Strona główna Blog Strona 311

Trzy medale Brzyskiej

0

Anna Brzyska, zawodniczka Kolpingu Jarosław zdobyła trzy medale podczas Mistrzostw Polski juniorek w Ustrzykach Dolnych.

 

Nasza zawodniczka zgarnęła dwa złote krążki i jeden srebrny. Triumfowała w grze podwójnej w parze z Zuzanną Wielgos oraz grze mieszanej grając wspólnie z Patrykiem Dziubą. Trzeci medal Anna Brzyska wywalczyła w zmaganiach gry pojedynczej. Jedna z najbardziej uzdolnionych tenisistek stołowych młodego pokolenia w naszym kraju dotarła do finału, w którym uległa rozstawionej z numerem jeden Wiktorii Wróbel z MRKS-u Gdańsk 1:4 (9:11, 3:11, 11:9, 4:11, 8:11). We wcześniejszych spotkaniach jarosławianka pokonała m.in. Annę Kubiak (JKTS Jastrzębie-Zdrój) 4:1 (11:8, 11:3, 7:11, 6:11, 14:12) czy Zuzannę Gaworską (KU AZS UE Wrocław) 4:3 (10:12, 11:7, 9:11, 11:8, 11:6, 10:12, 11:6). – Jesteśmy bardzo dumni z występu Anny Brzyskiej w Ustrzykach Dolnych i zajętego piątego miejsca naszej drużyny. Trzy medale wywalczone na tak prestiżowej imprezie są potwierdzeniem dobrej i ciężkiej pracy wykonywanej w naszym klubie. Doskonała współpraca na wszystkich poziomach, od szkolenia młodzieży po przez występy naszych najlepszych zawodników w LOTTO Superlidze, daje efekty. Ania to przyszłość polskiego tenisa stołowego – mówi Kamil Dziukiewicz, menadżer Sokołowa S.A. Jarosław. Oprócz Anny Brzyskiej w Ustrzykach Dolnych wystąpiły także inne przedstawicielki Kolpingu – Jagoda Chwojko i Martyna Hajduk. Pierwsza rywalizację ukończyła na 17 miejscu, a druga została sklasyfikowana na 33 pozycji w grze pojedynczej. W grze podwójnej obydwie swój start zakończyły w pierwszej rundzie. W trzeciej konkurencji – grze mieszanej już na etapie 1/64 finału doszło do konfrontacji Jagody Chwojko występującej w parze z Piotrem Krukarą (KSTS Krosno) z Martyną Hajduk grającą wspólnie ze Stanisławem Wnękiem (TKS Granit Strzelin). Po pięciosetowym boju lepsza okazała się para Chwojko-Krukar 3:2. Niestety, w kolejnym spotkaniu jarosławsko-krośnieński duet został wyeliminowany przez Wiktorię Wrzosek i Patryka Bieleckiego. Podczas czterodniowych zawodów w Ustrzykach Dolnych odbył się także turniej drużynowy. Zespół Kolpingu w składzie: Anna Brzyska, Martyna Hajduk, Jagoda Chwojko rywalizację ukończył na piątym miejscu, po ćwierćfinałowej porażce z JKTS-em Jastrzębie-Zdrój 1:3. Wcześniej, bo w fazie grupowej, zawodniczki trenera Mateusza Czernika pokonały pewnie LKTS Luboń 3:0 i Lewart AGS Lubartów 3:0.

Medale młodzieży Kolpinga

0

Szymon i Wojciech Flaumenhaft oraz Natalia Maciałek z Kolpingu Jarosław zdominowali Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików w Dębicy oraz Mistrzostwa Podkarpacia Skrzatów w Nowej Sarzynie.

Dwa złote medale wywalczył w sobotę w mistrzostwach województwa skrzatów Wojciech Flaumenhaft. Wychowanek jarosławskiej Akademii Tenisa Stołowego zwyciężył w grze pojedynczej oraz grze podwójnej wspólnie z Przemysławem Przybyszem. W tej pierwszej konkurencji młody tenisista stołowy Kolpingu pokonał w finale swojego deblowego kolegę 3:2 (11:6, 8:11, 5:11, 11:7, 11:6). Dzień później znakomicie w Międzywojewódzkich Mistrzostwach młodzików zaprezentowali się Szymon Flaumenhaft i Natalia Maciałek. Tenisista stołowy jarosławskiego Kolpingu, podobnie jak jego brat dzień wcześniej, zwyciężył zarówno w grze pojedynczej jak i grze podwójnej. Z kolei Natalia Maciałek start w Dębicy zakończyła ze srebrnym medalem wywalczonym w grze pojedynczej.

