Emilia Pietruszka urodziła się 8 sierpnia 1922 r. w Czelatycach w gminie Rokietnica. W Pruchniku mieszka od 1947 r. Jej życie to czas bardzo wielu doświadczeń, o których chętnie opowiada. Z uśmiechem na twarzy wspomina również swoją pasję, jaką jest wyszywanie niezwykłych obrazów.
Kolejną pasją 100-latki są kwiaty. – Dlatego pani Emilia ze swojego okna czujnie obserwuje jak zmienia się pruchnicki Rynek, podziwiając piękne kwiaty w szczególności róże, a wręcz złoszcząc się jeżeli ktoś przechodzi pomiędzy kwiatami, zamiast wyznaczonymi alejkami – wspominają znajomi.
Z okazji tak zacnego jubileuszu przedstawiciele Urzędu Miejskiego w Pruchniku – Robert Grządziel, sekretarz Gminy Pruchnik wraz z Martą Wałach, dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej w Pruchniku, w imieniu samorządu złożyli jubilatce najserdeczniejsze życzenia i gratulacje. W domu pani Emilii, oprócz wyszywanych płócien, podziwiać można piękną galerię zdjęć rodzinnych, a także drzewo genealogiczne, zaczynające się od jubilatki i zawierające pięć pokoleń.
W tym roku swoje 100 urodziny obchodziła również Zofia Pilch mieszająca od urodzenia w Rozborzu Długim. Pani Zofia urodziła się 21 maja 1922 r.
Razem z lokalną społecznością życzymy jubilatkom dobrego zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności, aby kolejne lata mijały wśród najbliższych przynosząc wiele zadowolenia i radości z każdego dnia, miłości, wsparcia oraz szacunku.
Wyjątkowe urodziny świętowała Apolonia Kaczorowska z Surochowa. 20 sierpnia wraz z całą rodziną oraz przedstawicielami samorządu obchodziła rozpoczęcie 101 roku życia. Panią Apolonię odwiedził także proboszcz parafii w Surochowie.
– Uczestniczyłam dziś w niezwykłej uroczystości, jaka miała miejsce w Surochowie. Setne urodziny z najbliższą rodziną świętowała pani Apolonia Kaczorowska. Wraz z sekretarzem urzędu Robertem Turowskim, sołtysem wsi Surochów Januszem Blajerem i proboszczem parafii Krzysztofem Pelcem przekazaliśmy prezenty i złożyliśmy serdeczne życzenia pani Apolonii, życząc jak najwięcej zdrowia, spokoju w otoczeniu najbliższych. Wzruszona Pani Apolonia dziękowała za życzenia oraz upominki. Życzymy dalszych lat w zdrowiu – opisuje Elżbieta Grunt, wójt gminy Jarosław.
Dołączamy się do ciepłych słów kierowanych do pani Apolonii życząc jeszcze wielu wyjątkowych chwil i kolejnych jubileuszy.
Pamiątkowa tablica znajduje się w sąsiedztwie siedziby Straży Miejskiej.
W 85. rocznicę Wielkiego Strajku Chłopskiego na jarosławskim Rynku odsłonięta została tablica upamiętniająca te wydarzenia. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był potomek jednego z uczestników – Mirosław Krupa.
W wydarzeniu uczestniczył Wiesław Pirożek, zastępca Burmistrza Miasta Jarosławia, Mirosław Krupa, pomysłodawca spotkania, potomkowie uczestników strajku, miłośnicy i znawcy historii oraz mieszkańcy Jarosławia i okolic.
Mirosław Krupa, regionalista i pasjonat historii już od jakiegoś czasu czynił starania, aby w Jarosławiu upamiętniony został strajk chłopski z 1937 r. To dzięki jego działaniom na jarosławskim Rynku odsłonięta została pamiątkowa tablica, z której mieszkańcy miasta i okolic będą czerpać wiedzę o tych wydarzeniach.
Strajk chłopski rozpoczął się 15 sierpnia 1937 r. w siedemnastą rocznicę upamiętniającą Dzień Czynu Chłopskiego (15 sierpnia 1920 r.) gdzie w zwycięstwo pod Warszawą wieś polska wniosła znaczący wkład. Na rynku w Jarosławiu zebrało się wówczas około 40 tys. ludzi walczących o godność i poprawę swojego życia. Był to największy wiec w Polsce, a odbyło się ich wtedy dziesiątki. Strajk polegał na blokadzie dróg, wstrzymaniu dowozu żywności do miast oraz rezygnacji z zakupów przez 10 dni. Był przejawem protestu przeciw niskim cenom produktów rolnych, a jednocześnie wysokim podatkom i opłatom pobieranym przez władze miejskie. Poprzez strajk rolnicy próbowali wyrazić swoje niezadowolenie. Chcieli mieć wpływ na to, co się dzieje w ich Ojczyźnie. O wydarzeniach tych mało kto do tej pory wiedział, dlatego pan Mirosław postanowił to zmienić.
