Strona główna Blog Strona 223

Filia poróżniła radnych

0

Kiedy rok temu radni podejmowali decyzję o przekształceniu Szkoły Podstawowej w Cieplicach w Szkołę Filialną podporządkowaną organizacyjnie Szkole Podstawowej w Adamówce, wójt Gminy przewidywał, że z powodu niewielkiej liczby uczniów, placówka ta po roku może zostać całkowicie zlikwidowana.

 

Głównym powodem przekształcenia był fakt, że do szkoły w Cieplicach uczęszczało coraz mniej uczniów. Młodsze dzieci od września zostały w szkole filialnej, starsze kontynuowały już naukę w Szkole Podstawowej w Adamówce. Początkowo część rodziców protestowała przeciw tej decyzji, ale ostatecznie kuratorium wydało pozytywną opinię uzasadniając ją kwestiami finansowymi. Wójt Edward Jarmuziewicz zapewniał wtedy, że nie chce, by szkołę definitywnie zlikwidowano, jednak jeśli uczniów będzie coraz mniej, będzie musiało do tego dojść. Na sesji 28 lutego radni dyskutowali nad dalszymi losami szkoły. Sesja trwała blisko godzinę. Padały mocne argumenty, czy gminę stać na utrzymanie szkoły. Jeden z radnych zauważył, że przy obecnej sytuacji za wschodnią granicą, być może wkrótce będzie trzeba tam umieścić uczniów z Ukrainy.

– Poczekajmy jeszcze rok z tą likwidacją i zobaczmy, jak sytuacja się rozwinie, ta szkoła może okazać się potrzebna – było słychać z jednej strony. Dzień wcześniej odbyło się cieszące się dużą frekwencją spotkanie z mieszkańcami, z których większość była za pozostawieniem szkoły. Padały też głosy dotyczące komunikacji z oddaloną od Cieplic placówką.

– W Adamówce dzieci będą mieć lepsze warunki – argumentowali inni.

Ostatecznie uchwała w sprawie zamiaru przekształcenia Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Adamówce poprzez likwidację podporządkowanej jej organizacyjnie Szkoły Filialnej w Cieplicach nie uzyskała większości głosów – za było sześciu radnych, przeciw sześć, a jeden radny wstrzymał się od głosu. Wójt komentując decyzję Rady przyznał, że szanuje ją, ale kierował się poczuciem odpowiedzialności za los gminy, a według niego wcale nie będzie pozytywnych skutków tej uchwały, zwłaszcza pod względem finansowym.

 

DP

 

 

 

Kobiety i mężczyźni na dawnej fotografii

0

W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy Dzień Kobiet (8 marca) oraz Dzień Mężczyzn (10 marca). Z tej okazji Muzeum w Przeworsku w mediach społecznościowych opublikowało dawne fotografie kobiet i mężczyzn.

 

Zdjęcia pochodzą z bogatych zbiorów muzeum. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak kiedyś się ubierano, na co zwracano uwagę w swoim wyglądzie, jakie przedmioty były w codziennym użytku naszych przodków. Na pierwszej z fotografii widzimy pięć kobiet z II połowy XIX wieku. Jest to fotografia z kręgu rodziny Husarzewskich – pierwsza z lewej (stoi) i pierwsza z prawej (siedzi) to dwie siostry Husarzewskie: Jadwiga i Maria – ciotki Eleonory Husarzewskiej, żony księcia Andrzeja Lubomirskiego. Druga fotografia przedstawia mężczyzn sprzed 120 lat – są to członkowie Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Przeworsku podczas ćwiczeń z lancami. Zdjęcie datowane jest na ok. 1900 r.

 

Opr. DP, źródło: Facebook/Muzeum w Przeworsku

 

 

 

Bezpieczne przejścia za 200 tys. zł każde

0

Pięć nowych, bezpiecznych przejść dla pieszych ma powstać do końca maja na drogach zarządzanych przez Powiat Jarosławski. Po jednym będzie w Radymnie, Pruchniku i Laszkach. Dwa zaplanowano w Jarosławiu. Pieniądze na ten cel, w wysokości 1 miliona złotych, samorząd powiatowy pozyskał z funduszy rządowych, za pośrednictwem wojewody podkarpackiego.