 

 

Badminton w Zarzeczu

0

W hali Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zarzeczu odbył się badmintonowy turniej w którym rywalizowało 45 zawodników z naszego województwa.

 

Grali między innymi zawodnicy z Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Sanoka, Krosna, Nowej Dęby oraz Rzeszowa a także Janowa Lubelskiego, którzy walczyli ze sobą w 7 kategoriach. Gospodarzem turnieju było Stowarzyszenie Sportowe Badminton Zarzecze wraz z Gminnym Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Zarzeczu.

Kat. Amator Mężczyzn
1.Alessandro Turek Vitiello
2.Mackiewicz Zenon

 

Kat. Amator Zaawansowany Mężczyzn
1.Michał Tokarz
2.Rafał Siwarga
3.Mariusz Warnecki

 

Kat. Open Mężczyzn
1.Karol Wąsik
2.Krystian Wąsik
3.Krzysztof Skup

 

Kat. Amator Kobiet
1.Iwona Granda
2.Gabriela Jaremko
3.Karolina Gwóźdź

 

Kat. Amator Zaawansowany Kobiet
1.Kaja Warnecka
2.Irena Woźny
3.Agnieszka Gdula

 

Kat. Mikst
1.Krystian Wąsik/Anna Wąsik
2.Mariusz Warnecki/Kaja Warnecka
3.Rafał Siwarga/Agnieszka Gdula

 

Kat. Debel Mężczyzn
1.Karol Wąsik/Sławomir Wąsik
2.Piotr Drak/Tomasz Legeny
3.Piotr Iwanko/Krzysztof Skup

 

 

Dziecko narzędziem zemsty

0

– Musimy radzić sobie z problemami. Jesteśmy w końcu dorośli, ale jak pogodzić się z traumą fundowaną naszym dzieciom? Z niszczeniem ich osobowości. Z wyrafinowaną przemocą psychiczną. Nie pogodzimy się z emocjonalnym rozszarpywaniem i druzgotaniem dziecięcego serca – mówią rodzice, którzy stali się obiektem zemsty ze strony byłych partnerów. Zemsty wyrafinowanej, bo realizowanej poprzez ich własne dzieci, które nie dość że zostają rozerwane emocjonalnie przy rozstaniu ojca i matki, to stają się narzędziem w bezpardonowym niszczeniu byłego partnera.

 

O problemie, gdy jeden z rodziców jest eliminowany z życia dziecka różnymi, czasem bardzo dramatycznymi metodami, rzadko się mówi. Okazuje się jednak, że dotyczy sporej grupy dzieci, którym normalny świat się wali i to za sprawą ojca lub matki. Określa się go jako alienacja rodzicielska, ogólnie rozumiana jako utrudnianie kontaktu dziecka z jednym z rodziców. Niestety coraz częściej przybiera przerażające formy. Najgorsze, że dotyczy najmłodszych, które okres dorastania muszą przeżyć w okropnym świecie wykorzystującym uczucia miłości rodzicielskiej do niszczenia wszystkiego, co o wartości rodziny świadczy.

Walczą o dzieciństwo dla swoich córek i synów.

Spowiedź odrzuconych rodziców

Spotkaliśmy się z czwórką rodziców zmagających się z byłym partnerem, sądami, kuratorami, policją i prawnikami. Mają jeden cel. Chcą zapewnić swoim dzieciom normalne życie. Uchronić je przed lękiem, arogancją i brakiem bezpieczeństwa. Dać im miłość obu, niekoniecznie mieszkających razem, rodziców. W zamian muszą walczyć z manipulacją i wykorzystywaniem uczuć młodych ludzi do psychicznego niszczenia innych. Coraz częściej odrzuceni przez drugą stronę rodzice stają przed murem, którego nie można pokonać. Pozostaje tylko pytanie, jaki człowiek wyrośnie z dziecka, któremu ktoś stwarzał tak makabryczny obraz najbliższych osób.

