W poniedziałek, 26 października, odbyła się kolejna sesja Rady Miasta Jarosławia. Choć początek obrad zdominowały rutynowe kwestie, ostatecznie uwaga wszystkich skupiła się na nagłym zwrocie w polityce międzynarodowej miasta oraz wstrząsającym wyznaniu burmistrza Marcina Nazarewicza o kierowanych pod jego i jego rodziny adresem groźbach karalnych.
Pierwsza część posiedzenia przebiegała w miarę spokojnie i według planu. Tematami obrad były m.in.: Gminny Program Opieki nad Zabytkami dla Miasta Jarosławia na lata 2026-2029, stan placówek oświatowych w rozpoczętym roku szkolnym 2026/2027, działalność spółki PGKiM w Jarosławiu w okresie zbliżającego się dnia Wszystkich Świętych, segregacja odpadów, partnerstwa z miastem Yverdon-les-Bains w ramach realizacji projektu szwajcarskiego czy współpraca z organizacjami pozarządowymi oraz innymi podmiotami w rozumieniu przepisów o wolontariacie i działalności pożytku publicznego.
Prawdziwe emocje pojawiły się dopiero podczas dodatkowych projektów uchwał, które wprowadzono do porządku obrad. Jeden z nich, na wniosek burmistrza Marcina Nazarewicza, dotyczył uchylenia uchwały intencyjnej dotyczącej nawiązania współpracy partnerskiej pomiędzy Gminą Miejską Jarosław a Miastem Skole na Ukrainie. Wokół uchwały intencyjnej podjętej wiosną br. w ostatnim czasie pojawiło się wiele kontrowersji bezpośrednio związanych z polityką historyczną Skola (m.in. ogłoszenie przez Radę Obwodową Lwowa roku 2027 Rokiem UPA, czy obecności w mieście pomnika Stepana Bandery i czynnego czczenia jego pamięci i dokonań). Nie bez znaczenia pozostały też silne napięcia społeczne, jakie wywołała wrześniowa tragedia w Jarosławskim Opactwie.
To zaszło za daleko
To, co miało być merytoryczną dyskusją o dyplomacji, przerodziło się w osobiste i wstrząsające wyznanie włodarza Jarosławia. M. Nazarewicz ujawnił, że w związku z planowanym wcześniej partnerstwem ze Skolem stał się obiektem bezpardonowych ataków, hejtu oraz gróźb pozbawienia życia kierowanych pod adresem jego i jego najbliższych. Pełne nienawiści wiadomości spływały zarówno przez media społecznościowe, jak i na oficjalną skrzynkę mailową urzędu. Agresorzy nie oszczędzili nawet żony burmistrza ani jego małoletnich dzieci. Włodarz był publicznie wyzywany od „banderowców” i „zdrajców”.
– To zaszło już zdecydowanie za daleko. Z każdym dniem narastało. W ostatnich czterech miesiącach nazywali mnie antypolakiem, banderowcem, Ukraińcem i grozili mi różnymi rzeczami, łącznie ze śmiercią. Ja nie potrafię w szkole tłumaczyć młodzieży, że moje dzieci nie są dziećmi banderowca. Zaś wydarzenia, które się tym piętnem odcisnęły na Polsce, były w 1943 roku. Moi rodzice urodzili się prawie 20 lat później, a ja dużo, dużo później. My nie mamy nic wspólnego z tymi ludźmi i nigdy nie byliśmy banderowcami – mówił głęboko poruszony burmistrz.
M. Nazarewicz w mocnych słowach potępił osoby, które wykorzystały sytuację do realizowania własnych celów politycznych. Zwrócił uwagę, że w nagonce brała udział m.in. grupa młodych ludzi chcących zaistnieć w przestrzeni publicznej kosztem spokoju jego rodziny. Jednocześnie burmistrz podziękował mieszkańcom Jarosławia za dojrzałość i zachowanie spokoju w obliczu prób celowego podpalania nastrojów społecznych. Podkreślił, że Jarosław zawsze był i pozostanie miastem otwartym i wielokulturowym, ale bezpieczeństwo mieszkańców oraz jego własnej rodziny jest wartością nadrzędną. Sprawą gróźb karalnych kierowanych w stronę urzędnika państwowego ma zająć się teraz prokuratura.
DP/fot. UM Jarosław
