Strona główna Blog Strona 475

Czy w okolicy Nienowic grasuje podpalacz?

0

– Tu się codziennie coś pali. Ludzie różnie mówią, ale coraz częściej słychać o podpalaczu. Może mają rację, bo jak inaczej wytłumaczyć co najmniej dziewięć pożarów w ciągu tygodnia – słyszymy od mieszkańców Michałówki. W ubiegłą środę przy drodze do Nienowic unosił się zapach spalenizny. W stronę Grabowca dymiło pogorzelisko po stogu słomy. Kilkaset metrów dalej strażacy gasili płonące trawy i krzaki.

Właściciele spalonego stogu słomy sami poszukują podpalacza. Oferują 5 tys. zł za pomoc w jego namierzeniu. Strażacy mówią o nasileniu pożarów, a policja wszczęła dochodzenie.

– W tamtej okolicy mamy nasilenie pożarów traw i nieużytków. Płonęły też stogi słomy – przyznaje mł. bryg. Waldemar Czernysz, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Jarosławiu. Jak informuje sierż. sztab. Bartosz Stefanowski, zastępujący oficera prasowego Komendanta Powiatowego Policji w Jarosławiu prowadzone są trzy postępowania wyjaśniające dotyczące podpaleń. Dwa związane są wypalaniem traw i dotyczą wykroczeń. Trzecie dotyczy przestępstwa jakim jest zniszczenie mienia przez podpalenie. Na razie są na etapie wstępnym. Prowadzi je Komisariat Policji w Radymnie.

Płonie coraz częściej

Już wcześniej czerwony kur pojawiał się za często w okolicy Nienowic, Michałówki i Grabowca, ale tak naprawdę rozszalał się od poniedziałku, 20 kwietnia. Tego dnia wieczorem płonął stóg z belami słomy między Michałówką a Nienowicami. – Po powrocie do remizy i zatankowaniu samochodów dyżurny zadysponował nas do dogaszenia pogorzeliska – relacjonują strażacy z OSP KSRG Duńkowice W następnym dniu gaszono trawy w pobliżu Korczowej. Pierwszy raz wyjechali tuż po godz. 10. Drugi przed godz. 13. Ledwie wrócili już szalał pożar stogu słomy przy drodze między Michałówką i Nienowicami. W piątkowy wieczór (24 kwietnia) po godz. 18 płoną suche trawy i nieużytki w Świętem.

W niedzielne popołudnie o godz. 14. 30 strażacy wyjeżdżają do pożaru budynku mieszkalnego w Zaleskiej Woli. W poniedziałek 27.kwietnia wieczorem zostają wezwani do pożaru traw i zarośli w Nienowicach. Wtorek, 28 kwietnia o godz. 9:30 jadą gasić suche trawy i zakrzaczenia w Chałupkach Chotynieckich. Tego samego dnia późnym wieczorem płoną bale słomy w Grabowcu. W środę około godz. 14:25 znów gaszą. Tym razem suche trawy i zarośli w Duńkowicach, przy drodze w kierunku Nienowic.

Akcje angażują jednostki OSP z okolicznych miejscowości. W części z nich uczestniczą także strażacy z PSP w Jarosławiu.

Sama się nie zapaliła

– Pracowaliśmy na polu obok nowego mostu w Michałówce. Stamtąd zauważyliśmy łunę. Powiedziałem, że chyba pożar w Sośnicy. Okazało się, że płonie nasza słoma – wspomina Piotr Kutyła, rolnik z Grabowca. – Ułożyliśmy ją dalej od drogi, by nie doszło do przypadkowego zaprószenia ognia. Stóg stał od żniw. Nic się nie działo, a teraz płonął – dodaje jego brat Łukasz. Razem ze strażakami gasili słomiane bele. – Płomienie wydobywały się ze wszystkich stron. Nie do opanowania. Paliło gorzej niż benzyna. Poczułem, że zajęło się moje ubranie. Brat odciągał bele podnośnikiem. Strażacy się uwijali. Ciemności nie ułatwiały gaszenia – wspomina Łukasz. Stogu nie udało się uratować. Spłonęła około 250 bel słomy wartej 15 tys. zł. Rolnicy podejrzewają, że słoma została podpalona. – Przypuszczalną przyczyna pożaru było podpalenie, bądź zaprószenie ognia – potwierdza oficer prasy jarosławskiej komendy PSP. – Samozapłonu raczej nie bierzemy pod uwagę. Do takiego zapalenia może dojść do 80 dni od czasu zebrania siana, rzadziej słomy. W tym czasie nie było też wyładowań atmosferycznych mogących spowodować pożar. W przypadku pożarów traw braną pod uwagę przyczyną też jest podpalenie – mówi W. Czernysz. – Sąsiad, który przejeżdżał obok naszego stogu niedługo przed pożarem zauważył, że stoi przy nim osobowy samochód – dodaje P. Kutyła.

