Strona główna Blog Strona 397

Zacięty finał

0

TENIS ZIEMNY: W Przeworsku dobiegły końca rozgrywki Ligi Tenisa Ziemnego 2020. Finał rozegrano na korcie Orlika przy ul. Pszennej. 

 

Zacięty mecz trwał ponad trzy godziny. Pierwszy set należał do Adriana Mazery: 7:5 (tiebreak). W drugim lepszy okazał się Piotr Cebulak: 6:4. Decydujący trzeci set, również zakończony tiebreakiem 8:6 , wyłonił zdobywcę pierwszego miejsca, którym został Piotr Cebulak. Na podium znalazł się również Krzysztof Markowski, zdobywając w trwających od lipca zmaganiach, trzecie miejsce.

 

Klasyfikacja generalna:

 Piotr Cebulak

  1. Adrian Mazera
  2. Krzysztof Markowski

Fot. MOSiR Przeworsk

 

 

Owocne starty naszych

0

TENIS STOŁOWY: Tenisiści stołowi z Jarosławia startowali w sobotę i niedzielę w Gdańsku w LOTTO TOP 16 i Ustrzykach Dolnych w 1. Grand Prix Podkarpacia młodzików i młodziczek   oraz 1. Grand Prix Podkarpacia juniorów i juniorek.

 

Szesnastu zawodników rywalizowało w weekend w turnieju LOTTO TOP 16 w Centrum Szkolenia Polskiego Związku Tenisa Stołowego im. Andrzeja Grubby w Gdańsku. W tym gronie znalazł się także przedstawiciel zespołu Sokołów S.A. Jarosław – Patryk Zatówka. Podopieczny Kamila Dziukiewicza nad polskim morzem dotarł do ćwierćfinału. Niestety, w stanięciu na podium Zatówce przeszkodziły problemy zdrowotne, które sprawiły, że jarosławski tenisista stołowy musiał skreczować w pojedynku 1/4 finału. We wcześniejszych spotkaniach gracz klubu z Podkarpacia pokonał Miłosza Redzimskiego 3:2, Tomasza Tomaszuka 3:2 oraz uległ Konradowi Kulpie 2:3.

Młodzicy, juniorki i juniorzy

W Ustrzykach Dolnych w sobotę startowali młodzi adepci Kolpinga Jarosław. Znakomicie w turnieju otwierającym cykl Grand Prix Podkarpacia młodziczek zaprezentowała się Natalia Maciałek, która stanęła na najwyższym stopniu podium. Wśród młodzików dobre występy zanotowali Alan Zieliński i Łukasz Hajduk. Pierwszy został sklasyfikowany na szóstym, a drugi na siódmym miejscu. W niedzielę w Ustrzykach Dolnych rywalizowali juniorzy i juniorki. W gronie dziewcząt zawody zostały zdominowane przez nasze tenisistki. Wygrała Anna Brzyska, przed Jagodą Chwojko (obydwie Kolping Jarosław) i trenującą i mieszkającą w Jarosławiu – Kingą Hawro. Wśród juniorów piątą pozycję zajął Dawid Jadam, a szóstą Szymon Brud.

 

Agresywne psy w lasach radawskich?

0

– Zdziczałe psy zaatakowały konie i owce. Bądźcie ostrożni. Mogą rzucić się na ludzi – ostrzegają opiekujący się zwierzętami. Wójt uspokaja i zapewnia, że nie ma problemu ze zdziczałymi psami. Leśniczy stwierdza, że śladów wilków ani dziko żyjących psów w okolicy nie zaobserwował. Czy w Radawie faktycznie grasuje szajka morderczych psów?

 

Końcem października na terenie jednej ze stajni doszło do ataku na zwierzęta. Najpierw ofiarą padły owce, a kilka dni później koń. Informacje o tym zdarzeniu pojawiły się na portalach społecznościowych. Miały być one przestrogą dla spacerowiczów i grzybiarzy przed dzikimi i agresywnymi psami, które mogą przebywać w radawskich lasach.

– Bądźcie ostrożni spacerując po lesie czy zbierając grzyby, bo w biały dzień stado psów zaatakowało pasące się na ogrodzonym terenie stajni konie. Kilka dni wcześniej zaatakowały i zagryzły barany. Te psy nie będą miały oporów żeby zaatakować ludzi – przestrzegano. Apel odbił się szerokim echem i wywołał dyskusje.

