się do niewłaściwego, albo właściwego. Jeśli wybierze pierwsze, to przepadł. Jeśli drugie, to ma dwa wyjścia….

Media obiegła informacja, że Kim Dzong Un nie umarł i się uśmiecha. To dobre wieści. Przynajmniej dla Kima.

Roman Kijanka

 

 

 

Głos Czytelnika: Rozwiązanie blokady ulicy na chłopski rozum

0

Zablokowana droga do dwóch bloków, garaży i miejskiego budynku ciągle budzi emocje. Sprawa toczy się od dawna. Strony czekają na orzeczenie sądu i tłumaczą się tak, by wyszło, że każda ma rację. Według mieszkańca, który znalazł się w grupie zablokowanych z dojazdem brakuje tylko dobrej woli i logicznego podejścia do problemu.

Sprawę przespano przed pięcioma laty. W latach 90 ubiegłego wieku droga należała do miasta. Potem okazało się, że jest prywatna, a teraz dodatkowo, że właściciel zamknął przejazd, bo nie mogą się dogadać co do ceny. Skoro już tak się stało to należy znaleźć wyjście zadowalające wszystkie strony. Nie mamy dojazdu, ale trudno, by każdy występował samodzielnie dlatego scedowaliśmy załatwienie tej sprawy na Spółdzielnię Mieszkaniową. Burmistrz nie może nic zrobić z budynkiem po MOPS-ie, bo nie ma do niego dojazdu. PKP nie ma zysku z garaży z tego samego powodu. Właściciel ma też problem. Przy ludzkim podejściu sprawa jest prosta do załatwienia. Wystarczyłoby, gdyby podmioty, w których interesie leży przejezdność poskładały się i zapłaciły za drogę. Koszty nie będą wysokie, a problem braku dojazdu zniknie. Nakłady szybko się zwrócą. Chociażby dzięki temu, że każdy będzie mógł bez kłopotu gospodarować swoją własnością. Przy odbijaniu piłeczki w przerzucaniu się kompetencjami mamy bałagan, a jego koniec trudno określić – uważa Czytelnik.

Chodzi o drogę dojazdową do budynków biegnącą obok byłego hotelu JPB Budexim. Boczną ul. Poniatowskiego w Jarosławiu.

 

Eques Polonus sum

0

Konstytucja 3 maja. Nadzieja z dojrzałej decyzji o reformie Ojczyzny. Po okresie wyjątkowym i kontrowersyjnym w naszej historii, czyli rządach sarmackiej szlachty pojawiła się chęć zmiany. Druga na świecie konstytucja tchnęła życie w zaniedbany kraj, lecz część polskich szlachciców nie mogła przeboleć utraty wpływów i zwrócili się po pomoc w obaleniu reform do Cesarstwa Rosyjskiego. Patrząc na to, co dzieje się w naszej polityce dziś, wygląda na to, że niewiele się w nas zmieniło, może tylko granica, za którą szukamy oparcia.

Skoro jednak nie zmieniliśmy się na lepsze, to jest nadzieja, że nie jesteśmy też gorsi niż kiedyś. Pod Grunwaldem pokazaliśmy siłę i zmysł strategiczny oddziałów polsko-litewskich i pokonaliśmy krzyżacką zawieruchę. Dwa i pół wieku później Jan III Sobieski odniósł ogromne zwycięstwo nad Imperium Osmańskim pod Wiedniem i uwolnił zachód przed kulturą Bliskiego Wschodu. Polska jest historycznym punktem, gdzie spiera się wschód z zachodem, co przysparza nam problemów… albo my po prostu nie potrafimy dobrze wykorzystać naszego położenia. Kolejne dwa i pół wieku później zatrzymujemy kolejną falę ze wschodu, tym razem bolszewizmu w Bitwie Warszawskiej. Czy musimy czekać kolejne 100 lat, by dokonać jakiegoś wspaniałego czynu?

