Strona główna Blog Strona 355

Więcej pożarów sadzy

0

Strażacy coraz częściej wyjeżdżają do pożarów sadzy w kominie. Tylko w lutym jarosławscy strażacy interweniowali już siedmiokrotnie, a przeworscy pięciokrotnie.

 

Do jednego z takich zdarzeń doszło w poniedziałek, 8 lutego w Rozborzu Okrągłym. Mieszkańcy jednej z posesji zauważyli wydobywający się spod podłogi dym. Na miejsce została zadysponowana Ochotnicza Straż Pożarna z Pruchnika oraz jednostka Państwowej   Straży Pożarnej z Jarosławia. Działania strażaków polegały m.in. na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, znalezieniu źródła pożaru, wygaszeniu kotła, a także pouczeniu właściciela o konieczności wyczyszczenia komina. Akcja zakończyła się po północy. Brało w niej udział dziewięciu ratowników. Z kolei w środę, 10 lutego przeworscy strażacy interweniowali w miejscowości Wolica, gdzie paliła się ściana drewnianego domu jednorodzinnego. W tym przypadku doszło do rozszczelnienia pieca kaflowego. Na szczęście w obu tych przypadkach obyło się bez osób poszkodowanych.

W Wolicy w wyniku rozszczelnienia pieca kaflowego zapaliła się ściana w drewnianym budynku mieszkalnym. Fot. KP PSP w Przeworsku.

– W tym sezonie grzewczym na terenie powiatu jarosławskiego odnotowano już ok. 33 zdarzenia związane z pożarami sadzy w kominie mówi bryg. Waldemar Czernysz, rzecznik prasowy KP PSP w Jarosławiu.

– Na terenie powiatu przeworskiego tego typu interwencji było 30 – informuje natomiast bryg. Tomasz Dzień, rzecznik prasowy KP PSP w Przeworsku.

Rzecznicy zwracają uwagę, że do pożarów sadzy w kominie dochodzi najczęściej wskutek zaniedbań właścicieli. Podstawowym i najważniejszym błędem jest brak czyszczenia przewodów dymowych oraz palenie w piecu śmieciami i mokrym drewnem.

– Sadza, znajdująca się we wznoszonym ją dymie, osiada i gromadzi się na wewnętrznych powierzchniach przewodu dymowego komina. Najwięcej jest jej w miejscach, gdzie występuje niższa temperatura na długości komina, czyli przeważnie w części przechodzącej przez poddasze nieużytkowe, albo wystającej ponad dach, gdzie komin jest nieocieplony – mówi W. Czernysz.

Skutkiem osadzania się sadzy jest stopniowe zmniejszanie się światła komina, co powoduje spadek ciągu i dalsze intensywne odkładanie się kolejnych warstw kreozytu.

– Grozi to samoistnym zapłonem sadzy, przy którym z komina strzelają wysoko w górę płomienie, a temperatura wewnątrz przewodu sięga 1200°C. Pożar taki może trwać nawet kilka godzin – mówi W. Czernysz.

Skutkiem może być pęknięcie komina lub ściany, w której przewód kominowy przebiega.

Wzmożona ilość pożarów sadzy w kominie ma też związek ze spadkiem temperatury na zewnątrz. Ludzie intensywniej palą w piecu, dlatego też częściej dochodzi do takich sytuacji. Strażacy nie wykluczają, że liczba tego typu zdarzeń może w najbliższych dniach znacznie wzrosnąć.

EK

 

Stare remizy OSP: Remiza w Rożniatowie

0

Ochotnicza Straż Pożarna w Rożniatowie, jak większość straży na terenie gminy Zarzecze, swój sprzęt przeciwpożarowy przechowywała w drewnianej szopie. Wybudowano ją czynem społecznym, dzięki bezzwrotnej pożyczce na zakup materiałów budowlanych, której udzielił Wydział Powiatowy w Jarosławiu na prośbę Rejonowego Naczelnika OSP Leona Boratyna i Komendanta Stanisława Boratyna.

 

Pomimo różnych trudności związanych z funduszami OSP organizowała festyny, przedstawienia amatorskie, zabawy, z których cały dochód przeznaczała na swoje utrzymanie, kupując m.in. sikawkę przenośną, do której dorobiono podwozie w warsztatach hrabiego Dzieduszyckiego.

Pierwsza drewniana remiza OSP w Rożniatowie, lata 40. XX wieku/fot. zbiory muzeum

Od 1951 r. kiedy naczelnikiem OSP w Rożniatowie zostaje Tadeusz Granda, późniejszy Prezes Zarządu Gminnego ZOSP Zarzecze, OSP zostaje wyposażona w potrzebny sprzęt i wyposażenie strażackie m.in. beczkowóz o pojemności 1000 litrów, motopompę typu M-800, a w 1962 r. buduje duży cementowy basen na wodę gaśniczą.