Ludzie mają swoje podejrzenia

W miejscowościach przy których dochodzi do pożarów mówią o podpalaczu. Mają nawet podejrzanego. Jest to człowiek od nich. Miejscowy i znany w środowisku. – Będzie palił do deszczu. Potem natura go powstrzyma – mówią.

Kutyłowie już ponieśli spore straty. Liczą, że plaga pożarów się zakończy. – Przed nami suchy rok. Tak zapowiadają. Mamy kilkadziesiąt hektarów pszenicy w jednym kawałku. W okolicy więcej takich pól. W czasie żniw wystarczy wrzucić zapaloną zapałkę i dojdzie do tragedii na niewyobrażalną skalę. Jeśli to człowiek wznieca, to niech weźmie pod uwagę, że już kładzie na szalę ludzkie życie – podsumowują rolnicy.

erka

 

 

 

 

Ranni policjanci, rozbite BMW i trzy radiowozy

0

Sześciu policjantów w szpitalu oraz cztery rozbite samochody – to efekt pościgu za 38-letnim kierowcą BMW, który podczas kontroli drogowej podjął próbę ucieczki, kradnąc wcześniej urządzenie pomiarowe policjantom.

W niedzielę, 26 kwietnia około godziny 16. w Pełkiniach do kontroli drogowej zatrzymany został kierowca BMW, który przekroczył dozwoloną prędkość. Kierujący odmawiał wykonywania poleceń wydawanych przez policjantów. W pojeździe, którym się poruszał, znajdowały się dwie różne tablice rejestracyjne. W momencie, gdy jeden z funkcjonariuszy poprzez uchyloną szybę wskazywał mu wynik pomiaru, świadczący o tym, iż dopuścił się on przekroczenia prędkości, ten dosunął szybę i z impetem odjechał.

Urządzenie pomiarowe zostało wewnątrz BMW. Policjanci ruszyli za nim. Mężczyzna zdołał jednak uciec.

 

Rozpoczęto poszukiwania

Mundurowi ustalili tożsamość mężczyzny, który kierował BMW. W poszukiwania zaangażowano policjantów z sąsiednich jednostek.

Poszukiwany pojazd został zauważony około godziny 22. w Gniewczynie Łańcuckiej. Przeworscy policjanci próbowali go zatrzymać. Kierujący nie reagował jednak na ich polecania. Gwałtownie przyśpieszył. Zaczął uciekać. Próbując ominąć policyjną blokadę, staranował trzy radiowozy. Uszkodzenia BMW okazały się jednak na tyle poważne, że uciekinier nie był w stanie kontynuować jazdy.

Mężczyzna został zatrzymany na terenie Tryńczy. Podczas zatrzymania był agresywny. Wykrzykiwał wulgarne słowa i naruszył nietykalność cielesną policjanta. Został obezwładniony i przewieziony do policyjnego aresztu.

 

Ranni policjanci

W radiowozach, które brały udział w pościgu i blokowały przejazd 38-latkowi, znajdowali się policjanci. W wyniku uderzenia BMW w te pojazdy rannych zostało sześciu policjantów. Zostali oni przewiezieni do szpitala na badania.

 

Zarzuty dla uciekiniera

Kierowca BMW, 38-letni mieszkaniec powiatu przeworskiego usłyszał już zarzuty. Odpowie m.in. za niezatrzymanie się do kontroli drogowej, zmuszanie funkcjonariuszy do zaniechania czynności służbowych i spowodowanie u nich obrażeń ciała, a także za kradzież i uszkodzenie mienia.