Pan Mirosław strajkiem chłopskim zaczął interesować się w momencie, gdy dowiedział się, że jednym z uczestników tego wydarzenia był jego dziadek – Józef Krupa, pochodzący z Koniaczowa, który jak się okazało, padł ofiarą ówczesnych władz. Za sam udział i nawoływania do protestu został skazany na 2,5 roku więzienia. Dopiero wybuch II wojny światowej przyczynił się do tego, że mógł więzienie opuścić. Pan Mirosław zadał sobie wiele trudu, by pozyskać te informacje, dlatego nie mógł pozwolić, aby nie zostały one zapomniane.
Odsłonięcie pamiątkowej tablicy na której widnieje napis „15 sierpnia 1937 roku w dniu Czynu Chłopskiego obchodzonego w rocznicę Bitwy Warszawskiej 1920 roku zebrało się w Jarosławiu 40 tysięcy mieszkańców okolicznych wsi, aby uczcić poległych w obronie Ojczyzny oraz zaprotestować przeciwko biedzie i warunkom życia na wsi. Chcieli też głośno przypomnieć, że Ci, co żywią i bronią mają też prawo by być współgospodarzami Ojczyzny. Ogłoszono 10-dniowy protest zwany w historii jako Wielki Strajk Chłopski 1937 r. W 85. rocznicę tamtych wydarzeń – mieszkańcy Jarosławia. 15 sierpnia 2022” miało miejsce w poniedziałek, 15 sierpnia. W wydarzeniu uczestniczył Wiesław Pirożek, zastępca Burmistrza Miasta Jarosławia, potomkowie uczestników strajku, miłośnicy i znawcy historii oraz mieszkańcy Jarosławia i okolic.
W Jarosławiu otwarta została także wystawa prezentująca wydarzenia związane z Wielkim Strajkiem Chłopskim. Można ją oglądać na murze Muzeum Kamienicy Orsettich przy ul. Trybunalskiej.
Nie ma miejscowości, w której nie powstała kapliczka czy krzyż przydrożny. Stawiane od wieków, w różnych intencjach wpisały się w krajobraz tej ziemi. Kapliczka w Woli Roźwienickiej znajduje się się przy drodze, naprzeciw budynku miejscowej szkoły podstawowej. Jest to murowana, otynkowana kapliczka typu wnękowego. Powstała na planie prostokąta. Nie znajdziemy na jej ścianach inskrypcji, które informowały by o fundatorach, czy dacie powstania obiektu. Nie posiada też bogatych zdobień, jednak jest w niej coś intrygującego. W jej górnej części widoczny jest motyw wschodzącego Słońca. Uwagę przykuwa również sporej wielkości ażurowy krzyż umocowany na jej szczycie. Robi wrażenie nie tylko przez swój rozmiar, ale także poprzez piękno wykonania. W sercu tej kapliczki, w przeszklonej wnęce umieszczona jest niewielka figura Matki Bożej z Lourdes w otoczeniu pięknych kwiatów. Kiedy powstała kapliczka, tego nie wiedzą dokładnie miejscowi. – Kapliczka ta jest bardzo stara. Ma na pewno dużo więcej niż 100 lat. Wiem, że jest to dar wotywny od rodziny Łyszczarzów. Nie ma nikogo o tym nazwisku już w naszej miejscowości. Była zniszczona, rozsypała się. Odbudowaliśmy ją. W ziemię poszło betonu na głębokość 1,5 metra, by stabilnie stała. Co ważne wygląda jak pierwotnie, jak w oryginale. Została też poświęcona – mówi Henryk Dryniak, sołtys Woli Roźwienickiej.
Takie ślady przeszłości, traktujące nierzadko o lokalnej historii, historii miejscowych rodzin czy poszczególnych ludzi często odchodzą w zapomnienie. Niszczeją i ślad po nich zanika. W tym przypadku jest odwrotnie. Urokliwa kapliczka nie zniknęła z krajobrazu wioski. Odnowiona, otoczona opieką przetrwa z pewnością dla kolejnych pokoleń.