Marzeniem naczelnika oraz strażaków z Rożniatowa było również wybudowanie nowej, murowanej remizy strażackiej. Udało się go zrealizować i remizę oddać do użytku 24 lipca 1966 r. z okazji 1000-lecia Państwa Polskiego. Nowo wybudowana remiza z wieżą obserwacyjną, na której znajdowała się syrena alarmowa, składała się z garażu na samochód, magazynu na sprzęt przeciwpożarowy oraz dużej sali przeznaczonej na cele administracyjno – kulturalne OSP.

Obecnie remiza rozbudowana i odnowiona służy strażakom do dnia dzisiejszego.

 

Wojciech Kruk

Dział Historii Pożarnictwa Muzeum w Przeworsku

 

Kto jest winny śmierci brata?

0

PRZEWORSK: W niedzielę, 14 lutego minęło dokładnie dwa lata od tragicznej śmierci 32-letniego Andrzeja Fudali. Młody mężczyzna uległ zatruciu czadem w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu w jednym z bloków przy ul. Konopnickiej. Siostry zmarłego są pewne, że doszło do szeregu zaniedbań, w wyniku których ich brat nie żyje, a do dziś nikt nie poniósł za to konsekwencji.

 

Andrzej miał przed sobą całe życie. Jak wspominają go siostry, był uparty i konsekwentny w dążeniu do celu. Otworzył własną pizzerię, gdzie spędzał dużo czasu w ciągu dnia, praca była jego pasją. Interes szedł dobrze, za miesiąc miał nawet otworzyć drugi lokal. Z mieszkania, które wynajmował od dwóch lat, chciał się wyprowadzić. Nie odpowiadały mu warunki, jakie tam panowały, a właściciel nie był zainteresowany remontem, nawet przy współudziale Andrzeja. Mężczyzna znalazł więc inne mieszkanie, przeprowadzka była w toku. Przy Konopnickiej miał spędzić ostatnią noc, a na drugi dzień przenieść się do nowego miejsca. Niestety, nie zdążył.

– Brat chciał się wykąpać, zaczął nalewać wodę do wanny. Wtedy też musiał stracić przytomność i upaść. Dopiero przelewająca się woda zaalarmowała sąsiadów z dołu. Na ratunek było już jednak za późno – opowiada Dorota Fudali-Szawan, siostra Andrzeja.

Winnych nie ma

Rodzina zmarłego ma żal do spółdzielni i organów ścigania. Zapowiadają, że będą walczyć o wyjaśnienie okoliczności śmierci ich brata. Bo tłumaczenie, że to zbieg nieszczęśliwych

przypadków, wśród których wymienia się panujące wtedy warunki atmosferyczne, czy chociażby to, że Andrzej mieszkał sam i mało przebywał w mieszkaniu przez co

niedostatecznie mogło się ono wietrzyć, a okna były zbyt szczelne, uznają za absurdalne. Siostry zmarłego uważają, że choć w dokumentacji wszystko się zgadzało, to w rzeczywistości tak nie było. Wymieniają kratkę wentylacyjną częściowo zakrytą przez rury kanalizacyjne i dziury w rurze spiro prowadzącej od piecyka. Zwracają też uwagę na zamontowane na dachu budynku daszki na wylotach kanałów wentylacyjnych, które mogły spowodować odwrotny ciąg, co zresztą potwierdził później przeprowadzony przez nie eksperyment.

Zabezpieczono prywatne rzeczy brata, m.in. prawie nowe auto, kilka tysięcy złotych, które miał w domu, telefon, zegarek, markowe perfumy, a nie zadbano o to, by zabezpieczyć dowody w sprawie. Na miejsce nie wezwano straży pożarnej, dopiero my to zrobiłyśmy. Siłę ciągu wentylacyjnego sprawdzono na drugi dzień, przy otwartych oknach. Mieszkanie po odnalezieniu ciała natychmiast wywietrzono i wykluczono zaczadzenie. Sekcja zwłok jednak potwierdziła, że w ciele brata było maksymalne stężenie tlenku węgla, prawdopodobnie wystarczyły trzy wdechy – mówią siostry zmarłego.

 

Postępowanie umorzono

Rodzina Andrzeja mówi wprost, że ktoś dopuścił to mieszkanie do użytku i odpowiadał za jego stan techniczny, dlatego teraz powinien ponieść konsekwencje. Nie może być tak, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan.

