Strona główna Blog Strona 118

Aktywnie w Katoliku

0

Ostanie dni były bardzo aktywne dla uczniów i nauczycieli. Odbyła się wspólna modlitwa o beatyfikację Służebnicy Bożej Anny Jenke, Szkolne Koło Caritas przyjęło nowych członków, a w siedzibie Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia zaprezentowano program słowno-muzyczny.

 

W kościele rektoralnym pw. św. Mikołaja i Stanisława Biskupów w Jarosławskim Opactwie uczniowie szkoły wraz z nauczycielami uczestniczyli w na nabożeństwie różańcowym. Wspólnej modlitwie o beatyfikację Służebnicy Bożej Anny Jenke przewodniczył katecheta ks. Andrzej Kinal, a w kontemplowaniu tajemnic radosnych pomagał społeczności szkolnej perkusista legendarnego zespołu „Skaldowie” i organizator koncertu „Jednego Serca, Jednego Ducha” w Rzeszowie – Jan Budziaszek. W kolejnym dniu 34 uczniów Publicznego Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Anny Jenke w Jarosławiu zostało przyjętych w ramach obchodów Dnia Patrona szkoły do Szkolnego Koła Caritas. Ks. dr Paweł Konieczny – wicedyrektor Caritas Archidiecezji Przemyskiej wręczył chętnym pierwszoklasistom stosowne legitymacje. Duchowny zaznaczył, że wolontariat uczy miłości, akceptacji, zrozumienia i poszanowania drugiego człowieka; pomaga kształtować wrażliwość na potrzeby osób chorych i samotnych; przyczynia się do wzrostu samodzielności i odpowiedzialności za siebie i grupę; wdraża do zespołowego działania i bezinteresownej aktywności społecznej, a także korzystnie wpływa na zmianę niewłaściwych postaw. Tymczasem uczniowie kl. 4a zaprezentowali w siedzibie Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia program słowno-muzyczny pt. „Wspomnienie Anny…”. Autorem scenariusza był licealista Konrad Peszek. Tematyka przygotowanej inscenizacji nawiązywała do przyjaźni jaka łączyła Annę Jenke profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – Zygmuntem Sułowskim. Przygotowany przez licealistów program słowno-muzyczny zakończył śpiew utworu Edyty Geppert „Zamiast” w wykonaniu uczennicy Barbary Lewandowskiej.

 

Red.

 

W nowoczesność z tradycją

0

Kolejna zmiana czasu z letniego na zimowy za nami, choć każda z poprzednich miała być ponoć już tą ostatnią. Przeciwników jest wielu. Widzą zgubne skutki dla naszego organizmu i bałagan organizacyjny (choćby związany z transportem). Przytaczają argumenty, że dziś na ekonomię i tak nie ma to dużego wpływu, bo pracujemy w różnych godzinach, a nie tylko gdy jest jasno. Wycofania ze zmiany czasu niby chcemy, ale jakoś jednak brakuje determinacji, by do niej doprowadzić.

Koniec października to też przygotowania do Wszystkich Świętych, pęd za kwiatami i zniczami z wiadrami i środkami czystości pod pachą. Na zadumę czas przyjdzie później. Tego roku za akcesoria dekoracyjne na cmentarz zapłacimy więcej. Przestaje to już jednak kogokolwiek dziwić, bo drogie jest i paliwo i chleb, to czemu znicze mają być wyjątkiem? Najwyżej zamiast pięciu kupi się w tym roku dwa. Może nie każdy będzie zadowolony, bo są i tacy, co lubią raz w roku pokazać się i uderować groby bliskich za setki złotych, mimo że nie do końca ich na to w danym momencie stać. Widać, że i sprzedawcy są ostrożniejsi, nie tylko ze względu na inflację i wysokie ceny. Pamiętny 1 listopada z czasów pandemii nauczył ich, że mogą zostać z niesprzedanym towarem, wszystkiego jest więc jakby mniej.