Mężczyzna jest zatrzymany do dyspozycji Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu. Decyzją sądu, 38-latek został tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy.

 

 

Z cyklu: „Cudze chwalicie, Jarosławia nie znacie”:  Portal u Mikołaja i Stanisława

0

Portal jest to monumentalne wejście do budowli lub ważnego wnętrza, bogato wyposażone pod względem architektonicznym i rzeźbiarskim. W Jarosławiu najbardziej znanym przykładem portalu jest znajdujący się na terenie Opactwa Benedyktynek, w kościele pw. Św. Mikołaja i Stanisława Biskupów. Wykonany jest w kamieniu wapiennym, w formie łuku triumfalnego. Przyjmuje się, że autorem portalu jest rzeźbiarz Jan Pfister, urodzony w 1573 roku we Wrocławiu. Około 1610 roku przeniósł się do Brzeżan, pracując głównie dla magnackich rodzin   Ostrogskich i Sieniawskich. Początkowo portal znajdował się od strony zachodniej .Gdy wybudowano skrzydło klasztorne zachodnie i drugą wieżę kościelną w 1635 roku, wówczas przeniesiono portal na stronę południową. Barokowy, trójosiowy kamienny portal posiada półkulisty otwór wejściowy z profilowaną archiwoltą. Flankują ją dwie pary kolumn opasanymi liśćmi akantu o kapitelach korynckich, wspartych na cokołach     dźwigających belkowanie. Między kolumnami znajdują się dwie wnęki posągowe w kształcie muszli. Można przypuszczać, że w obecnych pustych wnękach mogły w przeszłości znajdować się figury św. Mikołaja i Stanisława Biskupów, co sugeruje wezwanie świątyni. Nad wieńczącym gzymsem walutach znajdują się dwie postacie uskrzydlonych, klęczących aniołów. Waluty obejmują tablicę z łacińskim napisem, informującym między innymi:   „D.O.M. – czyli Deo Optimo Maximo – Bogu Najlepszemu, Największemu pod boskimi tytułami biskupów Mikołaja z Myry i Stanisława, męczennika krakowskiego Anna Destemberg z domu Kostka, księżna Ostrogska i Wołyńska na narodzenie Dziewicy, 8 września 1622 roku ofiaruje”. Nad tablicą umieszczony jest kartusz z krucyfiksem i orłem. Cokoły czterech kolumn zdobią maski lwów, a ich trzony   główki aniołów w otoczeniu liści akantu. Podobny motyw widoczny jest w polach nad archiwoltą i przy słupkach kolumnowych. Cokoły kolumn zwieńczone są połączonym gzymsami. Dodatkowymi dekoracjami są liście akantu, wieńce roślinne, muszle i festony. Prof. Jan Sas Zubrzycki w książce „Miasto Jarosław i jego zabytki” z 1906 roku napisał: „twierdzić możemy, że to najpiękniejsza ozdoba Jarosławia i gdyby Jarosław nic nadto   nie posiadał, już by tym się chlubić mógł niemało …”. Bez wątpienia omawiany portal w kościele św. Mikołaja i Stanisława Biskupów Męczenników w widoczny sposób podkreśla znaczenia reprezentacyjnego wejścia. Jest to wspaniałe dzieło sztuki, świadczące o bardzo wysokim poziomie warsztatu jego twórcy. W następnym odcinku zajmiemy się tablicą Józefa II.

Jerzy Czechowicz

Egzaminy w czasie epidemii. Jak radzą sobie maturzyści?

0

Epidemia spowodowała nie tylko rewolucję w systemie szkolnictwa, ale i uniemożliwiła przeprowadzenie egzaminów. O to, jakie nastroje panują wśród tegorocznych maturzystów, zapytaliśmy abiturientki Zespołu Szkół Ekonomicznych i Ogólnokształcących w Jarosławiu.

Miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego tegoroczni maturzyści musieli przestawić się na tryb nauki zdalnej. Odwołane korepetycje, odłożone w czasie egzaminy oraz brak bezpośredniego kontaktu z nauczycielem sprawiły, że uczniowie kończący edukację, znaleźli się w bardzo niekomfortowej sytuacji.

– Epidemia koronawirusa pokrzyżowała plany nie tylko mnie, ale i innym maturzystom.