Po śmierci Andrzeja spółdzielnia mieszkaniowa dokonała przeglądów w całym bloku, na własny koszt zamontowali w każdym mieszkaniu czujnik czadu. Potem zrezygnowano tam z niebezpiecznych piecyków. Szkoda tylko, że tak późno i nasz brat zapłacił za to najwyższą cenę – mówi z żalem Jolanta Fudali-Łapka, druga z sióstr.

Prokuratura w Jarosławiu już kilkukrotnie umarzała postępowanie, za każdym razem jednak rodzina składała zażalenie. Siostry Andrzeja zwróciły się do Prokuratury Generalnej i Ministra Sprawiedliwości. Od stycznia toczy się postępowanie przeciw kominiarzowi, który podbijał przegląd w feralnym mieszkaniu oraz odrębne postępowanie o poświadczenie nieprawdy.

Zależy nam, by uznano zaniedbania spółdzielni, bo takie były. Nie zawahamy się, by zwrócić się do samego Prezydenta czy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Kontaktowałyśmy się już z prawnikiem i wiemy, że są ku temu podstawy – dodają i zapewniają, że nie poddadzą się w walce o ukaranie winnych śmierci ich brata.

DP


	            

Kapliczka w Ostrowie

0

Życie potrafi doświadczyć nas w różny sposób, w nieoczekiwanym momencie. Pewien mieszkaniec Ostrowa, przeżył tragiczną sytuację podczas wyjazdu do lasu. W podzięce ufundował kapliczkę obok domu.

 

Ta oryginalnie wykonana kapliczka znajduje się przy głównej drodze w Ostrowie. Jest murowana i otynkowana. W jej dolnej części znajduje się pusta płycina. Powyżej, we wnęce ustawiona jest figurka Matki Bożej. Za nią zawieszony jest obraz św. Rodziny. W bocznych ścianach kapliczki mieszczą się niewielkie okienka, dzięki którym jej wnętrze jest bardziej rozświetlone. W górnej części kapliczki uwagę przykuwają nietypowo wykonane szpiczaste sterczyny. Całość zwieńczona jest ażurowym krzyżem.

– Kapliczkę tę ufundował Michał Słomiński na swojej posesji. Po jego śmierci opiekowała się nią rodzina Lisów i Drozdów. Lisowie mieszkali w domu po nim. Obraz św. Rodziny wewnątrz kapliczki pochodzi właśnie z niego. Pierwotnie wewnątrz znajdowała się figura Chrystusa Frasobliwego, ale została skradziona. Sama kapliczka była kiedyś trochę dalej od drogi. Droga została poszerzona, tym samym znalazła się niedaleko jej krawędzi. Jakiś czas temu została odnowiona przez gminę – mówi Anna Drozd, mieszkanka Ostrowa. Historia związana z jej powstaniem jest owiana tajemnicą i inrtyguje. – Michał Słomiński wybrał się pewnego razu do lasu po drzewo. Właśnie tam miał jakieś problemy, ale nie wiadomo dokładnie, co się tam wydarzyło. W każdym razie uszedł z życiem, tak to nazwał. Za to, że udało mu się z tej sytuacji wyjść cało i wrócić do domu ufundował kapliczkę – opowiada Tomasz Drozd z Ostrowa.

Dzisiaj ta kapliczka jest ciekawym i oryginalnym przykładem małej architektury w Ostrowie i okolicy.

Marcin Sobczak


	            

Śmieci z cmentarza trzeba brać do domu

0

Śmieci pochodzące z cmentarza zabieramy do domu – taki komunikat wita osoby odwiedzające groby bliskich na cmentarzu w Rudołowicach. To jakaś niedorzeczność – komentują niektórzy. – To chwilowe, ale konieczne rozwiązanie – tłumaczy sołtys.

 

– Wczoraj odwiedzałam grób mojej mamy. Zebrałam z niego stare kwiaty i wypalone znicze. Chciałam wyrzucić je do kontenera, który zawsze stał po drugiej stronie drogi. Niestety śmietników tam nie było – mówi jedna z naszych Czytelniczek, która w minionym tygodniu wybrała się na cmentarz w Rudołowicach.

Na ogrodzeniu cmentarza nasza Czytelniczka spostrzegła kartkę, na której widniał komunikat „Uwaga śmieci pochodzące z cmentarza (znicze, wieńce, plastikowe kwiaty, chryzantemy) zabieramy do domu”.

– To jakiś żart pomyślałam. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam. Uczono mnie, że z cmentarza nie wolno niczego wynosić. Jeśli coś zanosi się na cmentarz, tam powinno pozostać. Nie wolno zabierać tego do domu. Tak mawiali starsi ludzie, w tym moja śp. mama, która też tak uważała – wspomina Czytelniczka.