Od kilku lat coraz intensywniej bombarduje nas święto Halloween. Pojawiają się ozdoby, przebrania, a dla starszych imprezy tematyczne, których motywami przewodnimi są śmierć, zombie i flaki na wierzchu. Może nie jest u nas jeszcze zbyt powszechne odwiedzanie sąsiadów przez dzieci, wykrzykujące słowa „cukierek albo psikus”, ale wygląda na to że święto się u nas przyjęło – mimo wyraźnych sprzeciwów Kościoła, który uważa je za kult szatana i brak szacunku dla zmarłych. Jako alternatywy Halloween organizowane są więc Bale Wszystkich Świętych oraz tzw. Chrystoteki, podczas których można nie tylko potańczyć, ale i wyspowiadać się. A wbrew pozorom Halloween nie jest nowym świętem wymyślonym na potrzeby handlowe. Obchodzono je już ok. 2 tys. lat temu. Wówczas wierzono, że to dzień w którym zaciera się granica pomiędzy światami żywych i umarłych. Podobnie zresztą jak podczas dobrze nam znanego obrzędu „Dziadów”, opisanego przez Mickiewicza w omawianej do dziś w szkołach lekturze. Sam lampion z dyni miał z kolei za zadanie chronić domostwo przed złymi duchami. Dziś wszystko spłycono i naciągnięto na własne potrzeby, co być może stało się powodem obaw, że może to mieć szkodliwy wpływ, zwłaszcza na najmłodszych.

Stoimy w rozkroku. I chcemy, i boimy się jednocześnie. Nowość wywołuje zainteresowanie, tradycja sprawia, że nasze życie ma swoje dobrze nam znane, bezpieczne ramy. Z każej strony słyszymy głosy innych, którzy wiedzą lepiej, jaka jest właściwa droga dla nas. Ale mamy też własny rozum i wolną wolę, po to, by z nich korzystać.

 

Dominika Prokuska

10 firm chce budować most w Jarosławiu

0

– Aż 10 firm złożyło oferty w ogłoszonym przez Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie przetargu na budowę drugiego mostu w Jarosławiu – informuje portal CarpatiaBiznes.pl, zauważając że w branży budowlanej nieczęsto zdarza się aż tylu chętnych.

 

Duże zainteresowanie może wynikać z tego, że przygotowaniem inwestycji zajął się samorząd województwa i jest już gotowy projekt, pozwolenia i wykupiony teren.

Z informacji wynika, że oferty w większości mieszczą się w zakładanym budżecie. Przetarg ma być rozstrzygnięty w miarę szybko i początkiem przyszłego roku jest szansa na podpisanie umowy z wyłonionym wykonawcą. Na realizację zadania przewidziano 32 miesiące. Sam most będzie liczył 624 metry z przęsłem nurtowym o długości 100 m. Pieniądze na nową przeprawę przez San pochodzą głównie z rządowego Programu Mosty dla Regionów. Do mostu będzie prowadziła nowa droga z Sobiecina do Muniny.

Droga wraz z mostem będzie liczyła prawie 2 km długości i będzie wyprowadzać ruch z Jarosławia w kierunku północnym. Trasa przecina obszar Natura 2000 „Rzeka San” i przebiega przez tereny zalewowe oraz nieużytki.

Początek nowego odcinka drogi wojewódzkiej nr 865 zlokalizowany będzie na węźle drogowym jarosławskiej obwodnicy. W tym miejscu zaplanowano budowę nowych łącznic i dwóch rond w celu zapewnienia możliwości skrętu we wszystkich kierunkach. Koniec nowego odcinka drogi liczącej około 1 300 metrów zaprojektowano w formie ronda u zbiegu z drogą powiatową w Sobiecinie. Pasy ruchu będą miały szerokość 3,5 metra. Przewidziano też ścieżki rowerowe z możliwością ruchu pieszych po obu stronach jezdni. Most ma mieć najwyższą klasę obciążenia, a koszt budowy powinien się zamknąć w kwocie 130 mln zł.

erka

 

 

Znane osoby związane z Jarosławiem: Mieczysław Orłowicz – nestor turystyki polskiej

0

Mieczysław Orłowicz urodził się 17 grudnia 1881 roku w Komarnie koło Lwowa. Jego ojciec z wykształcenia był prawnikiem, oczekującym na wolne miejsce notariusza. Związane to było z częstymi podróżami wraz z rodziną. Matka zajmowała się wychowaniem dzieci. Przez pewien okres matka przyjechała do Pruchnika, koło Jarosławia, gdzie jej ojciec Jan Krasicki, będąc kupcem i tam posiadał wraz z żoną dom. Tutaj młody Mietek spędził lata dzieciństwa. Następny okres jego życia to Dębica. W tym mieście przeżył pierwszą szkolną wycieczkę koleją do Krakowa, którym był zafascynowanym.