Małgorzata

Mam pełnię władz rodzicielskich. Od 9 lat wychowuję już nastoletniego syna, ale nie utrudniam mu kontaktu z ojcem. Zanim żeśmy się rozstali nie wiedziałam nic o manipulacji jaką mogą stosować byli partnerzy. Pierwszy raz zwróciłam uwagę, gdy syn miał kilka lat. Zapodział mu się telefon kupiony przez ojca. Zadzwoniłam. Telefon się znalazł, a na monitorze widać było obraz czarownicy. Pokazywał synowi, że mama dzwoni. Potem doszły wyzwiska. Były mąż nie używa w rozmowie z synem słowa mama, czy matka. Zamiast tego stosuje określenie Goebbels lub zastępuje je przekleństwem. Już w czasie epidemii syn pojechał do ojca. Przez trzy miesiące nie wiedziałam gdzie jest, co się z nim dzieje. Wcześniej też było podobnie. Wniosłam do sądu sprawę o odebranie dziecka. Do dzisiaj nie została zakończona. Na szczęście syn wrócił. Najgorsze, że po każdym pobycie u ojca przyjeżdża wyobcowany i przez kilka dni dochodzi do siebie. Potem wraca do normalności, by wrócić do tego stanu po kolejnej wizycie. Byłam z synem u psychologa. Po rozmowie z nim oraz oceniając jego zachowanie lekarz orzekł, że ojciec ma najpewniej zaburzenia osobowości i przekładają się one na dziecko. Robię co mogę by syn wyrósł na normalnego człowieka, ale coraz częściej się boję. Bardzo się boję. Najstraszniejsze jest przeświadczenie, że w tej walce o normalność jesteśmy sami.

 

Robert

Adaś ma cztery lata i zgodnie z postanowieniem sądu mam prawo spotykać się z nim dwa razy w tygodniu. Odwiedzam go kiedy tylko mogę. Widzę, że dziecko jest coraz bardziej zahukane, wycofane, unika kontaktów. Potrafi powiedzieć, że mama nie pozwala mu, by przytulił się do ojca. Żona robi wszystko, bym nie mógł dziecka zabrać. Nie mam możliwości dowiedzieć się, czy dziecko jest zdrowe. Do zapytania o zdrowie syna i przejrzenia dokumentacji lekarskiej nie jestem upoważniony. Za to babcia Adasia ze strony matki upoważnienie ma. Prawomocne orzeczenia sądu nie są respektowane przez byłą żonę. Wszyscy umywają ręce. Tworzą się sprawy nie do rozwikłania. Dziecko żyje w sztucznym świecie. Tworzonym przez matkę i jej rodzinę. Ojciec i wszystko, co z nim związane pokazywane jest jako zło, którego trzeba unikać za wszelką cenę. Długa sądowa przepychanka doprowadziła do tego, że byłej żonie ograniczono prawa rodzicielskie, ale to w jej otoczeniu Adaś przebywa na co dzień. Muszę przyznać, że pojawia się światełko nadziei. Sądy coraz częściej zauważają problem. Na razie to kropla w morzu. Nie wstydzę się swojej walki o normalne dzieciństwo dla syna. Niech wstydzą się ci, którzy je dziecku zabierają, manipulują nim i wykorzystują jako środek do zemsty na drugim rodzicu. Będę walczył o normalne dzieciństwo Adasia. To obowiązek ojca, a jest tak, że nie mogę dziecka odwieźć do przedszkola, chociaż sąd mi tego nie zabrania. Adaś ma dopiero 4 lata. Boję się myśleć, jaki wyrośnie z niego nastolatek.