Koń, który padł ofiarą bestialskiego ataku nie bał się psów. Z zebranych informacji wynika, że obrażenia, których doznał były na tyle poważne, iż nie dało się go uratować. Zwierzę miało poszarpane udo i rozerwaną pachwinę. Całe zajście zarejestrowała kamera monitoringu, a sprawa została zgłoszona na policję.

– Policjanci prowadzą postępowanie o wykroczenie w kierunku art. 77 Kodeksu Wykroczeń. Zawiadomienie w tej sprawie złożył właściciel pogryzionych owiec i konia przez psy – potwierdza asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

 

Zagrożenia nie ma

W związku z niepokojem mieszkańców zapytaliśmy Wójta Gminy Wiązownica, czy na terenie gminy występuje problem ze zdziczałymi psami. Ten jednak uspokaja.

– Taki problem na terenie naszej gminy nie występuje. Mamy własne przytulisko, do którego trafiają odławiane przez pracowników zwierzęta. Tam poddawane są niezbędnym zabiegom i przygotowywane do adopcji. Uważam, że wszystko to funkcjonuje jak należy i sprawdza się bardzo dobrze – zapewnia Marian Ryznar, wójt gminy Wiązownica. – Oczywiście zdarzały się przypadki, że na terenie Radawy odnajdywaliśmy porzucone psy. Do takich sytuacji często dochodzi latem. Ludzie wyjeżdżający na wakacje, pozbywają się psów. Jednak po otrzymaniu zgłoszenia od mieszkańców są one wyłapywane i zabezpieczane w przytulisku – wyjaśnia wójt.

   Mieszkańcy Radawy o zdarzeniu słyszeli. Niektórym ciężko jednak uwierzyć, że ataku dokonały psy. Bardziej prawdopodobne wydawały im się wilki.

– Nie zauważyłem, by po lesie wałęsały się psy. Tropów wilków też ostatnio nie zaobserwowałem – mówi leśniczy Piotr Świąder.

Jednak z informacji pracowników stajni jasno wynika, że ataku dokonały psy. Dopiero policyjne postępowanie pozwoli ustalić szczegółowe okoliczności tego zdarzenia.

 

EK, Fot. ilustracyjne.


	            

Szalony motocyklista

0

Mieszkaniec powiatu lubaczowskiego pędził motocyklem ulicami Jarosławia oraz sąsiednich miejscowości z prędkością dochodzącą do 182 km/h nie zważając na policjantów, którzy kilkukrotnie próbowali go zatrzymać.

 

W niedzielę, 1 listopada po godz. 15 na obwodnicy Jarosławia kierujący motocyklem suzuki, nie stosując się do podwójnej linii ciągłej, wyprzedził samochód osobowy. Jak się okazało, był to nieoznakowany radiowóz policyjnej grupy SPEED. Funkcjonariusze ruszyli za motocyklistą. Przy użyciu sygnałów świetlnych i dźwiękowych próbowali go zatrzymać. Ten jednak widząc to, gwałtownie przyśpieszył.

– Pomiar prędkości motocykla wykazał 182 km/h przy ograniczeniu prędkości do 90 km/h – informuje asp szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

Policjanci wyprzedzili kierującego jednośladem nakazując mu, aby się zatrzymał. Motocyklista zatrzymał się, a następnie raptownie ruszył. Minął radiowóz i zaczął uciekać. Gnał ulicami Jarosławia oraz pobliskich miejscowości. W trakcie pościgu policjanci podejmowali kolejne próby zatrzymania mężczyzny. Ten jednak lekceważył dawane mu sygnały. Swoją brawurową jazdą stwarzał zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i innych uczestników ruchu. W powiecie lubaczowskim motocyklista zignorował policjantów z lubaczowskiej drogówki, którzy próbowali go zatrzymać, blokując drogę radiowozem. Mężczyzna ominął blokadę i jechał dalej. Kilka minut później został jednak zatrzymany.