Ciężko było przestawić się na nowy tryb przygotowań do egzaminu dojrzałości. Jednak samozaparcie zaczęło z czasem przynosić odpowiednie efekty. Mam nadzieję, że dodatkowy miesiąc wolnego przed maturą nie ostudzi mojego zapału i jeszcze lepiej się do niej przygotuję – mówi Ania.

Maturzystki zdają sobie sprawę, że tegoroczna matura będzie wyglądała inaczej niż dotychczas. Zwracają uwagę, że sytuacja w kraju budzi w nich lęk i przerażenie. Mimo to dostrzegają też jej dobre strony.

– Pozytywnym aspektem całej tej sytuacji jest jedynie fakt odwołania części ustnej. Tej obawiałam się najbardziej – mówi przygotowująca się do matury Malwina. Podobnie myśli Ania.

– Największy stres powodowała u mnie myśl o egzaminach ustnych, dlatego wiadomość o ich odwołaniu bardzo mnie ucieszyła.

Mimo niecodziennej sytuacji maturzystki są w dobrych humorach. Przygotowują się do matury również za pomocą mediów społecznościowych. W trudnych chwilach wspierają się nawzajem.

– Nikt nie zwróci nam miesiąca nauki w szkole, który mogliśmy przeznaczyć na powtórki. Mimo wszystko postaramy się zdać ją na najwyższym poziomie – zapewnia Natalia.

 

Terminy egzaminów

Egzamin ósmoklasisty w szkołach dla dzieci i młodzieży oraz w szkołach dla dorosłych, w których nauka kończy się w semestrze wiosennym potrwa od 16 do 18 czerwca. Termin dodatkowy odbędzie się od 7 do 9 lipca. Wyniki egzaminu ósmoklasiści poznają do 31 lipca. Szkoły otrzymają również wtedy zaświadczenia.

Część pisemna egzaminu maturalnego w terminie głównym dla absolwentów wszystkich typów szkół rozpocznie się w poniedziałek, 8 czerwca i potrwa do 29 czerwca. W tym roku nie będzie egzaminów ustnych.

Termin dodatkowy egzaminu maturalnego jest zaplanowany od 8 do 14 lipca. Wyniki egzaminu w terminie głównym i dodatkowym będą znane do 11 sierpnia. Egzamin poprawkowy odbędzie się 8 września, a jego wyniki poznamy do 30 września.

Egzamin potwierdzający kwalifikacje w zawodzie (Formuła 2012 i Formuła 2017) potrwa od 22 czerwca do 9 lipca. Natomiast egzamin zawodowy (Formuła 2019) zaplanowany jest od 17 do 28 sierpnia.

Ani krowy, ani pieniędzy

0

Właściciel skupu nie zapłacił za krowę, którą nabył od starszego mężczyzny. W międzyczasie firma zbankrutowała. Czy to oznacza, że 73-latek nie odzyska już swojej należności?

Pan Józef przez całe życie ciężko pracował. Gdy zdrowie zaczęło mu doskwierać, zmuszony był pomniejszyć swoją gospodarkę. Zdecydował się sprzedać krowę. Miało pójść gładko. W jednej z lokalnych gazet znalazł ogłoszenie firmy zajmującej się skupem zwierząt. Zadzwonił tam i umówił się na konkretny termin. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. O wskazanej porze na posesji pana Józefa zjawił się przedstawiciel wybranej przez niego firmy. Mężczyzna zważył zwierze, uzgodnił cenę, a następnie zapakował je na samochód. Pieniędzy jednak nie wypłacił. Tłumaczył, że żadna z firm nie wypłaca ich już teraz „na rękę”.

– Wręczył mi fakturę, na której widniała omówiona kwota – 3 tys. zł. Mówił, że następnego dnia będzie się kontaktował. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Do dziś czekam na telefon i pieniądze – mówi poszkodowany 73-latek.

Pan Józef wielokrotnie próbował skontaktować się z firmą, która nabyła od niego krowę. Niestety bezskutecznie. Telefon albo milczał, albo ktoś przerywał połączenie, w momencie, gdy padało pytanie o wypłatę zaległej należności. W interesie pana Józefa interweniowali również jego bliscy. Niestety nie przyniosło to żadnego rezultatu.