 

Marek

Rozeszliśmy się 6 lat temu. Córka ma dzisiaj 11 lat, a matka robi wszystko, by całkowicie wykreślić ojca z jej życia. Praktycznie nie mam już z nią kontaktu, a o sposobie wychowania świadczy chociażby fakt, iż sąd zlecił matce przymusową terapię psychologiczną. Ona się do tego nie stosuje i postanowienie sądu stało się niewykonalne. Nie ma uwarunkowań zmuszających do przestrzegania orzeczeń, a jeśli nawet są, to i tak nie do zrealizowania. Przestałem być dla swojego dziecka ojcem. Zwraca się do mnie po imieniu. Obraża mnie. Do mojej siostry, a swojej cioci wcale się nie odzywa. Wszystko przez manipulację byłej partnerki. Pozostały uczucia i muszę sobie z tym radzić, ale najbardziej dokucza myśl, kim będzie moje dziecko gdy dorośnie. Trudno spodziewać się, że wychowane w takich warunkach, otoczone perfidią i w wypaczonym postrzeganiu kontaktów międzyludzkich poradzi sobie. Boję się o zmiany jakie mogą zajść w jej osobowości. Boję się o nią, a zostałem odrzucony. Moje dziecko stało się narzędziem zemsty na mnie.

 

Piotr

Marzena ma 11 lat i od 2015 r. była żona utrudnia mi kontakt z dzieckiem do tego stopnia, że sprawą zajmował się sąd nakazując umożliwienie komunikowania się z dzieckiem. Problem w tym, że jest to niewykonalne. Mogę oczywiście do niej zadzwonić, ale najczęściej nie odbierze tłumacząc później, że mama wyciągnęła kartę z telefonu. Ostatni raz rozmawiałem z nią 8 stycznia ubiegłego roku. Dziecko jest bez przerwy manipulowane. Według oceny biegłych jest w głębokim konflikcie lojalnościowym wobec matki. Sprawa trafiła do sądu. Wokanda jest ciągle przekładana. Wydaje mi się, że takie przypadki należy rozpatrywać z urzędu i szybko. Specjaliści piszą o zaburzeniach emocjonalnych matki i nic się nie dzieje. Ona nadal robi wszystko, by wymazać ojca z pamięci dziecka. Psychicznie już dzieje się ogromna krzywda. Kto weźmie na siebie odpowiedzialność, gdy dojdzie do tragedii? Nie wiem, czy dziecko jest zdrowe, czy nie. Natomiast mnie potrafili rozliczyć, gdy poprosiłem fotografa o zrobienie kilku zdjęć podczas I Komunii córki. Końcem 2017 r. złożyłem do sądu wniosek o rozszerzenie kontaktów z córką. Do dzisiaj sprawa nie została rozstrzygnięta. Pozbawiono mnie możliwości powiedzenia dziecku, że też go kocham, a rodzina nie zamyka się w obrębie mamy.

 

Napędzający się dramat

Opowieści odrzucanych rodziców są porażające. Mówią o perfidnych i wyrachowanych metodach, które są niczym innym jak przemocą skierowaną na własne dziecko. Zaznaczają, że problem narasta lawinowo, a analizy pokazują, że stan psychiczny dzieci i młodzieży jest coraz gorszy. Dlatego eliminowani z życia własnego dziecka rodzice wspomagają się wzajemnie. Tworzą nieformalne grupy. Razem łatwiej im walczyć o swoje prawa i dobro dzieci. Spotykając się zauważają, że takich osób jest w najbliższym środowisku wiele. Obchodzony pod koniec kwietnia nieformalny międzynarodowy Dzień Świadomości Alienacji Rodzicielskiej, jako formy przemocy psychicznej oraz Dzień Dziecka skłoniły ich do spotkania i pokazania problemu. Wśród wyalienowanych rodziców przeważają ojcowie, ale spotykamy też matki. Są to różni ludzie. Mają jeden cel. Chcą, by ich córka, czy syn wyrośli na porządnych ludzi. By nie były zmanipulowanymi jednostkami z zaburzoną osobowością. – Najłatwiej, najcelniej i najskuteczniej jest uderzyć rodzica poprzez jego dziecko, krzywdząc je przy tym maksymalnie – podkreślają, zapewniając że na pierwszym planie stawiają ich dobro. Ze swoją traumą muszą zmagać się sami.

Wraz z wzrastająca liczbą rozwodów i spraw, gdzie na wokandzie toczy się spór o kontakty z dzieckiem i ich utrudnianie przez jednego z rodziców problem narasta.