– Motocyklem kierował 37-letni mieszkaniec powiatu lubaczowskiego, który trafił do policyjnego aresztu. Mężczyzna był trzeźwy. Podczas sprawdzenia w policyjnym systemie okazało się, że dowód rejestracyjny motocykla został wcześniej zatrzymany, a powodem zatrzymania było zagrożenie bezpieczeństwa – wyjaśnia A. Długosz.

Mężczyzna usłyszał już zarzuty. 37-latek oprócz popełnionych wykroczeń, odpowie za niezatrzymanie się do kontroli drogowej. Zostały mu także zatrzymane uprawnienia do kierowania pojazdami. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Sąd również w takim przypadku może orzec zakaz prowadzenia pojazdów na okres 15 lat.

 

EK/KPP


	            

Święto myśliwych

0

Początek listopada, a dokładniej trzeci dzień listopada, to w kulturze europejskiej oficjalne rozpoczęcie sezonu łowieckiego. Wielkim miłośnikiem polowań był też m.in. książę Andrzej Lubomirski.

 

Obchody święta – Hubertowiny – rozpoczynano poranną mszą św. Po mszy odbywało się polowanie na grubą zwierzynę, a wszystko kończyła wielka biesiada – obiad św. Huberta. Obiad taki powinien składać się z bogactwa tego, co daje las, a więc wódki myśliwskie – dębówka i jałowcówka, przyprawy do wódek – dzięgiel i sadło borsucze, wędliny – ozory jelenie, marynowane koźlę, barszcz na zającu, sztuka mięsa i studzone nogi z dzika, trzy pasztety: z kaczek dzikich w dyni, z małych ptaszków w kapuścianych liściach, z kwiczołów, troje pieczystego: pieczeń z jelenia z grzybami, comber sarni ze świeżymi rydzami, słonki, a do tego garusik – marmulada z dzikich jagód i owoców, trzy naturalne trunki: maliniak, dereniak i stary miód leśnej pszczoły. Na wety (deser) – kandyzowane tarki, borówki w miodzie smażone, laskowe orzechy. „Dosyć na tym, że święty Hubert daje cały obiad z lasu” (W. Pol, Opowiadanie łowczego)

Polowania były wielką namiętnością księcia Andrzeja Lubomirskiego. Książę uczestniczył w polowaniach w Ostryni, w województwie stanisławowskim, w majątku Stanisława Potulickiego, swojego zięcia, bywał też na polowaniach w Antoninach w majątku Józefa Potockiego, na polowaniach u sąsiadów Potockich z Łańcuta. Książę Andrzej organizował także polowania na łowiskach przeworskich. Polowaniom towarzyszyły specjalne przygotowania, wzywano dodatkowego kucharza ze Lwowa lub wynajmowano takiego na miejscu. Szykowano plan polowania, opisywano stan zwierzyny. Na łowiskach dbano o rozród saren i zajęcy, zaś lisy, ze względu na intensywną hodowlę bażantów, traktowane były jak szkodniki, które tępiono.

 

Z dziennika Andrzeja Lubomirskiego: „14/11/1932 Poniedziałek, Przeworsk, Polowanie na bażanty. Rano przyjechał Górski, gen. Wieczorkiewicz, Włodzimierz Dzieduszycki. Do borku spóźnieni Alfred i Jerzy Potoccy. Stopni 0, ale wiatr północno-wschodni. Polujemy Borek do 12½. Po śniadaniu autami Skotnikiem do Dębrzyny. Tam polujemy do 16. Padło w Borku: 339 bażantów /w tem 43 kur, czyli 296 kogutów/, 26 zajęcy. Razem sztuk 365.

W Dębrzynie: 109 bażantów /w tem 16 kur, czyli 85 kogutów/, 33 zajęcy, 2 króliki, 1 słonka, czyli sztuk 137. Razem: 440 bażantów /381 kogutów i 59 kur/, 59 zajęcy, 2 króliki, 1 słonka, czyli sztuk 502.”

 

Opr. na podstawie Historii Ordynacji Przeworskiej Książąt Lubomirskich, M. Wołoszyn

 

Fot. Polowanie na łowiskach przeworskich, 1933 r. Na fot. Leonard Dąbrowski – administrator folwarku w Nowosielcach, organizator planu polowania, Andrzej Lubomirski, Alfred Potocki. Zbiory prywatne.