– Wujek jest osobą starszą, schorowaną. Naprawdę bardzo potrzebuje tych pieniędzy. Widzę, jak bardzo przejął się tą sytuacją. Odbija się ona na jego zdrowiu – martwią się bliscy poszkodowanego mężczyzny.

 

Firma zbankrutowała

W minionym tygodniu udało nam się skontaktować z właścicielem firmy, której pan Józef powierzył swoją krowę. Mężczyzna tłumaczył, że przebywa za granicą, a skupem zwierząt już się nie zajmuje. Poinformował również, że firma zbankrutowała.

Zapytaliśmy również o to, co będzie z osobami, które do tej pory nie otrzymały swoich należności.

– Z wierzycielami firmy listownie będzie kontaktował się Syndyk – poinformował mężczyzna. – Firmy bankrutują. Tak się czasem dzieje – wyjaśniał zaistniałą sytuację.

 

To nie pierwszy taki przypadek

Z właścicielem skupu już były problemy. Końcem ubiegłego roku na łamach Gazety Jarosławskiej interweniowaliśmy w imieniu małżeństwa, które w podobny sposób sprzedało swoją krowę. Wówczas właściciel firmy twierdził, że ktoś się pod niego podszywa, a on nigdy w tej miejscowości nie był. Po naszej interwencji pieniądze udało się odzyskać. Miejmy nadzieję, że sprawa pana Józefa będzie miała równie szczęśliwy finał.

Bliscy pana Józefa poszukują osób, które zostały oszukane w podobny sposób. Mogą się one kontaktować z Redakcją GJ pod numerem telefonu: 16 623-07-24.

 

Dwa wyjścia

0

Epidemii można było się spodziewać. Przemawiał za tym trwający nie od dziś problem z afrykańskim pomorem świń, SARS, ptasią grypą, czy chociażby wścieklizną, która ciągle jest zagrożeniem. Pojawiały się wieści o nadciągającej wojnie. Klęska suszy lub powodzi też wisiała. Ale tego, że niecały tydzień przed wyborami w demokratycznym kraju nie będzie wiadomo jakie będą, czy w ogóle będą i będzie wiadomo tylko kto ma wygrać, tego nawet najświatlejsi jasnowidze nie przejrzeli.

Czasy coraz ciekawsze i coraz częściej przychodzi myśl, że jeszcze zatęsknimy za tym, co już było, a minęło nie tylko przez koronawirusa. Z epidemią jest tak, że na początku pojawia się strach. Potem zmienia się w obawę. Jedni są bardziej ostrożni. Inni mniej. W końcu wszyscy się przyzwyczają i jest po sprawie. W wielu sklepach już nie spotkamy płynu do dezynfekcji, czy rękawiczek dla klienta. Twarzy w miejscu publicznym nie możemy odsłaniać, a jak jest każdy widzi. Przykładów można wymieniać wiele. Żyjemy w obostrzeniach i jak to już w naszej historii było potrafimy je obejść. Bo Polakowi nie tak łatwo zakazać. Za to wpuścić go maliny łatwo, bo wtedy on myśli, że sam decyduje. Cytując za Rejem po szkodzie będziemy mądrzejsi, choć przywołując Kochanowskiego – przed i po szkodzie będzie Polak głupi. Narodowi wieszcze nie zostawili na nas suchej nitki. Na szczęście aż tak źle nie jest. Ale jeśli powiemy, że dobrze, to mocno przesadzimy.

Wirusa, który tyle bałaganu narobił możemy zniszczyć i kiedyś to się stanie. Gdyby wszyscy postępowali odpowiedzialnie, to już by go nie było. Nie może on przecież istnieć bez nas. Na dodatek za sprytny nie jest i wystarczy podstawowe zabezpieczenie, by zastał samotny i przepadł. Dokucza, ponieważ wykorzystuje zbyt luźne traktowanie zagrożenia. Jego siła tkwi w tym, że uważamy go za przypadłość, która może dotknąć innych, a nie nas. A jeśli już nawet nam zagrozi, to będzie na kogo winę zwalić.