 

– Wybór tych pięciu miejsc, gdzie powstaną „bezpieczne przejścia” nie był przypadkowy. W tych miejscach, tak jak w Radymnie czy Pruchniku, w ubiegłych latach dochodziło do wypadków śmiertelnych. Pozostałe to okolice szkół i sklepów. Zdarza się, że kierowcy zwłaszcza tam lubią niestety przekroczyć prędkość – wyjaśnia starosta jarosławski, Stanisław Kłopot.

Przejście w Radymnie będzie zlokalizowane przy ul. Złota Góra w pobliżu szkoły i przystanku autobusowego. W Pruchniku będzie koło szkoły. W Laszkach ma powstać w sąsiedztwie cmentarza i ośrodka szkolenia kierowców. W Jarosławiu jedno będzie na ul. Konfederackiej obok przystanku autobusowego i placówki pocztowej, drugie na ul. Żeromskiego w sąsiedztwie szkoły. Przejścia będą wyniesione nad powierzchnię jezdi i odpowiednio oświetlone.

– Jesteśmy już po procedurach przetargowych i podpisaniu umowy z wykonawcą. Inwestycja jest prowadzono w systemie„zaprojektuj i wybuduj” – wyjaśnia dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu, Paweł Tworek.

erka/Powiat jarosławski

 

Uchodźcza tragedia

0

By zobaczyć cierpienie, grozę i dramat rozgrywającej się tuż za naszymi granicami wojny nie trzeba jechać na Ukrainę. Wystarczy odwiedzić Halę Kijowska w Młynach. Setki ludzi zgromadzonych w punkcie recepcyjnym. Obraz dzieci tulących się do płaczących matek bardziej przemawia niż zniszczony czołg.

 

Odwiedziliśmy miejsca, w których zbierają się przekraczający granicę uchodźcy odwiedziliśmy w ubiegłym tygodniu. Jest znacznie mniej mężczyzn niż tydzień wcześniej. Hal wypełniona jest składanymi lóżkami zajętymi głównie przez matki z dziećmi. Są też starsze kobiety. Pomagają im wolnotariusze, terytorialsi, są też ratownicy medyczni i strażacy. Nad porządkiem czuwają patrole policji. Pod hale podjeżdżają autobusy. Przywożą kolejne grupy uciekających przed wojną, by odpoczęli w punkcie recepcyjnym, a potem znaleźli miejsce na dłuższy pobyt.

– Sytuacja jest dynamiczna. Trudno przewidzieć, jak będzie się rozwijać. Musimy dostosowywać się do warunków. Nie planować, tylko działać – mówi spotkany przy hali bryg. Krzysztof Kowal, komendant powiatowy PSP w Jarosławiu.

Nagromadzenie tylu ludzi, którym świat zawalił się na głowę robi przygnębiające wrażenie. Są wśród nich tacy, którzy liczą, że wojną się zakończy i wrócą, ale też tacy, którzy już nie mają do czego wracać. Starzy, młodzi i dzieci. Ciągły ruch, ale też wyczekiwanie. W punktach zorganizowanych w wiejskich domach kultury też smutno, ale znacznie spokojniej. W Chotyńcu spotykamy terytorialsów z 4 przeworskiej kompanii 34. Batalionu Lekkiej Piechoty w Jarosławiu. Pomagają uchodźcom i pilnują porządku.

Obraz wojny widziany przez pryzmat przygranicznych punktów dających odpoczynek, ciepły posiłek i miejsce do spania ludziom, którzy tyle co uciekli przez wojenną trwogą bardziej niż kolumny czołgów pokazuje ogrom cierpienia.

erka

Płyną dary. Uchodźcy znajdują dach nad głową

0

Jarosław stał się ważnym punktem przeładunkowym darów płynących z Europy oraz miejscem relokacyjnym dla uciekających przed wojną mieszkańców Ukrainy. Grupy uchodźców trafiają do województw w środkowej Polsce, a dary są segregowane, pakowane i jadą m.in. do Lwowa.

 

Pierwszy pociąg Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej zabrał w niedzielę 6 marca z jarosławskiego dworca około 300 osób. Drugim, podstawionym 8 marca wyjechało ponad 500 uchodźców. Te działania koordynują wspólnie marszałkowie województwa łódzkiego Grzegorz Schreiber i podkarpackiego Władysław Ortyl, którzy spotkali się podczas przygotowywania transportu. Z uchodźcami spotkali się też przedstawiciele lokalnych samorządów, w tym starosta jarosławski Stanisław Kłopot i lubaczowski Zenon Swatek. Marszałek Ortyl podkreślał, że cały czas apeluje do pozostałych regionów w kraju, aby pomagały w transporcie uchodźców z Podkarpacia.