 

„Cudze chwalicie Jarosławia nie znacie”: Cmentarze i kwatery w Jarosławiu z okresu Wielkiej Wojny

0

Kolejna kwatera z okresu Wielkiej Wojny znajdowała się na Starym Cmentarzu przy ulicy Cmentarnej. Zlokalizowana była za kaplicą w obrębie kwatery nr 29. Według zachowanej fotografii urządzonych było 5 długich ziemnych rzędów mogił. W trzecim rzędzie znajdował się 5 metrowy krzyż z postacią ukrzyżowanego Chrystusa. Cmentarz numerowany był jako czwarty. Obecnie kwatera jest zabudowana współczesnymi grobowcami. Również po prawej stronie od bramy głównej wzdłuż muru znajdowały się ziemne mogiły z drewnianymi krzyżami. Przyjmuje się, że w 1970 roku groby zniszczono. Przypuszcza się, że mogli tu spoczywać zmarli z powodu ran żołnierze, przebywający w pobliskim szpitalu garnizonowym.

Kwatera z okresu Wielkiej Wojny na Starym Cmentarzu. Obecnie nieistniejąca.

Pomiędzy ulicą Krakowską, a torami kolejowymi znajduje się cmentarz zwany Nowym, założony w 1905 roku. W kwaterze nr 16 spoczywają żołnierze z okresu Wielkiej Wojny, polegli i zmarli w szpitalach. Cmentarz wyznaczono jako główny garnizonowy. Spoczywa tutaj kilkuset żołnierzy z armii austrowęgierskiej, niemieckiej i rosyjskiej. W centralnym miejscu dwa śmigła tworzyły kształt krzyża. W 1984 roku postawiono betonowe krzyże. W latach 60 – tych XX wieku pomiędzy kwaterami nr 6 i 7 wybudowano ceglany grobowiec do którego przeniesiono ekshumowane szczątki z innych jarosławskich cmentarzy i kwater wojennych.

 

Jerzy Czechowicz


 

 

 

 

 

 

Plaga fałszywych dokumentów

0

Na przejściu granicznym w Korczowej funkcjonariusze Straży Granicznej ujawnili trzynaście fałszywych dokumentów, które uprawniały obywateli Mołdawii do pracy w Polsce.

 

W sobotę, 31 października strażnicy graniczni skontrolowali grupę trzynaściorga obywateli Mołdawii wjeżdżających na teren Polski. 5 kobiet i 8 mężczyzn w wieku od 22-57 lat okazało dokumenty z których wynikało, że mają oni zajmować się montażem systemów fotowoltaicznych na terenie Dolnego Śląska. Oprócz paszportów obywatele Mołdawii przedstawili tzw. oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom. Jak się okazało, dokumenty te posiadały błędy. Dodatkowo na wszystkich widniał ten sam numer ewidencyjny. Strażnicy SG szybko potwierdzili, że powyższe dokumenty nigdy nie zostały zarejestrowane.

Cudzoziemcy dobrowolnie poddali się karze czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Straż Graniczna wydała decyzje o odmowie wjazdu i skierowała ich z powrotem na Ukrainę. Od początku 2020 roku funkcjonariusze SG z Podkarpacia ujawnili ponad pół tysiąca fałszywych dokumentów potwierdzających rzekome prawo do podjęcia pracy. To szczególnie częste przypadki w czasie pandemii.

 

EK/BiOSG

Niebo jest tylko dla swoich

0

W piątek zawiało zimą. Babie lato dostawaliśmy w odcinkach i zanim raty się skończyły już było po nim. Nadchodzi Mikołaj. Lepiej ugadać się z nim wcześniej. Niech zawita zanim wprowadzą lockdown na prezenty. W informacjach króluje covid, marsze i wybory w USA oraz zapowiedzi kolejnych obostrzeń. Rządzi niepokój i strach. Nadzieja odeszła. Możliwe, że kiedyś wróci, ale pewności nie ma.

