W czwartek, 17 września, tuż przed godziną 12.00 na terenie województwa podkarpackiego i lubelskiego zawyły syreny alarmowe, a mieszkańcy na swoje telefony otrzymali alerty RCB. Komunikaty wzywały do natychmiastowego znalezienia bezpiecznego schronienia w związku z bezpośrednim zagrożeniem atakiem z powietrza. Sytuacja wywołała spore poruszenie i zmusiła urzędy oraz szkoły do natychmiastowej reakcji.

Czwartek był kolejnym, zwykłym dniem tygodnia. Dzieci były w szkołach, a dorośli w pracy. W jarosławskiej Kolegiacie trwały właśnie uroczystości związane z obchodami Dnia Sybiraka. Gdy wybrzmiał modulowany dźwięk syreny alarmowej, część ludzi nie wiedziała, czy wychodzić na zewnątrz i szukać schronienia, czy zostać, tam gdzie jest. Czy to ćwiczenia, prowokacja, a może prawdziwy atak? Byli też i tacy, którzy twierdzili, że syreny nie słyszeli, a o zagrożeniu dowiedzieli się z SMS-owych alertów czy mediów społecznościowych. Szkoły i urzędy na terenie regionu przeszły „testy” procedur bezpieczeństwa. Większość szkół natychmiast skierowała uczniów do piwnic lub bezpiecznych pomieszczeń, a po zakończeniu incydentu wysyłano wiadomości wyjaśniające do rodziców. Były jednak przypadki w niektórych placówkach, kiedy ewakuowano dzieci na zewnątrz budynku, jak np. podczas pożaru, co przy zagrożeniu atakiem z powietrza nie było właściwym działaniem. Również w urzędach miejskich, starostwach oraz instytucjach wdrożono procedury alarmowe – urzędnicy natychmiast opuścili przeszklone części budynków, przemieszczając się w głąb korytarzy oraz do pomieszczeń podziemnych.
Skrajne emocje
Ostatecznie alarm odwołano po blisko godzinie. Jak się okazało, powodem jego ogłoszenia były działania wojenne prowadzone na terytorium Ukrainy, tuż przy granicy z Polską. Według informacji Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, 4 km od granicy polsko-ukraińskiej spadł lub został zestrzelony dron z napędem odrzutowym. W reakcji na to zdarzenie poderwano polskie i sojusznicze myśliwce, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podjęło decyzję o uruchomieniu procedur alarmowych dla ludności cywilnej w województwach lubelskim i podkarpackim. Sytuacja wywołała jednak wśród mieszkańców dość skrajne emocje. Wielu odczuwało strach, zdarzało się, że dzieci w szkołach płakały, nie wiedząc co się dzieje. Inni denerwowali się, że alert był „na wyrost” i miał służyć dezinformacji i zastraszeniu społeczeństwa. Wskazywano, że gdy przyjdzie prawdziwe zagrożenie, nikt już wtedy nie weźmie ostrzeżeń na poważnie. A byli też i tacy, którzy początkowo dźwięk syren skojarzyli z obchodami Dnia Sybiraka i nic sobie z nich nie robili. Faktem jest, że pierwszy tak poważny i realny test obrony cywilnej w regionie obnażył liczne niedociągnięcia. Władze województwa podkreślają, że kluczowa będzie edukacja społeczeństwa, jak prawidłowo reagować na syreny i komunikaty, by w przyszłości unikać chaosu.
DP