Pomimo godzinnej reanimacji nie udało się uratować życia 79-letniej mieszkanki Jarosławia, która w czwartek, 18 sierpnia wypoczywała nad zalewem w Radawie.
Do tragedii doszło przed godziną 15.00. 79-letnia mieszkanka Jarosławia przebywała na terenie Gminnego Ośrodka Wypoczynku i Rekreacji w Radawie w towarzystwie bliskich jej osób. Z relacji rodziny wynika, że doskonale pływała. Kiedy jej bliscy wypoczywali na brzegu, ta pokonywała kolejne dystanse. W pewnym momencie siostrzenica kobiety spostrzegła, że jej krewna przestała płynąć. Ciało unosiło się na wodzie. Kobieta natychmiast wszczęła alarm. W wyciągnięciu starszej kobiety, która znajdowała się niemal na środku zbiornika pomogli plażowicze. Niezwłocznie przystąpiono do udzielania pierwszej pomocy.
– W początkowej fazie kobieta wykazywała jeszcze oznaki przytomności. Później zaczęły one zanikać – informuje bryg. Waldemar Czernysz, oficer prasowy Komendanta Powiatowego PSP w Jarosławiu.
Na miejsce przybyli strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej z Mołodycza oraz Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej z Jarosławia z łodzią ratunkową. W momencie przyjazdu strażaków 79-latka znajdował się już na brzegu.
– Resuscytację kontynuowano aż do przyjazdu karetki pogotowia. Wtedy przekazano kobietę zespołowi ratownictwa medycznego, który ponad godzinę wykonywał zabiegi reanimacyjne. Niestety, stwierdzono zgon – informuje W. Czernysz.
Nie wiadomo jaka była przyczyna śmierci kobiety. Okoliczności tego zdarzenia są wyjaśniane.
Orkiestra Dęta „Laudate Dominum”, która powstała przy Bazylice Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu od lat uświetnia wszystkie ważniejsze wydarzenia zarówno kościelne, jak i patriotyczne. Pomimo że od śmierci jej założyciela, Antoniego Kulikowskiego mija już 28 lat, to piękne dzieło wciąż jest kontynuowane.
Dariusz Tracz, zastępca burmistrza Miasta Jarosławia podczas koncertu jubileuszowego złożył muzykom najlepsze życzenia oraz gratulacje.
W tym roku Orkiestra Dęta „Laudate Dominum” obchodzi jubileusz 75-lecia. Z tej okazji zaplanowano cykl koncertów. Pierwszy z nich odbył się w czerwcu w Parku Miejskim im. Czesławy Puzon ps. „Baśka”. Drugi, jubileuszowy zorganizowano 15 sierpnia przed Bazyliką Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu. Muzycy pod batutą Zbigniewa Brudka wykonywali znane i lubiane utwory. Podziękowania oraz najlepsze życzenia z okazji jubileuszu w imieniu Burmistrza Miasta Jarosławia przekazał muzykom jego zastępca Dariusz Tracz. Orkiestra Dęta „Laudate Dominum” wystąpiła też podczas pikniku rodzinnego ze św. Jackiem, który w sobotę, 20 sierpnia odbył się w przyklasztornym ogrodzie.
Jak się zaczęło?
– Z chęcią przyjmiemy nowych muzyków. Jesteśmy otwarci na wszelką współpracę z firmami oraz różnego rodzaju instytucjami, a także osobami prywatnymi – mówi Roman Darowski, od ponad czterdziestu lat działający w orkiestrze.
Początki orkiestry sięgają 1947 roku, kiedy do Jarosławia przybył młody wówczas organista Antoni Kulikowski. W kościele OO. Dominikanów w Jarosławiu objął on prowadzenie chóru „Lutnia”, który istniał przy parafii i założył orkiestrę. Do lat 80. orkiestra występowała głównie na uroczystościach kościelnych. Dopiero po zmianach ustrojowych, wyszła poza „bramy kościoła”. Nawiązanie współpracy z Urzędem Miasta spowodowało, że orkiestra zaczęła się pojawiać również na innych uroczystościach. Smutnym dla muzyków rokiem okazał się 1994 r., w którym zmarł Antoni Kulikowski. Zapoczątkowane przez niego dzieło było jednak kontynuowane. Kolejnymi dyrygentami byli: Mieczysław Begiej,Jakub Międlar, Wojciech Bęś, Tadeusz Jakubas oraz Marcin Brudek. Obecnie kapelmistrzem jest ojciec Marcina, Zbigniew Brudek.