Mamy więc epidemię i niby każdy wie co ma robić, ale mało kto robi. Najprawdopodobniej szybkim krokiem zbliżają się wybory. Choć tego do ostatnich dni nikt nie będzie wiedział. Tu z kolei nie wiadomo jeszcze, co i jak robić, bo przepisy nie zostały uchwalone, ale już na wszelki wypadek robią. W sumie robią za nasze, by ugrać swoje. Czyli koszty nie mają znaczenia. Takie kuriozum. W filmie fajne do oglądania. Żyć z tym trudno.

Wydaje się, że nasza rzeczywistość biegnie dwoma niezależnymi nurtami. Pierwszy to życie każdego z nas. Praca, rodzina, wypoczynek itd. Drugi to polityka już od najniższego szczebla. Jak najbardziej realne życie zderza się z fabułą władzy, koneksji, kombinatorstwa itp. Wychodzi z tego taki galimatias, że jak mówią za wschodnią granicą – bez wodki nie rozbieriosz. Kto chce z tej demokracji czerpać zyski ma dwa wyjścia. Albo solidnie pracować, albo zapisać się do jakiegoś towarzystwa. Jeśli wybierze pierwsze to przepadł. Jeśli drugie, to ma dwa wyjścia. Albo zapisze się do niewłaściwego, albo właściwego. Jeśli wybierze pierwsze, to przepadł. Jeśli drugie, to ma dwa wyjścia….

Media obiegła informacja, że Kim Dzong Un nie umarł i się uśmiecha. To dobre wieści. Przynajmniej dla Kima.

Roman Kijanka

 

 

 

Głos Czytelnika: Rozwiązanie blokady ulicy na chłopski rozum

0

Zablokowana droga do dwóch bloków, garaży i miejskiego budynku ciągle budzi emocje. Sprawa toczy się od dawna. Strony czekają na orzeczenie sądu i tłumaczą się tak, by wyszło, że każda ma rację. Według mieszkańca, który znalazł się w grupie zablokowanych z dojazdem brakuje tylko dobrej woli i logicznego podejścia do problemu.

Sprawę przespano przed pięcioma laty. W latach 90 ubiegłego wieku droga należała do miasta. Potem okazało się, że jest prywatna, a teraz dodatkowo, że właściciel zamknął przejazd, bo nie mogą się dogadać co do ceny. Skoro już tak się stało to należy znaleźć wyjście zadowalające wszystkie strony. Nie mamy dojazdu, ale trudno, by każdy występował samodzielnie dlatego scedowaliśmy załatwienie tej sprawy na Spółdzielnię Mieszkaniową. Burmistrz nie może nic zrobić z budynkiem po MOPS-ie, bo nie ma do niego dojazdu. PKP nie ma zysku z garaży z tego samego powodu. Właściciel ma też problem. Przy ludzkim podejściu sprawa jest prosta do załatwienia. Wystarczyłoby, gdyby podmioty, w których interesie leży przejezdność poskładały się i zapłaciły za drogę. Koszty nie będą wysokie, a problem braku dojazdu zniknie. Nakłady szybko się zwrócą. Chociażby dzięki temu, że każdy będzie mógł bez kłopotu gospodarować swoją własnością. Przy odbijaniu piłeczki w przerzucaniu się kompetencjami mamy bałagan, a jego koniec trudno określić – uważa Czytelnik.

Chodzi o drogę dojazdową do budynków biegnącą obok byłego hotelu JPB Budexim. Boczną ul. Poniatowskiego w Jarosławiu.

 

Eques Polonus sum

0

Konstytucja 3 maja. Nadzieja z dojrzałej decyzji o reformie Ojczyzny. Po okresie wyjątkowym i kontrowersyjnym w naszej historii, czyli rządach sarmackiej szlachty pojawiła się chęć zmiany. Druga na świecie konstytucja tchnęła życie w zaniedbany kraj, lecz część polskich szlachciców nie mogła przeboleć utraty wpływów i zwrócili się po pomoc w obaleniu reform do Cesarstwa Rosyjskiego. Patrząc na to, co dzieje się w naszej polityce dziś, wygląda na to, że niewiele się w nas zmieniło, może tylko granica, za którą szukamy oparcia.