– Jarosław nie ustaje w pomocy naszym wschodnim sąsiadom. Na prośbę mera Lwowa zorganizowaliśmy w mieście punkt przeładunkowy darów przekazywanych przez kraje Unii Europejskiej dla Ukrainy. Pierwszy transport wyruszył już z Jarosławia do Lwowa, kolejne będą wyjeżdżały w miarę przekazywanej pomocy – informował w ubiegłym tygodniu Waldemar Paluch, burmistrz Jarosławia dziękując wszystkim, którzy tak licznie włączyli się w akcję wsparcia dla Ukrainy. Dworzec jarosławski pełni od 8 marca rolę centrum przesiadkowego dla uchodźców docierających z Medyki i Hali Kijowskiej w Młynach. W ubiegłą środę około 1 200 osób wyjechało do Krakowa. – To głównie matki z dziećmi oraz osoby starsze, z przejść granicznych w Korczowej i Budomierzu. Wszyscy mieli możliwość odpoczynku, zjedzenia posiłku, zabrania prowiantu na drogę, a także uzyskania niezbędnych informacji m.in. o środkach transportu i miejscach docelowych – wymienia burmistrz. oprócz specjalnie zorganizowanych transportów uchodźcy korzystają z pociągów rejsowych. Organizowany jest także transport autobusowy.

Pomoc uciekającym przed wojną niosą w samym Jarosławiu dziesiątki wolontariuszy. Są wśród nich studenci Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno Ekonomicznej, samorządowcy, pracownicy instytucji podległych miastu i powiatowi, przedstawiciele służb i zwykli ludzie.

 

Napływa pomoc

– Namioty, agregaty prądotwórcze, leki, nowe buty i odzież. To między innymi trafiło wieczorem 10 marca z niemieckiego Salzlandkreis do powiatu jarosławskiego z myślą o pomocy Ukrainie i uchodźcom wojennym – wymienia starosta jarosławski S. Kłopot, dziękując niemieckiemu partnerowi za szybką i sprawnie zorganizowaną akcję.

Starosta zaznacza, że otrzymał zapewnienie o przygotowywaniu kolejnego transportu darów. W pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy włączają się także bardzo aktywnie samorządy powiatowe z całej Polski. Mirosław Gębski, starosta powiatu kieleckiego osobiście przywiózł do Jarosławia zebraną u siebie pomoc materialną. Wsparcie płynie z różnych stron. Nie sposób wymienić choćby tylko części organizacji, samorządów, instytucji i zwykłych ludzi, którzy przekazują różnoraką pomoc dla uciekających przed grozą wojny. Wszystkim, razem z reprezentantami miejscowych samorządów dziękujemy.

erka/UMWP, UM Jarosławia

 

 

 

 

 

 

Pomagajmy z głową

0

Zakres wsparcia organizowanego w Polsce dla mieszkańców uciekających z ogarniętej wojną Ukrainy jest ogromny. W większości jest to zasługa zwykłych ludzi. Przekazują pomoc materialną, biorą urlopy, by pomagać uchodźcom w odnalezieniu się w obcym państwie. Wspierają ich strażacy i żołnierze obrony terytorialnej. Nad pomocą czuwają samorządy. Wsparcie płynie ze strony państwa oraz fundacji i stowarzyszeń, ale rola wolontariuszy jest nie do przecenienia.

 

Pospolite ruszenie z pierwszych dni po wybuchu wojny zaczyna nabierać cech zorganizowanego działania. Widać już planowanie zakresu i rodzaju pomocy. Jeśli chcemy wesprzeć uchodźców i przekazać na ich rzecz pomoc materialną warto wcześniej sprawdzić, co jest potrzebne. Choćby z tego względu, że sytuacja jest dynamiczna i dostosowywana do warunków. Warto wcześniej sprawdzić, czego brakuje i jaką forma pomocy jest oczekiwana. Informacje o zakresie i rodzaju wsparcia znajdziemy na portalach społecznościowych, w apelach jednostek samorządowych oraz na stronach organizacji zajmujących się niesieniem pomocy uchodźcom. Aktualizowane informacje podaje Podkarpacki Urząd Wojewódzki. Na stronie internetowej powiatu jarosławskiego też znajdziemy uaktualnianie informacje dotyczące wsparcia i pobytu uchodźców.

