Rozmowa z Janem Eisenbergerem, tatuażystą, pomysłodawcą i głównym organizatorem Jarosławskiego Festiwalu Tatuażu, który odbędzie się w dniach 2-3 maja w jarosławskiej hali MOSiR.
Historia tatuowania ciała sięga czasów starożytnych. Dawniej tatuaże wiązały się z obrzędami i rytuałami, służyły ukazywaniu zajmowanej w społeczeństwie pozycji. Były zarezerwowane tylko dla najważniejszych obywateli; wodzów, kapłanów, wojowników lub przeciwnie – jak w starożytnej Grecji czy Rzymie – wykorzystywane do oznaczania niewolników. Kiedyś kojarzone ze stygmatem i mrocznym światkiem przestępczym, dziś już nie szokują, częściej zachwycają. Minimalistyczne, graficzne formy lub kolorowe malowidła na dużych powierzchniach ciała są prawdziwymi dziełami sztuki. Współcześnie tatuaże coraz częściej pełnią wyłącznie ozdobną funkcję. Nie muszą niczego symbolizować – stały się sposobem dekorowania ciała, elementem wyrażającym nasz styl tak samo jak fryzura, biżuteria czy makijaż.
Tomasz Strzębała: Tatuaż jest formą sztuki, a tatuażyści są artystami?
Jan Eisenberger: Tak, tatuaż jest jedną z najstarszych form sztuki ciała. Jego historia sięga tysięcy lat wstecz. Czy tatuażyści są artystami? Biorąc pod uwagę wzmożony popyt na tego typu usługi, z pewnością można stwierdzić, że każdy tatuator jest artystą. Ja bym jednak określił jeszcze, że jest swego rodzaju rzemieślnikiem. Ponadto aby robić tatuaże, należy mieć talent, bo samo stworzenie projektu wymaga kreatywności i dobrego pomysłu.
T.S.: Od kiedy ty się tym zajmujesz?
- E.: Od 2013 roku. Zacząłem tatuować pod koniec liceum, po tym jak zrobiłem sobie swój pierwszy tatuaż. Studio założyłem w 2015 roku. Już jako dziecko lubiłem coś malować, rysować. W efekcie zostałem absolwentem Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu. Mam trochę rogatą duszę, swój styl. Zawsze słuchałem cięższej muzyki, a w takim środowisku zawsze były „dziary” skóry, motory.
T.S.: Kto dziś decyduje się na tatuaż?
J.E.: Obecnie na tatuaże decydują się osoby w różnym wieku, wykonujący różne zawody, pochodzący z rozmaitych grup społecznych. Ozdabianie ciała tatuażem stało się zjawiskiem powszechnym i jest coraz modniejsze.
T.S.: Komu nie zrobiłbyś tatuażu?
J.E.: Przede wszystkim osobie niepełnoletniej. Osobie pod wpływem jakiś używek, ponieważ ktoś, kto decyduje się na tatuaż powinien być w pełni świadomy swojej decyzji. Jeśli bardzo młoda osoba będzie chciała sobie zrobić coś na twarzy, na szyi czy w jakimś mocno widocznym miejscu, albo motyw będzie po prostu zbyt wulgarny, to też jej tego nie zrobię. Wiem, że ona za tydzień, miesiąc, pół roku, będzie tego żałować. Młodym osobom, które do mnie przychodzą zawsze proponuję na początek mniejsze wzory.
T.S.: Jaki był najdziwniejszy tatuaż jaki zrobiłeś?
J.E.: Było takich sporo, chociaż dziwny, to pojęcie względne, bo przecież jednym podoba się to, a innym tamto. Jeśli jednak miałbym wybrać, to powiem o tatuażu, który klient zażyczył sobie na pośladkach. Na jednym był wzór kawałka pizzy, a na drugim wzór awokado. Rysunki przybijały sobie „piątkę”. Dla mnie to było dziwne, ale klient był bardzo zadowolony.
T.S.: W jakim wieku był twój najstarszy klient?
J.E.: Gość miał prawie 80 lat. Co ciekawe była to jego pierwsza „dziara”. Na pytanie dlaczego akurat w takim wieku się na to zdecydował odpowiedział, że zawsze chciał, ale w jego czasach młodości, było, to źle kojarzone, a teraz jest inaczej. Ludzie są bardziej otwarci na taką sztukę.
T.S.: Skąd pomysł na organizację festiwalu tatuażu w Jarosławiu?
J.E.: Wspominając o tym, że tatuaż jest formą sztuki i biorąc pod uwagę, że Jarosław; choćby z racji prestiżowej szkoły plastycznej, jest miastem artystów, to taki festiwal jest u nas bardzo „a propos”. To wyjątkowa okazja, by zobaczyć na żywo pracę uznanych artystów z całej Polski i przyjrzeć się procesowi twórczemu z bliska. Zresztą konkursy tatuatorów były już w Jarosławiu, ale mnie zależało na tym, by zorganizować wydarzenie profesjonalne, takie które na stałe wpisze się w kalendarz imprez miejskich.
T.S.: Festiwal, który zaplanowałeś na dwa dni ma być największą tego typu imprezą na Podkarpaciu. Poprzeczkę zawiesiłeś wysoko. Na czym polega takie wydarzenie?
J.E.: Chciałem, żeby ten festiwal był wyjątkowy, żeby nie zabrakło na nim atrakcji. Zgłosiło się bardzo dużo wystawców, tatuatorów. Festiwal jest formą konkursu, ale tez integracji. Tatuażyści będą ze sobą konkurować w kilku kategoriach. Między innymi wzoru zagojonego, czyli tatuażu, który ma co najmniej miesiąc od zrobienia i jest już w pełni wygojony. Tatuażu małego, dużego, czarno-białego, kolorowego, realistycznego i innych. Odwiedzający będą mogli na zobaczyć na żywo jak powstaje tatuaż. Swoją obecność potwierdził Przemysław Sasor, człowiek banan, czyli Banana-Ink, który jeździ po całej Europie, po świecie, przebrany za banana i uczy ludzi tatuować na skórkach z bananów. Każdy będzie mógł zrobić swój tatuaż, prawdziwą maszynką. W trakcie wydarzenia odbędą się też walki w ringu, niewykluczone, że z udziałem tatuatorów. Naprawdę atrakcji nie zabraknie. Mówiąc o organizacji muszę tu wspomnieć o Jakubie Bukowskim, radnym Jarosławia, który bardzo mi pomaga w przygotowaniu tej imprezy. Jest koordynatorem do spraw współpracy instytucjonalnej i partnerstwa. Patronatem honorowym festiwal objęli starosta jarosławski Kamil Dziukiewicz i burmistrz Marcin Nazarewicz.
T.S.: Zapowiada się więc bardzo ciekawa impreza. Na zakończenie rozmowy powiedz dlaczego z logiem kota?
E.S.: Jestem fanem kotów i taki miałem pomysł. Statuetki dla najlepszych też będą „kocie”. Już teraz zapraszam wszystkich do hali MOSiR 2 i 3 maja.