Skoro jednak nie zmieniliśmy się na lepsze, to jest nadzieja, że nie jesteśmy też gorsi niż kiedyś. Pod Grunwaldem pokazaliśmy siłę i zmysł strategiczny oddziałów polsko-litewskich i pokonaliśmy krzyżacką zawieruchę. Dwa i pół wieku później Jan III Sobieski odniósł ogromne zwycięstwo nad Imperium Osmańskim pod Wiedniem i uwolnił zachód przed kulturą Bliskiego Wschodu. Polska jest historycznym punktem, gdzie spiera się wschód z zachodem, co przysparza nam problemów… albo my po prostu nie potrafimy dobrze wykorzystać naszego położenia. Kolejne dwa i pół wieku później zatrzymujemy kolejną falę ze wschodu, tym razem bolszewizmu w Bitwie Warszawskiej. Czy musimy czekać kolejne 100 lat, by dokonać jakiegoś wspaniałego czynu?

Gdzie się podział nasz charakter i siła, że zamiast budować nasz kraj i świadomość narodową, ledwo wiążemy koniec z końcem codzienności pracując fizycznie w obcych korporacjach i fabrykach? Czy istnieją politycy, dla których słowo, honor i suwerenna silna Polska są ważniejsze od własnych rozgrywek politycznych? Czy nasza historia nie toczy się w to samo koło od wieków nic nie zmieniając poza poziomem rozwoju technologicznego? Z kim by dziś podyskutować o przyszłości, skoro nikogo nie obchodzi przeszłość? Jacek Kaczmarski próbuje zmierzyć współczesnego Polaka z dumnym Sarmatą w Rozmowie z XVI-wiecznym portretem trumiennym. A poniżej, w Requiem rozbiorowym, podsumowuje nas na swój zawsze aktualny sposób.

Jesteśmy – jacy jesteśmy
Byliśmy – jacyśmy byli
Tę prawdę o sobie unieśmy
W tej krótkiej, danej nam chwili.

Będziemy – jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam – czego chcieć,
Lecz nie wiemy – czego nie wiemy,
Więc nie mamy – co chcemy mieć.

Mogliśmy, czego nie wolno,
Co wolno – nie chcemy móc.
Wolimy niewolę niż wolność,
W której nie ma o co łbem tłuc.

Więc będziemy – jacyśmy byli,
Więc jesteśmy – a jakby nas brak
W tej krótkiej danej nam chwili,
Której jutro nie będzie i tak…

 

Jak to jest z tymi oczami? – Kijanka w Wietnamie cz. 16

0

Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam się przyzwyczaić do widoku maseczek na europejskich twarzach. Mnie przyzwyczajenie przyjdzie pewnie łatwiej, bo zaczynałem je kilka miesięcy przed Wami, w Azji. Tam też zrozumiałem, że dzięki maseczkom świat może być bliższy temu z książek czy filmów, kiedy to mijana na ulicy osoba ma w sobie nutkę intrygującej tajemniczości.

Zasłonięte twarze u osobników płci przeciwnej pozwalają nam też skupić się na innych miejscach, po których możemy rozpoznać atrakcyjność.

A skoro mówimy już o oczach, zdradzę Wam prawdę o tych azjatyckich.

Odkrycie tej prawdy było możliwe dzięki poruszaniu się po Azji motocyklem – dodaję to gdyby, ktoś zastanawiał się, po cholerę w ogóle wymyślać tułaczkę jednośladem po obcym kontynencie.A wracając do oczu…

Skuterami i motorkami w Azji jeżdżą wszyscy. Starzy, młodzi, mężczyźni, kobiety, dzieci, kury, krowy i turyści. Często oczywiście na jednym jednośladzie znajduje się 4 lub 5 przedstawicieli powyższych grup. I mogą oni występować w różnych konfiguracjach (jeśli człowiek jest jeden, to kur może być 40. Żywych!).

Większość z nich (nie licząc turystów) nie używa kasków z szybami ani okularów. Dzięki temu jeżdżą ze ślepiami wystawionymi na warunki atmosferyczne i inne niedogodności.