Odwiedzając punkt recepcyjny w Hali Kijowskiej w Młynach widać, że cześć darów nie zostanie wykorzystana. Chodzi głównie o odzież i obuwie. Zgromadzono ich mnóstwo. Wiele ubrań jest w nienajlepszym stanie, a cześć nadaje się tylko na śmietnik. Wolontariusze i czuwający nad organizacją miejsc, w których uchodźcy są przyjmowani wiedzą, czego im brakuje. Najlepiej iść za ich podpowiedziami. W ubiegłym tygodniu wśród potrzebnych rzeczy wymieniano żywność z długim terminem przydatności do spożycia, środki czystości i higieny osobistej, ale brakowało też łóżek i innych elementów wyposażenia. Ciągle poszukiwani są wolontariusze.

Sytuacja na Ukrainie jest nieprzewidywalna. Wojna zbliżyła się do terenów leżących niedaleko granicy. Już znacznie ponad 1,5 mln uchodźców znalazło się w Polsce. Możliwe, że będzie ich o wiele więcej. Już pojawiają się głosy o mogącej wystąpić u nas katastrofie humanitarnej, dlatego tak ważne jest stworzenie zaplanowanej i kierowanej potrzebami pomocy. Pospolite ruszenie prowadzi do bałaganu, w którym część wsparcia się marnuje albo zbierane są produkty niepotrzebne.

erka

 

 

Stoi i straszy

0

Na os. Piłsudskiego stoi wrak samochodu osobowego. Nie tylko zajmuje miejsce, ale i stwarza zagrożenie.

 

O zdewastowanym pojeździe stojącym nieopodal sklepu poinformował nas jeden z Czytelników. Mężczyzna zwrócił uwagę, że stoi on tam całą zimę.

– To auto stoi tam już od dłuższego czasu. Nie ma szyb, ani tablic rejestracyjnych. Wokół jest pełno pokruszonego szkła – mówi mieszkaniec os. Piłsudskiego. – W listopadzie widziałem, jak samochód ten został załadowany na lawetę. Po chwili został z niej ściągnięty i postawiony w miejscu, w którym stoi do teraz. Nikt oprócz lokalnych wandali się nim nie interesuje. Przecież ten samochód już dawno powinien zostać wywieziony na złom – zwraca uwagę Czytelnik.

Mężczyzna nadmienia, że próbował już tym problemem zainteresować policję i straż miejską, jednak samochodu nie udało się wówczas usunąć. Ma nadzieję, że po publikacji artykułu, znajdzie się osoba, która zrobi z nim porządek.

 

EK

Od wojny nie da się uciec

0

Sofia jest uczennicą drugiej klasy technikum w ZSR w Zarzeczu. Zapewnia, że smacznie gotuje i chce swoje życie zawodowe związać z gastronomią. Mieszka w Łucku na Ukrainie. To miasto położone dość blisko granicy z Polską.

 

U nas spokojnie. Tylko 24 lutego, gdy zaczynała się wojna, atakowali lotnisko. Mama została z siostrą i małym bratem. Chciałaby uciec od wojny, ale ma dom, auto i jeśli to zostawi to rozkradną. Myślała, by sprzedać dom, ale teraz ceny są bardzo niskie. Ciocia z Kijowa przyjechała do Łucka, bo tam jest strasznie. Ludzie siedzą w schronach. Na ulicy czai się śmierć. Mam koleżankę, która chodzi do szkoły w Przeworsku, a jest z Chersonia. Ona nie może stamtąd wyjechać. Nie ma autobusów, ani pociągów. W Chersoniu już nawet dworca nie ma. Teraz mieszka na wsi. W Nowej Kachowce. Tam już jest Rosja. Kontaktuję się z nią telefonicznie. Ma 17 lat. Została z wujkiem i ciotką. Rodzice są w Niemczech. Starsza siostra w Kijowie. Chciałaby tu przyjechać. Tam strasznie. Całymi dniami siedzą w piwnicy. Nie mogą się ruszyć. Strzelają do ludzi. Zabierają prywatne samochody – opowiada Sofia.