 

Pszczoły szykują się do zimowej hibernacji. Niedźwiedzie dojadają co tylko można, ale coraz częściej przelatuje im przez głowę, że sen zimowy czeka. Wiele stworzeń przeżyje zimę w lockdownie. Zamknięcie im nie straszne. Nagromadziły zapasów i wytrzymają. Zwierzęta są głupie. Działają instynktownie. Człowiek jest mądry. Planuje, przewiduje i czyni sobie ziemię poddaną. Misiek nagromadził sadła i pójdzie spać. Nas razem z narodową kwarantanną nawiedzi kryzys.

Problem może być w tym, że za dużo bardzo mądrych ludzi wzięło się za sterowanie obywatelami, których uważają za niezbyt rozgarniętych. Poziom mądrości osiągnął stan krytyczny i zgłupiał.

Minister Rozwoju, Pracy i Technologii pochylił się nad szukającymi pracy i wprowadził certyfikat do Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji zawód zmywanie naczyń. Specjalista w tej dziedzinie najpierw zda egzamin potem już z unijnym certyfikatem w dłoni zamelduje się na zmywaku. Ministrowi chodziło o pomoc Polakom pracującym w innych krajach, którzy często są zatrudniani poniżej swojej wiedzy i umiejętności. W końcu będzie porządek, bo zdarzało się, że do mycia garnków trafiała osoba bez właściwego przygotowania teoretycznego.

Przemyślaną decyzją było zamknięcie cmentarzy wtedy, gdy wszyscy liczyli, że będą otwarte. Ten cios w wrogie siły polegał na tym, by chętnych na zakup chryzantem zatrzymać w domu, a potem z ich pieniędzy odkupić kwiaty według swoich zasad. Trybunał Konstytucyjny uznał, że aborcja kłóci się z naszą Konstytucją. Zaprotestowano i wtedy Prezydent przygotował uchwałę, że w określonych przypadkach można ciążę usunąć. To już z najwyższym aktem prawnym się nie kłóci. Protestujących trzeba jakoś ujarzmiać. Śląski kurator oświaty nakazuje donosić, kto, gdzie, kiedy i jak nie zgadza się z rządem. Trzeba ścigać wywrotowców. Pan kurator ma też romantyczną duszę i cytuje w swoim piśmie fragment piosenki Don Vasyla. „Jedno jest niebo dla wszystkich i jedno słońce nad nami”, to fragment o bardzo tolerancyjnym wydźwięku wybrany przez nadzorcę nauczycieli do podkreślenia nietolerancyjnych działań. Przypomina się Ignacy Krasicki i jego fraszka pod dającym wiele do myślenia tytułem Dewotka. Bohaterka mówiąc w pacierzu – i odpuść nam winy,

Jako my odpuszczamy, biła bez litości.

Historia kołem się toczy i podobnie już było. Szkoda, że znowu wraca. Rozgardiasz jest w całym zachodnim świecie. Jak jest w innych częściach nie wiadomo, bo nikt się nimi zbytnio nie zajmuje. Tak już jest, ze cywilizacje upadają, a ich miejsce zajmują inne. Sześćset lat przed Chrytusem rządzili na naszych terenach barbarzyńcy scytyjscy. Nawet w pojedynkę lepiej było ich nie spotykać. Byli niewychowani do tego stopnia, że wino pili bez rozcieńczania z wodą i łupili co się dało. Taki zwyczaj picia trunków pozostał. Jak jest z grabieżami każdy może sam ocenić.

 

Roman Kijanka


 

Mikołajkowe przygotowania w hospicjum

0

Zbliżający się okres jest od lat kojarzony z prezentami. Aby móc dostarczyć radość, Fundacja Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci organizuje zbiórkę zabawek, oraz artykułów potrzebnych dla swoich podopiecznych. Każdy, kto chce może wesprzeć fundację i przyczynić się do uśmiechów na twarzach dzieci.

 

Wśród potrzebnych rzeczy na stronie fundacji wymienia się pampersy w różnych rozmiarach, pościel i prześcieradła, a także proszki do prania i płyny płukania. Przydadzą się również ubranka z długim rękawem w rozmiarach od 98 do 164 i S, M, L, oraz skarpetki i rajstopy chłopięce i dziewczęce. Z zabawek najmilej widziane będą te interaktywne i edukacyjne, a także manualne, drewniane i zręcznościowe. Niezbędne będą również kosmetyki m.in. pielęgnacyjne dla dzieci Oliatum i Emolium.