Kobieta zwraca również uwagę, że nie wszyscy, którzy odwiedzają cmentarz mają możliwość zabrania śmieci ze sobą.

– Cmentarz odwiedzają również ludzie starsi, dla których może stanowić to problem. Nie każdy przyjeżdża samochodem – zauważa kobieta.

Cmentarz w Rudołowicach należy do parafii św. Mikołaja Biskupa. Wielokrotnie próbowaliśmy się skontaktować z proboszczem tej parafii. Niestety nie było to możliwe. Sprawę wyjaśnił dopiero Józef Kud, sołtys Rudołowic, który zwrócił uwagę jak duży jest to problem.

– Koszty wywozu śmieci ze cmentarza w Rudołowicach opiewają na kwotę ok. 50 tys. zł. rocznie. Dotychczas śmietniki były opróżniane dwa razy w miesiącu, co miesięcznie kosztowało blisko 4 tys. zł. Różnie może się komuś wydawać, ale jest to naprawdę ogromna kwota, którą niewielkiej parafii ciężko jest udźwignąć, biorąc jeszcze pod uwagę, jak duży jest cmentarz. Dlatego po rozmowach z proboszczem mieszkańcami oraz radą parafialną zdecydowaliśmy się na zastosowanie takiego rozwiązania – tłumaczy J. Kud.

 

Śmieci było sporo

Sołtys Rudołowic zwraca uwagę, że ilość śmieci powstająca przy cmentarzu była naprawdę ogromna i nie stanowiła najlepszej wizytówki wsi.

– Każdego miesiąca wywożonych było 12 kontenerów śmieci, co i tak nie było wystarczające, ponieważ śmietniki zapełniały się tuż po opróżnieniu. Trafiały do nich nie tylko odpady z cmentarza, ale również odpady budowlane, stare ubrania, a nawet słoiki z kiszonymi ogórkami. Wiem, bo sam niejednokrotnie zakasywałem rękawy i robiłem tam porządek, ponieważ na samym wjeździe do Rudołowic znajdowało się jedno wielkie śmietnisko – tłumaczy J. Kud.

Sołtys Rudołowic tłumaczy, że śmietniki zostały zabrane, ale podkreśla, że jest to sytuacja przejściowa. – Szukamy dogodnego rozwiązania. Rozważamy montaż kamer, albo   przekazanie cmentarza pod zarząd komunalny – nadmienia sołtys, nie wykluczając także powrotu śmietników na swoje miejsce.

 

Łatwo nie jest

Sytuacja jest naprawdę trudna, tym bardziej że zarządca nieruchomości jest zobowiązany kontenery na śmieci zapewnić. Informację tę, potwierdzają w gminie.

– Mamy regulamin gminy, odnośnie usuwania odpadów, z którego wynika, że cmentarz o powierzchni hektara powinien zawierać kosze o pojemności 3 m3 – tłumaczy Tomasz Kotliński, wójt gminy Roźwienica. – Jak na razie nie dotarły do nas żadne sygnały od mieszkańców gminy odnośnie braku śmietników na cmentarzu. Jeśli takie się pojawią, będziemy interweniować – wyjaśnia wójt.

Jak rozwinie się ta sprawa na razie nie wiadomo. System jest nowy. Czy się przyjmie, czas pokaże.

EK


	            

Niech świadkowie historii promują miasto

0

Rozkopane centrum Jarosławia przynosi ciekawe odkrycia archeologiczne. Reliktów wiekowej historii miasta jest wiele. Są ważne dla archeologów, ale też interesujące dla ludzi nie zajmujących się zbytnio historią. Po konserwacji i wyeksponowaniu mogą być atrakcją stawiającego na turystykę miasta. Świadczące o wiekowej historii miasta odkrycia są niestety przekazywane do muzeum w Rzeszowie, bo jarosławskie nie ma miejsca na ich przechowywanie.

 

Wśród ciekawych odkryć uwagę zwraca drewniany trakt odsłonięty na ul. Grunwaldzkiej. Dwie dobrze zachowane wodociągowe drewniane rury, z wydrążonym wnętrzem i z zachowanym pełnym łączeniem obu elementów znalezione prawie 2,5 metra pod poziomem jarosławskiego Rynku, czy tzw. pochówki wampiryczne, jak chociażby szkielet starszej kobiety, możliwe że uznanej przed wiekami za wiedźmę, bo trzymała ściśniętą w zębach monetę. Do tego dochodzi mnóstwo innych m.in. znalezisk fragmentów kieliszków, kafli i wiele innych ciekawych reliktów świadczących o znaczeniu miasta przed stuleciami. Jest tego bardzo wiele.