Z Sofią rozmawialiśmy w ubiegłą środę. Wtedy działania wojenne toczyły się dość daleko od granicy z Polską. W niedzielę pojawiły się informacje o bombardowaniu okolic Jaworowa. To miasta leży w podobnej odległości od przejścia w Korczowej, jak Radymno. Wojna coraz bardziej się zbliża.

erka

 

 

 

Wojna zatrzymała uczniów

0

Po feriach wróciło do Zespołu Szkół Rolniczych w Zarzeczu 46 uczniów pochodzących z Ukrainy z 84. Prawie połowę zatrzymała wojna. To głównie mieszkający we wschodniej części kraju. Zostali odcięci od świata, a ich życie toczy się w schronach i piwnicach. Często pozbawionych prądu i żywności.

 

– Cześć z tych, co wrócili po feriach spędziła je u rodzin w Polsce. Ale są też uczniowie, którzy już ukończyli 18 lat i tylko napisali, że bardzo chcą wrócić, nie przerywać nauki, ale nie mogą, bo wzywa ich wojna. Mamy dziewczynę, która mieszka w Sumach. W tym mocno ostrzeliwanym miasteczku. Od kilku dni siedzi w piwnicy. Łączymy się z nią tylko telefonicznie. Nie chce stracić roku, ale nawet zdalnie nie może się z nami połączyć, bo Internetu nie ma – mówi Beata Klisz, dyrektor szkoły. W podobnej sytuacji są uczniowie z Odessy, Chersonia, Doniecka i Czernichowa.

– Jak na ogrom tragedii, która ich dotknęła, całkiem dobrze to znoszą. Jeden z wychowanków internatu wrócił w bardzo złym stanie psychicznym, ale z tego powodu, że przez 4 dni stał na granicy. Na szczęście pozbierał się po tym – dodaje dyrektor zaznaczając, że szkoła stara się włączać ich w normalne życie. – Nie wiem jak będzie z tymi, którzy wrócą z miejsc objętych ostrymi działaniami wojennymi. Czy otrząsną się z traumatycznych doświadczeń. Ostatnio jedna z naszych uczennic otrzymała informację, że blok, w którym mieszkała został całkowicie zniszczony. Trudno o normalność przy takim dramacie – podkreśla B. Klisz.

Wojna uderzyła w zarzecką szkołę i internat, w którym mieszkają także uczniowie uczęszczający do szkół w Przeworsku, nie tylko uniemożliwiając dojazd młodzieży z terenów zajętych przez walki. Placówka pomaga w organizacji przejazdu. Rodzice przejeżdżający z uczniami lub ich odwiedzający mogą liczyć na miejsce do zatrzymania się. – Były problemy z organizacją dojazdu. Brakowało biletów. Mieliśmy zamówiony autobus. Miał zabrać naszych uczniów zebranych we Lwowie. Przed wyjazdem kierowca zażądał 260 euro dodatkowo. Nie chciał innej waluty, tylko euro i to na miejscu. Stwierdził, że inaczej nie pojedzie. Zapłaciliśmy te pieniądze. Rodzice ze Lwowa się poskładali, ale zdenerwowanie było ogromne. Wszystko ustalone, zapłacone i nagle okazuje się, że zostajemy na lodzie. Było mnóstwo ogłoszeń, że ktoś bardzo chętnie przywiezie. Dzwonie i słyszę, że oczywiście pojedzie, jeśli dostanie 150 euro od osoby. Nie za kurs tylko od pasażera. Kolejny telefon i podobna odpowiedź. Na szczęście, ci którzy oczekiwali na transport dojechali. niektórym trzeba pomóc i tu mamy ludzi, którzy na pierwszym planie stawiają człowieka, a nie pieniądze – podsumowuje dyrektor.

 

Tocząca się za wschodnią granicą wojną dotarła do nas w różnych formach. Ludzkim obowiązkiem jest pomagać cierpiącym. Tym bardziej wtedy, gdy dramaty dotykają osoby chcące tylko spokojnie żyć. Przy chwytającej za serce pomocy niesionej uciekającym od kul spotykamy też jednostki widzące możliwość wykorzystania tragedii i szybkiego zysku. Na szczęście pomagających jest znacznie więcej niż żerujących na tragedii.

erka

 

Wybuch zrzucił mnie z krzesła

0

Siedemnastoletni Władek, albo bardziej po ukraińsku Wład mieszka w centrum Kijowa i jest uczniem drugiej klasy technikum żywienia w Zespole Szkół Rolniczych w Zarzeczu. Zanim po feriach dotarł do szkoły bezpośrednio otarł się o wojnę. W Kijowie zostawił ojca. Mama z siostrą wyjechały do Niemiec.