 

Czym jest alienacja

Podstawową zasadą w sprawach rodzinnych, w których występują rozstrzygnięcia dotyczące dzieci jest zadbanie o ich dobro. Odgrywa ono pierwszoplanową rolę we wszystkich sprawach i bezpośrednio wynika z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Niestety rzeczywistość nie zawsze idzie w parze z założeniami. Przeciągające się sprawy, często brak kompetencji, a także jednostronne patrzenie powodują, że dochodzi do eliminowania jednego z rodziców z życia dziecka i sami rodzice często fundują swoim dzieciom emocjonalne traumy. Alienacja rodzicielska to według definicji perfidna i wyrafinowana forma przemocy wobec własnego dziecka prowadząca do całkowitej destrukcji jego osobowości. Jest traktowana jako przemoc psychiczna wypaczająca model relacji międzyludzkich w rodzinie, poczucie bezpieczeństwa a także osobowość. Dziecko żyje w podświadomym lęku. Wpajana jest mu arogancja oraz świadomość, że można manipulować ludźmi i bawić się ich emocjami bez względu na konsekwencje. Jeden z rodziców, przeważnie jest to matka, izoluje drugiego, wzbudza niechęć oraz poczucie, że jest on gorszy, mniej wartościowy, a kontakty z nim są stratą czasu. To także ośmieszanie rodzica oraz wzbudzanie poczucia winy, a nawet nakaz wybierania między ojcem a matką. Psychologowie oceniają, że rezultatem takich działań jest zaburzenie więzi rodzinnych oraz wystąpienie negatywnych objawów w sferze emocjonalnej, poznawczej i behawioralnej dziecka, które w tej sytuacji po prostu niezaprzeczalnie cierpi. Według nich problem ten jest formą przemocy wobec dziecka i wymaga terapii i interwencji prawa rodzinnego.

 

Druk nr 63

O ważności problemu świadczy fakt, że sprawą zajęli się parlamentarzyści. Sprzeciw wobec alienacji rodzicielskiej godzącej w dobro dziecka zawarty w senackim druku nr 63 jest ciągle dyskutowany i budzi różne emocje. Zakłada on zwiększenie znaczenia opieki naprzemiennej oraz wprowadza kary za działania o charakterze alienacji. Opinia Krajowej Rady Sądownictwa dotycząca projektu jest pełna wątpliwości. Sędziowie zwracają uwagę na brak badań i mają obawy przed wprowadzaniem prawa karnego przy rozpatrywaniu tego rodzaju spraw.

 

Rozdarte dzieci

Odrzucani przez byłych partnerów rodzice chcą mieć wpływ na wychowanie swoich dzieci. Chodzi im nie tylko o utrzymanie więzi emocjonalnej, ale także o zapewnienie im normalnych warunków dorastania. Zauważają również, że system prawny dopiero dorasta do problemu, a ten staje się z dnia na dzień powszechniejszy.

Rodzice, którzy zgodzili się porozmawiać o dotykającej ich bezpośrednio alienacji przytaczali drastyczne fakty. Z ich opowieści wynikała tragedia rozerwanych uczuciowo dzieci i potężna manipulacja w ich osobowościach. Nie pokazujemy ich twarzy. Zmieniliśmy też imiona, chociaż zgodzili się na podanie danych. Robimy to ze względu na dobro dzieci. Im wystarczy to, co fundują najbliżsi.

erka


 

 

 

 

 

 

Egzaminy z alarmami

0

W niektórych szkołach regionu egzamin ósmoklasisty rozpoczął się „bombowo”. Wszystko przez dowcipnisiów, którzy wysłali do szkół informacje o podłożeniu ładunków wybuchowych.

 

Egzaminy ósmoklasisty odbywały się od 25 do 27 maja. Pierwszego dnia ósmoklasiści zmagali się z językiem polskim, drugiego dnia z matematyką, a trzeciego z językiem obcym. W większości szkół powiatu jarosławskiego, jak i przeworskiego egzaminy odbyły się bez zakłóceń. Niestety w kilku przypadkach do szkół trafiły informacje o podłożonej bombie. W Szkole Podstawowej nr 4 im. Stefana Żeromskiego w Jarosławiu zarządzono ewakuację. Nastąpiła ona chwilę przed rozpoczęciem egzaminu. W Szkole Podstawowej w Muninie ewakuacja przeprowadzona została w trakcie egzaminu. Poza uczniami piszącymi egzamin ewakuowano również oddział „0”. W tym przypadku egzamin ósmoklasisty został przerwany. O nowym terminie uczniowie zostaną powiadomieni przez dyrekcję szkoły.