 

Lata 1891-1895 spędził w Jarosławiu, jako uczeń gimnazjum klasycznego (obecnie Liceum Ogólnokształcące), w którym nauka trwała wówczas osiem lat. Uczęszczając tutaj do klas 1-4 mieszkał u swego wuja w Rynku, a następnie razem z matką i młodszym rodzeństwem kolejno przy ulicy Spytka, Leżajskiej i Badeniego (obecnie Przemyska), zawsze w skromnych mieszkaniach, bo nie przelewało się w tej rodzinie.

Okres ten opisuje w swych pamiętnikach z dużym sentymentem dla Jarosławia. Szczegółowo opisuje istniejące w tamtym czasie stosunki społeczne, tryb swego życia i naukę w gimnazjum. Barwnie opisuje odpusty, jarmarki, ludzi i zdarzenia. Z braku funduszy na dalsze krajoznawcze podróże, wędruje z pielgrzymkami, udającymi się do Kalwarii Pacławskiej lub po lesistych wzgórzach okolic Pruchnika. Dalsza edukację odbył w Samborze i Chyrowie, w którym w 1895 roku zdał maturę. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W 1906 roku uzyskał tytuł doktora prawa. Aby propagować turystykę wśród młodzieży uniwersyteckiej w 1906 roku założył we Lwowie pierwszą organizacje turystyczną. W 1918 roku objął funkcję referenta oświatowego Uniwersytetu Żołnierskiego w Jarosławiu. W czasie pobytu wygłosił tu Orłowicz wiele odczytów, opracował doskonały przewodnik pt. „Jarosław, jego przeszłość i zabytki”. Przewodnik turystyczny z 29 ilustracjami w tekście. Nakładem Uniwersytetu Żołnierskiego w Jarosławiu 1921 roku. To opracowanie jest wzorcowe i do tej pory niezastąpione. Jak sam obliczył przeszedł w swoim życiu 140 tysięcy kilometrów (czyli ponad 3 razy więcej niż długość równika) Objął patronatem Szkolne Koło Krajoznawczo- Turystyczne przy Liceum Ekonomicznym w Jarosławiu, wielokrotnie do niego przyjeżdżając. Ostatni raz był w Jarosławiu w 1959 r. W tym samym roku zmarł. Jego imię nadano ulicom w Warszawie, Przemyślu i Jarosławiu.

Jarosławskie Stowarzyszenie „Ocalić Przeszłość dla Przyszłości”

Nauczyciele – dzieciom

0

24 października, dzieci z Miejskiego Przedszkola nr 8 Montessori w Jarosławiu miały niezwykłą przyjemność wziąć udział w niecodziennej sztuce teatralnej. Niecodziennej, bo odgrywanej przez swoje panie nauczycielki.

 

– Przedszkole bardzo dba o to, aby wprowadzać dzieci w świat uniwersalnych wartości takich jak dobro, piękno, prawda, szacunek. Przekazywanie tych treści odbywa się tutaj w różnorakiej formie – zajęcia edukacyjne, warsztaty, czytanie literatury, lekcje z udziałem gości czy poprzez szeroko pojętą sztukę, w tym oczywiście tą najbardziej kochaną przez dzieci, czyli sztukę teatralną – mówią wychowawczynie. W placówce prężnie działa grupa teatralna rodziców, ale nauczyciele w tym roku szkolnym poszli o krok dalej i pokusili się o wystawienie sztuki ze swoim udziałem. „Królewna Gburka”, bo taki tytuł nosiło przedstawienie, poruszało temat dobrych manier, używania miłych słów i właściwego traktowania innych. Jak to w bajkach bywa dobro i miłość zawsze zwyciężają, a właściwe zachowania i kultura osobista to domena nie tylko bohaterów baśniowych, ale od dzisiaj każdego przedszkolaka. Po skończonej sztuce para królewska zaprosiła wszystkie dzieci na taniec weselny z udziałem królewny, księcia i całego dworu królewskiego. Dzieci dały porwać się do tańca i wspólnej zabawy, ciesząc się z niespodzianki, jaką przygotowały dla nich nauczycielki.