Gdzie się podział nasz charakter i siła, że zamiast budować nasz kraj i świadomość narodową, ledwo wiążemy koniec z końcem codzienności pracując fizycznie w obcych korporacjach i fabrykach? Czy istnieją politycy, dla których słowo, honor i suwerenna silna Polska są ważniejsze od własnych rozgrywek politycznych? Czy nasza historia nie toczy się w to samo koło od wieków nic nie zmieniając poza poziomem rozwoju technologicznego? Z kim by dziś podyskutować o przyszłości, skoro nikogo nie obchodzi przeszłość? Jacek Kaczmarski próbuje zmierzyć współczesnego Polaka z dumnym Sarmatą w Rozmowie z XVI-wiecznym portretem trumiennym. A poniżej, w Requiem rozbiorowym, podsumowuje nas na swój zawsze aktualny sposób.

Jesteśmy – jacy jesteśmy
Byliśmy – jacyśmy byli
Tę prawdę o sobie unieśmy
W tej krótkiej, danej nam chwili.

Będziemy – jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam – czego chcieć,
Lecz nie wiemy – czego nie wiemy,
Więc nie mamy – co chcemy mieć.

Mogliśmy, czego nie wolno,
Co wolno – nie chcemy móc.
Wolimy niewolę niż wolność,
W której nie ma o co łbem tłuc.

Więc będziemy – jacyśmy byli,
Więc jesteśmy – a jakby nas brak
W tej krótkiej danej nam chwili,
Której jutro nie będzie i tak…

 

Jak to jest z tymi oczami? – Kijanka w Wietnamie cz. 16

0

Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam się przyzwyczaić do widoku maseczek na europejskich twarzach. Mnie przyzwyczajenie przyjdzie pewnie łatwiej, bo zaczynałem je kilka miesięcy przed Wami, w Azji. Tam też zrozumiałem, że dzięki maseczkom świat może być bliższy temu z książek czy filmów, kiedy to mijana na ulicy osoba ma w sobie nutkę intrygującej tajemniczości.

Zasłonięte twarze u osobników płci przeciwnej pozwalają nam też skupić się na innych miejscach, po których możemy rozpoznać atrakcyjność.

A skoro mówimy już o oczach, zdradzę Wam prawdę o tych azjatyckich.

Odkrycie tej prawdy było możliwe dzięki poruszaniu się po Azji motocyklem – dodaję to gdyby, ktoś zastanawiał się, po cholerę w ogóle wymyślać tułaczkę jednośladem po obcym kontynencie.A wracając do oczu…

Skuterami i motorkami w Azji jeżdżą wszyscy. Starzy, młodzi, mężczyźni, kobiety, dzieci, kury, krowy i turyści. Często oczywiście na jednym jednośladzie znajduje się 4 lub 5 przedstawicieli powyższych grup. I mogą oni występować w różnych konfiguracjach (jeśli człowiek jest jeden, to kur może być 40. Żywych!).

Większość z nich (nie licząc turystów) nie używa kasków z szybami ani okularów. Dzięki temu jeżdżą ze ślepiami wystawionymi na warunki atmosferyczne i inne niedogodności.

Wieje – oni jadą. Pada – oni jadą. Jest pył, bo długo nie padało – oni jadą. Świeci oślepiające słońce – oni jadą. Nic nie świeci i trzeba się wpatrywać w ciemność, żeby nie wjechać w wałęsającą się po drodze krowę – oni jadą. Wszystko spowija chmura z palonych na poboczu śmieci – oni jadą. Tuż przed nimi ciężarówka wywalająca czarne spaliny – oni jadą. Dookoła latają owady, kamienie, drzazgi z zakładu stolarskiego, iskry spawalnicze (tutaj życie jest zawsze tuż przy drodze) – oni jadą. Chlapie olejem, bo ktoś gubi, chlapie kupą bo autokar opróżnia zbiornik ubikacji – nie ważne, oni jadą.