Świadkowie przeszłości

Jarosławianie coraz częściej proponują, by nie pozbywać się świadków przeszłości ale wykorzystać je jako dowody ukazujące wiekową historię miasta i pokazać w miejscu ogólnie dostępnym. Byłaby to też atrakcja dla odwiedzających Jarosław.

Drewniane rury świadczące o bogactwie dawnego Jarosławia są w trakcie konserwacji.

– W związku z odkryciem pod jezdnią ul. Grunwaldzkiej w Jarosławiu fragmentu starej, drewnianej drogi, uważam, że wielką szkodą byłoby jej zasypanie. Przeniesieniu jej fragmentu do muzeum – tak, ale można za niewielki pieniądze, uczynić ją jarosławską atrakcją turystyczną (np. w Jerozolimie, atrakcją jest starożytny fragment ulicy z okresu panowania Rzymian), dlatego postuluję by po zakonserwowaniu, przykrywając ją np. szkłem hartowanym wmontować ją w chodnik ulicy Grunwaldzkiej lub wkomponować w zieleniec który i tak został mocno sfatygowany w wyniku prowadzonych robót – apeluje do Burmistrza Jarosławia pan Stanisław zaznaczając, że wypowiada się w imieniu sporej grupy mieszkańców. – Odkryty odcinek drogi, na trakcie do Krakowa, ułożono poza ówczesnymi granicami miasta. Fakt ten świadczy o trosce jaką właściciele i włodarze Jarosławia przykładali do stanu dróg i komfortu komunikacji już kilkaset lat temu. Rozmach prowadzonych obecnie, a i projektowanych prac na drogach w mieście, nawiązuje chyba do tej dobrej tradycji. Zachowany i wyeksponowany w ten sposób fragment drogi, mógłby być, z jednej strony dowodem – pamiątką, dbałości ówczesnych włodarzy o stan dróg, a z drugiej, swoistym „podpisem”, „pieczęcią” obecnych władz i wszystkich stron zaangażowanych w prowadzoną inwestycję, złożoną po jej zakończeniu, bezpośrednio na powierzchni ulicy – uzasadnia wniosek prosząc burmistrza w imieniu swoim i tych mieszkańców, którym leży na sercu pamięć o przeszłości i zabytkach naszego miasta o rozważenie propozycji.

– Spodobał mi się pomysł, aby drewniany trakt potraktować jak tzw. „świadka historii” i wbudować jego część w przestrzeń chodnika przy ul. Grunwaldzkiej, a następnie odpowiednio zabezpieczyć np. szkłem, aby ludzie mogli po nim przejść i podziwiać – odpowiada burmistrz Waldemar Paluch zaznaczając, że konieczne jest zabezpieczenie na ten cel odpowiednich środków finansowych.

– Rozważamy możliwość po przeprowadzeniu badań archeologicznych, rekonstrukcji fragmentu drogi na terenie dzielnicy Staromiejskiej Jarosławia – zapewniają służby Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków zauważając, że nie ma możliwości technicznych zachowania starej drogi na miejscu. Badania archeologiczne mają być prowadzone do zjazdu z ul. Grunwaldzkiej do Galerii Stara Ujeżdżalnia.

 

Podchodźmy bez emocji

– Odrywane pozostałości wiekowej historii miasta należy pokazać w atrakcyjnej formie – słyszymy od mieszkańców. – W innych miastach potrafią, to i my powinniśmy iść tym tropem – dodają. Wielu uważa, że można to zrobić dość szybko i przy znośnych kosztach.

Archeolog Monika Broszko uważa, że przebudowa Rynku przyniesie jeszcze wiele ciekawych odkryć.

Monika Broszko, archeolog nadzorujący rewitalizację Rynku zwraca uwagę, że fragmenty drewnianego traktu muszą zostać właściwie zakonserwowane. Inaczej się rozpadną. Sama konserwacja jest dosyć kosztowana i na dodatek długotrwała. Może potrwać nawet dwa lata. – Należy spokojnie i bez zbędnych emocji rozważyć wyeksponowanie części traktu biorąc pod uwagę także zdanie specjalistów. Chciałabym, żeby takie odkrycia były pokazywane, ale patrzę realnie – mówi. Wydobyte spod powierzchni Rynku drewniane rury świadczą o zamożności i wysokim poziomie cywilizacyjnym dawnego Jarosławia.. Obecnie znajdują się w konserwacji prowadzonej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Toruniu. Kości z cmentarza były badane na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zabezpieczono pobrane z nich próbki do ewentualnych badań DNA.