 

– Wszystko zaczęło się w nocy 24 lutego. Nie spałem. Usłyszałem, że coś się dzieje. Pomyślałem jakiś salut, albo petarda. Podszedłem do okna. W dali usłyszałem wybuchy. Mama też to usłyszała. Wstała. Zaczęła pakować walizki, by na wszelki wypadek być gotowym. Spakowałem plecak i wyszedłem na balkon. Zadzwoniłem do kolegi też z Kijowa. Rozmawiamy. On mówi, że też słychać wybuchy. Że coś się dzieje. Patrzę na niebo. Jest żółte i wtedy podmuch od wybuchu zrzucił mnie z krzesła. Zrozumiałem, że dzieje się coś złego – opowiada Wład.

Ranek przywitał go kolejkami, a z miasta nie było możliwości wyjechać. Po obiedzie pojawiły się patrole ukraińskiego wojska. – Ojciec powiedział, jeśli będzie w miarę spokojnie, pojedziemy wieczorem. Udało się i pojechaliśmy do Jasnogorodka, podkijowskiej wsi. Przez cztery noce słychać było czołgi, samoloty i bombardowanie. Ale w centrum wsi był spokój – opisuje młody mężczyzna. – W czwartą noc pilnowałem. Spałem w dzień, a w nocy czuwam, by jeśli będzie coś się dziać zbudzić wszystkich. Było cicho i spokojnie i to jest najstraszniejsze. Gdy widzisz, że się strzelają, to rozumiesz. A w ciszy i ciemności, to nie wiesz co może się zdarzyć – wspomina Wład. Z podziwem opowiada o ludziach tworzących samoobronę. – Oni dostali broń i pilnowali na granicy wioski. Na wsi mieli cztery karabiny, ale ochotników było o wiele więcej. Pamiętam wieczorem zadzwonili, że przez naszą wieś będzie jechać dużo tanków i rosyjskich samochodów. Chłopaki z samoobrony powiedzieli żeby się schować do piwnic, a oni spróbują coś z tym zrobić i może nie pozwolą na przejazd do Kijowa. I wyszło tak, że 4 osoby z karabinami i z 10 ochotników z koktajlami mołotowa zrujnowali 8 czołgów, spalili samochody. Nie przejechali. Tylko jeden czołg się przebił. Kilku Rosjan poszło za nim, ale pod kolejną wsią też stały takie chłopaki z karabinami i Rosjanie chyba już zrozumieli, że do Kijowa nie dojdą. Ukryli się w lesie. W nocy ten czołg zajechał na podwórko na skraju wsi i zaczął strzelać po posterunkach naszej samoobrony. Nie zrobił im nic złego, a naszym udało się w końcu podejść i też go zrujnowali – opisuje siedemnastolatek.

W następną noc też pilnował. Gdzieś w oddali słychać było strzelaninę. Potem, przez wojskową linię, przyszedł komunikat, że w lesie pod wioska Rosjanie zrzucili desant i trzeba się schronić w piwnicy. – I znowu nasze chłopaki zawalczyli tych Rosjanów. Czterech z automatami zrobiło tak dużo dla Ukrainy – podkreśla Wład. Noc przed wyjazdem była już spokojna. W dzień doszło do bombardowania. – Razem z ojcem zdecydowaliśmy, że pojedziemy na dworzec do Kijowa i może uda mi się wyjechać do Polski. Musiałem dotrzeć do szkoły. Po drodze minęliśmy może 8 posterunków samoobrony. Wsiadłem do wagonu i pociąg ruszył stronę Lwowa. Kwadrans później dowiedziałem się, że na dworzec z którego wyjechałem spadła bomba, ale poczyniła większych szkód – opowiada Wład. Udało mu się dotrzeć do Zarzecza. Ojciec został w Kijowie. Mama z siostrą wyjechały z wioski następnego dnia. – Później przyszło tam dużo rosyjskich żołnierzy. Zabili księdza. Zginęli ludzie na posterunkach. Zajęli wieś. Chodzili pod odmach. Zabijali, zabierali jedzenie. Zostali kilka dni i przyszli nasi przepędzając Rosjan – opowiada młody mężczyzna. – Teraz w Kijowie spokojnie. Wszystko dzieje się pod miastem. W mieście nasze wojsko stoi. Tylko z nieba atakują – podsumowywał w ubiegłym tygodniu Wład.

erka