Łatwo nie było
Orkiestra funkcjonowała aż do roku 2007, w którym muzycy zmuszeni byli pożegnać kilka osób z zespołu. Po śmierci kilku jej długoletnich członków orkiestrę trzeba było przeorganizować.
– Założyliśmy wówczas Stowarzyszenie „Laudate Dominum”, któremu nadaliśmy imię jej założyciela Antoniego Kulikowskiego – mówi Roman Darowski, który do orkiestry dołączył pod koniec lat 70.
Przez następne lata orkiestra uświetniła kolejne uroczystości. Można ją było usłyszeć w kraju (m.in. Licheniu, Częstochowie), jak i za granicą (m.in. w Katedrze Lwowskiej). Najwięcej koncertów odbywało się jednak na terenie Jarosławia i okolic. W okresie świat Bożego Narodzenia orkiestrę można usłyszeć w Klasztorze OO. Dominikanów.
– Od 15 lat jesteśmy organizatorem koncertu kolęd, na które zapraszamy zaprzyjaźnione chóry. Ponadto zawsze 1 listopada spotykamy się na Starym Cmentarzu, przy grobie jej założyciela A. Kulikowskiego, gdzie gramy kilka marszów żałobnych. Uświetniamy też uroczystości upamiętniające zestrzelonych nad Pawłosiowem w 1939 r. lotników – wymienia R. Darowski.
Członkowie orkiestry
Skład orkiestry zmieniał się na przestrzeni lat. Obecnie orkiestra liczy ponad 30 osób. Są to osoby pracujące, uczące się, jak i emeryci. W orkiestrze występują zarówno absolwenci, jak i nauczyciele Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Jarosławiu. Najmłodsza instrumentalistka rozpocznie w tym roku naukę w ósmej klasie szkoły podstawowej, a najstarszy uczestnik ma 84 lata.
W repertuarze orkiestry znajduje się około 130 utworów, tym marsze, piosenki estradowe, religijne, wojskowe oraz kolędy. Prezesem stowarzyszenia jest Stanisław Ryznar. Sprawami finansowymi zajmuje się Władysław Strzelec, a opracowaniem scenariuszy i prowadzeniem koncertów – Roman Darowski.
Orkiestra jest zespołem czysto amatorskim. Ze swojej działalności nie czerpie żadnych profitów. Drzwi są otwarte dla każdego chętnego.
– Z chęcią przyjmiemy nowych muzyków. Jesteśmy otwarci na wszelką współpracę z firmami oraz różnego rodzaju instytucjami, a także osobami prywatnymi – mówi R. Darowski.
Członkowie zespołu spotykają się w każdy piątek przy Klasztorze OO. Dominikanów w Jarosławiu.
W pierwszej połowie sierpnia na placu zabaw przy ul. Orkana odbył się Piknik Rodzinny zorganizowany w ramach Jarosławskiego Budżetu Obywatelskiego na rok 2022.
W ramach tego wydarzenia zorganizowane zostały konkursy, gry i zabawy na świeżym powietrzu. Nie obyło się malowania twarzy oraz puszczania baniek mydlanych. Najmłodsi spędzali czas na dmuchanych zjeżdżalniach, a nieco starsi układali wiersz o swojej dzielnicy. Ucztą dla podniebienia był popcorn i wata cukrowa. Wydarzenie zakończyła dzielnicowa potańcówka.
Zespół dworski w Tyniowicach obejmuje dwór, spichlerz i park z aleją dojazdową. Początki dworu mieszkalnego sięgają przełomu XVII/ XVIII wieku. Natomiast budowa obecnego wiąże się z okresem XIX wieku, kiedy właścicielami byli Marynowscy. Zasadniczo to Zofia ze Skrzyńskich Marynowska i jej córka Stanisława Grodzicka rządziły dworem. Dwór został zbudowany w 1901 roku. Budowniczym i architektem dworu był Edward Leon Justyn. Zaklika herbu Topór, pochodzący z Łopuszki Wielkiej. Po wybudowaniu zamieszkał w nim wraz z żoną. Pod względem stylu architektonicznego dwór nawiązuje do tradycji romantycznej. Po II wojnie światowej dwór został adaptowany na potrzeby szkoły. Założenia parku dworskiego maja charakter krajobrazowy, wieloosiowy, pochodzący z drugiej połowy XIX wieku. W centralnym miejscu występuje kilka wielkich drzewiastych altan lipowych i gaje lipowe na skarpie i na obrzeżach parku. Ponadto na terenie parku znajduje się spichlerz, pochodzący z początków XIX wieku. Od głównej bramy prowadzi reprezentacyjny podjazd pod dwór.