Red.

Nie żyje rowerzysta

0

Nie żyje 70-letni rowerzysta potrącony przez ciężarówkę w Radymnie. O życie walczy 74-latek potrącony w Pruchniku.

 

W piątek, 28 października około godz. 9.30, dyżurny jarosławskiej komendy otrzymał informację o wypadku na ul. Budowlanych w Radymnie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący manem z naczepą, 31-letni obywatel Ukrainy potrącił  rowerzystę.

– 70-letni mieszkaniec Radymna, kierujący jednośladem, w wyniku doznanych obrażeń poniósł śmierć na miejscu – informuje asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

Policjanci ustalili, że kierowca mana był trzeźwy.

Do niebezpiecznego w skutkach zdarzenia doszło również dzień wcześniej na ul. Jana Pawła II w Pruchniku. Ze wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu zdarzenia wynika, że kierująca peugeotem, 35-letnia mieszkanka gminy Rokietnica, potrąciła mężczyznę, który prawdopodobnie wszedł na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd. W wyniku tego zdarzenia pieszy, 74-letni mieszkaniec gminy Pruchnik, doznał obrażeń i został przetransportowany do szpitala śmigłowcem lotniczego pogotowia ratunkowego. Kierująca pojazdem była trzeźwa, od pieszego została pobrana krew do badań.

Dokładne przyczyny obu tych wypadków są wyjaśniane.

 

EK/KPP

 

50 lat razem

0

We wtorek, 25 października 19 par z Gminy Pruchnik świętowało złoty jubileusz związku małżeńskiego. Msze św. w intencji jubilatów odprawił ks. Piotr Kandefer, a Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie, nadane przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudę wręczał Wacław Szkoła, burmistrz Pruchnika wspólnie z Robertem Grządzielem, sekretarzem Gminy Pruchnik oraz Jadwigą Kłopot, kierownikiem USC w Pruchniku.

 

Podczas homilii ks. dziekan wskazał, jak ważne jest wspólne rozumienie się małżonków, co przez 50 lat pożycia było na pewno wielkim wyzwaniem. W kontekście aktualnego remontu kościoła w Pruchniku podkreślił, że takiego samego „remontu” wymaga zarówno nasza wiara, jak i codzienne życie. Zauważył też, że bagaż doświadczeń jest wspaniałą podstawą, by dawać przykład swoim dzieciom, wnukom i innym bliskim, zwłaszcza w czasie gdy rola rodziny staje się przez wiele środowisk bagatelizowana lub zupełnie negowana.

Uroczystość wręczenia medali przygotowało Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Pruchniku w Domu Strażaka OSP Pruchnik I. Po dekoracji przyszedł czas na wspomnienia i rozmowy.

Razem z samorządem Gminy Pruchnik gratulujemy wszystkim jubilatom tak wspaniałej rocznicy i życzymy dużo zdrowia i pomyślności na dalsze wspólne lata życia.

Medale odebrali: Stanisława i Jan Blajerowie z Rozborza Okrągłego, Stanisława i Stanisław Chmieleccy z Jodłówki, Teresa i Roman Fereszowie z Pruchnika, Albina i Antoni Foltowie z Rozborza Długiego, Stanisława i Antoni Halejciowie ze Świebodnej, Janina i Eugeniusz Kiprowie z Pruchnika, Zofia i Kazimierz Kamińscy z Pruchnika, Janina i Jan Mikłaszowie z Jodłówki, Maria i Antoni Nowakowie z Pruchnika, Stanisława i Kazimierz Pszonakowie z Kramarzówki, Michalina i Jan Potoczni z Rozborza Okrągłego, Helena i Kazimierz Rabowie z Kramarzówki, Helena i Bolesław Romanikowie z Hawłowic, Daniela i Roman Skupniewiczowie z Kramarzówki, Wiesława i Bolesław Sosnowscy z Jodłówki – Parcelacji, Maria i Marian Szkołowie z Pruchnika, Bogusława i Józef Szczepańscy z Rozborza Długiego, Jadwiga i Roman Wałachowie z Hawłowic oraz Helena i Ryszard Wojtowiczowie z Kramarzówki.

erka

Norwegia jest bardziej otwarta na mieszkańców

0

Rozmowa z burmistrzem Jarosławia Waldemarem Paluchem o wizycie jarosławskiej delegacji w Norwegii.