Archeolog zaznacza, że spodziewa się kolejnych ciekawych odkryć. – Odsłaniają się fragmenty prezbiterium kościoła z nawami. Będzie można dokładnie zlokalizować zarysy świątyni. Dzięki temu zaplanowany zarys budynku będzie odpowiadał rzeczywistości – tłumaczy M. Broszko. Spore nadzieje wiąże z wykopami przebiegającymi w sąsiedztwie kamienicy Orsettich. – Ukazują się podziemne chodniki i pomieszczenia nie zaznaczone na żadnych mapach. Część biegnie w stronę ratusza. Ziemia kryje w sobie jeszcze wiele zagadek – podsumowuje.

Wiele informacji przynoszą analizy pochówków z przyległego do nieistniejącego już kościoła. – Ten cmentarz jest ogromny – podkreśla M. Broszko. Pochówki są na różnych poziomach. Częściowo wymieszane. Najprawdopodobniej podczas prac remontowych. Archeolog wyjaśnia też co należy rozumieć pod pojęciem pochówki wampiryczne. Tak grzebano osoby wyróżniające się. Wystarczyło, że byli kalekami. Obawiano się, że są wśród nich tacy, którzy po śmierci będą straszyć zgrzytając zębami albo nawet gryźć. Dlatego wkładano im do ust drobne monety. Miały one chronić przed dokuczliwościami ze strony nieboszczyka.

Broszko chce zebrać i opublikować pełen opis obecnych odkryć. Myśli też o ekspozycji. Choćby czasowej. Najpierw jednak trzeba znaleziska opisać i zabezpieczyć, a jest ich dużo. – Trzeba mieć zaufanie do włodarzy i fachowców i dać im trochę czasu – radzi.

 

Różne zdania

Mieszkańcy mają rożne opinie, a nawet różne podejście choćby do odkrytych fragmentów traktu na ul. Grunwaldzkiej. Dla jednych jest to ważny świadek historii miasta. Inni traktują je jako ciekawostkę. Można było nawet usłyszeć zdanie, że to fragment mostu przez San, który przed wiekami płynął w tym miejscu. Większość jednak uważa, że warto tego rodzaju relikty zachować i wyeksponować traktując je także jako atrakcja turystyczna.

Problem w tym, że jeśli każda instytucja będzie postępować zgodnie ze swymi kompetencjami, to można się spodziewać, że nigdy się nie dogadają. Przykładem jest przekazywanie ostatnich odkryć przy przebudowie Rynku do Rzeszowa, bo odkryto je na obszarze należącym do miasta, a muzeum jest powiatowe. Władze Jarosławia zwróciły się do powiatu o przejęcie reliktów, ale otrzymały odpowiedź, że w muzeum nie ma miejsca.

Podobnie może być z wyeksponowaniem tych świadków historii Jarosławia.

erka/Fot. PWKUZ, M. Broszko

 


 

 

 

 

Inwestycje za 37 mln złotych

0

Burmistrz Jarosławia Waldemar Paluch spotkał się w ubiegłym tygodniu z dziennikarzami, by omówić plany inwestycyjne miasta w bieżącym roku. Najważniejsze, według niego, to przebudowa płyty Rynku oraz ul. Kraszewskiego, budowa kanalizacji sanitarnej na ul. Grodziszczańskiej i Pogodnej, budowa Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych, modernizacja stadionu miejskiego i zakończenie budowy mieszkań komunalnych.

 

Paluch przeanalizował też dochody miasta wpisywane w siedem ostatnich budżetów Jarosławia, czyli w okresie pełnienia przez niego funkcji włodarza miasta. Zauważył, że obecny plan finansowy z wydatkami na poziomie 214 mln zł dwukrotnie przewyższa rozchody z początku kadencji. Przypomniał także, że przyjęto deficyt w wysokości niemal 19 mln zł ma być pokryty z ubiegłorocznej nadwyżki budżetowej wynoszącej 4,6 mln zł, 3,8 mln zł wolnych środków oraz kredytu w wysokości 10,4 mln zł. Przy czym planowany kredyt nie musi być zrealizowany. Przedstawiając strukturę wydatków W. Paluch zwrócił uwagę, że inwestycje zajmują trzecie miejsce i wyprzedzają je tylko wydatki na oświatę i sprawy społeczno-rodzinne.