Jeżdżą bez przerwy. Do pracy, z pracy, do sklepu, od znajomych, do lekarza, z dziewczyną, z żoną i dziećmi, z chorym ojcem, ze zdrową matką, z ananasami, z cegłami, z palącym się papierosem, z 3 motykami albo worami ryżu. Nie ma znaczenia z czy i po co. Ważne, że jadą. W dzień, w nocy, nad ranem, o zmroku, w godzinę szatana i godzinę śmierci papieża. Bez wyjątku. W dzień powszedni i w święto. Połowę swojego życia spędzają, jadąc.

I jak tak jadą, w tych niesprzyjających warunkach to mrużą oczy. Mimowolnie. Podświadomie. Permanentnie.

Teraz pomyślcie logicznie. Jeśli człowiek przez całe życie, bez przerwy mruży oczy, to one muszą zrobić się skośne. Nic nie poradzisz.

Cichy drugi i trzeci maj

0

Dwa bardzo ważne święta w historii naszej ojczyzny już za nami. Tym razem odbyły się w cieniu ogłoszonej w kraju kwarantanny, dlatego uroczystości były skromniejsze. Jak wyglądały na terenach jarosławskich i przeworskich?

W zeszłą niedzielę, jak co roku, wspominaliśmy trzeciomajowy zryw i nadzieję, ale obostrzenia życia codziennego stłumiły uroczystości. Delegacja urzędu miasta w Przeworsku złożyła kwiaty przed pomnikiem dwusetnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, a także uczestniczyła w mszy św. w klasztorze Ojców Bernardynów. W Jarosławiu obchody były troszkę liczniejsze, ale maseczki i odpowiednie odstępy między delegacjami nie pozwalały zapomnieć o sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy. Pod pomnikiem przy ul. 3 Maja zostały złożone biało-czerwone wieńce upamiętniające to wielkie wydarzenie, a żołnierze z jarosławskiego Garnizonu wystawili wartę honorową. Przy symbolicznej, jak na tą okazję, ul. 3 Maja, w kościele NMP Królowej Polski została odprawiona msza św. w intencji Ojczyzny.

Oficjalne uroczystości na Dzień Flagi również zostały odwołane, władze zachęciły do indywidualnego uczczenia flagi poprzez jej wywieszenie. Mieszkańcy Jarosławia mogli pochwalić się swoimi flagami na Facebook’u CKiP oraz urzędu miasta, gdzie zrobiono obszerną fotogalerię pt. „Powiewa dumnie i u mnie!”.

Trzeci maj to nie tylko konstytucja, ale też uroczystość Matki Bożej Królowej Polski, choć w tym roku wyjątkowo obchodzona drugiego maja. Ksiądz Krzysztof Szczygielski, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, podkreśla jak wielką rolę pełniła Matka Boża w naszej historii. – Jasna Góra jest tym, dla polskiego narodu czym dla każdego człowieka jest serce. Matka Boska Częstochowska to żywa Ikona Bożej Rodzicielki, która czuwa nad Polskim Narodem od zarania dziejów po dzień dzisiejszy. Nie było by dziś Polskiej Niepodległości, nie było by św. Jana Pawła II, nie było by Kardynała Wyszyńskiego – Prymasa Tysiąclecia, gdyby nie matczyna obecność Królowej Polski w naszym narodzie – mówi duszpasterz.

Pierwszy raz po 89’ uroczystości trzeciomajowe były obchodzone w takiej ciszy, bez przemówień i licznego zgromadzenia. Może właśnie ta cisza była odpowiednia dla tego, koniec końców nieudanego historycznie, wydarzenia…?

 

Sebastian Niemkiewicz/Fot. fb

 

 

Kapliczka naprzeciw domu nr 176 w Siedleczce

0

Aby dotrzeć do kapliczki, która znajduje się naprzeciw domu nr 176 w Siedleczce, trzeba jadąc główną drogą z Kańczugi do Dynowa skręcić w prawo na głównym skrzyżowaniu. Jest to droga prowadząca do Sieteszy. Za kościołem w Siedleczce, skręcić w czwartą uliczkę po prawej stronie i jechać do góry na szczyt wzniesienia do miejsca gdzie droga przecina się z polną dróżką. Tam po prawej stronie w niewielkim świerkowo-brzozowym lasku znajduje się owa kapliczka otoczona trzema lipami.