E-mail z informacją o podłożeniu ładunków wybuchowych dotarł także do Zespołu Szkół Innowacyjnych w Jarosławiu. W tym przypadku odbyło się bez ewakuacji. Informację o podłożeniu ładunków wybuchowych otrzymała także Szkoła Podstawowa w Mirocinie.

– Policyjni pirotechnicy sprawdzili wszystkie budynki. Zgłoszenia okazały się fałszywe – mówi asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

 

EK, fot. SP 4

 

Damian już nie cierpi

0

– Z wielkim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego przyjaciela druha Damiana Romanika. Żonie, dzieciom jak i całej pogrążonej w żałobie rodzinie najszczersze wyrazy współczucia – tą smutną informacją podzielili się w ostatni piątek druhowie z OSP Bystrowice.

 

Trzydziestolatek z Bystrowic zmagał się z białaczką. W nierównej walce z wyniszczającą chorobą wspierało go wielu ludzi. Od najbliższej rodziny, po mieszkańców, wśród których najaktywniejsi byli koledzy strażacy. Dołączały całkowicie anonimowe osoby.

Szeroko prowadzona akcja dawała nadzieję i pokazała solidarność wśród braci strażackiej. Zaangażowanie lokalnego środowiska, ludzi którzy pomagali na ile mogli, miało także społeczny wyraz. Damian walczył. Choroba zwyciężyła. Pozostała pamięć i mnóstwo dobrych uczuć, które tragedia szczególnie wyzwoliła.

Na pocieszenie została pewność, że Damian już nie cierpi.

red./Fot. fb

 

 

Rola strażaków ochotników powinna być wzmacniana

0

– W ciągu ostatnich tygodni toczy się szeroka dyskusja na temat zmian ustawowych dotyczących strażaków ochotników, zaproponowanych przez większość rządzącą. Jako ludowcy wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec tych zmian, które nieuchronnie prowadzą do utraty podmiotowości Ochotniczych Straży Pożarnych – mówił Mieczysław Kasprzak, poseł RP podczas konferencji prasowej, która odbyła się w środę, 26 maja przed remizą OSP w Koniaczowie.

 

Zdaniem posła jedną z najważniejszych negatywnych zmian, które zostały zaproponowane w ostatnim czasie jest podział OSP na te oddziały, które utworzą Jednostki Operacyjno-Techniczne, które mają wyszkolonych strażaków oraz posiadają drogi specjalistyczny sprzęt i na te biedniejsze, które pełnią ważne funkcje edukacyjne, kulturalno-oświatowe i prewencyjne.

– Te drugie nie będą mogły być finansowane przez samorząd gminny na dotychczasowych zasadach, chociaż są matecznikiem tradycji w środowisku lokalnym. Takie zapisy w ustawie mogą skutkować upadkiem około 10 tysięcy spośród 16 tysięcy OSP w całym kraju – przekonywał poseł.

Ponadto M. Kasprzak zauważył, że ustawa w sprawie dodatku do emerytur jest dużo mniej korzystna, niż ta przejęta jednogłośnie przez senat w 2020 r. czy też zaproponowana przez samych strażaków w projekcie obywatelskim popartym przez 212 tysięcy obywateli w 2018 r. Jego zdaniem w ustawie nie wskazano rozwiązań dla wielu ważnych problemów zgłaszanych przez strażaków ochotników tj. utrudnienia w rozliczeniach finansowych, wysokie taryfy za energię elektryczną oraz brak jakiejkolwiek możliwości zwrotu ponoszonego VAT na zakup sprzętu na cele ochrony przeciwpożarowej.

– Jako ludowcy zawsze staliśmy na straży rozwoju małych Ojczyzn, dbając o organizacje i stowarzyszenia budujące wspólnotę życia na wsi. OSP są integralną częścią polskiej wsi i rola strażaków ochotników powinna być wzmacniana, a nie osłabiana – mówił stanowczo M. Kasprzak.