Potrzebna również żywność

Wśród artykułów, które można przekazać na kuchnię, znajdują się miód, Nutella i dżemy, a także kasze, mąki i makarony. Najmłodsi ucieszą się również ze słodyczy: biszkoptów, herbatników, ciastek, batonów, czekolad oraz żelek, jak i z posiłków typu Gerber. Na liście wymienia się również między innymi: kawę, herbatę, kakao, kisiel, budyń i galaretki. W Hospicjum potrzebne są też środki ochrony osobistej m.in.: maseczki FFP2/FFP3, fartuchy ochronne, kombinezony barierowe i środki dezynfekcji.

 

Wsparcie dla RPOT

Na swojej stronie internetowej Podkarpackie Hospicjum zachęca również do pomocy Regionalnej Placówce Opiekuńczo-Terapeutycznej „Tęczowy Domek”. Podopieczni placówki najbardziej ucieszą się z klocków Lego, sprzętów sportowych, basenów oraz słodyczy z długą datą przydatności.

Pełna lista potrzebnych artykułów oraz szczegóły dotyczące darowizn znajdują się na stronie Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci pod adresem: https://www.hospicjum-podkarpackie.pl/mikolajki/

JR

Ponury krajobraz

0

Dotrwaliśmy, to już jesień, a w zasadzie jej schyłek. Liście pożółkły, poczerwieniały i w większości pospadały. I jakoś tak chłodniej się zrobiło. Coraz częściej można dostrzec jak dym dobywa się z tego czy tamtego komina. Przyroda się przeistacza i coś zmienia. My natomiast utknęliśmy. U nas to samo. Media wciąż dostarczają nowych sensacji, które tak naprawdę są kotletem odgrzewanym od pół roku. Już mocno przypalone to nasze danie i nie wiadomo czy więcej w nim mięsa czy zużytego oleju. Znowu każą siedzieć w domach. I co w tym domu robić? Wszystko posprzątane, posegregowane i dokładnie pooglądane.

 

Z przyzwyczajenia kierujemy się w stronę telewizora lub komputera. Widoczne na ekranie komunikaty napastują dzikimi kolorami i coraz straszliwszymi określeniami. Rosną liczby, spadają i rosną na przemian. Tak jakby ktoś się nimi po prostu bawił. Poważni panowie w garniturach przemawiają, mówią nam co robić, a czego nie, zamykają nam sklepy, pozbawiają ludzi miejsc pracy. Częstokroć dzieje się to z dnia na dzień. Nie widać w tym konsekwentności. Wszystko to jest jakieś chaotyczne. Każdy tylko się stara by wytworzyć więcej i więcej komunikatów, aktów prawnych, zaleceń, zakazów nakazów, apeli, próśb. Głowa od tego już pęka. Chcemy konkretnych działań i oczekujemy efektów. Zamiast tego otrzymujemy gadające głowy, które obiecują i chwalą się tym czego udało się dokonać, tyle że tych dokonań nigdzie nie widać. Chyba już czas przestać brać ich słowa na poważnie. To jakaś farsa. Tak, zgadza się, zakpiono z was i to niejednokrotnie. To magia ekranu.

 

Wiele rzeczy zamiast działać śmieszy. Śmieszą cmentarze, które miały zarażać tylko 3 dni w listopadzie. Śmieszą potężni włodarze, którzy zamiast porozmawiać z manifestującymi ukrywają się jak szczury. Śmieszą kolejne absurdalne zmiany w funkcjonowaniu szpitali, które tak naprawdę je paraliżują. Śmieszy nauka zdalna, w której się wymaga, ale przy tym nie pomaga. Śmieszą rośli mężczyźni broniący kościołów, którzy na mszy nie bywają. Witajcie w państwie śmiechu.

 

W tym całym ambarasie tylko przyroda jeszcze nie powariowała. Rośliny wiedzą, że już w tym roku nie zakwitną. Zwierzęta przeczuwają, że pożywienia będzie mniej. Człowiek jeszcze nie wybudził się z letargu. Już słychać ostatni dzwonek. Będzie zima.

 

Gabriel Łowicki