Została wybudowana w XIX wieku. Jest kapliczką typu domkowego, na kamiennej podmurówce, otynkowana z pokrytym blachą dwuspadowym daszkiem. Nad pilastrami oraz na szczycie znajdują się sterczyny z piramidkowymi daszkami. – Kapliczkę ufundował ktoś z taty strony, z rodu Pączków. Kiedyś były tutaj świerki ale zostały wycięte. Dosadziłam wokół młode świerki. Lipy, które się tu znajdują posadził taty brat w 1917 roku. Kapliczka została odnowiona, wymieniono starą blachę na dachu i drzwi. Wcześniej były tutaj stare drewniane drzwi z kratkami – relacjonuje pani Henryka Zygmunt, która opiekuje się kapliczką. Wnętrze kapliczki stanowią lipowe rzeźby św. Michała Archanioła oraz św. Antoniego. Jest również niewielka rzeźba najprawdopodobniej św. Bartłomieja, która znajdowała się w niszy na szczycie kapliczki. –Św. Antoni od zguby miał zniszczone pół głowy, było to w czasie wojny. Mój przyjaciel podorabiał zniszczone części wykorzystując drewno z prawideł do butów oficerskich – mówi pani Henryka.

Świątki te doświadczyły niecodziennego zdarzenia. – Taka jedna kobieta, komunistka, która chodziła do Uniwersytetu Ludowego w Gaci pewnego razu wyrzuciła z kapliczki świątki i biła je cepami. Ludzie się zlecieli bo nie wiedzieli co to za grady lecą, a ona krzyczała „Ty Michale idź na Kańczugę na odpust, a ty Antoni do Sieteszy na odpust”. Tak jej się   w głowie pomieszało – opowiada pani Henryka. Wymienieni święci są patronami właśnie w tych miejscowościach. Z kapliczką i świątkami wiąże się ciekawostka. – Sławna aktorka Krystyna Janda i jeszcze jeden aktor, który później zginął w wypadku przyjechali tutaj i robili zdjęcia tej kapliczce i świątkom – dodaje pani Henryka. Z miejscem tym związana jest jeszcze inna historia ale o tym innym razem. Kapliczka na wzniesieniu w lasku pięknie się prezentuje na tle okolicznych pól. Jest zadbana i nawet przed remontem jak mówi pani Henryka na każdy maj była malowana.

Marcin Sobczak

Wesprzyjmy Nikolę. Niech będzie zawsze uśmiechnięta

0

5-letnia Nikola dzielnie walczy z białaczką. By wrócić do zdrowia potrzebuje naszego wsparcia. Nikola Szymańska-Gałas to wesoła i rezolutna mieszkanka Rozborza Długiego. Niestety końcem ubiegłego roku dziewczynka zaczęła chorować.

– Pomimo przyjmowanych leków infekcja nie przechodziła. Nikola miała powiększone węzły chłonne. Zlecono badania krwi. Wyniki były bardzo niepokojące – wspomina Barbara, mama dziewczynki.

Początkiem stycznia Nikola trafiła na Oddział Onkohematologii Dziecięcej rzeszowskiego szpitala. Tam zdiagnozowano białaczkę limfoblastyczną. Obecnie dziewczynka poddawana jest chemioterapii, co wiąże się z częstymi dojazdami do szpitala, oraz dodatkowymi kosztami.

Leczenie znosi w miarę dobrze.

– Nikola jest bardzo silna. Na pierwszy rzut oka nie widać po niej choroby. Ma mnóstwo energii. Niepokoją nas jednak wyniki. Raz są lepsze, raz gorsze. Zdarza się, że przez to musimy nieraz dłużej zostać w szpitalu. Tęskni wtedy za bliskimi – mówi mama dziewczynki.

Pięciolatka nie zdaje sobie jeszcze sprawy z powagi sytuacji. Uwielbia rysować, śpiewać, tańczyć i jeździć na rowerze. Jej ulubioną bohaterką jest Elza, dlatego marzy o podróży do Disneylandu.