 

EK

 

Coś nie tak

0

Zacznijmy od tego, że coś pomieszało się pogodzie. W weekend, kiedy większość z nas ma wolne i chciałaby ten czas spędzić aktywnie na zewnątrz – leje deszcz i jest zimno. Gdy tylko nadejdzie poniedziałek, słońce wychodzi i zagląda nam kpiąco w okno. Kiedy jest jeszcze bardziej bezczelne, to znów chowa się za chmurami, w momencie gdy kończymy pracę, a naiwnie liczyliśmy że urwiemy choć te kilka popołudniowych godzin. Zabawa w kotka i myszkę. Tak chyba w skrócie najlepiej można opisać tegoroczny maj, który już na szczęście za nami.

Nie w porządku jest, gdy jeden stara się żyć ekologicznie, segreguje odpady i zwraca uwagę na to, czym pali w piecu, ale sąsiedzi dookoła mają to gdzieś – sądząc po zapachu i barwie dymu wydobywającego się z kominów, który potem spowija całą okolicę. Można to zaobserwować nie tylko w zimie.

Coś nie tak ewidentnie jest też z naszym prawem, chroniącym bardziej przestępców, niż zwykłych obywateli. Można dojść do takiego wniosku po wydarzeniach z Katowic, gdzie 41-latek, mający już wcześniej związek z pedofilią i uprowadzeniem dziecka, porywa w biały dzień, idącego chodnikiem 11-latka. Później zabija go. Podczas przesłuchania tłumaczy, że się pomylił, bo chodziło mu o dziewczynkę, a porwany chłopiec miał dłuższe włosy. Co zrobiłby z dziewczynką? Kupił lizaka i odstawił na miejsce? Czy dziewczynki można porywać bezkarnie? Takie tłumaczenie to kpiny. Kpiny z wymiaru sprawiedliwości i nas, społeczeństwa. Jak uczyć dziecko samodzielności, jeśli chodzący wolno zwyrodnialec w każdej chwili może mu zrobić krzywdę? Trzymanie pod kloszem to przecież nie rozwiązanie. Morderca Sebastiana trafi teraz do celi, pewnie izolowanej i wszyscy zapłacimy za jego utrzymanie. Chyba nie tak powinno być.

 

Dominika Prokuska

Ktoś postrzelił kota z wiatrówki

0

Gmina Zarzecze: Kotka z raną postrzałową trafiła do przychodni weterynaryjnej. W jej ciele tkwił śrut wystrzelony najprawdopodobniej z wiatrówki. Na szczęście zwierzę udało się uratować. Pani Alicja zgłosiła sprawę na policję. Tę, jak i wiele innych. Właścicielka kota, a zarazem wielka miłośniczka zwierząt wyznaje, że ktoś notorycznie truje i okalecza bezpańskie koty, którymi się opiekuje.

 

Pani Alicja mieszka w jednym z jarosławskich bloków. Za miastem ma dom po rodzicach, w którym przebywają jej koty. Obecnie jest ich około dziesięciu. Dwa należą do niej, cała reszta, jak twierdzi pani Alicja, została jej podrzucona.

– Często na mojej posesji znajduję koty, które trzeba leczyć. Ludzie są wygodni. Nie chcą ponosić kosztów z tym związanych, wiec się ich pozbywają. Jestem już tym zmęczona, ale nie jestem w stanie zostawić potrzebującego zwierzęcia w potrzebie. Karmię i opiekuję się wszystkimi, które do mnie trafią – mówi Alicja Prołubszczikow, mieszkanka Jarosławia.

Dom po rodzicach, który odziedziczyła pani Alicja, miał być bezpiecznym azylem dla niechcianych zwierząt. Bezpieczny jednak nie jest.

– Ktoś notorycznie podtruwa koty. Dzieje się tak od wielu lat. Kiedyś znalazłam truciznę wymieszaną z jedzeniem dla kotów. Innego razu kilka kawałki mięsa naszpikowane jakąś szkodliwą substancją. Nie jestem w stanie opisać jakie męczarnie przechodziły te biedne zwierzęta po zjedzeniu czegoś takiego ani tego, ile ja wycierpiałam, widząc je w takim stanie. Jakim trzeba być zwyrodnialcem, by dopuścić się takich czynów? – zastanawia się pani Alicja, nie kryjąc wzruszenia.