Jarosławskie Stowarzyszenie „Ocalić Przeszłość dla Przyszłości”
Wstępna wizualizacja świątyni. Kiedy projekt zostanie ostatecznie zatwierdzony będzie można go konsultować z wiernymi.
Budowa kościoła na „Nowym mieście” w Jarosławiu nabiera rumieńców. W ubiegłym roku uprzątnięto działkę i ją poświecono. Teraz są już wstępne ustalenia i projekty. Prace mają ruszyć w przyszłym roku. – Nowa świątynia, której patronami będą Dobry pasterz i Dobry Łotr stanowi pomnik 700-rocznicypowstania pierwszej parafii w mieście w 1323 roku, dlatego właśnie zaczynamy budowę w takim terminie – mówi ks. prał. Marian Bocho, proboszcz jarosławskiej kolegiaty, inicjator przedsięwzięcia.
Przed tygodniem odbyło się spotkanie związane z projektem koncepcyjnym nowej świątyni. Uczestniczył w niej ks. prał. M. Bocho, inżynier architekt Henryk Sobolewski, który zaprojektował jej wstępną wersję i ks. dr Marek Wojnarowski z Przemyśla, pełniący funkcję przewodniczącego komisji artystycznej dotyczącej budowy nowych kościołów. – To jest wstępny projekt, architekt uwzględni uwagi i następnie po zatwierdzeniu, podejmie jego przygotowanie. Zrezygnowaliśmy na razie z mieszkania przy kościele, na tym etapie nie jest to potrzebne – mówi ks. M. Bocho. – Plan zagospodarowania przewiduje, że w tej dzielnicy ma być ponad 5 tys. mieszkańców. Dlatego padła też propozycja powiększenia świątyni – dodaje. „Nowym miastem” w Jarosławiu, proboszcz kolegiaty nazywa dzielnicę za parkiem miejskim im. Bohaterów Monte Cassino. Są tam sklepy, przedszkole, biblioteka, obiekty sportowe. Wciąż powstają też nowe zabudowania, osiedla. – Wybudowanie kościoła, a być może później powstanie parafii w tym miejscu jest zupełnie naturalną koleją rzeczy – podkreślają zwolennicy tego pomysłu, których nie brakuje.
Dobry orędownik na dziś
W 1323 Jarosław nabył prawa miejskie i w tym samym czasie powstała pierwsza tutaj wspólnota chrześcijańska. W przyszłym roku obchodzona będzie 700-letnia rocznica tego wydarzenia. – Nowy kościół stanowi pomnik tej rocznicy i dlatego zaczynamy budowę w tym właśnie roku. Patronami świątyni będą Dobry Pasterz i Dobry Łotr. Jest to nawiązanie do spotkania na Golgocie pomiędzy Jezusem, a nawróconym łotrem wiszącym obok niego na krzyżu. Dobry Łotr jest pierwszym kanonizowanym świętym przez samego Chrystusa. Zbawiciel obiecuje mu, że jeszcze tego samego dnia dostąpi raju. To jest patron na dzisiejsze czasy. Tyle ludzi jest dziś pogubionych, a Dobry Łotr uświadamia, że wciąż jest nadzieja. Ks. abp. Józef Michalik zgrabnie to ujął, że jest to patron ostatniej szansy dla wierzących. Natomiast odniesienie do Dobrego Pasterza pokazuje, że zawsze mogę zwrócić się do Jezusa, pasterza, który zostawia swoje owce po to, by odnaleźć tą jedną zagubioną – mówi proboszcz parafii Bożego Ciała.