 

Gazeta Jarosławska: Jaki był cel tej wizyty jarosławskiej delegacji w Norwegii?

Waldemar Paluch: Założenia projektu norweskiego, czyli darczyńców przekazujących fundusze również dla naszego miasta mówią, iż środki mają być przeznaczone na przybliżenie naszej gospodarki i dające możliwość dorównania do poziomu życia mieszkańców Norwegii. Jeśli chodzi o Norwegię to mamy narzucone, że otrzymane fundusze mamy wydać nie tylko na inwestycje ale też na szkolenie i poznawanie dobrych rozwiązań funkcjonujących w kraju darczyńców, jako regionu wyżej rozwiniętego niż Polska. Naszym partnerem ustalonym przez Związek Miast Polskich i podobną instytucję norweską jest komuna Nordre Follo, czyli jednostka porównywalna z naszą gminą. Tam mogliśmy przyjrzeć się działaniu wielu jednostek. Nas też odwiedziła delegacja z Norwegii i jej uczestnicy mieli okazję poznać, jak funkcjonuje miasto.

 

G.J.: Jakie instytucje odwiedziliście?

W.P.: Rozpoczęliśmy od urzędu miasta. Poznaliśmy strukturę zarządzania urzędem i całą gminą. Wydziały i ich zasady funkcjonowania. Zwiedziliśmy cały urząd. Przyjrzeliśmy się jego pracy. Mieliśmy okazję podglądać pracę w Centrum Wolontariatu. Uchodźcy, którzy są u nas w wyniku wojny w Ukrainie, tam są codziennością. Przez Centrum Uchodźców przewija się mnóstwo osób z różnych stron świata. Tam zajmują się wszystkimi sprawami. Od zapewnienia mieszkania i pracy po miejsca dla dzieci w szkołach, czy przedszkolach. Podglądaliśmy jak działają kluby seniora. Poznaliśmy działanie ogólnej szkoły artystycznej. U nich jest to placówka, do której każde dziecko ma prawo przyjść, jeśli tylko chce się uczyć. Nie zdaje żadnych egzaminów. Wystarczy jego wola. Jednym z ciekawszych elementów tej wizyty było podglądanie funkcjonowania klubów sportowych. Nie jest to tak, jak u nas, gdzie wszystkie kluby są dofinansowane. Tam gmina odpowiada za obiekty sportowe, które są udostępnione dla wszystkich chętnych. Kluby zajmują się tylko szkoleniem, ale do 14 roku życia są to zajęcia na zasadzie gier i zabaw, a nie szczególnych treningów. Wtedy trenerami są społecznie rodzice, którzy i tak przywieźli dzieci na treningi. Byliśmy wieczorem około godz. 20 na obiekcie sportowym i wtedy około 150 dzieci spędzało czas na dużym boisku. My przyzwyczailiśmy się do tego, że jak jeden klub zajmuje boisko, to ćwiczy tylko mała grupa. Nie wykorzystujemy obiektów sportowych tak jak oni. Było wiele różnych tematów. Poznawaliśmy funkcjonowanie różnych obiektów od strony technicznej. Mieliśmy też okazję obejrzeć ich działanie w rzeczywistości. Byliśmy w potężnej zajezdni autobusów pod Oslo. Tam pod koniec dnia wjeżdżało ponad 100 autobusów elektrycznych, które przez całą noc były ładowane. Mieliśmy możliwość zobaczenia konkretnych urządzeń i instalacji. Mogliśmy o wszystko pytać. Dla nas takie informacje są bardzo ważne. Choćby dlatego, że przygotowujemy się, by z projektu norweskiego zrealizować Centrum Przesiadkowe.

 

G.J.: Jakie podpatrzone w Norwegii rozwiązania są ciekawe i warte zastosowania u nas?