 

Nie tylko trucizna

Czara goryczy przelała się, gdy weterynarz wyjął z szyi jednego z kotów śrut. Wówczas pani Alicja zorientowała się, że „koci oprawca” może nie tylko podtruwać te biedne zwierzęta, ale i do nich strzelać.

– Poszłam na policję. Pokazałam śrut, który wyjął weterynarz. Na komendzie mieli jednak wątpliwości, czy aby na pewno był to śrut – opowiada pani Alicja.

Czytelniczka opisywaną sprawą niejednokrotnie próbowała zainteresować organy ścigania.

– Za każdym razem, gdy znalazłam martwe zwierzę, zgłaszałam sprawę na Policję. Policjanci nigdy jednak do końca jej nie wyjaśnili – żali się.

Pani Alicja twierdzi, że przyłapała kiedyś mężczyznę, który mógłby dopuścić się takich czynów.

– Widziałam go pod moim domem. Świadkiem byłam ja i moja koleżanka. Mężczyzna ten miał kiedyś niecne zamiary wobec mnie. Na szczęście udało mi się uciec. Myślę, że to on może znęcać się nad kotami, którymi się opiekuję – zwierza się pani Alicja.

 

„Cmentarzysko” na posesji

– Od czerwca 2009 r. do lipca 2010 jedenaście kotów zostało otrutych – wylicza pani Alicja. Na dowód swoich słów kobieta pokazuje rozpiskę z datą śmierci i imieniem kota oraz grubą teczkę pism kierowanych do różnych instytucji.

– Ten proceder trwa od lat. Nie ma roku, w którym nie znalazłabym martwego kota. Niektóre były cyklicznie podtruwane. Inne miały liczne obrażenia na ciele, połamane kości. Około 60 kotów już tak marnie skończyło. Dlaczego nikt z tym nic nie zrobi? Każdy mnie ignoruje – opowiada załamana kobieta.

W sprawie opisywanej przez naszą Czytelniczkę skontaktowaliśmy się z Komendą Powiatową Policji w Przeworsku. Asp. szt. Justyna Urban, rzecznik prasowy KPP w Przeworsku potwierdza, że wielokrotnie prowadzone były interwencje w sprawach opisywanych przez panią Alicję. Postępowania sprawdzające oraz przygotowawcze prowadzili również policjanci z Kańczugi.

Wszystkie zakończyły się odmową wszczęcia albo umorzeniem – mówi J. Urban.

Czy w gminie Zarzecze faktycznie grasuje „koci oprawca”? Ta zagadka niestety nadal pozostaje bez odpowiedzi, a zdaniem pani Alicji koty ciągle narażone są na niebezpieczeństwo. Jak tłumaczy, nie może zabrać ich do siebie, ponieważ mieszkanie w bloku ograniczałoby ich wolność i swobodę, którą zapewnia im domek za miastem.

EK


	            

Jarosławskie Pola Nadziei

0

W miniony weekend (28-30 maja) odbyła się piąta już edycja akcji „Jarosławskie Pola Nadziei”.

 

Pierwszego dnia zbiórka prowadzona była przed zakładami pracy, drugiego przed większymi sklepami, a trzeciego przed kościołami.

 

Celem akcji „Jarosławskie Pola Nadziei” jest pozyskiwanie funduszy na rzecz jarosławskiego Hospicjum im. św. Jana Pawła II prowadzonego przez Fundację Wzrastanie. W tym roku zebrane środki zostaną przeznaczone na zakup specjalistycznych łóżek. Każdy, kto zdecydował się wesprzeć jarosławskie hospicjum, otrzymywał ręcznie wykonanego żonkila lub naklejkę.

W akcję każdego roku angażują się uczniowie, nauczyciele, studenci oraz wolontariusze. Przepiękne żonkile (znak rozpoznawczy akcji, a zarazem symbol nadziei) przygotowują nawet przedszkolaki. W tegoroczną akcję zaangażowanych było około 1200 wolontariuszy. Zbiórki odbywały się przed 59 sklepami, 49 kościołami oraz 3 zakładami pracy.

Głównym organizatorem akcji jest Stowarzyszenie Rodzina Kolpinga w Jarosławiu i Stowarzyszenie Przyjaciół Jarosławskiego Hospicjum im. św. Jana Pawła II.

EK, fot. hospicjum