Ludziom zależy
Widać, że ludzie są zaangażowani w powstanie kościoła. To miejsce jest cały czas żywe, ciągle coś się tam dzieje. – W maju były odprawiane majówki, potem nabożeństwa czerwcowe. Wierni wspierają nas bardzo modlitwą, otrzymujemy też datki na budowę. Czasem dostajemy przelew na konto parafii Bożego Ciała z dopiskiem, że są to pieniądze przeznaczone na nowy kościół, a nawet zdarza się, że na tacę ktoś wrzuci kopertę z takim napisem. Przychodzą również ludzie indywidualnie przekazać datki – mówi ks. prałat Marian Bocho. Wygląda na to, że ludziom zależy, żeby ta świątynia powstała. Do pracy nad nią angażują się także osoby spoza Jarosławia. – Pochodzę z tych stron, konkretnie z Przeworska, uczęszczałem do seminarium w Przemyślu i jak najbardziej popieram budowę tego kościoła. Prywatnie też dałem ofiarę, żeby wspomóc to dzieło. Oprócz życia codziennego potrzebne jest też życie duchowe, a to jest możliwe właśnie dzięki świątyni. Bez Boga ani do proga – mówi ks. Marek Łączkowski z parafii Trójcy Przenajświętszej w Głogowie Małopolskim. Po uzyskaniu stosownych pozwoleń, w przyszłym roku budowa się rozpocznie.
– Tragedia. Tony zdechłych ryb znowu wyciągnęli z Odry. Jak żyć w takim świecie – starszy mężczyzna zagaduje na Hali Targowej w Jarosławiu kobietę w podobnym wieku. – A co mnie to obchodzi. Nie jadam ryb – odpowiada pani. Bociany znowu odlatują. Coraz ich mniej i może być kiedyś tak, że już ich nie zobaczymy. Nie jadam bocianów. Niech lecą gdzie ich oczy poniosą.
Rajska jabłonka na pl. Św. Michała w Jarosławiu została wycięta. No i słusznie. Owoce były malutkie i niesmaczne. Nie do jedzenia. Mury kościoła odkopali i zasypali. Logiczne. A tym, którzy krzyczą, że można było je wyeksponować i atrakcję stworzyć proponujemy, by sobie obejrzeli oszkloną atrakcję przy fontannach. Miała pokazywać dawną powierzchnię Rynku, ale się zaparowała. Problem nie do rozwiązania. Pokryte szkłem resztki murów narobiłoby o wiele więcej kłopotów, a normalny człowiek raczej ich unika.
Drewniane stoiska przy ratuszu pękają, a kosztowały krocie. To normalne. Cena zależy od jakości. Stawiają nowe stoiska. Ma być jarmark. Targowisko trwa.
Myślenie jest jednak wyczerpujące. Lepiej iść drogą większości i wiedzieć tylko kogo należy ucałować tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Wtedy węgiel może kosztować 10 tysięcy zł. Nawet za pół tony. Odra umarła. I co z tego? Widocznie los tak chciał. Wszystkie służby ze specjalistami rangi najwyższej zielonego pojęcia nie mają, czemu ryba w wodzie ginie. Bo to, że się potopiły, udało się po długich badaniach wykluczyć. Są tacy, co wiedzą, ale oni też wiedzą, że lepiej nie wiedzieć. Rynsztok może być, byle nie wybijał. Prezes się wypowiedział. Stwierdził, że życzy powodzenia w wyborach i ładnie podziękował słuchającym. Tego się trzymajmy, bo nie ważne co się dzieje, ważne by wybory wygrać.
Lasy dają pieniądze na drogi. W powiecie jarosławskim dali więcej. W przeworskim mniej, bo mniejsze lasy. Patrząc na to kto daje i komu, widać że kampania wyborcza idzie pełną parą.
Nauczyliśmy się patrzeć przez pryzmat swoich interesów. Potrafimy przyklasnąć największej głupocie, jeśli poczujemy zysk. Patrzymy tak, jak pani nie jedząca ryb. Niech zdechną wszystkie. Po co mi fundamenty kościoła, skoro w parafii mam całą świątynię. Idąc tym tropem zaczynam się zastanawiać po co mi rzeka, skoro mam wodociąg. Co mnie obchodzi Rzeszów, czy Pruchnik skoro i tak siedzę w Jarosławiu. Po co mi Ojczyzna. Wystarczy to, co blisko. Jeśli trzeba to zakrzyknę, że jestem patriotą, albo przemilczę. Byle tylko na swoje wyjść.
W świecie też fajnie. Na Białorusi zaprezentowali Łukaszence cud lokalnej myśli technicznej w postaci motocykla. Prezydent zapytał i dowiedział się, że białoruska jest tylko nazwa. Reszta jest chińska W ojcowskim geście wywalił dyrektora fabryki na zbity pysk. U nas jest demokracja i takiego dyrektora co najwyżej przenieśli by do szefowania w innym zakładzie.