W.P.: Tam wszystko jest inne i wszystkie rozwiązania ciekawe. Oni żyją inaczej. To co nas zaskoczyło, to Norwegowie prowadzą swoją działalność na zasadzie ogólnego dostępu. Tam każdy mieszkaniec ma prawo korzystać kiedy chce i ile chce. U nas są dwa domy seniora i dwa kluby, ale ze względu na dofinansowanie musimy prowadzić je zgodnie z założeniami projektu i dotacji, a one mówią o tym, że w domu seniora musi być dwadzieścia osób. Nie może być mniej, ani więcej. W klubach seniora jest identycznie. Mamy przypisane konkretne osoby. A w Norwegii jest tak, że przychodzi kto chce. Jeden na dłużej, drugi na godzinkę. Ma to służyć całemu społeczeństwu, a nie tylko wybranym. Nasze założenia są z tym bardzo spójne, bo chodziło o to, by te ośrodki były dostępne dla jak największej liczby osób, a przepisy takie działanie ograniczają. Chcemy być otwarci dla wszystkich seniorów. Bardzo ciekawie funkcjonuje urząd miasta. Gmina liczy około 60 tys. mieszkańców. Pracowników zatrudnionych we wszystkich jednostkach urzędu w tym spółkach i instytucjach podległych jest około 5 tysięcy. W samym urzędzie jest około 500 osób. To, co mnie zaskoczyło, to bardzo wiele płaszczyzn zarządzania i struktur różnego szczebla. Ciekawostką było, że tam pracownik nie ma swego przydzielonego biurka. On działa w swoim komputerze i dziś jest pokoju nr 5 na trzecim piętrze a jutro na parterze. Nie ma to większego znaczenia. Natomiast całość operacji jest wykonywana elektronicznie. My przyzwyczailiśmy się do papierowego obiegu dokumentów. To chcemy zmieniać. Po pierwsze ze względu na oszczędności ale też ze względu na prędkość pracy. Od przyszłego roku wdrażamy nowy system oprogramowania, by przestawić się już całkowicie na elektroniczny obieg. W Norwegii mieszkańcy są już przestawieni na taki system. W formie papierowej nikt pisma nie przyjmie. Jeśli ktoś nie może tego zrobić z domu, to korzysta z komputera w urzędzie.

 

G.J.: Jaka różnica na poziomie funkcjonowania administracji jest szczególnie wyrazista?

W.P.: My patrzymy przede wszystkim przez pryzmat kosztów. Ze względów finansowych musimy ograniczać zatrudnianie. Norwedzy nie muszą się tym ograniczać i jeżeli potrzebują, to zatrudniają. Jarosław ma około 36 tysięcy mieszkańców. Tam w całej komunie jest 60 tysięcy. Jarosław zajmuje 34 kilometry kwadratowe powierzchni, norweska komuna ma 120 kilometrów kwadratowych. Jarosław ma około 220 milionowy budżet. Norweska gmina ma 2,5 miliarda. Czyli dziesięciokrotnie wyższy. My mamy problem z kolejnym mostem na Sanie. Naszego budżetu nigdy nie byłoby stać na taką inwestycję. A komuna Nordre Follo właśnie zakończyła budowę nowoczesnego dworca kolejowego z szybkim połączeniami i z przebudowanymi torowiskami, a na ukończeniu jest tunel w stronę do Oslo. Oni byli w stanie jako komuna to sfinalizować. Porównując, widzimy ogromną różnice w dochodach. Natomiast różnica w życiu mieszkańców nie jest aż tak widoczna. Tam koszty życia są bardzo wysokie. Pomimo, że zarabiają zdecydowanie więcej, to mają znacznie wyższe wydatki.

 

G.J.: Norwegia, to kraj z mniejszymi formalnościami?

W.P.: Mniej sformalizowane zasady korzystania z klubów, szkół i innych tego typu jednostek, to zdecydowanie lepsze funkcjonowanie dla mieszkańców tej komuny. U nas są niestety ograniczenia. Przyjęliśmy, że takie zasady są. W Norwegii działa to trochę inaczej. Oni realizują jakiś cel bez konkretnych założeń. Nie wyliczając ile osób będzie z tego korzystało. W projektach zapisują, że z tego będzie korzystało całe społeczeństwo. Ale nie piszą kto i której godzinie tam będzie. Określają obiekt, a ile ludzi się tam zmieści, to tyle ile przyjdzie. Są bardziej otwarci dla mieszkańca. Takie podejście też chcemy wprowadzić u nas.