Wieje – oni jadą. Pada – oni jadą. Jest pył, bo długo nie padało – oni jadą. Świeci oślepiające słońce – oni jadą. Nic nie świeci i trzeba się wpatrywać w ciemność, żeby nie wjechać w wałęsającą się po drodze krowę – oni jadą. Wszystko spowija chmura z palonych na poboczu śmieci – oni jadą. Tuż przed nimi ciężarówka wywalająca czarne spaliny – oni jadą. Dookoła latają owady, kamienie, drzazgi z zakładu stolarskiego, iskry spawalnicze (tutaj życie jest zawsze tuż przy drodze) – oni jadą. Chlapie olejem, bo ktoś gubi, chlapie kupą bo autokar opróżnia zbiornik ubikacji – nie ważne, oni jadą.

Jeżdżą bez przerwy. Do pracy, z pracy, do sklepu, od znajomych, do lekarza, z dziewczyną, z żoną i dziećmi, z chorym ojcem, ze zdrową matką, z ananasami, z cegłami, z palącym się papierosem, z 3 motykami albo worami ryżu. Nie ma znaczenia z czy i po co. Ważne, że jadą. W dzień, w nocy, nad ranem, o zmroku, w godzinę szatana i godzinę śmierci papieża. Bez wyjątku. W dzień powszedni i w święto. Połowę swojego życia spędzają, jadąc.

I jak tak jadą, w tych niesprzyjających warunkach to mrużą oczy. Mimowolnie. Podświadomie. Permanentnie.

Teraz pomyślcie logicznie. Jeśli człowiek przez całe życie, bez przerwy mruży oczy, to one muszą zrobić się skośne. Nic nie poradzisz.

Cichy drugi i trzeci maj

0

Dwa bardzo ważne święta w historii naszej ojczyzny już za nami. Tym razem odbyły się w cieniu ogłoszonej w kraju kwarantanny, dlatego uroczystości były skromniejsze. Jak wyglądały na terenach jarosławskich i przeworskich?

W zeszłą niedzielę, jak co roku, wspominaliśmy trzeciomajowy zryw i nadzieję, ale obostrzenia życia codziennego stłumiły uroczystości. Delegacja urzędu miasta w Przeworsku złożyła kwiaty przed pomnikiem dwusetnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, a także uczestniczyła w mszy św. w klasztorze Ojców Bernardynów. W Jarosławiu obchody były troszkę liczniejsze, ale maseczki i odpowiednie odstępy między delegacjami nie pozwalały zapomnieć o sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy. Pod pomnikiem przy ul. 3 Maja zostały złożone biało-czerwone wieńce upamiętniające to wielkie wydarzenie, a żołnierze z jarosławskiego Garnizonu wystawili wartę honorową. Przy symbolicznej, jak na tą okazję, ul. 3 Maja, w kościele NMP Królowej Polski została odprawiona msza św. w intencji Ojczyzny.

Oficjalne uroczystości na Dzień Flagi również zostały odwołane, władze zachęciły do indywidualnego uczczenia flagi poprzez jej wywieszenie. Mieszkańcy Jarosławia mogli pochwalić się swoimi flagami na Facebook’u CKiP oraz urzędu miasta, gdzie zrobiono obszerną fotogalerię pt. „Powiewa dumnie i u mnie!”.

Trzeci maj to nie tylko konstytucja, ale też uroczystość Matki Bożej Królowej Polski, choć w tym roku wyjątkowo obchodzona drugiego maja. Ksiądz Krzysztof Szczygielski, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, podkreśla jak wielką rolę pełniła Matka Boża w naszej historii. – Jasna Góra jest tym, dla polskiego narodu czym dla każdego człowieka jest serce. Matka Boska Częstochowska to żywa Ikona Bożej Rodzicielki, która czuwa nad Polskim Narodem od zarania dziejów po dzień dzisiejszy. Nie było by dziś Polskiej Niepodległości, nie było by św. Jana Pawła II, nie było by Kardynała Wyszyńskiego – Prymasa Tysiąclecia, gdyby nie matczyna obecność Królowej Polski w naszym narodzie – mówi duszpasterz.

Pierwszy raz po 89’ uroczystości trzeciomajowe były obchodzone w takiej ciszy, bez przemówień i licznego zgromadzenia. Może właśnie ta cisza była odpowiednia dla tego, koniec końców nieudanego historycznie, wydarzenia…?

 

Sebastian Niemkiewicz/Fot. fb