Duże zadania

Zakończenie przebudowy płyty Rynku, jednego z najważniejszych zadań inwestycyjnych Jarosławia ma nastąpić w listopadzie. Według planów miasto wyda na to w tym roku 7,6 mln zł. Wykonawca czeka z przebudową ul. Kraszewskiego na zakończenie modernizacji ul. Grunwaldzkiej, by nie doprowadzić do komunikacyjnego chaosu w centrum miasta. W tym roku zostaną wykonane prace o wartości 5,3 mln zł. Całość będzie kosztować 8,8 mln zł z 3 mln zł dofinansowania. Zakończenie przebudowy w następnym roku. Budowa kanalizacji sanitarnej na ul. Grodziszczańskiej i Pogodnej pochłonie w tym roku 4,6 mln zł. Całkowity koszt jest szacowany na 9 mln zł, w tym dofinansowanie wyniesie 4,5 mln zł. Kolejne zadanie to rozpoczęcie budowy PSZOK. Punkt powstanie na terenie byłej cegielni przy ul. Krakowskiej. W tym roku zostaną wykonane prace o wartości 2,8 mnl zł. Łącznie budowa będzie kosztować 6 mln zł z 3,3 mln zł dofinansowania.

Do większych zadań inwestycyjnych burmistrz zaliczył prace przy stadionie miejskim. Tam łączna wartość przebudowy zamyka się w kwocie 14 mln zł. W. Paluch zaznaczył, że planowane są kolejne prace w obrębie stadionu. W tym roku zostanie zakończony budynek komunalny przy ul. Wróblewskiego. Koszt prac wykończeniowych oszacowano na 1,7 mln zł. W budynku będzie 15 mieszkań przeznaczonych dla rodzin o nienajlepszej sytuacji materialnej. Do zadań z większymi wydatkami należy też dokończenie remontu muru oporowego przy ul. Podgórze. Przeznaczono na to 450 tys. zł. Do tych inwestycji dochodzą także zaplanowane w każdej dzielnicy na kwotę 1 mln zł prace, o których zdecydowali mieszkańcy.

Burmistrz zauważył też, że okres pandemii wpłynął na zmniejszenie podatków i opłat lokalnych wpływających do kasy miejskiej. W ubiegłym roku dochody były mniejsze o pół mln zł z tytułu zwolnień z podatków i ponad 600 tys. zł z tytułu zwolnień z czynszów.

erka


 

Znaleziono ciała dwóch mężczyzn

0

Trwa wyjaśnianie przyczyn śmierci dwóch mężczyzn, których zwłoki zostały znalezione na terenie jednej z posesji w Sośnicy.

 

Dramatycznego odkrycia dokonano w piątek, 5 lutego. Ciała dwóch mieszkańców Sośnicy odnaleźli funkcjonariusze zaalarmowani przez znajomych jednego z mężczyzn, zaniepokojonych o jego los. Wezwani na miejsce funkcjonariusze po sprawdzeniu posesji ujawnili zwłoki 54-letniego mieszkańca Sośnicy oraz jego 82-letniego ojca.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Jarosławiu.

– Trwają czynności wyjaśniające. Została wykonana sekcja zwłok. Potrzebne będą dodatkowe badania – mówi Agnieszka Kaczorowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu. – Na chwilę obecną można jedynie stwierdzić, że do śmierci żadnego z mężczyzn nie przyczyniły się osoby trzecie. Na ich ciałach nie stwierdzono obrażeń – wyjaśnia A. Kaczorowska.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że przyczyną śmierci mogło być zaczadzenie. Mieszkający razem mężczyźni dogrzewali się starym piecem kaflowym, z którego często uchodził dym. Tę informację pozwoli jednak potwierdzić dopiero wynik prokuratorskiego postępowania.

EK

Armagedon, czyli zima w lutym

0

Sypnęło, powiało, zmroziło. Niby norma o tej porze roku, niby lepsza technika, niby bardzo przewidywalna prognoza, a jednak mroźna aura wciąż zaskakuje. Na drogach w naszym regonie jest różnie, co ciekawe najgorzej wyglądają ulice w miastach. W Jarosławiu i Przeworsku śnieg zalegał na jezdni nawet po kilku dniach od opadów. Podobnie było w Pruchniku, Radymnie czy też Sieniawie i Kańczudze.

 

– Panie zimy, to były kiedyś. Teraz spadnie trochę śniegu, jest kilka dni z mrozem i już jest paraliż. Przed laty chodziło się i jeździło między kilkumetrowymi zaspami, a temperatury poniżej zera często trzymały od grudnia do marca. Wtedy nikt jednak nie panikował, bo to normalne. A teraz? Wystarczy zobaczyć jak wyglądają drogi – mówi jeden z napotkanych pieszych brodzący po zasypanym chodniku w Przeworsku.