5-letnia Nikola jest podopieczną Fundacji Iskierka. Każdy, kto chciałby wspomóc Nikolę w długim i kosztownym procesie leczenia i rehabilitacji może przekazać dowolnie wybraną przez siebie kwotę na adres fundacji: Fundacja ISKIERKA, Warszawa 02-047, Adama Pługa ½, ING Bank Śląski nr konta: 72 1050 0099 6781 1000 1000 0941. Wpłaty zagraniczne dla każdej waluty: PL72 1050 0099 6781 1000 1000 0941, BIC (SWIFT): INGBPLPW.

Na leczenie Nikoli można również przekazać 1% podatku: KRS 0000248546, cel szczegółowy: „Nikola Szymańska-Galas”.

 

EK

 

Z cykkle „Cudze chwalicie, Jarosławia nie znacie”:  Kaplica Zjawienia

0

Według miejscowej tradycji 20 sierpnia 1381 roku pasterze szukając w lesie zabłąkanego bydła znaleźli na drzewie figurę Matki Boskiej Bolesnej z Panem Jezusem na kolanach. Odnalezione bydło ujrzeli klęczące wokół drzewa z figurą, którą otaczała jasna światłość. Pasterze byli przekonani o szczególnej łasce, jaka odznaczał Bóg statuę Bogurodzicy. Figura obecnie umieszczona jest w głównym ołtarzu oo. Dominikanów, autorstwa nieznanego pustelnika z XIV wieku. Rzeczoznawcy tematu oceniają i porównują ją do szkoły monachijskiej .Wiadomość ta szybko dotarła do miasta, skąd wyszła procesja z kapłanami na czele. Figura została umieszczona w kościele parafialnym, lecz nie taka była wola Boża. Następnej nocy figura z powrotem znalazła się na swoim poprzednim miejscu. W pobliżu zjawienia figury wytrysło źródło, z którego wodę uznano za cudowną. Początkowo źródlaną wodę używano do zaspokojenia spragnionych pielgrzymów, którzy zaczęli w to miejsce coraz liczniej przebywać i otrzymywać szczególne łaski. Wobec dużego zainteresowania cudownym źródłem, wodę ocembrowano. W XVIII wieku zanotowano 630 cudów i 25 wskrzeszeń. W 1752 roku ukończono budowę murowanej kaplicy w miejscu starej drewnianej. W roku 1865 roku w kaplicy wybudowano ołtarz z kopią figury Matki Boskiej z umarłym Jej synem, autorstwa rzeźbiarza Tomasza Kuleszy. Obecność w ołtarzu Aniołów ma przypominać fakt z czasów Chrystusa, kiedy to Anioł poruszał raz w roku wodę w sadzawce Betsaidzie w Jerozolimie i kto pierwszy wszedł do wody, odzyskiwał zdrowie. W 1941 roku Niemcy zamienili kościół na skład mąki. W tym czasie Figurę oraz Święty Sakrament przewieziono do „studzienki”, gdzie do 1942 roku odprawiano nabożeństwa Na ścianie kaplicy okupant umieścił napis” użycie wody ze studni, grozi utratą życia”. Jeżeli chodzi o zewnętrzną bryłę architektoniczną to jest ona zbudowana w kształcie ośmioboku, przykrytego kopułą z latarnią, czyli otworami oświetlającymi. Nad otworem drzwiowym umieszczona jest pamiątkowa płaskorzeźba z wizerunkiem figury na drzewie z okazji 200 lat pobytu oo. Dominikanów w Jarosławiu, z datą 1777- 1977. Wewnątrz po lewej stronie ołtarza napis: „Na wieczną pamiątkę fundatorowi tego ołtarza Jaśnie Wielmożnego Hr. Stanisławowi i Zofii Siemieńskim z Pawłosiowa ten kamień poświęca ks. Wincenty Maria Podlewski, przeor oo. Dominikanów w Jarosławiu, dnia 6 października 1885 r.” Kaplica Zjawienia z cudownym źródłem przy Bazylice oo. Dominikanów stanowi dużą wartość kultu i jest cennym zabytkiem, wkomponowanym w zachodnią część panoramy miasta. Spełnia też ważną misję w przeszło 600- letniej tradycji Maryjnej w Jarosławiu.