 

  1. J.: Jak żyją Norwegowie?

W.P.: Życie tam wcale nie wygląda inaczej. Mamy trochę inne cechy. My chyba jesteśmy bardziej optymistyczni. Oni mniej dostępni. Bardziej zamknięci. Ale ogólnie żyją normalnie. Zwracają uwagę samochody, bo wiele jest już elektrycznych. Najczęściej spotykaną marką jest Tesla. Nie widać dymiących kominów. Nawet prom był elektryczny. Odwiedziliśmy ratusz w Oslo, a zaraz obok jest nowoczesne centrum biznesowe. Zabytkowa część zazębia się z nowoczesnością. U nas w Parku Kulturowym takie rozwiązania są niemożliwe, a w Oslo nikomu nie przeszkadza, że obok zabytkowego ratusza stoją wieżowce.

 

G.J.: Dziękujemy za rozmowę.

 

 

W szpitalu jest już sklep

0

Jeszcze początkiem czerwca pisaliśmy o problemach pacjentów jarosławskiego Centrum Opieki Medycznej związanych z brakiem sklepu na terenie tej placówki. – Żeby kupić np. wodę, czy środki higieniczne trzeb kogoś prosić o pomoc, bo działający wcześniej sklep w szpitalu został zlikwidowany– skarżył się jeden z naszych czytelników. Jak się okazuje sprawa ta została już rozwiązana. W ubiegłym tygodniu w COM otworzono nowy sklep spożywczo – przemysłowy.

– Uruchomienie sklepu z artykułami spożywczymi, higienicznymi itp., jest planowane do końca roku po przeprowadzeniu remontu szatni i korytarza w przyziemiu budynku C, ponieważ pomieszczenie, w którym będzie sklep znajduje się na tym obszarze i również wymaga remontu – mówił jeszcze w czerwcu Piotr Pochopień, dyrektor COM w Jarosławiu.  Szef jarosławskiego szpitala słowa dotrzymał. Sklep już działa. Jest czynny w poniedziałki i w piątki w godzinach 8-17 oraz w soboty od 8 do 14 i w niedziele od 10 do 13.

Red.

Kapliczka przy drodze do dworu w Hadlach Szklarskich

0

Interesująca kapliczka znajduje się przy drodze do miejscowego dworu. Stoi na prywatnej posesji, ale od drogi jest do niej bezpośredni dostęp.  Jest to murowana i otynkowana kapliczka, która posiada w fasadzie metalową bramkę, za którą na ołtarzyku znajdują się różne figurki (gipsowe odlewy). Możemy tu zobaczyć figurkę św. Józefa. Jest też figurka Chrystusa Frasobliwego i Matki Bożej. Z boku ustawiony jest krzyż. Są też kolorowe kwiaty, które ozdabiają wnętrze. W górnej części kapliczki znajduje sie nisza, w której ustawiona jest figurka Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. Obiekt posiada daszek pokryty blachą. Fasada zwieńczona jest sterczynami, a te zakończone są metalowymi krzyżami. Kapliczka nie posiada  płycin, nie ma też żadnych inskrypcji na jej ścianach. Kiedy powstała ta kapliczka? W „Zielonej karcie” obiektu z 1959 roku jej powstanie określone jest na I połowę XIX wieku, a jej styl określony jest jako barok prowincjonalny. Zbudowana została z kamienia polnego i cegły. Niestety brak jest danych dotyczacych jej fundatora czy dokładnej daty budowy. Co ciekawe, w owej karcie wymienione jest wyposażenie kapliczki. Znajdowały się w niej drewniane, ludowe figurki: św. Katarzyny, Matki Bożej z Dzieciątkiem, św. Piotra oraz Chrystus Frasobliwego. Dziś trudno ich szukać w kapliczce ponieważ zostały skradzione jeszcze w ubiegłym wieku. Obecne figurki pochodzą z miejscowego kościoła. Kapliczka ta przez lata była ważnym miejscem dla mieszkańców. Odbywały się tutaj majówki. – Pamiętam, jak byłam dzieckiem od lat 50. ubiegłego wieku cały maj ludzie tu śpiewali i modlili się, cały miesiąc słychać było śpiewy – mówi Agnieszka Wąsowska, mieszkająca obecnie w Warszawie.

Kapliczka jest odnowiona i zadbana. Jest jedną z kilku murowanych kapliczek w tej części wioski.

 

Marcin Sobczak