 

Pomaga denaturat

Zimowa aura przyszła z początkiem lutego i wszystko wskazuje na to, że może utrzymać się do końca miesiąca. Służby drogowe zapewniają, że robią co możliwe, by utrzymać przejezdność. Z zebranych w ubiegły piątek informacji wynikało, że drogi w obu powiatach są na tyle odśnieżone, że można przejechać. Przed południem odblokowano zasypany przejazd przez Korzenicę. – Zdarza się, że samochody grzęzną w śniegu. W takich sytuacjach wysyłamy pługi i udrażniamy. Jeśli nie będzie wiatru, to utrzymamy drogi w stanie pozwalającym na przejazd – informuje dyżurny Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu. Służby powiatowe współpracują z gminami. Niska temperatura też nie pomaga. – Zamarzają odstojniki w układzie powietrznym. Pomaga denaturat, ale przy wysokich mrozach o awarie nietrudno – mówi kierowca pługa. W powiecie przeworskim pięć pługopiaskarek pracuje. Dwie są w naprawie. Pomagają im koparki i lżejszy sprzęt. – Są odcinki z utrudnieniami, ale utrzymujemy przejazd. Jeśli nie będzie mocnego wiatru, to sytuacja się poprawi – informuje dyżurny PZD w Przeworsku. Drogowcy przyznają, że wiele od wiatru zależy. – Materiał jest. Jak zacznie duć, to trudno będzie sobie poradzić – mówią.

 

Nie tylko kierowcy

Piesi też przedzierają się przez śnieg. W minionym tygodniu odebraliśmy wiele interwencji. Wszystkie dotyczyły zasypanych chodników, poboczy i parkingów. – Zaparkowane samochody zastawiają przejazd. Pług się nie mieści na węższych ulicach. Nie ma gdzie odsunąć śniegu – tłumaczą drogowcy z Przeworska. Bu udrożnić miejsca parkingowe i chodniki w Przeworsku śnieg wywożą. Burmistrz Jarosławia stoi na stanowisku, że śniegu nie powinno się wywozić, bo w ten sposób zaburza się gospodarkę wodną. Część samorządów przypomina o obowiązku odśnieżania chodników przez właścicieli przyległych działek.

– Jednym z podstawowych obowiązków właścicieli nieruchomości jest uprzątnięcie błota, śniegu, lodu oraz innych zanieczyszczeń z położonych wzdłuż nieruchomości chodników.

Śniegu nie można usuwać z chodnika na drogę. Śnieg usunięty z chodnika należy pryzmować na chodniku bezpośrednio przy krawędzi jezdni w taki sposób, aby nie stwarzał zagrożenia w ruchu drogowym, jak również w ruchu pieszych. Wyrzucanie śniegu na jezdnię jest bardzo niebezpieczne dla ruchu pojazdów. Właściciela posesji, który usuwa śnieg spod posesji na jezdnię, można ukarać mandatem za stwarzanie niebezpieczeństwa dla uczestników ruchu drogowego – ostrzegają w Sieniawie.

Drogowcy zapewniają, że poradzą sobie ze śniegiem. Stawiają tylko jeden warunek. Brak wiatru. Mieszkańcy powoli przyzwyczajają się do warunków. Ostatnie zimy traktowały nas bardziej przyjaźnie. Podobną sytuację przeżyliśmy siedem lat temu. Trudno mówić o kryzysie lub o ostrym ataku zimy. Nie licząc ostatnich lat, taka pogoda o tej porze roku była normą.

TST, erka

 

Srebrny medal dla Akademii Piłkarskiej JSSR

0

PIŁKA NOŻNA – TURNIEJ: Chłopcy z rocznika 2010 jarosławskiej Akademii Piłkarskiej JSSR zajęli drugie miejsce w finale podkarpackim turnieju o Puchar Zbigniewa Bońka rozgrywanym w Kielnarowej.

 

Jarosławianie wylosowali grupę ze Stalą Rzeszów, DAP Dębica oraz Orzełkiem Przeworsk. Do półfinału awansowały dwa zespoły. Chłopcy JSSR w dobrym stylu spisali się w fazie grupowej i następnie zmierzyli się z drużyną MULKS Pustynia o wejście do finału, co udało się po emocjonującym meczu i rzutach karnych. W starciu o pierwsze miejsce nasz team musiał uznać wyższość ekipy z DAP Dębica, ale mógł cieszyć się ze srebrnych medali. – Jestem bardzo dumny ze swoich chłopców ponieważ pokazali się z jak najlepszej strony na tle najlepszych akademii z całego Podkarpacia m.in Stali Rzeszów i Karpat Krosno. W Turnieju wzięło udział ponad 50 drużyn z całego województwa a my zajęliśmy 2 miejsce. Uważam, że jak na nasze realia jest to świetny wynik i świadczy o tym że w naszej Akademii jest szkolenie na wysokim poziomie. Podziękowania również należą się dla rodziców bo dzięki temu, że znajdują czas i przywożą chłopców na treningi, mogą teraz cieszyć się z ich dobrych występów – podsumował trener JSSR Andrzej Mikus.