Jerzy Czechowicz

 

Nawet epidemia powszednieje

0

W miniony piątek po południu na ul. Grunwaldzkiej w Jarosławiu był już korek. Maseczki nosimy od niechcenia z nosem na wierzchu, bo łatwiej oddychać. Przy jarosławskim rynku ruszyła lodziarnia. Sprzedają zgodnie z nakazem, czyli na wynos. Problem w tym, że w miejscu publicznym trzeba mieć usta i nos zasłonięte, a lody wymagają odsłonięcia. Ludzie dają sobie radę i to świadczy, że wirusa też opanujemy, a do normalności już wracamy.

Każdy wie, jak sobie z wirusem radzić. Receptury fundują nam politycy i celebryci. Rzadziej naukowcy i lekarze. Pierwsi mają super metody, tylko nierealne. Drudzy są bardziej stonowani. Premier Nepalu zaleca na przykład dezynfekowanie wrzątkiem. Może to dobre i wirusa zniszczy. Trudno powiedzieć, jak przetrwa takie postępowanie dezynfekowany. Telewizje też muszą sobie jakoś radzić przy zakazie kontaktów i zgromadzeń, więc wykorzystują telerozmowy. Dziennikarz siedzi w studio, a interlokutor u siebie w domu. Jest fajnie, a przy okazji wszyscy rozmówcy są na tle książek. Większość ma potężne biblioteki porównywalne przynajmniej z Jagiellonką. Ciekawe ile z tych książek przeczytali. Możliwe, że działa jakaś aplikacja i zamiast doklejać czapeczkę dokleja książki i wszystko jest super, a gość wygląda jak sorboński profesor, albo jak Filip w konopiach.

Wiosna w pełni. W tym roku zanim zaczną się matury, to kasztany już dawno przekwitną. To też zasługa koronawirusa. Codzienne raporty informują nas ile osób zachorowało i ile wyzdrowiało. W sumie przekazują nam informację o liczbie stykających się z wirusem, którym zrobiono testy. Jak komuś nie zrobiono, to oni on, ani cała reszta nie ma zielonego pojęcia, czy wirus go dopadł, czy nie dopadł. Słyszymy, że oddziały szpitalne, a nawet całe szpitale muszą przejść kwarantannę, bo trafił się chory. Nawet policjantów trzeba było odsunąć od służby, bo ktoś z wirusem pojawił się na posterunku. To zrozumiałe, że najbardziej narażeni są ci, którzy z racji swej pracy muszą mieć styczność z ludźmi. Urzędnicy się zamknęli, więc zagrożenie zminimalizowali. Sprzedawcy się nie zamkną, bo chleb jest codziennie potrzebny. Do tej pory nie było informacji, że jakiś sklep objęto kwarantanną. Widocznie ekspedientki należą do najbardziej odpornej grupy zawodowej.

Paliwo tanieje, tylko nie u nas. Litr benzyny na Śląsku kosztuje 3.80 zł. W Warszawie 4,20 zł. Na Podkarpaciu średnio trzeba zapłacić dwa grosze powyżej 4 zł, a w Jarosławiu dwa grosze mniej niż 4,50 zł. Jeden kraj, a ceny różne. Ale z paliwem tak jest od dawna. Przyzwyczailiśmy się już, że jak ropa drożeje, to benzyna też drożeje, jak ropa tanieje, to tanieje samotnie. W ubiegłym tygodniu zdarzało się, że cena baryłki ropy spadła poniżej zera, czyli dostawcy dopłacali, by ja zabrać. U nas połowę ceny paliwa stanowią podatki. Nie może więc tanieć, bo by się budżet zawalił.

Ogólnie to wszystko mamy poukładane. Są zakazy i nakazy oraz obostrzenia. Jest tarcza, a więc i jakiś miecz być musi. Jest też przedwyborczy chaos tak dalece rozbudowany, że najprawdopodobniej od czasów Mieszka większego pomieszania nie było. Gdyby w podobny sposób, jak organizowane są wybory potraktowano wirusa, to biedak przepadłby natychmiast.

Roman Kijanka

 

 

Św. Florian – patron walczących z pożarami

0

Już wkrótce, 4 maja, obchodzić będziemy wspomnienie Świętego Floriana oraz Międzynarodowy Dzień Strażaka. Dlatego też dziś przybliżamy jego sylwetkę.

„Święty Florianie chroń nas od wojny, ognia, powodzi i wszelkich klęsk żywiołowych. Czuwaj nad ludźmi ciężkiej i niebezpiecznej pracy: strażakami, hutnikami i kominiarzami. Strażaków ucz poświęcenia i ofiarnej służby w czasie klęsk żywiołowych, w ratowaniu ludzkiego życia i mienia”.

Ten legendarny święty urodził się w Austrii w 250 r. Jego życie przypadło na okres prześladowań chrześcijan. W młodym wieku został powołany do armii cesarza rzymskiego, Dioklecjana. W roku 304 ujął się za prześladowanymi legionistami chrześcijańskimi, za co został skazany na karę śmierci. 4 maja 304 r. poniósł śmierć męczeńską w nurtach rzeki Enns (Anizy), na terenie dzisiejszej Austrii. Nad jego grobem z czasem wybudowano kościół i klasztor ojców Benedyktynów, a później Klasztor Kanoników Laterańskich wg, reguły Św. Augustyna. W 1184 r. Idzi, biskup Modeny, na prośbę księcia Kazimierza Sprawiedliwego, sprowadził relikwie Św. Floriana do Krakowa. W dzielnicy Krakowa – Kleparz, znajduje się kościół p.w. Św. Floriana, fundacji biskupa krakowskiego Gedki, gdzie według legendy zatrzymały się konie wiozące relikwie świętego na Wawel. Konie tak długo nie chciały się ruszyć z miejsca, aż zdecydowano o wybudowaniu świątyni. Podczas pożaru Krakowa w 1528 r. ocalał jedynie kościół, w którym znajdowały się relikwie Św. Floriana. Odtąd zaczęto czcić go w Polsce jako patrona podczas klęsk pożaru, a straże pożarne przyjęły go za swego patrona. W kalendarzu liturgicznym kościół katolicki wspomina Św. Floriana 4 maja. Tego dnia również obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Strażaka.

Figury i kapliczki Św. Floriana można spotkać niemalże w każdej miejscowości, zwłaszcza przy remizach Ochotniczych Straży Pożarnych. Ikonografia polska najczęściej przedstawia Świętego jako rzymskiego rycerza trzymającego naczynie z wodą i gaszącego pożar domu lub kościoła.

 

Pieśń do Św. Floriana

  1. Pobożni ludzie w głos Pana chwalcie,

Miłością Jego serca rozpalajcie.

Wzbudźcie się wszyscy do dziękczynienia

Oddajcie Bogu niskie skłonienia.

  1. Uznajmy wielką w ten dobroć Pana,

Ze nam obrońcę dał Floriana,

Którego pewni będąc przyczyny,

Głośmy przed światem cne Jego czyny.

  1. Więc zaufani w Twojej obronie

Prosimy Ciebie, Święty Patronie,

Strzeż nas w pokoju, umacniaj w wierze

I kto Cię wzywa niech pomoc bierze.

(Źródło: Kronika OSP Świętoniowa, autor pieśni: Władysław Pelc – strażak, organista kościelny, założyciel czterogłosowego chóru i zespołu teatralnego w Świętoniowej, zm. w 1986 r., kserokopia kroniki w zbiorach muzeum).

 

Wojciech Kruk

Dział Historii Pożarnictwa Muzeum w Przeworsku

 

Fot. Drewniana figurka Św. Floriana z 1823 r., zbiory Muzeum Pożarnictwa w Przeworsku